Czego szukasz

Tasteaway. Nawet 120 dni w roku spędzamy w podróży

To już prawie 10 lat jak podróżują. Najpierw samodzielnie, a potem razem jeszcze więcej. Nie zwolnili tempa i nie odpuścili nawet gdy pojawiły się dzieci. A co ze szkołą, przedszkolem dzieci? Po prostu zamierzają bardziej dostosować plany do szkolnego kalendarza, a czasem po prostu wyjechać bez dzieciaków. Natalia i Łukasz prowadzą najbardziej popularny blog kulinarno-podróżniczy w Polsce. Tasteaway to opowieść o podróżach, to recenzje kulinarne i podpowiedź jak podróżować z dziećmi. O podróże z dziećmi właśnie, zapytałam Natalię.

Natalia i Łukasz z synkiem na łodzi w Birmie

Natalio, wspólnie z Łukaszem i można powiedzieć, że również wspólnie z dwójką Waszych pociech Maksem i Jagódką, bo przecież są bohaterami Waszych reportaży i podróży, prowadzicie blog podróżniczy Tasteaway. Opowiedz trochę o Was.

Co można o nas powiedzieć tak w skrócie? Na pewno, że jesteśmy aktywni, żądni wrażeń 🙂 Lubimy jak dużo się dzieje – zarówno w życiu zawodowym, jak i w czasie wolnym. Kochamy podróżować, poznawać, kochamy jeść. Dużo pracujemy, ale też kochamy korzystać z życia. Uwielbiamy ludzi. Gdy jesteśmy w Warszawie, jak najwięcej czasu spędzamy ze znajomymi. Od ponad 7 lat podróżujemy z naszym synkiem – Maksem – teraz już, od września, uczniem. Od ponad 2 lat do naszej ekipy dołączyła Jagoda – obecnie przedszkolak 🙂

Od jak dawna podróżujecie?

Chyba oboje zaczęliśmy więcej podróżować od czasu, gdy jesteśmy razem. To już prawie 10 lat! Dla mnie wcześniej impulsem do podróży był Erasmus w Bilbao w hiszpańskim Kraju Basków, ale więcej zaczęliśmy podróżować dopiero razem. Na przekór wszystkiemu i wszystkim, gdy urodził się Maks nie przestaliśmy i zaczęliśmy podróżować jeszcze częściej. 🙂

Ile razy w ciągu roku jesteście w podróży?

Ostatnio ciężko zliczyć 🙂 Kiedyś liczyliśmy, że spędzamy nawet 120-140 dni w roku w podróży. Bliżej lub dalej, ale to dni spędzane poza domem.

Czy Wasze wyjazdy są dokładnie planowane, czy zdarzają się Wam wyjazdy spontaniczne, bez planu?

Zdecydowanie wolimy spontaniczne podróże. 🙂 Zwykle nawet przy dalekich podróżach rezerwujemy kilka pierwszych nocy i mamy ogólny kierunek w głowie, ale szczegóły planujemy na bieżąco. 🙂 Ostatnio jednak takie podróże trochę nas zawiodły – spontaniczne szukanie noclegów dla 4 osób w sierpniu na północy Hiszpanii skończyło się baaaardzo drogim noclegiem w całkiem słabym miejscu 😉 Myślę, że to czasem oducza spontaniczności 😉

Jesteś aktywna zawodowo, prowadzisz blog, masz dwójkę dzieci, często podróżujesz. Od niedawna ruszyliście jeszcze z nowym konceptem cukierniczym DESEO Patisserie & Chocolaterie. Jak Ty to wszystko godzisz? Masz chwilę dla siebie, żeby ot tak leżeć i pachnieć? 🙂

Poza dziećmi, blogiem i DESEO, mam jeszcze swoją agencję badawczą, brainlab, którą od 2012 prowadzę razem z moim wspólnikiem. Ona też pochłania mi sporo czasu. Nie mam kiedy leżeć i nie za bardzo lubię. Ale czas na sushi czy śniadanie z przyjaciółką zawsze znajdę. 🙂

Opowiedz o podróżach z dziećmi? Jagódka miała 2 miesiące gdy pierwszy z nią wyruszyliście? A Maks 2,5 miesiąca, gdy wyruszyliście w podróż wokół Europy? Nie bałaś się? Chorób, trudnych momentów, bolesnego ząbkowania?

Myślę, że od początku miałam dość mocne przekonanie, że małemu dziecku wszędzie dobrze, gdzie jest mama i mleko 🙂 i to się sprawdziło 🙂 W przypadku podróży z Maksem nie obawiałam się – byliśmy w Europie, w krajach, które znamy, z rozwiniętą opieką zdrowotną i z możliwością powrotu do Polski zawsze, gdyby było to potrzebne.

Myślę, że więcej obaw mogła spowodować Tajlandia, ale przyznam, że obawiałam się jedynie komarów i przenoszonej przez nie dengi. Nie obawiałam się innych chorób, bo Jagódka była tylko na moim mleku. A trudne momenty są wszędzie 🙂 Ja wolę je spędzać na plaży 🙂 Ale przyznam, że takich chwil nie było – podróż z 2-3 miesięczną Jagódką była zdecydowanie łatwiejsza niż z 1,5 roczną 🙂

Widzisz pozytywne efekty podróżowania swoich dzieci? Co im to daje?

Na pewno! Są bardziej otwarte – na nowe miejsca, nowe smaki, innych ludzi. Wszędzie czują się jak u siebie. Maks nie wstydzi się i nie boi poprosić o sok po angielsku czy samemu kupić coś w sklepie. Poza tym – podróże uczą dzieci elastyczności. Czasem trzeba posiedzieć dłużej w samolocie czy w wózku, bo potem czeka nagroda.

A co z uczęszczaniem do szkoły, przedszkola? Wspomniałaś, że Maks jest już pierwszakiem. Mimo to zamierzacie nadal tak intensywnie podróżować?

Tak, Maks już jest w szkole 🙂 Zamierzamy bardziej dostosować plany do szkolnego kalendarza, a czasem też wyjechać bez dzieciaków 🙂 Jak na razie za nami 3 miesiące szkoły. W tym czasie byliśmy z dziećmi na Podlasiu, w Paryżu oraz w Barcelonie 🙂 Ja byłam z dzieciakami i moją mamą w Łodzi. Łukasz rozrywkowo w Szwecji, a zawodowo w Peru. Razem we dwoje byliśmy w szwedzkim Malmo 🙂 Podróży trochę było, a Maks opuścił tylko 3 dni 🙂

Wasze podróże to takie testowanie. Tego świata, który odwiedzacie, jedzenia i siebie nawzajem w podróży. Przeszlicie kiedyś jakiś trudny test w podróży, coś po czym poczuliście, że teraz już nic nie jest Wam straszne?

Staramy się unikać np. sytuacji niebezpiecznych, stresujących dla nas i dla dzieci 🙂 Chociaż np. ucieczka przed powodzią na Koh Samui z dwójką dzieci, w tym jedno 3 miesięczne, a drugie z raną na stopie, pewnie dla wielu byłaby totalnym hardkorem 🙂

Wasze podróże nie należą do tanich. Wszędzie degustujecie ciekawe, regionalne potrawy. Skąd czerpiecie finanse?

Dużo pracujemy 🙂 Pracujemy też od lat 🙂 Nie jesteśmy osobami, które zaczęły podróżować na studiach i np. przez to nie pracowały zawodowo. Ja w swojej dziedzinie (badania rynku) pracuję od ponad 10 lat – najpierw w TNS OBOP (dziś w TNS Polska), od 2012 r. na swoim w brainlabie. Łukasz pracował w agencji reklamowej, w marketingu Orange, miał też swoją agencję reklamową, potem grupę agencji. Od 2012 r. jest współwłaścicielem Bubbleology – sieci tea labów z bubble tea (franczyza brytyjskiej marki). Od 2015 r. działa nasza cukiernia DESEO, ale na niej nadal nie zarabiamy – to już temat na inny wywiad 🙂 Zarabiamy też na blogu 🙂

No właśnie blog! Dość szybko stał się bardzo lubiany i popularny. Jak Wam się to udało?

Myślę, że to połączenie kilku czynników 🙂 Po pierwsze nasz blog był jednym z pierwszych, które łączyły podróże i jedzenie. Chyba jedynym, który łączy podróże, jedzenie i podróże z dziećmi, a mocno wierzymy w to, że coraz więcej osób właśnie tak chce żyć – nie rezygnować z podróży, własnych przyjemności, gdy rodzą się dzieci.

Pokazaliśmy też to, czego nie było na blogach – te droższe podróże. Tego też sporo osób szukało. Osób, które mają pieniądze i chcą podróżować, ale spać w pięknym hotelu i zjeść w najlepszej restauracji.

Na szybki rozwój bloga wpłynęła też na pewno systematyczność w jego prowadzeniu. Od kwietnia 2013 roku pojawiały się 2-5 postów w tygodniu. W początkowym okresie nie robiliśmy przerw dłuższych niż 3 dni bez nowego posta 🙂 Szybki rozwój bloga na pewno wspomogła reklama na Facebooku, czego nigdy nie ukrywaliśmy 🙂

Oboje wywodzimy się ze świata biznesu i wiemy, że by wyjąć, trzeba włożyć 😉 zainwestowaliśmy w rozwój fanpage w mądry sposób – w ludzi, którzy rzeczywiście są naszymi treściami zainteresowani 🙂

Co do popularności myślę, że jest jeszcze jedno. Ja bardzo lubię ludzi – odpisuję im, rozmawiam z nimi, doradzam. To sprawia, mam wrażenie, że chcą być z nami, a my z nimi 🙂

Wasze ulubione zakątki w Polsce? Co polecilibyście?

Podlasie i Suwalszczyzna.

Gdzie najlepiej czujecie się poza Polską? Gdzie moglibyście zamieszkać?

Niezmiennie od lat – HISZPANIA 🙂 Pomieszkałabym chętnie też w Japonii i w … Bangkoku.

Jakie podróże planujecie w najbliższym czasie?

Ucieczkę przed zimą w grudniu.

Opowiedz proszę jeszcze o Waszej cukierni. Skąd pomysł i co dobrego produkujecie? 🙂

DESEO Patisserie & Chocolaterie pojawiło się u nas trochę przypadkiem 🙂 Jest jak dziecko – wpadka 🙂 Problematyczne, ale bardzo kochane 🙂 W DESEO znajdziesz ciastka typu petit gateaux, lody, praliny czekoladowe ręcznie robione, gorącą czekoladę na bazie czekolad Single Origin, herbaty zimowe. Robimy też torty okolicznościowe, torty weselne.

Dziękuję Ci za rozmowę.

Zdjęcia: archiwum Natalii i Łukasza

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Akcesoria do drewnianego domku dla lalek, które zachwycą każdą dziewczynkę

Sam drewniany domek dla lalek nie wystarczy, by zabawa była naprawdę ekscytująca i umożliwiała realizację najśmielszych scenariuszy. Domek z lalkami trzeba odpowiednio wyposażyć! Jakie dodatki i mebelki dla lalek zachwycą każdą dziewczynkę?
Dziewczynka siedzi przy swoim domku dla lalek

Czym kierować się, kupując drewniany domek i mebelki dla lalek?

Półki sklepów z zabawkami uginają się pod różnorodnymi domkami i akcesoriami dla lalek. Decyzja o wyborze konkretnego domku dla lalek powinna opierać się na kilku kryteriach, spośród których najważniejsze jest kryterium jakościowe.

Producenci zabawek często kuszą kolorowymi, bogato wyposażonymi konstrukcjami, których jakość pozostawia jednak wiele do życzenia. Kupując domek dla lalek drewniany, zwróć uwagę przede wszystkim na:

  • materiały użyte do produkcji – czy zarówno sam domek, jak i akcesoria wykonano z drewna (najlepiej litego);
  • bezpieczeństwo – kupuj zabawki pokryte atestowanymi powłokami i starannie wykończone;
  • komfort zabawy – czy konstrukcja domku zapewnia wygodny dostęp do wszystkich pomieszczeń (również do poddasza);
  • rozmiar – czy tak duży domek dla lalek na pewno zmieści się w pokoju Twojej córki. Jeśli w pomieszczeniu jest mało miejsca, a wybór padł na kilkukondygnacyjną rezydencję, to zabawa szybko przeniesie się do… salonu.

Jeżeli dokupujesz same akcesoria, zastanów się, czy będą one pasować do domku Twojej córki nie tylko pod względem rozmiaru, ale również estetyki.

Czy można kupić domek dla lalek od razu z pełnym wyposażeniem?

Akcesoria możesz kupić niezależnie od samego domku z lalkami albo zdecydować się od razu na kompletny zostaw. W sklepach z zabawkami znajdziesz drewniane domki dla lalek wraz z bogatym wyposażeniem

Niektóre zestawy są bardzo rozbudowane. Zawierają praktycznie wszystkie potrzebne mebelki i dodatki do poszczególnych pomieszczeń. Inne oferują zaledwie kilka elementów. Pozwól córce samej zadecydować, czy woli „pusty” budynek, czy duży, drewniany domek dla lalek z kompletnym wyposażeniem – taki, jak np. w sklepie Dollo.

Złotym środkiem może się okazać domek dla lalek ze zjeżdżalnią, schodami i oświetleniem, ale bez mebelków, dodatków i dekoracji. Te możesz dokupić osobno albo… wykonać ręcznie razem ze swoim dzieckiem.

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: partnera portalu

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:

Jak wykorzystać kompetencje rodzicielskie w pracy? Rozmowa z Pawłem i Radkiem, menedżerami z firmy Franklin Templeton

„Mimo że mówimy tu o dwóch zupełnie innych światach, umiejętności zdobyte w jednym z nich, przydają się w tym drugim”. Do ciekawej rozmowy o byciu ojcem i menedżerem zaprosiliśmy Pawła Rybickiego i Radosława Duszyńskiego, którzy - kiedy nie zajmują się dziećmi - są menedżerami w firmie Franklin Templeton i zarządzają zespołami. Zapytałyśmy, jak przeplatają się w ich życiu role ojców i menedżerów, co jest dla nich największym wyzwaniem, i co zmieniła pandemia?
Radek Duszyński z synkiem



Pytanie na rozgrzewkę: jaki jest pracujący tata?

Radek: Zabiegany i dobrze zorganizowany, szczególnie teraz, kiedy pracujemy z domu z dziećmi.

Paweł: Pracujący tata jest… często niewyspany. A odpowiadając bardziej poważnie – zorganizowany i przewidujący.

Pawle, Radku, obaj jesteście menedżerami. Zarządzacie zespołami w firmie Franklin Templeton. Obaj macie po dwójce dzieci. Czy kompetencje menedżerskie przydają się w domu? Czy to zupełnie inna bajka?

Radek: Na pewno się przydają, chociaż jeśli używam kompetencji menedżerskich w domu, to raczej bezwiednie. Ale to działa w obie strony i czasem w ramach autorefleksji dochodzę do wniosku, że to, jak rozmawiam z moim zespołem, często wynika z moich doświadczeń z dziećmi. Natomiast dynamika tych kontaktów jest zupełnie inna!

Paweł: Mimo że mówimy tu o dwóch zupełnie innych światach, umiejętności zdobyte w jednym z nich przydają się w tym drugim.
Pierwszym, o czym pomyślałem, są jednak umiejętności menedżerskie rozwinięte dzięki byciu rodzicem, a nie na odwrót. Elastyczność, spokój i opanowanie w kryzysowych sytuacjach, samodyscyplina, większa empatia, lepsza organizacja pracy – to zaledwie początek długiej listy cech, które rozwinąłem dzięki byciu ojcem.

Z drugiej strony, w domu staram się odchodzić jak najdalej od bycia menedżerem, choć niewątpliwie opanowanie, odporność na stres, umiejętność szybkiego podejmowania decyzji czy zarządzanie czasem też bardzo się tu przydają.

Radek Duszyński z córką

Macie już troszkę starsze dzieci. Być może pewne rzeczy się zatarły w Waszej pamięci, ale czy było coś, co szczególnie zaskoczyło Was w ojcostwie?

Radek: Na początku wszystko było zaskakujące. Nie wiem, jakie było doświadczenie Pawła w tym temacie, ale ja, szczególnie przy pierwszym dziecku, miałem wrażenie, że błądzimy we mgle. I chociaż teraz jest łatwiej, to nadal jest to nieustająca nauka. Jeśli chodzi o stereotypy – nie. Myślę, że mamy to szczęście z Pawłem, że nasza firma raczej z nimi walczy. Na przykład jak w moim przypadku – udało mi się z pełnym poparciem przełożonych wziąć trzy miesiące urlopu, którym podzieliła się ze mną żona po narodzinach drugiego dziecka.

Paweł: Mnie w byciu ojcem zaskoczyła gwałtowność, z jaką ono przyszło, z przewartościowaniem dotychczasowych osiągnięć czy zmianą priorytetów niemal z dnia na dzień. Pamiętam szczególnie pierwsze dni, tygodnie po narodzeniu dzieci – wypełnione mieszanką dumy i obaw, euforii i wyczerpania, radości i stresu, a także wielu innych emocji, których wcześniej nie odczuwałem w takim natężeniu. Pamiętam, że czułem się wtedy, jakby ktoś uczył mnie pływać, wrzucając do oceanu podczas sztormu. Po kilku latach, na szczęście, można się do tego sztormu przyzwyczaić, a może nawet nieźle surfować po niektórych z fal…

Radku, wspomniałeś w rozmowie z nami, o dobrych wzorcach, które otrzymałeś od swoich przełożonych, w kontekście łączenia roli rodzica i pracownika. Jakie znaczenie ma to Twoim zdaniem? I jak zmieniło Twoje postępowanie?

Radek: Od małych rad, jak radzić sobie z silną osobowością córki, po zwykłe zrozumienie dla sytuacji, w której trzeba nagle opuścić biuro – takie ludzkie podejście ma ogromne znaczenie dla komfortu pracy. Dzięki temu mam zrozumienie dla wszystkich możliwych i (wydawałoby się) niemożliwych sytuacji związanych z posiadaniem dzieci. I nie tylko. Moi pracownicy wiedzą, że mogą liczyć na moje wsparcie i elastyczność w związku z różnymi życiowymi sprawami.

Radek Duszyński z synem

Pawle, Ty wspomniałeś, że w łączeniu bycia tatą z pracą zawodową pomaga Ci dzielenie się historiami. Jak wyglądają takie rozmowy? Co jeszcze pomaga Ci i jest dla Ciebie takim wentylem bezpieczeństwa?

Paweł: Tak, to swego rodzaju terapia przez śmiech. Często sprowadza się to po prostu do wymiany doświadczeń z innymi rodzicami na temat tego, kto miał bardziej koszmarniejszy poranek, kto musiał w środku nocy, tłukąc coś po drodze, biec z interwencją do dziecka, czego które dziecko omal sobie nie zrobiło, co dziwnego tym razem połknęło, itp. Ciekawe jest to, że większość anegdot spotyka się z natychmiastowym zrozumieniem i opowiedzeniem podobnej historii, która spotkała innego rodzica i jego dziecko. Czasem przybiera to wręcz formę licytowania się, kto miał gorzej, ale kluczowe jest to, że są to historie opowiedziane ze śmiechem (bardzo rzadko przez łzy). Pomaga to nieco odreagować, spojrzeć na te „uroki” rodzicielstwa i drobne dramaty życia codziennego z dystansu i poczuć, że nie jest się osamotnionym.

Jeśli chodzi o inne „wentyle”, paradoksalnie jest to wspólny czas z rodziną: zabawa, wypad do lasu, w góry, wspólne czytanie, rysowanie, odwiedziny u znajomych. Po prostu – oderwanie się od pośpiechu i chwile beztroski. Jeśli uda się to uzupełnić sporadycznym wypadem ze znajomymi (bez dzieci) – mam zapewnioną równowagę psychiczną.

Paweł Rybicki z dziećmi

Co Wam pomaga w codziennych wyzwaniach, w byciu tatą i menedżerem w firmie Franklin Templeton?

Radek: Dla mnie ogromnie ważna jest elastyczność, którą daje mi firma i mój przełożony, oraz dbanie o ogólnie pojęty work-life balance. I tu znów mój szef ma dla mnie dużo zrozumienia, na przykład kiedy potrzebuję wyjść wcześniej, by odebrać dzieci ze szkoły czy wziąć wolne na czytanie bajek w przedszkolu. Wszystko, jak mówiłem wcześniej, wymaga też dobrego planowania i podziału obowiązków między mnie i żonę.

Paweł: Od strony równowagi psychicznej, są to właśnie te “wentyle”, o których wspominałem wcześniej. Od strony bardziej praktycznej, kluczem jest dla mnie dobre rozplanowanie dnia oraz podział zadań i obowiązków. Wzajemne wspieranie się z żoną i zastępowanie przy codziennych obowiązkach bardzo pomaga nam obojgu w realizacji celów prywatnych i zawodowych.

Oczywiście mając małe dzieci, nie sposób wszystkiego zaplanować, więc równie ważne jak dobra organizacja bywają umiejętności zarządzania kryzysowymi sytuacjami oraz wyrozumiałość ze strony przełożonego.
Pracując w firmie Franklin Templeton już kilkanaście lat, ale też obserwując i słuchając wielu pracujących tu rodziców, mogę z całą pewnością stwierdzić, że jest to miejsce bardzo przyjazne rodzicom i dobrze rozumiejące codzienne wyzwania, które przed nimi stają.

Właśnie ta wyrozumiałość i wspieranie rodziców są częścią kultury tej firmy, co zawsze uważałem za istotne, ale co teraz, odkąd sam jestem ojcem, jest dla mnie nie do przecenienia. Przejawia się to na wielu płaszczyznach – w postawie przełożonych, w udogodnieniach i benefitach, w organizowanych wydarzeniach (jak choćby rodzinne pikniki, zwiedzanie firmy z dziećmi), w wewnętrznych i zewnętrznych inicjatywach.

Poznaj lepiej firmę Franklin Templeton!

Od ponad roku wszyscy zmagamy się z pandemią. Zmieniła nasze życie. Jak z Waszej perspektywy pandemia wpłynęła na ludzi w Waszych zespołach? Czy coś uwidoczniła?

Radek: Wszyscy pracujemy z domu, więc siłą rzeczy mamy dużo bardziej nieformalny kontakt. Naturalne stało się to, co wcześniej bywało wyjątkiem – dzieci wchodzące w kadr spotkania online, zwierzęta domowe kradnące show podczas prezentacji, itp. Dzięki temu ludzie są dużo bardziej skłonni mówić o sprawach, o których wcześniej się nie rozmawiało. Okazało się, że wszyscy jesteśmy bardziej ludzcy, mamy problemy i trudności związane z pandemią (i nie tylko). I potrzebujemy wsparcia.

Paweł: Odnoszę wrażenie, że większość osób zdążyła się oswoić z zaistniałą sytuacją i uczy się efektywnie korzystać z udogodnień, jakie pojawiły się chociażby w związku z pracą zdalną i zaoszczędzonym czasem.

Wyzwaniem, które dotknęło wszystkich w znacznym stopniu, jest brak wzajemnego, bezpośredniego kontaktu. Większość osób z mojego zespołu od ponad roku nie była w biurze, a codzienne przerwy na kawę, spontaniczne rozmowy, czy wyjście na lunch z kolegami z pracy zniknęły zupełnie. Na szczęście kreatywność mojego zespołu nie zna granic i w miejsce dawnych spotkań pojawiły się wirtualne przerwy na kawę, wspólne inicjatywy (niekoniecznie związane z pracą), wirtualne świętowanie urodzin połączone z zamówieniem pizzy-niespodzianki dla jubilata, itp. Muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem pomysłowości zespołu w tych kwestiach.

Patrząc ze strony pracodawcy, dodam, że kluczowa jest przy tym również rola przełożonego, który powinien dodatkowo dbać o jak najczęstszy kontakt i spotykać się z zespołem zarówno indywidualnie, jak i w grupie.

Zainteresowały Cię benefity dla rodziców (i nie tylko), jakie oferuje Franklin Templeton? Przeczytaj wywiad!

Dziękuję! A przechodząc na trochę bardziej prywatną stronę: jak wygląda w Waszych domach podział obowiązków?

Radek: Pytanie dla mojej żony, bo mam mocne przeświadczenie, że różnimy się w ocenie (śmiech). Chciałbym powiedzieć, że dzielimy się po połowie, ale niestety tak nie jest, bo to moja Zuza głównie gotuje, a to kawał pracy. Staram się więc nadrabiać w innych dziedzinach. Dużo czasu spędzam z dziećmi. Teraz to tematy szkolne, lekarz, spacery, zabawa. Wcześniej – przebieranie pieluch, kąpanie i usypianie. Nadal czytam im wieczorem. Do tego sprzątam, robię zakupy, załatwiam sprawy urzędowe, drobne naprawy domowe, itp. Uzupełniamy się.

Paweł: Najważniejszą zasadą, której trzymamy się z żoną, jest wzajemne wspieranie się i zastępowanie przy codziennych obowiązkach, jeśli tylko sytuacja tego wymaga. Bardzo pomaga to nam obojgu w realizacji celów prywatnych i zawodowych.

Kolejną bardzo ważną rzeczą jest dobre rozplanowanie zadań na najbliższe godziny, czasem dni, co ma bezpośredni wpływ na obowiązki każdego z nas.

W praktyce może oznaczać to, że w niektóre dni to ja odwożę i odbieram dzieci z zajęć, a w inne moja żona. Podobne podejście mamy do innych obowiązków – sprzątania, zadbania o zakupy czy posiłek.

Niemniej jednak są pewne czynności, które każde z nas wykonuje częściej od drugiego. Dla przykładu – moją główną domeną jest logistyka domowa (codzienne zakupy i transport), mycie naczyń czy sprzątanie łazienki, a żony – przygotowywanie posiłków, dbanie o wystrój i brak kurzu na półkach. Ten podział nie oznacza jednak, że żona nigdy nie zrobi zakupów, a ja nie ugotuję obiadu. Taki układ po prostu na przestrzeni lat sprawdził się bardziej i pozwala nam oszczędzić sobie czasu i frustracji – zakupy to dla mojej żony męczarnia, a moje gotowanie trwa wieki.

Tym, do czego dążymy, jest dzień, który nie kręci się wokół obowiązków, a wokół wspólnie spędzonego czasu.

Przedszkole i żłobek w firmie Franklin Templeton!

Co wyjątkowo zaczęliście sobie cenić od momentu zostania ojcem? A jak z czasem dla siebie?

Radek: Ciszę. Drugie pytanie przemilczę…

Paweł: Odkąd jestem tatą, trudniej mi znaleźć czas dla siebie. Nie zniknął on jednak zupełnie i nadal ze sporym powodzeniem udaje mi się wygospodarować czas na swoje rytuały i pasje. Wymaga to jednak dobrej organizacji, planowania i podziału obowiązków, o których wspominałem wcześniej.

Poza dodatkowymi obowiązkami, przyszedł jednak równie ważny czas: czas „dla nas”. To właśnie on jest tą rzeczą, którą cenię szczególnie od momentu zostania ojcem.

Czas wspólnych gier i zabaw, czytania książek i odkrywania przed dziećmi świata pochłania mnie niekiedy całkowicie, a mnie samego przenosi do dzieciństwa. W tych chwilach czuję się beztrosko i mam poczucie, że mogę więcej. Dzięki dzieciom na powrót czerpię radość z drobiazgów, jak budowa szałasu dla Kłapouchego, sus do wody, ratowanie robaków czy skakanie wokół bloku na jednej nodze… Dzięki nim lepiej dostrzegam świat i robię rzeczy, o których zapomniałem jako dorosły.

W jakim kierunku chcielibyście, aby zmierzało rodzicielstwo i praca? Jaka byłaby idealna symbioza tych dwóch ważnych sfer naszego życia?

Radek: Najlepiej niech to będą kierunki odwrotne. To, że nie da się uniknąć przenikania się tych dwóch sfer w pandemii, uznaję za tymczasowe. Byłoby kapitalnie, gdyby obie te dziedziny życia sobie nie przeszkadzały. Ostatnie czego chcę, to myśleć o pracy, kiedy jestem z dziećmi i martwić się o rodzinę, kiedy pracuję. Nie zawsze da się tego uniknąć, ale warto próbować, bo wtedy można na sto procent angażować się w jedno albo w drugie.

Paweł: Idealnym światem jest dla mnie ten, w którym praca nie koliduje z rodzicielstwem, a rodzicielstwo z pracą; gdy udaje się zapewnić dzieciom poczucie, że zawsze, gdy tego potrzebują, jesteśmy dla nich, nie zawalając jednocześnie obowiązków w pracy.

Myślę, że pandemia przyspieszyła drogę ku takiej symbiozie i pozwoliła w dużym stopniu łączyć oba światy, przynosząc pracę zdalną, nowe narzędzia, ale też większą wyrozumiałość otoczenia na przeplatanie się tych sfer.

Moim osobistym zadaniem domowym, nad którym pracuję, jest nieprzenoszenie frustracji z jednej z tych sfer do drugiej i dalszy rozwój tych cech, które czynią mnie lepszym w domu i w pracy.

Dziękuję za rozmowę.

Po więcej informacji o firmie Franklin Templeton i do ich najświeższych ofert pracy, zapraszamy na profil firmy w Bazie Pracodawców Przyjaznych Rodzicom!

A także do innych wywiadów, które doskonale pokazują atmosferę pracy w firmie:

Wsparcie męża i wyrozumiałość pracodawcy – bez tego nie dałabym rady pracować i opiekować się dziećmi

Jak pracodawca może wspierać powrót do pracy po urlopie macierzyńskim?

Być mamą, pracować i podróżować. Jak to można pogodzić?

Nowe zawody – krótkie historie o naszych rozmowach z dziećmi o pracy

Zdjęcia: archiwa prywatne Pawła i Radka.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×