Czego szukasz

Moje macierzyństwo w Niemczech? Historia Kasi z Drezna

Zapraszamy Was na kolejny wywiad z cyklu #mamazagranicą. Tym razem bohaterką jest Kasia, mama dwóch chłopców, która opowie nam o swoim macierzyństwie w Niemczech. Kasia wyjechała do Niemiec w ramach programu stypendialnego Erasmus. To miały być 3 miesiące, a jest już ponad 10 lat. Została tam głównie z 2 powodów: pracy i męża. Po obronie dostała propozycję stypendium doktoranckiego na uczelni w Dreźnie. Tam mieszkał i pracował jej obecny mąż. Dziś wspominając mówi, że w Niemczech ostatecznie to On Ją „zatrzymał” 🙂

  • Ewa Moskalik - Pieper - 14/03/2018
Katarzyna ze swoją rodziną

Kasiu  od 10 – ciu lat mieszkasz w Niemczech. Urodziłaś tam dwóch chłopców. Jakie są Twoje doświadczenia z wczesnego macierzyństwa? Co jest standardem w niemieckich szpitalach jeśli chodzi o opiekę nad kobietą w czasie ciąży, porodu i połogu?

Opieka prenatalna w Niemczech jest bardzo dobra. Ginekolog i położna współpracują ze sobą. W razie problemów zdrowotnych termin wizyty jest natychmiastowy. Cieżarne mają pierwszeństwo.

Ośrodki położnicze organizują kursy porodowe, opiekują się pacjentkami, a po porodzie przychodzą do domu aby obserwować niemowlę i matkę. Pomagają w problemach z laktacją, doradzają jak zorganizować codzienność z nowym członkiem rodziny, doradzają w razie problemów.

Na sali porodowej to rodząca decyduje, ona jest najważniejsza. Położne są do pomocy, są tłem, a nie głównym aktorem. Rodzić po ludzku to tutaj standard, a nie wyjątek (niestety słyszę wiele negatywnych opinii o polskich szpitalach).

Po porodzie, który nie był łatwy, ale nie należał też do najgorszych (również zasługa położnych i lekarzy w szpitalu), pozostałam na rocznym, płatnym urlopie wychowawczym – 65% zarobków ostatniego roku.

Po tym czasie zamierzałam wrócić do pracy bądź na uczelnię, jednak życie napisało inny scenariusz. Mój mąż dostał propozycję 2 – letniego kontraktu w Pekinie, w Chinach. Z różnych względów zdecydowaliśmy się wyjechać.

W ciążę z pierwszym synem Filipem zaszłaś w trakcie doktoratu. Można powiedzieć, że to były Twoje pierwsze kroki zawodowe. Ze względów zdrowotnych musiałaś przerwać doktorat. Jak zachował się wtedy Twój pracodawca?

Mój pracodawca zachował się fair. Ponieważ mój doktorat był ściśle powiązany z pracą w laboratorium, musiałam zmienić system i miejsce pracy.

Nie było z tym żadnego problemu, mój szef przeniósł mnie do innego budynku i przedłużył mi nawet umowę aż do wystąpienia ochrony przedporodowej – kończyła się w lutym, a moja ochrona zaczynała się dopiero z końcem marca. Wiąże się to z opieką lekarską – jeśli nie masz pracy, musisz samodzielnie opłacać ubezpieczenie zdrowotne, które jest tutaj stosunkowo drogie.

Na jakie formy pomocy finansowej w Niemczech może liczyć młoda mama lub kobieta oczekująca dziecka? Za co cenisz najbardziej życie w Niemczech jako mama?

Funkcjonuje tu wiele programów wspomagających mamy, rodziny. Jest wiele kursów przygotowawczych, sportowych, spotkań informacyjnych dla młodych lub przyszłych mam.

Po porodzie również jest bogata oferta spotkań, grup i aktywności z małym dzieckiem. Są kursy – mama, tata i dziecko. Niektóre Kasy Chorych mają nawet programy skierowane do młodych rodziców. Można bezpłatnie ukończyć kurs pływania z niemowlakiem.

Jest wiele ułatwień dla młodych mam. Sporo lokali przystosowanych dla wózków i niemowlaków. Komunikacja też jest przyjazna wózkom.
Generalnie dużo zależy od miejsca, w którym się jest. Wiadomo – większe miasta mają lepszą ofertę.

Jakie urlopy przysługują młodym rodzicom?

Tutaj chyba nie różni się to zbytnio od polskich realiów – 2 dni chorobowego „na dziecko“, 26-30 dni urlopu płatnego. Matki i ojcowie mają także pierwszeństwo w braniu urlopu podczas ferii (dzieci w wieku szkolnym).

W Niemczech również przysługuje 10 dni bezpłatnego urlopu na każde dziecko. I nie są to dni dzielone. Zarówno matka, jak i ojciec posiadają po 10 dni.

Jak niemieccy pracodawcy wspierają kobiety w ciąży, czy po urodzeniu dziecka? A może też wspierają ojców?

Urlopy tacierzyńskie są pozytywnie widziane. Wielu ojców bierze urlopy wychowawcze. Tutaj, jeśli ojciec chce wziąć wychowawczy, musi to być minimum 2 miesiące, a nie „marne“ 2 tygodnie. Naprawdę widać różnicę w kontaktach tato-dziecko po tym okresie.

Gdy okazało się, że firma mojego męża będzie zamknięta, a nad nami wisiało widmo przeprowadzki i wielkich zmian, mój mąż wziął urlop wychowawczy – tutaj właśnie minimum te 2 miesiące. Efekty są widoczne do dzisiaj – Oliver ma prawie 3 latka i ma o wiele lepszy kontakt z ojcem w tym wieku niż Filip.

Jak w Niemczech funkcjonują przedszkola czy żłobki, czy inne instytucje przyjmujące pod opiekę dzieci lub wspierające rodziców w czasie, gdy przebywają oni w pracy? Wspomniałaś też w naszej rozmowie o świetnym podejściu do pierwszoklasistów. Co dokładnie miałaś na myśli?

Kiedy urodził się mój starszy syn miejsce w żłobku było na wagę złota. Żartowaliśmy nawet, że powinno się zapisać dziecko do żłobka w chwili pokazania się 2 kresek na teście… Faktycznie było ciężko, a to z powodu mojego braku stałego zatrudnienia.

Jeszcze widać różnicę w podejściu do żłobków w Niemczech byłego bloku wschodniego. Przedszkola i żłobki są otwarte od 6 rano, częściowo nawet do 17:30, 18:00. W Niemczech „Zachodnich” są to godziny 7-15.

Jest jeszcze instytucja Niani – certyfikowanej przez Opiekę Społeczną „Jugendamt“. To kobiety, które opiekują się dziećmi do 3 roku życia (max. 5 dzieci), najczęściej we własnych lokalach mieszkalnych. Po przeprowadzce skorzystałam z ich pomocy w sprawie opieki nad Oliverem. Zwróciłam się do nich po listę autoryzowanych opiekunek. Otrzymałam od nich pełną listę dostępnych placówek plus kilka rad dla przyjezdnych. W imię zasady – kto pyta nie błądzi. Naprawdę bardzo miłe Panie.

Mój starszy syn poszedł w tym roku do pierwszej klasy. Polską rzeczywistość znam tylko z własnego doświadczenia – wciąż pamiętam 45 minut w ławce od początku roku. Tak nagle, po przedszkolu.

Tutaj słucham co opowiada mój syn i czasem uszom nie wierzę, (ale widziałam na własne oczy :)). Owszem, siedzą w ławkach, ale nie jest to bite 45 minut. Często siadają na podłodze, w kółku i tam realizują program. Myślę, że to ułatwia dzieciom przestawienie się na tryb szkolny z przedszkolnego.

Wspomniałaś jeszcze o Waszym dwuletnim pobycie w Chinach. Możesz opowiedzieć jak się odnalazłaś jako mama małego dziecka, w tak odmiennym kulturowo kraju?

Paradoksalnie, posiadanie małego dziecka (Filip miał 10 miesięcy) ułatwiło nam kontakty z innymi. Trzeba też przyznać, że społeczność niemieckojęzyczna w Pekinie ma bardzo rozwinięte struktury. Szczęśliwie się złożyło, że nasza lekarka pediatra miała znajomą w Pekinie. Dostałam od niej namiary na grupę matek z małymi dziećmi, które spotykały się cyklicznie.

Poza tym moja rodzina lubi wyzwania i postanowiliśmy „podbić“ Pekin. Poruszaliśmy się głównie metrem i autobusami, co było czasem bardzo zabawne. Niektórzy Chińczycy nie widzieli wcześniej blond włosów i niebieskich, okrągłych oczu, jakie w tamtym czasie posiadał jeszcze Filip. Był swoistą atrakcją w Zakazanym Mieście 🙂 Myślę, że to kwestia otwartości i chęci.

Wspominasz również, że obecnie nie pracujesz i że nie chciałabyś skazywać swoich dzieci na długi pobyt w świetlicach, czy pod opieką niani. Jaka praca spełniłaby Twoje wszystkie potrzeby? O jakiej pracy marzysz?

Wiele o tym myślałam i wciąż rozmyślam. Chciałabym pracować na pół etatu lub w domu. Myślę, że taka forma pracy odpowiadałaby mi najbardziej. Mam nadzieję, że uda mi się spełnić moje oczekiwania i marzenia.

Na razie jestem zmuszona odłożyć wszelkie plany na bok – mój młodszy syn póki co nie ma miejsca w żłobku, ani w przedszkolu. Tutaj gdzie mieszkamy obecnie, żłobki są przepełnione i ciężko jest dostać miejsce, jeśli nie ma się pracy (sytuacja podobna do tej z moim starszym synem, choć teoretycznie każdemu dziecku powyżej 1 roku życia przysługuje opieka). Mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni. Zarówno fakt opieki, jak i moja sytuacja zawodowa.

Trzymam za to kciuki! Powiedz mi jeszcze proszę na koniec, czego uczy Cię niemiecka kultura? Tak ogólnie, życiowo i w kwestiach wychowania dzieci?

Nie wiem czy to kultura, czy pobyt w obcym kraju, ale nauczyłam się … otwartości, tolerancji. Kiedyś nie zawierałam znajomości łatwo, teraz mam wrażenie, że przychodzi mi to o wiele łatwiej. Może to być też spowodowane posiadaniem dzieci – wiadomo są dobrym łącznikiem z innymi rodzicami.

Wokół mnie jest tak wiele ludzi różnej narodowości, pochodzenia, wyznania. Wielu moich znajomych nie ma niemieckich korzeni, choć wielu z nich jest w Niemczech już od paru pokoleń. Pozytywnie mnie zaskoczyła ich otwartość, również ludzi starszych, na odmienność czy to języka, wyglądu czy poglądów.

Dziękuję Ci za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcia: archiwum Katarzyny Werner

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj

Podróż z dziećmi do Indii: 7 zachwytów, 7 zaskoczeń i 3 rozczarowania

Dzisiaj mijają dwa tygodnie odkąd znów jesteśmy w Polsce. Indyjska przygoda za nami… choć nadal trudno nam w to uwierzyć. „Jak to, że już „po”?” - tyle przygotowań, niepewności, potem nowości i wspaniałych przeżyć i to już koniec? Postanowiłam spisać moje zachwyty, zaskoczenia i rozczarowania, aby nic nam nie umknęło - i podzielić się nimi z Tobą!
  • Agnieszka Kaczanowska - 16/04/2019
Podróż z dziećmi do Indii - Agnieszka z dziećmi

Podróż z dziećmi do Indii, a dokładniej trzy miesiące w Goi (poprawnie) – na Goa (potocznie)

Trzy miesiące. I mało i krótko zarazem. Mogłabym godzinami opowiadać 😉 Ale nie bój się, nie zanudzę Cię, bo postanowiłam podzielić się tylko najważniejszymi zachwytami, zaskoczeniami i rozczarowaniami z naszej podróży. Miałam sporo wyobrażeń, pewnie tak jak i Ty, ale też różnych lęków i obaw myśląc o Indiach. Gotowa?

Zachwyt 1: Pogoda

Dla mnie cudowna. Słońce praktycznie każdego dnia (2 dni, w trakcie 3 miesięcy były bardziej pochmurne), temperatura 26-33 stopnie i nie było gorąco! No dobra, ja uwielbiam ciepło 😉 Lekki wiaterek wiał, a powietrze było suche. Dla mnie idealnie. Dopiero ostatnie dni marca, tuż przed naszym powrotem, było coraz cieplej i ciało cały czas było lekko wilgotne. W maju zawita tam monsun… Podobno teraz jest już za gorąco…

Zachwyt 2: Jedzenie

Wiedziałam, że lubię kuchnię indyjską, choć znałam ją wyłącznie w wersji polskiej… ale pokochałam. Masale w niezliczonych odsłonach, i moja ulubiona paneer butter masala, do tego ryż tak sypki i długi jakiego w życiu nie widziałam, przepyszne warzywa w surówkach czy na ciepło. Raj dla wegetarian 😉 Bo w tej części Indii, w której byliśmy łatwiej znaleźć restaurację wegetariańską niż no-veg! Choć nie ukrywam, że chętnie podjadałam dzieciom ich ukochane butter chicken masala 😉

Mój mąż nie podziela mojego zachwytu – więc to bardzo subiektywne…

Zaskoczenie 1: Chili

Nie wiedziałam, że jedzenie ostrych potraw to taka przyjemność. Kiedy w ustach czuć przyjemne pieczenie, oczy lekko łzawią i z nosa leci 😉 A myślałam, że ja nie lubię ostrych potraw! Co więcej dzieci też polubiły i całkiem zmienił się nam smak… Teraz każdy prosi, aby dodawać więcej chili do jedzenia!

Rozczarowanie 1: Śmieci

Są wszędzie. Jest ich dużo. To dla Europejczyka spory szok. Przez dwa tygodnie miałam ochotę zbierać je po drodze, choć i tak za chwilę pojawiłyby się nowe. To jest o tyle ciekawe, że każdego ranka w hinduskich domach i przed nimi, odbywa się rytuał sprzątania, a przed wejściem do domu obowiązkowo zdejmuje się buty. A śmieci są wszędzie. Nawet pan, który zbiera śmieci (segregując) gubi je po drodze i zupełnie się tym nie przejmuje… Nie raz nie dwa było tak, że coś wyrzuciłam do kosza, a potem znajdowałam to po drodze… Po 3 tygodniach pobytu nauczyliśmy się po prostu nie patrzeć na śmieci, ale chyba zawsze nas to będzie ruszać.

Zaskoczenie 2: Indian time

Lubię mieć różne sprawy pod kontrolą, zaplanować, przemyśleć i przewidzieć co i jak. W Indiach się nie da. Po prostu. Zbyt wiele rzeczy dzieje się nie w czasie umówionym, ale wtedy kiedy się dzieje… „Indian time”. Skuter ma być dzisiaj? Ok. Nie ma? Acha. A kiedy będzie? Jutro. Acha. I tak czekałam ze dwa tygodnie 😉 I wiesz, już po pierwszym tygodniu poczułam przyjemną ulgę, że wcale nie muszę kontrolować, denerwować się czy wkurzać. I że jak coś idzie nie tak, jak miało być, to nie jest problem, tylko inna opcja i tyle. Ileż stresów mnie w ten sposób ominęło! Teraz próbuję zatrzymać tą umiejętność choć nie jest łatwo…

Zachwyt 3: Morze

Morze Arabskie. Piękne. Plaża pias(czysta), z palmami i bardzo pusta (w części, w której mieszkaliśmy). Godzinami mogłam gapić się na fale 😉 A myślałam, że jestem bardziej „górska”.

Zaskoczenie 3: Internet

Wiele razy słyszałam, że w Indiach słabo z internetem. Ale wiedziałam też, że muszę go mieć – choćby nie wiem co – aby pracować! No i się udało. Czasem był w telefonie, czasem przez WiFi, czasem go nie było… Wtedy ratowałam się internetem w knajpkach 😉 Raz nie było nigdzie, bo ktoś strajkował! A kilka razy nie było internetu, bo była „bad weather” i słaby sygnał… Ale dałam radę! A właściwie to dałyśmy radę, bo mój internet miał nieraz wpływ na cały „mamopracowy” zespół.

Zaskoczenie 4: Ruch lewostronny

Nie byłam na to gotowa. Wiedziałam, że czeka mnie nauka jazdy na skuterze, ale nie wiedziałam (pewnie mogłam się domyślić), że w Indiach jest ruch lewostronny. Bałam się, ale zastosowałam opcję „jakoś to będzie” i było! Bardzo dobrze. No może kilka razy prawie wylądowałam na murze, albo rowie czy krowie, ale obyło się bez wypadków – na szczęście 😉 Wiatr rozwiewał mi włosy, trójka dzieci mogła jechać ze mną i było super! Szkoda, że w Krakowie skuterem zbyt niebezpiecznie, no i z trójką dzieci daleko bym nie zajechała…

Rozczarowanie 2: Angielski

No dobrze. Przyznam się. Miałam nadzieję, że podszkolę się w angielskim. Wygrzebię go z czeluści mojego mózgu, ale niestety. Nie było takiej potrzeby. Codzienna komunikacja była bardzo prosta, wielu Hindusów słabo mówi po angielsku (choć to język urzędowy), więc czasem musiałam mówić bardzo prostym językiem, abyśmy się zrozumieli, a i to nie gwarantowało powodzenia 😉 Podsumowując, może trochę przewietrzyłam nieco swój angielski – ale nie za dużo! A szkoda.

Rozczarowanie 3: Słodycze

Nie uwierzysz ale przez 3 miesiące nie jadłam dobrego deseru… no chyba, że upiekłyśmy brownie 😉 Serio. Słodycze indyjskie zupełnie nam nie smakowały. Być może nie trafiliśmy na nic dobrego – nie przekreślam wszystkich deserów w Indiach – ale te, które próbowaliśmy były tak słodkie, twarde, suche że aż niedobre… Generalnie cukru jest sporo w napojach, ciastkach i cukierkach, dużo więcej niż w tych samych produktach w Europie.

Za to owoce… bajka!

Zaskoczenie 5 i zachwyt 4: Dziewczynki w szkole

Zosia i Helenka nie bez obaw szły pierwszego dnia do szkoły. Zastanawiały się: jak to będzie rozmawiać tylko po angielsku? A czy wszystko zrozumieją? A co jeśli nie będą wiedziały o co chodzi?

Ja myślałam: A nie za gorąco tam? W końcu lekcje w szałasach… Czy nie zapomną o piciu wody? No i czy aby to bezpieczne, że cały dzień będą na plaży beze mnie (piątek był beach day?). Jak się okazało były też inne Polki, więc polski był w ruchu, a o wszystko inne dbali nauczyciele 😉 wracały zmęczone i szczęśliwe!

Zaskoczenie 6: Krzyś w przedszkolu

To było trudne. Nasz Krzyś (l. 5) w Polsce rok adaptował się do przedszkola, i nie lubił się z nami rozstawać. Dość naiwnie założyłam, że w Indiach może będzie inaczej… Nie było. I choć miał w przedszkolnej grupie trzech kolegów z Polski, a na terenie placówki kolejną piątkę polskich dzieci (siostry były w innej szkole), to każdy poranek był trudny. Nie pomagały przytulaski, dużo czasu razem popołudniami, zapewnienia o naszej miłości. Było ciężko. Choć wracał radosny i pełen opowieści o zabawach w błocie, małych małpkach, które regularnie ich odwiedzały, rzucaniu kamieni i bazach, które zbudował; rozstania były trudne.

Do czasu, aż…

Zachwyt 5: Córka

Zosia sama zdecydowała się zmienić szkołę, aby być z Krzysiem. Aby jemu było raźniej! To było bardzo piękne i dojrzałe, choć wcale nie takie łatwe dla niej. Jak się później okazało, ta zmiana była i dla niej korzystna. W pierwszej szkole obyła się z językiem i spokojnie się komunikowała, używając oczywiście także rąk i nóg ;-). W nowej szkole trafiła do klasy ze starszymi dziećmi od siebie, mówiła wyłącznie po angielsku, uczyła się matematyki, geografii, angielskiego i francuskiego – oczywiście po angielsku. I choć wracała jeszcze bardziej zmęczona i brudna, to widziałam w oczach dumę z samej siebie!

Helenka też stanęła na wysokości zadania i choć została w szkole bez siostry, czego się bała (w końcu we dwie raźniej) bardzo dzielnie i odważnie zaprzyjaźniała się z coraz większą grupą dzieci z całego świata!

Zachwyt 6: Ludzie

Moje doświadczenia wskazują na to, że Hindusi to bardzo dobrzy ludzie. Lubią dzieci, są serdeczni, uśmiechnięci i choć wielu z nich wiedzie bardzo skromne, lub nawet biedne życie, są pogodni. Przynajmniej my takich spotykaliśmy każdego dnia. Bałam się o bezpieczeństwo dzieci w obcym i dalekim kraju, a to było zupełnie niepotrzebne.

Zachwyt 7: Zaufanie

Przed wyjazdem bałam się, że ktoś nas może chcieć oszukać, okraść czy naciągnąć. Ale przebywając wśród Hindusów, dając się wozić, leczyć czy powierzając swoje dzieci, czułam się najbezpieczniej w życiu.

Może mieliśmy szczęście do ludzi? Może po prostu nic złego nas nie spotkało? No chyba, że ktoś nas tak oszukał, że dotąd się nie zorientowaliśmy 😉

Zaskoczenie 7: Praca zdalna

Miałam nadzieję, że się uda. Takie było założenie. Ale też sporo obaw. A okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. To nie tak, że nie było kłopotów, czy jakiś trudniejszych momentów – były. Zespół w Krakowie, a ja daleko, 4,5 h różnicy czasu. Dziewczyny dopiero się rozkręcały z działaniami ok. 10:30, a ja już kończyłam, bo zbliżała się 15:00 i czas odbierać dzieci. Ale wypracowałyśmy sobie rytm pracy. Planowałyśmy lepiej rozmowy, i czy był dobry czy zły internet, dawałyśmy radę rozmawiać i prowadzić wszystkie działania. A ja upewniłam się, że mamy super zespół! Dzięki dziewczyny!

To był niesamowity czas. Bardzo bogaty w doświadczenia i przeżycia. Czy coś się zmieniło w nas na lepsze? Zobaczymy!

A jeśli jesteś ciekawa, gdzie jest Goa, i upewnić się, że to nie jest wyspa 😉 kliknij tutaj >>>

A wiesz jak tam trafiliśmy? Jeśli nie, to zapraszam jeszcze tutaj 😉

Chcesz o coś zapytać napisz do mnie: [email protected]

Zdjęcia: Agnieszka Czmyr-Kaczanowska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  

Wynagrodzenie po urlopie macierzyńskim

Jednym z najczęściej pojawiających się pytań na etapie powrotu do pracy po urlopie, jest kwestia wynagrodzenia. Na jakie wynagrodzenie może liczyć? Co z dodatkami i premiami? Czy nadal przysługuje samochód służbowy?
  • Marzena Pilarz-Herzyk - 14/04/2019
mama z córeczką

W powyższej sytuacji należy rozpatrzyć kilka różnych sytuacji.

Powrót do pracy po urlopie macierzyńskim

W sytuacji, w której wracasz do pracy po urlopie macierzyńskim/rodzicielskim pracodawca ma obowiązek zapewnienia Ci wynagrodzenia takiego, jakie byś posiadała nie mając przerwy w pracy spowodowanej urlopem. W praktyce więc przysługują Ci również podwyżki, które otrzymałabyś, gdybyś nie była na urlopie.

Poniżej sprawdź kilka przykładów.

W czasie, gdy przebywałaś na urlopie, Twój zespół otrzymał 5% podwyżkę. Nie miały na nią wpływu wyniki indywidualne. Czy taka podwyżka wynagrodzenia powinna zostać uwzględniona po powrocie do pracy? TAK.

Przed przerwą urlopową miałaś wypracowane wyniki, przeszłaś pozytywnie ocenę roczną, ale zmiany umów nastąpiły w czasie, gdy Ty byłaś już na urlopie.
Czy Twoja umowa mogła zostać zmieniona podczas urlopu? TAK. Zmiana umowy może zostać dokonana w czasie urlopu. Podwyżka jednak nie przełożyłaby się na  wysokość zasiłku.

Czy Twoje wynagrodzenie powinno zostać zmienione po urlopie? TAK. Jeśli Twoja umowa nie została zmieniona w czasie urlopu, powinno to zostać zrobione tuż po Twoim powrocie do pracy.

Przed urlopem awansowałaś na stanowisko managerskie i zgodnie ze stopniami awansu w firmie od tego stanowiska przysługuje samochód. Po powrocie do pracy zmieniono Ci stanowisko pracy, ale w nowym dziale nie ma samochodów służbowych. Co z Twoim samochodem? Pamiętaj, że nadal masz ten sam stopień managerski, gdyż po powrocie nie można obniżyć stanowiska pracy (nowe stanowisko musi być zgodne z kompetencjami). To oznacza więc, że nadal zachowujesz
prawo do korzystania z samochodu służbowego.

Przed urlopem otrzymywałaś premię za określone dodatkowe zadania, zlecane przez przełożonego. Po powrocie z urlopu nie otrzymujesz już tych zadań, z racji powiększenia zespołu pracowniczego. Czy premia nadal Ci przysługuje? NIE. Nawet jeśli przed urlopem był to długi okres, mimo wszystko były to zadania ponad Twój standardowy zakres obowiązków i z tym wiązała się premia. Jeśli pracodawca nie ma w tej chwili dodatkowych zadań premiowanych dla Ciebie, premia nie będzie przysługiwała.

Powrót do pracy po urlopie wychowawczym

Nieco inaczej, niż powyżej wygląda sytuacja Twojego powrotu po urlopie wychowawczym. Tutaj bowiem, pracodawca nie może obniżyć Twojego wynagrodzenia. Nie ma jednak obowiązku uwzględniania ewentualnych podwyżek, które otrzymałabyś, gdybyś nie przebywała na urlopie.
A co zrobić w sytuacji, gdy bezpośrednio po urlopie macierzyńskim, wykorzystałaś urlop wychowawczy? Czy podwyżki za ten czas przysługują? Przepisy nie regulują wprost tej sytuacji.

Moim zdaniem należy jednak uwzględnić podwyżki, które przysługiwałyby za czas urlopu macierzyńskiego, natomiast już nie za okres urlopu wychowawczego.
Nie ma tutaj znaczenia, że formalnie wracasz z urlopu wychowawczego, gdyż wykorzystałaś go bezpośrednio po macierzyńskim.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Marzena Pilarz-Herzyk
Na co dzień mama dwóch synów Oskara i Oliwiera. Z wykształcenia prawnik. Z zamiłowania artystka. Zawodowo przez kilka lat związana z zarządzaniem przedsiębiorstwami, procedurami prawnymi i finansowymi. Od 2018 postanowiła zawodowo zająć się doradztwem prawnym przede wszystkim kobietom, mamom, rodzicom, ale również mniej świadomym swoich obowiązków pracodawcom. Prowadzi stronę mamaprawniczka.pl.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail