Czego szukasz

Nie można uciekać od swojego przeznaczenia – wywiad z Kingą Gąska

Zajmuje się redagowaniem powieści i uczy młodzież języka polskiego, ale jak sama mówi – „nie można wciąż uciekać od swojego przeznaczenia”. Dlatego 11 marca miała premierę jej debiutancka książka „Miłość aż po rozwód”. Kinga Gąska poruszyła tematykę toksycznych związków, manipulacji i uwięzienia w małżeństwie, ale dała też czytelnikom okazję do uśmiechu i relaksu. Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę? Poznaj odpowiedź autorki!

Kinga Gąska

Kingo, książka „Miłość aż po rozwód” to Twój debiut literacki. Czym się na co dzień zajmujesz? I jak się czujesz jako debiutująca pisarka?

Zajmuję się redagowaniem powieści, czyli pracuję z autorem nad jego tekstem. To dość żmudne i czasochłonne zajęcie, ale sprawiało mi sporo satysfakcji. Jestem też nauczycielką. Uczę, głównie języka polskiego, młodzież w szkole ponadgimnazjalnej i ponadpodstawowej.

Mija już prawie miesiąc od premiery, więc mogę powiedzieć, że jako debiutująca pisarka czuję się dobrze. Zaczęłam pisać bardzo wcześnie, już w dzieciństwie. Tylko w pewnym momencie przestałam dzielić się moją pisaniną z innymi. Zatrzasnęłam się w szufladzie dość szczelnie i na długo. Ale nie można wciąż uciekać od swojego przeznaczenia. 🙂

„Miłość aż po rozwód” opowiada o relacjach damsko-męskich. Poruszyłaś temat rozwodów, manipulacji i kłamstw w związku. Czy to znak naszych czasów?

To, co powiem, może nie zabrzmi zbyt dobrze. Jednak w życiu też nie wszystko jest piękne i przyjemne, a uważam, że rzeczywistości nie należy cieniować. Według mnie złe relacje, manipulowanie drugim człowiekiem, wykorzystywanie go do własnych celów, zapętlenie się w spirali kłamstw, rozpad związków, to znak każdych czasów.

Może wiek XX i XXI przyniosły w tej materii „nowe możliwości”, ale opisywane przeze mnie problemy są uniwersalne. Takich Joann, Jadwig i Ewelin na świecie jest i było wiele. Dlatego też zdecydowałam się na tego typu kreacje bohaterek. Chciałam pokazać, że przed nieudanym związkiem nie obroni nas wykształcenie, doświadczenie, dobre serce, bystrość umysłu. To zawsze jest relacja z drugim człowiekiem, więc jak się będzie w niej układać, nie zależy tylko od nas samych.

Natomiast rozwody – tak, myślę, że to domena naszych czasów. I dlatego postanowiłam ten temat poruszyć właśnie w swojej debiutanckiej powieści. Pomyślałam, że może być po prostu potrzebna. I wcale nie nakłaniam do porzucania drugich połówek. Wręcz przeciwnie. Chciałam pokazać, że człowiek nie jest zabawką, że nie powinno się rzucać go w kąt, gdy nam się znudzi. Że nie jesteśmy w relacji sami, zawsze są inne osoby, które możemy naszym zachowaniem zranić, czasami niemal śmiertelnie. I wskazać, że niekiedy wystarczy trochę pomyśleć.

A z drugiej strony bywają i takie sytuacje, gdy praktycznie nie ma innego wyboru niż rozwód, o nich właśnie pisałam. Nie należy się tego wstydzić, uznawać za porażkę życiową czy koniec świata. Trzeba to po prostu w swoim tempie przeżyć. A potem będzie lepiej.

Czy nie jest trochę tak, że niezależność kobiet, również ta finansowa, sprawia, że coraz częściej nie chcemy „ryzykować” i angażować się w stały związek?

Zwłaszcza bez gwarancji, że będzie on idealny. A przecież nigdy nie ma żadnej gwarancji.

Zadałaś ciekawe, ale złożone pytanie. Myślę, że jest w nas sporo lęku, ale nie upatrywałabym jego źródła w rosnącej niezależności kobiet. Powodów do obaw znajdziemy chyba tyle, co ludzi na świecie. U jednych może być to związane z przykrymi przeszłymi doświadczeniami, u innych z brakiem zdecydowania lub zbyt drobiazgowym roztrząsaniem wszystkiego, a jeszcze u innych ze zwyczajną niedojrzałością i pragnieniem ciągłej zabawy.

Czasami tak po prostu układa się życie, ale jest bardzo wiele osób w ogóle niemających takich rozterek! Można przecież być z kimś na dobre i na złe, znajdziemy wiele pięknych przykładów takich relacji, współcześnie wciąż zawiera się małżeństwa, pielęgnuje związki i walczy o miłość. Wydaje mi się, że generalizowanie w tak delikatnym temacie byłoby ryzykowne i mogłoby okazać się dla kogoś krzywdzące, dlatego wolałabym tego uniknąć.

Inną sprawą jest, że łatwiej się poddajemy i niechętnie deklarujemy, a czasami pęd za ideałem sprowadza nas na manowce. W dodatku tak, trochę się w naszej kulturze zmieniło i ma to pewien związek z przedefiniowaniem pojęć kobiecości i męskości.

Profesor Philip Zimbardo przytacza badania, które wskazują, że młode kobiety nie chcą chodzić na randki z młodymi mężczyznami, bo po prostu nie mogą nawiązać z nimi nici porozumienia. Chłopcy coraz częściej wycofują się do świata wirtualnego i nie potrafią odnaleźć się w erze silnych kobiet.

Ten znany, amerykański psycholog zasygnalizował współczesny problem, jakim jest kryzys męskości. A to przekłada się według mnie także na fakt, że nie zawsze natrafia się na partnera, z którym można stworzyć dojrzały, stabilny związek.

Podobnie przecież było w historiach moich bohaterek. Spotkały takie typy mężczyzn, które lepiej byłoby od samego początku omijać szerokim łukiem. Ale skąd one mogły to wiedzieć? A potem chciały w swoich zobowiązaniach wytrwać. Tylko nie zawsze się da. I nie zawsze się powinno. W dodatku sportretowane przeze mnie kobiety nie są idealne. Nikt nie jest. Związanie się z kimś niesie za sobą pewne ryzyko, może być jednym z gorszych doświadczeń, a może okazać się jedną z piękniejszych rzeczy w naszym życiu. I tak, nigdy nie będziemy mieć gwarancji. Warto sobie z tego zdawać sprawę, ale nie warto rezygnować z drugiego człowieka.

Każdy tytuł rozdziału Twojej książki rozpoczyna się hasztagiem, a jedna z bohaterek to typowy przykład dzisiejszej #instamamy. Co Cię zaintrygowało w kulturze Instagrama? Skąd pomysł na taką formę narracji?

Szczerze mówiąc, pomysł na instapowieść (bo tak sama nazywam moją debiutancką książkę) to był błysk. Uderzył mnie nagle i pomyślałam, że może okazać się strzałem w dziesiątkę. Dlaczego? Byłam bliska przyznania, że kultura czytania zanika. Że ludzie wolą oglądać seriale, spędzać czas na portalach społecznościowych i unikają wartościowych treści. Tylko dlaczego to negować, skoro można wykorzystać potencjał tkwiący w tym fakcie?

Czasy się zmieniają, ludzie też, jednak schematy zachowań pozostają te same. Zaczęłam myśleć, jak to ze sobą pogodzić. I z tego wzięła się nowatorska forma powieści inspirowana kulturą Instagrama, połączona z treścią starą jak świat – złe relacje międzyludzkie, utrata bliskich. Świat nowych mediów jest dla mnie fascynujący, ale też niebezpieczny.

Współcześnie bardzo łatwo przekraczamy granicę między tym, co prywatne, a tym, co publiczne. Pół biedy, jeśli robimy to świadomie, ale z moich obserwacji wynika, że często nie potrafimy rozgraniczyć tych dwóch sfer. Zdjęcia na Instagramie są piękne, ale nie ukazują całej prawdy o życiu.

W „Miłości aż po rozwód” pokazuję, co może kryć się za ładnymi fotografiami. Nie zawsze jest to przyjemne, ale przynajmniej prawdziwe. W dodatku hasztagi pasują do moich bohaterek, zdradzają, kim są, jakie są, na ile zadomowiły się w wirtualnej rzeczywistości. Joanna jest trendy, używa przeważnie hasztagów w języku angielskim, czasami popularnych, ale nieoczywistych, będących np. nawiązaniami do innych tekstów kultury. Jadwiga dzielnie tworzy oznaczenia w języku polskim, czasami są zbyt długie i zdecydowanie niemodne, bo ta bohaterka jest najstarsza i dopiero wkracza do świata mediów społecznościowych. Natomiast Ewelina wychowała się w dobie internetu, stąd dobrze wie, który hasztag jest najpopularniejszy i przyniesie jej najwięcej polubień. Poza tym tytuły rozdziałów łączą się z ich treścią, warto na to zwracać uwagę podczas lektury.

Jak możesz zareklamować swoją książkę? Dlaczego warto po nią sięgnąć?

„Miłość aż po rozwód” to książka dla każdego. Naprawdę. Można przy niej pośmiać się, zapłakać, odprężyć i chwilę zadumać. I to nie jest pustosłowie, bo właśnie takie opinie otrzymuję od czytelników. Sięgają po nią i kobiety, i mężczyźni. Starsi i młodsi. Bardzo cieszy mnie, że wywołuje emocje. Moi bohaterowie irytują, ich czyny bywają uznawane za nieracjonalne. I właśnie o to mi chodziło, żeby pokazać złożoność życia, czasami absurdalne sytuacje oraz zagrać stereotypami. Tylko jak piszę w posłowiu: nie bądźmy tacy pewni siebie. Bo każdy dzień może przynieść dla nas samych coś zaskakującego, a trudno orzec, jak wtedy się zachowamy. Lepiej takie historie przeżywać w książkach, niż we własnym życiu.

Poza tym chciałam, by czytelnik mógł w dowolnym momencie odłożyć książkę i bez problemu do niej wrócić. Myślałam np. o mamach, które są przez cały dzień zajęte i bywa, że nie mają czasu ani siły, by śledzić długie opisy. Niekiedy muszą odrywać się od lektury, bo wzywa je życie. Stąd krótkie rozdziały i skondensowana narracja.

W dodatku pragnęłam zaoferować czytelnikowi coś aktualnego, a temat, który poruszam, jest ważny, choć niełatwy. Dlatego staram się okraszać go humorem.

Domyślam się, że to pierwsza i nie ostatnia Twoja powieść. Kiedy przeczytamy jakąś nową książkę Twojego autorstwa?

To szczególnie teraz, trudne pytanie. W ciągu ostatnich tygodni wszyscy musieliśmy zweryfikować swoje plany i niestety nie wiemy, jak sytuacja się rozwinie. Dlatego odpowiem zachowawczo: przyszły rok. Co prawda czytelnicy sygnalizują, że czekają na kolejne książki, więc gdyby udało się szybciej, byłoby wspaniale, ale to już życie pokaże. 🙂

To trzymam kciuki za kolejną książkę i dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcie: archiwum prywatne Kingi

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie