Czego szukasz

Nie trać czasu na dojazdy – testujemy angielski online dla dzieci

Czy dla Ciebie wożenie dzieci na lekcje dodatkowe to też codzienna zmora, której chciałabyś się pozbyć, ale tłumaczysz sobie, że to dla dobra dziecka, dla jego rozwoju i na pewno kiedyś to poświęcenie zaprocentuje? Poniedziałek basen, wtorek balet, nie wspominając innych dni? Z tym basenem to nic się da zrobić, ale już np. lekcje angielskiego? Wiesz, że nie musicie nigdzie jeździć? Przetestowałam z moim synem lekcje angielskiego dla dzieci online. Sprawdź czy zdecydujemy się na taką formę nauki!

  • Karolina Wojtaś - 26/04/2019
dziewczynka uczy się angielskiego online

Angielski dla dzieci online

O Novakid powiedziała mi przyjaciółka. Ma trójkę dzieci, każde w wieku szkolnym – odwożenie ich na różne zajęcia zabiera jej pewnie solidne kilka godzin w tygodniu, więc często szuka innych rozwiązań. I znalazła Novakid.

Novakid to nic innego, jak szkoła języka angielskiego – póki co, nic odkrywczego. Nowością jest natomiast forma zajęć. Są one indywidualne, przeprowadzane przez anglojęzycznych nauczycieli i odbywają się w domu, choć nauczyciel znajduje się setki kilometrów od nas.

Zapytacie, jak to możliwe? To proste – firma wykorzystała najnowszą technologię. Dziecko umawiane jest na lekcję konkretnego dnia i o konkretnej godzinie. Przed rozpoczęciem zajęć należy przeprowadzić test – prędkości internetu, głośnika oraz kamery. Dodatkowo na dzień przed zajęciami dzwoni uprzejmy pan z obsługi, który omawia zajęcia pod kątem technicznym i odpowiada na wszystkie pytania. Kiedy przychodzi godzina „zero”, malec siada przed komputerem, wchodzi do wirtualnej klasy i czeka na nauczyciela, którego obraz wkrótce pojawia się na ekranie. Rozpoczyna się lekcja na żywo – malec widzi i słyszy nauczyciela, nauczyciel widzi i słyszy dziecko.

W trakcie zajęć nauczyciel oraz jego uczeń widzą także dodatkowe obrazy i mogą – przy użyciu myszki, wykonywać zadania na kolorowych planszach. Po ukończeniu jednego z etapów lekcji dziecko zostaje nagrodzone gwiazdką.

Pomyślałam: „bomba!”. Nie dość, że odpadają dojazdy, to jeszcze lekcje są indywidualne. Zapisaliśmy się na darmową lekcję próbną. I?

Novakid w opinii matki… i dziecka

Mój dziewięcioletni syn chodzi na lekcje angielskiego od roku, odbywają się one bardzo klasycznie – raz w tygodniu odwożę dziecko na 1,5-godzinne zajęcia. Język angielski nie jest mu zatem zupełnie obcy, aczkolwiek nie mogę jeszcze powiedzieć o oszałamiających postępach – po prostu „coś tam wie”, a same zajęcia bardzo lubi.

Kiedy zatem przedstawiłam mu propozycję odbycia bezpłatnej lekcji próbnej, z chęcią na nią przystał. Kłopoty zaczęły się dopiero, kiedy zbliżała się godzina zajęć. Widziałam nerwowość w oczach syna, pojawiły się pytania, „czy to muszą być lekcje tylko po angielsku?” i „ale będziesz obok? Bo ja nie znam tej pani”. Uspokoiłam go i przysiadł do komputera.

Gdy uśmiechnięta twarz nauczycielki pojawiła się na ekranie, zdumiała mnie jakość dźwięku i obrazu – najwyraźniej jestem już tym dinozaurem, który mówi: „A za moich czasów to było znacznie gorzej!;)”. Obraz był świetny, dźwięk również – żadnych problemów.

Mój syn początkowy był bardzo spięty – nerwowo zerkał w moją stronę, a stres chyba trochę zablokował mu zrozumienie najprostszych pytań. Nauczycielka się tym nie zraziła, tylko swobodnie przekazała pytanie w inny, prostszy sposób.

Już po chwili, gdy okazało się, że lekcja jest bardzo przyjemna, a nauczycielka – niezwykle miła i motywująca, Antek wyraźnie się rozluźnił. Pewnie swój wpływ miały na to zabawne emotki, które pojawiały się wokół twarzy prowadzącej i miały ułatwić dziecku zrozumienie zadania.

Zadania

Co do samych zadań – skonstruowane były tak, aby poznać umiejętności dziecka. Proste, pięknie zobrazowane i intuicyjne. Tematem przewodnim naszej lekcji były emocje, zarówno te dobre, jak i złe. Były utrwalane tak wiele razy i na tak różne sposoby, że mój syn do końca życia zapamięta, że „scared” to przestraszony (nauczył się nawet robić taką minkę). Dodatkowo – znowu, niezwykle pomocna była pani nauczycielka, która mimiką podpowiadała prawidłową odpowiedź.

Po 10 minutach syn był już zupełnie rozluźniony i wyraźnie zaciekawiony. Zaskoczyło mnie, że tak pozytywnie reaguje na przyznawane gwiazdki – nie padło żadne „to trochę dziecinne, wiesz mamo?”! Ewidentnie lekcja sprawiała mu frajdę, a i jego głos zaczął być mocny i głośny.

Stojąc dyskretnie z boku zauważyłam, że dziecko otrzymuje wystarczającą ilość czasu, aby spokojnie zastanowić się nad zadaniem. Jeśli jednak mu się coś nie udaje, otrzymuje wskazówki. Dodatkowo w trakcie lekcji na ekranie pojawiają się słówka i zwroty, dzięki którym smyk może zrozumieć nauczycielkę. Z kolei po zakończeniu zajęć syn został zakwalifikowany do jednej z grup (według poziomu wiedzy), otrzymał także bardzo motywującą ocenę pisemną i kilka punktów do wyćwiczenia.

Werdykt? Jesteśmy na tak!

„Mamo, a może być jeszcze jedna taka lekcja?” – to pierwsze słowa mojego syna, po radosnym „bye bye!” kierowanym do nauczycielki. Na początku nie mogłam mu jasno odpowiedzieć. Bo choć ceny lekcji tradycyjnych i tych w Novakid są niemal takie same (przy czym do Novakid nie trzeba dojeżdżać :)), to żal mi było rezygnować z placówki, w której syn ma już kolegów i która też jest całkiem ciekawa. Aż dotarło do mnie, że nie muszę tego robić! Od tej pory lekcje stacjonarne będą w poniedziałki, a w środy i piątki zapraszamy do domu panią Anabelle Romera z Novakid. Co i Wam serdecznie polecamy!

Wpis powstał we współpracy z partnerem portalu, firmą Novakid

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Karolina Wojtaś
Mama, żona, psycholog i redaktor. Spełniona zawodowo dzięki miłości do pisania, szczęśliwa prywatnie dzięki mężowi i dwóm cudownym synom. W krótkim czasie "tylko dla siebie” czyta, szyje… albo znowu pisze.

Moja kariera w moich rękach? Hm…

Masz poczucie, że przebieg Twojej kariery zależy wyłącznie od Ciebie, czy też wydaje Ci się, że jesteś tam, gdzie zaprowadził Cię los?
  • Hanna Pietrzak-Trzcińska - 03/10/2019
kobieta w ciąży trzyma laptop i coś w nim notuje

Chociaż może bardzo byśmy chciały, by nasza ścieżka zawodowa biegła po trasie, którą same sobie wyznaczamy, to jednak nie da się ukryć, że często przypadek sprawia, że skręcamy w tę czy inną stronę.

W pętach biologii

Specjalnie używam rodzaju żeńskiego, nie tylko dlatego, że tekst dedykowany jest mamom, ale też z przyczyn … biologicznych. Jakbyśmy bowiem nie chciały walczyć o równouprawnienie, to jednak nadal, zwłaszcza nas, z obranej drogi zawodowej może skutecznie zawrócić ciąża (i ta precyzyjnie zaplanowana i ta „nadprogramowa”). Co więcej, także zwycięski plemnik w całkiem innym organizmie może się przyczynić do podjęcia przez nas pracy w tym, a nie innym miejscu. A wiem co mówię pracując aktualnie na zastępstwo szczęśliwej matki.

Szczęśliwy traf

Oczywiście te przypadki nie kręcą się wyłącznie wokół naszych i cudzych ciąż. Drugą pracę dostałam dlatego, że dobrze wstrzeliłam się w czas, gdy pracodawca pilnie potrzebował kogoś na miejsce odchodzącej osoby. Nie dawał nawet ogłoszenia, czasu było mało, a ja zadzwoniłam dowiedzieć się co z moim wcześniej wysłanym CV, akurat w idealnym momencie. (Mam przy tym wrażenie, że gdyby nie ten telefon nikt do owego podania by nie sięgnął). Spędziłam tam wiele miłych i owocnych lat.

Wzburzone morze

Trzeba przyznać, że polski rynek pracy jest jak morze – i to raczej Bałtyk, a nie Adriatyk, i częściej w czasie sztormu. Czy to jednak oznacza, że powinniśmy jedynie dawać nieść się fali, z rzadka ruszając rękami? Kto mimo niskiej temperatury pluska się od czasu do czasu w naszym cudownym morzu wie, że trudno się w nim po prostu unosić (a wiecie dlaczego? – niskie zasolenie! mniejsza wyporność!).

Dlatego nawet jeśli nie zawsze możemy precyzyjnie wytyczyć ścieżkę swojej kariery – nie warto zdawać się tylko na los. Energiczne machanie rękami podczas kąpieli w zimnym morzu przejawia się w ciągłym doszkalaniu, nawet gdy możemy na nie poświęcić tylko pół godziny podczas drzemki dziecka. Podejmowaniu studiów – choćbyśmy miały być najstarsze w grupie (tak, wiem, to dziwne uczucie, znam je z autopsji).

I pamiętaj – nawet gdy wydaje Ci się, że leżysz spokojnie na zacisznej plaży nie warto tracić czujności – kto wie, czy gdzieś tam nie czai się fala, która wytrąci Cię z tej komfortowej sytuacji?

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Hanna Pietrzak-Trzcińska
Z wykształcenia jestem pedagogiem kulturalno-oświatowym, póki co wiedzę ze studiów wykorzystuję do wychowywania dwóch synów. Skończyłam też studia podyplomowe Marketing w sieci. Kilka lat pracowałam w księgarni internetowej wydawnictwa, a ponieważ w życiu nigdy nie jest za późno na zmianę, obecnie poszukuję nowych możliwości zawodowych, dlatego postanowiłam zostać Panią do pisania - panidopisania.pl Rozrywkowo prowadzę bloga sarkazmprzykawie.blogspot.com.

Jak to jest być rodzicem dzisiaj?

Bycie rodzicem to szalenie odpowiedzialna i trudna sprawa, wszyscy to wiemy. A każde czasy rządzą się swoimi prawami, to również powszechne przekonanie. Jak to jest być rodzicem w dobie internetu, pampersów i słoiczków?
  • Ewelina Florkiewicz - 03/10/2019
rodzice spędzają czas z dzieckiem

Teraz matki to mają wygodę

Usłyszeliście kiedyś to zdanie: „teraz to matki mają wygodę, nie to, co 30 lat temu…”? Jestem pewna, że tak! Mnie to zdanie prześladuje, odkąd urodziłam pierwsze dziecko. W istocie nie sposób temu zaprzeczyć – pampersy, chusteczki nawilżane, słoiczki, książki, te wszystkie akcesoria i do tego oczywiście doktor google…

Kto ma za sobą przygodę z noworodkiem, na pewno choć przez chwilę traktował te wszystkie produkty, jak wynalazki niemal pokroju penicyliny czy elektryczności. I gdyby w tym miejscu postawić kropkę to pozostałaby tylko radość, że przyszło nam wychowywać dzieci właśnie teraz, a nie w końcówce XX wieku. Zastanawiam się więc, czemu bycie rodzicem wciąż jest takim wyzwaniem?

Więcej nie zawsze znaczy lepiej

XXI wiek oprócz wielu cudownych ułatwień przyniósł nam jeszcze wiedzę, wielość wyboru i ambicję. Czy to źle? Absolutnie nie! Czy dzięki temu jest nam łatwiej? Tu już nie miałabym tak zdecydowanej odpowiedzi.

Nie raz moja teściowa mówiła, że chciałaby tyle wiedzieć i mieć taki dostęp do informacji, gdy startowała w roli rodzica. Zawsze przytakiwałam. Z perspektywy czasu, dwójki dzieci i znacznie większego doświadczenia nachodzą mnie jednak refleksje. Czy ten ogrom informacji, dzięki któremu znamy wyjaśnienia dziecięcych zachowań oraz wręcz gotowe recepty postępowania z nimi, naprawdę aż tak nam ułatwia życie? W pewnym sensie tak, ale jak zawsze jest jeszcze ta druga strona.

Jesteśmy bardziej świadomi, w wielu kwestiach możemy dokonać wyboru, z których dodatkowych szczepień skorzystać, karmić dziecko czy zgodnie z teorią BLW, kupować produkty bio, a może korzystać z tego, co jest powszechnie dostępne, uczyć samodzielnego zasypiania czy być zgodnym z teorią rodzicielstwa bliskości?

Tych dylematów i wyborów jest tak wiele, że nie sposób je tu wymienić. Te wszystkie możliwości potrafią jednak przytłoczyć. A jak jeszcze dorzucimy do tego fora parentingowe kontra babcine porady – można naprawdę się pogubić.

Gdy rodzą się w nas ambicje

Myślę, że to właśnie z wiedzy, dostępności informacji oraz chęci dzielenia się swoim życiem w internecie rodzą się w nas ambicje. Wiemy, co radzą eksperci, podglądamy w sieci inne matki – te przeciętne i te z okładek gazet.

Chcemy nadążyć za tym wszystkim, ambitnie czytamy porady, patrzymy na uśmiechnięte, piękne i spełnione mamy. Rodzą się trendy bycia perfekcyjną, fit i eko-mamą, która ma zawsze chęci i czas dla swoich dzieci. Wielu z nas trudno to udźwignąć, szczególnie po kilku czy kilkunastu nocach przespanych w kratkę. A tak naprawdę to dopiero początek.

Pracować i nie zwariować

Wcześniej wydawało mi się, że bycie mamą niemowlaka i ogarnięcie tego wszystkiego, szczególnie w swojej głowie jest czymś niemal heroicznym. Teraz wiem, że prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero po powrocie do pracy.

Do bycia fit, eko, bio i pro trzeba dorzucić rozwój osobisty, karierę, poczucie pewności siebie i niezależności. Gdy dodamy do tego organizację życia domowego i wszystkie zajęcia dodatkowe, na które wypadałoby posłać swoje dziecię tworzy się niezłe kombo.

Mamy w głowach pewne wzorce, do których dążymy, ale czy ich realizowanie w 100% i z uśmiechem na ustach jest możliwe? Jako rodzice staliśmy się bardzo ambitni, ale też skryci. Ubolewam nad tym, że tak rzadko ktoś otwarcie mówi, że jest zmęczony swoim dzieckiem; że nie chce mu się gotować i po raz trzeci w tym tygodniu serwuje pierogi z dyskontu; że pomimo urlopu, zawiózł dzieci do przedszkola, a to tylko po to, aby odpocząć lub chociaż w spokoju posprzątać.

Bycie ambitnym i dążenie do współczesnych wzorców nie jest niczym złym. Właściwie to chyba sama tak funkcjonuję. Czy to szaleństwo? Nie! Takie mamy czasy i nie uciekniemy od tego. Żyjemy szybko, ambitnie i intensywnie. Chcemy być w tym wszystkim perfekcyjni, nawet nie dla ludzi, ale sami przed sobą.

Myślę, że gdy uświadomimy sobie, że nie da się we wszystkich aspektach zawsze być idealnym, a wzorce są pewnym drogowskazem, nie jedyną słuszną drogą, będzie nam po prostu łatwiej. Gdy pozbędziemy się wyrzutów sumienia, że nasze dziecko zostało jako ostatnie odebrane z przedszkola, że zamiast wspólnego czytania książek po południu oglądamy bajki, że zamiast treningu pijemy wino z przyjaciółką, to będziemy w stanie utrzymać równowagę. Wszystkim tym, którzy to już wiedzą ogromnie zazdroszczę. Ja wciąż walczę.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewelina Florkiewicz
Z wykształcenia jestem filologiem języka polskiego. Zawodowo od 8 lat zajmuję się komunikacją, marketingiem i employer brandingiem. Uwielbiam pisać, tworzyć i organizować i nieustannie poszukuję nowych wyzwań. Prywatnie jestem żoną oraz mamą Zosi i Kazika, którzy sprawili, że zupełnie inaczej patrzę na siebie i otaczający mnie świat.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail