Czego szukasz

Szukałam miejsca, gdzie wszelka inność będzie tolerowana – historia Anny z Dubaju

Zapraszamy Was na kolejną rozmowę z naszego cyklu #mama za granicą. Anna w ciągu ostatnich ośmiu lat zmieniała miejsce zamieszkania kilka razy i trudno streścić jej historię w kilku zdaniach. To osiem cennych lat doświadczeń z różnych kultur. To osiem lat podróży z synkiem i mężem. Dziś ich przystankiem jest Dubaj, a po drodze był Cypr, Norwegia i Pakistan. Poznaj historię Anny!

  • Ewa Moskalik - Pieper - 30/04/2018
Anna z mężem i synkiem

Aniu w ciągu ostatnich ośmiu lat mieszkałaś ze swoją rodziną w wielu miejscach za granicą: na Cyprze, w Norwegii, przez jakiś czas w Pakistanie (rodzinnym kraju swojego męża), aż w końcu trafiliście do Dubaju i tu mieszkacie obecnie. Co zdecydowało o tych zmianach i wyjeździe z Polski?

Wiele czynników, ale przede wszystkim ekonomiczny. Nie wyobrażałam sobie, nie mając własnego mieszkania, życia w Polsce za pensję nauczycielki. Mój mąż jako obcokrajowiec z wykształceniem też miał problem ze znalezieniem dobrze płatnej pracy.

Do tego doszły czynniki kulturowe i (niestety) napięcie dotyczące innych religii, koloru skóry, języka, itd., które panuje w naszym kraju.

Stresowały mnie sytuacje na tle rasistowskim pod adresem mojego męża na ulicy, w urzędach, jak i również w mojej rodzinie (która do dziś nie potrafi się pogodzić, że mój mąż jest „inny”). Skonfliktowana z mamą i bratem nie widziałam powodu do pozostania, czy nawet odwiedzania mojego kraju po ślubie. Nikt tu na mnie nie czekał, nie tęsknił…

Szukałam miejsca na ziemi, gdzie pary mieszane, wszelka „inność” będzie tolerowana, na porządku dziennym. Szczególnie, że planowałam powiększenie rodziny i marzyłam o przyjaznym i bezpiecznym miejscu dla moich dzieci.

Jak to jest być żoną obcokrajowca, w dodatku mieszkając poza granicami swojej i jego ojczyzny? Jak się odnajdujecie w różnicach kulturowych? Nie tylko wynikających z miejsca Waszego urodzenia i wychowania, ale również z miejsc, w których mieszkaliście?

Kurcze, dla mnie to nigdy nie był problem. Znam świetnie j. angielski i kilka innych języków obcych i bycie obywatelką świata oraz podróżowanie bardzo mnie kręciło.

W sumie to było ukryte we mnie, bo zanim poznałam mojego męża nie miałam odwagi podróżować, a on otworzył mnie na świat.

Razem mamy łatwość dostosowania się do różnych kultur, języków, miejsc. On również opuścił swój kraj w młodym wieku i zwiedził kawał świata. Stąd może tak łatwo jest nam odnaleźć się gdziekolwiek byśmy nie byli.

I trzeba też kochać ludzi. 😉

Przez dwa lata mieszkaliście na Cyprze, tam też przyszedł na świat Wasz synek. Jakie było Twoje macierzyństwo na Cyprze? Co było dobre dla Ciebie? Czy coś Cię rozczarowało? Jak wygląda tam opieka nad mamą i jej małym dzieckiem?

Tak, to był dobry czas, chociaż Cypr pomimo, że to kraj Unii Europejskiej jest strasznie zacofany. Bardziej przypomina Bliski Wschód niż Europę, nawet poprzez samo budownictwo (lepianki ?! nie domy).

Cypr jest niesamowitą mieszanką kulturową, dlatego czułam się tam dobrze – pary i dzieci mieszane z całego świata, w tym inwazja Rosjan.

Mieliśmy tam wielu przyjaciół i życie towarzyskie kwitło przy grillach, plażowaniu (mieszkaliśmy w Limassol nad samym morzem), spacerowaniu i cieszeniu się słońcem.

Ten czas ma smak granatów, cytryn i mandarynek zbieranych prosto z drzew i sosu tzatzyki. Co prawda nie było żadnych benefitów dla młodych mam czy dzieci (to mnie rozczarowało), ale zarobki i koszty życia nie były takie złe (dla mnie dobre jak na Polkę, ale mój mąż aspirował o coś więcej).

Opieka zdrowotna nad matką i dzieckiem, jeżeli mąż pracuje lub kobieta pracowała do 7 miesiąca ciąży, jest na koszt państwa, a każda wizyta prenatalna kosztuje jedyne 2 euro (spotkanie z lekarzem co miesiąc do 7 miesiąca, 8 miesiąc – co 2 tygodnie, 9 – co tydzień).

Jeżeli ktoś nie ma ubezpieczenia, koszty są ogromne. Każda wizyta i badania to min. 50-100 euro, w tym pełny dostęp do aborcji (i lekarze pytający regularnie nawet w wysokiej ciąży czy chce się usunąć dziecko!?!? Szok…). Poród bez ubezpieczenia to ok. 2000-2500 euro.

Po porodzie, który mimo bariery językowej przebiegł dobrze, położne zajmują się matką i dzieckiem, uczą karmienia. Rankiem od 9 odbywa się zbiorowe kąpanie dzieci, nauka pielęgnacji, spotkania z pediatrą. Bardzo mi się to podobało, bo nie miałam pojęcia jak opiekować się noworodkiem i socjalizowanie się plus nauka były świetnym doświadczeniem.

Potem przez jakiś czas mieszkaliście w Norwegii. Jakie były plusy Waszego pobytu w Norwegii? Z jakich przywilejów i wsparcia może tam korzystać młoda mama?

Mieszkanie w Norwegii miało wiele plusów. Chodzi głównie o te finansowe. Owszem, jest to najdroższe państwo europejskie, ale i zarobki są fenomenalne.

Mieszkania na wynajem mają horrendalne ceny, ok. 9000 koron za klitkę w Oslo, dlatego popularne jest współdzielenie mieszkań.

Żywność – kosmos! Chleb pełnoziarnisty 50 koron (ok. 25 zł, Coca Cola ok. 15 zł, mleko ok. 13 zł, a owoce i warzywa – głównie importowane z powodu  ostrego norweskiego klimatu – to towar luksusowy. Może patrzę przez pryzmat Polski, ale dla mnie ceny były kosmiczne! Jedyna tania rzecz, przemycana często do Polski z Norwegii, to pieluchy Pampers. Można dostać za połowę ceny jumbo box!

Co do macierzyństwa, jeżeli dziecko rodzi się w Norwegii, matka która pracowała dostaje na wyprawkę (wtedy ok., 35 000 koron norweskich) na rzeczy dla dziecka (mnie to ominęło, bo synek urodził się na Cyprze), potem jeśli zostanie w domu z dzieckiem, 7000 koron miesięcznie przez rok oraz zasiłek na dziecko coś jak nasze 500+ (ok. 490 zł, czyli 980 koron miesięcznie do 18 roku życia jeżeli mieszka w Norwegii) od NAV.

Biedniejsze rodziny mogą korzystać z zasiłku mieszkaniowego, a po utracie pracy z zasiłku dla bezrobotnych (tak żyje wielu obcokrajowców, którzy przyjeżdżają do pracy, pracują ok. roku, a potem biorą zasiłki).

Do tego NAV – urząd pracy i polityki socjalnej – pomaga, jeżeli się zarejestrujesz, w poszukiwaniu pracy, w nauce języka (bezpłatne kursy), darmowych szkoleniach itp. Produkty zdrowotne dla dzieci, np. mleko dla dzieci alergików oferuje za darmo państwo, a Ty tylko odbierasz je raz w tygodniu w aptece. Świetne, prawda?

Jednak ilość papierkowej roboty, tej rejestracyjnej w NAV, w UDI, w systemie zdrowotnym (by przyznali rodzinie lekarza i położną, jeżeli jest małe dziecko – helsesoster), numer karty zdrowotnej, przeraża!

Wspominam chodzenie po urzędach, zawsze w śniegu po kolana… zimy są tam naprawdę długie i srogie. Do tego krótkie, przeszywająco lodowate dni (latem za to jasno do 23), brak towarzystwa (mimo wielokulturowości i istnienia dzielnic wyludnionych z ludności tubylczej, tzn. dosłownie będących małą Somalią czy Pakistanem), czy zwykłe zapracowanie, to wszystko nie sprzyja socjalizowaniu się.

Pamiętam wiele dni, gdy zaszywałam się z małym w parku, który był jak nasze polskie lasy, a niemal każdy miał stok narciarki, bo Norwegowie uwielbiają zimowe sporty, jak chodziliśmy całe dnie, bo nie było z kim pogadać. Jak typowa norweska mama wędrowałam z dzieckiem godzinami w samotności.

Wiem, że do pobytu w Norwegii jednak zniechęciła Was kontrola nad wychowaniem dziecka u obcokrajowców. Opowiedz o tym.

Tak, kontrola ze strony niesławnego Barnevernet, czyli urzędu do spraw dotyczących ochrony praw dzieci (na Youtube można obejrzeć słynne filmiki i reportaże, jak ta instytucja dosłownie porywa dzieci z ich domów, w tym setki dzieci Polaków) i nas dotknęła.

Zaczęło się od położnej (helsesoster), która zgłosiła swoje niezadowolenie urzędowi z faktu, że dziecko nie mówiło po norwesku, a jedynie po polsku i angielsku.

Nie zgodziłam się również na drugą partię szczepionki przeciwko pneumokokom (po pierwszej partii mały był nieswój, stracił panowanie nad mięśniami, a ja mimo, że zgłosiłam to lekarzowi, byłam zmuszana do podania drugiej partii). To wywołało burzę, urząd ustalił nam spotkania z psychologiem celem obserwacji dziecka oraz nas jako rodziny, która nie zapewniała małemu norweskiej integracji.

Raz odwiedzili nas jak się kłóciliśmy i po tym incydencie zasugerowali, że dziecko nie powinno być z nami i mamy się stawić na wizytę.

Na szczęście były wakacje, urzędy były leniwe, a my przezorni, i dosłownie w czasie weekendu uciekliśmy z Norwegii prosto do Pakistanu, bojąc się, że odbiorą nam dziecko tak jak wielu parom, w tym znajomym mojego męża.

Długo po tym wysyłano nam listy (mój mąż po jakimś czasie wrócił sam do Norwegii), żebyśmy przywieźli dziecko, strasząc zatrzymaniem zasiłku. Zasiłek jednak dalej jest wypłacany, a my nigdy nie odpowiedzieliśmy na jakąkolwiek korespondencję.

Obecnie w Oslo odbywają się protesty przeciwko bezpodstawnemu zabieraniu dzieci, bo np. śpią z rodzicami, mają siniaka, są smutne w szkole, itp., itd.

Waszym kolejnym przystankiem był Pakistan, ojczyzna Twojego męża. Jak długo tam przebywałaś i jak wspominasz ten czas?

Byłam tam ok. 8 miesięcy (w tym do teraz regularnie odwiedzamy Pakistan w czasie wakacji, świąt religijnych, itp.). Był to czas niesamowity, bogaty w kulturowe odkrycia i beztroski.

Poznałam czym jest prawdziwa rodzina, jak ludzie potrafią się kochać i wspierać, pomagać sobie, troszczyć się o siebie. Ci ludzie mają tak niewiele, a oddadzą Ci ostatnie ciastko, zawsze bogato ugoszczą.

Odpoczęłam od opieki nad dzieckiem, bo mąż ma wielką rodzinę i mały dosłownie przechodził z rąk do rąk. Pokochałam lokalne jedzenie, przyprawy, klimat, stroje, biżuterię. Orient w pełni, tym bardziej, że miasto mojego męża graniczy z Indiami i obie kultury gładko się przeplatają.

Jak wygląda macierzyństwo w Pakistanie?

Hehehe, to śmieszne, ale każda kobieta tutaj będzie Ci doradzała magiczne ziołowe mieszanki, mikstury na niemal każdą dolegliwość dziecka, a Ty jako wykształcona europejska matka będziesz wątpiła i chroniła dziecko przed nimi (owszem, niektóre zastosowałam i dały dobry rezultat – jak np. tzw. kawa – czarna herbata długo parzona z kardamonem, ziołem ajwain i miętą – home-made hit na żołądek i podrażnione gardło …aż sama nie wierzę, że to piszę!).

Do tego dziecko tutaj jest czymś wspaniałym, kompanem. Dla mnie bywało często przeszkodą, a tutaj zabiera się je wszędzie, angażuje, usamodzielnia. Do dziś trzęsę się nad synem jak ma tutaj coś zjeść, bo woda nie taka, bo przyprawy (poziom ostrości tylko dla Supermana!), bo to i tamto, a tutaj promuje się wyrabianie odporności i serio serio – dzieci tak nie chorują, a zielone chili jedzą jak my jabłko.

Wsparcie rodziny jest niesamowite. W domu, u lekarza – zawsze jest ktoś ze mną. A że ja zawsze marzyłam, żeby mieć wielką rodzinę, mamę przy sobie, to w Pakistanie mogłam tego doznać, docenić, nacieszyć się tym.

Po 8 miesiącach rozłąki z mężem (przebywałaś u rodziny męża tylko z synkiem), stwierdzając, że ta rozłąka nikomu ona nie służy, postanowiliście przenieść się do Dubaju. Mieszkacie w Dubaju już półtora roku, masz dobrą pracę, uczysz j. angielskiego, a w maju ma przyjść na świat Wasz drugi synek. Opowiedz o swoich macierzyńskich doświadczeniach w tym kraju?

Szczerze mówiąc, bałam się bardzo ciąży w Dubaju. Ale opieka zdrowotna i szpitale są naprawdę na najwyższym światowym poziomie. Lekarze z całego świata migrują właśnie tutaj, bo bezpodatkowa pensja jest jedną z najwyższych na świecie.

Jest tutaj mnóstwo lekarzy Amerykanów, Polaków, Niemców i chyba ogólnie mnóstwo tu innych kultur i narodowości (na 5 milionów ludzi tylko 1 mln to Arabowie!).

Jeżeli się pracuje i wykupi ubezpieczenie koszty są znikome, leki tanie, ale jeżeli nie ma się ubezpieczenia, mamy do czynienia z opieką zdrowotną droższą niż w Europie.

Mając zapalenie oskrzeli zaraz po przybyciu do Dubaju (i jeszcze bez ubezpieczenia) za samo rtg i badanie krwi zapłaciłam ok. 1200zł (1200 dirhamów). Zaś po wykupieniu ubezpieczenia, za ciężką operację wyrostka, leki i pobyt w najlepszym nowoczesnym szpitalu wraz z miejscem dla rodziny, która spała i jadła ze mną, zapłaciłam 19 zł (19 dirhamów).

Opieka nad matką i nienarodzonym dzieckiem jest na najwyższym poziomie i regularna jak w Europie. Ja mam panią doktor z Ameryki, spotkania co 3-4 tygodnie, regularne skany, również te w 3D, kontrole, suplementy – wszystko za symboliczne 15-20 zł każdorazowo. Zwolnienia do pracy bez problemu.

Jakie są mamy w Dubaju? Jak są wspierane przez rodzinę, państwo?

Hahah, biedne! Koszty żłobków, przedszkola, szkoły, rzeczy dla dziecka są ogromne! Matka ma tylko 45 dni na pozostanie z dzieckiem, a jeżeli wykorzysta je przed rozwiązaniem, to musi od razu wracać do pracy. Nie ma płatnego urlopu.

Wielu obcokrajowców opuszcza więc Emiraty na czas rozwiązania, szczególnie nie mając ubezpieczenia (koszt porodu naturalnego to od 12 000-25 000 zł, a cesarki od 25 000-35 000 zł), a z ubezpieczeniem np. w Daman, to tylko 500 zł.

Tutaj promowany jest krótki pobyt i odesłanie matki zaraz po porodzie do domu. Dziecko dostaje kartę szczepień, ale za te musi płacić – tylko niektóre są za darmo dla obcokrajowców w lokalnych klinikach.

Żłobek, a nie mówię już o przedszkolu, to koszt od 15 000 – 65 000 zł rocznie. Środowisko w pełni międzynarodowe i większość szkół jest amerykańskich, niemieckich, itd. Poziom nauczania to niestety żenada w porównaniu do Europy czy naszej Polski, ale co zrobić?!

Tutaj sukcesem jest czytające dziecko w 5 – tej klasie… Niektóre szkoły prowadzone przez środowiska syryjskie, egipskie czy arabskie są na tak niskim poziomie, że nawet nauczyciele nie potrafią wysłowić się po angielsku. Osobno trzeba zakupić mundurek, książki, opłacić autobus.
Minusem jest mieszkanie w innym mieście w Emiratach niż Dubaj – tylko tutaj jest Polska szkoła.

Mieszkałaś w wielu miejscach, co najmilej wspominasz jako mama?

Akceptację społeczeństwa wobec naszej rodziny w tych różnych krajach, wobec osoby mojego męża i synka, czucie się jak normalna rodzina… chciałabym się tak poczuć w naszym kraju, w Polsce…

Jedzenie i smakołyki jakimi się uraczyłam podróżując. Zwiedzanie i poznanie różnych krajów, miast, zabytków.

Ale doskwiera brak polskiego… muszę uczyć synka polskiego jako języka obcego, gdyż podczas tych wojaży przyswoił angielski i urdu (język męża), a polski został zaniedbany jako język nie będący w codziennym użytku.

Co Cię najbardziej zaskoczyło jako mamę mieszkającą w obcym kraju?

Cypr: zacofanie.

Norwegia: bezprawne odbieranie dzieci, nawet Norwegom.

Pakistan: różnorodność i kontrasty: od przepięknych budowli, pałaców, wystawnych domów i dostatniego życia po biedę, brud, slumsy i szczury paradujące po ulicach z małpami i kradnące banany z przydrożnych straganów.

Dubaj: gościnność i otwartość w Emiratach – to, że na plaży nikogo nie dziwi kobieta w burce obok kobiety w bikini. Tolerancja mimo, że na świecie panuje przekonanie, że to kraj typu Arabia Saudyjska – restrykcyjny i zamknięty, podczas gdy jest zupełnie inaczej, jest otwarty i liberalny!

A jak Twój synek przyjmował te wszystkie przeprowadzki?

Dobrze, on chyba nie rozumiał pobytu na Cyprze i w Norwegii. Pamięta troszkę Polskę, Pakistan, ale to Dubaj zna jako swój dom.

Pyta mnie czasem jak wygląda jego kraj, a ja go uczę, pokazuję mu wszystko, ale nie tęskni za Polską tak jak ja, bo jej po prostu nie zna… Marzę, aby zabrać go na Święta do Polski, ale to chyba tylko marzenia, bo nie mam nawet u kogo się zatrzymać.

Co przeniosłabyś na grunt polski? Jakie rozwiązania?

Naturalnie wszelkie zasiłki, zapomogi, wyższe pensje – jak w Norwegii.

A dla mojej rodziny kurs: jak kochać i szanować się nawzajem. Jak tolerować inność. A najlepsze na to chyba są podróże – otwierają nas na ludzi, inność, na świat…

Bardzo Ci dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj

Inspiracje na prezent gwiazdkowy dla chłopca

Święta Bożego Narodzenia to wyjątkowy czas w roku, w którym spełniają się dziecięce marzenia. Wszystko za sprawą prezentów, które maluchy znajdują pod bogato udekorowanymi choinkami. Wybór odpowiedniej zabawki to gwarancja uśmiechu na twarzy Twojego synka, chrześniaka czy wnuka – długie godziny świetnej, a przy tym rozwijającej zabawy. Czym kierować się przy zakupie świątecznego podarunku? Jaki prezent dla chłopca sprawdzi się najlepiej? Oto garść sprawdzonych inspiracji, z których możesz skorzystać z okazji tegorocznych świąt!
  • Dominika Kamińska - 10/10/2018
chłopiec otwiera gwiazdkowy prezent

Auta dla fana motoryzacji

Choć do świąt jeszcze dużo czasu, przyjdzie pora, w której szukać będziesz odpowiedniego prezentu dla malucha. Rozglądając się za gwiazdkowym podarunkiem dla chłopca, możesz poczuć się naprawdę przytłoczony mnogością dostępnych opcji! Sklepowe półki niemalże uginają się od zabawek dedykowanych małym mężczyznom. Śpieszymy jednak z pomocą – gwarantowany sukces zapewnią Ci ponadczasowe zabawki.

Chłopcom zafascynowanym światem motoryzacji do gustu przypadną wszelkiego rodzaju pojazdy, dostępne w rozmaitych wariantach, które z łatwością dopasujesz do wieku dziecka. Wśród dostępnych zabawek znajdziesz takie kultowe pojazdy jak wywrotka, betoniarka, wóz strażacki czy samochód rajdowca.

Szczególnie estetyczne, wytrzymałe i bezpieczne są oferowane przez nas zabawki drewniane, dostępne jako pojedyncze pojazdy oraz większe zestawy. Idealnym urozmaiceniem pojazdów podarowanych jako prezent gwiazdkowy dla chłopca, będą też wszelkiego rodzaju garaże, zjeżdżalnie i tory wyścigowe, które zamienią każdą zabawę w niezapomnianą przygodę. Z takim wyposażeniem maluch z pewnością poczuje wiatr we włosach.

Dla młodego konstruktora

W małych chłopcach drzemią wielcy konstruktorzy. Potrzebę wznoszenia rozmaitych budowli pozwalają spełniać im różnego rodzaju klocki. Stąd też ogromna ich popularność, szczególnie klocków drewnianych, będących idealnym pomysłem na prezent dla chłopca. Te, jak żadne inne zabawki, dostarczają maluchom świetnej zabawy, zapewniając jednocześnie ich wszechstronny rozwój. Świetnie bowiem pobudzają wyobraźnię, ćwiczą koordynację wzrokową i kształtują zdolności manualne dziecka.

Różnobarwne klocki to także idealny sposób na naukę kolorów, kształtów, a nawet cyferek. Klocki mające być prezentem gwiazdkowym dla chłopca, warto dopasować do jego wieku. Młodszym dzieciom zalecane są większe klocki, pozwalające na stawianie prostych budowli. Starszym zaś do gustu przypadną wieloelementowe zestawy, umożliwiające konstruowanie skomplikowanych obiektów – zamków, labiryntów, wież i wielu, wielu innych, wymagających już nie lada wprawy.

Dla urodzonych majsterkowiczów

Piłowanie, skręcanie i przybijanie gwoździ to zajęcia zarezerwowane nie tylko dla dorosłych. Wcielanie się w role majsterkowiczów to jedno z ulubionych zadań małych chłopców. Ci, naśladując swoich tatusiów, stają się prawdziwymi „złotymi rączkami”. Pomagają im w tym specjalnie zaprojektowane zabawkowe narzędzia, przybierające najczęściej postać praktycznych skrzynek i walizek.

W wyposażeniu znajdą się tu takie elementy, jak choćby młotek, śrubokręt, wiertarka, imadło, kombinerki i wiele innych narzędzi, imitujących te pełnowymiarowe. Umożliwiają one chłopcom wykonywanie mniej i bardziej skomplikowanych prac w swoim pokoju-warsztacie. Dostępne w naszej ofercie zestawy narzędzi to idealny pomysł na rozwijający prezent dla chłopca, ćwiczący zdolności manualne i dający dziecku poczucie samodzielności.

Szukasz pomysłu na gwiazdkowy prezent dla chłopca? Więcej trafionych inspiracji znajdziesz w ofercie https://www.zielonezabawki.pl/zun_m_Na-prezent_Prezent-dla-chlopca-2125.html

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Dominika Kamińska

Co zrobić, by polubić domowe obowiązki?

Powrót z pracy do domu powinien być czasem relaksu. Każdy z nas by chciał od razu skupić się na odpoczynku i zbieraniu sił na kolejny dzień. Niestety, nikt za nas nie wypierze ubrań, nie wyczyści podłóg i nie umyje okien. Te obowiązki mogą się jednak okazać mniej czasochłonne, gdy wykorzysta się do ich wykonania odpowiednie narzędzia.
  • Alicja Zielińska - 09/10/2018

Wiele mówi się o tym, by pracować mniej i bardziej efektywnie. Sprzątaj z głową, a będziesz mogła dłużej cieszyć się czystością. Pomyśl tylko, jeśli sprzątanie będzie dawać odpowiednie efekty w krótkim czasie, to na pewno zaczniesz je trochę bardziej lubić. Prawda? Wystarczy, że zaopatrzysz się w kilka wysokiej jakości produktów. To nieprawda, że warto oszczędzać na akcesoriach do sprzątania. Tanie elementy szybko się psują, a ciągłe zastępowanie ich nowymi generuje większe koszty niż zakup porządnego mopa lub myjki do okien. Postaw zatem na produkty wysokiej jakości i rusz do dzieła!

Dobry plan to podstawa

Kto w Twoim domu sprząta i jak często? Jeśli sama wykonujesz wszelkie prace domowe to nic dziwnego, że masz ich serdecznie dość. Zaangażuj najbliższych w sprzątanie. To najprostszy sposób na to, by zyskać kilka wolnych chwil. Nawet wyrzucenie śmieci czy umycie naczyń przez kogoś innego sprawi, że powroty do domu staną się dla Ciebie przyjemniejsze.

Pamiętaj, że dzieci też powinny mieć obowiązki w domu. Chyba nie chcesz, by przyszła dziewczyna Twojego syna musiała wszystko za niego robić? Córki, które nie są w stanie same o siebie zadbać, za jakiś czas wypomną Ci, że nie nauczyłaś ich życia w czystości. Czujesz się przekonana?

Pomyśl zatem o uatrakcyjnieniu robienia porządków. Odpowiednie akcesoria na pewno zachęcą Twoją rodzinę do sprzątania. Znajdź dla nich odpowiednie miejsce w domu i powiedz, jak należy ich używać. Zapytaj domowników o to, co i kiedy mogą robić. Ustalcie wspólny grafik zadań i trzymajcie się go. Zadbaj o mobilizację najbliższych. Możesz na przykład po każdym sprawnie przeprowadzonym sprzątaniu zaproponować jakąś wspólną atrakcję. Kiedy ostatnio byliście razem w kinie lub na wycieczce? Pokaż bliskim, że odciążenie Cię pozytywnie wpływa na Twój nastrój i że masz więcej czasu i ochoty do wspólnych aktywności. To na pewno zadziała!

Mycie okien łatwiejsze niż kiedykolwiek

Jednym z najmniej lubianych obowiązków domowych jest mycie okien. Większość osób podejmuje się tego zadania podczas świątecznych przygotowań lub wizyty bardzo ważnych gości. Zniechęcają nas do tego powstające smugi i krótkotrwałość efektu czystości. Jak to zmienić? Zainwestuj w odpowiednie myjki. Te od Karchera są zasilane na baterie i idealnie odsysają wodę, dzięki temu w krótkim czasie osiągniesz efekt idealnie czystych okien.

Karcher oferuje trzy klasy myjek. Jaka będzie najlepsza dla Ciebie? Model WV 1 to myjka kompaktowa. Jest niewielka, dlatego korzystanie z niej to sama przyjemność. Posiada diodę LED, która zaświeceniem się przypomni Ci o doładowaniu baterii. Model WV 2 to myjka uniwersalna: ma wbudowany akumulator litowo-jonowy, dzięki czemu możesz nią wyczyścić duże powierzchnie bez przerw na ładowanie. Ma też wymienną ssawkę – szerszą i węższą, charakteryzuje ją specjalny kształt, pozwalający w kilka chwil opróżnić urządzenie. Jeśli szukasz większej myjki, to model WV 5 spełni twoje oczekiwania. Ma wyjmowany akumulator, możesz więc skorzystać z zapasowego i nie przerywać pracy. Ssawki tego modelu są tak zaprojektowane, że możesz regulować ich odległość od ramy okna.

1-2-3 i okno umyte!

Myjka do okien firmy Karcher to nie tylko czyste okna, ale i inne gładkie powierzchnie. Dzięki niej możesz sprawić, że wszelkiego rodzaju okna, lustra, płytki i szklane stoliki będą lśniły jak nigdy wcześniej. Na początek spryskaj szybę środkiem czyszczącym. Następnie rozetrzyj środek odpowiednią ścierką, np. padem z mikrofibry. Na koniec użyj elektronicznej myjki WV.

Z jej pomocą odsysasz wilgoć i brud z czyszczonej powierzchni. Gotowe! Twoje okna aż lśnią! Taki efekt utrzyma się dłużej niż w przypadku użycia tanich zamienników. Gwarantujemy, że już nigdy nie będziesz chciała wrócić do ściereczek, których używałaś wcześniej. Jeśli zakupisz zestaw z WV 2 Plus, otrzymasz funkcjonalny spryskiwacz i próbkę płynu. Model ten wyposażony jest w specjalne rzepy, które ułatwią Ci wymianę pada z mikrofibry. Wersja WV 5 umożliwia regulację szerokości padu, a więc świetnie nadaje się do mycia dużych okien i wąskich witraży. Chciałabyś zyskać więcej informacji na ten temat? W takim razie koniecznie wejdź tu: https://www.kaercher.com/pl/home-garden/myjki-do-okien.html.

Materiał powstałe we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Alicja Zielińska
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail