Czego szukasz

#Przegląd Damskich Torebek – pierwsza edycja

Bynajmniej niech Was nie zwiedzie tytuł, nie mamy zamiaru zaglądać do Waszych torebek, choć przyznam, że jest to pomysł na ciekawy artykuł 🙂 Ale o tym innym razem. Dzisiaj mamy przyjemność zaprosić Was do naszej nowej akcji. Chcemy przedstawić Wam torebki polskich projektantów i przedstawić ich autorów, którzy z pasją tworzą dla Was unikatowe produkty, na które naprawdę warto się skusić.

  • Ewa Moskalik - Pieper - 08/03/2018
zespół Mamo Pracuj ogląda torebki

#Przegląd Damskich Torebek

Torebki małe i duże, plecako – worki i nerki, kopertówki i takie, w których zmieścisz naprawdę wszystko. Łączy je jedno – pasja. Dlaczego taka akcja? Bo chcemy Wam przybliżyć biznesy – w większości kobiece, choć zagościł u nas również Pan – które powstały z pasji. I tę pasję widać w każdym szczególe torebek, które miałyśmy przyjemność obejrzeć. Chcemy przybliżyć Wam polskie pracownie, które tworzą bajkowe produkty, po które warto sięgnąć, bo są unikalne, dopracowane w każdym szczególe i widać włożone w nie serce.

Nie porównujemy torebek, bo zwyczajnie się nie da. Każda jest inna, niepowtarzalna, tak inni są ludzie, którzy je tworzą. Za każdym z tych biznesów stoi jakaś historia i te historie chcemy Wam właśnie opowiedzieć.

Kolejność pojawiania się się marek jest alfabetyczna 🙂

Anita się nudzi

Czy Anita się nudzi, możesz bardzo łatwo sprawdzić, wchodząc na jej blog, który nie dotyczy jedynie tworzenia unikatowych torebek i plecaczków, ale również wielu innych pasji.

Anita Rusin na swoim blogu wspomina, że „swoją miłość do igły i nitki zamieniła w pracę, którą uwielbia” i nie da się tego nie zauważyć oglądając torebki, które wyszły z pracowni Anity. Wykonywane w domowej manufakturze torebki, powstają z wodoodpornej cordury. Mają proste i minimalistyczne fasony. Szelki są wykonywane ręcznie z naturalnej skóry, a sprytne techniczne rozwiązanie torebek Anity sprawia, że masz do czynienia z produktem „dwa w jednym”, który szybko może uwolnić zajęte zakupami lub małym dzieckiem ręce 🙂

W tym roku Anita zastrzegła obydwa wzory swoich toreb, jako znak towarowy wraz z technicznym rozwiązaniem szelek. Wystarczą dwa ruchy, aby torebkę na ramię przerobić na wygodny plecaczek. Metalowe półkola torebki spinasz razem i dopinasz do metalowych kółek w dolnej części torebki. W ten sposób otrzymujesz szelki 🙂

„Proces powstawania torebek, był trochę dziełem przypadku, do dziś żałuję, że nie wpadłam na to kiedy moje dzieci były malutkie. Moim celem było stworzenie funkcjonalnej torby dla aktywnej osoby, które nie tylko ubiera się na sportowo, ale ceni sobie minimalizm bez udziwnień. Trochę chciałam zmusić klientki, żeby przestały nosić dobytek życia w torebce i na ramieniu, dlatego forma jest taka minimalistyczna, zwłaszcza w wersji bez kieszeni” – mówi Anita.

Torebki Anity zadowolą każdego, bo to takie rozwiązanie dwa w jednym. Można powiedzieć, że jeden wzór jest bardziej elegancki, drugi sportowy, choć tak naprawdę wszystko zależy od naszych potrzeb i interpretacji. Mogą pasować do każdego stroju, a również posłużyć jako torba na laptop, krótką wycieczkę lub do codziennych spacerów z dzieckiem.

Torebki są dostępne w różnych kolorach, co łatwo możesz sprawdzić na stronie Anity >>>

Goshico

Firmę Goshico tworzą dwie siostry – Małgorzata Kotlonek – Horoch i Agnieszka Kotlonek – Wójcik. Ich pierwsze projekty powstały w 2006 r.

Małgorzata jest projektantką marki. Inspiracją dla niej jest to co ją otacza przedmioty codziennego użytku, architektura i sztuka. Nie boi się eksperymentować z kolorami, nowymi rozwiązaniami i materiałami.

Agnieszka z kolei to dbająca o wysokie standardy firmy i odpowiedzialna za produkcję ekonomistka.

Agnieszka i Małgorzata to zgrany i uzupełniający się duet, który na temat damskich torebek wie wszystko i trzymający się dwóch zasad: jakość i odwaga w tworzeniu. 

Do produkcji torebek Goshico autorki wykorzystują bardzo lekkie tworzywa, które są odporne na wodę i brud. Do produkcji wykorzystywane są również materiały techniczne, sztuczne futra i włoskie skór o niespotykanych wybarwieniach i tłoczeniach. Materiały, okucia i inne półprodukty są sprowadzane z całego świata.

Torebki Goshico cechuje również niezwykła dbałość i zaawansowanie jeśli chodzi o konstrukcję i wykonanie torebek. Prace nad nowym wzorem czasem trwają nawet kilka tygodni. Każda torebka jest szyta ręcznie.

„Jestem praktyczna, więc tworzę torebki, które sama mogę nosić. Pamiętam też o równowadze między jakością i ceną. Projektując torebkę za 300 zł myślę o niej jak o produkcie za 1 500 zł – tłumaczy Małgorzata Kotlonek-Horoch. Chcemy zapewnić kobietom luksus wygody. Dlatego żadna z naszych torebek nie waży więcej niż 900 gramów! Co więcej, wiele naszych modeli ma wielofunkcyjny charakter – można je składać, nosić z paskiem lub bez, czy wkładać jedną w drugą – dodaje Agnieszka Kotlonek-Wójcik.

Torebki Goshico wyróżniają kolory i haftowane aplikacje, a oferta marki jest bardzo zróżnicowana stylistycznie. Znajdzie tu dla siebie coś entuzjastka klasyki, jaki i fanka odważnych kolorów i dodatków >>>

Huba

„Huba to idea otwarta, łączy w sobie wszystkie nasze pasje. Nieustannie poszerzamy horyzonty. Jesteśmy ludźmi, którzy przenieśli się do lasu, jednocześnie bardzo dużo podróżujemy, lubimy odkrywać świat, chętnie poznajemy przyrodę i korzystamy z jej skarbów, uczymy się nowych rzeczy. Chcemy pokazać, że można żyć inaczej, że nie trzeba podążać udeptaną systemową ścieżką” – mówi Anita Bednarek, właścicielka i projektantka marki Huba.
 
„Hasło hubowej kampanii brzmi: Omnia mea mecum porto – Wszystko, co mam noszę przy sobie – świetnie oddaje charakter naszej pracy oraz pokazuje nasze podejście do świadomego ubierania się.
Skąd nazwa Huba? – tak mówił do mnie mój partner kiedy się poznaliśmy, bo ja mówiłam na niego drzewo – to jest romantyczna część okoliczności. Tak do siebie przyrośliśmy, jak Huba do drzewa. Nasze saszetki kształtem przypominają Hubę – to mimetyczna część okoliczności” – mówi Anita.
Anita do każdej wysyłki z hubową torebką dołącza swój rysunek z listem odręcznie napisanym oraz gałązkę sosny z szyszką, bo mieszka w lesie i poza tym, że ma Hubę jest również rysownikiem. „Rysuję z życia z marzeń, ze snów, bardzo często są to indywidualne obrazki na zamówienie –
można podejrzeć tutaj: www.facebook.com/hubabear/ 
Huba to marka rodzinna i slow. Anita zajmuje się projektowaniem i zamawianiem materiałów, a logistycznie i organizacyjnie pomaga jej mama.
Torebki Anity są wykonane z różnych tkanin, w różnych kolorach, również ze skóry naturalnej. Torebki (nerki) są wykonane z dbałością o szczegóły i wykończenia i cieszy oko każdy detal.

Jak mówi Anita – Huba to elegancja prosto z lasu >>>

Iguahandmade

Dla Ewy Żołnowskiej wszystko zaczęło się ponad dwa lata temu… od kolczyków 🙂

„Igua ( czyt. IGŁA)  to miłość, zabawa, moda i pasja. Kobiety mają bzika na różne rzeczy. Moim bzikiem były kolczyki. Miałam ich pełno i zawsze chciałam więcej. Buszując kiedyś po internecie trafiłam na biżuterię soutach. Oszalałam! Duże, piękne, kolorowe – takich samych nikt nie będzie mieć! Rewelacja! Stwierdziłam, że kupię sobie jakiś okaz na ważniejszą okazję. Mąciłam tym pomysłem i fascynacją mojemu Lubemu…

„On stwierdził, że mogę zrobić je sama, a że jest to człowiek bardzo kochany, to zabrał mnie na zakupy i kupił mi pierwszą igłę i nitkę 🙂 Jednak biżuteria sutasz jest typowo dla Pań, a chciałam jakoś podziękować za wsparcie Lubemu, więc przecież fajnie by było coś zrobić dla Niego. I tak narodził się pomysł uszycia muszki! Ale przecież nie miałam maszyny… On szybko zorientował się, że ja nie chcę skupiać się tylko na szyciu biżuterii… i tak zaskoczył mnie kupnem maszyny do szycia” – opowiada Ewa Żołnowska.

„Maszynę już miałam, ale przecież nie umiałam jej obsługiwać 😀 W pierwszy wolny weekend pojechaliśmy do mojej mamy, a ta kochana pokazała mi jak działać – „a i b i jedziesz”. Żałowałam, że tak późno doszło do mnie, że mogłam zacząć szyć dużo wcześniej. Lepiej późno niż wcale. Szycie zaczęło mi wychodzić coraz lepiej. Szyłam muszki i torby. A że fajnie się rozkręciłam, dzięki wsparciu przyjaciół, pomyślałam czemu nie rozkręcić biznesu 🙂 – mówi Ewa.

Ewa prowadzi komis odzieżowy z pracownią i dzięki temu połączeniu może pozwolić sobie na wykorzystywanie i przerabianie starych ubrań. Dzięki temu jej projekty są autorskie i unikatowe. Wszystko co szyje, mogłaby sama nosić. Wśród jej produktów nie znajdziesz podziału na kolekcje, bo nigdy nie wie co jej wpadnie do głowy. Jej pomysły są spontaniczne, ale też w zgodzie z tak modną ostatnio ekologią, bo recyklingowi Ewa mówi zdecydowane: Tak.

Co kupisz u Ewy? Wygodne plecako – worki, pojemne torby, użyteczne berki i fikuśne muszki (dla Panów i dla Pań) >>>

Ewa wykorzystuje głównie materiały wodoodporne, a jak ich nie ma, to sama je szyje. „Skóra ekologiczna, washable paper, korek, ścinki materiałów, poliester wodoodporny, folia transparentna i bawełna – to moje ulubione składniki czadowego okazu „- dodaje Ewa.

Mana Mana

Marka Mana Mana ma niecałe 6 lat. Wszystko zaczęło się w Starogardzie Gdańskim od usługi haftu komputerowego. „A obecnie – jak mówi Marcelina Rozmus-Prinz – projektowanie toreb i zarządzanie moim przedsiębiorstwem to moja wielka pasja”, z którą jeszcze kilka lat temu nie miała nic wspólnego.

„Ukończyłam dziennikarstwo i byłam pewna, że będę podążać tą drogą zawodowo, jednak jak los się potoczył zaskoczyło mnie samą. Można kierować swoim życiem, jeśli ma się na siebie pomysł i plan, a ja jednak zawsze wszystko robiłam na tzw. fristajlu i spontanie. Niesamowicie zafascynowała mnie tematyka haftu cyfrowego i rozpoczęłam naukę z tą techniką. To miały być tylko usługi, a ja przy okazji realizowałam się artystycznie i tworzyłam grafiki, które później haftowałam dosłownie na wszystkim. Prawdziwy przełom nastąpił za sprawą mojej mamy, która z zaciekawieniem przyglądała się moim zmaganiom i pewnego dnia uszyła piękną czerwoną torebkę z odrzuconych przez mnie kawałków haftowanego materiału. To był zupełny przypadek, że dzięki temu zdarzeniu, moja działalność nabrała obecnego kształtu” – mówi Marcelina.

Marcelina kwituje niewątpliwe sukcesy swojej firmy jednym zdaniem, które pozwolę sobie tutaj przytoczyć: „Dowcip o babie, która „zrobiła robotę”, bo nie wiedziała, że się nie da, jeszcze raz znalazł potwierdzenie w rzeczywistości”.

 

Torebki, które biorą udział w naszym przeglądzie są wykonane ze skóry ekologicznej i z plecionej tkaniny, Wykończone z dbałością o każdy najmniejszy szczegół. Wygodne do noszenia na co dzień do pracy, szkoły oraz na zakupach. Ze względu na dużą pojemność, torby można z powodzeniem wykorzystywać w podróży.

Torebki Mana Mana mają jeszcze jedną szczególnie ważną cechę, która wielu kobietom przypadnie do serca. Mana Mana to jedyne, zarówno stacjonarne, jak i wirtualne miejsce, gdzie możesz zostać współautorem swojej torebki.

Masz do dyspozycji konkretną paletę kolorów i surowców, z których chcesz, żeby powstała Twoja unikalna torebka. Brzmi wspaniale, prawda? >>>

Manufaktura mms

Manufaktura mms to niewielka firma położna u podnóża Gór Sudeckich w Świebodzicach. Marta Mazur – Sokołowska przez cały okres swojej edukacji szukała pomysłu na siebie, dostała ofertę pracy, ale na drugim końcu Polski i nie chciała już dłużej prowadzić „życia Nomada”.

Z pomocą przyszła jej wykładowczyni z Akademii i podpowiedziała, żeby robiła to co jej wychodzi najlepiej na zajęciach, czyli torebki. Z zaangażowaniem męża i za namową pani Profesor, Marta zaczęła tworzyć swoją pracownię.

Dziś Marta prowadzi swoją pracownię w starej poniemieckiej kamienicy, której część wykupiła i jedną kondygnację przeznaczyła na swoją firmę. Współpracuje z dwiema krawcowymi i z mężem, który zajmuje się zdjęciami oraz pomocą na wielu innych frontach logistyczno – organizacyjnych.

„Pomysły na torby powstają najczęściej z potrzeby dnia codziennego, potrzeb klientek oraz z obserwacji otaczającej mnie rzeczywistości. Bardzo lubię skupiać się na konstrukcji i dążyć do nietypowych form (jak choćby iks). Czasem też zdarza mi się odgrzać stary projekt, który nieco zmieniam, pozwalam mu ewoluować w dłuższym czasie, by wyciągnąć z niego to najlepsze – tak choćby wróciły klasyczne shoppery, którym ujęliśmy kieszonkę z przodu i zmieniliśmy materiały” – opowiada Marta.

„Dużą wagę przywiązuję do materiałów. Staram się być gospodarczą patriotką, dlatego ważne jest dla mnie używanie polskich komponentów, a jeśli nie ma ich w naszym kraju, to europejskich. Sama przed zakupem czegokolwiek dokładnie czytam metki, etykietki. Zwracam uwagę na to w
jakich warunkach powstawały produkty i kto za nimi stoi” – dodaje Marta.

Jeśli tylko mam możliwość unikam sieciówek, marketów. Zakupy często robię w małych sklepikach, przez internet (handmade, polskie przedsiębiorstwa) oraz na targach, zaś produkty które kupuję, zwykle wymieniam dopiero wtedy, gdy już całkowicie nie nadają się do użytku. Wierzę, że taką „pracą we własnym ogródku” ulepszamy to, co nas otacza” -mówi Marta.

„Nasza firma nie jest wynikiem kalkulacji czy szczegółowo wytyczonej ścieżki kariery, a efektem pasji, która przerodziła się w pracę. Codziennie wkładamy wiele serca i energii aby tworzyć rzeczy, które mogą choć trochę upiększyć świat”>>>

Marta Feliks

Marta od ponad 10 lat pracuje w branży skórzanej. Dzięki wieloletniej współpracy z włoskimi i polskimi producentami obuwia, nabrała chęci do tworzenia unikatowych projektów galanterii i dodatków pod własną marką.

Dla mnie projektowanie to poszukiwanie nowych rozwiązań, dostosowywanie projektów do odbiorcy i ducha czasów. Dlatego też z zainteresowaniem uczestniczę w światowych Targach dotyczących mody, obuwia i galanterii, skór, materiałów i dodatków oraz Targach jubilerskich co pomaga mi odnieść moje wizje twórcze do bieżących trendów” – mówi Marta Feliks.

„Chcę przekazywać piękno i dobrą energię widziane moimi oczami, a zamknięte w moich projektach. Moją dewizą jest tworzyć: AKCESORIA Z KLASĄ! – które uwodzą fakturą, detalem, funkcjonalnością…”

Według Marty przedmioty, którymi się otaczamy pomagają nam wyrażać siebie. Dotyczy to zwłaszcza dodatków, bo to one nadają naszemu stylowi, pożądany przez nas charakter.

Marta tworzy galanterię, która podkreśla indywidualny styl i projektuje dla osób, które cenią sobie ponadczasową elegancję i prostotę.

Swoje torebki tworzy ze splatanych elementów. Jest to jej autorski pomysł, który zrodził się gdy -„poszukiwałam idei na zrobienie torebki nie umiejąc szyć” – wspomina Marta.

Wygląd torebek został zainspirowany znajomym Marcie splotem origami. Szczegóły są opracowywane w oparciu o sugestie klientek oraz spostrzeżenia Marty, a materiałem, z którego tworzy jest tkanina poliestrowa pokryta PU-poliurytanem. Jedna torebka powstaje ok. 3 godzin.

„Chcę dzielić się moim spojrzeniem na design. Projektuję, szukam nowych, niebanalnych rozwiązań, staram się w moich produktach wyrazić siebie i odpowiedzieć na potrzeby klientek. Kreatywnie wykorzystuję materiały, znajdując dla nich nowatorskie zastosowanie. Stawiam na unikatowy styl, doskonałą jakość, ponadczasowe rozwiązania” – mówi Marta.

Zobacz w jakich kolorach i fasonach powstają torebki Marty >>>

Przywara Strzałka Hello!

Monika Przywara – Strzałka kontynuuje dzieło i zawód swojego dziadka. Już jako dziecko pokochała tę pracę  –  „Dorastałam w jego warsztacie – wśród zapachu skór, narzędzi, starej lampki. Jego praca zawsze była dla mnie magiczna. Jednak nigdy nie sądziłam, że kiedyś będę kontynuować jego pasję. Dziś, dwa piętra nad jego warsztatem, w swojej pracowni na poddaszu, tworzę własne projekty toreb i skórzanych akcesoriów” – opowiada Monika Przywara – Strzałka.

Monika jest absolwentką dziennikarstwa i szkoły projektowania ubioru. Swoje doświadczenia zdobywała podczas konkursów modowych oraz w agencji reklamowej.

Zaczynała przygodę z projektowaniem od wymyślania ubrań, jednak nie przynosiło jej to radości. Niespełnionym marzeniem Moniki była umiejętność szycia skóry naturalnej. Niestety dziadek, który szył buty, nie zdążył przekazać Monice tajników swojego zawodu. Zdeterminowana poszukiwała innych źródeł wiedzy. Pomimo dużej wiedzy teoretycznej wciąż czegoś jej brakowało. Na szczęście właśnie wtedy pojawiła się pierwsza od lat szkoła kaletnicza w Polsce. „Skończyłam ją i zdałam egzaminu czeladniczy. Tradycja trwa – dziś pracuję na narzędziach dziadka. A nawet klnę jak szewc” – opowiada Monika.

Praca ze skórą daje Monice dużo możliwości. Jej produkty są tworzone z prawdziwą pasją i z wysokiej jakości skóry. To torebki, które mogą nam służyć długie lata, a dzięki temu, że skóra pracuje i wciąż się zmienia, taka torebka może tworzyć własną historię.

Torebki Moniki zamykają się w prostej formie, niemal minimalistycznej, geometrycznej formie i są wykonane z wysokiej jakości skóry. Charakterystyczną cechą torebek Moniki jest to, że są one nitowane i brakuje w nich przeszyć, co tylko dodaje im uroczej prostoty. To torebki, które mogą służyć lata z jeszcze jednego powodu. Ich prosty, uniwersalny i klasyczny kształt gwarantuje ponadczasowość. Te torebki po prostu nie mogą wyjść z mody.

„Kiedy uderzam młotkiem dziadka, wybijając swoje nazwisko na torbie, wzruszam się. I czuję prawdziwą pasję. Dzięki niej mogę tworzyć nowe rzeczy – bez pośpiechu, z cierpliwością i moim własnym pierwiastkiem. Tworząc swoje projekty lubię sprawiać ludziom radość. Zachwycać ich. Zaskakiwać. Dbać o szczegóły. To właśnie tworzy istotę moich rzeczy” – mówi Monika.

W kolekcji Moniki dominują kolory czarny gołębia szarość. Sprawdź, który kolor Tobie się spodoba >>>

Sili

„Potrzeba matką wynalazków – mówi Anna Łopuchin, projektantka niezniszczalnych torebek Sili – „Prowadzę bardzo intensywne życie zarówno zawodowe, jak i sportowe oraz rodzinne. Pędząc codziennie z biura np. na plażę, a po drodze zahaczając o żłobek potrzebowałam torebki która nadąży za mną. Do tego będzie wyglądać jak nowa po długim i ciężkim dniu. Stąd pomysł na Sili, która z założenia miała być nie tylko ładna, ale nowoczesna i praktyczna. Ważna była też dla mnie możliwość szybkiego dostosowania wyglądu torebki do okazji lub stroju bez wydawania fortuny i zajmowania kolejnych półek w szafie stąd pomysł na zamienne wnętrze oraz rączki. Moja pierwsza testowa torebka ma już 7 lat i nigdy mnie nie zawiodła a nadal wygląda jak nowa.

Torebka Sili składa się z 3 elementów: body Sili to główna część torebki wykonana w 100 % silikonu; inner, czyli wewnętrznej części torebki, zapinanej na zamek i użytecznymi kieszonkami wewnątrz oraz z handles, czyli rączek silikonowych z wytrzymałymi mocowaniami z ABSu.

A jeśli miałabyś ochotę zabrać swoją torebką Sili na wakacje to możesz zamiast silikonowych rączek przypiąć do swojej torebki klasyczny pleciony sznur.

Najważniejszą cechą torebek Body Sili jest wyjątkowa trwałość. Wyprodukowane z silikonu są w 100% odporne na wszelkie czynniki codziennego użytkowania. Torebki Sili są wodoodporne, odporne na promienie UV – nie musisz się obawiać, że zmieni kolor. Jest odporna na ekstremalne temperatury oraz wszelkie deformacje, a dodatkowo plamoodporna – wystarczy, że przetrzesz szmatką, a plamy znikają.

Jeszcze jednym mocnym punktem Body Sili jest możliwość kompletowania kolorów i elementów według własnego uznania >>>

Warda Bags

„Przygodę z torebkami zaczęłam kilka lat temu. Pracowałam w biurze na stanowisku kierowniczym. Sama praca była ciekawa, pozwalająca na rozwój umiejętności i doświadczenia, ale cały czas mi czegoś brakowało. Czegoś tylko mojego, na co będę mieć wpływ od początku do końca. Sama decyzja zapadła w moje urodziny, a dalej poszło. Znalazłam kurs projektowania i szycia” opowiada Karolina Warda właścicielka marki Warda Bags.

„Sam czas kursu wspominam bardzo pozytywnie. Był to bardzo przyjemny okres w moim życiu. Później zaczęły się pojawić się schody. Znalezienie pracowni, dostawców skór, wszystkich elementów składowych torebki. Zamawiałam ogromne ilości próbek, żeby znaleźć te najlepsze. Do tego doszły wszystkie inne elementy prowadzenia własnej marki – logo, strona internetowa, zdjęcia itd. W żadnej kwestii nie chciałam iść na kompromis” – dodaje Karolina.

„Zależało mi, żeby każda torebka była uszyta z najlepszych materiałów z dbałością o każdy detal. Zawsze wychodziłam z założenia, że nie uszyję nic czego sama bym nie założyła. I tak krok po kroku powstawały kolejne modele. Torebki, które można nosić na różne okazje. Szyję z najlepszych skór polskich i włoskich, elementy metalowe są wykonywane na zamówienie lub sprowadzane z zagranicy” – mówi Karolina.

„Chcę żeby moje klientki cieszyły się torebką przez długi czas, a nie wyrzuciły po jednym sezonie, bo łańcuszek się odbarwił, albo skóra popękała. Na jakość kładę największy nacisk. Mają być uszyte idealnie. Sama lubię klasykę, ponadczasowość i tego staram się trzymać. Modele torebek są proste, kolory  uniwersalne. Są oczywiście Panie, które za klasykę uważają czarne lub brązowe torebki, ale dla mnie klasyką jest też czerwona torebka. W prostej formie i soczystym czerwonym kolorze pasuje na eleganckie wyjście, ale też do zwykłych jeansów” – dodaje Karolina Warda.

„Stworzenie własnej marki, własnych produktów było i jest spełnieniem moich marzeń. To co mogę powiedzieć – to nie była to łatwa droga, okupiona ciężką pracą, wyrzeczeniami, łzami, chwilami zwątpienia, ale bez wątpienia ogromnie satysfakcjonująca. Ucząc się na swoich błędach szłam krok po kroku dalej, korzystając oczywiście z rad czy usług osób, które znały się na swoim fachu dużo lepiej niż ja. Bez kaletnika, fotografa czy grafika byłoby mi trudno to wszystko stworzyć od zera. Dzięki temu poznałam wielu wspaniałych ludzi, którzy tak jak ja kochają to co robią i jest to ich pasja” – podsumowuje Karolina.

Kolekcja torebek Karoliny to bogactwo kolorów w klasycznych odsłonach, może znajdziesz coś dla siebie >>>

Zieliński BAGS

Marcin Zieliński to warszawski kaletnik z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem i jedyny męski przedstawiciel w naszym przeglądzie damskich torebek. 🙂

Nie zawsze lubił swój zawód, początkowo traktował go obojętnie. Dzisiaj Marcin nie tylko projektuje, ale również wykonuje większość swoich produktów. Jako pierwszy w Polsce projektant zainspirował się ideą upcyklingu, sięgając po tak nietypowy materiał jakim jest dętka rowerowa. To ukłon w stronę ochrony środowiska. Zieliński BAGS to również nacisk na etyczny biznes, prowadzony z szacunkiem dla konsumentów oraz osób współpracujących w firmie.

„Wiele lat minęło zanim poczułem, że lubię to robić. Rozpocząłem pracę w jednej z renomowanych firm kaletniczych gdzie realizowałem projekty dla topowych polskich projektantów. Miałem przyjemność współpracować z Brzozowskim i Przybylskim. To dało mi ogromne doświadczanie i satysfakcję. Wtedy tak naprawdę poczułem, że lubię projektować torby i że jestem w tym dobry 🙂 – opowiada Marcin Zieliński.

„Zakiełkował pomysł by w przyszłości otworzyć własną działalność. Później w moje ręce trafiła torba wykonana z dętek rowerowych. Zachwyciłem się jakością produktu i ideą upcyklingu. To był moment kiedy pomysł o stworzeniu własnej marki wypełnił się treścią. Markę rozwijam od 4 lat. Na początku pracując w piwnicy 2x2m, w bloku, w którym mieszkam, a teraz zatrudniając pracowników i wynajmując lokal na pracownie i showroom” – dodaje Marcin.

Z pracowni Marcina Zielińskiego wychodzą produkty, które muszą być uszyte z największą starannością i z trwałych materiałów i takie w rzeczywistości są. Zieliński BAGS charakteryzuje się mocnym, rockowym stylem i odważnym designem. Surowość materiałów, prosta i minimalistyczna forma dodaje torebkom mocnego charakteru, ale też pewnej nonszalancji i zadziorności.

W pracowni Zieliński BAGS powstają torby, worki, plecki i nerki. Zajrzyj jeśli lubisz mocne szwy, solidne dodatki i precyzyjne wykonanie>>>

Zdjęcia: archiwum właścicieli poszczególnych marek; zdj.10 i 11 – Ewa Moskalik Pieper; zdjęcie główne – Agnieszka Kaczanowska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj

Pracująca zawodowo mama jest jak strażak na dyżurze!

Agnieszka i Karolina zaraz po studiach założyły swój biznes. To nie był impuls, ani marzenie, ale potrzeba realizowania swoich pasji. Dziś mija 10 lat odkąd wspólnie prowadzą firmę projektującą wnętrza Goryjewska.Górnisiewicz. Zaczynały od pierwszych projektów w piwnicy Agnieszki, a dziś zatrudniają kilka osób. W przeciągu tych 10 lat, Agnieszka i Karolina nie tylko rozwijały firmę, ale również założyły swoje rodziny, co wiąże się z godzeniem obowiązków zawodowych i rodzinnych. Jak sobie radzą opowiadają w naszej rozmowie.
  • Ewa Moskalik - Pieper - 13/09/2018

Karolino, Agnieszko Wasza pracownia goryjewska.górnisiewicz w tym roku obchodzi swoje dziesięciolecie. To kawał czasu. Zaczynałyście razem ją prowadzić jeszcze jako studentki Wydziału Architektury Wnętrz na krakowskiej ASP. Opowiedzcie jak wyglądały początki Waszej działalności. Czy marzyłyście o własnej firmie, czy to był impuls?

Agnieszka: Nie był to impuls, ale też nie marzenie. Chciałyśmy po prostu robić to co było naszą pasją i chciałyśmy robić to dobrze.

Karolina: Będąc jeszcze na studiach zaczęłyśmy wspólnie projektować, żeby zdobyć doświadczenie. Nie chciałyśmy wraz z obroną pracy znaleźć się w punkcie zerowym. Byłyśmy po prostu cholernie ambitne i pracowite 🙂

Agnieszka: Niesione falą entuzjazmu, nie wiedziałyśmy jeszcze na co się piszemy. 🙂

Karolina: Parafrazując Jana Kulczyka, gdybyśmy wiedziały, że nie da się pewnych rzeczy zrobić, to nie osiągnęłybyśmy ich. 🙂

Na Waszej stronie znalazłam też informację, że obie wykładacie na Wydziale Architektury Wnętrz, czyli stawiacie nie tylko na prowadzenie firmy, ale również na ciągły rozwój.

Karolina: Rozwój w naszej branży jest niezwykle ważny. Zawsze śledzimy obowiązujące trendy i nowości. Praca na uczelni była kontynuacją naszej pracy naukowej.

Agnieszka: Rozwijamy się na wielu płaszczyznach. Chcąc pogłębiać swoją wiedzę z zakresu architektury wnętrz obie skończyłyśmy studia trzeciego stopnia i obroniłyśmy prace doktorskie. Nasz zawód nie pozwala na stanie w miejscu, a kontakt ze studentami pobudza kreatywność i intelekt.

Karolina: Daje też dużo satysfakcji i radości.

Wasze pierwsze biuro mieściło się w mieszkaniu, w suterenie. Dziś zatrudniacie kilka osób. Jak Wam się razem pracuje? Czy po tylu latach, można powiedzieć, że rozumiecie się bez słów? Czy zawsze się we wszystkim zgadzacie?

Karolina: Zaczynałyśmy projektować w piwnicy u Agnieszki, gdzie stworzyłyśmy sobie pracownię.

Agnieszka: Dziś zatrudniamy projektantów i z powodzeniem możemy powiedzieć, że firma rozwija się dynamicznie.

Karolina: Myślę, że zawsze rozumiałyśmy się bez słów, co między innymi było powodem podjęcia decyzji o wspólnej pracy.

Agnieszka: Nie znaczy to, że zawsze się ze sobą zgadzamy, ale dzięki temu, że mamy do siebie zaufanie, możemy konfrontować swoje pomysły i dochodzić do jak najlepszych rozwiązań.

Karolina: Podstawą działania naszej firmy jest to, że lubimy ze sobą przebywać, pracować i nadajemy na tych samych falach estetycznych.

Agnieszka: Oraz świetnie się uzupełniamy.

Na co dzień oprócz wspólnego prowadzenia firmy przyjaźnicie się i wspieracie prywatnie. Tak było chociażby wtedy, gdy rodziły się Wasze dzieci. Jak to nazwałaś Agnieszko – że jesteście mistrzyniami pracy na zmianę? 🙂

Karolina: Mam wrażenie, jakby rodzenie dzieci, było niekończącym się procesem w naszym duecie. Od początku dzieci są nieodłącznym elementem naszej pracy zawodowej.

Agnieszka: Pracujemy na zmiany. Jest to możliwe dzięki przyjaźni i ogromnemu zaufaniu, którym darzymy siebie nawzajem.

Karolina: Ja widzę to trochę inaczej. Moja starsza córka po prostu wychowała się w pracowni, a Agnieszka szybko wracała z obu urlopów macierzyńskich. Każda z nas próbuje znaleźć, jak najlepsze rozwiązanie, choć bywa to trudne  🙂

Macie w sumie czwórkę dzieci. Jak łączycie prowadzenie firmy z życiem rodzinnym?

Agnieszka: Najlepiej, jak się tylko da. Praca nie jest priorytetem lub chciałabym, żeby tak było 🙂 Pracująca zawodowo mama jest, jak strażak na dyżurze. Pożar trzeba gasić często równocześnie na różnych frontach. Jest bezawaryjną maszyną wielozadaniową. 🙂

Karolina: Jak chyba wszystkie pracujące zawodowo mamy próbujemy się rozdwoić.

Ważne jest, żeby odpuszczać sobie i nie widzieć tylko tego czego nie zrealizowałyśmy w danym dniu. Trzeba przygotować się na to, że nie zawsze będzie idealnie i nauczyć się dobrze ustawiać priorytety. Pomaga również dobry system i organizacja.

Jak rozwiązujecie kwestię urlopów i wakacyjnych wyjazdów?

Agnieszka: Wciąż testujemy różne rozwiązania. Czasem jeździmy na zmiany, czasem zamykamy pracownię na czas urlopu.

Karolina: W związku z tym, że nasi pracownicy są coraz bardziej samodzielni, postanowiłyśmy w tym roku pojechać na wakacje wspólnie.

Agnieszka: Mimo dziesięciu lat, czeka nas pierwszy urlop razem.

Karolina: Przyznam, że nie możemy się już doczekać, bo jedziemy do Toskanii, gdzie czeka nas mnóstwo inspiracji i pięknych widoków.

Wierzę, że jako sprawnie działający zawodowo team, tym bardziej sprawdzicie się na wspólnych wakacjach 🙂 Co mogłybyście przekazać kobietom, które marzą o własnej firmie, ale wciąż się wahają?

Agnieszka: Może to zabrzmi banalnie, ale zawsze warto walczyć o swoje marzenia, bo nikt za nas ich nie spełni , a życie nie będzie na nas czekać.

Karolina: Ja mogę powiedzieć, że jesteśmy żywym przykładem tego, że się da i nie warto się bać, bo jak mówi przysłowie, strach ma wielkie oczy.

Co w prowadzeniu własnego biznesu najbardziej Wam jako mamom przeszkadza, a co wyjątkowo sobie cenicie?

Karolina: To ciekawe pytanie… Dla mnie to, że jestem mamą jest tak naturalne, że nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Wyzwaniem jest na pewno ustanowienie granic. Nasi klienci muszą zrozumieć, że w weekendy nie zajmujemy się pracą, a po godzinie 16.00 rozmowa z nami, odbywa się przy akompaniamencie płaczu, krzyku lub nieustająco powtarzanego słowa maamoo 🙂

Rodzina daje mi balans, dzięki niej nie wpadłam jeszcze w pracoholizm i mam inne życie poza biurem, co dla wielu naszych koleżanek, które nie mają dzieci, nie jest takie oczywiste.

Agnieszka: Mnie bycie mamą nie przeszkadza w prowadzeniu firmy, ale czasem biznes potrafi przeszkadzać w byciu mamą, trzeba pilnować aby pomiędzy tymi strefami panowała równowaga. Dla mnie koktajl pt: pracująca mama to mieszanka idealna, zbilansowana doza samorealizacji i niezależności z domieszką rodzinnej oazy i zmiany pieluch.

Bardzo dziękuję Wam za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik-Pieper

Zdjęcia: K. Łysek; Dorota Ostrowska.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Jak połączyć wychowanie dzieci i pracę zawodową? – list do redakcji

Dostajemy od Was listy, które publikujemy na portalu, bo dają nam energię do działania, ale nie tylko. Często również pokazują ciekawe inicjatywy i historie, od których można czerpać i inspirować się. Tym razem napisała do nas Katarzyna. To krótka, ale bardzo fajna historia. Przeczytajcie, bo po raz kolejny okazuje się, że chcieć to móc!
  • Listy do Redakcji - 12/09/2018

Jak połączyć wychowanie dzieci i pracę zawodową?

Obserwuję Waszą stronę i FB już od jakiegoś czas, ponieważ długo szukałam miejsca dla siebie, które pozwoliłoby mi połączyć wychowanie moich dzieci i pracę zawodową. Zrządzeniem losu znalazłam na jednej z lokalnych grup dla mam na Facebooku, ogłoszenie o pracy w klubiku dziecięcym Coco Cafe. Ogłoszenie było o tyle zaskakujące, że właścicielka napisała o możliwości przychodzenia z własnym dzieckiem.

Dla mnie jako mamy maluchów (syn ma 3,5 roku, a córka niecałe 2 lata) było to niesamowicie komfortowe rozwiązanie. Nie musiałam oddawać mojej córeczki do żłobka, a z synem też mogłam spędzić więcej czasu. Praca była idealna nie tylko dlatego, że godziny pracy 9 – 14 były super, ale ponieważ uwzględniała to, że dzieci czasem chorują i trzeba z nimi spędzić więcej czasu w domu. Ponieważ jest nas więcej możemy, w razie potrzeby, zastąpić jedna drugą.

Mama pracuje

Kasia też jest mamą, która pracowała w tym klubiku przyprowadzając do niego własną córkę. Kontynuuje ten właśnie model zatrudniania, bo wie jak często mamom jest trudno rozstać się z dzieckiem, a chciałyby też mieć własne pieniądze.

Wartością dodaną jest to, że dziecko oprócz bliskości mamy ma możliwość uczestniczenia we wszystkich proponowanych zajęciach, dzięki temu zyskuje pewność siebie. Moja córka dostała się do żłobka i wiem, że będzie jej znacznie łatwiej zaadaptować się do planu dnia obowiązującego w placówce.

Rodzice, którzy zostawiają nam swoje dzieci oprócz ciekawych zajęć i konkretnego usystematyzowanego planu dnia, podobnego do przedszkolnego, mają także możliwość, jeśli dziecko tego potrzebuje, być z nim na zajęciach.

Miejsce dla mamy

Piszę to ponieważ tak mało jest możliwości i miejsc gdzie mama i dziecko mogą być razem, tak by dziecko korzystało z możliwości przebywania z innymi maluchami, a mama mogła trochę zarobić.

Jestem wdzięczna Kasi za to, że dostrzegła potrzebę stworzenia takiego miejsca i że nie boi się zatrudniać właśnie mam z maluchami łamiąc stereotyp, że mama z małym dzieckiem to zły pracownik.

Kasia

Zdjęcie: Storyblocks.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Listy do Redakcji

Poglądy wyrażone w listach są wyłącznie poglądami ich autorów i nie mogą być uznane za poglądy Redakcji Mamo Pracuj.

Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail