Czego szukasz

Tasteaway. Nawet 120 dni w roku spędzamy w podróży

To już prawie 10 lat jak podróżują. Najpierw samodzielnie, a potem razem jeszcze więcej. Nie zwolnili tempa i nie odpuścili nawet gdy pojawiły się dzieci. A co ze szkołą, przedszkolem dzieci? Po prostu zamierzają bardziej dostosować plany do szkolnego kalendarza, a czasem po prostu wyjechać bez dzieciaków. Natalia i Łukasz prowadzą najbardziej popularny blog kulinarno-podróżniczy w Polsce. Tasteaway to opowieść o podróżach, to recenzje kulinarne i podpowiedź jak podróżować z dziećmi. O podróże z dziećmi właśnie, zapytałam Natalię.

  • Ewa Moskalik - Pieper - 30/11/2018
Natalia i Łukasz z synkiem na łodzi w Birmie

Natalio, wspólnie z Łukaszem i można powiedzieć, że również wspólnie z dwójką Waszych pociech Maksem i Jagódką, bo przecież są bohaterami Waszych reportaży i podróży, prowadzicie blog podróżniczy Tasteaway. Opowiedz trochę o Was.

Co można o nas powiedzieć tak w skrócie? Na pewno, że jesteśmy aktywni, żądni wrażeń 🙂 Lubimy jak dużo się dzieje – zarówno w życiu zawodowym, jak i w czasie wolnym. Kochamy podróżować, poznawać, kochamy jeść. Dużo pracujemy, ale też kochamy korzystać z życia. Uwielbiamy ludzi. Gdy jesteśmy w Warszawie, jak najwięcej czasu spędzamy ze znajomymi. Od ponad 7 lat podróżujemy z naszym synkiem – Maksem – teraz już, od września, uczniem. Od ponad 2 lat do naszej ekipy dołączyła Jagoda – obecnie przedszkolak 🙂

Od jak dawna podróżujecie?

Chyba oboje zaczęliśmy więcej podróżować od czasu, gdy jesteśmy razem. To już prawie 10 lat! Dla mnie wcześniej impulsem do podróży był Erasmus w Bilbao w hiszpańskim Kraju Basków, ale więcej zaczęliśmy podróżować dopiero razem. Na przekór wszystkiemu i wszystkim, gdy urodził się Maks nie przestaliśmy i zaczęliśmy podróżować jeszcze częściej. 🙂

Ile razy w ciągu roku jesteście w podróży?

Ostatnio ciężko zliczyć 🙂 Kiedyś liczyliśmy, że spędzamy nawet 120-140 dni w roku w podróży. Bliżej lub dalej, ale to dni spędzane poza domem.

Czy Wasze wyjazdy są dokładnie planowane, czy zdarzają się Wam wyjazdy spontaniczne, bez planu?

Zdecydowanie wolimy spontaniczne podróże. 🙂 Zwykle nawet przy dalekich podróżach rezerwujemy kilka pierwszych nocy i mamy ogólny kierunek w głowie, ale szczegóły planujemy na bieżąco. 🙂 Ostatnio jednak takie podróże trochę nas zawiodły – spontaniczne szukanie noclegów dla 4 osób w sierpniu na północy Hiszpanii skończyło się baaaardzo drogim noclegiem w całkiem słabym miejscu 😉 Myślę, że to czasem oducza spontaniczności 😉

Jesteś aktywna zawodowo, prowadzisz blog, masz dwójkę dzieci, często podróżujesz. Od niedawna ruszyliście jeszcze z nowym konceptem cukierniczym DESEO Patisserie & Chocolaterie. Jak Ty to wszystko godzisz? Masz chwilę dla siebie, żeby ot tak leżeć i pachnieć? 🙂

Poza dziećmi, blogiem i DESEO, mam jeszcze swoją agencję badawczą, brainlab, którą od 2012 prowadzę razem z moim wspólnikiem. Ona też pochłania mi sporo czasu. Nie mam kiedy leżeć i nie za bardzo lubię. Ale czas na sushi czy śniadanie z przyjaciółką zawsze znajdę. 🙂

Opowiedz o podróżach z dziećmi? Jagódka miała 2 miesiące gdy pierwszy z nią wyruszyliście? A Maks 2,5 miesiąca, gdy wyruszyliście w podróż wokół Europy? Nie bałaś się? Chorób, trudnych momentów, bolesnego ząbkowania?

Myślę, że od początku miałam dość mocne przekonanie, że małemu dziecku wszędzie dobrze, gdzie jest mama i mleko 🙂 i to się sprawdziło 🙂 W przypadku podróży z Maksem nie obawiałam się – byliśmy w Europie, w krajach, które znamy, z rozwiniętą opieką zdrowotną i z możliwością powrotu do Polski zawsze, gdyby było to potrzebne.

Myślę, że więcej obaw mogła spowodować Tajlandia, ale przyznam, że obawiałam się jedynie komarów i przenoszonej przez nie dengi. Nie obawiałam się innych chorób, bo Jagódka była tylko na moim mleku. A trudne momenty są wszędzie 🙂 Ja wolę je spędzać na plaży 🙂 Ale przyznam, że takich chwil nie było – podróż z 2-3 miesięczną Jagódką była zdecydowanie łatwiejsza niż z 1,5 roczną 🙂

Widzisz pozytywne efekty podróżowania swoich dzieci? Co im to daje?

Na pewno! Są bardziej otwarte – na nowe miejsca, nowe smaki, innych ludzi. Wszędzie czują się jak u siebie. Maks nie wstydzi się i nie boi poprosić o sok po angielsku czy samemu kupić coś w sklepie. Poza tym – podróże uczą dzieci elastyczności. Czasem trzeba posiedzieć dłużej w samolocie czy w wózku, bo potem czeka nagroda.

A co z uczęszczaniem do szkoły, przedszkola? Wspomniałaś, że Maks jest już pierwszakiem. Mimo to zamierzacie nadal tak intensywnie podróżować?

Tak, Maks już jest w szkole 🙂 Zamierzamy bardziej dostosować plany do szkolnego kalendarza, a czasem też wyjechać bez dzieciaków 🙂 Jak na razie za nami 3 miesiące szkoły. W tym czasie byliśmy z dziećmi na Podlasiu, w Paryżu oraz w Barcelonie 🙂 Ja byłam z dzieciakami i moją mamą w Łodzi. Łukasz rozrywkowo w Szwecji, a zawodowo w Peru. Razem we dwoje byliśmy w szwedzkim Malmo 🙂 Podróży trochę było, a Maks opuścił tylko 3 dni 🙂

Wasze podróże to takie testowanie. Tego świata, który odwiedzacie, jedzenia i siebie nawzajem w podróży. Przeszlicie kiedyś jakiś trudny test w podróży, coś po czym poczuliście, że teraz już nic nie jest Wam straszne?

Staramy się unikać np. sytuacji niebezpiecznych, stresujących dla nas i dla dzieci 🙂 Chociaż np. ucieczka przed powodzią na Koh Samui z dwójką dzieci, w tym jedno 3 miesięczne, a drugie z raną na stopie, pewnie dla wielu byłaby totalnym hardkorem 🙂

Wasze podróże nie należą do tanich. Wszędzie degustujecie ciekawe, regionalne potrawy. Skąd czerpiecie finanse?

Dużo pracujemy 🙂 Pracujemy też od lat 🙂 Nie jesteśmy osobami, które zaczęły podróżować na studiach i np. przez to nie pracowały zawodowo. Ja w swojej dziedzinie (badania rynku) pracuję od ponad 10 lat – najpierw w TNS OBOP (dziś w TNS Polska), od 2012 r. na swoim w brainlabie. Łukasz pracował w agencji reklamowej, w marketingu Orange, miał też swoją agencję reklamową, potem grupę agencji. Od 2012 r. jest współwłaścicielem Bubbleology – sieci tea labów z bubble tea (franczyza brytyjskiej marki). Od 2015 r. działa nasza cukiernia DESEO, ale na niej nadal nie zarabiamy – to już temat na inny wywiad 🙂 Zarabiamy też na blogu 🙂

No właśnie blog! Dość szybko stał się bardzo lubiany i popularny. Jak Wam się to udało?

Myślę, że to połączenie kilku czynników 🙂 Po pierwsze nasz blog był jednym z pierwszych, które łączyły podróże i jedzenie. Chyba jedynym, który łączy podróże, jedzenie i podróże z dziećmi, a mocno wierzymy w to, że coraz więcej osób właśnie tak chce żyć – nie rezygnować z podróży, własnych przyjemności, gdy rodzą się dzieci.

Pokazaliśmy też to, czego nie było na blogach – te droższe podróże. Tego też sporo osób szukało. Osób, które mają pieniądze i chcą podróżować, ale spać w pięknym hotelu i zjeść w najlepszej restauracji.

Na szybki rozwój bloga wpłynęła też na pewno systematyczność w jego prowadzeniu. Od kwietnia 2013 roku pojawiały się 2-5 postów w tygodniu. W początkowym okresie nie robiliśmy przerw dłuższych niż 3 dni bez nowego posta 🙂 Szybki rozwój bloga na pewno wspomogła reklama na Facebooku, czego nigdy nie ukrywaliśmy 🙂

Oboje wywodzimy się ze świata biznesu i wiemy, że by wyjąć, trzeba włożyć 😉 zainwestowaliśmy w rozwój fanpage w mądry sposób – w ludzi, którzy rzeczywiście są naszymi treściami zainteresowani 🙂

Co do popularności myślę, że jest jeszcze jedno. Ja bardzo lubię ludzi – odpisuję im, rozmawiam z nimi, doradzam. To sprawia, mam wrażenie, że chcą być z nami, a my z nimi 🙂

Wasze ulubione zakątki w Polsce? Co polecilibyście?

Podlasie i Suwalszczyzna.

Gdzie najlepiej czujecie się poza Polską? Gdzie moglibyście zamieszkać?

Niezmiennie od lat – HISZPANIA 🙂 Pomieszkałabym chętnie też w Japonii i w … Bangkoku.

Jakie podróże planujecie w najbliższym czasie?

Ucieczkę przed zimą w grudniu.

Opowiedz proszę jeszcze o Waszej cukierni. Skąd pomysł i co dobrego produkujecie? 🙂

DESEO Patisserie & Chocolaterie pojawiło się u nas trochę przypadkiem 🙂 Jest jak dziecko – wpadka 🙂 Problematyczne, ale bardzo kochane 🙂 W DESEO znajdziesz ciastka typu petit gateaux, lody, praliny czekoladowe ręcznie robione, gorącą czekoladę na bazie czekolad Single Origin, herbaty zimowe. Robimy też torty okolicznościowe, torty weselne.

Dziękuję Ci za rozmowę.

Zdjęcia: archiwum Natalii i Łukasza

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Jak wygląda połóg po cesarskim cięciu?

Podczas cesarki przecina się wiele warstw powłok brzusznych i jak każda operacja, zabieg ten jest obciążony powikłaniami. Połóg po cesarskim cięciu jest inny niż po porodzie siłami natury. Organizm nie tylko musi radzić sobie ze skutkami długiej i wyczerpującej ciąży, ale także dojść do siebie po operacji.
  • Alicja Zielińska - 18/03/2019
rączka noworodka

Cesarskie cięcie wykonuje się zwykle w znieczuleniu podpajęczynówkowym, więc przyszła mama ma zachowaną pełną świadomość. Jest to sytuacja korzystna, bo jeśli nie będzie przeciwwskazań, to mama i dziecko będą mogli szybko się przytulić.

Kontakt skóra do skóry w pierwszych godzinach po porodzie pozwala skolonizować dziecku dobre bakterie, z którymi maluchy rodzone siłami natury mają kontakty szybciej, bo już w drogach rodnych. Takie znieczulenie umożliwia szybkie rozpoczęcie karmienia piersią, co również wyrównuje szanse malucha w stosunku do dzieci rodzonych naturalnie.

Trudne początki po cesarskim cięciu

Zdarza się jednak, szczególnie w porodach powikłanych, gdzie priorytetem jest ratowanie życia i zdrowia, że cięcie cesarskie wykonuje się w znieczuleniu ogólnym. Na szczęście przy wsparciu i pomocy personelu medycznego i najbliższych, również maluch z takiego porodu, ma szansę na kontakt skóra do skóry (choćby z tatą) i karmienie piersią (pomóc w przystawieniu może położna).

Pierwsze godziny po cesarce to zwykle godziny spędzone na szpitalnym łóżku z cewnikiem założonym do cewki moczowej (nie trzeba się martwić o wizytę w toalecie). Decyzję o „uruchomieniu” czyli pierwszym wstaniu z łóżka podejmuje personel i pomaga przy tym. Cewnik zostaje wyjęty, a świeżo upieczona mama powinna wykonać swoje pierwsze kroki i możliwie prędko się wyprostować.

Skutki uboczne cesarki

Rana po cesarskim cięciu może boleć i może występować normalne krwawienie połogowe. Choć czasem ginekolog wykonujący operację oczyści macicę tak skutecznie, że krwawienie nie wystąpi. Skutkami ubocznymi znieczulenia mogą być zawroty i bóle głowy, a nawet nudności. Przez pierwsze dwie doby obowiązuje dieta lekkostrawna ze względu na to, że po operacji jelita muszą podjąć perystaltykę od nowa i nie należy im serwować w tym czasie ciężkich potraw. Dość często zdarzają się zaparcia po cesarskim cięciu. Można sobie radzić doraźnie czopkiem glicerynowym i piciem dużej ilości wody.

Rana po cesarskim cięciu – szwy

Po 3 dniach można już moczyć szwy pod prysznicem. Jeśli nie założono szwów rozpuszczalnych, zostaną zdjęte po tygodniu. Szwów po cesarce nie należy drażnić, dlatego warto dobrać odpowiednie majtki. Jeśli skóra w tym miejscu ciągnie i swędzi – warto kupić specjalne maści.

Oszczędny tryb życia obowiązuje przez pierwsze tygodnie, a ćwiczenia fizyczne dozwolone są dopiero po 3 miesiącach.

Rehabilitacja po porodzie drogą cesarskiego cięcia

Niewiele mam to wie, ale odwiedzając fizjoterapeutę uroginekologicznego możemy dowiedzieć się wielu ważnych rzeczy na temat postępowania po cięciu. Zaleci on na pewno odpowiednie masowanie blizny, nazywa się to „praca z blizną”, a także sprawdzi, czy nie doszło do rozstępu mięśni prostych brzucha. Specjalista taki pomoże również dobrać takie ćwiczenia, które nie zaszkodzą w czasie połogu i rekonwalescencji po cesarskim cięciu.

Brak prawidłowej rehabilitacji może nie tylko skutkować osłabieniem mięśni brzucha, a co za tym idzie – innych mięśni posturalnych, ale także skutkować problemami z kręgosłupem. Fizjoterapeuta potrafi również ocenić napięcie mięśni dna miednicy i pomóc je ćwiczyć. A to z kolei ma niebagatelny wpływ na profilaktykę nietrzymania moczu w przyszłości.

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: Pixabay.com

 

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Alicja Zielińska

Czego najbardziej boją się współczesne mamy?

Czego boją się współczesne mamy? Po przeczytaniu pół miliona wypowiedzi w Internecie, okazuje się, że jeśli chodzi o obawy i troski rodzicielskie, to wszyscy jesteśmy do siebie podobni. Czy nasz strach można wyeliminować, albo przynajmniej je zmniejszyć? O tym rozmawiam z panią Joanną Talaśką, twórczynią projektu LINK4 Mama.
  • Joanna Gotfryd - 17/03/2019
mama i malutkie dziecko - przytulanie

Pani Joanno, jest Pani mamą trójki dzieci i „mamą” całkiem nowej na polskim rynku linii produktowej LINK4 Mama, czyli specjalnych ubezpieczeń dla przyszłych i obecnych rodziców. Skąd wziął się pomysł na taki produkt?

Odpowiadając wprost, z doświadczenia. Zastanawialiśmy się, jaką nową wartość moglibyśmy dostarczyć potencjalnym nowym i obecnym klientom, a która będzie też wiarygodna i spójna z naszymi wartościami.

W LINK4 pracuje wielu rodziców z dziećmi w różnym wieku. Co roku organizujemy dla nich dzień otwarty w firmie i piknik rodzinny, a co jakiś czas odbywają się warsztaty tematyczne poświęcone wychowywaniu dzieci. Posiadamy też specjalny program dla mam, które wracają po urlopie macierzyńskim, bo chcemy, żeby się sprawnie zaadaptowały po przerwie.

Skoro więc wspieramy LINKowe mamy w powrotach do pracy i w macierzyństwie, to dlaczego nie wesprzeć naszych klientów? I tak narodził się produkt LINK4 Mama. Przeczytaliśmy w internecie pół miliona wypowiedzi przyszłych i obecnych mam, ale też ojców, na temat ich obaw związanych z macierzyństwem czy wychowywaniem dzieci. To była kopalnia wiedzy o potrzebach rodzicielskich i ich obawach, na podstawie których zbudowaliśmy naszą ofertę.

Jakie obawy towarzyszyły Pani od początku macierzyństwa?

Nie jestem wyjątkiem. Tak jak większość mam przy każdej ciąży zastanawiałam się, czy do samego końca nie będzie komplikacji, stresował mnie powrót do pracy, bo po ponad roku przerwy chyba wszystkie zastanawiamy się, czy na pewno moje miejsce jeszcze na mnie czeka.

Teraz z kolei mnie stresuje, czy w przypadku choroby dzieci nadrobią zaległości w szkole, albo czy nie zrobią sobie krzywdy na jakichś zajęciach pozalekcyjnych. A muszę przyznać, że już nie raz im się zdarzało lądować w szpitalu z bandażem na ręku albo na głowie.

I naprawdę jest dobrze, gdy po kilku godzinach można wrócić do domu, a przecież zdarzają się sytuacje, w których urwis musi zostać w szpitalu na kilka dni. Wtedy okazuje się, że nikt nie może zapewnić drugiego łóżka obok niego, bo ten standard jest luksusem dostępnym tylko w nielicznych placówkach. I to jest taki strach, który nigdy się nie kończy.

I czy jest jakiś sposób na oswojenie tych lęków? Co możemy zrobić. żeby się nie bać, albo bać mniej?

Rodzic nigdy nie pozbędzie się w zupełności lęku o swoje dziecko, bo on jest naturalny i bierze się z bezwarunkowej miłości. Ale te wszystkie strachy można oswoić i to właśnie robimy poprzez LINK4 Mama.

Naszym ubezpieczeniem nie sprawimy, że dzieci przestaną skakać po drzewach, ani nie uchronimy ich przed przeziębieniem lub inną chorobą, ale pomożemy łagodzić skutki ewentualnych zdarzeń tego typu.

Zapewnimy korepetycje w przypadku dłuższej nieobecności w szkole, łóżko szpitalne w placówce medycznej dla opiekuna, w przypadku nieszczęśliwego wypadku zorganizujemy pomoc domową, dostarczymy i pokryjemy koszty leków i sprzętu rehabilitacyjnego zarówno rodzicom, jak i dzieciom. Mamy będą mogły skorzystać z konsultacji telefonicznych z lekarzem lub porad prawnych o bardzo szerokim zakresie.

A wracając do tych pół miliona głosów mam z całej Polski – czego boją się mamy i co z tych lęków wynika? Czy jest jakiś wspólny obraz tych mam?

Tak, bo to są właśnie te strachy, o których rozmawiamy. Żadna z nas nie jest wyjątkowa w tych obawach. One pojawiają się już przy pierwszej informacji o ciąży i zmieniają się po narodzinach i potem z upływem lat, gdy nasze urwisy rosną. Każdy rodzic powie, że najważniejsze jest zdrowie dziecka i to o nie najbardziej się boimy.

Wszystkie inne strachy schodzą na dalszy plan w obliczu zagrożenia zdrowia lub życia, ale nigdy nie znikają w zupełności. Dlatego tak ważne jest zapewnienie sobie komfortu psychicznego, że w trudnych sytuacjach zawsze jest ktoś, kto nas wesprze, nie tylko organizacyjnie, ale też finansowo. I tym kimś jest właśnie ubezpieczyciel.

Czym LINK4 Mama różni się od innych ubezpieczeń dostępnych na rynku? Poza tym często mamy mają extra ubezpieczenie w swojej pracy, lub są objęte dodatkowym ubezpieczeniem z pracy męża.

Podstawowe ubezpieczenia oferują podstawowy zakres ochrony, który często nie spełnia oczekiwań klientów. Dlatego w polisach grupowych w szkole czy w miejscu pracy zazwyczaj znajdziemy niewielkie sumy ubezpieczenia i koszty leczenia. One rzeczywiście mogą być tanie, ale w przypadku ubezpieczeń dobrowolnych cena nie może być głównym kryterium wyboru. Oczywiście finalny koszt polisy jest ważny, dlatego staraliśmy się stworzyć dobrą ofertę w rozsądnej cenie.

Nasi klienci mogą ubezpieczyć zarówno siebie, jak i swoje dzieci. Podstawowe polisy, takie jak ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków czy OC w życiu prywatnym, obudowaliśmy pakietami usług, które nas wyróżniają.

To zupełnie nowe podejście na rynku, bo w LINK4 Mama klienci sami konstruują swój produkt w oparciu o dostępne w pakietach usługi, takie jak wspomniane porady prawne, szpitalne łóżko, korepetycje, dowóz leków etc.

Staraliśmy się te wszystkie usługi spakietować w taki sposób, żeby proces zakupowy był maksymalnie przyjazny.  Zaprojektowaliśmy dedykowane kalkulatory na stronie internetowej, które łatwo przeprowadzają klienta przez cały proces, objaśniając przystępnym językiem zakres ochrony i wyliczając na bieżąco cenę w zależności od wybieranych usług. Chcieliśmy, żeby zakup ubezpieczenia był także szybki, bo w końcu każda mama wie, że przy dzieciach – zwłaszcza małych – czas jest towarem na wagę złota.

 

Spodobało mi się to, że pomyśleliście Państwo o takich codziennych, bardzo przyziemnych sprawach – kiedy mama się rozchoruje, pomagacie Państwo ugotować obiad czy posprzątać mieszkanie. Druga rzecz, która wydała mi się bardzo ważna, to pomoc prawnika, w każdej kwestii…

Tak, nasz pakiet z poradami prawnymi ma szeroki zakres. Najczęściej mówimy o przypadkach, gdy pracodawca stwarza problemy z powrotem do pracy i wtedy porada prawnika w zakresie prawa pracy czy przygotowanie pisma procesowego jest bezcenne. Ale to tylko jedna z wielu trudnych sytuacji, które mogą nas spotkać.

Dlatego nasza usługa gwarantuje nielimitowane konsultacje telefoniczne z prawnikiem również w codziennych sytuacjach, takich jak spadki, darowizny, umowy, kradzież tożsamości, czy kwestie związane z posiadaniem lub użytkowaniem nieruchomości. W ramach pakietu prawnik przygotuje opinię prawną i opracuje stosowne dokumenty.

Ambasadorką LINK4 Mama została Paulina Krupińska, mama 2 dzieci, była Miss Polonia. Co ją ujęło w produkcie LINK4 Mama?

Paulina jest niesamowicie silną i ciepłą kobietą, która z powodzeniem realizuje się w macierzyństwie, a przy okazji potrafi pięknie o nim opowiadać. Bez wątpienia jest kobietą sukcesu, która ma odwagę głośno powiedzieć, że czegoś się boi. Już po pierwszej rozmowie wiedzieliśmy, że będzie naturalnym ambasadorem naszej marki.

Ujęło nas też jej podejście do LINK4 Mama, bo rzeczywiście ma przekonanie, że odpowiada on na kluczowe potrzeby mam. Pamiętam, gdy na konferencji prasowej przy starcie marki Paulina powiedziała, że żałuje, że dopiero teraz taki produkt powstał, bo ona w swoim macierzyństwie też się mierzy z tymi strachami, które my chcemy oswajać. A my przecież nie mówimy: nie masz czego się bać, wszystko będzie dobrze.

My mówimy: nie bój się bać, bo każda mama tak ma.

Na koniec zadam jeszcze pytanie o Pani sekret na godzenie życia rodzinnego i zawodowego. Jest Pani Dyrektorem Departamentu Komunikacji Marketingowej w LINK4 i równocześnie mamą 3 dzieci – 10 latki i dwójki nastolatków – proszę nam powiedzieć, jakie ma Pani „patenty”, którymi chciałaby się Pani podzielić z naszymi czytelniczkami?

Myślę, że najgorsze co się może nam przydarzyć to perfekcjonizm 24 godziny na dobę. Uważam, że czasami warto sobie odpuścić i być „wystarczająco dobrą” mamą. Zawsze staram się tak pogodzić pracę z byciem mamą, żeby jeszcze wystarczyło trochę czasu tylko dla mnie.

Niedawno rozpoczęłam kolejne studia i raz na jakiś czas dzieci w weekend jedzą odmrażaną pizzę, bo jestem w tym czasie na zajęciach. Uważam, że odmrażana pizza z supermarketu im nie zaszkodzi, a pokaże moim dzieciom, że warto znaleźć czas na pasje w życiu.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Joanna Gotfryd

Zdjęcia: materiały LINK4

Partnerem wywiadu jest firma LINK4 oferująca polisę dla rodziców LINK4 Mama

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail