Czego szukasz

Trasa dla Bobasa na spacer

Marta i Ada, mamy z Krakowa założyły fundację i propagują aktywny styl życia dla całej rodziny. Codziennie inna trasa dla bobasa? Proszę bardzo!

  • Paulina Sienczyło - 18/07/2014

Dziewczyny, od początku proszę – jak wpadłyście na taki pomysł?

Marta Mleczko: Wszystko zaczęło się pięć lat temu w przysłowiowej „piaskownicy”, kiedy nasze dzieci miały kilka miesięcy, a nam znudziły się codzienne spacery po osiedlowym parku. Zastanawiałyśmy się, dokąd można byłoby się wybrać z małym dzieckiem, może do kina, może gdzieś za miasto, a może nawet w góry? Ponieważ nie należymy do grona mam-siłaczek (przynajmniej nie pod względem fizycznym!) zależało nam, żeby wybrać się na taką wycieczkę, podczas której nie będzie trzeba dźwigać wózka po schodach. Fajnie byłoby też mieć gdzie wygodnie przewinąć i nakarmić malucha. Kiedy dzieci podrosły ważne stały się też pytania, czy dana trasa nie będzie za trudna dla przedszkolaka, czy będzie gdzieś w pobliżu plac zabaw, o czym ciekawym można opowiedzieć dziecku w trakcie spaceru. Nie udało nam się znaleźć takich informacji na istniejących stronach www, dlatego wpadłyśmy na pomysł stworzenia własnego portalu, gdzie rodzice mogliby się dzielić swoim doświadczeniem.

Dlaczego fundacja, a nie firma?

MM: Pierwszy był pomysł portalu, potem przyszedł czas na wybór formy działalności. Ponieważ w naszej pracy realizujemy cele „użyteczności publicznej” – tj. promujemy zdrowy, aktywny tryb życia i dobre wzorce wychowania kulturalnego mogłyśmy zarejestrować się jako organizacja pożytku publicznego. Zasadniczy plus takiej formy działania to fakt, że nie musimy ponosić comiesięcznych kosztów składek ZUS. Obie z koleżanką jesteśmy członkami Zarządu Fundacji i zdecydowana większość naszej pracy to praca społeczna, jednak nie wyklucza to możliwości zatrudnienia w fundacji, czy zawarcia czasowej umowy o dzieło czy umowy-zlecenia, kiedy fundacja ma na to dostępne środki. Wtedy oczywiście pojawiają się obciążenia ZUS i podatki, ale tylko wtedy, kiedy mamy dochód. Jeżeli przez kilka miesięcy Fundacja nic nie zarobi nie musimy ponosić żadnych kosztów. 

Dzięki temu że jesteśmy fundacją, a nie zwykłą firmą możemy pozyskiwać środki finansowe nie tylko z darowizn, ale także ze źródeł publicznych – możemy zwracać się o granty do organów samorządowych, brać udział w konkursach na zadania zlecane przez samorząd. Na przykład w ramach projektu „Bon Edukacyjny” Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego jesienią 2014 r. będziemy organizować zajęcia dla dzieci w Muzeum Narodowym w Krakowie, Muzeum Archeologicznym i Muzeum Inżynierii Miejskiej.

Z drugiej strony organizacja samorządowa może też działać jak zwykła firma – tzn. prowadzić działalność gospodarczą i w taki sposób zarabiać na swoją działalność statutową – w tym na wynagrodzenia dla pracowników. W ramach działalności gospodarczej w naszej fundacji planujemy m.in. sprzedaż naszych produktów (dostępnych też jako nagrody dla użytkowników portalu) – tj. np. plecaków, koców piknikowych, myślimy też o działalności wydawniczej, wypożyczalni sprzętu turystycznego, czy o pozyskiwaniu środków z reklam na portalu.

Adelina Pociecha: Niestety taka forma ma też swoje wady. Największą z nich są formalności… Jest ich dużo więcej niż przy prowadzeniu jednoosobowej działalności gospodarczej.

Ile czasu minęło od pomysłu do realizacji Waszej działalności?

MM: Pomysł pojawił się już 4-5 lat temu, potem nastąpiły długie miesiące krystalizowania się idei portalu, dyskusji nad jego kształtem, strukturą itp. Strona zaczęła działać pod koniec 2012 r., od stycznia 2013 r. działa fundacja, a od maja 2014 r. prowadzimy w jej ramach działalność gospodarczą. W czerwcu w związku z wydaniem map „Kraków dla dzieci. Kazimierz i Podgórze” i „Rzeszów dla dzieci. Śladami legend i opowieści” po raz pierwszy osiągnęłyśmy konkretny dochód i możemy wypłacić sobie wynagrodzenia.

Czy miałyście wsparcie najbliższych? Kto jeszcze Was wspierał?

MM: Jeżeli o mnie chodzi to ze wsparciem było kiepsko. Większość moich bliskich nie bardzo rozumie ideę fundacji i mojego zaangażowania. Czasami odnoszę też wrażenie, że tematyka dziecięca i turystyki rodzinnej wydaje się infantylna, mało poważna i istotna w obliczu innych bardziej wzniosłych celów i ideałów. Myślę, że niestety niektórych jest w stanie przekonać jedynie sukces finansowy… Zdarza mi się słyszeć, komentarze w rodzaju „chyba bogata ta fundacja, że opłaca opiekunkę do dzieci”, albo pytania, czy aby mi się nie nudzi przy trójce małych dzieci, albo czy mam za dużo wolnego czasu… Chyba jedyną osobą wspierającą od początku moje działania jest mój Tata, który od wielu lat jest prywatnym przedsiębiorcą, a jednocześnie pracuje społecznie w Izbie Inżynierów. Dużo wsparcia otrzymałam też od warszawskich organizacji: Stowarzyszenia Klon Jawor i Centrum Szpitalna. Dzięki bezpłatnemu szkoleniu organizowanemu przez te dwie organizacje dowiedziałam się wiele o prawnych i formalnych aspektach prowadzenia organizacji pozarządowej – zresztą do dziś korzystam z ich pomocy i wsparcia.

AP: Ja myślę, że głównie wspierałyśmy i mobilizowałyśmy się nawzajem. Mi przynajmniej dużo dawała świadomość, że nie jestem z tym sama. Mąż stara się mnie wspierać, jednak dla znajomych i rodziny nadal jestem osobą, która siedzi w domu i „nic nie robi”. Niektórzy wciąż dopytują „kiedy wreszcie pójdę do pracy”.

Jak docieracie do zainteresowanych Waszą działalnością? Na czym zarabiacie?

MM: Od momentu powstania fundacji naszym głównym zadaniem jest promowanie portalu – chcielibyśmy, aby dotrzeć do jak najszerszego grona osób zainteresowanych rodzinną turystyką, ale także do tych, którzy plany o wyjazdach odkładają na czas, „aż dziecko podrośnie” i pokazać im, że aktywne spędzanie czasu nie jest trudne i daje wiele radości całej rodzinie.

AP: Portal w zeszłym roku promowaliśmy poprzez ulotki, w tym roku wydaliśmy dwie mapy „Kraków z dziećmi. Kazimierz i Podgórze” oraz „Rzeszów dla dzieci. Śladami legend i opowieści” obie mapy oprócz funkcji informacyjnej pełnią również funkcję promocyjną naszego portalu, a zostały sfinansowane przez reklamodawców.

Jaką sumę na początek musiałyście zainwestować?

MM: Właściwie dokładnie nie liczyłam… Przypuszczam, że około 1000 zł na osobę. Były to koszty założenia i rejestracji fundacji (akt notarialny, fundusz założycielski, opłaty sądowe), wydatki związane z zakupem domeny i serwera. Zainwestowałyśmy też w tkaniny z których powstały nasze „gadżety” – torby, plecaki, koce piknikowe. Nasza główna inwestycja to setki godzin pracy – głównie ze strony Ady i jej męża, którzy stworzyli portal i zajmują się jego bieżącym utrzymaniem. Dzięki ich wiedzy i umiejętnościom nie musimy opłacać informatyków i grafików.

AP: Główną inwestycją rzeczywiście były umiejętności i poświęcony czas. Dużym plusem przy naszej wspólnej działalności jest fakt, że obie z Martą jesteśmy zupełnie inne, inne są również nasze umiejętności i zainteresowania. Marta jest osobą bardzo skrupulatną i zorganizowaną – to ona trzyma w ryzach naszą fundację, prowadzi wszelkie formalności. Ja na studiach hobbystycznie uczyłam się grafiki komputerowej, z której teraz często korzystamy w naszych projektach . Można powiedzieć, że nawzajem się z Martą uzupełniamy. Poznałyśmy się przypadkowo w okolicznym parku, więc mamy także różne kręgi znajomych, z różnymi umiejętnościami – nigdy nie wiadomo, co się jeszcze w przyszłości przyda. 

Waszym zdaniem, czy to że jesteście mamami w jakikolwiek sposób wpływa na prowadzenie działalności?

MM: Zdecydowanie tak! Bez doświadczenia macierzyństwa i podróżowania z małymi dziećmi nie wpadłybyśmy na pomysł stworzenia portalu. Z uwagi na to, że dzieci są jeszcze małe, wymagają wiele uwagi i niestety często chorują, nasza praca jest często mało systematyczna – „dorywcza”. Na pierwszym miejscu są zawsze dzieci, potem praca zawodowa (zarobkowa), dopiero potem sprawy fundacji. Mam nadzieję, że z czasem dla fundacji powstanie więcej przestrzeni – nie tylko późne godziny nocne…

AP: Cała nasza fundacja jest o dzieciach i dla rodziców, czyli jest tym, czym aktualnie żyjemy. Przekazujemy innym rodzicom nasze doświadczenia. Z biegiem czasu tych doświadczeń przybywa, dlatego stale ubogacamy zawartość portalu, np. na początku planowałyśmy skierować portal do rodziców niemowląt, gdyż gdy nasze dzieci były w okresie niemowlęcym mieliśmy spore trudności ze znalezieniem miejsc, w które można pójść z dzieckiem w tym wieku. Potem, gdy nasze dzieci weszły w okres przedszkolny pojawił się pomysł na rozszerzenie portalu o ciekawostki i legendy w danym miejscu – dzieci w tym wieku bardzo lubią wszelkie opowieści a takie też trudno było znaleźć i wyszukać.

Dzieci inspirują czy utrudniają pracę?

MM: Ja jestem potrójną mamą – Jasiek ma 5,5 roku, Tadek – 3 lata, a Anielka 6 miesięcy. W moim przypadku praca przy komputerze możliwa jest tylko kiedy dzieci śpią, ewentualnie kiedy mam kogoś do pomocy – okazjonalnie którąś z babć lub dorywczo opiekunkę. Jednak praca w fundacji to nie tylko wprowadzanie danych do komputera czy odpisywanie na maile. Dużo pracy koncepcyjnej można łączyć z domowo-rodzinnymi obowiązkami, bywa, że niektóre pomysły podsuwają mi same dzieci. A już samo „zbieranie danych” to czysta przyjemność – spacery i wycieczki całą rodziną.

AP: Ja ma łatwiejsze zadanie – do okiełznania mam jedynie 5-letnią córkę, Agatę, która jest bardzo wyrozumiała. W związku ze specyfiką naszej działalności często udaje mi się połączyć pracę z zabawą, np. rozniesienie map to równocześnie spacer do centrum i na Wawel a swoje biuro, czyli telefon+notatnik często przenoszę do parku lub na plac zabaw – córka się bawi i nie odczuwa tego, że mama „pracuje” tzn. wykonuje w tym czasie telefony. 

Nie ma jednak co ukrywać, jeśli nawet dziecko zainspiruje nas do otwarcia własnej działalności, to będzie istotnym czynnikiem utrudniającym jej prowadzenie. Prowadzenie działalności, praca wymaga czasu – dziecko nam go bardzo ogranicza i dezorganizuje, ogranicza nam również naszą wolność i możliwości. Jednak celem mojego życia nie jest sama praca dla pracy – jest nim rodzina. Praca jest jedynie dodatkiem, elementem samorealizacji i to ją dostosowuje do aktualnych warunków rodzinnych, a nie odwrotnie. Dlatego tym bardziej doceniam prowadzenie własnej działalności, a nie pracę na etacie – własna działalność to przede wszystkim dużo większa elastyczność i możliwość wyboru. 

Co Wam daje Wasza działalność?

MM: Przede wszystkim dużo satysfakcji, oderwanie się od codzienności, w pewnym sensie praca w fundacji jest dla mnie rozrywką – chyba jedną z niewielu czynności w ciągu dnia, których nie wykonuję z poczucia obowiązku, a wyłącznie z własnej inicjatywy. Bardzo odpowiada mi też połączenie idei pracy „społecznie pożytecznej” z elementami działalności zarobkowej. Cieszy mnie, kiedy fundacji uda się coś zarobić, ale nie przeliczam każdej godziny pracy na pieniądze – cieszy mnie to, że jest coraz więcej wejść na stronę, pojawiają się komentarze do opisywanych tras – oznacza to, że ktoś korzysta z naszej pracy.

Co chciałybyście powiedzieć innym mamom, które szukają swojej drogi zawodowej?

MM: Chyba nic oryginalnego i odkrywczego… pomyślcie co sprawia Wam przyjemność, pomyślcie jak zrobić z tego pracę. Wtedy nikt (w tym przede wszystkim Wy same!) nie wytknie Wam, że marnujecie czas na przyjemności, bo przecież to praca. A gdy czasem coś się nie uda, praca nie przyniesie wystarczającego dochodu to przynajmniej zostanie Wam przyjemność. A może przyjemność sprawia Wam świadomość, że komuś pomagacie, robicie coś pożytecznego nie tylko dla własnego budżetu, ZUS-u i US? Pomyślcie wtedy o założeniu organizacji pozarządowej!

www.trasadlabobasa.pl

Przeczytaj więcej o pracy w organizacji pozarządowej – historia Doroty

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Paulina Sienczyło
Absolwentka zarządzania kulturą i podyplomowego zarządzania zasobami ludzkimi na UJ. Mama Igutki Frygutki i Janka Gałganka. Kiedyś z pasją oddana harcerstwu, potem fajnej pracy w Coca - Coli, obecnie poszukująca swojej drogi zawodowej. Lubi ludzi, gorącą czekoladę w czasie posiadówek niepołomickiej grupy fajnych kobiet, bieganie z kijkami po puszczy w weekendowe poranki. Jest pasjonatką zdrowego trybu życia marzącą o byciu gospodynią - nauczycielką harmonijnego życia w Beskidzie Niskim.
Podyskutuj

Gaz rozweselający – czy warto stosować go u stomatologa?

Nie wszystkie dzieci dobrze znoszą wizytę u stomatologa. Są oczywiście takie, które z zaciekawieniem obserwują jego pracę i pozwalają właściwie na wykonanie każdego niezbędnego działania. Bardzo dużo dzieci fotela stomatologicznego panicznie się boi. Uspokoić takie dziecko jest bardzo trudno, a w takiej sytuacji o przeprowadzeniu jakiegokolwiek leczenia właściwie nie ma mowy. W tego typu sytuacjach użycie gazu rozweselającego jest absolutnie wskazane.
  • Alicja Zielińska - 16/01/2020
Dentysta i dziecko leżące w fotelu stomatologicznym w gabinecie

Do czego służy dentyście gaz rozweselający?

Gaz rozweselający dla dzieci stosowany jest jako jedna z form sedacji wziewnej. Jej podstawowym celem jest wyciszenie i uspokojenie małego pacjenta przed czekającym go zabiegiem. Skala badań, leczenia, zabiegów wykonywanych u stomatologa dziecięcego jest bardzo różna i nie zawsze wymaga takiego wspomagania.

Jeśli jednak opanowanie strachu dziecka przed dentystą jest niemożliwe, a lekarzowi utrudnia to przeprowadzenie najmniejszej choćby interwencji stomatologicznej, pomoc takie wspomagacza może się okazać nieoceniona. Trzeba jednak zaznaczyć, że gaz rozweselający, czyli podtlenek azotu, nie ma żadnego działania przeciwbólowego. Jego podanie nie doprowadza również do wyłączenia świadomości. Tutaj chodzi jedynie o wyciszenie pacjenta i opanowanie jego strachu.

Działanie gazu rozweselającego dla dzieci

Gaz rozweselacjący podaje się w formie sedacji wziewnej. Mały pacjent zostaje poproszony jedynie o miarowe oddychanie przez podaną mu maseczkę, z której ulatnia się mieszanka tlenu i podtlenku azotu. Przyjęcie gazu rozweselającego prowadzi do zmniejszenia napięcia i niepokoju, lęk odczuwany przed wizytą się znacznie zmniejsza.

Samo uspokojenie przychodzi bardzo łagodnie, ale jednocześnie podanie gazu pozwala na szybkie indukowanie i wychodzenie pacjentów ze stanu otępienia, w który wprowadza gaz. Otępienie to jest bardzo delikatne, chodzi bowiem między innymi o zachowanie możliwie dobrego kontaktu między lekarzem a pacjentem. Komunikacja ta w przypadku leczenia stomatologicznego jest bardzo ważna.

Przeciwwskazania do stosowania i skutki uboczne gazu rozweselającego

Podanie gazu rozweselającego jest bardzo bezpieczne. Zaletą tej metody jest również błyskawiczne wyjście pacjenta ze stanu sprzed podania nadtlenku azotu. Zdarza się jednak, że u niektórych pacjentów wywołuje on nudności lub wymioty.

Przeciwwskazaniem do jego stosowania są niektóre choroby neurologiczne. Absolutnie nie może podać go dzieciom chorym na stwardnienie rozsiane lub porfirię. Oczywiście nie podaje się go również, jeśli dziecko cierpi na nieżyt nosa, ma skrzywioną przegrodę nosową lub cierpi na choroby płuc.

Artykuł powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: własność partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Alicja Zielińska

Ekologia w wielkim mieście

Dzisiaj ekologia przestaje już być niszowym tematem, który interesuje jedynie grupkę aktywistów. Coraz więcej osób uświadamia sobie, że w XXI wieku musimy zmierzyć się z kilkoma globalnymi problemami, zagrażającymi naszej planecie, które będą wymagały od nas wypracowania w społeczeństwie odpowiedzialnych postaw ekologicznych.
  • Małgorzata Krzyworączka - 16/01/2020
dziewczyna porusza się na rowerze po mieście

Ekologia w mieście

Ekologia, to dziś kolejny temat do rozważań, a tematem przewodnim będzie ochrona środowiska w miastach. Niestety miasta bardzo obciążają środowisko naturalne, co w dłuższej perspektywie negatywnie oddziałuje także na ich mieszkańców.

Dlatego wszelkie inicjatywy podejmowane w dużych miastach są niezwykle ważnym katalizatorem zmian proekologicznych, gdyż przynoszą korzyści nie tylko dla środowiska, ale też poprawiają jakość życia mieszkańców dużych aglomeracji.

Ludzie zamieszkujący zurbanizowane przestrzenie, dzięki swojej liczebności i uporowi mogą sporo zdziałać w tej kwestii, a nagrodą będzie zrównoważone miasto i wyższa jakość życia. Ekologia to temat złożony, więc warto najpierw sobie uświadomić, jakie grzechy wobec Matki Natury są popełniane w miastach.

Ciemna strona miasta

Duże aglomeracje są skupiskami, które bardzo obciążają nasze środowisko poprzez emisję gazów cieplarnianych, rekordowe zużycie energii, hałas czy smog. Im większe miasto, z rozległymi przedmieściami, tym większe szkody dla środowiska.

Po pierwsze, są to niestety tereny “odebrane” naturze. Rozlewające się przedmieścia wymagają rozbudowy sieci dróg, co z kolei zużywa zasoby i energię do ich budowy. Potrzebne są także inne infrastruktury, chociażby kanalizacja.

Do tego mieszkańcy obrzeży muszą przemieszczać się na duże odległości, aby dotrzeć do centrum (do pracy, do szkoły, do lekarza). Ludzie najczęściej wykorzystują własne samochody, aby dostać się do centrum, co powoduje emisję spalin.

Król samochód

Infrastruktura większości polskich miast przez lata rozwinęła się w ten sposób, że wymusza na nas korzystanie z samochodu, tudzież komunikacji miejskiej. Powodem są duże odległości. Przemieszczanie się własnym samochodem, nawet na niewielkich odległościach, jest zjawiskiem niezwykle popularnym w Polsce, ale niestety najmniej ekologicznym.

Aut z roku na rok przybywa, a jednocześnie potrzebują one miejsc parkingowych, więc zabierają powierzchnię. Są także przyczyną smogu i hałasu. Nie owijając w bawełnę: samochody zdominowały nasze miasta, co także ma wpływ na życie ich mieszkańców. Korki, pośpiech, zanieczyszczone powietrze, chodniki trudne do przejścia, zamienione na parkingi dla samochodów. To są miejskie realia. A gdzie ekologia?

Zrównoważony, ekologiczny transport

Jaki jest najbardziej ekologiczny transport? Przemieszczanie się pieszo, choć to nie zawsze wchodzi w grę. Warto rozważyć korzystanie z komunikacji miejskiej. Z pewnością rozbudowana sieć ścieżek rowerowych zachęciłaby sporo mieszkańców miast do wybrania roweru bądź hulajnogi. A co z mieszkańcami okolicznych miejscowości, którzy potrzebują dostać się do centrum miasta i codziennie pokonują spore odległości własnym autem? Czy parking na obrzeżu miasta połączony z pętlą autobusową bądź tramwajową zachęcą ich do dalszej podróży komunikacją miejską? Na pewno tak. I na pewno ekologia w mieście mogłaby bardziej się rozwinąć.

Jak rowery mogą uratować świat

To tytuł książki Petera Walkera, którą chciałabym polecić wszystkim decydentom w dziedzinie urbanizacji miast. Mówiąc o zrównoważonym rozwoju miast, nie sposób nie wspomnieć o tej książce.

W dobie podejmowania kluczowych decyzji odnośnie rozluźnienia ruchu na ulicach zakorkowanych miast, Walker podaje alternatywę, jaką jest rower.

Autor przytacza argumenty, badania oraz liczne przykłady z miast, gdzie rozbudowa bezpiecznej infrastruktury dla rowerzystów nie tylko poprawiła jakość życia, ale też przyniosła korzyści gospodarcze. Podaje liczne powody, dla których warto jeździć rowerem.

Może znasz słynny na cały świat blog copenhagen cycle chic, na którym fotograf z Kopenhagi publikuje zdjęcia uwiecznionych na ulicach swojego miasta rowerzystów. Są to zwykli ludzie w drodze do pracy czy szkoły.

Naprawdę można się zainspirować. Kopenhaga to jedno z nielicznych miast w Europie, gdzie rowerów jest więcej niż samochodów. Rowery są tu traktowane jako najszybszy środek transportu.

Wymarzone miasto

Walker w swojej książce mówi o nowym modelu konkurencyjności miast. Okazuje się, że w Europie nie ocenia się ich po “ruchliwych drogach, ale raczej po przyjaznych ludziom ulicach z kawiarnianymi ogródkami na chodniku”.

Dla mnie to przede wszystkim miasto bezpieczne i przyjazne ludziom, z zielonymi skwerami, parkami i ulicami zamkniętymi dla ruchu samochodowego. Tętniące życiem ulice i ogródki, w których można wypić kawę. Czyste powietrze, bezpieczna infrastruktura dla pieszych i rowerzystów, darmowa i sprawna komunikacja miejska, z której mogą korzystać osoby starsze i rodzice z małymi dziećmi.

Mieszkańcy mojego wymarzonego miasta to osoby aktywnie żyjące, dbające o siebie i środowisko. To ludzie, którzy czują się tu bezpiecznie. A ekologia jest dla nich ważna.

Idealne miasto, to także wysokie opłaty z tytułu parkowania w przestrzeni miejskiej, które zniechęcają do korzystania z samochodów oraz sieć parkingów typu park&ride, które umożliwiają przesiadkę na komunikację miejską przy wjazdach do miasta.

Mimo stale rosnącej liczby rowerów w Polsce, na ulicach wciąż przeważają samochody. Daleko nam jeszcze do Danii czy Holandii, gdzie ścieżki rowerowe, odizolowane do ruchu samochodowego, buduje się od 40 lat. Dzisiaj przesiadka na rowery to nie jest wyłącznie sprawa mody i zdrowia, ale odpowiedzialności za naszą okolicę, miasto, kraj i za naszą planetę. Jakość życia w miastach w dużym stopniu zależy od tego, jak się po nich poruszamy i jaki ma to wpływ na nasze środowisko.

ulica w Sandomierzu
Urokliwe miasto Sandomierz i jedna z ulic zamkniętych dla ruchu samochodowego.

Zobacz też dlaczego zero weste to nie chwilowa moda, a konieczność!

Miejskie parki

Zieleń w mieście to podstawa. Ludzie zawsze zakładali ogrody. Znajdowali w nich ukojenie, odpoczynek, chłód i bliskość natury. Parki w mieście to namiastka dzikiej przyrody w centrum zgiełku i betonu. Ekologia to nie tylko segregowanie śmieci, lecz także życie w harmonii ze sobą i światem.

Dlatego człowiek w naturalny sposób potrzebuje być blisko natury, bo jest jej częścią. Parki w miastach to zielone wysepki wśród betonu, które dają chwile wytchnienia od zgiełku. Tereny zielone w miastach przynoszą potrzebną równowagę, dlatego walczmy o każdy ich fragment.

Krakowski im. Marka Grechuty, wyremontowany i odnowiony w 2018 roku. Aż trudno uwierzyć, że sąsiaduje z jedną z najruchliwszych alei w Krakowie – dwupasmową Aleją Mickiewicza.

Zieleń na wagę złota

Tak naprawdę liczy się każdy skrawek zieleni. Okazuje się, że obetonowane w stu procentach miasto nie jest korzystnym rozwiązaniem. Po pierwsze, w czasie ulewnych deszczy woda nie ma gdzie wsiąknąć. Spływając po betonie nabiera dużych prędkości, ulice zamieniają się w niebezpieczne, rwące rzeki.

System kanalizacji – odprowadzający deszczówkę w czasie takich nawałnic – najczęściej jest niewydolny i dochodzi do podtopień. Dlatego wszelkie zielone skwerki i pasy zieleni przy jezdniach są bardzo skutecznym, naturalnym pochłaniaczem wody podczas deszczu. A w czasie dni upalnych woda ta jest uwalniana poprzez parowanie, dając naturalny efekt ochładzający.

Po drugie drzewa i krzewy stanowią w miastach czynnik chłodzący. Rzucając cień, znacznie ograniczają nagrzewanie się betonowych budynków, a także stanowią swoisty mikroklimat.

Budynki, wokół których rosną duże drzewa, mniej się nagrzewają i nie wymagają tak intensywnej klimatyzacji, która pożera sporą ilość energii, co nie jest rozwiązaniem ekologicznym.

Miejska przestrzeń schronieniem dla zwierząt

Miasta są układem stworzonym i całkowicie zdominowanym przez człowieka, a przecież w przestrzeni miejskiej żyją też zwierzęta. Pozwólmy im żyć przy nas, aby choć trochę przywrócić tę nierównowagę i tak już mocno nadszarpniętej struktury przyrodniczej.

Najbardziej liczebną populacją w miastach są ptaki, choć rzadko je zauważamy. Gołąb czy wróbel w mieście to zjawisko bardzo pospolite. Ptaki żyjące w mieście mają łatwy dostęp do pożywienia, ale za to mniej przestrzeni do gniazdowania.

W centrach powstają wieżowce o szklanych ścianach, trawa jest często koszona, a przez to jest coraz mniej kryjówek dla ptaków. Dlatego świetnym pomysłem są budki lęgowe mocowane w parkach, czy na ścianach budynków. To świetna inicjatywa, która pomaga chronić ptaki. Jeśli chcesz się w to zaangażować, poszukaj informacji w sieci.

Kraków chroni jeże

W wysokiej trawie dobrze czują się także jeże, które często możemy spotkać w miastach. I tutaj wspomnę o pewnej inicjatywie z mojego rodzinnego miasta Krakowa, gdzie zatroszczono się o jeże.

W roku 2019 powstał pilotażowy projekt dbania o zieleń na krakowskich plantach. Tej jesieni liście nie zostaną zebrane, a trawa będzie koszona tylko trzy razy do roku. To pozwoli jeżom bezpieczne przezimować. Jednocześnie liście będą stanowić naturalny nawóz dla drzew i innych roślin. Listopadowe chłody sprawiają, że jeże zaczynają się przygotowywać do hibernacji. Budują tzw gniazdo hibernacyjne. Zbierają suchą trawę i liście. Budują coś w rodzaju ziemianki.

W mieście te zwierzaki mają gorzej, bo nie mają do dyspozycji naturalnych materiałów i budują gniazdo z czego się tylko da, co znajdą wśród śmieci. Często jest to folia która niestety nie sprzyja hibernacji, bo jeż szczelnie owinięty takim materiałem nie ma dostępu powietrza. Przebywa przez kilka miesięcy w bardzo dużej wilgotności. To może powodować grzybicę i inne choroby, dlatego bardzo istotne jest aby stworzyć jeżom przebywającym w miastach dobre warunki do tego aby mogły zahibernować.

Populacja jeży w Polsce znacznie się zmniejszyła. Przyczyną są prawdopodobnie środki ochrony roślin, które mają zwalczać szkodliwe owady w rolnictwie. Niestety spadek populacji owadów sprawia, że coraz trudniej jest tym małym z ssakom zdobyć pokarm w ich naturalnym środowisku, dlatego zbliżają się do człowieka, bo tu łatwiej o pokarm.

Drugim powodem jest fragmentacja siedlisk. Co to oznacza? Poprzez rozbudowę infrastruktury dróg i kolei dzielimy populacje wielu zwierząt, w tym jeży. Utrudnia to przepływ genów. Populacje jeży są coraz mniejsze, a to sprawia że są bardziej podatne na choroby.

Jeśli nie zaczniemy ich chronić, populacja może wyginąć. Dlatego wspierajmy wszelkie inicjatywy.

Jeśli nie zaczniemy chronić jeży, za kilka lat będziemy mogli oglądać je tylko na zdjęciach.

Uciążliwy smog

Czym jest smog i jak powstaje?

To specyficzny rodzaj mogły miejskiej, która powstaje poprzez zmieszanie zwykłej mgły z zanieczyszczeniami emitowanymi do powietrza, czyli dymem i spalinami.

Powstaje, gdy w bezwietrznej i wilgotnej atmosferze następuje zwiększona emisja spalin, pochodzących ze spalania węgla, ropy i substancji ropopochodnych. Jest to tzw. smog londyński, charakterystyczny dla okresu jesienno-zimowego. Tworzy przy temperaturze powietrza – 3 do +5 stopni Celsjusza. Obserwujemy wówczas spadek widoczności.

Zanim nasze miasta staną się zielone, czyste i bezpieczne, z rozwiniętą infrastrukturą dla rowerów i pieszych, musi upłynąć kilka lat, gdyż te działania wymagają czasu i nakładów finansowych. Przez ten czas jeszcze wiele razy będziemy się borykać z uciążliwym smogiem.

Miasta szukają rozwiązań. Przykładowo, Kraków jest pierwszym miastem w Polsce, które wprowadziło w 2019 całkowity zakaz palenia węglem, drewnem i innymi paliwami stałymi w kotłach, piecach i kominkach. Jednak to nie do końca rozwiązało problem, gdyż do smogu w dużej mierze przyczynia się transport oraz gminy ościenne, gdzie wymiana pieców na te nowszej generacji nadal trwa. Dopóki smog w naszych miastach nie zostanie całkowicie wyeliminowany, zaleca się podejmowanie wszelkich starań, aby ograniczyć negatywny wpływ smogu na organizm.

Mamy jeszcze smog fotochemiczny (typu Los Angeles), z którym borykamy się w okresie letnim. Powstaje przy temperaturze 27 do 35 stopni Celsjusza i wilgotności względnej poniżej 70%. Ten smog nie ogranicza widoczności. Źródłem zanieczyszczeń powodujących smog fotochemiczny są spaliny samochodowe. Powstaje w wyniku reakcji chemicznych między składnikami zanieczyszczeń, które aktywują promienie UV.

Smog a zdrowie

Głównymi składnikami zanieczyszczeń powstających na skutek spalania węgla, ropy i substancji ropopochodnych są dwutlenek siarki, tlenek węgla i sadza. W wyniku reakcji chemicznych i fotochemicznych, zanieczyszczenia te przekształcają się w tzw. aerozole atmosferyczne, zwane potocznie pyłem zawieszonym. Jego niewielkie rozmiary oraz lekkość sprawiają, że łatwo przenika przez skórę i układ oddechowy do naszego krwiobiegu. Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że około 3,7 milionów ludzi umiera rocznie z powodu zanieczyszczeń powietrza.

Najbardziej niebezpieczne są te najdrobniejsze cząstki określane jako PM 2,5 (2.5 mikrometra = 0,00025 cm). Mają bardzo negatywny wpływ na ludzkie zdrowie. Są szczególnie szkodliwe dla dzieci, osób starszych i ludzi chorujących na choroby serca i płuc. Cząsteczki PM 2,5 odpowiadają za nasilenie astmy, osłabienie czynności płuc, nowotwory płuc, gardła i krtani, zaburzenia rytmu serca, miażdżycę.

Drugim zagrożeniem jest pył PM10. Są to drobinki, których średnica nie przekracza 10 mikrometrów. PM10 łatwo przenika do naszych płuc. Jest szkodliwy z powodu zawartości takich substancji jak benzopireny, furany, dioksyny – jednym słowem, rakotwórcze metale ciężkie.

Stężenie cząstek PM 2,5 i PM10 określa się w mikrogramach na metr sześcienny. Światowa Organizacja Zdrowia ustaliła normę średniego dobowego stężenia pyłu zawieszonego PM2.5 na 25 mikrogramów na metr sześcienny, a dla PM10 to 50 mikrometrów na metr sześcienny.

Jak przetrwać te dni, kiedy powietrze zasnuwa gęsty smog?

Niezbędnym akcesorium jest maska antysmogowa z filtrem HEPA. Miej ją zawsze przy sobie i zakładaj wychodząc z domu gdy jakość powietrza jest zła. Oczywiście przebywanie na zewnątrz trzeba ograniczyć do minimum. Pomocne Ci będą aplikacje, które informują na bieżąco o jakości powietrza w Twojej miejscowości. Ja korzystam z https://airly.eu/map/pl/.

Wiele osób, a także instytucji decyduje się na zakup oczyszczaczy powietrza, które mają poprawić jakość powietrza w budynkach. Są to urządzenia, które eliminują z powietrza pył zawieszony PM2,5 i PM10.

Decydując się na takie rozwiązanie warto kupić oczyszczacz z czujnikiem, który na bieżąco monitoruje stan powietrza w pomieszczeniu. Każdy oczyszczacz powietrza ma określoną wydajność, więc jeśli np. mieszkasz w dwupiętrowym domu jedno urządzenie nie poprawi jakości powietrza.

Chroń skórę przed smogiem

Oprócz ogólnego negatywnego wpływy nasz organizm, związki zawarte w smogu uszkadzają także naszą skórę. Skóra w zimie jest osłabiona i przesuszona, poprzez niekorzystne czynniki pogodowe. Dodatkowo zanieczyszczenia w powietrzu nasilają stres oksydacyjny, co wiąże się z utratą elastyczności i jędrności, odwodnieniem, przebarwieniami, utratą blasku, nadmiernym wydzielaniem sebum. Zanieczyszczania łatwiej przenikają w głąb skóry, która nie ma odpowiedniej ochrony przed smogiem.

W tym przypadku bardzo istotne jest stosowanie kosmetyków które stworzą barierę ochronną dla skóry, wzmocnią jej płaszcz lipidowy oraz dostarczą antyoksydantów, potrzebnych do walki z wolnymi rodnikami. Rano warto stosować kremy ochronne.

Miejski krem ochronny City Outdoor SPF 30, który zminimalizuje bezpośredni kontakt zanieczyszczeń ze skórą. Dedykowany dla osób, które poruszają się w przestrzeni miejskiej.

Wieczorem nie zapomnij o starannym oczyszczaniu skóry, które pomoże usunąć nie tylko makijaż czy pot, ale także wszelkie składniki smogu.

Podczas wieczornej pielęgnacji zadbaj o odpowiednie nawilżenie skóry i dostarczenie jej sporej dawki antyoksydantów. W kremach warto szukać kwasu hialuronowego, witaminy A, C, E, resweratrolu, bioflawonoidów, peptydów, zielonej herbaty czy ginko biloba.

O skórę zadbaj też od wewnątrz poprzez dietę bogatą w antyoksydanty. Źródłem naturalnych przeciwutleniaczy są produkty pochodzenia roślinnego, przede wszystkim warzywa i owoce, ale także produkty zbożowe i ryby.

Rośliny doniczkowe sprzymierzeńcami w walce o czyste powietrze

Wszyscy traktują swój dom jako schronienie przed miejskim smogiem, ale smog z zewnątrz przedostaje się do budynków, a do tego w mieszkaniu syntetyczne materiały wykończeniowe, takie jak wykładziny i meble, dodatkowo wydzielają zanieczyszczenia. Jak poprawić jakość powietrza w mieszkaniu? Sprzymierzeńcem w walce o czyste powietrze w domu są rośliny.

Tak, nasze pospolite rośliny doniczkowe są bardzo skutecznymi filtrami i znacznie poprawiają jakość powietrza, którym oddychamy. To naturalne odświeżacze, które nie tylko oczyszczają powietrze z toksyn ale też upiększają nasze mieszkanie. I nie jest to tylko popularny skrzydłokwiat.

książka rośliny oczyszczające powietrze
Produkowanie czystego powietrza jest proste i przyjemne. “Rośliny oczyszczające powietrze. Zielone filtry antysmogowe” – z tej książki dowiesz się które rośliny najbardziej nadają się na filtry i jakie toksyny niwelują z otoczenia.

Pierwsze badania dotyczące właściwości oczyszczających roślin przeprowadzili naukowcy z Narodowej Agencji Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej NASA. Później do badań przystąpiły kolejne laboratoria. Naukowcy dowiedli, że niektóre rośliny skuteczniej niż inne wchłaniają substancje toksyczne z powietrza

Warto zatem swoje miejsce do pracy, czy pokój, w którym często przebywasz ozdobić roślinami w doniczkach. I jest to łatwiejsze niż myślisz. W miastach organizują się społeczności i grupy, w ramach których można się wymieniać sadzonkami roślin. Wystarczy trochę poszukać w internecie.

Roślina najskuteczniej oczyszcza powietrze gdy znajduje się blisko okna. Wówczas procesy fotosyntezy odbywają się najbardziej intensywnie. Jeśli kwiatek znajduje się 2m od okna, to pobiera już tylko 40% światła słonecznego dlatego tak ważne jest aby umieścić doniczkę jak najbliżej okna.

Ekologia w polskich miastach

Ekologia to szerokie pojęcie. Jak bumerang powraca temat nadwyżek plastiku. Wyprodukowaliśmy go już straszne ilości. Temat jest palący, więc aby powstrzymać dalszą produkcję na świecie, powstają inicjatywy i ruchy, które działają w tym zakresie. Obserwujemy kolosalną zmianę świadomości w zakresie szkodliwego wpływu plastiku na środowisko naturalne. Godny uwagi jest fakt, że nie są to tylko lokalne inicjatywy, lecz także działania na szczeblu samorządowym.

Przykład miasta Legnicy

Wzorem kilkuset miast z całej Europy, które zapoczątkowały akcje radykalnego ograniczania odpadów, wyzwanie podjęły też niektóre polskie miasta. Legnica w tym roku zainaugurowała akcję edukacyjną pod hasłem “zrywam z plastikiem”. Ma ona na celu zachęcenie mieszkańców do ograniczenia plastikowych przedmiotów jednorazowego użytku, reklamówek, słomek, kubków jednorazowych czy butelek. Miasto przygotowało spot reklamowy.

Miasta ograniczają jednorazowe opakowania

Wałbrzych wprowadził całkowity zakaz używania jednorazowych, plastikowych opakowań oraz naczyń i sztućców w instytucjach miejskich, a także na imprezach organizowanych przez miasto Wałbrzych. W Urzędzie Miasta Krakowa również mają zniknąć jednorazowe sztućce i kubeczki oraz plastikowe gadżety promocyjne. Za to mają pojawić się kosze do segregowania odpadów. Do akcji promującej życie bez plastiku przyłącza się też miasto Gdańsk.

Miejmy nadzieje, że niebawem do akcji dołączą się kolejne miasta, a za przykładem władz miejskich pójdą także mieszkańcy. A ekologia będzie świadomie realizowana w szerszym zakresie.

Zdjęcia: Małgorzata Krzyworączka

Zdjęcie tytułowe: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Małgorzata Krzyworączka
Mama dwójki wspaniałych dzieci - Ani i Tomka. Prowadzi sklep internetowy z naturalnymi kosmetykami Fasja.pl
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail