Czego szukasz

Podział obowiązków i planowanie… na wesoło!

Podział obowiązków domowych to dla Was przyjemność czy wręcz odwrotnie? Basia Krakowska, z którą dzisiaj rozmawiamy, długo testowała różne rozwiązania, aż znalazła swoje idealne, sprawdzone i zaakceptowane przez domowników. Tak powstały Zadaniaki TuDu, które rodzicom ułatwiają życie, a dzieciom dają mnóstwo radości! Od dzisiaj podział obowiązków to po prostu jeszcze jedna wspólna zabawa!

Wesoła rodzinka dzieli się obowiązkami z pomocą Zadaniaków

Basia Krakowska, autorka Zadaniaków TuDu, sama pisze o sobie, że jest matką, żoną, córką, siostrą, przyjaciółką, sąsiadką, szefową, pracownicą, sekretarką, sprzątaczką, praczką, kucharką, mediatorem, sportsmenką, pielęgniarką, etatową księżniczką lub/i rumakiem, fryzjerką etc. I kiedy czytam te słowa, czuję wielką bliskość i zrozumienie, przecież ja też tak mam… czyżby bycie „perpetuum mobile” było wkalkulowane w macierzyństwo?

Basiu, zgadzasz się? No i jak poradzić sobie z tymi wszystkimi rolami i nie zwariować?

W każdej z tych ról czuję się dobrze. Jedynym ogranicznikiem jest czas. Bo kiedy trzeba zrobić 20 rzeczy na raz, działa się pod wpływem stresu, a wtedy rzeczy przestają cieszyć. Moim „wytrychem” jest planowanie. Ale planowanie wcale nie musi oznaczać upychania wszystkiego do kalendarza. Już wiem, że aby dobrze zarządzać czasem musimy być świadomym potrzeb swoich i swoich bliskich, no i umiejętnie wyznaczać priorytety. Jest przecież tyle dziedzin życia, o które chcemy zadbać: rodzina, praca, zdrowie, rozrywka itd. Moim osobistym kluczem do szczęścia i efektywności w działaniu jest właśnie równowaga między tymi dziedzinami…

Proszę opowiedz nam, jak to się stało, że stworzyłaś Zadaniaki TuDu?

zadaniaki_lodowska_640

I ja i moja rodzina bardzo potrzebowaliśmy Zadaniaków (śmiech). Chciałam nauczyć moje dzieci systematyczności i porządku, ale szybko przekonałam się, że nie da się tego zrobić nakazami, karami, ani nawet nagrodami. Wiedziałam, że aby je czegoś nauczyć, muszę najpierw popracować nad moim podejściem do obowiązków i stać się dla nich przykładem. I faktycznie wspólny grafik z zadaniami okazał się strzałem w dziesiątkę. Wzajemne motywowanie się, wspólne planowanie i rozmowy o naszych priorytetach bardzo nas do siebie zbliżyły i były świetną zabawą. Efekty zobaczyliśmy wszyscy! Wtedy postanowiłam ulepszyć naszą wersję, żeby jeszcze milej się z niej korzystało, a im bardziej się klarowała, tym częściej myślałam o tym, żeby podzielić się Zadaniakami ze światem.

Jak długo pracowałaś nad prototypem? Masz dwie córeczki, pewnie z tym czasem nie jest za łatwo…

Szkic produktu powstał na potrzeby naszego domu, ale kiedy podjęłam decyzję o założeniu firmy i rozpoczęciu produkcji doszło mnóstwo nowych kwestii, których nie brałam wcześniej pod uwagę. Żeby wypuścić produkt na rynek musiałam być go absolutnie pewna. Musiał być w 100% bezpieczny, wykonany z najlepszej jakości surowców. Dużo czasu poświęciłam na znalezienie dostawców, którzy spełnialiby wszystkie wymagania. Wszystko ciągnęło się dość długo, tym bardziej, że nad projektem pracowałam najczęściej w trybie wieczorowo-nocnym.

Testowałaś zapewne Zadaniaki na rodzinie. Kto jeszcze uczestniczył w testach?

Tak, pierwsze prototypy testowałam na mojej rodzinie i znajomych. To oni dali mi dużo wskazówek, jak sprawić, żeby Zadaniaki jeszcze lepiej odpowiadały ich potrzebom. Później do testów dołączyli pedagodzy i psycholog dziecięcy. Dzięki temu powstała ostateczna wersja produktu.

mock_up_rodzinka_640

Kto Cię wspierał na starcie? Zbudowałaś sobie jakieś ścisłe grono współpracowników czy jednak działasz sama?

Wspierali mnie wszyscy: mąż, rodzice, dzieci i moja wspaniała siostra Ania, która zawsze służyła mi dobrą radą… a jak trzeba było, to przysłowiowym kopniakiem (śmiech). Bardzo dużo zawdzięczam też Magdzie Urban z Coco Projekt, która zadbała o wizualną stronę Zadaniaków.

Czy przygotowałaś sobie biznes plan? Miałaś założenia, przemyślany system dystrybucji czy raczej zdałaś się na intuicję?

Oczywiście, że miałam biznes plan. Ba, nawet kilka! (śmiech). Wiele moich założeń się sprawdziło, ale dużo mnie też zaskoczyło. Tak naprawdę, to dopiero rozmowy z klientami i empiryczne poznanie rynku pozwoliły mi precyzyjnie określić kierunek, w którym chcę się dalej rozwijać.

Czy dzisiaj zrobiłabyś coś inaczej?

Jest sporo takich rzeczy. Ktoś powiedział, że „jeśli człowiek po roku pracy nad czymś nadal zrobiłby wszystko tak samo, to znaczy, że niewiele się przez ten rok nauczył”. Tego się trzymam 😉

Czym się różnią poszczególne wersje Zadaniaków – np. wersja Montessori od reszty i skąd pomysł na różne wersje?

zadaniaki_standard_tabliza_640

Główną różnicą wersji Mini, Standard i MAX jest wielkość zestawów. Chciałam, żeby każdy mógł kupić taki zestaw, którego potrzebuje, bez przepłacania za zbędne elementy. Pedagogika Marii Montessori koncentruje się na rozwoju motywacji wewnętrznej i uniezależnianiu od nagród, dlatego w zestawie tym nie znajdziemy elementów motywacyjnych.

Jakie masz plany na przyszłość? Twoim flagowym produktem są Zadaniaki, ale pewnie masz głowę pełną pomysłów? Zdradzisz nam trochę?

Zdecydowanie produktem wiodącym są Zadaniaki TuDu, ale w dziale „akcesoria” znajdują się także produkty uzupełniające. Nowością jest suchościeralna tablica magnetyczna, która może posłużyć jako baza do umieszczenia Zadaniaków TuDu. Takie domowe centrum zarządzania. W ofercie są też m.in. pisaki  czy podklejki dla tych, którzy chcą przymocować planer na ścianie lub na szafkach. Stopniowo będę poszerzać asortyment.

W tej chwili trwają już prace nad stworzeniem nowej linii produktów, które także łączą zabawę z organizacją, tym razem jednak z przeznaczone będą dla starszych użytkowników. Mogę tylko zdradzić, że takiego produktu jeszcze nie było! No i zapraszam do zaglądania do mojego sklepu >

Wspaniale! Już nie możemy się doczekać! Dziękuję za rozmowę i  życzę Ci Basiu mnóstwa frajdy z rozwijania swoich pomysłów!

Dziękuję!

basia_krakowska_zadaniaki_400

Rozmawiała: Agnieszka Czmyr-Kaczanowska

Zdjęcia: własność www.zadaniakitudu.pl

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Podyskutuj

Jak porozumieć się się z dzieckiem?

Co to tak naprawdę znaczy dla Ciebie być rodzicem? Jak zachęcić dziecko do współpracy? Codzienne sytuacje z życia skłaniają nas i wielu innych rodziców, do świadomego poszukiwania odpowiedzi na te pytania.
mama umawia się na coś ze swoją córeczką, rozmawiają

Jak porozumieć się z dzieckiem?

Moment urodzenia dziecka to moment powołania rodzica na rodzica. Formalnie rodzicami stajemy się w ciągu kilku chwil. Jednak mentalnie, tak w głębi duszy nasza świadomość „bycia rodzicem” dopiero się budzi do życia wraz z urodzeniem dziecka. I co więcej, zarówno z upływem lat, jak i z narodzinami kolejnego dziecka, krok po kroku stajemy się rodzicami.

Codzienne sytuacje z życia skłaniają nas i wielu innych rodziców do świadomego poszukiwania odpowiedzi na pytanie:

Co to tak naprawdę znaczy dla mnie być rodzicem?

W głowie rodziców pojawiają się pytania:

  • Co znaczy dla mnie dzisiaj być rodzicem?
  • Jakim rodzicem chcę być?
  • Jakiego rodzica potrzebuje moje dziecko?
  • Skąd mam wiedzieć, że właśnie takim rodzicem dobrze jest być?
  • Jak mam być pewny/a, że wybierając ten model wychowawczy, strzelam w dziesiątkę?
  • Czy wychowanie dziecka jest o wychowaniu dziecka?

Te pytania można mnożyć, gdyż niemal codziennie pojawiają się nowe. Każdy dzień z dzieckiem jest inny. Jednego dnia dominuje radość, innego złość czy strach. Przez pół roku Twoje dziecko z Tobą jako rodzicem współpracuje tak, jak sobie wymarzyłeś/aś, a potem przez kolejne miesiące nie możesz nadążyć nad zrozumieniem jego pomysłów. Okazuje się, że rodzicielstwo to istna karuzela, a czasami rollercoaster, nieprawdaż? Aż chciałoby się, tak choćby na chwilkę lub dłużej, znaleźć jakiś stały grunt, jakąś twardą, pewną drogę, jasne wytyczne…

Przeczytaj także: Cała prawda o Porozumieniu Bez Przemocy. Kiedy działa, a kiedy nie?

Porozumienie bez Przemocy

Dla wielu rodziców mapą do znalezienie takiej drogi stał się proces Porozumienia Bez Przemocy (ang. Nonviolent Communication) zaproponowany przez amerykańskiego psychologa Marshalla B. Rosenberga. Podejście stworzone i dedykowane nie tylko rodzicom, lecz różnym grupom ludzi. Z powodzeniem można je stosować w firmie, w szkole, w dziale HR itp. Dlaczego? Bowiem ono jest po prostu dla ludzi – małych i dużych, co z naszego punktu widzenia, zmniejsza ryzyko manipulacji.

W Porozumieniu bez Przemocy nie chodzi o to by „poprawnie” stosować metodę, by aplikować formułki, itp. Porozumienie Bez Przemocy zwane też jest językiem serca, bo kluczowa jest w tym podejściu autentyczność – świadomość tego, co w danej chwili jest dla mnie ważne, zauważanie co jest ważne dla drugiej osoby i poszukiwanie wspólnej przestrzeni na spotkanie, gdzie możliwe są rozwiązania wygrany-wygrany.

Spotkanie ze sobą i drugim człowiekiem jest tutaj kluczowe. Czasami spotkamy się tylko na krótką chwilę, a czasami wspólnie możemy obiec kulę ziemską. Bo liczy się kontakt, gdyż będąc w kontakcie możemy odkrywać nowe wspólne ścieżki dojścia do szerokiej, pewniejszej drogi.

Interesują Cię nasze propozycje dla rodziców?

Zapisz się do newslettera Mamo Pracuj i nie przegap żadnych nowości!

Zapisując się na newsletter, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych na zasadach określonych w polityce prywatności. W każdej chwili zgodę możesz wycofać.

Jak to działa?

Jedno z głównych założeń PBP brzmi: wszyscy mamy te same piękne, uniwersalne potrzeby. Mamy je, bo jesteśmy ludźmi. Kropka. Zatem potrafimy dostrzegać potrzeby zarówno swoje, jak i innych. Na przykład mój towarzysz podróży potrzebuje teraz odpoczynku. Ja natomiast tęsknię za ruchem i wyzwaniem. Gdy umiem choć dostrzec piękno naszych potrzeb – to robię ważny krok do porozumienia.

Inne założenie jest takie, iż wszystko co robimy, robimy po to, by zaspokoić swoje potrzeby. Co więcej, potrzeby możemy zaspokajać na wiele rożnych sposobów, tylko czasem trudno jest nam je samemu dostrzec, a bywa i tak, że z różnych przyczyn jesteśmy przywiązaniu do jednego, konkretnego sposobu zaspokojenia swoich potrzeb.

Są to sytuacje, w których trudno uniknąć konfliktu czy kłótni. Marshall Rosenberg powiedział, że każdy konflikt (naprawdę każdy) da się rozwiązać w ciągu 20 minut od momentu, gdy obie strony dostrzegą swoje i drugiej strony potrzeby. I to właśnie przejście z poziomu strategii (czyli konkretnego sposobu działania czy zaspokajania potrzeb), na poziom potrzeb zwiększa prawdopodobieństwo wypracowania rozwiązań wygrany-wygrana.

Co więcej, nierzadko pomysły, które wpadają nam aby zaspokoić te potrzeby, krzywdzą innych, a nawet nas samych. I to nie jest miłe. Czasami nawet nie robimy tego specjalnie, tak po prostu się zdarza. Aby jednak świat ulepszać, a nie pogrążać w bólu, możemy zauważyć ten fakt, jak w poniższym przykładzie, w którym mama mówi do 4-latki, która uderzyła koleżankę:

  • Zezłościłaś się, bo chciałabyś być zapytana o zdanie i sama zdecydować, czy chcesz oddać swoją część pizzy? Czy tak?

lub

  • Podejrzewam, że Kasia się przestraszyła? Być może nawet nie wiedziała, że to jest dla Ciebie ważne? Chcesz jej o tym powiedzieć?

To jest moment, w którym mama wybiera czy chce wspierać córeczkę i jej koleżankę w sporze, aby zobaczyły, co mogło być jego źródłem. Bez oceniania czy krytykowania którejkolwiek.

Mogła również powiedzieć autentycznie i ze szczerością.

  • Uderzyłaś Kasię. Nie chcę, aby ktokolwiek był uderzany w tym domu. Zobacz, następnym razem, możesz powiedzieć głośno stop i pokazać o tak rączką, że się nie zgadzasz i potrzebujesz pomocy. Co Ty na to?

Oczywiście mogła też wybrać, pogrążanie w bólu drugiej strony i powiedzieć:

  • Wstydź się. Nie wolno bić innych. Oddaj za karę Kasi całą pizzę.

albo

  • Litości, nie mogę już z tobą wytrzymać… Jesteś taka niegrzeczna.

Co rodzic powinien zrobić w takiej czy tysiącach innych sytuacji? Czy jest jakieś „powinien?”

Przeczytaj także: Jak rozmawiać o koronawirusie z dziećmi?

4 płaszczyzny porozumienia

Mapa procesu PBP wspiera nas w tym poprzez zaproszenie nas, abyśmy za każdym razem, gdy mierzymy się z jakąś sytuacją, spróbowali zobaczyć ją na 4 płaszczyznach:

1. Co widzę? co słyszę? – czyli jakie są fakty, czyste obserwacje.

2. Co czuję w związku z tym?

3. Co dla mnie jest ważne, co być może nie jest spełnione, jakaś istotna potrzeba czy wartość?

4. O co chcę poprosić siebie czy drugą stronę, aby móc spełnić zauważone potrzeby?

Oczywiście nie zawsze jest to łatwe. Szczególnie, gdy przez wiele lat przywykliśmy to innego sposobu działania. Jeśli nie podobało się nam jakieś zachowanie, ocenialiśmy je, krytykowaliśmy, dawaliśmy natychmiast pouczenie, nierzadko zawstydzaliśmy czy wpędzaliśmy drugą osobę w poczucie winy.

I niestety często byliśmy zdziwieni, że wcale takie działania nie przynosiły nam rezultatów, o których marzyliśmy. My wcale nie czuliśmy się lepiej, druga osoba nie rozumiała naszych intencji, a dodatkowo niekorzystnie wpływało to na naszą z nią relację. A przecież wszystkim nam zależy, aby było nam lepiej, lepiej naszym dzieciom. Po prostu lepiej.

Oczywiście PBP nie jest jedynym sposobem na ulepszanie życia, relacji i komunikacji z innymi. Niemniej jednak widziałam wielokrotnie, z jaką siłą ludziom udawało się odnaleźć to, co jest dla nich i/lub drugiej osoby ważne właśnie dzięki postawie, która skupia uwagę na faktach, uczuciach, potrzebach i prośbach. I dopiero z tego miejsca ruszyć do wymyślania nowego rozwiązania na zaspokojenie jak największej liczby potrzeb.

Przeczytaj także: Dlaczego dzieci zachowują się tak, jak się zachowują?

Dlaczego to działa?

Odpowiedź dlaczego dzięki tym czterem obszarom udaje nam się dotrzeć do rozwiązania, udzielał sam twórca PBP. Mówił, że nie wynalazł niczego nowego, a jedynie opisał to, co jest głęboko ludzkie i co sprawia, iż jesteśmy szczęśliwi. A odkrywał to obserwując życie ludzi, którzy mimo ciężkich warunków, potrafili mieć uśmiech na twarzy i współczującą postawę wobec innych.

Marshall uważał bowiem, że możemy odkryć tę współczującą postawę wobec siebie i innych dzięki uważności na słowa jakich używamy i w jaki sposób ich używamy. Wobec siebie i wobec innych. Im więcej używamy słów bez ocen, bez krytyki, bez poczucia winy, tym bardziej otwieramy przestrzeń na empatię i życzliwość, ale co ciekawe również na kreatywność.

Zatem jeśli miałabym się powiedzieć, co przede wszystkim powinien praktykować rodzic, powiedziałabym: c i e k a w o ś ć. Ciekawość siebie i swojego dziecka. A wówczas ani karuzela, ani rollercoaster nie będzie wydawał się bezdrożem, a jedynie nieprzewidywalną drogą, ale jednak drogą, na której mogą się spotkać dwie ludzkie istoty.

Zdjęcie: Canva

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:

Certyfikowana trenerka Porozumienia Bez Przemocy oraz mediatorka i coach. Założycielka strony internetowej dla rodziców Ekodzieciak.pl. Autorka książki "Noś swoje dziecko. Dlaczego, jak i w czym" oraz współautorka książki "Dogadać się z dzieckiem. Coaching. Empatia. Rodzicielstwo." Wierzy, że zmiana jest częścią życia. Mama dwójki dzieci, dzięki którym wszystko co powyżej napisane powstało.

Podyskutuj

Dlaczego rowerki biegowe są najlepszymi konstrukcjami dla najmłodszych kolarzy?

Mamy już wiosnę, a wraz z nią rodzice poszukują nowych sposobów na rozrywkę dla swoich pociech. Doskonałym sposobem na zabawę połączoną ze wsparciem prawidłowego rozwoju są rowerki biegowe, z których mogą korzystać dzieci już od 18 miesiąca życia. Dowiedzmy się więcej o tych konstrukcjach i dlaczego warto je wprowadzić do życia malucha przy pierwszej możliwości.

Rowerki biegowe – konstrukcje dla najmłodszych

Jednoślady, na których dziecko porusza się odpychając się nogami produkowane są z myślą o maluchach od 18 miesiąca do 5 roku życia. Konstrukcje takie jak rowerki biegowe Puky zapewniają dzieciom bezpieczeństwo poruszania się, doskonałą zabawę i wygodę. Modele skierowane są do różnych grup wiekowych i posiadają określone możliwości dopasowania, by rowerek rósł razem z dzieckiem i jego szybka wymiana nie była konieczna.

Zalety stosowania rowerków biegowych

Chyba każdy rodzic zdaje sobie sprawę z tego, że aktywność fizyczna na świeżym powietrzu ma dobroczynny wpływ na malucha. Nie wszyscy jednak muszą wiedzieć, że rowerki biegowe wpływają na to, jak rozwija się mózg dziecka. Dzięki naprzemiennemu odpychaniu się od podłoża półkule mózgu dziecka ze sobą współpracują, tworząc lepsze połączenia, co rzutuje na dorosłe życie.

Ważne jest także to, że rowerki biegowe rozwijają w dziecku zmysł równowagi, ciekawość otaczającego go świata i pasję do jazdy na jednośladzie. Gdy od wczesnych lat dziecko poznaje zalety przemieszczania się na rowerze, to w przyszłości jest znacznie bardziej aktywne, co często skutkuje prowadzeniem zdrowszego trybu życia. Rowerki biegowe pozwalają dzieciom lepiej rozwijać się zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Właściwie wybrany model z pewnością przypadnie maluchowi do gustu i pozwoli mu cieszyć się nową pasją w ekspresowym tempie.

Kiedy wprowadzać rowerki biegowe do życia dziecka?

Producenci zawsze podają dla jakiego przedziału wiekowego przeznaczają swój model. I choć istnieją rowerki biegowe przeznaczone do używania na zewnątrz dobre dla dzieci od 18 miesiąca życia, to nie zawsze mogą być one wprowadzone już w tym wieku. Każdy rodzic powinien indywidualnie obserwować swoje dziecko i podjąć decyzję na bazie własnych obserwacji z kontaktów dziecka z jednośladem.

Niektóre maluchy ledwo nauczą się chodzić i zaczynają śmigać na rowerkach tak, że rodzicom ciężko je dogonić, inne mają problem z nauczeniem się takiej formy przemieszczania się i rozpoczynają jazdę na rowerku biegowym dopiero w wieku 3 czy 4 lat.

Ważne jest, by spokojnie i powoli pokazywać maluchowi na czym to polega. Kupiony za wcześnie rowerek dobrej jakości z pewnością się nie zmarnuje, gdyż te nie tracą wiele na wartości przez lata i często są przekazywane między członkami rodziny lub odsprzedawane po wyrośnięciu.

Gdzie kupować rowerki biegowe?

Poszukując konstrukcji renomowanego producenta i licząc na profesjonalną pomoc w doborze modelu dopasowanego do potrzeb naszego dziecka, powinniśmy wybrać się do dobrego sklepu rowerowego. Takim miejscem jest BikeSalon, którego lokalizacje odwiedzimy w stolicy oraz trójmieście. Rowerki biegowe w Warszawie kupimy przy ulicy Wrocławskiej 25 na Bemowie oraz Ostrobramskiej 38b na Pradze. Rowerki biegowe w Gdańsku możemy znaleźć w BikeSalonie mieszczącym się w galerii City Meble przy alei Grunwaldzkiej 211. Rowerki biegowe online możemy kupić pod adresem bikesalon.pl.

Wybierając rowerki biegowe powinniśmy brać pod uwagę to, co najlepsze dla jego przyszłego użytkownika. Najlepiej jest w sklepie pokazać dziecku różne warianty kolorystyczne modelu, który spełnia jego warunki fizyczne. Wizualnie atrakcyjny dla dziecka produkt umożliwi mu łatwiejsze przystosowanie się do jazdy jednośladem i zapewni znacznie lepszy początek rowerowej pasji.

Zainteresowany zakupem? Kup online na BikeSalon.pl lub odwiedź jeden z naszych punktów stacjonarnych:
Warszawa, ul. Wrocławska 25
Warszawa, ul. Ostrobramska 38b
Gdańsk, aleja Grunwaldzka 211

Źródło: Sklep i Serwis rowerowy BikeSalon.pl

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×