Czego szukasz

Mama w Kalifornii – moje macierzyństwo po amerykańsku

Ponad rok temu wraz z mężem i 2,5 letnią wtedy córeczką Ania przeprowadziła się do słonecznej Kalifornii. Może teraz właśnie parę z Was wzięło głęboki oddech z myślą: ech marzenie, mieszkać w Kalifornii. I to wcale nie dziwne, bo ten „amerykański sen” towarzyszy nam od pokoleń. Ania obala niektóre mity i z dużym dystansem opowiada jak to amerykańskie życie wygląda naprawdę. Zapraszam Was na kolejną rozmowę z cyklu #mamazagranicą

  • Ewa Moskalik - Pieper - 12/12/2018
Anna Sperber

Aniu, trochę ponad rok temu, 6 października zaczęła się Twoja przygoda. Wraz z mężem i wtedy 2,5-letnią córeczką, zapakowani w 6 walizek i dwa plecaki wyruszyliście do Kalifornii. Dlaczego wyjechaliście do Stanów?

Mąż pracował w firmie technologicznej w Polsce, a ja w tym czasie pomagałam współtworzyć startup, byłam odpowiedzialna za relacje z klientami i prowadzenie projektów. W wielkim skrócie miałam dowieźć do mety to, co klient sobie u nas zamówił, zadbać, aby było to na czas i aby klient był zadowolony ze współpracy. W tym czasie w pracy męża padła sugestia, że jeśli chce, to mógłby przenieść się do teamu do Stanów.

Zaczęliśmy analizować wszystkie za i przeciw. Pomyśleliśmy, że świetnie byłoby przeżyć taką przygodę, ale mieliśmy stabilną sytuację w Polsce, mieszkanie, ja spełniałam się zawodowo. Nie jest łatwo rzucić wszystko i wyjechać w nieznane. Niestety rozwój startupu zaczął z różnych powodów hamować i projekt miał się zakończyć. Już nie wiem, czy ostatecznie to przeważyło, czy coś innego, ale powiedzieliśmy tak i maszyna ruszyła.

Czy bałaś się tak dużej zmiany w Waszym życiu? Czy trudno było Ci się zaadaptować do nowej sytuacji?

Gdzieś kiedyś przeczytałam, że tylko głupcy nie boją się zmian. To była ekscytacja na przemian ze strachem. Przed samym wylotem było tyle do ogarnięcia, że odbiło się to totalnie na moim zdrowiu. Mało snu, stres związany z wylotem, ciągłe sprawdzanie, czy niczego nie zapomnieliśmy, w końcu tak łatwo nikt nam potem tego nie mógł dosłać ;-).

Niezwykłe było dla mnie to, że będę mieszkać w USA, a jednocześnie wiedziałam, że w przeciwieństwie do mojego męża, lecę do miejsca, gdzie nic na mnie nie czeka. Nie wiedziałam, czy i jaką dostanę pracę, czy warunki, na które się zgodziliśmy, okażą się wystarczające, aby żyć tak, jak żyliśmy w Polsce. Smucił mnie też fakt, że bliskie nam osoby znajdą się tysiące kilometrów od nas. Prawdziwe przyjaźnie potrzebują przecież czasu, musieliśmy się nastawić na samotność. Na początku było mi osobiście bardzo ciężko. Mąż wychodził do pracy, a ja zostawałam z córką sama. Znaliśmy kilka osób, ale były to świeże znajomości.

Po przyjeździe chwilę musiałaś czekać na pozwolenie na pracę.

Tak, był to trudny dla mnie psychicznie okres. Moja wiza jest zależna od wizy mojego męża. Pozwala mi na legalną pracę, ale po uzyskaniu pozwolenia. Miesiąc po przylocie złożyłam zatem odpowiednie podanie i dokumenty. Miałam czekać około dwóch miesięcy, a czekałam ponad siedem.

Na początku mieliśmy sporo na głowie, więc nie odczuwałam tak bardzo tego, że nie mam pracy. Urządzenie mieszkania, wyrobienie dokumentów, poszukiwanie przedszkola, podatki, których trzeba się było nauczyć od nowa i tym podobne. Potem spraw było coraz mniej, a ja zaczynałam mieć coraz więcej czasu, z którym nie wiedziałam, co mam zrobić. Zawsze miałam wypełniony kalendarz, byłam zorganizowana, lubiłam swoją pracę. Nie widziałam siebie nigdy w roli, tylko i wyłącznie mamy. Chciałam być aktywna zawodowo, mieć swój wkład w budżet domowy. Córka poszła do przedszkola, mąż był w pracy, a ja leżałam i gapiłam się w sufit. Nie potrafiłam się odnaleźć w sytuacji.

Zajmujesz się teraz czymś zupełnie innym zawodowo niż wcześniej?

Pozwolenie dostałam dopiero pod koniec lipca. Na początku zaczęłam szukać pracy w firmach zajmujących się marketingiem jako project manager. Chciałam robić to, co robiłam w Polsce, ale nie wiedziałam, czy amerykańskie firmy będą w ogóle mną zainteresowane. Referencje mają tu bardzo duże znaczenie, więc od razu poprosiłam byłych przełożonych i kolegów z pracy o napisanie kilku słów na LinkedIn.

Rekruterzy często dzwonią do poprzednich miejsc pracy, a w moim przypadku nikt nie był w stanie zwyczajnie podnieść słuchawkę i spytać mojego poprzedniego szefa o opinię na mój temat. Mimo to dostałam kilka zaproszeń na rozmowę, były to poważne oferty i takie, które za pięknym opisem speca od marketingu, ukryły pozycję sprzedawcy „door-to-door”.

W trakcie poszukiwań dotarło do mnie, że przecież w grudniu lecimy na trzy tygodnie do Polski, a nikt nie da mi tak długiego urlopu. Musiałabym albo zdenerwować pracodawcę i zrezygnować z pracy po 3-4 miesiącach, albo zrezygnować z planów wylotu i odwiedzenia rodziny. Postanowiłam poszukać czegoś tymczasowego i tak wylądowałam w punkcie druku jako Print&Marketing Associate. Pomagam klientom dobrać odpowiedni produkt, robię drobne edycje graficzne, ale również zajmuję się produkcją. Pracodawca przyzwyczajony jest do dużej rotacji pracowników, a ja mam szansę codziennie rozmawiać po angielsku i dodać sobie do CV stanowisko w USA, a nie tylko w nieznanej dla Amerykanów Polsce.

W naszej rozmowie wcześniej wspomniałaś, że jak już zaczęłaś pracować, to zmieniło się Twoje spojrzenie na pracę, że inaczej pracuje się w Polsce, inaczej w USA. Co to oznacza?

Generalnie nie tylko praca tu, ale samo mieszkanie w USA zmieniło moje spojrzenie na wiele spraw. Chyba każdemu, a przynajmniej większości, Ameryka kojarzy się z American Dream. Wielu osobom z Polski, z którymi mamy kontakt, wydaje się, że żyje nam się tu jak w bajce. Rzeczywistość jest trochę inna. Żyje się normalnie, są dni piękne i dni trudne. Jest kilka rzeczy, które zaskakują naszych znajomych.

Po pierwsze nie ma tu 20, a tym bardziej 26 dni urlopu. Pracodawcy czasami oferują płatne 10 – 14 dni w roku, ale jest to traktowane jako dodatkowy benefit dla danego stanowiska. Edukacja jest bardzo kosztowna, wielu młodych ludzi pracuje i uczy się jednocześnie. Ci, których nie było stać na ukończenie studiów, pracują w kilku miejscach jednocześnie, a ich miesięczne zarobki są bardzo niskie. Pojęcie płatnego zwolnienia chorobowego nie istnieje. Koleżanka z pracy miała skomplikowane złamanie ręki, które zakończyło się operacją. Po tygodniu była już w pracy w gipsie. Rachunek za leczenie opiewa na 70 tysięcy dolarów! Rachunki za leczenie są bardzo wysokie.

Jeśli nie pochodzi się z bogatej rodziny, to pracuje się od 16 roku życia, aż się padnie. Na emeryturę jak sobie nie uzbierasz sam, to jej nie masz. W Polsce narzekamy na umowy śmieciowe i kolejki do lekarzy. No cóż, zapraszam do USA, to zakochamy się w Polskim systemie ponownie. 😉 Zaczęłam zatem doceniać każdy dzień wolny, który mogę spędzić z rodziną, szanuję bardzo wszystkie osoby, które pracują, zostawiamy zawsze napiwki każdemu, bo wiemy, że stawka za godzinę jest niezwykle marna.

Czym różni się Twoje macierzyństwo w Kalifornii, od tego w Polsce? Jak wychowuje się tam dzieci?

Moje spojrzenie na macierzyństwo, w ogóle się nie zmieniło. Tu chyba w większości panuje przekonanie do zimnego chowu. A może po prostu miałam pecha, że spotkałam tylko takie osoby – mam taką nadzieję. Trening samodzielnego zasypiania, szybki trening na nocniku, dzieciaki w żłobkach od 6 tygodnia życia, chociaż to akurat często nie z wyboru mamy.

Ja kieruję się sercem, ideą rodzicielstwa bliskości, opieram się na intuicji, rozmawiamy, przytulamy się, tłumaczymy. Daleka jestem od jakiejkolwiek tresury. Dziecko to dla mnie mały człowiek, który ma wolną wolę i ma prawo decydować o sobie. Ameryka to ogromny kraj, Kalifornia ma podobną ilość mieszkańców co Polska, podejrzewam, że są tu ludzie, i bardziej zakręceni na punkcie kontroli nad dzieckiem, i mniej.

Zasadniczo jednak Amerykanie uwielbiają dzieciaki, nierzadko na ulicy słyszymy zachwyty nad tym, jaka Nela jest „cute, pretty, amazing” itd. Znacie te wszystkie dobre „ciocie”, które powiedzą Wam, kiedy zaczął się sezon na czapeczkę, albo próbują wcisnąć dziecku ciasteczko? Nie ma takich ciotek w Stanach. Widziałam dzieciaki biegające przy 13 stopniach w krótkich spodenkach i nikt nie mierzy tu za to rodzica potępiającym wzrokiem. Dziecko płaczące w sklepie? Nie martwcie się, obsługa Was nie wyprosi i nikt Wam nic złego nie powie. Generalnie nie wpychają nosa w nie swoje sprawy, raczej będą starali się zabawić malucha i pomóc mamie.

Jak wygląda taki zwykły dzień amerykańskiej rodziny?

Dzieciaki w USA mają bardzo zorganizowany czas. Ogólnie całe życie amerykańskiej rodziny kręci się wokół harmonogramu. Kobieta, która decyduje się na pozostanie z dzieckiem w domu, ma dzień wypełniony obowiązkami od rana do wieczora. Szczególnie wtedy, gdy dziecko jest już w wieku szkolnym. Choćby lekcje w szkole, na które musi je zawieść rodzic, albo jedzie samo, słynnym żółtym autobusem.

Dziecko musi być pod ciągłą opieką, więc auta rodziców mogą zatrzymać się tylko w określonych punktach, a autobus podjeżdża często nawet pod sam dom. Lekcje trwają do około 2.30, następnie jest czas na zajęcia pozalekcyjne, zazwyczaj jest to jakiś sport lub zajęcia muzyczne, wieczorem główny posiłek. Amerykanie w ciągu dnia mają drobne posiłki, a wieczorem około 19 dopiero obiad z całą rodziną.

Dziecko zazwyczaj przynależy do jakiejś grupy albo nawet kilku. Może być to drużyna sportowa, zespół muzyczny lub harcerze (scouts). Weekend kręci się wokół tej grupy, na przykład zwyczajem jest weekendowa impreza sportowa, w której biorą udział dzieci. Znacie to na pewno z amerykańskich filmów rodzinnych.

Z ciekawostek, to najbardziej zaskoczył mnie brak gondoli do wózków. Nie jest to dla sprzedawcy oczywiste, że chcesz mieć wózek z gondolą. Prawie wszędzie widzę dzieciaki wożone w nosidełkach, zamiast gondoli. Jeśli ktoś używa nosidła, to dziecko jest w nim umieszczone przodem do świata. Jest to być może brak edukacji, a być może nie ma tu, aż tak dużego nacisku na kontrolę bioderek dziecka, jak w Polsce. Odnośnie dziecka obcy ludzie pytają zawsze o pozwolenie. Przy kasie nie dadzą nawet mojej córce naklejki, jeśli wcześniej się nie zgodzę.

Jak Twoja córeczka zaadaptowała się do nowych warunków życia?

Dla niej dom jest tam, gdzie są jej rodzice, to było dla mnie najważniejsze. Nie zareagowała źle na zmianę. To my stanowimy dla niej oparcie. Jeśli jesteśmy przy niej, to nie jest dla niej ważne, gdzie mieszkamy. Było kilka takich momentów, że nie chciała rozmawiać z babcią, bo była na nią obrażona, że nie ma jej blisko. Dużo z nią rozmawiam i tłumaczę. Nie naciskam na codzienne dzwonienie na Skype, staram się jej dać możliwość samodzielnego poukładania sobie wszystkiego w główce.

Już od pół roku chodzi do przedszkola. Na początku było mi ją ciężko zostawiać, adaptacja była trudna, a na pewno to, że nauczyciele mówili w innym języku, jej nie pomagało. Po miesiącu się przyzwyczaiła. Obecnie nie ma już problemów z komunikacją, ma ulubione koleżanki, a jej akcent powala mnie na łopatki. Mówi czysto w obu językach. Dzieci niesamowicie szybko chłoną język. Chcecie nauczyć malucha mówić płynnie w innym języku, zapiszcie je na lekcje, ale koniecznie z native speakerem.

Jak wygląda edukacja dzieci w Stanach?

Publiczne szkoły w Kalifornii są darmowe. Dzieciaki chodzą do szkoły, która jest im „przypisana” z racji zamieszkania, czyli bardzo podobnie jak w Polsce. Rok szkolny zaczyna się w sierpniu. Dzieci muszą mieć ukończone 5 lat przed 1 sierpnia, aby móc iść do tutejszej zerówki, która ma nazwę kindergarten.

Szkoła podstawowa zaczyna się właśnie od kindergarten i trwa do piątej klasy, następnie jest middle school (szkoła średnia), która ma 3 klasy (6,7 i 8) i high school od 9 do 12 klasy.

Rodzice mają możliwość zapisania dziecka do szkoły publicznej lub licencjonowanej szkoły prywatnej. Mogą też uczyć dziecko w domu, jeśli uzyskają akceptację programu nauczania. Dzieciaki muszą mieć raport na temat stanu zdrowia od lekarza oraz pełną kartę szczepień. Niby dziecko nie musi być specjalnie przygotowane, aby rozpocząć szkołę, jednak rodzice otrzymują listę umiejętności, które określają, czy dziecko jest gotowe do pójścia do szkoły.

Czy wymagana jest znajomość języka angielskiego przy zapisie do szkoły?

Dzieci, których angielski jest drugim językiem, muszą przejść specjalny test ze znajomości angielskiego, zanim zostaną przyjęte do szkoły. A tak poza tym dziecko powinno rozpoznawać kształty, liczyć do 20, znać alfabet i umieć napisać swoje imię lub chociaż je rozpoznać. Polskie dzieciaki uczą się tego wszystkiego w zerówce, tu uczą się tego dzieci w wieku 3-4 lat. Oczywiście w formie zabawy, jednak mimo wszystko wcześniej niż w Polsce.

Kiedy polskie przedszkole skupia się na zabawie i rozwijaniu kreatywności, to amerykańskie na przygotowaniu malucha do szkoły. Nawet jeśli danego dnia Nela ma zajęcia plastyczne, to są one uzależnione od jakiejś litery i cyfry, np. wyklejają literkę O. Jeśli chcemy więcej szaleństwa, to musimy się trochę bardziej wysilić podczas poszukiwań placówki.

Czy w amerykańskim przedszkolu są jakieś rozwiązania dla dzieci lub rodziców, z którymi nie spotkałaś się w Polsce?

Często przedszkole posługuje się aplikacją do komunikacji z rodzicem i umieszczania tam codziennych aktywności dziecka. Wiem, że w Polsce to jeszcze nowość. Dodatkowo wszędzie jest zakaz przynoszenia czegokolwiek, co mogłoby zawierać orzechy. Jeśli chcemy przynieść poczęstunek dla dzieci z okazji urodzin naszej pociechy, to musi być on kupiony w sklepie i zawierać etykietę z listą składników. Musi być odpowiedni dla alergików.

Większość przedszkoli oferuje dodatkową opiekę wieczorami raz w miesiącu, jest to tak zwane Parents Night Out, czyli wieczór na randkę dla rodziców.

Niezłym zaskoczeniem było dla nas to, że dzieci nie zmieniają butów na kapcie i chodzą cały dzień w tych samych. Drzemki odbywają się na specjalnych matach na ziemi i nawet wtedy buty nie są im zdejmowane.

Jaka jest opieka zdrowotna dla dzieci?

Szczepienia są obowiązkowe i są oferowane dla dzieci za darmo. Jak wspomniałam wcześniej, żeby być przyjętym do przedszkola lub szkoły należy przedstawić pełną listę szczepień i raport od lekarza. Wizyty w celu ogólnego sprawdzenia stanu zdrowia są bezpłatne, natomiast za wizytę z chorym dzieckiem należy zapłacić. Nasza rodzina bardzo mało choruje i mieliśmy przyjemność gościć u lekarza jedynie 2 razy w ciągu naszego, do tej pory, rocznego pobytu. Raz przed zapisaniem Neli do przedszkola, a drugi raz podczas przeziębienia. Nie mamy zatem dużego doświadczenia i wiedzy na ten temat. Na całe szczęście.

A jak jest z dostępem do leków?

Apteki w Stanach są częścią większych sklepów, nie ma miejsc, gdzie sprzedaje się tylko lekarstwa. Trochę tak jakby każdy Rossmann w Polsce dodatkowo oferował realizację recept. Recepty od lekarza można zrealizować jedynie u farmaceuty, ale chcąc wyleczyć zwykłe przeziębienie można iść na szybkie zakupy i wsadzić do koszyka to, co uznamy, że nam pomoże. Czasami podczas płatności będziemy musieli okazać dowód, że jesteśmy pełnoletni. Z tego, co zdążyliśmy zauważyć, to jeśli Twoje dziecko nie ma ukończonego 6 roku życia, to na zwykłe przeziębienie nie znajdziesz na półkach nic oprócz wody morskiej w sprayu do czyszczenia nosa i syropu na bazie miodu na kaszel. Jeśli podejrzewasz zatem, że potrzebujesz czegoś silniejszego, to musisz udać się do lekarza po poradę, ale nie masz gwarancji, że przepisze ci cokolwiek oprócz zalecenia odpoczynku i tego co dostępne na półkach.

Czy planujecie wrócić do Polski?

Chyba nie chciałabym zostać w USA na stałe. Na razie jednak nic nie planujemy. Żyjemy tym, co jest tu i teraz. Skupiamy się na tym, aby jak najwięcej zwiedzić, trochę odłożyć, nabrać doświadczenia. Pierwszy rok był dla nas ciężki z racji tego, że zaczynaliśmy od totalnego zera, zobaczymy, co przyniesie nam kolejny.

A jak po tym roku wyobrażasz sobie przyszłość swojej córki? Chciałabyś, żeby mieszkała np. w Kalifornii?

Targają mną sprzeczne emocje. Kalifornia ma swoje plusy, ale ma też swoje wady. Latem i jesienią, kiedy trawa jest bardzo sucha mamy tu problem z pożarami. Bezpieczeństwo w większych miastach jest słabe. W ubiegłym tygodniu miałam 10 zleceń na zalaminowanie pozwoleń na broń. Trochę to przerażające.

Tak sobie teraz myślę, że jak ktoś będzie czytał ten artykuł, to może się zastanawiać, po co my w ogóle w tych Stanach siedzimy, skoro wymieniłam Ci podczas tej rozmowy w sumie same negatywne aspekty życia. No cóż, może Ameryka nie jest tak piękna jak pokazują nam ją w serialach i filmach, ale ma swój urok i również wiele plusów. Musimy też pamiętać, że my jesteśmy w trochę innej sytuacji niż przeciętny mieszkaniec. Mój mąż pracuje w korporacji i może sobie pozwolić na trochę więcej swobody związanej, chociaż z urlopami. Często wyjeżdżamy, aby zwiedzić kolejny skrawek Stanów, kiedy znajomi z mojej pracy nigdy nie byli nigdzie poza Kalifornią.

Rachunki za opiekę zdrowotną są dużym obciążeniem, ale mimo wszystko przy dobrym zarządzaniu budżetem jest nas na nie stać. Żyjemy w małej miejscowości, gdzie jest o wiele bezpieczniej, nie ma aż tak dużego problemu z przestępczością i z bezdomnością, a sama Kalifornia jest piękna, szczególnie jej północna część z Tahoe i Yosemite. Jak zatęsknię za śniegiem, to wsiadam w auto zimą i po 2 godzinach mogę jeździć na nartach. Mam 3 godziny do oceanu, 2 godziny w góry, 5 godzin na pustynię.

Ludzie są niezwykle pozytywni, chociaż, pewnie sami o sobie tak nie myślą. Jednak jeśli porównam zachowanie ludzi z kolejki na poczcie w Polsce i z kolejki na poczcie w USA, widzę różnicę pomiędzy mentalnością. To prawdopodobnie efekt tej pogody, bo sezon na deszcz trwa tu jedynie przez 3 miesiące, co nie znaczy, że pada codziennie. Obsługa klienta jest na najwyższym poziomie, wszędzie naprawdę starają ci się pomóc. Nie wiem gdzie będziemy mieszkali w momencie, kiedy moja córka będzie pełnoletnia, ale jeśli będzie chciała swoje życie związać z miejscem, które będzie tysiące mil ode mnie, to po prostu tak zrobi. Ważne jest dla mnie, aby była tam szczęśliwa.

Prowadzisz blog californiadreamin.pl. Od jak dawna? Robiłaś to już wcześniej, czy zaczęłaś po przyjeździe do USA?

Zaczęłam pisać na krótko przed wyjazdem, nie miałam planu i pomysłu. Chciałam, aby to był jednocześnie mój pamiętnik, ale też baza informacji dla ludzi, których Stany interesują. Blog ma już rok i powinna być na nim cała masa wpisów, jednak całość bardzo przycichła. Na początku ciężko mi było napisać, chociażby o tym, jak wygląda edukacja dzieci w przedszkolu lub co zobaczyć w San Francisco. Nie byłam na tyle pewna siebie, aby publikować kolejne wpisy. Chciałam, aby to były wartościowe materiały.

Myślę, że teraz po roku mam już odpowiednią dawkę zasobów, aby go reaktywować. Aktywna jestem za to bardzo od początku na Instagramie. To co jest dla mnie najmilsze w całym życiu online to, że piszą do mnie osoby, które stoją przed decyzją o wyjeździe i mój wpis sprzed roku pomógł im delikatnie opanować stres, bo wiedzą, że ktoś też się zmagał z podobnymi uczuciami. Dzięki Instagramowi poznałam też wspaniałych ludzi, z którymi spotkaliśmy się już nie raz na żywo, a mam nadzieję, że z kolejnymi będę miała taką okazję.

Co najbardziej cenisz sobie jako mama żyjąc w takim kraju jak Stany Zjednoczone? Za co lubisz Kalifornię?

Najbardziej cieszy mnie to, że Nela ma okazję nauczyć się płynnie mówić w drugim języku. Dodatkowo otoczona jest ludźmi różnych narodowości, ras i religii. Jako trzylatka zwiedziła już całą masę miejsc, w Polsce nie miałaby takiej okazji. Mam nadzieję, że choć trochę z tego zapamięta, a jeśli nie, to zadbamy o to, aby mogła powtórzyć dotychczasowe podróże.

Jak już Ci wcześniej wspomniałam, uwielbiam Kalifornię za to, jak blisko mam do miejsc, które są tak od siebie różne: ocean, góry pustynia. Lubię też oczywiście kalifornijską pogodę, upały są męczące, ale jednak mamy ciepełko przez większość roku. Nie posiadam w ogóle zimowej kurtki. Ciągle zaskakuje mnie pozytywne nastawienie ludzi i ich otwartość. Jeśli Amerykaninowi podobają się Twoje buty, to Ci o tym powie nawet jeśli Cię nie zna. Chcę jeszcze tu trochę pomieszkać, a potem zobaczymy. Jest jeszcze przecież tyle miejsc do poznania.

Bardzo Ci dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik-Pieper

Zdjęcia: archiwum prywatne Ani

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Poznaj miasta przyjazne rodzinom z dziećmi

W ostatnich kilkudziesięciu latach obserwuje się migrację ludzi do lokalnych metropolii. To właśnie tam możemy liczyć na najlepsze zarobki czy wysoki poziom edukacji publicznej. Co jeszcze miejscowości w Polsce oferują rodzinom? Które z nich zapewniają najlepsze warunki do rozwoju? Sprawdź wyniki rankingu i dowiedz się jakie miasta przyjazne rodzinom z dziećmi uzyskały najwięcej punktów i dlaczego!
  • Agnieszka Kumorek - 17/07/2019
Rodzina z dzieckiem

Portal ikalkulator.pl stworzył ostatnio Ranking Miast Przyjaznych Rodzinom 2019. Do jakich wniosków doszedł? Które z polskich miast zapewniają najlepsze warunki dla rodzin z dziećmi?

Miasta przyjazne rodzinom z dziećmi – wyniki

1. Warszawa – 83 pkt.
2. Poznań – 80,5 pkt.
3. Gdańsk – 72,5 pkt.
4. Łódź – 72 pkt.
5. Białystok – 70,5 pkt.
6. Wrocław – 69 pkt.
7. Bydgoszcz – 67,5 pkt.
8. Kraków – 66,5 pkt.
9. Lublin – 62,5 pkt.
10. Szczecin – 56 pkt.

Krótko podsumowując: zwycięzcą całej klasyfikacji została Warszawa (chociaż Poznań uzyskał zaledwie 2,5 pkt. mniej). Natomiast najsłabiej wśród miast wypadł Szczecin.

Za co przyznawane były punkty?

Rodziców z całej Polski zapytano o najważniejszy według nich czynnik (materialny) w przypadku przeprowadzki do innego miasta. Trzeba było wskazać jeden.

Najczęściej padały odpowiedzi: dostęp do publicznej edukacji, wysokość zarobków w danym mieście oraz ceny mieszkań w regionie.

Pod uwagę brane były także: poziom bezpieczeństwa, komunikacja miejsca, ceny korepetycji i inne czynniki.

Jak zatem wypadały miasta w poszczególnych kryteriach?

Wyniki, które przedstawiłam wyżej zmieniają się nieco, gdy porównujemy duże miasta w Polsce pod względem poszczególnych czynników, mających wpływ na zamieszkujące w nich rodziny z dziećmi. Przyjrzyjmy się więc bliżej jak wypadły w każdym z nich.

Dostęp do edukacji

Wczesna edukacja jest bardzo ważna dla przygotowania dziecka do życia w społeczeństwie. W tym rankingu wzięta została pod uwagę liczba mieszkańców, którzy przypadają na państwowe żłobki, przedszkola i szkoły podstawowe. Według tego kryterium przyznawane były punkty.

Najlepsza sytuacja według tego czynnika panuje w Poznaniu. Na drugim miejscu znalazła się Warszawa.

Zarobki

W jakich miastach można liczyć na najwyższe średnie zarobki? W tym zestawieniu na pierwszym miejscu znalazła się nasza stolica, gdzie ludzie mogą liczyć na około 700 zł większe pensje niż w pozostałych częściach kraju.

Następne w kolejności są Gdańsk i Wrocław. Najsłabiej wypadły natomiast Bydgoszcz i Białystok.

Poziom bezpieczeństwa

W tym punkcie klasyfikacja została oparta na wybranych danych z raportu „Bezpieczne i otwarte miasta”, przygotowanego przez polski oddział Fundacji Roberta Schumana. Pod uwagę wzięte zostały: liczba wykrytych i rozwiązanych przestępstw, indywidualnie odczuwane bezpieczeństwo, sytuacja na drogach i otwartość na innych.

Pierwsze trzy miejsca w tym zestawieniu zajęły Bydgoszcz, Kraków i Warszawa. Natomiast najmniej bezpiecznie czują się mieszkańcy Łodzi.

Mieszkania

Najniższe (a przez to też najkorzystniejsze dla rodzin) ceny wynajmu i kupna mieszkania znajdziemy w Łodzi, Bydgoszczy i Białymstoku. Mniej korzystna sytuacja jest oczywiście w większych miastach wojewódzkich.

Warszawa wypadła najsłabiej – średnia cena za metr kwadratowy wynosi w stolicy ponad 10 tysięcy złotych.

Komunikacja miejsca, ceny korepetycji i inne czynniki

W rankingu zostały wzięte pod uwagę także czynniki ściśle powiązane z posiadaniem dzieci. I tak na przykład za korepetycje i zajęcia dodatkowe najwięcej zapłacą rodzice w Warszawie, a najmniej na Podlasiu i Kujawach.

Za to na darmową komunikację miejską dla najmłodszych mogą liczyć mieszkańcy Wrocławia, Lublina, Warszawy i Poznania.

Pod uwagę w przyznawaniu punktów w tej części zestawienia wzięte zostały także m.in. stopa bezrobocia (tutaj wygrywa Poznań) oraz wysokość czesnego w prywatnych placówkach: przedszkolach, żłobkach i podstawówkach (najtańszy okazał się Białystok).

Do jakich wniosków doszli twórcy rankingu?

Żadne z miast nie odbiega znacząco od średniej liczby punktów uzyskanych w zestawieniu. Można przez to założyć, że poziom życia pod względem udogodnień dla rodzin z dziećmi jest raczej podobny w każdym z nich.

Prawie trzy czwarte pytanych rodziców jest zadowolonych z dotychczasowego miejsca zamieszkania. Może to oznaczać, że poziom życia we wszystkich polskich metropoliach jest co najmniej dobry.

W linku poniżej zobaczysz pełny raport. Znalazło się w nim szczegółowe omówienie poszczególnych miast.

Źródło: www.ikalkulator.pl/blog/ranking-miast-przyjaznych-rodzinom-2019/

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kumorek
Jestem osobą, która nie potrafi się nudzić. Lubię różnorodność, dlatego skończyłam studia łączące zajęcia humanistyczne, graficzne i informatyczne. Odpoczywam podczas długich spacerów, a znajomi wiedzą, że dobrej herbaty w miłym towarzystwie nigdy nie odmówię.

Mama kupuje swój pierwszy używany samochód – obowiązki i wyzwania

Jakiś czas temu stanęłam przed wyzwaniem zakupu samochodu. Dlaczego wyzwaniem? Choć należę do kobiet, które poradzą sobie z wbiciem przysłowiowego gwoździa w ścianę, to jednak samodzielny zakup pierwszych w życiu czterech kółek wymagał ode mnie dużego zaangażowania. Spisałam swoje wnioski i przemyślenia. Może przydadzą się i Tobie, gdy staniesz przed taką decyzją, a może dodasz coś od siebie?! Chętnie skorzystam, bo wiem, że nie był to ostatni mój zakup auta.
  • Ewa Moskalik - Pieper - 17/07/2019
mama z córką oglądają samochód

Tak się składa, że w mojej czteroosobowej rodzinie to ja jestem jedynym kierowcą. Owszem mogłam liczyć na wsparcie męża, ale bardziej w zaakceptowaniu mojej decyzji, niż doradztwie. Dlatego pytałam, czytałam, rozglądałam się po ulicach i skreślałam w myślach te pojazdy, które najczęściej spotykałam na pasie awaryjnym.

Za kilka lat, gdy dorośnie nasz starszy syn pewnie sytuacja się zmieni, ale dzisiaj to na mnie spada obowiązek dbania o wszelkie sprawy związane z samochodem. Dotyczą one przeglądów, napraw, tankowania, opłat związanych z ubezpieczeniem, sezonową zmianą opon, czyli ogólnie wszystkiego co dotyczy amortyzacji samochodu.

Śmiem twierdzić, że samochód to niemalże członek rodziny. Nie chcę wychodzić na dziwaczkę, ale każdą długą i wyczerpującą podróż kwituję lekkim klepnięciem kierownicy i głośnym podziękowaniem, że dotarliśmy cali i szczęśliwi do celu podróży. Niby to maszyna, nic nie czuje, ale w końcu pod maską jest ileś tam tych słynnych koni mechanicznych 😉

Jaki kupić samochód?

Oczywiście, jak to kobieta, najchętniej kierowałabym się tylko wyglądem i kolorem etc., ale już jako żona i mama dwóch chłopców czułam dużą odpowiedzialność. Dlatego też podpytywałam tu i ówdzie. Jedni mówili – tylko niemieckie auto, inni, że to musi być japończyk, ktoś trzeci zachwalał auta francuskie. A dla mnie najważniejsze było bezpieczeństwo i niezawodność oraz żeby się nie “rozkraczył” na trasie, żebym nie musiała z nim latać częściej do mechanika, niż z dziećmi zimą i jesienią do lekarza.

Chciałam też żeby był szybki. Dlaczego? Bo nie lubię trąbiących za mną niecierpliwych kierowców, że poruszam się jak żółw i jednak zdecydowanie częściej jeżdżę po mieście, gdzie czasem trzeba szybko zmienić pas, czy wstrzelić się w lukę, bo inaczej nikt Cię nie wpuści. Z tą uprzejmością na drodze niestety nadal u nas krucho.

Najważniejszym kryterium jest wiek auta

Zawsze byłam ciekawa samochodów, nie tak, żeby zaraz zaglądać pod maskę, ale przysłuchiwałam się rozmowom, znałam nazwy i modele marek samochodów. Nie byłam wielką znawczynią, ale ignorantką też nie. Kiedyś ktoś mi powiedział, że warto kupować auta dwu, trzyletnie, bo są jeszcze na gwarancji, ale cena jest bardzo korzystna. Często mają też niewielki przebieg, a to już bardzo dobrze rokuje. I właśnie na to zwracałam uwagę.

Inną ważną kwestią było dla mnie spalanie. Wiedziałam, że będę dużo poruszać się po mieście, na krótkich odcinkach, ale jednak dość często, więc musiał to być samochód z elastycznym silnikiem i małym spalaniem w trybie miejskim. Na takich trasach silnik na ropę zimą szybko by się nie zagrzał, postawiłam więc na benzynę. Doradzano mi również przerobienie auta na gaz, ale na to rozwiązanie się nie zdecydowałam, bo wiedziałam, że auto może trochę stracić na szybkości, a przecież na niej też mi zależało.

Do czego mi ten samochód?

Zanim kupisz samochód zastanów się do czego ma Ci służyć. Dla mnie sprawa była prosta. Wiedziałam, że nie nabiję dużego przebiegu, więc nie potrzebowałam diesla. Wiedziałam też, że auto nie musi być ogromne, bo na wakacyjne wyjazdy mogę zaopatrzyć się w bagażnik dachowy i box, co też zaraz po zakupie samochodu uczyniłam. Dwa, góra trzy razy w roku nasz samochód staje się autem wakacyjnym i tylko wtedy potrzebujemy większej przestrzeni do pakowania. Pozostałe trasy pokonujemy z wykorzystaniem fabrycznej ładowności naszego samochodu.

Kierując się wyborem auta stawiałam na bezpieczeństwo, niezawodność, funkcjonalność, zwrotność, szybkość i wygodę prowadzenia. Kupiłam samochód o sportowej sylwetce, który sprawdza mi się jako samochód rodzinny. Może jak chłopcy podrosną, to zaczną narzekać na brak miejsca na tylnej kanapie, ale póki co, to dylemat odległy w czasie.

Pojemność silnika vs pojemność portfela

Okazuje się, że pojemność silnika ma nie tylko znaczenie dla spalania i zużycia paliwa w naszym samochodzie. Wybierając silnik benzynowy, w sumie z niewielkim silnikiem 1.8 wykazałam się sporą intuicją. Dość szybko przekonałam się, że pojemność silnika może mieć odzwierciedlenie w opłatach za ubezpieczenie samochodu. Tak, to kolejny krok zaraz po zakupie. Musisz ubezpieczyć samochód i trzeba to zrobić jak najszybciej.

Wnioski. O czym muszę pamiętać po zakupie auta?

Mój samochód miał już swojego pierwszego właściciela, więc pierwszą rzeczą, którą musiałam zrobić było przerejestrowanie auta. Mamy na to 30 dni. U mnie z tymi formalnościami poszło względnie szybko. Panie w urzędzie widząc, że to moje “pierwsze podejście” chętnie tłumaczyły wszelkie procedury.

Drugim wyzwaniem po zakupie samochodu okazał się wybór ubezpieczyciela. Wiedziałam, że ubezpieczenie OC przechodzi na nowego właściciela. Ja jednak chciałam zmienić towarzystwo ubezpieczeniowe, ponieważ polisa poprzedniego właściciela była dla mnie za droga.

Wybrałam jeden z produktów LINK 4. Oprócz ubezpieczenia OC, zdecydowałam się na ubezpieczenie Smart Casco. To sprytne rozwiązanie dla osób, które nie potrzebują pełnego AC. Ubezpieczasz auto tylko od ryzyk, których obawiasz się najbardziej. Wiesz, że jesteś dobrym kierowcą, jeździsz bezszkodowo, ale obawiasz się kradzieży swojego auta lub gradu, który zniszczy lakier, więc wybierasz ubezpieczenie Smart Casco wariant Żywioły i Kradzież. Wygodne, prawda?

5 najważniejszych elementów przy zakupie używanego auta

Tak naprawdę wszystko można podsumować w pięciu punktach. Kupując używany samochód trzymaj się zasady, żeby nie przywiązywać się szczególnie do swojego pierwszego wyboru. Możesz przeoczyć wtedy naprawdę fajne auto, o którym wcześniej nie pomyślałaś. Przy zakupie samochodu pamiętaj, że najważniejsze są:

  • wiek,
  • przeszłość,
  • przebieg.

Po zakupie samochodu zadbaj o:

  • przerejestrowanie auta,
  • ubezpieczenie.

Szerokiej drogi!

Materiał promocyjny. Partnerem artykułu jest firma LINK4 oferująca polisę dla rodziców LINK4 Mama.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail