Czego szukasz

Moje macierzyństwo w Niemczech? Historia Kasi z Drezna

Zapraszamy Was na kolejny wywiad z cyklu #mamazagranicą. Tym razem bohaterką jest Kasia, mama dwóch chłopców, która opowie nam o swoim macierzyństwie w Niemczech. Kasia wyjechała do Niemiec w ramach programu stypendialnego Erasmus. To miały być 3 miesiące, a jest już ponad 10 lat. Została tam głównie z 2 powodów: pracy i męża. Po obronie dostała propozycję stypendium doktoranckiego na uczelni w Dreźnie. Tam mieszkał i pracował jej obecny mąż. Dziś wspominając mówi, że w Niemczech ostatecznie to On Ją „zatrzymał” 🙂

Katarzyna ze swoją rodziną

Kasiu  od 10 – ciu lat mieszkasz w Niemczech. Urodziłaś tam dwóch chłopców. Jakie są Twoje doświadczenia z wczesnego macierzyństwa? Co jest standardem w niemieckich szpitalach jeśli chodzi o opiekę nad kobietą w czasie ciąży, porodu i połogu?

Opieka prenatalna w Niemczech jest bardzo dobra. Ginekolog i położna współpracują ze sobą. W razie problemów zdrowotnych termin wizyty jest natychmiastowy. Cieżarne mają pierwszeństwo.

Ośrodki położnicze organizują kursy porodowe, opiekują się pacjentkami, a po porodzie przychodzą do domu aby obserwować niemowlę i matkę. Pomagają w problemach z laktacją, doradzają jak zorganizować codzienność z nowym członkiem rodziny, doradzają w razie problemów.

Na sali porodowej to rodząca decyduje, ona jest najważniejsza. Położne są do pomocy, są tłem, a nie głównym aktorem. Rodzić po ludzku to tutaj standard, a nie wyjątek (niestety słyszę wiele negatywnych opinii o polskich szpitalach).

Po porodzie, który nie był łatwy, ale nie należał też do najgorszych (również zasługa położnych i lekarzy w szpitalu), pozostałam na rocznym, płatnym urlopie wychowawczym – 65% zarobków ostatniego roku.

Po tym czasie zamierzałam wrócić do pracy bądź na uczelnię, jednak życie napisało inny scenariusz. Mój mąż dostał propozycję 2 – letniego kontraktu w Pekinie, w Chinach. Z różnych względów zdecydowaliśmy się wyjechać.

W ciążę z pierwszym synem Filipem zaszłaś w trakcie doktoratu. Można powiedzieć, że to były Twoje pierwsze kroki zawodowe. Ze względów zdrowotnych musiałaś przerwać doktorat. Jak zachował się wtedy Twój pracodawca?

Mój pracodawca zachował się fair. Ponieważ mój doktorat był ściśle powiązany z pracą w laboratorium, musiałam zmienić system i miejsce pracy.

Nie było z tym żadnego problemu, mój szef przeniósł mnie do innego budynku i przedłużył mi nawet umowę aż do wystąpienia ochrony przedporodowej – kończyła się w lutym, a moja ochrona zaczynała się dopiero z końcem marca. Wiąże się to z opieką lekarską – jeśli nie masz pracy, musisz samodzielnie opłacać ubezpieczenie zdrowotne, które jest tutaj stosunkowo drogie.

Na jakie formy pomocy finansowej w Niemczech może liczyć młoda mama lub kobieta oczekująca dziecka? Za co cenisz najbardziej życie w Niemczech jako mama?

Funkcjonuje tu wiele programów wspomagających mamy, rodziny. Jest wiele kursów przygotowawczych, sportowych, spotkań informacyjnych dla młodych lub przyszłych mam.

Po porodzie również jest bogata oferta spotkań, grup i aktywności z małym dzieckiem. Są kursy – mama, tata i dziecko. Niektóre Kasy Chorych mają nawet programy skierowane do młodych rodziców. Można bezpłatnie ukończyć kurs pływania z niemowlakiem.

Jest wiele ułatwień dla młodych mam. Sporo lokali przystosowanych dla wózków i niemowlaków. Komunikacja też jest przyjazna wózkom.
Generalnie dużo zależy od miejsca, w którym się jest. Wiadomo – większe miasta mają lepszą ofertę.

Jakie urlopy przysługują młodym rodzicom?

Tutaj chyba nie różni się to zbytnio od polskich realiów – 2 dni chorobowego „na dziecko“, 26-30 dni urlopu płatnego. Matki i ojcowie mają także pierwszeństwo w braniu urlopu podczas ferii (dzieci w wieku szkolnym).

W Niemczech również przysługuje 10 dni bezpłatnego urlopu na każde dziecko. I nie są to dni dzielone. Zarówno matka, jak i ojciec posiadają po 10 dni.

Jak niemieccy pracodawcy wspierają kobiety w ciąży, czy po urodzeniu dziecka? A może też wspierają ojców?

Urlopy tacierzyńskie są pozytywnie widziane. Wielu ojców bierze urlopy wychowawcze. Tutaj, jeśli ojciec chce wziąć wychowawczy, musi to być minimum 2 miesiące, a nie „marne“ 2 tygodnie. Naprawdę widać różnicę w kontaktach tato-dziecko po tym okresie.

Gdy okazało się, że firma mojego męża będzie zamknięta, a nad nami wisiało widmo przeprowadzki i wielkich zmian, mój mąż wziął urlop wychowawczy – tutaj właśnie minimum te 2 miesiące. Efekty są widoczne do dzisiaj – Oliver ma prawie 3 latka i ma o wiele lepszy kontakt z ojcem w tym wieku niż Filip.

Jak w Niemczech funkcjonują przedszkola czy żłobki, czy inne instytucje przyjmujące pod opiekę dzieci lub wspierające rodziców w czasie, gdy przebywają oni w pracy? Wspomniałaś też w naszej rozmowie o świetnym podejściu do pierwszoklasistów. Co dokładnie miałaś na myśli?

Kiedy urodził się mój starszy syn miejsce w żłobku było na wagę złota. Żartowaliśmy nawet, że powinno się zapisać dziecko do żłobka w chwili pokazania się 2 kresek na teście… Faktycznie było ciężko, a to z powodu mojego braku stałego zatrudnienia.

Jeszcze widać różnicę w podejściu do żłobków w Niemczech byłego bloku wschodniego. Przedszkola i żłobki są otwarte od 6 rano, częściowo nawet do 17:30, 18:00. W Niemczech „Zachodnich” są to godziny 7-15.

Jest jeszcze instytucja Niani – certyfikowanej przez Opiekę Społeczną „Jugendamt“. To kobiety, które opiekują się dziećmi do 3 roku życia (max. 5 dzieci), najczęściej we własnych lokalach mieszkalnych. Po przeprowadzce skorzystałam z ich pomocy w sprawie opieki nad Oliverem. Zwróciłam się do nich po listę autoryzowanych opiekunek. Otrzymałam od nich pełną listę dostępnych placówek plus kilka rad dla przyjezdnych. W imię zasady – kto pyta nie błądzi. Naprawdę bardzo miłe Panie.

Mój starszy syn poszedł w tym roku do pierwszej klasy. Polską rzeczywistość znam tylko z własnego doświadczenia – wciąż pamiętam 45 minut w ławce od początku roku. Tak nagle, po przedszkolu.

Tutaj słucham co opowiada mój syn i czasem uszom nie wierzę, (ale widziałam na własne oczy :)). Owszem, siedzą w ławkach, ale nie jest to bite 45 minut. Często siadają na podłodze, w kółku i tam realizują program. Myślę, że to ułatwia dzieciom przestawienie się na tryb szkolny z przedszkolnego.

Wspomniałaś jeszcze o Waszym dwuletnim pobycie w Chinach. Możesz opowiedzieć jak się odnalazłaś jako mama małego dziecka, w tak odmiennym kulturowo kraju?

Paradoksalnie, posiadanie małego dziecka (Filip miał 10 miesięcy) ułatwiło nam kontakty z innymi. Trzeba też przyznać, że społeczność niemieckojęzyczna w Pekinie ma bardzo rozwinięte struktury. Szczęśliwie się złożyło, że nasza lekarka pediatra miała znajomą w Pekinie. Dostałam od niej namiary na grupę matek z małymi dziećmi, które spotykały się cyklicznie.

Poza tym moja rodzina lubi wyzwania i postanowiliśmy „podbić“ Pekin. Poruszaliśmy się głównie metrem i autobusami, co było czasem bardzo zabawne. Niektórzy Chińczycy nie widzieli wcześniej blond włosów i niebieskich, okrągłych oczu, jakie w tamtym czasie posiadał jeszcze Filip. Był swoistą atrakcją w Zakazanym Mieście 🙂 Myślę, że to kwestia otwartości i chęci.

Wspominasz również, że obecnie nie pracujesz i że nie chciałabyś skazywać swoich dzieci na długi pobyt w świetlicach, czy pod opieką niani. Jaka praca spełniłaby Twoje wszystkie potrzeby? O jakiej pracy marzysz?

Wiele o tym myślałam i wciąż rozmyślam. Chciałabym pracować na pół etatu lub w domu. Myślę, że taka forma pracy odpowiadałaby mi najbardziej. Mam nadzieję, że uda mi się spełnić moje oczekiwania i marzenia.

Na razie jestem zmuszona odłożyć wszelkie plany na bok – mój młodszy syn póki co nie ma miejsca w żłobku, ani w przedszkolu. Tutaj gdzie mieszkamy obecnie, żłobki są przepełnione i ciężko jest dostać miejsce, jeśli nie ma się pracy (sytuacja podobna do tej z moim starszym synem, choć teoretycznie każdemu dziecku powyżej 1 roku życia przysługuje opieka). Mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni. Zarówno fakt opieki, jak i moja sytuacja zawodowa.

Trzymam za to kciuki! Powiedz mi jeszcze proszę na koniec, czego uczy Cię niemiecka kultura? Tak ogólnie, życiowo i w kwestiach wychowania dzieci?

Nie wiem czy to kultura, czy pobyt w obcym kraju, ale nauczyłam się … otwartości, tolerancji. Kiedyś nie zawierałam znajomości łatwo, teraz mam wrażenie, że przychodzi mi to o wiele łatwiej. Może to być też spowodowane posiadaniem dzieci – wiadomo są dobrym łącznikiem z innymi rodzicami.

Wokół mnie jest tak wiele ludzi różnej narodowości, pochodzenia, wyznania. Wielu moich znajomych nie ma niemieckich korzeni, choć wielu z nich jest w Niemczech już od paru pokoleń. Pozytywnie mnie zaskoczyła ich otwartość, również ludzi starszych, na odmienność czy to języka, wyglądu czy poglądów.

Dziękuję Ci za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcia: archiwum Katarzyny Werner

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie