Czego szukasz

Skąd wziąć pomysł na biznes? Rozmawiać z dziećmi

6-letnia Zosia bardzo chciała uczyć się czytać. Jej mama Monika wymyśliła i stworzyła więc książeczki, które pomogą dzieciom rozpocząć naukę czytania i pisania. Tak powstała firma Moniki Wiergiles. Ile musiała zainwestować w swój biznes? Kto ciągle motywował i pytał „Ile dzisiaj zarobiłaś”? Sofijkę, bo tak nazywają się książeczki wydawane przez Monikę, przetestowałam na moich dzieciach i nie można ich było oderwać od zadań. Będzie hit? Sprawdź!

  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 11/02/2016
Monika Wiergiles z dziećmi

Moniko, wymyśliłaś sobie stworzenie serii książeczek dla dzieci w wieku od 5 do 8 lat. Jak wpadłaś na ten pomysł?

Nałożyło się na to kilka elementów. Byłam wtedy na etapie szukania pomysłu na biznes, bo po urodzeniu drugiego dziecka już wiedziałam, że nie mam, gdzie wracać, a nie chciałam szukać nowej pracy na etacie. Moja starsza córeczka Zosia poszła do szkoły jako 6-latka i dopiero wtedy rozpoczęła naukę czytania. Kiedy po miesiącu zaczęła czytać wszystko dookoła, wspierałam ją i szukałam dla niej książek. Zosia narzekała, że książki mają za małe litery, albo mają za dużo tekstu. W tym samym czasie robiła własnoręcznie książki i wtedy właśnie zrodziła się myśl, aby stworzyć książki dla dzieci. Miały być oparte na wierszach, bo dziecko łatwo uczy się wiersza, a poza tym mamy wspaniałych, polskich poetów. Książka miała pomagać w nauce pisania i czytania a jednocześnie rozwijać dziecięcą kreatywność.

sofijka_okladka

Co wyróżnia książeczki przygotowane przez Ciebie od tych dostępnych na rynku? Moja córeczka bardzo chętnie rozwiązywała zadania z książeczki „Abecadło”. Wygląda na to, że idealnie trafiłaś w potrzeby małych odkrywców…

Moje książki o nazwie Sofijka – książeczki do odkrywania czytania, to książki formatu A5, a więc małe i wygodne i zajmują dziecko na dłużej. W Sofijce jest wiersz z dużymi literami, kolorowe ilustracje z naklejkami, ciekawe ćwiczenia edukacyjne, miejsce na rysunek, kolorowanka, możliwość zbierania punktów i Dyplom. Ćwiczenia mają różny poziom trudności od prostych do trudnych, jak krzyżówka i są bardzo różnorodne, bo dotyczą pisania, czytania, logicznego myślenia, rozwijania wyobraźni i kreatywności i ćwiczenia pamięci.

sofijka_cwiczenia

Opowiedz nam o tym, od czego zaczęłaś, jak wyglądał cały proces?

Bardzo długo się przygotowywałam do założenia własnej firmy: jeździłam na spotkania networkingowe, wzięłam udział w Akademii Przedsiębiorczych Mam, wzięłam udział w dwóch bezpłatnych projektach dla kobiet planujących własny biznes: Mother Impact Lab i Biznes w Kobiecych Rękach. Bardzo dużo dały mi te spotkania i szkolenia. Dodatkowo czytałam książki i blogi. Mogę przyjąć, że czas planowania zajął mi rok, a działanie 4 miesiące.

Zawsze wszystkie pomysły zapisywałam, więc najpierw zrobiłam prototyp pierwszej książki. To były Okulary Juliana Tuwima. Za pomocą Facebooka znalazłam metodyczki i pedagogów, z którymi konsultowałam moje pomysły. O zdanie pytałam też znajome mamy. Znalazłam wspaniałą metodyczkę Mirę Opalińską, z którą spędziłam wiele pracowitych godzin, i która stała się moją mentorką. Do dzisiaj bardzo mnie wspiera. Miałam dwie zaprzyjaźnione graficzki, a trzecia pojawiła się w listopadzie. Potrzebowałam jeszcze korektorki tekstu i tu bardzo pomogła mi Marta, którą poznałam na pierwszym spotkaniu Klubu Przedsiębiorczych Mam w Grodzisku Mazowieckim.

Te cztery miesiące (w międzyczasie prowadziłam szkolenia, bo tym się zawodowo zajmuję), były bardzo pracowite. Spałam czasami po 6 godzin i wszystko, co robiłam miało związek z Sofijką: spotkania z księgową, prawnikiem, z metodyczką, korektorką, ilustratorkami, właścicielem drukarni. Musiałam też przygotować sobie stronę internetową ze sklepem. Nie marnowałam wtedy czasu na sprzątanie, oglądanie telewizji i niepotrzebne spotkania. Od godziny 16:30 zajmowałam się dziećmi, więc musiałam się dobrze zorganizować.

sofijka_ks

Co Cię najbardziej zaskoczyło? Zarówno pozytywnie jak i negatywnie? Podziel się proszę, może innym mamom będzie dzięki temu łatwiej.

Pozytywnie zaskoczyło mnie to, że inne kobiety tak chętnie mi bezinteresownie pomagały. Najbardziej Mira i Marta, ale jak chciałam skonsultować mój pomysł z marketingowcem, to też nie było problemu. Tak sobie tłumaczę, że wróciła do mnie dobra energia, którą wcześniej dałam prowadząc Klub Mam w Brwinowie i Klub Przedsiębiorczych Mam w Grodzisku Mazowieckim, bo to moja działalność społeczna (śmiech).

Zastanawiam się, co mnie zaskoczyło negatywnie… hmm, już wiem: przygotowywanie i koszt naklejek i opóźnienia w realizacji zarówno z mojej strony, jak i innych osób (śmiech).

sofijka2

Czy potrzebne jest sporo pieniędzy na start? Czy możesz podać mniej więcej kwotę inwestycji? I co to są za elementy?

Ja zainwestowałam około 30 tysięcy, ale wydałabym zdecydowanie więcej, gdybym musiała zapłacić za wszystko, a dzięki pomocy znajomych nie płaciłam, albo płaciłam mniej. Oczywiście najwięcej pieniędzy wydałam na druk, bo drukowałam 3 tytuły jednocześnie, ulotki i teczki. Największym kosztem są naklejki. Musiałam też zainwestować sporo pieniędzy na grafikę: ilustracje + oprawa graficzna książek, domenę i sklep internetowy.

Działasz także w Klubie Mam w Brwinowie. Co dają Ci spotkania z innymi mamami? Warto?

Oczywiście, że warto. Klub Mam to wspaniała inicjatywa. Mamy spotykają się w przyjaznym miejscu z innymi mamami, wymieniają doświadczeniem, a dzieci bawią się ze sobą. Ja prowadziłam Klub Mam intensywnie, czyli spotkania były raz w tygodniu, przez rok. Teraz spotykamy się raz na miesiąc. Na spotkania zapraszałyśmy różne osoby i poruszałyśmy różne tematy (na przykład edukacja domowa, tradycje świąteczne, spotkania autorskie i piknik).

Dzięki tym spotkaniom poznałam wspaniałe dziewczyny, z którymi mam kontakt do dzisiaj. Bardzo dużo dawały mi te spotkania i bardzo polecam tę inicjatywę wszystkim mamom w swoim miejscu zamieszkania, bo nic nie kosztuje, a daje dużo dobrego.

Od 1,5 roku organizuję spotkania Klubu Przedsiębiorczych Mam w Grodzisku Mazowieckim i tutaj znowu mam ogromną radość i satysfakcję, bo spotykam ciekawe kobiety i zdobywam wiedzę. To też jest inicjatywa społeczna, która kosztuje tylko mój czas, a jest bardzo potrzebna (śmiech).

sofijka3

Czas to pieniądz, a Ty działasz jak człowiek-orkiestra. Co dalej? Jak chcesz rozwijać Sofijkę? Masz sporo pracy?

Rozpoczęłam pracę nad trzema różnymi pomysłami kolejnych książek i czuję się znowu jak ryba w wodzie, bo uwielbiam tworzyć. Chciałabym, aby co najmniej raz na kwartał powstawała jedna nowa książka. Chcę, aby Sofijka była dostępna w miejscach stacjonarnych i teraz pracuję nad dystrybucją.

Poza tym w końcu mogę prowadzić samodzielnie warsztaty rozwojowe i biznesowe dla kobiet, bo jestem trenerką, no i jeszcze planuję prowadzić warsztaty dla dzieci w szkołach, bo to też bardzo lubię. Czy mam dużo pracy? Tak, ale dzięki znajomości odpowiednich metod zarządzania czasem dobrze sobie radzę (śmiech). Mam czas na pracę, na rodzinę i dla siebie. Jest tak, jak sobie wymarzyłam (śmiech).

Hmm… to może porozmawiamy następnym razem o zarządzaniu czasem, chętnie się czegoś od Ciebie nauczę. Pewnie oprócz świetnej organizacji czasu masz wokoło siebie osoby, które wspierają Cię na co dzień?

Przede wszystkim mąż i to jest bardzo ważne aby mieć wokół siebie takie wspierające osoby. Mąż mnie wspiera i wymaga. To on powiedział „Nie rozmawiam z tobą dopóki nie pokażesz mi prototypu”. Potem codziennie pytał „Założyłaś już firmę?” A teraz pyta „Ile dzisiaj zarobiłaś?” Nie jest łatwo (śmiech).

Poza tym wspierają mnie rodzice i znajomi: Marta, Mira, Ania, Kasia i mnóstwo innych osób i wszystkim serdecznie dziękuje i pozdrawiam!

A jak na książeczki reagują Twoje dziewczynki?

Doskonale, pamiętam ten dzień, kiedy otrzymałam książki z drukarni. To był piątek 11-ego grudnia. Akurat Zosia i Helenka były w domu, bo były przeziębione. Dostały ode mnie książki i długo się zachwycały. Jeśli chodzi o Zosię, to zajęła się książkami na 3 godziny i do dzisiaj pilnuje swoich pierwszych egzemplarzy. Helenka ma 4,5 roku i też już się interesuje literkami. Poza tym jest okazja, aby tłumaczyć Zosi czym się zajmuję i na czym polega prowadzenie własnej firmy.

Kto był pierwszym recenzentem książeczek?

Oczywiście Zosia (śmiech)

Co powiedziałabyś innym mamom, które marzą o realizacji swojego pomysłu?

Rzeczywiście mam kilka rad:

  • Jak najwięcej czasu przeznacz na przygotowanie się do tego, czyli skonsultowanie kwestii finansowych, przygotowanie wyliczeń i biznesplanu, przeszkolenie i czytanie blogów/książek.
  • Warto wziąć pod uwagę to, że zawsze wydamy więcej niż planujemy, więc trzeba dwa razy sprawdzić wydatki.
  • Oczywiście ważne jest też to, aby na samym początku określić naszą grupę docelową, czyli rozmawiać, spotykać się, robić ankiety i pytać o potrzeby.
  • Super byłoby też znalezienie sobie dobrego mentora, czyli osoby, która ma doświadczenie w biznesie i pomoże praktycznymi radami.
  • Przed zarejestrowaniem firmy możemy zrobić naprawdę dużo, a im więcej zrobimy, tym lepszy będzie efekt, bo na wszystko potrzeba czasu. Ja zarejestrowałam firmę 6-ego listopada, a książki dałam do druku dwa tygodnie później.
  • No i pomagajmy sobie i wspierajmy się nawzajem :)!

To na koniec powiedz jeszcze gdzie można kupić Sofijkę?

Na razie na mojej stronie www.sofijka.pl i w kilku księgarniach w mojej okolicy, ale już niedługo mam nadzieję będą w księgarniach w całej Polsce.

Zapraszam też na nasz profil na FB, tam na bieżąco informujemy o wszystkich nowościach.

Dziękuję za rozmowę i życzę Ci samych sukcesów i kolejnych książeczek. Moje córeczki nie mogą się ich doczekać.

Rozmawiała Agnieszka Kaczanowska

Konkurs!

Do wygrania

1 x zestaw 3 książeczek Sofijka – Abecadło, Okulary i Paweł i Gaweł, oraz

3 x książeczki Paweł i Gaweł. Szczegóły 12 lutego o godzinie 12.00 na naszym profilu na FB.

Wyniki podamy 16.02 na naszym profilu na FB.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Podyskutuj

Można żyć bez lodówki, ale nie bez miłości – wywiad z projektantką torebek i mamą 3 dzieci

Anitę Bednarek poznałyśmy jako projektantkę damskich torebek i autorkę marki huba. Była dwukrotnie gościem naszego Przeglądu Damskich Torebek. Anita to nie tylko projektantka, to również mama trójki dzieci, partnerka Aleksandra i kobieta, która nie boi się wybierać tego co dla niej ważne. Jej historia i wybory mogą Was zainspirować. Zapraszamy!
  • Ewa Moskalik - Pieper - 16/10/2020

Anito, cieszę się, że możemy porozmawiać, bo wierzę, że Twoja historia może być inspirująca dla naszych Czytelniczek. Projektujesz i sama tworzysz torebki. Twoja marka huba, którą rozkręcałaś ze swoją wspólniczką miała okres wielkiej prosperity (publikacje w czasopismach modowych, wywiady), ale Ty z tego – czy tak można powiedzieć – zrezygnowałaś? Dlaczego? Skąd taka decyzja?

Nie czułam, że z czegoś rezygnuję. Wręcz przeciwnie – miałam wrażenie, że zyskuję! I to coś bezcennego: spokój, czas, własny rytm, prywatność, autentyczność. Warto też zapytać się siebie w takim momencie: czym dla mnie jest sukces? Dla mnie w tamtym okresie sukcesem było postawienie na rodzicielstwo bliskości.

Biznes rozkręcałam razem z Kingą, niecałe dziesięć lat temu w Poznaniu. Huba była na tamten czas projektem unikatowym – stworzyłyśmy elegancką torebkę kształtem przypominającą leśną hubę (często mówię, że huba to elegancja kształtem z lasu), której idea zaczerpnięta była od bardzo praktycznej straganowej „nerki”. Teraz ten pomysł może wydawać się banalny, ale w tamtym czasie byłyśmy jedną z pierwszych marek na polskim rynku tworzącą taki produkt.

Od początku dbałyśmy o każdy detal i dobrą prezentację naszych projektów. Wszystko razem sprawiło, że bardzo szybko zainteresowały się nami media. Robienie biznesu to było szybkie tempo, często też praca do późna w nocy, wyjazdy do stolicy na targi, konieczność bycia obecnym towarzysko i medialnie plus dużo stresu i zależności. Ta rzeczywistość przestała być kompatybilna z moją, kiedy w 2014 roku na świat przyszła moja pierwsza córka – Inka. Od tego momentu wszystko się zmieniło. Razem z Aleksandrem (moim życiowym partnerem) chcieliśmy, aby Inka miała dzieciństwo w bliskości z nami, otoczona naturą, bez stresu i bez pośpiechu. Porzuciliśmy nie tylko intensywną pracę, ale też życie w mieście.

Anita Bednarek

Można powiedzieć, że zbudowaliście swoje życie na nowo od podstaw i to dosłownie. Teraz budujecie nowy dom, a ten pierwszy Aleksander postawił zupełnie sam, z kamienia, drewna i gliny z gigantycznym zielonym dachem porośniętym rukolą. Zanim jednak osiedliście, po urodzeniu córeczki w 2014 roku wyruszyliście w podróż, na południe Europy, przerobionym własnymi siłami na camper samochodem dostawczym. Po powrocie zamieszkaliście w … namiocie. Opowiedz o tym czasie.

O tak, świetnie to ujęłaś! Ten czas to była szkoła życia od podstaw. Camper był znakomitym przygotowaniem do późniejszego mieszkania w namiocie. Z niewielką ilością rzeczy, na niewielkiej przestrzeni przemierzyliśmy wybrzeże południowej i zachodniej Europy. Jeździliśmy tak kilka miesięcy, ciesząc się każdym dniem. Pracowaliśmy wtedy zdalnie. Moja mama chętnie przyjęła propozycję wspólnego prowadzenia firmy. Podczas mojej nieobecności w Polsce, to ona wszystkim koordynowała i wysyłała zamówione huby. Od tego czasu tworzymy markę razem.

W podróży było wspaniale, ale serca mówiły nam, że nasze miejsce jest bliżej rodziny, dziadków, pradziadków, przyjaciół, polskich drzew i krajobrazów. Znaleźliśmy więc ziemię w lesie nieopodal jeziora i tu zaczęliśmy budować naszą enklawę. Nie chcieliśmy brać kredytu na budowę, więc jako pierwszy stanął duży namiot. 🙂

Anita Bednarek z mamą i malutkim Iwo

Jak się żyje w namiocie z malutkim dzieckiem?

O mieszkaniu w nim można napisać grubą książkę, a i tak nie da się przekazać nauki jaka z tego wypłynęła. Przede wszystkim pokora, brak oczekiwań i docenienie tego co się ma. To były też intensywne trzy lata odkręcania wszystkiego czego nauczył nas system i kultura, czas poszukiwania własnych dróg i rozwiązań. Bardzo dużo się dowiedzieliśmy – o świecie i o sobie (na przykład jak samodzielnie wywiercić studnię albo jak nie oszaleć mieszkając na 10 metrach kwadratowych). A najlepsze jest to, że ten stan cały czas trwa. Nieustannie uczymy się czegoś nowego, czy to uczuć czy rzemiosła. Cieszymy się też z naszego drewnianego domu. Znamy w nim każdy kamień, każdą deskę i sęk. Wiemy (i czujemy), że wypełniony jest dobrą energią.

Jestem pod wrażeniem Waszej historii. Wiem, że z obawy o brak zrozumienia Waszych wyborów nie chwalicie się tym jak żyjecie. Czy zdarzyło Wam się spotkać z krytyką, niezrozumieniem? Jak przyjmują Wasze decyzje najbliżsi?

Nasi bliscy są cudowni. Wykazali się ogromną pomocą i akceptacją, często pomimo nierozumienia naszych wyborów (to się chyba nazywa bezwarunkowa miłość i tolerancja). Oczywiście z różnych stron dostawaliśmy dużo pytań. Czy macie tam prąd? Jak żyjecie bez lodówki? A pralka? Pewnie sama zadałabym podobne pytania, gdybym usłyszała taką historię. To trzeba przeżyć. Teraz odpowiadam najczęściej, że można żyć bez lodówki, ale nie bez miłości. (Dla zaspokojenia ciekawości: tak mamy pralkę 🙂 ).

Bardzo dużo mówimy na portalu o odwadze, o podejmowaniu wyzwań związanych z powrotem na rynek pracy, założeniem biznesu, czy po prostu, postawieniem na siebie. Ty podjęłaś odważną decyzję. Zrezygnowałaś z wygód, które daje wielki biznes, dla spokoju, życia w wersji slow, życia w lesie, blisko przyrody. Taka decyzja wymagała wielkiej odwagi.

Inaczej: Zrezygnowałam z niewygód biznesu i zostawiłam sobie tylko to, co jest w nim dla mnie wygodne. Tak na to patrzę. Dzięki temu marka huba jest autentycznie slow (uśmiecham się kiedy to piszę). Nie muszę robić niczego wbrew sobie.

Huba działa nadal. To Wasze źródło utrzymania. Jak dzisiaj prowadzisz własną firmę? Czy ktoś Ci pomaga?

Tak jak wspomniałam działam razem z mamą, a naszym firmowym fotografem jest Aleksander. Można powiedzieć, że teraz huba to firma rodzinna. Od jakiegoś czasu sama zszywam każdy egzemplarz, mam bardzo dużo zamówień indywidualnych, co sprawia, że jest różnorodnie i unikatowo. Często dostaję zadania specjalne na wyjątkową hubę. Uwielbiam takie misje. Niektóre prace wykonują dla mnie polscy rzemieślnicy. Ostatnio nawiązałam też wspaniałą współpracę z polskim producentem okuć kaletniczych – huba ma teraz własne karabińczyki i regulatory z wygrawerowanym logo. Jestem z nich bardzo dumna i zadowolona. 🙂 Uwielbiam też hubowe metki wykonane przez łódzką firmę skład.

Wspomniałaś mi też wcześniej o swoich rozterkach. Z jednej strony chcesz nadal prowadzić własną małą firmę, żyć spokojnie, ale też nie musieć rezygnować z potrzeb swoich i swojej rodziny. To ważne pytania, zwłaszcza w przededniu wyzwań, które stoją przed Tobą. Po raz trzeci zostałaś mamą. Gratuluję!

Dziękuję! A odpowiedzi ciągle nie znalazłam, ale szukam. Wcześniej zastanawiałam się czego chcę dla siebie, dla rodziny, teraz czas pomyśleć czego chcę dla firmy. Wierzę, że kierunek rozwoju huby jest dobry i nierozłączny z moją życiową drogą. Idziemy w stronę natury. Szyję teraz w przewadze z materiałów naturalnych: bawełny, papieru (washpapa), korka i konopii. Chciałabym, aby marka huba była kojarzona ze świadomym podejściem do projektowania i kupowania.

Przywracam też osobowy kontakt z klientem: do każdej przesyłki załączam karteczkę z narysowanym przeze mnie obrazkiem i ręcznie pisanym listem, za każdym razem obrazek i list jest nieco inny. W tym co robię wierzę w wymianę dobrej energii i możliwość balansu.

Wierzę, że można prowadzić małą firmę żyjąc w zgodzie ze sobą bez konieczności rezygnowania z własnych potrzeb.

Mamy taką karteczkę od Ciebie. 🙂 Dostałyśmy ją wraz z wysłanymi przez Ciebie na nasz redakcyjny konkurs hubami, przy okazji jednego z Przeglądów Damskich Torebek. Bo właśnie, projektowanie torebek to nie jest Twoja jedyna artystyczna działalność. Jesteś rysowniczką. Co to jest Hubabear?

Hubabear to mój rysunkowy sposób na rejestrowanie rzeczywistości. Zamiast robić zdjęcie, rysuję obrazki. Każde z moich dzieci ma taki dzienniczek, w którym rysując notuję wydarzenia z ich życia i różne śmieszne sytuacje czy zabawne teksty. To też dla mnie czas na odprężenie i wyłączenie się. Kiedy rysuję to mam swój świat 🙂 i „mamie się wtedy nie przeszkadza”. Poza tym robię to odkąd pamiętam, a moim marzeniem jest wydanie książeczki dla córek, mam i babć, wspierającej dialog międzypokoleniowy, wymianę myśli i doświadczeń w tematach kobiecych.

Mam już sporo rysunków, ale jeszcze brakuje mi pomysłu na całość. Może ktoś chce się przyłączyć do projektu? 🙂

W swojej małej miejscowości założyłaś grupę kobiet, które wzajemnie się wspierają. Od jak dawna spotykacie się w kręgu kobiet i jak wyglądają takie spotkania?

Krąg powstał z potrzeby spotkania (wracając do Polski przeprowadziliśmy się w miejsce, w którym nie znaliśmy nikogo). Poza tym w swoim życiu dostałam dużo dobrego od kobiet, uczestniczyłam w takich kręgach i chciałam się tym podzielić ze społecznością, do której dołączyłam. Spotkania są bezpłatne i każda Pani może wziąć w nich udział. Do tej pory miałyśmy warsztaty kulinarne, podstawy szycia na maszynie, zajęcia florystyczne, kilka koncertów relaksacyjnych połączonych z zajęciami jogi, był taniec 5 rytmów, czytanie i interpretacja rozdziałów „Biegnącej z wilkami”, masaż całego ciała, masaż twarzy, wykład z refleksologii, robiłyśmy też mydła i kosmetyki naturalne, uczyłyśmy się makijażu i łapałyśmy energię trenując Qi gong, oj czego to nie było!

Na spotkaniach dzielimy się wiedzą i doświadczeniem, razem uczymy się nowych rzeczy, a przede wszystkim pokazujemy, że kobiece wsparcie daje ogromną siłę. Poza tym, miło jest najzwyczajniej wyrwać się z domu i pogawędzić przy kawie i cieście.

Czasem w naszych rozmowach pytamy kobiety, które podjęły się jakiegoś wyzwania, założyły firmę, przebranżowiły się lub po prostu znalazły pracę swoich marzeń, co chciałyby przekazać innym kobietom będącym w obliczu ważnej decyzji, w podobnym miejscu. Czy Ty chciałabyś coś przekazać? A może chcesz o coś zapytać?

Przywołam pytanie z początku wywiadu: Czym dla Ciebie jest sukces? Czym dla Ciebie jest luksus? Co to jest bogactwo (Twój własny luksus i Twój własny sukces i bogactwo – nie te, których nas nauczono). Polecam takie ćwiczenie ze wszystkimi innymi „ważnymi” słowami. Dla mnie wiele z nich nabrało zupełnie nowego znaczenia. A rozmawianie o nich z dziećmi to kolejna porcja wiedzy!

Dziękuję Ci za rozmowę.

Zdjęcia: archiwum prywatne Anity

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

15 pomysłów na śniadania do szkoły, które zachwycą dzieci

Czujesz jeszcze moc i wenę przygotowując dziecku śniadanie do szkoły, czy powoli tracisz inspirację i masz ochotę rano polecieć po słodką bułkę do piekarni obok? Ja się jeszcze trzymam i kroję marcheweczki, ogóreczki i papryczki w paski, ale zrobiłam dla nas listę ratunkową. Zobacz, może Ci się przyda!
  • Ewa Moskalik - Pieper - 14/10/2020
dziewczynka wychodzi do szkoły

Śniadania do szkoły

Nie zawsze lubiane przez dzieci i czasem budzące grozę w rodzicach: śniadania do szkoły, nie muszą być codzienną udręką. Mogą stać się przyjemnością dla obu stron. Jeśli nie masz czasu na przygotowywanie bardzo zdrowych i własnoręcznie zrobionych oraz w niekończących się ilościach przekąsek, zdaj się na to co dostępne na bazarach i w sklepach, a co nie straszy tablicą Mendelejewa w składnikach na etykiecie.

Postaraj się, żeby było zdrowo, z jak najmniejszą ilością cukru (bo cukier przeszkadza dziecku skupić się na lekcjach, a tego przecież nie chcesz 🙂 ) i … skonsultuj menu ze swoją pociechą. Razem ustalcie co lubi dostawać do zjedzenia w szkole, a może po jakimś czasie da się też namówić do zapakowania np. warzyw na parze.

Przeczytaj także: Jak przetrwać poranek i nie zwariować? 

Zdrowy wybór

Moda na zdrowe odżywianie trwa w najlepsze i to bardzo dobrze, bo w ten sposób do każdego dojdzie choć znikoma wiedza o tym co trzeba, a czego nie powinniśmy jeść. Jednak nasze dzieci często mają w nosie modę, zwłaszcza jeśli chodzi o jedzenie, a jeśli  kierują się modą, to niestety taką, która nas rodziców stawia na baczność. Podjadanie czipsów, słodkich batoników, czy innych niezdrowych przekąsek bywa wśród dzieci nagminne. Dlatego warto rozmawiać i tłumaczyć do skutku, samemu przy tym ostentacyjnie i z zachwytem podgryzając marchewkę. Działanie przez przykład…działa!

10 pomysłów na śniadania do szkoły

1. Owoce – jabłka, gruszki, winogrona, śliwki – jeszcze teraz jest ich dostatek, a zimą banany, mandarynki, pomarańcze, pokrojony w paski melon.

2. Warzywa w słupki i nie tylko (czyli wszystko co da się pokroić: rzodkiewki, marchewki, fasolka szparagowa, papryka, ogórek, seler naciowy, rzepa, kalarepa i pomidorki koktajlowe.

3. Niezawodne (nie zawsze niestety 🙂 ) kanapki – a co w środku to już tylko kwestia wyobraźni i oczywiście gustu dziecka – wszelkiego rodzaju pasty roślinne, ulubione dżemy, masło orzechowe (jeśli może zjeść), pasztet, wędlina (dzieci lubią kabanosy), sery – czyli czego dusza zapragnie. Warto też zmieniać rodzaj pieczywa.

4. Nabiał – są dzieci, które uwielbiają wszelkiego rodzaju sery oraz jajka. Bardzo wdzięczne do spakowania do śniadaniówki są jaja przepiórcze, ale jaja kurze przekrojone wzdłuż też dadzą radę. 🙂 Jeśli Twoje dziecko lubi np. mozzarellę możesz przygotować sałatkę Caprese, (fajna jest też ta mozzarella w postaci małych kuleczek), a ser biały wykorzystać do zrobienia pasty np. z awokado.

5. Suszone owoce i orzechy – to świetny pomysł na dodatek do zimowego śniadania i nie tylko. Zimą o świeże owoce zdecydowanie trudniej, a dzieciom potrzeba witamin przez cały rok.

6. Domowe tosty – nawet na zimno są smaczne i chętnie zjadane, a może czasem uda się w nich przemycić jakieś warzywo, albo pieczywo z ciemniejszej mąki. 🙂

Poznaj także przepisy na smaczne i szybkie śniadania na ciepło – w domu

7. Napoje mleczne i jogurty – bardzo lubiane przez większość dzieciaków, mogą być do picia i do wyjadania łyżeczką (a idealny byłby jogurt naturalny z granolą, którą wspólnie z dziećmi można przygotować w domu).

8. Domowe wypieki – ulubione ciasto, ciasteczka zbożowe, rogaliki – oczywiście najbardziej pożądane byłyby wypieki bez cukru, albo choć z mniejszą jego ilością. 😉

9. Naleśniki i pancakes lub inne placki przekładane ulubionym powidłem, dżemem (pewnie same placki naleśnikowe też cieszyłyby się dużym powodzeniem. 🙂 )

10. Gofry – dzieci je uwielbiają, Zjedzą suche, ale można też dodać do nich owoce. Pomarańcze, winogorna, mandarynki mogą być jako dodatek lub owoce dodane do ciasta. U nas sprawdziły się z borówkami.

11. Sałatka z ulubionych składników – najlepiej z takich, które najbardziej lubi Twoje dziecko, może być groszek, kukurydza, ugotowany makraon i fasolka szparagowa i np. kawałki kurczka. To wszystko polane odrobiną oliwy z oliwek.

12. Mięsne kotlety mielone w bułce plus ogórek kiszony – coś na kształt domowego hamburgera – dzieciom, które lubią inne warzywa, można przemycić w środku paprykę (nawet konserwową) i plasterek cebuli (to już pewnie nie dla wszystkich, choć znam dzieci, które ją bardzo lubią 😉 )

13. Wrap a la McDonalds – taki udawany, bo zależy co masz. Można zrobić z placka jak na naleśniki, a można z omleta, który można zrobić bardzo szybko. Zawijamy w nim co nam wpadnie do głowy. U nas smarujemy białym serkiem i przemycamy paski ogórka (kiszonego lub świeżego), papryki, ale przede wszystkim z wrapem świenie wchodzi sałata i rukola.

14. Sałatka owocowa – nie wszystkie owoce są lubiane przez nasze dzieci, moje np. nie przepadają za ananasem i kiwi, ale jak pomieszam im to w sałatce, to znika wszystko. Czasem okraszę to rodzynkami, czasem dodam odrobinę miodu, bywa, że i łyżkę jogortu.

15. Coś do picia – woda, herbata, soki i przeciery owocowe – oczywiście najzdrowsza woda lub o tej porze roku ciepła herbata, jeśli jednak dziecko nie chce jeść żadnych owoców i warzyw, to alternatywą jest właśnie sok. Najlepiej jednak wybierać te bez cukru, albo przynajmniej omijać szerokim łukiem napoje słodzone.

A może przydadzą Ci się przepisy na szybkie obiady, takie, które zrobisz w 15 minut?

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail