Czego szukasz

Trasa dla Bobasa na spacer

Marta i Ada, mamy z Krakowa założyły fundację i propagują aktywny styl życia dla całej rodziny. Codziennie inna trasa dla bobasa? Proszę bardzo!

  • Paulina Sienczyło - 18/07/2014

Dziewczyny, od początku proszę – jak wpadłyście na taki pomysł?

Marta Mleczko: Wszystko zaczęło się pięć lat temu w przysłowiowej „piaskownicy”, kiedy nasze dzieci miały kilka miesięcy, a nam znudziły się codzienne spacery po osiedlowym parku. Zastanawiałyśmy się, dokąd można byłoby się wybrać z małym dzieckiem, może do kina, może gdzieś za miasto, a może nawet w góry? Ponieważ nie należymy do grona mam-siłaczek (przynajmniej nie pod względem fizycznym!) zależało nam, żeby wybrać się na taką wycieczkę, podczas której nie będzie trzeba dźwigać wózka po schodach. Fajnie byłoby też mieć gdzie wygodnie przewinąć i nakarmić malucha. Kiedy dzieci podrosły ważne stały się też pytania, czy dana trasa nie będzie za trudna dla przedszkolaka, czy będzie gdzieś w pobliżu plac zabaw, o czym ciekawym można opowiedzieć dziecku w trakcie spaceru. Nie udało nam się znaleźć takich informacji na istniejących stronach www, dlatego wpadłyśmy na pomysł stworzenia własnego portalu, gdzie rodzice mogliby się dzielić swoim doświadczeniem.

Dlaczego fundacja, a nie firma?

MM: Pierwszy był pomysł portalu, potem przyszedł czas na wybór formy działalności. Ponieważ w naszej pracy realizujemy cele „użyteczności publicznej” – tj. promujemy zdrowy, aktywny tryb życia i dobre wzorce wychowania kulturalnego mogłyśmy zarejestrować się jako organizacja pożytku publicznego. Zasadniczy plus takiej formy działania to fakt, że nie musimy ponosić comiesięcznych kosztów składek ZUS. Obie z koleżanką jesteśmy członkami Zarządu Fundacji i zdecydowana większość naszej pracy to praca społeczna, jednak nie wyklucza to możliwości zatrudnienia w fundacji, czy zawarcia czasowej umowy o dzieło czy umowy-zlecenia, kiedy fundacja ma na to dostępne środki. Wtedy oczywiście pojawiają się obciążenia ZUS i podatki, ale tylko wtedy, kiedy mamy dochód. Jeżeli przez kilka miesięcy Fundacja nic nie zarobi nie musimy ponosić żadnych kosztów. 

Dzięki temu że jesteśmy fundacją, a nie zwykłą firmą możemy pozyskiwać środki finansowe nie tylko z darowizn, ale także ze źródeł publicznych – możemy zwracać się o granty do organów samorządowych, brać udział w konkursach na zadania zlecane przez samorząd. Na przykład w ramach projektu „Bon Edukacyjny” Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego jesienią 2014 r. będziemy organizować zajęcia dla dzieci w Muzeum Narodowym w Krakowie, Muzeum Archeologicznym i Muzeum Inżynierii Miejskiej.

Z drugiej strony organizacja samorządowa może też działać jak zwykła firma – tzn. prowadzić działalność gospodarczą i w taki sposób zarabiać na swoją działalność statutową – w tym na wynagrodzenia dla pracowników. W ramach działalności gospodarczej w naszej fundacji planujemy m.in. sprzedaż naszych produktów (dostępnych też jako nagrody dla użytkowników portalu) – tj. np. plecaków, koców piknikowych, myślimy też o działalności wydawniczej, wypożyczalni sprzętu turystycznego, czy o pozyskiwaniu środków z reklam na portalu.

Adelina Pociecha: Niestety taka forma ma też swoje wady. Największą z nich są formalności… Jest ich dużo więcej niż przy prowadzeniu jednoosobowej działalności gospodarczej.

Ile czasu minęło od pomysłu do realizacji Waszej działalności?

MM: Pomysł pojawił się już 4-5 lat temu, potem nastąpiły długie miesiące krystalizowania się idei portalu, dyskusji nad jego kształtem, strukturą itp. Strona zaczęła działać pod koniec 2012 r., od stycznia 2013 r. działa fundacja, a od maja 2014 r. prowadzimy w jej ramach działalność gospodarczą. W czerwcu w związku z wydaniem map „Kraków dla dzieci. Kazimierz i Podgórze” i „Rzeszów dla dzieci. Śladami legend i opowieści” po raz pierwszy osiągnęłyśmy konkretny dochód i możemy wypłacić sobie wynagrodzenia.

Czy miałyście wsparcie najbliższych? Kto jeszcze Was wspierał?

MM: Jeżeli o mnie chodzi to ze wsparciem było kiepsko. Większość moich bliskich nie bardzo rozumie ideę fundacji i mojego zaangażowania. Czasami odnoszę też wrażenie, że tematyka dziecięca i turystyki rodzinnej wydaje się infantylna, mało poważna i istotna w obliczu innych bardziej wzniosłych celów i ideałów. Myślę, że niestety niektórych jest w stanie przekonać jedynie sukces finansowy… Zdarza mi się słyszeć, komentarze w rodzaju „chyba bogata ta fundacja, że opłaca opiekunkę do dzieci”, albo pytania, czy aby mi się nie nudzi przy trójce małych dzieci, albo czy mam za dużo wolnego czasu… Chyba jedyną osobą wspierającą od początku moje działania jest mój Tata, który od wielu lat jest prywatnym przedsiębiorcą, a jednocześnie pracuje społecznie w Izbie Inżynierów. Dużo wsparcia otrzymałam też od warszawskich organizacji: Stowarzyszenia Klon Jawor i Centrum Szpitalna. Dzięki bezpłatnemu szkoleniu organizowanemu przez te dwie organizacje dowiedziałam się wiele o prawnych i formalnych aspektach prowadzenia organizacji pozarządowej – zresztą do dziś korzystam z ich pomocy i wsparcia.

AP: Ja myślę, że głównie wspierałyśmy i mobilizowałyśmy się nawzajem. Mi przynajmniej dużo dawała świadomość, że nie jestem z tym sama. Mąż stara się mnie wspierać, jednak dla znajomych i rodziny nadal jestem osobą, która siedzi w domu i „nic nie robi”. Niektórzy wciąż dopytują „kiedy wreszcie pójdę do pracy”.

Jak docieracie do zainteresowanych Waszą działalnością? Na czym zarabiacie?

MM: Od momentu powstania fundacji naszym głównym zadaniem jest promowanie portalu – chcielibyśmy, aby dotrzeć do jak najszerszego grona osób zainteresowanych rodzinną turystyką, ale także do tych, którzy plany o wyjazdach odkładają na czas, „aż dziecko podrośnie” i pokazać im, że aktywne spędzanie czasu nie jest trudne i daje wiele radości całej rodzinie.

AP: Portal w zeszłym roku promowaliśmy poprzez ulotki, w tym roku wydaliśmy dwie mapy „Kraków z dziećmi. Kazimierz i Podgórze” oraz „Rzeszów dla dzieci. Śladami legend i opowieści” obie mapy oprócz funkcji informacyjnej pełnią również funkcję promocyjną naszego portalu, a zostały sfinansowane przez reklamodawców.

Jaką sumę na początek musiałyście zainwestować?

MM: Właściwie dokładnie nie liczyłam… Przypuszczam, że około 1000 zł na osobę. Były to koszty założenia i rejestracji fundacji (akt notarialny, fundusz założycielski, opłaty sądowe), wydatki związane z zakupem domeny i serwera. Zainwestowałyśmy też w tkaniny z których powstały nasze „gadżety” – torby, plecaki, koce piknikowe. Nasza główna inwestycja to setki godzin pracy – głównie ze strony Ady i jej męża, którzy stworzyli portal i zajmują się jego bieżącym utrzymaniem. Dzięki ich wiedzy i umiejętnościom nie musimy opłacać informatyków i grafików.

AP: Główną inwestycją rzeczywiście były umiejętności i poświęcony czas. Dużym plusem przy naszej wspólnej działalności jest fakt, że obie z Martą jesteśmy zupełnie inne, inne są również nasze umiejętności i zainteresowania. Marta jest osobą bardzo skrupulatną i zorganizowaną – to ona trzyma w ryzach naszą fundację, prowadzi wszelkie formalności. Ja na studiach hobbystycznie uczyłam się grafiki komputerowej, z której teraz często korzystamy w naszych projektach . Można powiedzieć, że nawzajem się z Martą uzupełniamy. Poznałyśmy się przypadkowo w okolicznym parku, więc mamy także różne kręgi znajomych, z różnymi umiejętnościami – nigdy nie wiadomo, co się jeszcze w przyszłości przyda. 

Waszym zdaniem, czy to że jesteście mamami w jakikolwiek sposób wpływa na prowadzenie działalności?

MM: Zdecydowanie tak! Bez doświadczenia macierzyństwa i podróżowania z małymi dziećmi nie wpadłybyśmy na pomysł stworzenia portalu. Z uwagi na to, że dzieci są jeszcze małe, wymagają wiele uwagi i niestety często chorują, nasza praca jest często mało systematyczna – „dorywcza”. Na pierwszym miejscu są zawsze dzieci, potem praca zawodowa (zarobkowa), dopiero potem sprawy fundacji. Mam nadzieję, że z czasem dla fundacji powstanie więcej przestrzeni – nie tylko późne godziny nocne…

AP: Cała nasza fundacja jest o dzieciach i dla rodziców, czyli jest tym, czym aktualnie żyjemy. Przekazujemy innym rodzicom nasze doświadczenia. Z biegiem czasu tych doświadczeń przybywa, dlatego stale ubogacamy zawartość portalu, np. na początku planowałyśmy skierować portal do rodziców niemowląt, gdyż gdy nasze dzieci były w okresie niemowlęcym mieliśmy spore trudności ze znalezieniem miejsc, w które można pójść z dzieckiem w tym wieku. Potem, gdy nasze dzieci weszły w okres przedszkolny pojawił się pomysł na rozszerzenie portalu o ciekawostki i legendy w danym miejscu – dzieci w tym wieku bardzo lubią wszelkie opowieści a takie też trudno było znaleźć i wyszukać.

Dzieci inspirują czy utrudniają pracę?

MM: Ja jestem potrójną mamą – Jasiek ma 5,5 roku, Tadek – 3 lata, a Anielka 6 miesięcy. W moim przypadku praca przy komputerze możliwa jest tylko kiedy dzieci śpią, ewentualnie kiedy mam kogoś do pomocy – okazjonalnie którąś z babć lub dorywczo opiekunkę. Jednak praca w fundacji to nie tylko wprowadzanie danych do komputera czy odpisywanie na maile. Dużo pracy koncepcyjnej można łączyć z domowo-rodzinnymi obowiązkami, bywa, że niektóre pomysły podsuwają mi same dzieci. A już samo „zbieranie danych” to czysta przyjemność – spacery i wycieczki całą rodziną.

AP: Ja ma łatwiejsze zadanie – do okiełznania mam jedynie 5-letnią córkę, Agatę, która jest bardzo wyrozumiała. W związku ze specyfiką naszej działalności często udaje mi się połączyć pracę z zabawą, np. rozniesienie map to równocześnie spacer do centrum i na Wawel a swoje biuro, czyli telefon+notatnik często przenoszę do parku lub na plac zabaw – córka się bawi i nie odczuwa tego, że mama „pracuje” tzn. wykonuje w tym czasie telefony. 

Nie ma jednak co ukrywać, jeśli nawet dziecko zainspiruje nas do otwarcia własnej działalności, to będzie istotnym czynnikiem utrudniającym jej prowadzenie. Prowadzenie działalności, praca wymaga czasu – dziecko nam go bardzo ogranicza i dezorganizuje, ogranicza nam również naszą wolność i możliwości. Jednak celem mojego życia nie jest sama praca dla pracy – jest nim rodzina. Praca jest jedynie dodatkiem, elementem samorealizacji i to ją dostosowuje do aktualnych warunków rodzinnych, a nie odwrotnie. Dlatego tym bardziej doceniam prowadzenie własnej działalności, a nie pracę na etacie – własna działalność to przede wszystkim dużo większa elastyczność i możliwość wyboru. 

Co Wam daje Wasza działalność?

MM: Przede wszystkim dużo satysfakcji, oderwanie się od codzienności, w pewnym sensie praca w fundacji jest dla mnie rozrywką – chyba jedną z niewielu czynności w ciągu dnia, których nie wykonuję z poczucia obowiązku, a wyłącznie z własnej inicjatywy. Bardzo odpowiada mi też połączenie idei pracy „społecznie pożytecznej” z elementami działalności zarobkowej. Cieszy mnie, kiedy fundacji uda się coś zarobić, ale nie przeliczam każdej godziny pracy na pieniądze – cieszy mnie to, że jest coraz więcej wejść na stronę, pojawiają się komentarze do opisywanych tras – oznacza to, że ktoś korzysta z naszej pracy.

Co chciałybyście powiedzieć innym mamom, które szukają swojej drogi zawodowej?

MM: Chyba nic oryginalnego i odkrywczego… pomyślcie co sprawia Wam przyjemność, pomyślcie jak zrobić z tego pracę. Wtedy nikt (w tym przede wszystkim Wy same!) nie wytknie Wam, że marnujecie czas na przyjemności, bo przecież to praca. A gdy czasem coś się nie uda, praca nie przyniesie wystarczającego dochodu to przynajmniej zostanie Wam przyjemność. A może przyjemność sprawia Wam świadomość, że komuś pomagacie, robicie coś pożytecznego nie tylko dla własnego budżetu, ZUS-u i US? Pomyślcie wtedy o założeniu organizacji pozarządowej!

www.trasadlabobasa.pl

Przeczytaj więcej o pracy w organizacji pozarządowej – historia Doroty

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Paulina Sienczyło
Absolwentka zarządzania kulturą i podyplomowego zarządzania zasobami ludzkimi na UJ. Mama Igutki Frygutki i Janka Gałganka. Kiedyś z pasją oddana harcerstwu, potem fajnej pracy w Coca - Coli, obecnie poszukująca swojej drogi zawodowej. Lubi ludzi, gorącą czekoladę w czasie posiadówek niepołomickiej grupy fajnych kobiet, bieganie z kijkami po puszczy w weekendowe poranki. Jest pasjonatką zdrowego trybu życia marzącą o byciu gospodynią - nauczycielką harmonijnego życia w Beskidzie Niskim.
Podyskutuj

Webinar: Jak rozwijać swoją odwagę i zaprzyjaźnić się z porażką?

Zapraszamy na kobiecy webinar, w trakcie którego porozmawiamy o odwadze i jej przyjaciółce porażce, ale też wstydzie i ocenie, aby poszukać źródła kobiecej odwagi! Gościem webinaru będzie Joanna Chmura. Zapisy już trwają!
  • Agnieszka Kaczanowska - 06/11/2019
Joanna Chmura

Też tak masz, że…

Czasem chciałabyś coś zrobić, powiedzieć ale COŚ Cię powstrzymuje?

A może znajdujesz wiele powodów, dla których jednak lepiej tego nie robić?

Obawiasz się co powiedzą inni?

Albo nie myślisz o innych tylko o tym, że boisz się porażki?

Weź udział w webinarze pt. „Jak rozwijać swoją odwagę i zaprzyjaźnić się z porażką?”.

Naszym gościem będzie Joanna Chmura 💚

Porozmawiamy o odwadze i jej przyjaciółce porażce, ale też wstydzie, ocenie aby poszukać źródła kobiecej odwagi!

Aby się zapisać kliknij w ten link!

Kilka słów o Asi Chmurze

Psycholog i  trener. Realizuje projekty rozwojowe w Polsce i Europie. Pracuje z klientami indywidualnymi i biznesowymi w tematyce wewnętrznego przywództwa i związanych z nim: autentyczności, poczucia własnej wartości oraz odwagi.

Jest uczennicą dr Brené Brown, która jako pierwsza w Polsce w swojej praktyce szkoleniowej zaczęła wykorzystywać modele The Daring Way™, Rising Strong™ i Dare to Lead™. Od 2017 jako jedyna osoba z Europy, w odpowiedzi na zaproszenie samej Brené Brown, należy do jej zespołu 15 facylitatorów międzynarodowego programu rozwoju przywództwa Brave Leaders™.

Kiedy i jak się zapisać?

Webinar odbędzie się 11 listopada o 21:00 i potrwa do 22.30. Webinar jest bezpłatny.

Aby się zapisać kliknij w ten link!

Do zobaczenia!

Chcesz dowiedzieć się więcej o Joannie Chmurze i Brené Brown?

Odwiedź stronę: Joanna Chmura :: Sztuka Możliwości oraz www.joannachmura.pl 😉

I koniecznie: www.brenebrown.com (po angielsku) lub inne materiały dostępne w sieci!

Zdjęcia: własność Joanna Chmura

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 

Naprasowanki na ubrania – jak je zrobić i aplikować na odzież?

Naprasowanki to sposób na odświeżenie ubrań czy też ukrycie ich ewentualnych mankamentów. Własnoręcznie ozdobiona odzież z pewnością urozmaici dotychczasową garderobę bądź stanie się oryginalnym prezentem dla bliskiej osoby. Naprasowanki na ubrania można wykonać samodzielnie. Wystarczy odrobina kreatywności, odpowiedni papier transferowy oraz dobre żelazko.
  • Zofia Kowalska - 06/11/2019
ubrania wiszące na wieszakach

Za pomocą naprasowanek można zmieniać wygląd różnego rodzaju ubrań, od koszulek i T-shirtów, po jeansy, narzutki, kurtki. Świetnie prezentują się na odzieży jednolitej, gdyż zwracają na siebie większą uwagę.

Naprasowanki na ubrania to pomysł na odświeżenie swojej garderoby bądź sprawienie bliskiej osobie prezentu. Nadruk na koszulkę czy spodnie można wykonać samodzielnie bądź skorzystać z gotowych, dostępnych w sklepach papierniczych czy pasmanteriach.

Jak zrobić naprasowankę samodzielnie?

Pomysłem na odświeżenie garderoby są naprasowanki na ubrania, jak zrobić je, aby ładnie się prezentowały? Potrzeba do tego przede wszystkim pomysłu oraz specjalnego papieru. Naprasowankę można wykonać samodzielnie, wykorzystując do tego wysokiej jakości papier transferowy, czyli folię termotrafnsferującą oraz drukarkę. Wystarczy wybrać wzór, a następnie, w lustrzanym odbiciu i dużej rozdzielczości, nadrukować go na papier. Wzór nadruku umieszcza się na matowej stronie papieru, gdyż stronę śliską usuwa się po nałożeniu na materiał.

Jak przygotować odzież na aplikację naszywki?

Przed naprasowaniem naszywki na ubranie, należy je odpowiednio przygotować. Miejsce, w którym ma zostać umieszczona naprasowanka, musi być idealnie gładkie, dlatego też ubranie należy starannie wyprasować, najlepiej z włączoną funkcją pary.

Nie wyprasowanie wcześniej materiału sprawi, że naprasowanka przyklei się krzywo bądź odpadnie po krótkim czasie. Do prasowania odzieży można również użyć nowoczesnej parownicy, która umożliwia wygodne wygładzanie tkanin także w pionie.

Jak naprasować naszywkę na ubranie?

Do naprasowywania naszywki należy użyć dobrego żelazka, najlepiej, aby posiadało silny wyrzut pary oraz regulowaną temperaturę, dzięki czemu będzie ono bezpieczne nawet dla najbardziej delikatnych tkanin. Po wcześniejszym dokładnym wyprasowaniu ubrania, naprasowankę wystarczy przyłożyć, wypełnioną stroną, do wybranego miejsca na materiale, a następnie zaprasować żelazkiem. Ważne jest, aby urządzenie było w stałym ruchu. Pozostawienie żelazka na dłuższą chwilę w miejscu naprasowanki może zniszczyć nie tylko odzież, ale i samą naszywkę.

Po zakończeniu prasowania wystarczy delikatnie odkleić papier od materiału.

Aby nadruk na koszulce czy spodniach dłużej wyglądał świeżo i ładnie się prezentował, ubranie najlepiej prać ręcznie, w średniej temperaturze i na lewą stronę. Z kolei odzież w pralce powinna być prana w niskiej temperaturze, np. 30 stopniach, bez włączonej funkcji wirowania. Ubrań nie powinno się również suszyć na grzejniku, zwłaszcza w pozycji, w której naszywka ma bezpośredni kontakt z żeberkiem kaloryfera.

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcia: partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Zofia Kowalska
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail