Czego szukasz

Plakaty SmartEDU – sprytny sposób na naukę alfabetu

Potrzeba matką wynalazku i właśnie z takiej potrzeby zrodził się w głowie Moniki Stanisławskiej – Lewandowskiej i jej męża pomysł na plakaty SmartEDU. Autorka bloga Wikilistka, miłośniczka piękna, pragnąca żyć świadomie według własnej filozofii „smart life” i inspirująca kobiety do lepszego życia, w wyniku rozmowy ze swoją czteroletnią wówczas córką stworzyła narzędzie, które w praktyczny sposób pomaga dzieciom rozpoznawać literki we wszystkich trzech formach.

Monika Stanisławska - Lewandowska

Kiedy pojawił się pomysł na Twój własny biznes i dlaczego właśnie taki? Jak wyglądały początki?

Pewnego dnia przyszła do mnie – wówczas 4-letnia – córka z jakimś moim starym zeszytem i książką i zapytała: “Mamo, a co to jest?” “A to i to?”, wskazując na litery A – drukowaną oraz pisaną małą i wielką. Gdy zgodnie z prawdą odpowiedziałam, a ona zadała jeszcze kilka uzupełniających pytań, zmierzających ku temu, czy każde A oznacza to samo, 4-latka zastrzeliła mnie pytaniem “Mamo, skoro każdy z tych wzorków oznacza to samo, to po co mamy 3 litery A???”.

W tamtym momencie zrozumiałam, gdzie leży pierwszy błąd w większości pomocy naukowych, jakimi ją otaczaliśmy i jakie były dostępne wtedy na rynku. Wspólnie z mężem szybko doszliśmy do wniosku, że podstawą jest oswojenie dzieci z faktem współistnienia liter pisanych i drukowanych i tak narodził się pomysł na plakaty SmartEDU.

Jak wygląda proces projektowania, wymyślania nowych produktów, projektów?

Pierwsze plany głównego plakatu, czyli alfabetu SmartEDU powstawały poprzez obserwację dzieci. Rozmawialiśmy z moją córką i odwiedzającymi ją dziećmi, pytaliśmy o skojarzenia przedmiotów na daną literę oraz pokazywaliśmy niektóre obrazki, żeby sprawdzić dziecięcą interpretację.

Dość szybko wyklarował się podział, w którym dziewczynki chciały sukienek, jednorożców i „W” kojarzyły z warkoczami, a chłopcy opowiadali o robotach, motocyklach i dinozaurach.

Uznaliśmy, że to naturalne dla tego wieku i poszliśmy tym nurtem, aby plakaty dostosować do dzieci, które chętniej uczą się z tego, co odpowiada ich zainteresowaniom. Tą drogą wyeliminowaliśmy też część naszych skojarzeń, które dla dzieci nie były jednoznaczne, np. encyklopedia dla większości dzieci była książką 🙂

Później było już szukanie odpowiednich czcionek, dobór obrazków, złożenie wszystkiego w całość, szukanie drukarni, prototypy, sesja zdjęciowa, kalkulacja kosztów. W międzyczasie stawianie sklepu, podpinanie płatności i cała masa innych rzeczy.

Jak wygląda planowanie i podział pracy?

W tej chwili sklep jest jeszcze takim dodatkowym etatem, poza naszymi głównymi zajęciami. Drukujemy plakaty na zamówienie, więc ja ogarniam to od strony logistycznej, mąż odbiera z drukarni. Pakujemy i wysyłamy na zmianę – w zależności od tego, kto akurat ma luźniejszy dzień.

Do mnie należy cała strona kreatywno-wizualno-logistyczna, a mój mąż dopina szczegóły, dba o detale i pilnuje wszystkiego technicznie.
Rozglądamy się również nad osobami, którym zdalnie będziemy delegować pewne zadania.

Jak godzicie pracę i życie rodzinne, wychowanie dzieci? Czy jest to w ogóle możliwe?

Nie mamy wyjścia 😉 Jesteśmy akurat w takiej sytuacji rodzinnej, gdzie dzieci są z nami 24/7 (starsza córka do południa jest w przedszkolu). Taki układ towarzyszy mi od początku macierzyństwa, więc jakoś naturalnie nauczyłam się z tym żyć.

Nie jest idealnie, bo – nie oszukujmy się – zawsze coś jest kosztem czegoś. Staramy się jednak zachowywać zdrowy balans. Przede wszystkim maksymalnie upraszczam sobie codzienność, o czym zresztą piszę na swoim blogu – www.wikilistka.pl.

Robimy zakupy raz w tygodniu, zazwyczaj gotujemy na zapas, mamy system względnego ogarniania w tygodniu oraz rzeczy, które odhaczamy w weekendy, gdy czasu jest trochę więcej.

Stawiamy też na możliwie największą samodzielność dzieci, staramy się pilnować w miarę stałego harmonogramu dnia, dzięki czemu np. przed 20-tą mamy już “wolne”, co pozwala swobodnie wygospodarować godzinkę na dodatkową pracę i zachować jeszcze chwilę na czas tylko dla nas.

Pomaga też konkretna lista zadań, podział obowiązków i unikanie rozpraszaczy podczas pracy, choć z tym – bywa ciężko, gdy facebook, instagram i pinterest są w pewien sposób moją pracą : )

Co w prowadzeniu własnego biznesu jako mama najbardziej Ci przeszkadza, a co wyjątkowo cenisz?

Myślę, że najtrudniejsze do zaakceptowania są dwie rzeczy. Po pierwsze nieregularne, zwłaszcza na początku dość trudne do oszacowania dochody, a po drugie brak realnego “L4”. Gdy jesteś na swoim, chore dziecko niestety nie sprawia, że lista zadań do zrobienia się kurczy.

Cenię sobie za to pełną niezależność i możliwość spędzania czasu z dziećmi. Nawet, gdy pracuję – jestem obok. Zawsze mogą przyjść się przytulić, pogadać i jestem, gdy trzeba ucałować stłuczone kolano albo podać gorącą herbatę i przykryć kocykiem przy przeziębieniu.

Jaka historia czy anegdota w czasie prowadzenia własnej firmy najbardziej Ci zapadła w pamięć?

W kontekście plakatów i rozwijania tej gałęzi naszego biznesu, chyba właśnie najbardziej początkowe dociekliwe pytania czterolatki, o których opowiedziałam na początku.

Gdybyś miała wskazać kroki milowe Waszego biznesu, jakie by to były momenty?

Przede wszystkim projekt plus prototyp. Gdy pokazałam go światu (społeczności mam, zgromadzonych wokół bloga), dostałam mega pozytywny feedback i wiedziałam już, że dziewczyny czekają na gotowy produkt.

Na początku nawet nie traktowałam tego jak duży projekt biznesowy – ot, stworzyłam plakat, którego potrzebowała moja córka, a że zajęło to sporo czasu, stwierdziłam, że nie chcę udostępniać go za darmo.

Później dostrzegłam jego unikatowość, widzę rosnące zainteresowanie i mamy pomysły na kolejne pokrewne produkty, a SmartEDU wyrasta na osobną, nową markę.

Jaką radę dałabyś mamom, które planują założenie własnej firmy?

Przede wszystkim sprawdźcie pomysł i w miarę możliwości najpierw budujcie społeczność.

“Założenie firmy” to bardzo ogólne pojęcie, bo pomysłów mogą być setki tysięcy, ale myślę, że ważne jest, by to co zaoferujemy dawało faktyczną wartość, by było potrzebne i unikatowe.

Swego czasu jak grzyby po deszczu pojawiały się dziecięce marki odzieżowe oferujące bezkształtne basicowe ubrania z nieobszytej dresówki i spora część z nich padła albo stoi w miejscu. W międzyczasie powstało kilka oryginalnych, z pomysłem, unikatowymi nadrukami, świetną jakością i przemyślanym marketingiem – to właśnie te wybiły się na skalę światową.

Na pewno dobry pomysł, zbadanie rynku i zainteresowania, próby budowania społeczności. Do tego warto ogarnąć kwestię reklamy na facebooku, emailmarketingu … i dobrej księgowej 🙂

Dziękuję Ci za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik – Pieper

Wywiad powstał we współpracy z platformą DaWanda.

Zdjęcia: archiwum Moniki.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie