Czego szukasz

Na dobrym sąsiedzie polegaj jak na Zawiszy!

Jakiś czas temu przeczytałam, że Polacy lubią sąsiadów, ale tylko powierzchownie. Nie, nie chodzi o sąsiadów Polski, żadne uprzedzenia względem Rosjan czy Niemców; śmichy chichy z rodaków wojaka Szwejka czy niechęć do Ukraińców. Chodzi o naszych sąsiadów zza ściany czy zza płotu. Aż 89 proc. ankietowanych Polaków twierdzi, że swoich sąsiadów lubi, a 70 proc. relacje z nimi określa jako „pełne życzliwości”…

  • Agnieszka Nietresta-Zatoń - 08/01/2018

W rzeczywistości relacje z sąsiadami są powierzchowne i najczęściej ograniczają się do przywitania podczas przypadkowego spotkania. Tylko połowa z nas zna imiona swoich sąsiadów, stosunki towarzyskie utrzymuje 4 proc. respondentów.

Czy mnie to dziwi?
I tak, i nie.

Cenię sobie miejską anonimowość. Ani ja, ani członkowie mojej rodziny nie są narażeni na żadne formy społecznego ostracyzmu z racji wyznawanych poglądów.

Kolokwialnie mówiąc, nikt nam w garnki nie zagląda. Ale nie zawsze tak było. Z dzieciństwa pamiętam dość paskudne relacje sąsiedzkie. To samo miasto, osiedle z wielkiej płyty i sporo ludności napływowej. Zaglądanie w garnki było na porządku dziennym. Zadałam sobie trud powrotu do tamtych emocji, można o nich poczytać tutaj

Są stosunki zażyłe…

Dziś wciąż mieszkam w mieście pochodzenia, ale zamieniłam blokowisko na enklawę trzech budynków wielorodzinnych. Także sporo ludności napływowej. Może to kwestia czasów, może wicher historii wywiał z głów wścibstwo, bezinteresowną złośliwość i instynkt kontrolera biletów w zatłoczonym tramwaju w godzinach szczytu – tutaj się sobie nawzajem w rondle nie zagląda, chociaż wielu sąsiadów utrzymuje ze sobą stosunki zażyłe, by nie rzec: przyjacielskie. Należę do tej ekipy z racji matkowania Ostrej i Maltretorowi.

Dzieciarnia z dwóch sąsiadujących bloków przelewa się przez zaprzyjaźnione mieszkania od wczesnej wiosny do późnej jesieni. Wiosną i latem dwa niewielkie ogródki – nasz i sąsiadów (nie postawiliśmy płota, coby sobie roboty nie dokładać i nie musieć dybać na dziatwę z onego spadającą i kończyny łamiącą) – przeżywają prawdziwy najazd. Trawa wydeptana do gołej ziemi, kocyki ścielą się gęsto, a to pokaz mody, a to zaleganie pokotem i rysowanie, a to inne bóg-wie-co. Kiedy się znudzą, wypad przed blok i tradycyjnie kwitnięcie na krawężniku, celem omawiania (czytaj: obrabiania) spraw damsko-męskich (czytaj: tyłków).

… i wypas stadny

Wypas dzieciarni odbywa się rotacyjnie: pierwszego dnia jedna smaży górę naleśników i rzuca stadu na żer, stado nurza w marmeladzie, posypuje cukrem pudrem, upycha w pachnące ruloniki sezonowe owoce; drugiego dnia kolejna warzy wiaderko pomidorówki i naści; trzeciego… i tak dalej. Zasię piątego dnia stado zostaje rozpędzone i spacyfikowane każda sztuka w swoim pokoju, iżby matki miały odpocznienie.

Na porządku dziennym są wieczorne piżamowe nasiadówki celem oglądania filmów tudzież programów wiadomej stacji o tematyce taneczno-taneczno-tanecznej. I śpiewaczej. Nie raz, nie dwa zapakowuje się dziatwę swoją i cudzą w samochód i zabiera do kina, na basen, do handlowej galerii.

O rodzicach zaprzyjaźnionych dzieciąt wiem tyle, ile mi do szczęścia potrzebne. Koegzystujemy w zgodzie i zażyłości, pozwalającej nam na zostawianie sobie wzajem kluczy do mieszkań, kiedy ktoś jedzie na urlop – wiadomo karmienie kotów, podlewanie kwiatków,  czy odbieranie paczek od kurierów kursujących o najprzedziwniejszych porach.

Z grubsza

Nie, nie jesteśmy jednomyślni w każdej kwestii – nawet sposoby wychowywania członkiń omawianego wyżej stada różnią nas zasadniczo. Tak, jesteśmy (z grubsza) roczniki siedemdziesiąte i mamy (z grubsza) dwa rodzaje doświadczeń z dzieciństwa: albo mieszkanie na wsi, gdzie życie dzieci wyglądało (z grubsza) tak, jak życie naszych dzieci dzisiaj w mieście, albo mieszkanie na blokowisku, gdzie życie dzieci… – patrz wyżej.

Kultywujemy proceder wpadania do siebie na kawę, dzielimy się przywiezionymi ze wsi jajkami od kurów i namiętnie uprawiamy sąsiedzki szafing dziecięcy.

Ale wciąż jesteśmy zanurzeni w cudownej miejskiej anonimowości, dzięki której kwestie światopoglądowe nie stają się przyczyną podziałów, komentarzy, złośliwości. W tej delikatnej materii każdy sobie rzepkę skrobie.

Nie ma kumciu z baciarami

Z drugiej strony doskonale rozumiem ludzi, który od takiego kumania się z okoliczną ludnością uciekają jak od zarazy. Zwłaszcza w hermetycznym środowisku wiejskim, albo po prostu mniej wyrozumiałym i tolerancyjnym miejskim.

Jeden z moich ukochanych pisarzy, Ignacy Karpowicz, mówi tak:

– Kiedyś, muszę przyznać, wierzyłem w mit małych ojczyzn, z których powstanie wspaniała, wielka ojczyzna, ale już mi przeszło jak amen w pacierzu. Bo mała wspólnota jest homogeniczna, restrykcyjna, ekskluzywna raczej niż inkluzywna. I często okrutna. Małe ojczyzny to nie otwartość, tolerancja, pogoda ducha, lecz takie… zamknięte osiedla. Wstęp dla wybranych, reszta musi je obchodzić łukiem.

Moja mała wspólnota jest chlubnym wyjątkiem. Umiemy nie podzielać swoich poglądów, bezkolizyjnie się różnić i dzięki temu nasze dzieci dorastają w takim mikroświecie, o którym ja na próżno marzyłam szczenięciem będąc.

Są, oczywiście, wśród moich sąsiadów tacy, z którymi kontakty ograniczają się do dzień dobry i do widzenia. Są i tacy, których po prostu nie lubię. 

Ale dobrze mi się żyje tu, gdzie jestem, właśnie dzięki tym, z którymi utrzymuję stosunki towarzyskie i którzy dają mnie, egzystencjalnej nomadce, chwilowe poczucie zakorzeniania i bezpieczeństwa. Chwilowe, bo dzieci rosną, a nasze mieszkania nie i już widać, że zaczynają się odloty do własnych domów, gorączkowe poszukiwania działek pod budowę… Na razie jednak chwilo trwaj. Jest dobrze.

Czy i u Was?

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Nietresta-Zatoń
Nałogowa czytelniczka, która kocha pisać i pisarka, która nie umie żyć bez czytania. Autorka powieści "Oaza spokoju" i "Pustostan". Copywriterka, webwriterka, blogerka. Matka, żona i kociara z tytułem naukowym.
Podyskutuj

Mama mamie…wilkiem, a raczej wilczycą?

Kiedy dopada nas jakiś kryzys, trudny czas, potrzebujemy empatii, zrozumienia i wsparcia. A czy my w takich sytuacjach jesteśmy dla innych oparciem? Czy choć w części jesteśmy w stanie zrozumieć innych, czy może łatwiej jest nam oceniać? Przeczytaj!
  • Anna Łabno - Kucharska - 27/05/2020
piękna młoda kobieta

Ostatnio dopadła mnie (i to dosłownie) refleksja. Zauważyłam, że w czasie kwarantanny powstało nowe zjawisko w „internetach”. Było już ocenianie kobiet i decydowanie czy ktoś jest dobrą mamą na podstawie tego, czy: któraś z nich urodziła siłami natury, czy poprzez cesarskie cięcie, czy karmi piersią czy mieszanką, czy wraca do aktywności zawodowej po „urlopie” macierzyńskim, czy decyduje się zostać dłużej z dziećmi.

Teraz surowej ocenie podlega to, czy jakaś mama ośmieli się ponarzekać i napisać, że jest jej trudno połączyć rolę mamy, nauczycielki, opiekunki, lekarki, kucharski, świetnej i efektywnej pracowniczki, dobrej żony, wspaniałej przyjaciółki i … długo by jeszcze wymieniać. Również pod postami na naszym fanpage’u zaczęły pojawiać się bardzo oceniające i krzywdzące opinie. Na początku czytając komentarze było mi przykro, ale szybko ten stan zmienił się w złość. Ba! Powiedzieć, że byłam wkurzona to zdecydowanie za mało. Mama mamie… przysłowiową wilczycą?!

Każda sytuacja jest inna

Rozumiem, że nie wszystkie mamy są aktualnie aktywne zawodowo (z różnych powodów). Część mam pracuje zdecydowanie więcej – zarówno zawodowo (często zdalnie), jak i realizując obowiązki domowe.
Rozumiem, że część mam przebywa całe dni (albo i tygodnie) z dziećmi, bez wsparcia męża, partnera, rodziny, opiekunki.

Rozumiem, że nie dla wszystkich sytuacja zamknięcia i odizolowania jest trudna. Ja też cieszę się, że mam więcej czasu dla rodziny. Co nie zmienia faktu, że wolałabym spędzać ten czas na przykład nad Bałtykiem. I nie oszukujmy się – nie każdą sekundę spędziłabym z nimi nad tym morzem.

Przeczytaj też: Jak naładować swoje wewnętrzne baterie, nie tylko w czasach koronawirusa

Czego nie rozumiem?

Oceniania, pokazywania swojej wyższości i wspaniałości oraz stwierdzeń w stylu „jeśli ja połączyłam pracę zdalną i opiekę nad dzieckiem, to każda matka może”; „nienormalne jest to, że mama mówi, że ma dość ciągłego siedzenia z dziećmi”; „jak można nie chcieć patrzeć jak dziecko się rozwija i wspólnie wymyślać kreatywnych zabaw? Co to za matka?”. I długo by jeszcze wymieniać.

Po pierwsze – praca zdalna pracy zdalnej nie jest równa. Niektórzy online piszą teksty, inni nagrywają nowe podcasty lub kursy. Jeszcze inni piszą kody, a jeszcze inni mają kilka rozmów z ważnymi klientami.

Po drugie – wyobrażam sobie, że na przykład 4 osobowa rodzina zamknięta na 45 metrach w bloku, z 2 komputerami, które mają służyć w tym samym czasie do pracy i do nauki po prostu ma siebie serdecznie dość.

Po trzecie – zdecydowanie widzę oczyma swojej wyobraźni mamy małych dzieci, które w pocie czoła przeszukują internet. Tylko po to, aby znaleźć mega kreatywne i rozwojowe zabawy. Przygotowują wszystkie składniki, tworzą i zachęcają do kreatywności swoje dzieci a one…po 3 minutach zachwytu chcą robić coś innego.

I tak, zdecydowanie rozumiem to, że żeby się umyć, przygotować coś do jedzenia lub w spokoju usiąść na 5 minut, włącza się Świnkę Peppę i to niekoniecznie w języku angielskim, żeby „dziecko obyło się z językiem”.

Mamo pamiętaj, jeśli…

  • jesteś zmęczona,
  • nie masz ochoty na kolejną kreatywną zabawę,
  • nie masz siły być efektywną pracowniczką, najlepszą nauczycielką dla swoich dzieci oraz kucharką rodem z restauracji z wszelkimi, możliwymi gwiazdkami Michelin,
  • masz ochotę krzyczeć i płakać.

To wszystko – Nie czyni z Ciebie złej mamy!

  • to nie znaczy, że nie kochasz swoich dzieci!
  • to nie znaczy, że jesteś beznadziejna i do niczego się nie nadajesz!

To oznacza, że jesteś w sytuacji, której jeszcze kilka tygodni temu nikt się nie spodziewał!

W sytuacji, w której dostosowujemy się do nowych warunków, ale jesteśmy zmęczeni niepewnością. Boimy się o zdrowie i życie naszych bliskich.
Jeśli sobie świetnie radzisz w tym dziwnym czasie, to wspaniale. Jeśli odkrywasz w sobie nowe talenty związane z zarządzaniem wszelakim, dziel się swoją wiedzą i wskazówkami z innymi! Podpowiadaj, co się u Ciebie sprawdza.

Ale miej też świadomość, że jeśli coś działa u Ciebie, nie koniecznie będzie działać w innej rodzinie. Mama mamie też może pomóc!

Przeczytaj także: Jak mieć więcej czasu dla siebie?

Bądźmy dla siebie dobre

Nikt z nas nie wie w jakiej sytuacji jest ta druga osoba. Co już przeżyła. Czy jej „internetowe narzekanie”, to jedyna chwila odskoczni. A może mechanizm obronny, albo takie wołanie o wsparcie i pomoc?

Przeczytaj także: Dbanie o siebie zaczyna się w głowie

Bądź też dobra dla siebie.

Doceń siebie – nawet małymi gestami czy wzmacniającymi myślami.
Głęboko wierzę właśnie w te drobne gesty. A także w to, że warto zastanowić się dwa lub nawet trzy razy zanim się coś napisze lub powie. I nie, nie oznacza to naruszania wolności słowa. 😉

I na koniec zostawiam Cię z fragmentem piosenki mojego ulubionego zespołu:

Depeche Mode – „Walking in my shoes”:

„Now I’m not looking for absolution
Forgiveness for the things I do
But before you come to any conclusions
Try walking in my shoes
Try walking in my shoes”

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Anna Łabno - Kucharska
Jestem mamą mądrej indywidualistki. Posiadam doświadczenie w koordynacji projektów, prowadzeniu szkoleń oraz doradztwa. Uwielbiam spędzać czas z rodziną, podróżować, czytać książki i celebrować picie kawy. W "wolnym" czasie wspieram osoby chore onkologicznie.

Bolesne, drobne urazy wśród dzieci

Ból jest obronną reakcją fizjologiczną organizmu na pochodzący z zewnątrz drażniący bodziec. Odczuwanie bólu jest zależne od wyspecjalizowanych struktur – receptorów bólu, zwanych nocyceptorami. Ból może pojawiać się z różnych przyczyn. Wśród dzieci powstaje on często na skutek drobnych urazów w czasie zabaw i gier. Nie należy bagatelizować problemu w takich przypadkach, dlatego każdy uraz powinien być opatrzony i dokładnie przeanalizowany.
  • Alicja Zielińska - 26/05/2020
mama opatruje córce kolano

Przyczyny bólu

Wśród dzieci ból pojawia się – oprócz innych rzadkich powodów – często na skutek drobnych urazów. Uraz unerwionej okolicy, np. skóry, skutkuje kaskadą impulsów elektrycznych rozpoczynających się w receptorze bólu, przebiegających przez tylne rogi rdzenia kręgowego, aż do kory czuciowej w obrębie mózgowia.

Impuls elektryczny może w następnej kolejności przebiec do ruchowych włókien nerwowych, co skutkuje pojawieniem się szybkiego odruchu, takiego jak ucieczka ręką od gorącej powierzchni. Sam ból w momencie zdarzenia pozwala zatem na adekwatną reakcję organizmu dziecka na potencjalnie groźny czynnik.

Bodźcem pobudzającym receptory bólu może być każdy drobny uraz w trakcie zabaw. Fizjologiczny odbiór impulsu zasadniczo nie różni się bardzo bez względu na to, czy wywołujące efekt zdarzenie to upadek z roweru, czy pełna poświęceń interwencja bramkarza podczas meczu w piłkę nożną. Bez względu na przyczynę bólu zawsze niezbędna jest reakcja opiekuna mająca zapobiec uczuciu dyskomfortu. Należy pamiętać, że uczucie bólu zależy od wielu czynników. Nie zmienia to faktu, że każdy ból sprawiający nieprzyjemne doznania należy łagodzić.

Łagodzenie bólu

Najistotniejszym elementem łagodzenia bólu jest prewencja. Przygotowanie odpowiednich warunków do zabaw ruchowych dziecka, czy to poprzez sprawdzenie sprawności sprzętu sportowego, czy wyznaczenie bezpiecznej przestrzeni do zabawy jest kluczowym aspektem pozwalającym ograniczyć pojawienia się bólu. Nie do przecenienia jest nawyk stosowania adekwatnej do uprawianego wysiłku odzieży ochronnej.

Utrzymanie skóry w dobrej kondycji

Podczas aktywności fizycznej dziecka warto zapewnić mu bezpieczeństwo, ale również zadbać o jego skórę. Warto skorzystać z preparatu, który w składzie posiada naturalne składniki. Przykładem takiego preparatu jest emulsja żelowa Fastum Junior, która zapewnia skórze komfort i pozwala utrzymać ją w dobrej kondycji.

Emulsja zawiera m.in. trokserutynę, która chroni naczynia krwionośne, a także składniki kojące skórę jak boswellia czy bromelaina. Dodatkowo w składzie jest mentol, który chłodzi i przynosi natychmiastową ulgę. Preparat szybko się wchłania i nie pozostawia tłustych plam. Jest niezawodnym pomocnikiem każdego rodzica, dlatego warto, aby na stałe zagościł w każdej domowej apteczce.

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Alicja Zielińska
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail