Czego szukasz

Trasa dla Bobasa na spacer

Marta i Ada, mamy z Krakowa założyły fundację i propagują aktywny styl życia dla całej rodziny. Codziennie inna trasa dla bobasa? Proszę bardzo!

  • Paulina Sienczyło - 18/07/2014

Dziewczyny, od początku proszę – jak wpadłyście na taki pomysł?

Marta Mleczko: Wszystko zaczęło się pięć lat temu w przysłowiowej „piaskownicy”, kiedy nasze dzieci miały kilka miesięcy, a nam znudziły się codzienne spacery po osiedlowym parku. Zastanawiałyśmy się, dokąd można byłoby się wybrać z małym dzieckiem, może do kina, może gdzieś za miasto, a może nawet w góry? Ponieważ nie należymy do grona mam-siłaczek (przynajmniej nie pod względem fizycznym!) zależało nam, żeby wybrać się na taką wycieczkę, podczas której nie będzie trzeba dźwigać wózka po schodach. Fajnie byłoby też mieć gdzie wygodnie przewinąć i nakarmić malucha. Kiedy dzieci podrosły ważne stały się też pytania, czy dana trasa nie będzie za trudna dla przedszkolaka, czy będzie gdzieś w pobliżu plac zabaw, o czym ciekawym można opowiedzieć dziecku w trakcie spaceru. Nie udało nam się znaleźć takich informacji na istniejących stronach www, dlatego wpadłyśmy na pomysł stworzenia własnego portalu, gdzie rodzice mogliby się dzielić swoim doświadczeniem.

Dlaczego fundacja, a nie firma?

MM: Pierwszy był pomysł portalu, potem przyszedł czas na wybór formy działalności. Ponieważ w naszej pracy realizujemy cele „użyteczności publicznej” – tj. promujemy zdrowy, aktywny tryb życia i dobre wzorce wychowania kulturalnego mogłyśmy zarejestrować się jako organizacja pożytku publicznego. Zasadniczy plus takiej formy działania to fakt, że nie musimy ponosić comiesięcznych kosztów składek ZUS. Obie z koleżanką jesteśmy członkami Zarządu Fundacji i zdecydowana większość naszej pracy to praca społeczna, jednak nie wyklucza to możliwości zatrudnienia w fundacji, czy zawarcia czasowej umowy o dzieło czy umowy-zlecenia, kiedy fundacja ma na to dostępne środki. Wtedy oczywiście pojawiają się obciążenia ZUS i podatki, ale tylko wtedy, kiedy mamy dochód. Jeżeli przez kilka miesięcy Fundacja nic nie zarobi nie musimy ponosić żadnych kosztów. 

Dzięki temu że jesteśmy fundacją, a nie zwykłą firmą możemy pozyskiwać środki finansowe nie tylko z darowizn, ale także ze źródeł publicznych – możemy zwracać się o granty do organów samorządowych, brać udział w konkursach na zadania zlecane przez samorząd. Na przykład w ramach projektu „Bon Edukacyjny” Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego jesienią 2014 r. będziemy organizować zajęcia dla dzieci w Muzeum Narodowym w Krakowie, Muzeum Archeologicznym i Muzeum Inżynierii Miejskiej.

Z drugiej strony organizacja samorządowa może też działać jak zwykła firma – tzn. prowadzić działalność gospodarczą i w taki sposób zarabiać na swoją działalność statutową – w tym na wynagrodzenia dla pracowników. W ramach działalności gospodarczej w naszej fundacji planujemy m.in. sprzedaż naszych produktów (dostępnych też jako nagrody dla użytkowników portalu) – tj. np. plecaków, koców piknikowych, myślimy też o działalności wydawniczej, wypożyczalni sprzętu turystycznego, czy o pozyskiwaniu środków z reklam na portalu.

Adelina Pociecha: Niestety taka forma ma też swoje wady. Największą z nich są formalności… Jest ich dużo więcej niż przy prowadzeniu jednoosobowej działalności gospodarczej.

Ile czasu minęło od pomysłu do realizacji Waszej działalności?

MM: Pomysł pojawił się już 4-5 lat temu, potem nastąpiły długie miesiące krystalizowania się idei portalu, dyskusji nad jego kształtem, strukturą itp. Strona zaczęła działać pod koniec 2012 r., od stycznia 2013 r. działa fundacja, a od maja 2014 r. prowadzimy w jej ramach działalność gospodarczą. W czerwcu w związku z wydaniem map „Kraków dla dzieci. Kazimierz i Podgórze” i „Rzeszów dla dzieci. Śladami legend i opowieści” po raz pierwszy osiągnęłyśmy konkretny dochód i możemy wypłacić sobie wynagrodzenia.

Czy miałyście wsparcie najbliższych? Kto jeszcze Was wspierał?

MM: Jeżeli o mnie chodzi to ze wsparciem było kiepsko. Większość moich bliskich nie bardzo rozumie ideę fundacji i mojego zaangażowania. Czasami odnoszę też wrażenie, że tematyka dziecięca i turystyki rodzinnej wydaje się infantylna, mało poważna i istotna w obliczu innych bardziej wzniosłych celów i ideałów. Myślę, że niestety niektórych jest w stanie przekonać jedynie sukces finansowy… Zdarza mi się słyszeć, komentarze w rodzaju „chyba bogata ta fundacja, że opłaca opiekunkę do dzieci”, albo pytania, czy aby mi się nie nudzi przy trójce małych dzieci, albo czy mam za dużo wolnego czasu… Chyba jedyną osobą wspierającą od początku moje działania jest mój Tata, który od wielu lat jest prywatnym przedsiębiorcą, a jednocześnie pracuje społecznie w Izbie Inżynierów. Dużo wsparcia otrzymałam też od warszawskich organizacji: Stowarzyszenia Klon Jawor i Centrum Szpitalna. Dzięki bezpłatnemu szkoleniu organizowanemu przez te dwie organizacje dowiedziałam się wiele o prawnych i formalnych aspektach prowadzenia organizacji pozarządowej – zresztą do dziś korzystam z ich pomocy i wsparcia.

AP: Ja myślę, że głównie wspierałyśmy i mobilizowałyśmy się nawzajem. Mi przynajmniej dużo dawała świadomość, że nie jestem z tym sama. Mąż stara się mnie wspierać, jednak dla znajomych i rodziny nadal jestem osobą, która siedzi w domu i „nic nie robi”. Niektórzy wciąż dopytują „kiedy wreszcie pójdę do pracy”.

Jak docieracie do zainteresowanych Waszą działalnością? Na czym zarabiacie?

MM: Od momentu powstania fundacji naszym głównym zadaniem jest promowanie portalu – chcielibyśmy, aby dotrzeć do jak najszerszego grona osób zainteresowanych rodzinną turystyką, ale także do tych, którzy plany o wyjazdach odkładają na czas, „aż dziecko podrośnie” i pokazać im, że aktywne spędzanie czasu nie jest trudne i daje wiele radości całej rodzinie.

AP: Portal w zeszłym roku promowaliśmy poprzez ulotki, w tym roku wydaliśmy dwie mapy „Kraków z dziećmi. Kazimierz i Podgórze” oraz „Rzeszów dla dzieci. Śladami legend i opowieści” obie mapy oprócz funkcji informacyjnej pełnią również funkcję promocyjną naszego portalu, a zostały sfinansowane przez reklamodawców.

Jaką sumę na początek musiałyście zainwestować?

MM: Właściwie dokładnie nie liczyłam… Przypuszczam, że około 1000 zł na osobę. Były to koszty założenia i rejestracji fundacji (akt notarialny, fundusz założycielski, opłaty sądowe), wydatki związane z zakupem domeny i serwera. Zainwestowałyśmy też w tkaniny z których powstały nasze „gadżety” – torby, plecaki, koce piknikowe. Nasza główna inwestycja to setki godzin pracy – głównie ze strony Ady i jej męża, którzy stworzyli portal i zajmują się jego bieżącym utrzymaniem. Dzięki ich wiedzy i umiejętnościom nie musimy opłacać informatyków i grafików.

AP: Główną inwestycją rzeczywiście były umiejętności i poświęcony czas. Dużym plusem przy naszej wspólnej działalności jest fakt, że obie z Martą jesteśmy zupełnie inne, inne są również nasze umiejętności i zainteresowania. Marta jest osobą bardzo skrupulatną i zorganizowaną – to ona trzyma w ryzach naszą fundację, prowadzi wszelkie formalności. Ja na studiach hobbystycznie uczyłam się grafiki komputerowej, z której teraz często korzystamy w naszych projektach . Można powiedzieć, że nawzajem się z Martą uzupełniamy. Poznałyśmy się przypadkowo w okolicznym parku, więc mamy także różne kręgi znajomych, z różnymi umiejętnościami – nigdy nie wiadomo, co się jeszcze w przyszłości przyda. 

Waszym zdaniem, czy to że jesteście mamami w jakikolwiek sposób wpływa na prowadzenie działalności?

MM: Zdecydowanie tak! Bez doświadczenia macierzyństwa i podróżowania z małymi dziećmi nie wpadłybyśmy na pomysł stworzenia portalu. Z uwagi na to, że dzieci są jeszcze małe, wymagają wiele uwagi i niestety często chorują, nasza praca jest często mało systematyczna – „dorywcza”. Na pierwszym miejscu są zawsze dzieci, potem praca zawodowa (zarobkowa), dopiero potem sprawy fundacji. Mam nadzieję, że z czasem dla fundacji powstanie więcej przestrzeni – nie tylko późne godziny nocne…

AP: Cała nasza fundacja jest o dzieciach i dla rodziców, czyli jest tym, czym aktualnie żyjemy. Przekazujemy innym rodzicom nasze doświadczenia. Z biegiem czasu tych doświadczeń przybywa, dlatego stale ubogacamy zawartość portalu, np. na początku planowałyśmy skierować portal do rodziców niemowląt, gdyż gdy nasze dzieci były w okresie niemowlęcym mieliśmy spore trudności ze znalezieniem miejsc, w które można pójść z dzieckiem w tym wieku. Potem, gdy nasze dzieci weszły w okres przedszkolny pojawił się pomysł na rozszerzenie portalu o ciekawostki i legendy w danym miejscu – dzieci w tym wieku bardzo lubią wszelkie opowieści a takie też trudno było znaleźć i wyszukać.

Dzieci inspirują czy utrudniają pracę?

MM: Ja jestem potrójną mamą – Jasiek ma 5,5 roku, Tadek – 3 lata, a Anielka 6 miesięcy. W moim przypadku praca przy komputerze możliwa jest tylko kiedy dzieci śpią, ewentualnie kiedy mam kogoś do pomocy – okazjonalnie którąś z babć lub dorywczo opiekunkę. Jednak praca w fundacji to nie tylko wprowadzanie danych do komputera czy odpisywanie na maile. Dużo pracy koncepcyjnej można łączyć z domowo-rodzinnymi obowiązkami, bywa, że niektóre pomysły podsuwają mi same dzieci. A już samo „zbieranie danych” to czysta przyjemność – spacery i wycieczki całą rodziną.

AP: Ja ma łatwiejsze zadanie – do okiełznania mam jedynie 5-letnią córkę, Agatę, która jest bardzo wyrozumiała. W związku ze specyfiką naszej działalności często udaje mi się połączyć pracę z zabawą, np. rozniesienie map to równocześnie spacer do centrum i na Wawel a swoje biuro, czyli telefon+notatnik często przenoszę do parku lub na plac zabaw – córka się bawi i nie odczuwa tego, że mama „pracuje” tzn. wykonuje w tym czasie telefony. 

Nie ma jednak co ukrywać, jeśli nawet dziecko zainspiruje nas do otwarcia własnej działalności, to będzie istotnym czynnikiem utrudniającym jej prowadzenie. Prowadzenie działalności, praca wymaga czasu – dziecko nam go bardzo ogranicza i dezorganizuje, ogranicza nam również naszą wolność i możliwości. Jednak celem mojego życia nie jest sama praca dla pracy – jest nim rodzina. Praca jest jedynie dodatkiem, elementem samorealizacji i to ją dostosowuje do aktualnych warunków rodzinnych, a nie odwrotnie. Dlatego tym bardziej doceniam prowadzenie własnej działalności, a nie pracę na etacie – własna działalność to przede wszystkim dużo większa elastyczność i możliwość wyboru. 

Co Wam daje Wasza działalność?

MM: Przede wszystkim dużo satysfakcji, oderwanie się od codzienności, w pewnym sensie praca w fundacji jest dla mnie rozrywką – chyba jedną z niewielu czynności w ciągu dnia, których nie wykonuję z poczucia obowiązku, a wyłącznie z własnej inicjatywy. Bardzo odpowiada mi też połączenie idei pracy „społecznie pożytecznej” z elementami działalności zarobkowej. Cieszy mnie, kiedy fundacji uda się coś zarobić, ale nie przeliczam każdej godziny pracy na pieniądze – cieszy mnie to, że jest coraz więcej wejść na stronę, pojawiają się komentarze do opisywanych tras – oznacza to, że ktoś korzysta z naszej pracy.

Co chciałybyście powiedzieć innym mamom, które szukają swojej drogi zawodowej?

MM: Chyba nic oryginalnego i odkrywczego… pomyślcie co sprawia Wam przyjemność, pomyślcie jak zrobić z tego pracę. Wtedy nikt (w tym przede wszystkim Wy same!) nie wytknie Wam, że marnujecie czas na przyjemności, bo przecież to praca. A gdy czasem coś się nie uda, praca nie przyniesie wystarczającego dochodu to przynajmniej zostanie Wam przyjemność. A może przyjemność sprawia Wam świadomość, że komuś pomagacie, robicie coś pożytecznego nie tylko dla własnego budżetu, ZUS-u i US? Pomyślcie wtedy o założeniu organizacji pozarządowej!

www.trasadlabobasa.pl

Przeczytaj więcej o pracy w organizacji pozarządowej – historia Doroty

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Paulina Sienczyło
Absolwentka zarządzania kulturą i podyplomowego zarządzania zasobami ludzkimi na UJ. Mama Igutki Frygutki i Janka Gałganka. Kiedyś z pasją oddana harcerstwu, potem fajnej pracy w Coca - Coli, obecnie poszukująca swojej drogi zawodowej. Lubi ludzi, gorącą czekoladę w czasie posiadówek niepołomickiej grupy fajnych kobiet, bieganie z kijkami po puszczy w weekendowe poranki. Jest pasjonatką zdrowego trybu życia marzącą o byciu gospodynią - nauczycielką harmonijnego życia w Beskidzie Niskim.
Podyskutuj

Jestem dobrym przykładem, że jak się chce, to się da – Ewelina Wiercioch

Ewelina Wiercioch w 2013 r. złożyła papiery na kandydatkę na ratowniczkę TOPR i jest pierwszą po 30 latach przyjętą w szeregi elity kobietą - ratowniczką Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Czy było łatwo? - Przerażała mnie bardziej presja tego, że jestem sama jako kobieta i że nie do końca wszyscy są zadowoleni że jestem. To było bardzo trudne. Ale pokonałam to. Wiedziałam czego chcę - opowiada Ewelina, dziś również przewodniczka tatrzańska i międzynarodowa UIMLA, instruktorka narciarstwa zjazdowego, narciarstwa wysokogórskiego (ski-tourowego) oraz wspinaczki sportowej. Wybrała góry, bo tam odkryła siebie.
  • Ewa Moskalik - Pieper - 12/06/2019
Ewelina Wiercioch

Ewelina jesteś pierwszą od ponad trzydziestu lat kobietą – ratowniczką TOPR. Znałaś tę organizację od środka, pracowałaś w administracji TOPR-u, Twój mąż był ratownikiem TOPR-u, jesteś córką prezesa TOPR-u i wiedziałaś, że pokutuje opinia, iż ratownictwo górskie to męskie zajęcie. A jednak zdecydowałaś się złożyć papiery. Co Tobą kierowało?

To było już dobrych kilka lat temu i moje emocje z tym związane są dzisiaj zupełnie inne. W tamtym czasie miałam bardzo trudny okres, byłam w trakcie rozwodu, przeżywałam rewolucję w życiu. Potrzebowałam bodźców, żeby się trzymać i jakoś przetrwać. Podchodzę do życia zadaniowo i tak też podeszłam do tego wyzwania.

Pracowałam w administracji kilka lat, obserwowałam pracę ratowników. Ja również nieustannie byłam w górach, w tamtym czasie startowałam w zawodach zarówno w narciarstwie wysokogórskim, jak i wspinaczkowym. Byłam aktywna. Pewnego dnia, będąc tradycyjnie po pracy na treningu na nartach skiturowych stwierdziłam… czemu nie spróbować. Naczelnik TOPR także delikatnie mnie namawiał. I stało się. Złożyłam papiery na staż kandydacki do TOPR.

Jak zostało to przyjęte w środowisku?

Oj działo się. To była dla mnie stresująca sytuacja. Zrobiłam pewnego rodzaju rewolucję w TOPR, bo po tylu latach nikt się nie spodziewał, że nagle w TOPRze pojawi się kobieta. Był to gorący okres. Nie wszyscy byli zadowoleni. Zrobiło się wokół tego wydarzenia bardzo głośno, zarówno w Zakopanem, jak i w mediach. Dałam z siebie wszystko i udało się. Dzisiaj mogę powiedzieć, że jestem z siebie dumna. Nie zraziłam się, tylko konsekwentnie realizowałam to, co sobie założyłam.

Samo przyjęcie do elity Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratowniczego to jeszcze nie koniec. Jak wygląda droga do zostania ratownikiem?

Droga aby zostać ratownikiem jest dość długa. Początek tej drogi bierze się od naszej pasji chodzenia po górach. Oczywiście to nie tylko chodzenie po szlakach, ale także poza szlakami, wspinanie, czy bardzo dobra umiejętność jazdy na nartach. Nasze doświadczenie górskie, wykaz działalności to takie nasze CV.

Dodatkowo należy zdać egzaminy wstępne na staż kandydacki: medyczny, test kondycyjny na Kasprowy Wierch, wspinanie, jazdę na nartach po trasach i poza trasami, czy z topografii Tatr. Musimy mieć dwóch wprowadzających (opiekunów), którzy za nas ręczą, i którzy się nami „opiekują” podczas stażu kandydackiego.

Staż kandydacki trwa dwa lata. W tym czasie mamy cały szereg szkoleń z technik ratowniczych zarówno w lecie, jak i w zimie. Każde szkolenie zakończone jest egzaminem. Musimy także dyżurować i brać udział w wyprawach ratunkowych. Cały staż zakończony jest egzaminem. Po dwóch latach i po pomyślnym zaliczeniu wszystkiego zostajemy ratownikami ochotnikami TOPR 🙂

Podczas uroczystości Dnia Ratownika składamy Naczelnikowi TOPR przysięgę ratowniczą. To jest bardzo ważne wydarzenie. Zostaje w głowie chyba do końca życia. Ja moją przysięgę składałam w dolinie 5 Stawów Polskich.

Nie przerażały Cię te wszystkie testy, szkolenia, wyprawy? Miałaś chwilę zwątpienia?

Nie przerażały mnie szkolenia, dyżury czy wyprawy. Tym byłam podekscytowana, bo podnosiłam swoje umiejętności. To był super czas, ale miałam krótkie chwile zwątpienia. Tak jak wspomniałam, to był dla mnie ciężki okres i dużo się wówczas nałożyło.

Przerażała mnie bardziej presja tego, że jestem sama jako kobieta i że nie do końca wszyscy są zadowoleni że jestem. To było bardzo trudne. Ale pokonałam to. Wiedziałam czego chcę. Poza tym mój tata i moja rodzina bardzo mnie wspierali.

Jak wygląda praca ratownika?

W TOPR jest grupa ratowników zawodowych, którzy pracują na „etacie” i grupa ratowników ochotników. Ja jestem ratownikiem ochotnikiem. Praca ratownika zawodowego od ochotnika różni się tym, że Ci pierwsi pracują w systemie 12 godzinnym przez 7 dni, a następnie mają 7 dni wolnego. Ratownik ochotnik ma konieczność być na dyżurach społecznych co najmniej 120 godzin w ciągu roku.

Dyżurować możemy zarówno w Centrali TOPR, która znajduje się w Zakopanem, jak i w schroniskach. Jeśli jest wyprawa, a nas nie ma na Centrali to dostajemy informacje sms. Jeżeli mamy możliwość, to bierzemy udział w wyprawie.

Jesteś też przewodniczką tatrzańską, instruktorką narciarstwa zjazdowego, wysokogórskiego oraz wspinaczki sportowej. Wspólnie z ojcem, siostrą i mężem prowadzicie rodzinną firmę TAMiTU Tatry. Z Grzegorzem, Twoim mężem poznaliście się jeszcze w TOPR.

Tak, jestem w górach non stop. Albo prywatnie albo w pracy albo społecznie, jako ratownik albo na wakacjach – też w górach. Jak ja to wytrzymuje? 🙂 Na szczęście mam farta, bo cała moja rodzina chodzi po górach, dzięki temu się rozumiemy. To prawda, prowadzimy małą rodzinna firmę TAMiTU Tatry, która zajmuje się organizowaniem wypraw w góry. Jestem szczęśliwa, że pracuje z moim mężem. Rozumiemy się doskonale. Dodatkowo on jest także Ratownikiem TOPR, więc wspólnie chodzimy na dyżury.

Grzesia znam od dawna, ale nasze drogi zeszły się dopiero kilka lat temu. Przyznam, że wcześniej nie za bardzo się lubiliśmy 🙂 On był także przeciwnikiem kobiety w TOPR, brrr… do dzisiaj za to przeprasza 🙂 🙂 Nie znał mnie. Teraz już wie, że sobie dobrze radzę. Ale to wszystko nas połączyło. Cieszę się, że nasza pasja to także nasza praca, choć ma to także ciemne strony.

A jakie są ciemne strony tej pracy?

Każda praca ma swoje plusy i minusy. W mojej plusem jest to, że łączę pasję z pracą, że jestem w ciągłym ruchu, poznaję sporo świetnych ludzi, z niektórymi zawiązały się przyjaźnie. Niestety bywam bardzo zmęczona fizycznie i psychicznie. Moje życie nie kończy się po przyjściu z gór do domu, gdzie przeważnie każdy już odpoczywa. Po powrocie dopiero zaczynam życie, mam rodzinę i sporo różnych obowiązków. W górach opowiadam za ludzi, za ich bezpieczeństwo, a w domu za moją rodzinę.

Muszę też bardzo o siebie dbać. Moja działalność obarczona jest ryzykiem kontuzji, nie mogę sobie pozwolić na żadne problemy zdrowotne. No i… moja praca związana jest z czynnikiem, na który zupełnie nie mam wpływu – pogodą. A w Tatrach bywa bardzo kapryśnie 🙂

Staram się utrzymać balans pomiędzy pasją a pracą. Niestety oddając się przewodnictwu mam bardzo mało czasu, żeby być w górach wyłącznie dla siebie, z mężem czy z córką. Oczywiście znalazłam sposób żeby to w pewien sposób łączyć. Często pracuje z Grzesiem, a córkę biorę ze sobą jak idę z zaprzyjaźnionymi Klientami lub na łatwe szlaki. Mimo pewnych trudności cieszę się, jak obserwuje ludzi, którzy się rozwijają, zaczynają o siebie dbać, a niektórzy przewartościowują swoje życie.

Co jest takiego w górach, że pod ich wpływem ludzie zmieniają swoje życie?

To jest pasja. To nie muszą być góry, to może być cokolwiek co wciąga człowieka bez reszty, coś co jest tylko jego i nikt, ale to nikt mu tego nie zabierze. Pasja trzyma przy sobie podczas różnych zakrętów, trudności. Ja wybrałam góry. To prawda, zmieniły moje życie, bo znalazłam w nich coś wartościowego, odkryłam siebie.

Dzięki nim pokonuje różne bariery, jestem silna, twarda i konsekwentna, dążę w nich zawsze do celu. A żeby go osiągnąć – muszę się zmęczyć, czasami mocno zawalczyć. Nic nie przychodzi od tak i tego w nich uczę moją córkę. To także miejsce, w którym odpoczywam, w którym mam spokój. W górach nie muszę się spieszyć, myśleć o problemach „na ziemi”. W nich liczą się zupełnie inne rzeczy.

To ile czasu w ciągu roku spędzasz w górach? Da się to zliczyć?

🙂 Nie da, myślę, że co najmniej 6 dni w tygodniu. Czasami mam dość, ale zazwyczaj po dniu odpoczynku już mnie ciągnie. Nie mogę wysiedzieć w domu, nie lubię się nudzić. Fajnie jest coś robić. To nie zawsze są wysokogórskie wycieczki, wystarczy, że pójdę pobiegać i już jest dobrze 🙂

Jeszcze nie wspomniałyśmy o jednej ważnej roli w Twoim życiu – jesteś mamą nastoletniej już Oli. Czy Ola podziela Twoją pasję do gór?

Tak, moja córka ma już prawie 15 lat, kiedy to zleciało…? Ola podziela moją pasję do gór, choć nie w takim stopniu jak ja 🙂 Najbardziej lubimy się wspinać, a w zimie chodzić na skiturach. Moja córka jest przede wszystkim artystką. Dostała się do świetnego liceum plastycznego w Zakopanem. Moim zadaniem jest ją wspierać i pokazywać na własnym przykładzie, że wszystko jest możliwe i że fajnie jest fajnie żyć, z pasją.

W górach uczę ją przełamywania własnych barier, które potem wykorzystuje we własnym rozwoju. Ja też dużo zyskuję, bo „zmusza” mnie, żebym z nią jeździła po wszystkich muzeach sztuki nowoczesnej. Jak tylko pojawia się nowa wystawa to jedziemy. Raz w roku zabieram ją też do wybranej stolicy europejskiej, żeby mogła zobaczyć dzieła największych artystów. Przyznam, że te podróże są dla nas wszystkich fajne, to idealna odskocznia od gór.

Ewelina wspomniałaś mi wcześniej, że chcesz się angażować we wszelkie akcje pomagające kobietom. Czy nadal realizujesz projekt „Kobiety na szczytach”? – który ma na celu zachęcanie kobiet do chodzenia po Tatrach.

Tak, w tym roku kładę duży nacisk na kobiety. W wakacje będę organizowała wyjścia tylko dla kobiet o różnym stopniu trudności. Chcę pokazać, że góry są dostępne. Oczywiście wszystko musi odbywać się z głową. Ponadto chciałabym aktywować kobiety i przez góry pokazywać, że można i że warto mieć coś tylko dla siebie. Chciałabym żeby przestały się bać.

W tym roku kończę 40 lat, to jakiś mały przełom w moim życiu. Niektóre kobiety: młodsze, starsze które spotykam, z którymi chodzę po górach opisują się jako stare, wszystkie grube 🙂 „zablokowane”, przeważnie źle o sobie mówią. Zupełnie nie wiem skąd się to bierze? Myślę, że jestem dobrym przykładem na to, że jak się chce, to się da. Nie można szukać wymówek, tylko działać.

Kobiety w górach są także często postrzegane troszkę z przymrużeniem oka. Przyznam, że dzisiaj na szlakach spotykam w większości kobiety. Zachęcam Was dziewczyny do działania!

Nasuwa mi się taki analogiczny wniosek, że skoro dzisiaj kobiety coraz częściej wybierają na swoje wędrówki górskie szczyty, wysokie szczeble kariery też są dla nich do osiągnięcia. Jak myślisz?

Oczywiście, że są! Dla każdej z nas. Niestety kobiety wciąż są dyskryminowane, w górach także, ale to nie oznacza, że mamy przestać próbować! Żyję w rejonie, w którym jest ogromny patriarchat. Nie godzę się na to, ale przyznam, że życie wbrew zasadom, przyzwyczajeniom, pewnym zwyczajom akceptowalnym społecznie wcale nie jest łatwe. To nieustająca walka. Nie sądzę jednak, żeby to był powód rezygnowania z samej siebie i z własnego podejścia do życia, swoich ambicji! Musimy się wspierać drogie dziewczyny.

Bardzo Ci dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcia: archiwum Eweliny

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Powrót taty? Polskie ojcostwo: pełny etat czy praca dorywcza?

Czy pojawienie się dziecka w równym stopniu zaważa na życiu obojga rodziców? Czy bycie tatą to praca dorywcza czy na pełen etat? Jak współczesne ojcostwo wpływa na życie zawodowe mężczyźni i jak to jest zostać tatą w dzisiejszych czasach? Prezentujemy wyniki raportu Nationale-Nederlanden - pracodawcy, który od kilku lat współpracuje z naszą Fundacją i wspiera pracujących rodziców!
  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 12/06/2019
ojciec z przytulonym dzieckiem na rękach

Jakie jest współczesne polskie ojcostwo?

Według raportu przygotowanego przez firmą Nationale-Nederlanden – ponad 60 proc. ojców deklaruje, że spędza z dzieckiem średnio 3-8 godzin dziennie.

Nieco krytyczniej, niż mężczyźni, oceniają to zaangażowanie w opiekę nad potomstwem kobiety. Natomiast ponad 80 proc. ojców chciałoby poświęcać swoim dzieciom więcej czasu.

Co jest najtrudniejsze w byciu ojcem

Co jest najtrudniejsze w byciu tatą?

Wielu mężczyzn deklaruje, że ojcostwo to jedno z większych w ich życiu wyzwań. A prawie 1/3 panów uważa, że najtrudniejsza w byciu tatą jest umiejętność wspierania dziecka na każdym etapie jego rozwoju oraz bycia dla niego autorytetem.

O bycie autorytetem i wsparciem dla swojego dziecka, częściej martwią się też panowie przebywający w związkach partnerskich niż w małżeństwach.

Z raportu Nationale-Nederlanden wynika również, że co czwarty mężczyzna chce przygotować się do roli ojca i robi to m.in. poprzez:

  • wymianę doświadczeń z innymi ojcami (25 %),
  • czytanie literatury na temat wychowania dziecka (17 %) – potwierdza to tylko co dziesiąta kobieta,
  • sięganie po wiedzę w internecie (16 %),
  • uczęszczanie do szkoły rodzenia (15 %).

Co dziesiąty tata przyznaje, że brakuje mu pomysłów na spędzanie czasu z dzieckiem. Natomiast co piąta kobieta twierdzi, że jej partner ma takie problemy. Tymczasem 64 proc. mężczyzn uważa, że zawsze umie zaplanować takie aktywności

Narodziny dziecka a kariera zawodowa taty

Wyniki badania pokazują, że mężczyźni, którym urodziło się dziecko mniej czasu poświęcają na swoją karierę. Prawie 40% Polaków twierdzi, że odkąd w ich życiu pojawiło się dziecko, poświęcają mniej czasu na pracę. Natomiast co czwarty świeżo upieczony tata nie widzi różnicy.

39 proc. ojców natomiast przyznaje, że to partnerka zajmuje się większością obowiązków domowych, a zaledwie 7 proc. kobiet dostrzega, że partner przejął większą odpowiedzialność w tym zakresie.

Połowa mężczyzn twierdzi również, że dzielą się obowiązkami domowymi po równo. Potwierdza to tylko 29 % kobiet 🙂

Największe nierówności w opiece nad dziećmi występują wśród rolników, a najmniejsze wśród pracowników umysłowych.

Godzenie życia zawodowego z rodzinnym

Wychowanie i wykształcenie dziecka

Aż 89 % mężczyzn twierdzi, że pozwala dziecku na swobodne rozwijanie swoich talentów. Natomiast 73 % panów przyznaje się, że buduje zainteresowania dziecka z myślą o jego przyszłym zawodzie.

Mężczyźni też w zdecydowanej większości chętniej pozwalają dzieciom uczyć się na własnych błędach oraz dają dzieciom poczucie niezależności i swobody. Również w ramach poczucia swoich obowiązków rodzicielskich panowie często angażują się w rozwiązywanie problemów dziecka z rówieśnikami.

Dyscyplina

W ramach korygowania zachowania dzieci, panowie najchętniej stosują upomnienia i rozmowy dyscyplinujące oraz ograniczanie czasu spędzonego przed komputerem lub smartfonem. Takie formy kary najczęściej stosują w sytuacjach gdy dziecko niewłaściwie się zachowa, skłamie lub nadużyje zaufania rodziców.

W jakich sytuacjach stosuje się kary wobec dzieci

Finanse

Panowie aż w 80 % przyznają, że chętnie wspierają swoje dzieci finansowo poprzez dawanie im kieszonkowego. Podobny procent mężczyzn przyznaje również się do fundowania dzieciom wakacji oraz szkoleń. A 77 % respondentów przed 30 – stką przyznaje się do spełniania zachcianek swoich pociech.

Ograniczenie własnych wydatków

Dziecko zmienia wiele płaszczyzn życia obojga rodziców. Okazuje się również, że blisko 3/4 mężczyzn ogranicza wydatki na siebie po pojawieniu się na świecie dziecka. Z taką postawą częściej można się spotkać wśród mieszkańców wsi, niż dużych miast.

Odkąd mam dziecko mniej czasu poświęcam na pracę zawodową

Oszczędzanie na przyszłość

Panowie aż w 56 % deklarują posiadanie oszczędności przeznaczonych na tzw. „lepsze jutro” swoich dzieci. Do takich oszczędzanych pieniędzy najczęściej przyznają się mieszkańcy średnich miast (61 %). 1/4 rodziców wskazała moment narodzin dziecka jako ten, w którym zaczęli myśleć o zabezpieczeniu finansowym dziecka. Natomiast 47 % badanych przyznaje, że nie odkłada żadnych pieniędzy dla swojego dziecka.

Pełny raport dostępny w biurze prasowym Nationale-Nederlander >>>

A jeśli chcesz dowiedzieć się jak Nationale-Nederlanden wspiera pracujących rodziców przejdź do nasze Bazy Pracodawców Przyjaznych Mamie >>> 

Źródło: materiał Nationale-Nederlanden

Zdjęcie i grafiki: raport Nationale-Nederlanden

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail