Czego szukasz

Pułapki elastyczności, czyli plusy i minusy pracy z domu

Jaki jest bilans zysków i strat elastycznego zatrudnienia? Krótka historia o tym, jak warunki pozornie idealne tj. możliwość pracy z domu w elastycznych (czytaj: nieregulowanych) godzinach mogą skutecznie… utrudnić młodej mamie osiągnięcie tak upragnionej równowagi między życiem zawodowym, a prywatnym.

Mój powrót do firmy po urodzeniu dziecka zaczęłam planować i przygotowywać z paromiesięcznym wyprzedzeniem. Przed urlopem macierzyńskim pracowałam już od kilku lat w dużej międzynarodowej firmie i doskonale zdawałam sobie sprawę, że ponowne wejście do tej samej rzeki byłoby niezwykle trudne.

Codzienne, intensywne kontakty z oddziałami rozrzuconymi po całym świecie i w różnych strefach czasowych oraz krótkie terminy projektów wymagały bowiem sporej elastyczności i dostępności w często niestandardowych (nad)godzinach. Wygospodarowanie czasu i energii dla dziecka i rodziny samo w sobie graniczyłoby z cudem. Tymczasem mnie, całkiem już zmęczonej byciem pełnoetatową mamą, marzyła się dodatkowo odrobina miejsca i przestrzeni tylko dla mnie! Ale jak to zrobić, kochana Redakcjo?

Eksperyment „elastyczność”

Zmiana zakresu obowiązków, stanowiska lub firmy nie wchodziła wówczas w grę. Mąż, walczący właśnie o swoje zawodowe „być albo nie być”, mimo najlepszych chęci nie mógł mi pomóc. Na wsparcie babci, mieszkającej w odległym od kilkaset kilometrów mieście, również nie mogłam liczyć. Klubik, do którego udało się nam zapisać naszą roczną córeczkę, działał tylko do 16-tej. W tej sytuacji uznałam, ze najlepszym rozwiązaniem byłaby praca z domu i zmniejszenie podstawowego etatu do 30 godzin tygodniowo.

Szefowie odnieśli się do mojego pomysłu z życzliwością, ale też z pewną rezerwą. Najwięcej obaw budziło to, czy – kończąc mój dzień, gdy koledzy zza wielką wodą dopiero włączają komputery – będę w stanie dotrzymywać terminów. Ostatecznie umówiliśmy się, że potraktujemy to jako eksperyment – dostałam szansę, aby udowodnić, że moje doświadczenie pozwoli mi zorganizować pracę swoją i innych w ramach tego nowego modelu, bez szkody dla projektów. W zamian za wolne popołudnia, w razie pilnej konieczności byłabym online wieczorami. Sukces!

Rachunek zysków i strat

Od tamtej chwili minęły właśnie dwa lata. Spoglądając wstecz, mogę stwierdzić, że eksperyment ten powiódł się jedynie częściowo, a ogólny bilans sukcesów i porażek wygląda następująco:

+ Plus: Udało mi się utrzymać przeciętną liczbę godzin pracy w miesiącu w zakładanym limicie, a tym samym faktycznie wygospodarować więcej czasu dla rodziny, domu i dla siebie.
+ Plus: Niemal do perfekcji rozwinęłam strategiczne planowanie pracy własnej i cudzej, z uwzględnieniem planów awaryjnych – aby zminimalizować ewentualne opóźnienia.
– Minus: Mimo tak starannego planowania, nie do uniknięcia okazały się przestoje, spowodowane oczekiwaniem na informacje lub wkład od innych osób. Takie sytuacje owocowały wieczornymi nadgodzinami – częstszymi niż sugerowałaby to faktyczna ilość pracy do wykonania.
– Minus: Praca z domu stwarza pokusę równoległego wykorzystania czasu, w rodzaju: włączę pranie zanim zacznę odpowiadać na maile, a rozwieszę już potem; wyślę dokument do sprawdzenia, a w oczekiwaniu na komentarze wyskoczę do apteki. Nieustanny multitasking to jednak na dłuższą metę iluzja, dająca wrażenie, że byłam w pracy non stop, zajmując się również nieprzerwanie domem – cóż za podwójnie przytłaczające uczucie!
– Minus: Zrezygnowałam z ważniejszych i ciekawszych projektów, które dawałyby większą szanse zabłysnąć, ale wymagałyby więcej czasu i zaangażowania. Miałam jednak od początku świadomość, że oznacza to mniejszą „widoczność’, a tym samym mniejsze szanse na awans – i tak też się stało.

Jeśli nie elastyczność, to co?

Być może powyższy bilans nie wygląda zbyt korzystnie, lecz mimo to uczestnictwo w moim własnym eksperymencie miało dla mnie ogromną wartość dodaną, stało się bowiem bodźcem do szerszej autorefleksji na temat moich faktycznych celów i ambicji, zawodowych i życiowych. Uważam, że istotą work-life balance jest nie tyle kwestia podziału czasu pomiędzy pracę, a sprawy osobiste, lecz czerpanie satysfakcji z obu tych sfer życia. Organizacyjne ułatwienia mogą oczywiście zaoszczędzić nam wielu codziennych trosk, ale nie wystarczą, by praca dawała poczucie sensu, rozwoju i spełnienia.

Moje osobiste, opisane powyżej, doświadczenia zainspirowały mnie do zgłębienia tego tematu i stworzenia krótkiej, anonimowej ankiety (link do ankiety >> ), której celem jest poznanie opinii innych matek na temat rozwoju zawodowego i zmian kariery. Jej wypełnienie powinno zająć zaledwie kilka minut. Zebrane w ten sposób informacje wykorzystam wyłącznie na potrzeby mojego prywatnego badania.

Jeśli chcesz dodatkowo podzielić się swoimi przemyśleniami i uwagami na ten temat, serdecznie zapraszam do kontaktu: [email protected]

Zdjęcie: Pixabay

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Absolwentka Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego, od wielu lat związana z branżą badań klinicznych. Matka ekspatka, obecnie mieszka i pracuje w Berlinie. Dla przyjaciół: Kaowiec.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie