Czego szukasz

Mama w Kalifornii – moje macierzyństwo po amerykańsku

Ponad rok temu wraz z mężem i 2,5 letnią wtedy córeczką Ania przeprowadziła się do słonecznej Kalifornii. Może teraz właśnie parę z Was wzięło głęboki oddech z myślą: ech marzenie, mieszkać w Kalifornii. I to wcale nie dziwne, bo ten „amerykański sen” towarzyszy nam od pokoleń. Ania obala niektóre mity i z dużym dystansem opowiada jak to amerykańskie życie wygląda naprawdę. Zapraszam Was na kolejną rozmowę z cyklu #mamazagranicą

  • Ewa Moskalik - Pieper - 12/12/2018
Anna Sperber

Aniu, trochę ponad rok temu, 6 października zaczęła się Twoja przygoda. Wraz z mężem i wtedy 2,5-letnią córeczką, zapakowani w 6 walizek i dwa plecaki wyruszyliście do Kalifornii. Dlaczego wyjechaliście do Stanów?

Mąż pracował w firmie technologicznej w Polsce, a ja w tym czasie pomagałam współtworzyć startup, byłam odpowiedzialna za relacje z klientami i prowadzenie projektów. W wielkim skrócie miałam dowieźć do mety to, co klient sobie u nas zamówił, zadbać, aby było to na czas i aby klient był zadowolony ze współpracy. W tym czasie w pracy męża padła sugestia, że jeśli chce, to mógłby przenieść się do teamu do Stanów.

Zaczęliśmy analizować wszystkie za i przeciw. Pomyśleliśmy, że świetnie byłoby przeżyć taką przygodę, ale mieliśmy stabilną sytuację w Polsce, mieszkanie, ja spełniałam się zawodowo. Nie jest łatwo rzucić wszystko i wyjechać w nieznane. Niestety rozwój startupu zaczął z różnych powodów hamować i projekt miał się zakończyć. Już nie wiem, czy ostatecznie to przeważyło, czy coś innego, ale powiedzieliśmy tak i maszyna ruszyła.

Czy bałaś się tak dużej zmiany w Waszym życiu? Czy trudno było Ci się zaadaptować do nowej sytuacji?

Gdzieś kiedyś przeczytałam, że tylko głupcy nie boją się zmian. To była ekscytacja na przemian ze strachem. Przed samym wylotem było tyle do ogarnięcia, że odbiło się to totalnie na moim zdrowiu. Mało snu, stres związany z wylotem, ciągłe sprawdzanie, czy niczego nie zapomnieliśmy, w końcu tak łatwo nikt nam potem tego nie mógł dosłać ;-).

Niezwykłe było dla mnie to, że będę mieszkać w USA, a jednocześnie wiedziałam, że w przeciwieństwie do mojego męża, lecę do miejsca, gdzie nic na mnie nie czeka. Nie wiedziałam, czy i jaką dostanę pracę, czy warunki, na które się zgodziliśmy, okażą się wystarczające, aby żyć tak, jak żyliśmy w Polsce. Smucił mnie też fakt, że bliskie nam osoby znajdą się tysiące kilometrów od nas. Prawdziwe przyjaźnie potrzebują przecież czasu, musieliśmy się nastawić na samotność. Na początku było mi osobiście bardzo ciężko. Mąż wychodził do pracy, a ja zostawałam z córką sama. Znaliśmy kilka osób, ale były to świeże znajomości.

Po przyjeździe chwilę musiałaś czekać na pozwolenie na pracę.

Tak, był to trudny dla mnie psychicznie okres. Moja wiza jest zależna od wizy mojego męża. Pozwala mi na legalną pracę, ale po uzyskaniu pozwolenia. Miesiąc po przylocie złożyłam zatem odpowiednie podanie i dokumenty. Miałam czekać około dwóch miesięcy, a czekałam ponad siedem.

Na początku mieliśmy sporo na głowie, więc nie odczuwałam tak bardzo tego, że nie mam pracy. Urządzenie mieszkania, wyrobienie dokumentów, poszukiwanie przedszkola, podatki, których trzeba się było nauczyć od nowa i tym podobne. Potem spraw było coraz mniej, a ja zaczynałam mieć coraz więcej czasu, z którym nie wiedziałam, co mam zrobić. Zawsze miałam wypełniony kalendarz, byłam zorganizowana, lubiłam swoją pracę. Nie widziałam siebie nigdy w roli, tylko i wyłącznie mamy. Chciałam być aktywna zawodowo, mieć swój wkład w budżet domowy. Córka poszła do przedszkola, mąż był w pracy, a ja leżałam i gapiłam się w sufit. Nie potrafiłam się odnaleźć w sytuacji.

Zajmujesz się teraz czymś zupełnie innym zawodowo niż wcześniej?

Pozwolenie dostałam dopiero pod koniec lipca. Na początku zaczęłam szukać pracy w firmach zajmujących się marketingiem jako project manager. Chciałam robić to, co robiłam w Polsce, ale nie wiedziałam, czy amerykańskie firmy będą w ogóle mną zainteresowane. Referencje mają tu bardzo duże znaczenie, więc od razu poprosiłam byłych przełożonych i kolegów z pracy o napisanie kilku słów na LinkedIn.

Rekruterzy często dzwonią do poprzednich miejsc pracy, a w moim przypadku nikt nie był w stanie zwyczajnie podnieść słuchawkę i spytać mojego poprzedniego szefa o opinię na mój temat. Mimo to dostałam kilka zaproszeń na rozmowę, były to poważne oferty i takie, które za pięknym opisem speca od marketingu, ukryły pozycję sprzedawcy „door-to-door”.

W trakcie poszukiwań dotarło do mnie, że przecież w grudniu lecimy na trzy tygodnie do Polski, a nikt nie da mi tak długiego urlopu. Musiałabym albo zdenerwować pracodawcę i zrezygnować z pracy po 3-4 miesiącach, albo zrezygnować z planów wylotu i odwiedzenia rodziny. Postanowiłam poszukać czegoś tymczasowego i tak wylądowałam w punkcie druku jako Print&Marketing Associate. Pomagam klientom dobrać odpowiedni produkt, robię drobne edycje graficzne, ale również zajmuję się produkcją. Pracodawca przyzwyczajony jest do dużej rotacji pracowników, a ja mam szansę codziennie rozmawiać po angielsku i dodać sobie do CV stanowisko w USA, a nie tylko w nieznanej dla Amerykanów Polsce.

W naszej rozmowie wcześniej wspomniałaś, że jak już zaczęłaś pracować, to zmieniło się Twoje spojrzenie na pracę, że inaczej pracuje się w Polsce, inaczej w USA. Co to oznacza?

Generalnie nie tylko praca tu, ale samo mieszkanie w USA zmieniło moje spojrzenie na wiele spraw. Chyba każdemu, a przynajmniej większości, Ameryka kojarzy się z American Dream. Wielu osobom z Polski, z którymi mamy kontakt, wydaje się, że żyje nam się tu jak w bajce. Rzeczywistość jest trochę inna. Żyje się normalnie, są dni piękne i dni trudne. Jest kilka rzeczy, które zaskakują naszych znajomych.

Po pierwsze nie ma tu 20, a tym bardziej 26 dni urlopu. Pracodawcy czasami oferują płatne 10 – 14 dni w roku, ale jest to traktowane jako dodatkowy benefit dla danego stanowiska. Edukacja jest bardzo kosztowna, wielu młodych ludzi pracuje i uczy się jednocześnie. Ci, których nie było stać na ukończenie studiów, pracują w kilku miejscach jednocześnie, a ich miesięczne zarobki są bardzo niskie. Pojęcie płatnego zwolnienia chorobowego nie istnieje. Koleżanka z pracy miała skomplikowane złamanie ręki, które zakończyło się operacją. Po tygodniu była już w pracy w gipsie. Rachunek za leczenie opiewa na 70 tysięcy dolarów! Rachunki za leczenie są bardzo wysokie.

Jeśli nie pochodzi się z bogatej rodziny, to pracuje się od 16 roku życia, aż się padnie. Na emeryturę jak sobie nie uzbierasz sam, to jej nie masz. W Polsce narzekamy na umowy śmieciowe i kolejki do lekarzy. No cóż, zapraszam do USA, to zakochamy się w Polskim systemie ponownie. 😉 Zaczęłam zatem doceniać każdy dzień wolny, który mogę spędzić z rodziną, szanuję bardzo wszystkie osoby, które pracują, zostawiamy zawsze napiwki każdemu, bo wiemy, że stawka za godzinę jest niezwykle marna.

Czym różni się Twoje macierzyństwo w Kalifornii, od tego w Polsce? Jak wychowuje się tam dzieci?

Moje spojrzenie na macierzyństwo, w ogóle się nie zmieniło. Tu chyba w większości panuje przekonanie do zimnego chowu. A może po prostu miałam pecha, że spotkałam tylko takie osoby – mam taką nadzieję. Trening samodzielnego zasypiania, szybki trening na nocniku, dzieciaki w żłobkach od 6 tygodnia życia, chociaż to akurat często nie z wyboru mamy.

Ja kieruję się sercem, ideą rodzicielstwa bliskości, opieram się na intuicji, rozmawiamy, przytulamy się, tłumaczymy. Daleka jestem od jakiejkolwiek tresury. Dziecko to dla mnie mały człowiek, który ma wolną wolę i ma prawo decydować o sobie. Ameryka to ogromny kraj, Kalifornia ma podobną ilość mieszkańców co Polska, podejrzewam, że są tu ludzie, i bardziej zakręceni na punkcie kontroli nad dzieckiem, i mniej.

Zasadniczo jednak Amerykanie uwielbiają dzieciaki, nierzadko na ulicy słyszymy zachwyty nad tym, jaka Nela jest „cute, pretty, amazing” itd. Znacie te wszystkie dobre „ciocie”, które powiedzą Wam, kiedy zaczął się sezon na czapeczkę, albo próbują wcisnąć dziecku ciasteczko? Nie ma takich ciotek w Stanach. Widziałam dzieciaki biegające przy 13 stopniach w krótkich spodenkach i nikt nie mierzy tu za to rodzica potępiającym wzrokiem. Dziecko płaczące w sklepie? Nie martwcie się, obsługa Was nie wyprosi i nikt Wam nic złego nie powie. Generalnie nie wpychają nosa w nie swoje sprawy, raczej będą starali się zabawić malucha i pomóc mamie.

Jak wygląda taki zwykły dzień amerykańskiej rodziny?

Dzieciaki w USA mają bardzo zorganizowany czas. Ogólnie całe życie amerykańskiej rodziny kręci się wokół harmonogramu. Kobieta, która decyduje się na pozostanie z dzieckiem w domu, ma dzień wypełniony obowiązkami od rana do wieczora. Szczególnie wtedy, gdy dziecko jest już w wieku szkolnym. Choćby lekcje w szkole, na które musi je zawieść rodzic, albo jedzie samo, słynnym żółtym autobusem.

Dziecko musi być pod ciągłą opieką, więc auta rodziców mogą zatrzymać się tylko w określonych punktach, a autobus podjeżdża często nawet pod sam dom. Lekcje trwają do około 2.30, następnie jest czas na zajęcia pozalekcyjne, zazwyczaj jest to jakiś sport lub zajęcia muzyczne, wieczorem główny posiłek. Amerykanie w ciągu dnia mają drobne posiłki, a wieczorem około 19 dopiero obiad z całą rodziną.

Dziecko zazwyczaj przynależy do jakiejś grupy albo nawet kilku. Może być to drużyna sportowa, zespół muzyczny lub harcerze (scouts). Weekend kręci się wokół tej grupy, na przykład zwyczajem jest weekendowa impreza sportowa, w której biorą udział dzieci. Znacie to na pewno z amerykańskich filmów rodzinnych.

Z ciekawostek, to najbardziej zaskoczył mnie brak gondoli do wózków. Nie jest to dla sprzedawcy oczywiste, że chcesz mieć wózek z gondolą. Prawie wszędzie widzę dzieciaki wożone w nosidełkach, zamiast gondoli. Jeśli ktoś używa nosidła, to dziecko jest w nim umieszczone przodem do świata. Jest to być może brak edukacji, a być może nie ma tu, aż tak dużego nacisku na kontrolę bioderek dziecka, jak w Polsce. Odnośnie dziecka obcy ludzie pytają zawsze o pozwolenie. Przy kasie nie dadzą nawet mojej córce naklejki, jeśli wcześniej się nie zgodzę.

Jak Twoja córeczka zaadaptowała się do nowych warunków życia?

Dla niej dom jest tam, gdzie są jej rodzice, to było dla mnie najważniejsze. Nie zareagowała źle na zmianę. To my stanowimy dla niej oparcie. Jeśli jesteśmy przy niej, to nie jest dla niej ważne, gdzie mieszkamy. Było kilka takich momentów, że nie chciała rozmawiać z babcią, bo była na nią obrażona, że nie ma jej blisko. Dużo z nią rozmawiam i tłumaczę. Nie naciskam na codzienne dzwonienie na Skype, staram się jej dać możliwość samodzielnego poukładania sobie wszystkiego w główce.

Już od pół roku chodzi do przedszkola. Na początku było mi ją ciężko zostawiać, adaptacja była trudna, a na pewno to, że nauczyciele mówili w innym języku, jej nie pomagało. Po miesiącu się przyzwyczaiła. Obecnie nie ma już problemów z komunikacją, ma ulubione koleżanki, a jej akcent powala mnie na łopatki. Mówi czysto w obu językach. Dzieci niesamowicie szybko chłoną język. Chcecie nauczyć malucha mówić płynnie w innym języku, zapiszcie je na lekcje, ale koniecznie z native speakerem.

Jak wygląda edukacja dzieci w Stanach?

Publiczne szkoły w Kalifornii są darmowe. Dzieciaki chodzą do szkoły, która jest im „przypisana” z racji zamieszkania, czyli bardzo podobnie jak w Polsce. Rok szkolny zaczyna się w sierpniu. Dzieci muszą mieć ukończone 5 lat przed 1 sierpnia, aby móc iść do tutejszej zerówki, która ma nazwę kindergarten.

Szkoła podstawowa zaczyna się właśnie od kindergarten i trwa do piątej klasy, następnie jest middle school (szkoła średnia), która ma 3 klasy (6,7 i 8) i high school od 9 do 12 klasy.

Rodzice mają możliwość zapisania dziecka do szkoły publicznej lub licencjonowanej szkoły prywatnej. Mogą też uczyć dziecko w domu, jeśli uzyskają akceptację programu nauczania. Dzieciaki muszą mieć raport na temat stanu zdrowia od lekarza oraz pełną kartę szczepień. Niby dziecko nie musi być specjalnie przygotowane, aby rozpocząć szkołę, jednak rodzice otrzymują listę umiejętności, które określają, czy dziecko jest gotowe do pójścia do szkoły.

Czy wymagana jest znajomość języka angielskiego przy zapisie do szkoły?

Dzieci, których angielski jest drugim językiem, muszą przejść specjalny test ze znajomości angielskiego, zanim zostaną przyjęte do szkoły. A tak poza tym dziecko powinno rozpoznawać kształty, liczyć do 20, znać alfabet i umieć napisać swoje imię lub chociaż je rozpoznać. Polskie dzieciaki uczą się tego wszystkiego w zerówce, tu uczą się tego dzieci w wieku 3-4 lat. Oczywiście w formie zabawy, jednak mimo wszystko wcześniej niż w Polsce.

Kiedy polskie przedszkole skupia się na zabawie i rozwijaniu kreatywności, to amerykańskie na przygotowaniu malucha do szkoły. Nawet jeśli danego dnia Nela ma zajęcia plastyczne, to są one uzależnione od jakiejś litery i cyfry, np. wyklejają literkę O. Jeśli chcemy więcej szaleństwa, to musimy się trochę bardziej wysilić podczas poszukiwań placówki.

Czy w amerykańskim przedszkolu są jakieś rozwiązania dla dzieci lub rodziców, z którymi nie spotkałaś się w Polsce?

Często przedszkole posługuje się aplikacją do komunikacji z rodzicem i umieszczania tam codziennych aktywności dziecka. Wiem, że w Polsce to jeszcze nowość. Dodatkowo wszędzie jest zakaz przynoszenia czegokolwiek, co mogłoby zawierać orzechy. Jeśli chcemy przynieść poczęstunek dla dzieci z okazji urodzin naszej pociechy, to musi być on kupiony w sklepie i zawierać etykietę z listą składników. Musi być odpowiedni dla alergików.

Większość przedszkoli oferuje dodatkową opiekę wieczorami raz w miesiącu, jest to tak zwane Parents Night Out, czyli wieczór na randkę dla rodziców.

Niezłym zaskoczeniem było dla nas to, że dzieci nie zmieniają butów na kapcie i chodzą cały dzień w tych samych. Drzemki odbywają się na specjalnych matach na ziemi i nawet wtedy buty nie są im zdejmowane.

Jaka jest opieka zdrowotna dla dzieci?

Szczepienia są obowiązkowe i są oferowane dla dzieci za darmo. Jak wspomniałam wcześniej, żeby być przyjętym do przedszkola lub szkoły należy przedstawić pełną listę szczepień i raport od lekarza. Wizyty w celu ogólnego sprawdzenia stanu zdrowia są bezpłatne, natomiast za wizytę z chorym dzieckiem należy zapłacić. Nasza rodzina bardzo mało choruje i mieliśmy przyjemność gościć u lekarza jedynie 2 razy w ciągu naszego, do tej pory, rocznego pobytu. Raz przed zapisaniem Neli do przedszkola, a drugi raz podczas przeziębienia. Nie mamy zatem dużego doświadczenia i wiedzy na ten temat. Na całe szczęście.

A jak jest z dostępem do leków?

Apteki w Stanach są częścią większych sklepów, nie ma miejsc, gdzie sprzedaje się tylko lekarstwa. Trochę tak jakby każdy Rossmann w Polsce dodatkowo oferował realizację recept. Recepty od lekarza można zrealizować jedynie u farmaceuty, ale chcąc wyleczyć zwykłe przeziębienie można iść na szybkie zakupy i wsadzić do koszyka to, co uznamy, że nam pomoże. Czasami podczas płatności będziemy musieli okazać dowód, że jesteśmy pełnoletni. Z tego, co zdążyliśmy zauważyć, to jeśli Twoje dziecko nie ma ukończonego 6 roku życia, to na zwykłe przeziębienie nie znajdziesz na półkach nic oprócz wody morskiej w sprayu do czyszczenia nosa i syropu na bazie miodu na kaszel. Jeśli podejrzewasz zatem, że potrzebujesz czegoś silniejszego, to musisz udać się do lekarza po poradę, ale nie masz gwarancji, że przepisze ci cokolwiek oprócz zalecenia odpoczynku i tego co dostępne na półkach.

Czy planujecie wrócić do Polski?

Chyba nie chciałabym zostać w USA na stałe. Na razie jednak nic nie planujemy. Żyjemy tym, co jest tu i teraz. Skupiamy się na tym, aby jak najwięcej zwiedzić, trochę odłożyć, nabrać doświadczenia. Pierwszy rok był dla nas ciężki z racji tego, że zaczynaliśmy od totalnego zera, zobaczymy, co przyniesie nam kolejny.

A jak po tym roku wyobrażasz sobie przyszłość swojej córki? Chciałabyś, żeby mieszkała np. w Kalifornii?

Targają mną sprzeczne emocje. Kalifornia ma swoje plusy, ale ma też swoje wady. Latem i jesienią, kiedy trawa jest bardzo sucha mamy tu problem z pożarami. Bezpieczeństwo w większych miastach jest słabe. W ubiegłym tygodniu miałam 10 zleceń na zalaminowanie pozwoleń na broń. Trochę to przerażające.

Tak sobie teraz myślę, że jak ktoś będzie czytał ten artykuł, to może się zastanawiać, po co my w ogóle w tych Stanach siedzimy, skoro wymieniłam Ci podczas tej rozmowy w sumie same negatywne aspekty życia. No cóż, może Ameryka nie jest tak piękna jak pokazują nam ją w serialach i filmach, ale ma swój urok i również wiele plusów. Musimy też pamiętać, że my jesteśmy w trochę innej sytuacji niż przeciętny mieszkaniec. Mój mąż pracuje w korporacji i może sobie pozwolić na trochę więcej swobody związanej, chociaż z urlopami. Często wyjeżdżamy, aby zwiedzić kolejny skrawek Stanów, kiedy znajomi z mojej pracy nigdy nie byli nigdzie poza Kalifornią.

Rachunki za opiekę zdrowotną są dużym obciążeniem, ale mimo wszystko przy dobrym zarządzaniu budżetem jest nas na nie stać. Żyjemy w małej miejscowości, gdzie jest o wiele bezpieczniej, nie ma aż tak dużego problemu z przestępczością i z bezdomnością, a sama Kalifornia jest piękna, szczególnie jej północna część z Tahoe i Yosemite. Jak zatęsknię za śniegiem, to wsiadam w auto zimą i po 2 godzinach mogę jeździć na nartach. Mam 3 godziny do oceanu, 2 godziny w góry, 5 godzin na pustynię.

Ludzie są niezwykle pozytywni, chociaż, pewnie sami o sobie tak nie myślą. Jednak jeśli porównam zachowanie ludzi z kolejki na poczcie w Polsce i z kolejki na poczcie w USA, widzę różnicę pomiędzy mentalnością. To prawdopodobnie efekt tej pogody, bo sezon na deszcz trwa tu jedynie przez 3 miesiące, co nie znaczy, że pada codziennie. Obsługa klienta jest na najwyższym poziomie, wszędzie naprawdę starają ci się pomóc. Nie wiem gdzie będziemy mieszkali w momencie, kiedy moja córka będzie pełnoletnia, ale jeśli będzie chciała swoje życie związać z miejscem, które będzie tysiące mil ode mnie, to po prostu tak zrobi. Ważne jest dla mnie, aby była tam szczęśliwa.

Prowadzisz blog californiadreamin.pl. Od jak dawna? Robiłaś to już wcześniej, czy zaczęłaś po przyjeździe do USA?

Zaczęłam pisać na krótko przed wyjazdem, nie miałam planu i pomysłu. Chciałam, aby to był jednocześnie mój pamiętnik, ale też baza informacji dla ludzi, których Stany interesują. Blog ma już rok i powinna być na nim cała masa wpisów, jednak całość bardzo przycichła. Na początku ciężko mi było napisać, chociażby o tym, jak wygląda edukacja dzieci w przedszkolu lub co zobaczyć w San Francisco. Nie byłam na tyle pewna siebie, aby publikować kolejne wpisy. Chciałam, aby to były wartościowe materiały.

Myślę, że teraz po roku mam już odpowiednią dawkę zasobów, aby go reaktywować. Aktywna jestem za to bardzo od początku na Instagramie. To co jest dla mnie najmilsze w całym życiu online to, że piszą do mnie osoby, które stoją przed decyzją o wyjeździe i mój wpis sprzed roku pomógł im delikatnie opanować stres, bo wiedzą, że ktoś też się zmagał z podobnymi uczuciami. Dzięki Instagramowi poznałam też wspaniałych ludzi, z którymi spotkaliśmy się już nie raz na żywo, a mam nadzieję, że z kolejnymi będę miała taką okazję.

Co najbardziej cenisz sobie jako mama żyjąc w takim kraju jak Stany Zjednoczone? Za co lubisz Kalifornię?

Najbardziej cieszy mnie to, że Nela ma okazję nauczyć się płynnie mówić w drugim języku. Dodatkowo otoczona jest ludźmi różnych narodowości, ras i religii. Jako trzylatka zwiedziła już całą masę miejsc, w Polsce nie miałaby takiej okazji. Mam nadzieję, że choć trochę z tego zapamięta, a jeśli nie, to zadbamy o to, aby mogła powtórzyć dotychczasowe podróże.

Jak już Ci wcześniej wspomniałam, uwielbiam Kalifornię za to, jak blisko mam do miejsc, które są tak od siebie różne: ocean, góry pustynia. Lubię też oczywiście kalifornijską pogodę, upały są męczące, ale jednak mamy ciepełko przez większość roku. Nie posiadam w ogóle zimowej kurtki. Ciągle zaskakuje mnie pozytywne nastawienie ludzi i ich otwartość. Jeśli Amerykaninowi podobają się Twoje buty, to Ci o tym powie nawet jeśli Cię nie zna. Chcę jeszcze tu trochę pomieszkać, a potem zobaczymy. Jest jeszcze przecież tyle miejsc do poznania.

Bardzo Ci dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik-Pieper

Zdjęcia: archiwum prywatne Ani

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Czy dałaś się złapać w pułapkę „nie opłaca mi się wrócić do pracy”?

Mama wracająca do pracy może natrafić na wiele pułapek. I choć często wydaje się, że tak musi być, albo zawsze tak było, to warto analizować, robić kalkulacje, a przede wszystkim rozmawiać. Jeśli Ty też dałaś się złapać w pułapkę "nie opłaca mi się wrócić do pracy", przeczytaj koniecznie jak sobie z tym poradzić!
  • Joanna Gotfryd - 20/05/2020
kobieta pracuje przy swoim biurku - ręce laptop

Czy zdarzyło Ci się powiedzieć, albo usłyszeć od koleżanki: „nie opłaca mi się wrócić do pracy”, bo po opłaceniu pensji niani zostaną mi pieniądze tylko na waciki? A czy koszty niani, żłobka itp są wyłącznie Twoim “problemem” i Ty musisz zarobić na nianię? Czy Ty też dałaś się złapać w pułapkę?

Zarobię tylko na nianię – takie myślenie to pułapka

Powrót mamy do pracy to skomplikowana rodzinna logistyczna operacja. Jedną z najważniejszych kwestii – poza samym powrotem do starej pracy czy znalezieniem nowego zajęcia – jest zapewnienie opieki dziecku. To wyzwanie, które sprawia, że ten powrót jest trudniejszy, a czasem nawet niemożliwy. I czasem dajemy się złapać w pułapkę.

Niezbędny jest też prosty rachunek matematyczny – Twoja pensja minus koszty związane z powrotem do pracy (dojazdy, opieka do dziecka, nowe ubrania, itp.).

Czy też kalkulujesz/ kalkulujecie wspólnie powrót do pracy, wliczając po stronie kosztów opłatę za prywatny żłobek (bo w państwowym kolejka na 7 lata do przodu i się nie załapiecie), albo nianię? I zdarza Ci się powiedzieć – nie opłaca mi się wrócić do pracy?
Albo słyszysz od bliskich – Twój powrót do pracy się nie opłaca. Zarobisz na nianię i prawie nic już nie zostanie?

Przeczytaj także: Szukasz pracy? Tej wiedzy będziesz potrzebować!

Kosztami opieki do dziecka podzielcie się wspólnie

A czy zadałaś sobie kiedykolwiek pytanie – dlaczego tylko Ty masz zarobić na nianię czy prywatny żłobek?
Dlaczego to mama ma zarobić na nianię? Czy – w wymiarze umownym, „mentalnym”– te koszty nie powinny być dzielone na pół? Połowa pensji niani to koszt taty, połowa – koszt mamy? W końcu dziecko jest nasze wspólne, prawda? Czy takie myślenie nie uwolniłoby nas z pułapki pt. nie opłaca mi się wrócić do pracy?

Kiedy od swojej pensji odejmiesz tylko połowę kosztów niani, zobaczysz zupełnie inny rachunek ekonomiczny. Okaże się, że Twój powrót do pracy „opłaca się finansowo”.

Przeczytaj też: Jak przygotować się na powrót do pracy

Różne powody by wrócić do pracy albo zostać w domu

Celowo pomijam w tym miejscu zupełnie inne powody powrotu do pracy – chęć rozwoju, robienia czegoś dla siebie, wykorzystania swoich umiejętności i kompetencji, chęć przebywania z innymi dorosłymi, zbawiania świata, itp. Każda z nas ma inne powody by wrócić do pracy (lub zostać w domu). Ale warto o tym wspomnieć, bo praca daje nam szereg innych niż pieniądze benefitów i korzyści.

Kiedy kilka tygodni temu wspominałam o tym umownym podziale kosztów opieki do dziecka w programie DDTVN, dostałam kilka wiadomości. Zupełnie tak na to nie patrzymy i gdybyśmy częściej tak myślały, byłoby więcej zaangażowanych ojców i mam, które świadomie i z poczuciem własnej wartości wracają do pracy. Coś w tym jest, prawda?

Kiedy będziesz w sytuacji „nadszedł czas by wrócić do pracy” – spróbuj, robiąc rachunek zysków i strat pomyśleć o tym, co by było gdyby, koszty niani „umownie” podzielić na pół…

Przeczytaj także: Jak przeżyć powrót do pracy? List od Moniki

Zdjęcie: Storyblocks

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.

50/50 to się wszystkim opłaca. Jak koronawirus przyśpieszył równouprawnienie płci

Pandemia koronawirusa zmusiła wiele firm do wysyłania pracowników na home office. Dla pracujących rodziców ta sytuacja okazała się prawdziwym sprawdzianem z partnerstwa. Z kolei pracodawcom uzmysłowiła, jak ważną rolę mają do odegrania w kształtowaniu nowego ładu społecznego, który uznaje prawo obojga rodziców do opieki nad dzieckiem.
  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 15/05/2020
ojciec siedzi z dziećmi przy stole - pracuje zdalnie

Jeden z częściej udostępnianych memów w social mediach stawia pytanie: „Kto w twojej firmie odpowiada za cyfryzację: CEO; dyrektor ds. cyfryzacji; COVID-19? Analizując ostatnie tygodnie, trudno zaprzeczyć temu, że to koronawirus przyspieszył procesy związane z transformacją cyfrową w wielu firmach. Czy innym skutkiem ubocznym pandemii może być przyspieszenie w obszarze partnerskiego podejścia do opieki nad dziećmi przez pracujących rodziców?

Nowy trend na horyzoncie pracodawców

Od dłuższego czasu jesteśmy świadkami zmian społecznych i kulturowych dotyczących zaangażowania rodziców w wychowanie dzieci, a w szczególności zmiany w podejściu do ojcostwa wśród młodych mężczyzn.

Zgodnie z wynikami badania „Family Power” oraz badania „Diagnoza postaw, motywacji i barier wobec urlopów ojcowskich i rodzicielskich” przeprowadzonego na zlecenie Fundacji Share The Care, przez firmę badawczą IQS na reprezentatywnej próbie Polaków w wieku 18 – 45 lat, kobiety i mężczyźni są zgodni są co do tego, że obie płcie są równie dobrymi opiekunami dla swoich dzieci (79 proc.).

Badanie wskazuje, że bardziej otwarte na podział obowiązków w kwestii opieki nad dziećmi są osoby lepiej wykształcone, o wyższym statusie materialnym oraz osoby młode, przed 25. r.ż. Młodzi z większym optymizmem patrzą na kwestie związane z opieką nad dziećmi. Jednakowo oceniają kompetencje opiekuńcze zarówno matek, jak i ojców, uważają, że należy wspierać trend pozostawania ojców z dziećmi w domu.

Wyniki badania wskazują na to, że na naszych oczach dokonuje się zmiana jakościowa dotycząca tradycyjnego podziału ról w rodzinie. Pytanie, jak szybko coś się zmieni w rzeczywistości?

Przeczytaj także: 50/50 to się wszystkim opłaca! Cykl debat online

Eksperyment na żywym organizmie

Pandemia COVID-19 nieoczekiwanie zaserwowała nam eksperyment społeczny na niewyobrażalną skalę. Za sprawą koronawirusa większość pracowników przeszła w tryb pracy zdalnej na długie tygodnie. Jak z tą sytuacją poradzili sobie pracujący rodzice i pracodawcy?

  • Z pewnością bezprecedensowe doświadczenia ostatnich tygodni to doskonała okazja do dialogu i rozpisania na nowo ról w rodzinie. Może to być również szansa na dokładniejsze poznanie potrzeb, możliwości czy ograniczeń, zarówno swoich, jak i partnera czy partnerki – mówi Małgorzata Petru, ekspert ds. zarządzania karierą, Diversity Officer BNP Paribas Bank Polska, podkreślając, że taka sytuacja stwarza pracodawcy okazję do oferowania szerokiemu gronu pracowników rozwiązań z zakresu równowagi work-life balance, z szacunkiem do ich różnorodnych potrzeb i wolności wyboru życiowych priorytetów.

28 proc. rodziców aplikujących o zasiłek opiekuńczy na czas pandemii to ojcowie (dane z ZUS dotyczące liczby wniosków w okresie od 16 do 27 marca). W porównaniu do zaledwie 1 proc. mężczyzn decydujących się na urlop rodzicielski widać zachodzące w społeczeństwie zmiany.

  • Choć nigdy nie mierzyliśmy się z pandemią, to 28 proc. ojców zajmujących się dziećmi jest budujący i pokazuje, że partnerstwo między kobietą a mężczyzną w coraz większym stopniu wdrażane jest w życie – a nie tylko pozostaje w sferze deklaracji Polaków – mówi Karolina Andrian, prezeska Fundacji Share the Care.
  • W podobnym tonie wypowiadają się pracodawcy. Anna Radimov, HR Business Partner w CEE HR Professional Service Hub reprezentująca Citibank Europe, która zatrudnia w Polsce ponad 4 tys. pracowników wskazuje, że blisko 2/3 ich pracowników będących rodzicami dzieci do lat 8, nie skorzystało z zasiłku i wspólnie dzieli się opieką nad dziećmi, godząc ją z obowiązkami w pracy.
  • Myślę, że to bohaterowie dnia codziennego. Citi zdaje sobie sprawę, że równość płci zaczyna się właśnie w domu i to tam rodzi się idea „współodpowiedzialności rodziców”. Jako pracodawca przyjęliśmy strategię wspierania obojga rodziców – mówi Radimov.
    Optymizm podziela Agnieszka Watrakiewicz, menedżer Zespołu Kadr w Departamencie Polityki Wynagrodzeń i Spraw Pracowniczych w Banku Gospodarstwa Krajowego.
  • W obecnej sytuacji zaobserwowaliśmy, że rodzice nie chcą wybierać między rodziną a pracą, dlatego mężczyzna i kobieta łączą siły, wspierają się oraz współpracują wzajemnie. W ostatnim czasie, podczas pracy zdalnej, pracodawcy zaczęli również dostrzegać, że mężczyźni są ojcami i podobnie jak matki spędzają czas w domu, mają dzieci oraz obowiązki z tym związane. Mężczyźni zaś zaczęli w większym stopniu korzystać z praw im przysługujących, np. zasiłek opiekuńczy, urlop rodzicielski, wychowawczy. Analizując obecną sytuacją wydaje się, że jesteśmy coraz bliżej przyspieszenia zmian w obszarze równości płci – podkreśla Watrakiewicz.

Karol Bukala, Head of HR w NatWest Poland również uważa, że obecna sytuacja stanowi szansę dla szybszego wyrównania urlopów rodzicielskich kobiet i mężczyzn.

  • Początkowo sądziłem, że ten kryzys uwypukli dotychczasowy trend (gdzie mężczyzna pracuje zawodowo, a kobieta opiekuje się dziećmi i domem), ale praca z domu i spędzanie więcej czasu z rodziną uświadamia obojgu płciom jak ważna jest wymiana ról i wzajemne wsparcie. Nasza firma czerpie z różnorodności i włączania, w związku z tym mamy pełną akceptację i wspieramy urlopy rodzicielskie pracowników obojga płci, niemniej ta sytuacja może zachęcić samych pracowników do bardziej wyrównanego łączenia obowiązków rodzicielskich z zawodowymi – twierdzi Bukala.

Ważna rola pracodawców

Zmiana w podejściu do opieki nad dzieckiem często zaczyna się od podjęcia decyzji o podziale urlopu rodzicielskiego między mamy a ojców. Z badania Family Power wynika, że dla mężczyzn jedną z barier do skorzystania z tego przywileju są kwestie związane z karierą zawodową. W opinii ojców dłuższy pobyt w domu, nie jest dobrze widziany w firmie (15 proc.), a także utrudnia karierę zawodową (obawa przed utratą pozycji – 15 proc.).

Pracodawcy wśród powodów wskazują finanse (ojcowie zarabiają więcej, więc dla gospodarstwa domowego korzystniej jest, żeby to kobieta została w domu z dzieckiem) oraz zakorzeniony w naszym społeczeństwie sposób myślenia, że opieka nad dzieckiem jest zadaniem dla kobiety. Co zatem mogą zaoferować pracodawcy, którzy dostrzegają swoją rolę w kształtowaniu nowego ładu społecznego?

  • Widzę duży potencjał i siłę działań podejmowanych przez pracodawców na rzecz wyrównywania prawo obojga rodziców do opieki nad dzieckiem, zarówno w zakresie wdrażania konkretnych narzędzi temu sprzyjających, jak i samej komunikacji skierowanej nie tylko do mam, ale i do ojców – podkreśla Karolina Andrian.

Siła komunikacji wewnętrznej

Citi podejmuje zarówno działania mające na celu wspieranie kobiet w ich rozwoju (m.in.: mentoring, szkolenia dedykowane kobietom, likwidacja gender pay gap) jak również wdraża inicjatywy zachęcające mężczyzn do sprawdzenia się w roli ojców.

  • Zarządzając organizacją, która zatrudnia wielu młodych ludzi, z których kilkadziesiąt rocznie staje się rodzicami, widzę ogromną potrzebę wspierania rodziców, zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Obserwuję, że coraz częściej matki i ojcowie odnoszący sukcesy w naszej firmie, mają podobne ambicje, zarówno jeśli chodzi o inwestycje w rozwój osobisty, jak i w kwestii ich udziału w wychowywaniu dzieci – mówi Iwona Dudzińska, dyrektor zarządzająca, Citibank Europe PLC.

W ramach Diversity Affinities Citi Europe podejmuje różne działania mające na celu wyrównywanie szans i wspieranie partnerstwa. Pracodawca przygotowuje też komunikację wewnętrzną, promującą efekty dzielenia się obowiązkami przez dwoje rodziców.

Również BNP Paribas aktywnie zachęca do korzystania z urlopów rodzicielskich i rozwijania swoich kompetencji w nowych rolach.

  • Równość w pracy zaczyna się w domu i trzeba ją wspierać w obu tych sferach. Kobiety i mężczyźni mają równe prawo do pracy, odpoczynku, wynagrodzenia odpowiadającego ich kompetencjom oraz budowania relacji z bliskimi. Sprawiedliwe dzielenie urlopu rodzicielskiego, to sytuacja win-win. Kobietom daje m.in. możliwość rozwoju zawodowego i budowania związku opartego na partnerskich relacjach, a mężczyznom może ułatwiać nawiązanie głębokich relacji z dziećmi, czy zapobiegać wypaleniu zawodowemu – mówi Daria Gostkowska, dyrektor wykonawczy Obszaru Zarządzania Zasobami Ludzkimi BNP Paribas.

W firmie organizowane są warsztaty dla rodziców, w tym również dedykowane ojcom – Jak być skutecznym tatą. Pracodawca wprowadził również specjalne, kilkumiesięczne okresy adaptacyjne, aby osoby wracające z urlopów rodzicielskich w mniej stresujący sposób ponownie weszły w obowiązki zawodowe. Wielu pracowników na urlopach decyduje się na podanie prywatnych adresów mailowych, dzięki czemu mogą być na bieżąco z informacjami o działaniach banku. Wysyłane są do nich ważne informacje, aby nie tracili kontaktu z pracodawcą.

Wyrównywanie szans na rynku pracy

NatWest Polska, będący globalnym centrum usług wspólnych dla jednej z największych instytucji finansowych w Wielkiej Brytanii, stawia na rozwiązania prowadzące do ogólnego zwiększenia poziomu wynagrodzeń kobiet i zmniejszenia luki płacowej (spowodowanej głównie większą liczbą mężczyzn na stanowiskach menedżerskich i senior-menedżerskich) i tym samym zwiększenia liczby urlopów rodzicielskich branych przez mężczyzn. Przedstawiciele firmy są pewni, że tak się stanie, kiedy wątek płacowy/finansowy nie będzie tak istotnym kryterium wyboru urlopu rodzicielskiego dla obu płci.

Istotnym czynnikiem wpływającym pozytywnie na wyrównywanie poziomu wynagrodzeń jest coroczny proces podwyżkowy. Pracownicy przebywający na urlopie rodzicielskim są automatycznie uwzględniani w procesie podwyżkowym, nawet jeśli nie przepracowali choćby jednego dnia w danym roku kalendarzowym. Podobnie jak wszystkim innym pracownikom, po uwzględnieniu kilku formalnych aspektów, ich wynagrodzenie rok do roku wzrasta.

  • To rozwiązanie daje poczucie komfortu, że podczas ich nieobecności nie oddalą się płacowo od kolegów aktywnie pracujących w firmie, a ich wynagrodzenie podążać będzie za dynamiką płacową rynku. Dzisiaj korzystają na tym w zasadzie tylko kobiety, ale w przyszłości przy większej aktywności mężczyzn w kwestii urlopów rodzicielskich również ojcowie będą beneficjentami tego rozwiązania – mówi Karol Bukała.

Znajomość prawa

Bank BGK zwraca uwagę na potrzebę wspierania rodziców w znajomości prawa.

  • Przygotowanie się do roli rodzica wielu osobom kojarzy się z chaosem informacyjnym. Pracownicy gubią się w przepisach i regulacjach dotyczących uprawnień pracowniczych, związanych z przysługującymi urlopami na opiekę nad dzieckiem, zwolnieniem lekarskim, przerwą na karmienie, skróconym czasem pracy – mówi Marta Podedworna, dyrektor Departamentu Polityki Wynagrodzeń i Spraw Pracowniczych w Banku Gospodarstwa Krajowego.

BGK zapewnia niezbędną wiedzę z tego zakresu, dając bezpośredni dostęp do formularzy i opisy procedur w firmowym intranecie. Informacje pogrupowane są w trzy bloki tematyczne: Będę rodzicem, Zostałem rodzicem i Rodzic wraca do pracy. Cyklicznie publikowane są ciekawe artykuły dotyczące rodzicielstwa, nie tylko dla mam, ale również dla ojców.

Pracodawca zwraca również uwagę na potrzebę otwartej komunikacji, tak aby dać mu szansę sprawnie zorganizować zastępstwo na czas nieobecności świeżo upieczonego rodzica. Pracownicy banku są zachęcani do otwartej rozmowy ze swoim przełożonym i do przekazywania osobie zastępującej wszystkich informacji, które pozwolą na sprawne odnalezienie się na stanowisku pracy. Dzięki temu, każda ze stron będzie wiedziała, na co ma się przygotować i jak najlepiej zorganizować powrót do pracy.

Nowa dyrektywa unijna

Informowanie o przepisach prawnych przez pracodawców będzie miało szczególne znaczenie przy wdrażaniu dyrektywy unijnej nakazującej krajom członkowskim wprowadzenie do połowy 2022 r. płatnych, nietransferowalnych dwumiesięcznych urlopów rodzicielskich dla mężczyzn.

Z badania „Diagnoza postaw, motywacji i barier wobec urlopów ojcowskich i rodzicielskich” wynika, że o tej inicjatywie słyszał jedynie co dziesiąty Polak przed 45. r.ż. Widać jednak zainteresowanie tymi zagadnieniami wśród ojców, będących w grupie docelowej. U nich świadomość tematu jest zdecydowanie wyższa – o dyrektywie słyszało 23 proc. ojców dzieci w wieku do 7. r.ż. (dla porównania – 12 proc. matek, które mają dzieci w tym wieku).

Warto dodać, że propozycja dwumiesięcznych obowiązkowych urlopów dla ojców jest akceptowalna przez 71 proc. badanych.

  • Oby to doprowadziło do prawdziwej rewolucji obyczajowej i przeniosło nas i nasze dzieci w świat równych szans – puentuje Karolina Andrian.

Przewodnik dla pracodawców – 50/50 to się wszystkim opłaca!

12 maja ma premierę przewodnik dla pracodawców przygotowany przez Fundację Share The Care „50/50 – to się wszystkim opłaca. Rola pracodawców w wyrównywaniu szans obojga rodziców do opieki nad dzieckiem.” Publikacja to zbiór artykułów prawnych, społecznych i ekonomicznych oraz praktyk pracodawców, którzy w swoich organizacjach stosują rozwiązania sprzyjające osiąganiu równowagi praca-rodzina z poszanowaniem prawa obojga rodziców do opieki nad dzieckiem. Fundacja zaprasza również na cykl debat online w temacie wyrównywania prawa obojga rodziców do opieki nad dzieckiem i płynących z tego korzyści.

Aby pobrać bezpłatnie przewodnik lub wziąć udział w debacie należy się zarejestrować na stronie sharethecare.pl/tosieoplaca

Fundacja Mamo Pracuj jest partnerem merytorycznym przewodnika dla pracodawców i wspiera medialnie kampanię.

Zdjęcia i grafika: Fundacja Share the Care

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail