Czego szukasz

Mama w Kalifornii – moje macierzyństwo po amerykańsku

Ponad rok temu wraz z mężem i 2,5 letnią wtedy córeczką Ania przeprowadziła się do słonecznej Kalifornii. Może teraz właśnie parę z Was wzięło głęboki oddech z myślą: ech marzenie, mieszkać w Kalifornii. I to wcale nie dziwne, bo ten „amerykański sen” towarzyszy nam od pokoleń. Ania obala niektóre mity i z dużym dystansem opowiada jak to amerykańskie życie wygląda naprawdę. Zapraszam Was na kolejną rozmowę z cyklu #mamazagranicą

Anna Sperber

Aniu, trochę ponad rok temu, 6 października zaczęła się Twoja przygoda. Wraz z mężem i wtedy 2,5-letnią córeczką, zapakowani w 6 walizek i dwa plecaki wyruszyliście do Kalifornii. Dlaczego wyjechaliście do Stanów?

Mąż pracował w firmie technologicznej w Polsce, a ja w tym czasie pomagałam współtworzyć startup, byłam odpowiedzialna za relacje z klientami i prowadzenie projektów. W wielkim skrócie miałam dowieźć do mety to, co klient sobie u nas zamówił, zadbać, aby było to na czas i aby klient był zadowolony ze współpracy. W tym czasie w pracy męża padła sugestia, że jeśli chce, to mógłby przenieść się do teamu do Stanów.

Zaczęliśmy analizować wszystkie za i przeciw. Pomyśleliśmy, że świetnie byłoby przeżyć taką przygodę, ale mieliśmy stabilną sytuację w Polsce, mieszkanie, ja spełniałam się zawodowo. Nie jest łatwo rzucić wszystko i wyjechać w nieznane. Niestety rozwój startupu zaczął z różnych powodów hamować i projekt miał się zakończyć. Już nie wiem, czy ostatecznie to przeważyło, czy coś innego, ale powiedzieliśmy tak i maszyna ruszyła.

Czy bałaś się tak dużej zmiany w Waszym życiu? Czy trudno było Ci się zaadaptować do nowej sytuacji?

Gdzieś kiedyś przeczytałam, że tylko głupcy nie boją się zmian. To była ekscytacja na przemian ze strachem. Przed samym wylotem było tyle do ogarnięcia, że odbiło się to totalnie na moim zdrowiu. Mało snu, stres związany z wylotem, ciągłe sprawdzanie, czy niczego nie zapomnieliśmy, w końcu tak łatwo nikt nam potem tego nie mógł dosłać ;-).

Niezwykłe było dla mnie to, że będę mieszkać w USA, a jednocześnie wiedziałam, że w przeciwieństwie do mojego męża, lecę do miejsca, gdzie nic na mnie nie czeka. Nie wiedziałam, czy i jaką dostanę pracę, czy warunki, na które się zgodziliśmy, okażą się wystarczające, aby żyć tak, jak żyliśmy w Polsce. Smucił mnie też fakt, że bliskie nam osoby znajdą się tysiące kilometrów od nas. Prawdziwe przyjaźnie potrzebują przecież czasu, musieliśmy się nastawić na samotność. Na początku było mi osobiście bardzo ciężko. Mąż wychodził do pracy, a ja zostawałam z córką sama. Znaliśmy kilka osób, ale były to świeże znajomości.

Po przyjeździe chwilę musiałaś czekać na pozwolenie na pracę.

Tak, był to trudny dla mnie psychicznie okres. Moja wiza jest zależna od wizy mojego męża. Pozwala mi na legalną pracę, ale po uzyskaniu pozwolenia. Miesiąc po przylocie złożyłam zatem odpowiednie podanie i dokumenty. Miałam czekać około dwóch miesięcy, a czekałam ponad siedem.

Na początku mieliśmy sporo na głowie, więc nie odczuwałam tak bardzo tego, że nie mam pracy. Urządzenie mieszkania, wyrobienie dokumentów, poszukiwanie przedszkola, podatki, których trzeba się było nauczyć od nowa i tym podobne. Potem spraw było coraz mniej, a ja zaczynałam mieć coraz więcej czasu, z którym nie wiedziałam, co mam zrobić. Zawsze miałam wypełniony kalendarz, byłam zorganizowana, lubiłam swoją pracę. Nie widziałam siebie nigdy w roli, tylko i wyłącznie mamy. Chciałam być aktywna zawodowo, mieć swój wkład w budżet domowy. Córka poszła do przedszkola, mąż był w pracy, a ja leżałam i gapiłam się w sufit. Nie potrafiłam się odnaleźć w sytuacji.

Zajmujesz się teraz czymś zupełnie innym zawodowo niż wcześniej?

Pozwolenie dostałam dopiero pod koniec lipca. Na początku zaczęłam szukać pracy w firmach zajmujących się marketingiem jako project manager. Chciałam robić to, co robiłam w Polsce, ale nie wiedziałam, czy amerykańskie firmy będą w ogóle mną zainteresowane. Referencje mają tu bardzo duże znaczenie, więc od razu poprosiłam byłych przełożonych i kolegów z pracy o napisanie kilku słów na LinkedIn.

Rekruterzy często dzwonią do poprzednich miejsc pracy, a w moim przypadku nikt nie był w stanie zwyczajnie podnieść słuchawkę i spytać mojego poprzedniego szefa o opinię na mój temat. Mimo to dostałam kilka zaproszeń na rozmowę, były to poważne oferty i takie, które za pięknym opisem speca od marketingu, ukryły pozycję sprzedawcy „door-to-door”.

W trakcie poszukiwań dotarło do mnie, że przecież w grudniu lecimy na trzy tygodnie do Polski, a nikt nie da mi tak długiego urlopu. Musiałabym albo zdenerwować pracodawcę i zrezygnować z pracy po 3-4 miesiącach, albo zrezygnować z planów wylotu i odwiedzenia rodziny. Postanowiłam poszukać czegoś tymczasowego i tak wylądowałam w punkcie druku jako Print&Marketing Associate. Pomagam klientom dobrać odpowiedni produkt, robię drobne edycje graficzne, ale również zajmuję się produkcją. Pracodawca przyzwyczajony jest do dużej rotacji pracowników, a ja mam szansę codziennie rozmawiać po angielsku i dodać sobie do CV stanowisko w USA, a nie tylko w nieznanej dla Amerykanów Polsce.

W naszej rozmowie wcześniej wspomniałaś, że jak już zaczęłaś pracować, to zmieniło się Twoje spojrzenie na pracę, że inaczej pracuje się w Polsce, inaczej w USA. Co to oznacza?

Generalnie nie tylko praca tu, ale samo mieszkanie w USA zmieniło moje spojrzenie na wiele spraw. Chyba każdemu, a przynajmniej większości, Ameryka kojarzy się z American Dream. Wielu osobom z Polski, z którymi mamy kontakt, wydaje się, że żyje nam się tu jak w bajce. Rzeczywistość jest trochę inna. Żyje się normalnie, są dni piękne i dni trudne. Jest kilka rzeczy, które zaskakują naszych znajomych.

Po pierwsze nie ma tu 20, a tym bardziej 26 dni urlopu. Pracodawcy czasami oferują płatne 10 – 14 dni w roku, ale jest to traktowane jako dodatkowy benefit dla danego stanowiska. Edukacja jest bardzo kosztowna, wielu młodych ludzi pracuje i uczy się jednocześnie. Ci, których nie było stać na ukończenie studiów, pracują w kilku miejscach jednocześnie, a ich miesięczne zarobki są bardzo niskie. Pojęcie płatnego zwolnienia chorobowego nie istnieje. Koleżanka z pracy miała skomplikowane złamanie ręki, które zakończyło się operacją. Po tygodniu była już w pracy w gipsie. Rachunek za leczenie opiewa na 70 tysięcy dolarów! Rachunki za leczenie są bardzo wysokie.

Jeśli nie pochodzi się z bogatej rodziny, to pracuje się od 16 roku życia, aż się padnie. Na emeryturę jak sobie nie uzbierasz sam, to jej nie masz. W Polsce narzekamy na umowy śmieciowe i kolejki do lekarzy. No cóż, zapraszam do USA, to zakochamy się w Polskim systemie ponownie. 😉 Zaczęłam zatem doceniać każdy dzień wolny, który mogę spędzić z rodziną, szanuję bardzo wszystkie osoby, które pracują, zostawiamy zawsze napiwki każdemu, bo wiemy, że stawka za godzinę jest niezwykle marna.

Czym różni się Twoje macierzyństwo w Kalifornii, od tego w Polsce? Jak wychowuje się tam dzieci?

Moje spojrzenie na macierzyństwo, w ogóle się nie zmieniło. Tu chyba w większości panuje przekonanie do zimnego chowu. A może po prostu miałam pecha, że spotkałam tylko takie osoby – mam taką nadzieję. Trening samodzielnego zasypiania, szybki trening na nocniku, dzieciaki w żłobkach od 6 tygodnia życia, chociaż to akurat często nie z wyboru mamy.

Ja kieruję się sercem, ideą rodzicielstwa bliskości, opieram się na intuicji, rozmawiamy, przytulamy się, tłumaczymy. Daleka jestem od jakiejkolwiek tresury. Dziecko to dla mnie mały człowiek, który ma wolną wolę i ma prawo decydować o sobie. Ameryka to ogromny kraj, Kalifornia ma podobną ilość mieszkańców co Polska, podejrzewam, że są tu ludzie, i bardziej zakręceni na punkcie kontroli nad dzieckiem, i mniej.

Zasadniczo jednak Amerykanie uwielbiają dzieciaki, nierzadko na ulicy słyszymy zachwyty nad tym, jaka Nela jest „cute, pretty, amazing” itd. Znacie te wszystkie dobre „ciocie”, które powiedzą Wam, kiedy zaczął się sezon na czapeczkę, albo próbują wcisnąć dziecku ciasteczko? Nie ma takich ciotek w Stanach. Widziałam dzieciaki biegające przy 13 stopniach w krótkich spodenkach i nikt nie mierzy tu za to rodzica potępiającym wzrokiem. Dziecko płaczące w sklepie? Nie martwcie się, obsługa Was nie wyprosi i nikt Wam nic złego nie powie. Generalnie nie wpychają nosa w nie swoje sprawy, raczej będą starali się zabawić malucha i pomóc mamie.

Jak wygląda taki zwykły dzień amerykańskiej rodziny?

Dzieciaki w USA mają bardzo zorganizowany czas. Ogólnie całe życie amerykańskiej rodziny kręci się wokół harmonogramu. Kobieta, która decyduje się na pozostanie z dzieckiem w domu, ma dzień wypełniony obowiązkami od rana do wieczora. Szczególnie wtedy, gdy dziecko jest już w wieku szkolnym. Choćby lekcje w szkole, na które musi je zawieść rodzic, albo jedzie samo, słynnym żółtym autobusem.

Dziecko musi być pod ciągłą opieką, więc auta rodziców mogą zatrzymać się tylko w określonych punktach, a autobus podjeżdża często nawet pod sam dom. Lekcje trwają do około 2.30, następnie jest czas na zajęcia pozalekcyjne, zazwyczaj jest to jakiś sport lub zajęcia muzyczne, wieczorem główny posiłek. Amerykanie w ciągu dnia mają drobne posiłki, a wieczorem około 19 dopiero obiad z całą rodziną.

Dziecko zazwyczaj przynależy do jakiejś grupy albo nawet kilku. Może być to drużyna sportowa, zespół muzyczny lub harcerze (scouts). Weekend kręci się wokół tej grupy, na przykład zwyczajem jest weekendowa impreza sportowa, w której biorą udział dzieci. Znacie to na pewno z amerykańskich filmów rodzinnych.

Z ciekawostek, to najbardziej zaskoczył mnie brak gondoli do wózków. Nie jest to dla sprzedawcy oczywiste, że chcesz mieć wózek z gondolą. Prawie wszędzie widzę dzieciaki wożone w nosidełkach, zamiast gondoli. Jeśli ktoś używa nosidła, to dziecko jest w nim umieszczone przodem do świata. Jest to być może brak edukacji, a być może nie ma tu, aż tak dużego nacisku na kontrolę bioderek dziecka, jak w Polsce. Odnośnie dziecka obcy ludzie pytają zawsze o pozwolenie. Przy kasie nie dadzą nawet mojej córce naklejki, jeśli wcześniej się nie zgodzę.

Jak Twoja córeczka zaadaptowała się do nowych warunków życia?

Dla niej dom jest tam, gdzie są jej rodzice, to było dla mnie najważniejsze. Nie zareagowała źle na zmianę. To my stanowimy dla niej oparcie. Jeśli jesteśmy przy niej, to nie jest dla niej ważne, gdzie mieszkamy. Było kilka takich momentów, że nie chciała rozmawiać z babcią, bo była na nią obrażona, że nie ma jej blisko. Dużo z nią rozmawiam i tłumaczę. Nie naciskam na codzienne dzwonienie na Skype, staram się jej dać możliwość samodzielnego poukładania sobie wszystkiego w główce.

Już od pół roku chodzi do przedszkola. Na początku było mi ją ciężko zostawiać, adaptacja była trudna, a na pewno to, że nauczyciele mówili w innym języku, jej nie pomagało. Po miesiącu się przyzwyczaiła. Obecnie nie ma już problemów z komunikacją, ma ulubione koleżanki, a jej akcent powala mnie na łopatki. Mówi czysto w obu językach. Dzieci niesamowicie szybko chłoną język. Chcecie nauczyć malucha mówić płynnie w innym języku, zapiszcie je na lekcje, ale koniecznie z native speakerem.

Jak wygląda edukacja dzieci w Stanach?

Publiczne szkoły w Kalifornii są darmowe. Dzieciaki chodzą do szkoły, która jest im „przypisana” z racji zamieszkania, czyli bardzo podobnie jak w Polsce. Rok szkolny zaczyna się w sierpniu. Dzieci muszą mieć ukończone 5 lat przed 1 sierpnia, aby móc iść do tutejszej zerówki, która ma nazwę kindergarten.

Szkoła podstawowa zaczyna się właśnie od kindergarten i trwa do piątej klasy, następnie jest middle school (szkoła średnia), która ma 3 klasy (6,7 i 8) i high school od 9 do 12 klasy.

Rodzice mają możliwość zapisania dziecka do szkoły publicznej lub licencjonowanej szkoły prywatnej. Mogą też uczyć dziecko w domu, jeśli uzyskają akceptację programu nauczania. Dzieciaki muszą mieć raport na temat stanu zdrowia od lekarza oraz pełną kartę szczepień. Niby dziecko nie musi być specjalnie przygotowane, aby rozpocząć szkołę, jednak rodzice otrzymują listę umiejętności, które określają, czy dziecko jest gotowe do pójścia do szkoły.

Czy wymagana jest znajomość języka angielskiego przy zapisie do szkoły?

Dzieci, których angielski jest drugim językiem, muszą przejść specjalny test ze znajomości angielskiego, zanim zostaną przyjęte do szkoły. A tak poza tym dziecko powinno rozpoznawać kształty, liczyć do 20, znać alfabet i umieć napisać swoje imię lub chociaż je rozpoznać. Polskie dzieciaki uczą się tego wszystkiego w zerówce, tu uczą się tego dzieci w wieku 3-4 lat. Oczywiście w formie zabawy, jednak mimo wszystko wcześniej niż w Polsce.

Kiedy polskie przedszkole skupia się na zabawie i rozwijaniu kreatywności, to amerykańskie na przygotowaniu malucha do szkoły. Nawet jeśli danego dnia Nela ma zajęcia plastyczne, to są one uzależnione od jakiejś litery i cyfry, np. wyklejają literkę O. Jeśli chcemy więcej szaleństwa, to musimy się trochę bardziej wysilić podczas poszukiwań placówki.

Czy w amerykańskim przedszkolu są jakieś rozwiązania dla dzieci lub rodziców, z którymi nie spotkałaś się w Polsce?

Często przedszkole posługuje się aplikacją do komunikacji z rodzicem i umieszczania tam codziennych aktywności dziecka. Wiem, że w Polsce to jeszcze nowość. Dodatkowo wszędzie jest zakaz przynoszenia czegokolwiek, co mogłoby zawierać orzechy. Jeśli chcemy przynieść poczęstunek dla dzieci z okazji urodzin naszej pociechy, to musi być on kupiony w sklepie i zawierać etykietę z listą składników. Musi być odpowiedni dla alergików.

Większość przedszkoli oferuje dodatkową opiekę wieczorami raz w miesiącu, jest to tak zwane Parents Night Out, czyli wieczór na randkę dla rodziców.

Niezłym zaskoczeniem było dla nas to, że dzieci nie zmieniają butów na kapcie i chodzą cały dzień w tych samych. Drzemki odbywają się na specjalnych matach na ziemi i nawet wtedy buty nie są im zdejmowane.

Jaka jest opieka zdrowotna dla dzieci?

Szczepienia są obowiązkowe i są oferowane dla dzieci za darmo. Jak wspomniałam wcześniej, żeby być przyjętym do przedszkola lub szkoły należy przedstawić pełną listę szczepień i raport od lekarza. Wizyty w celu ogólnego sprawdzenia stanu zdrowia są bezpłatne, natomiast za wizytę z chorym dzieckiem należy zapłacić. Nasza rodzina bardzo mało choruje i mieliśmy przyjemność gościć u lekarza jedynie 2 razy w ciągu naszego, do tej pory, rocznego pobytu. Raz przed zapisaniem Neli do przedszkola, a drugi raz podczas przeziębienia. Nie mamy zatem dużego doświadczenia i wiedzy na ten temat. Na całe szczęście.

A jak jest z dostępem do leków?

Apteki w Stanach są częścią większych sklepów, nie ma miejsc, gdzie sprzedaje się tylko lekarstwa. Trochę tak jakby każdy Rossmann w Polsce dodatkowo oferował realizację recept. Recepty od lekarza można zrealizować jedynie u farmaceuty, ale chcąc wyleczyć zwykłe przeziębienie można iść na szybkie zakupy i wsadzić do koszyka to, co uznamy, że nam pomoże. Czasami podczas płatności będziemy musieli okazać dowód, że jesteśmy pełnoletni. Z tego, co zdążyliśmy zauważyć, to jeśli Twoje dziecko nie ma ukończonego 6 roku życia, to na zwykłe przeziębienie nie znajdziesz na półkach nic oprócz wody morskiej w sprayu do czyszczenia nosa i syropu na bazie miodu na kaszel. Jeśli podejrzewasz zatem, że potrzebujesz czegoś silniejszego, to musisz udać się do lekarza po poradę, ale nie masz gwarancji, że przepisze ci cokolwiek oprócz zalecenia odpoczynku i tego co dostępne na półkach.

Czy planujecie wrócić do Polski?

Chyba nie chciałabym zostać w USA na stałe. Na razie jednak nic nie planujemy. Żyjemy tym, co jest tu i teraz. Skupiamy się na tym, aby jak najwięcej zwiedzić, trochę odłożyć, nabrać doświadczenia. Pierwszy rok był dla nas ciężki z racji tego, że zaczynaliśmy od totalnego zera, zobaczymy, co przyniesie nam kolejny.

A jak po tym roku wyobrażasz sobie przyszłość swojej córki? Chciałabyś, żeby mieszkała np. w Kalifornii?

Targają mną sprzeczne emocje. Kalifornia ma swoje plusy, ale ma też swoje wady. Latem i jesienią, kiedy trawa jest bardzo sucha mamy tu problem z pożarami. Bezpieczeństwo w większych miastach jest słabe. W ubiegłym tygodniu miałam 10 zleceń na zalaminowanie pozwoleń na broń. Trochę to przerażające.

Tak sobie teraz myślę, że jak ktoś będzie czytał ten artykuł, to może się zastanawiać, po co my w ogóle w tych Stanach siedzimy, skoro wymieniłam Ci podczas tej rozmowy w sumie same negatywne aspekty życia. No cóż, może Ameryka nie jest tak piękna jak pokazują nam ją w serialach i filmach, ale ma swój urok i również wiele plusów. Musimy też pamiętać, że my jesteśmy w trochę innej sytuacji niż przeciętny mieszkaniec. Mój mąż pracuje w korporacji i może sobie pozwolić na trochę więcej swobody związanej, chociaż z urlopami. Często wyjeżdżamy, aby zwiedzić kolejny skrawek Stanów, kiedy znajomi z mojej pracy nigdy nie byli nigdzie poza Kalifornią.

Rachunki za opiekę zdrowotną są dużym obciążeniem, ale mimo wszystko przy dobrym zarządzaniu budżetem jest nas na nie stać. Żyjemy w małej miejscowości, gdzie jest o wiele bezpieczniej, nie ma aż tak dużego problemu z przestępczością i z bezdomnością, a sama Kalifornia jest piękna, szczególnie jej północna część z Tahoe i Yosemite. Jak zatęsknię za śniegiem, to wsiadam w auto zimą i po 2 godzinach mogę jeździć na nartach. Mam 3 godziny do oceanu, 2 godziny w góry, 5 godzin na pustynię.

Ludzie są niezwykle pozytywni, chociaż, pewnie sami o sobie tak nie myślą. Jednak jeśli porównam zachowanie ludzi z kolejki na poczcie w Polsce i z kolejki na poczcie w USA, widzę różnicę pomiędzy mentalnością. To prawdopodobnie efekt tej pogody, bo sezon na deszcz trwa tu jedynie przez 3 miesiące, co nie znaczy, że pada codziennie. Obsługa klienta jest na najwyższym poziomie, wszędzie naprawdę starają ci się pomóc. Nie wiem gdzie będziemy mieszkali w momencie, kiedy moja córka będzie pełnoletnia, ale jeśli będzie chciała swoje życie związać z miejscem, które będzie tysiące mil ode mnie, to po prostu tak zrobi. Ważne jest dla mnie, aby była tam szczęśliwa.

Prowadzisz blog californiadreamin.pl. Od jak dawna? Robiłaś to już wcześniej, czy zaczęłaś po przyjeździe do USA?

Zaczęłam pisać na krótko przed wyjazdem, nie miałam planu i pomysłu. Chciałam, aby to był jednocześnie mój pamiętnik, ale też baza informacji dla ludzi, których Stany interesują. Blog ma już rok i powinna być na nim cała masa wpisów, jednak całość bardzo przycichła. Na początku ciężko mi było napisać, chociażby o tym, jak wygląda edukacja dzieci w przedszkolu lub co zobaczyć w San Francisco. Nie byłam na tyle pewna siebie, aby publikować kolejne wpisy. Chciałam, aby to były wartościowe materiały.

Myślę, że teraz po roku mam już odpowiednią dawkę zasobów, aby go reaktywować. Aktywna jestem za to bardzo od początku na Instagramie. To co jest dla mnie najmilsze w całym życiu online to, że piszą do mnie osoby, które stoją przed decyzją o wyjeździe i mój wpis sprzed roku pomógł im delikatnie opanować stres, bo wiedzą, że ktoś też się zmagał z podobnymi uczuciami. Dzięki Instagramowi poznałam też wspaniałych ludzi, z którymi spotkaliśmy się już nie raz na żywo, a mam nadzieję, że z kolejnymi będę miała taką okazję.

Co najbardziej cenisz sobie jako mama żyjąc w takim kraju jak Stany Zjednoczone? Za co lubisz Kalifornię?

Najbardziej cieszy mnie to, że Nela ma okazję nauczyć się płynnie mówić w drugim języku. Dodatkowo otoczona jest ludźmi różnych narodowości, ras i religii. Jako trzylatka zwiedziła już całą masę miejsc, w Polsce nie miałaby takiej okazji. Mam nadzieję, że choć trochę z tego zapamięta, a jeśli nie, to zadbamy o to, aby mogła powtórzyć dotychczasowe podróże.

Jak już Ci wcześniej wspomniałam, uwielbiam Kalifornię za to, jak blisko mam do miejsc, które są tak od siebie różne: ocean, góry pustynia. Lubię też oczywiście kalifornijską pogodę, upały są męczące, ale jednak mamy ciepełko przez większość roku. Nie posiadam w ogóle zimowej kurtki. Ciągle zaskakuje mnie pozytywne nastawienie ludzi i ich otwartość. Jeśli Amerykaninowi podobają się Twoje buty, to Ci o tym powie nawet jeśli Cię nie zna. Chcę jeszcze tu trochę pomieszkać, a potem zobaczymy. Jest jeszcze przecież tyle miejsc do poznania.

Bardzo Ci dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik-Pieper

Zdjęcia: archiwum prywatne Ani

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Jak zacząć przygodę z planowaniem i skutecznie realizować swoje plany?

Kiedy na świecie pojawia się dziecko wielu rodzicom może wydawać się, że ogarnięcie rzeczywistości nie jest możliwe. Oczywiście, dzieci są różne, ale pewne jest, że trzeba wszystko zorganizować inaczej, od nowa. I chociaż każdy tydzień wymaga modyfikacji nie tylko planów, ale też sposobu planowania, to jestem zdania, że wprowadzenie pewnych zmian i nawyków może usprawnić życie całej rodziny.

Planowanie dla Mam – czy to dla każdej z nas?

Takie pytanie padało często pod postami, kiedy założyłam bloga i social media Mama Manager. Odpowiadam na to zawsze tak samo: nie, planowanie nie jest dla każdej Mamy. Już tłumaczę dlaczego.

Efektywne planowanie jest procesem, który wymaga zaangażowania, wprowadzania zmian, szybkich reakcji i analizy rezultatów. Nie każdy młody rodzic ma na to czas, chęci lub zwyczajnie woli działać idąc na tzw. “żywioł”. I to jest ok, ważne, aby dobrze czuć się w wybranym rozwiązaniu. Jeśli nie chcesz poświęcać czasu na analizę lub zwyczajnie Twoje zadania nie są wymagające i samo planowanie zajmie więcej niż ich realizacja, odpuść.

Które Mamy powinny pomyśleć o planowaniu?

Temat organizacji może być ciekawy na każdym etapie macierzyństwa, a to dlatego, że każdy z nich jest inny i bardzo wymagający. Jeśli czujesz, że ciągle brakuje Ci na coś czasu, nie wyrabiasz się z zadaniami, a o chwili dla siebie możesz tylko pomarzyć, zdecydowanie powinnaś ułatwić sobie życie planując.

Nieważne czy w Twoim przypadku planowanie będzie dotyczyło domowych czynności, planu sprzątania, czy dużych projektów życiowych jak np. powrót do pracy. Wykorzystując metody planowania, będziesz w stanie działać efektywniej i przede wszystkim będziesz w stanie zminimalizować stres.

Co można planować będąc Mamą?

Planować można wiele, od zwykłych i prostych domowych czynności, po bardziej złożone domowe projekty, jak np. wyjazd na wakacje. Planowanie zacznij od zadania sobie pytania: Jaki chcę osiągnąć efekt końcowy?

A co zrobić, żeby mieć więcej czasu dla siebie?

Co więc możemy planować w domu, aby żyło nam się prościej?

  • zadania dnia,
  • budżet domowy,
  • plany posiłków (miesiąc, tydzień, dzień),
  • plany sprzątania,
  • listy zakupów i harmonogram zakupów,
  • randki z partnerem,
  • rutyny,
  • plany wakacji,
  • plany wyjścia do kosmetyczki, fryzjera,
  • plany spotkań ze znajomymi,
  • czas tylko dla siebie,
  • i inne.

Jak możesz planować?

Wybierz dogodną dla siebie formę i okres w jakim chcesz planować. Możesz robić to codziennie, jeden raz w tygodniu czy miesiącu. Zależy od tego co i w jakiej formie planujesz i jak Tobie jest najwygodniej. Poza okresem planowania musisz zdecydować się na formę, są to np.:

  • kalendarz online,
  • planer czasu,
  • bullet journal,
  • kartki “checklisty”,
  • aplikacja np. Trello,
  • kalendarz papierowy,
  • kalendarz czy notatnik w telefonie.

Usystematyzowane planowanie w jednym miejscu pomaga np. kiedy chcesz powrócić do danego zadania, dnia, celu. Dziennie planowanie ułatwi Ci mój autorski Mamuśkowy Planer, czyli planer dzienny dla Mam.

Przeczytaj jeszcze: Brak czasu – czyli brak czego?

Jakie zadania wpisywać?

Tutaj również jest wiele opcji. Na początku mojej przygody z macierzyństwem wpisywałam sobie wszystkie zdania, a były one głównie związane z opieką nad maleństwem. Jednak odznaczanie zrealizowanych czynności dawało mi poczucie chociaż tej minimalnej kontroli i różnorodności.

Były dni, kiedy wstawienie zmywarki czy pralki było dla mnie wyzwaniem niczym zdobycie masywu górskiego. W miarę upływu miesięcy zadania zmieniały się, a moja taktyka wpisywania ich również ulegała modyfikacji.


Realizowanie zadań

Samych sposobów na zarządzania swoimi zadaniami jest przynajmniej kilkadziesiąt. Wybrałam dla Ciebie kilka propozycji.

Priorytety

Zadania wpisuj od ogółu do szczegółu. Kiedy masz więcej czasu i możesz wykonać więcej zadań, nadaj im priorytety i wykonuj te, które dadzą Ci możliwie największe korzyści. Zgodnie z macierzą Eisenhowera zadania dzielimy na:

  • pilne i ważne,
  • pilne i nieważne,
  • niepilne i ważne,
  • niepilne i nieważne.

W oryginale każdy z punktów ma ramy czasowe, jednak na potrzeby planowania zadań rodzica małego dziecka proponuję priorytety własnych zadań nadawać intuicyjnie.

80:20

Zasada Pareto w przypadku zarządzania swoimi zadaniami jest powiązana z nadawaniem priorytetów. Zgodnie z tą zasadą 80% wyniku generuje zaledwie 20% naszych zadań. Jeśli uda Ci się dobrze wybrać te, które dadzą potencjalnie największy efekt, jesteś w stanie osiągnąć dużą część wymarzonego efektu.

Technika Pomodoro

To jedna z nazywanych przeze mnie “kuchennych” metod zarządzania czasem (są jeszcze techniki: Salami i Sera szwajcarskiego). Pomodoro idealnie sprawdza się w życiu młodych rodziców, ponieważ zakłada realizowanie zadań bez przerw w danym czasie.

W oryginale jest to 25 minut pracy na 5 minut przerwy, jednak na nasze potrzeby przyjmijmy, że czasem działania mogą być drzemki dziecka. Jednak ważne, aby w tym czasie faktycznie działać na 100%, nie zapominając o zrobieniu sobie chwili przerwy.

A co z celami?

Możecie zdziwić się, dlaczego nie napisałam w tekście praktycznie nic o celach. O ile jestem wielką fanką definiowana celów, to jednak uważam, że przy planowaniu np. sprzątania czy robienia zakupów, cel jest bardzo oczywisty. Jeśli jednak zadania będą bardziej złożone, a cel inny, jak najbardziej zachęcam do postawienia celów zgodnie z zasadą SMART. O tym, jak Mamy mogą realizować swoje cele pisałam na moim blogu.

Pamiętaj o wnioskach

Bardzo ważne przy planowaniu jest wyciąganie wniosków. To ważne, aby analizować każdy swój dzień i zastanowić się jaki był sukces mojego dnia, a co można zrobić lepiej i efektywniej następnym razem. ZAPISUJ JE 🙂

Wnioski przy swojej liście zadań

Nieważne jak planujesz, ważne, abyś wzięła sprawy w swoje ręce i znalazła sposób na oszczędność czasu, znalezienie chwili dla siebie i wybierała zadania z myślą, o tych przynoszących potencjalnie największe korzyści. Po więcej tekstów dla Mam zapraszam na mojego bloga www.mamamanager.eu Powodzenia!

Artykuł dedykuję młodym stażem rodzicom, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z rodzicielstwem i są na etapie organizowania swojego życia na nowo.

Przeczytaj jeszcze: Jak ogarnąć wiele spraw i zyskać mnóstwo czasu?

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Aktywna Mama, zawodowo managerka projektów marketingowych, założycielka bloga Mama Manager. Pomaga Mamom w efektywniejszym zarządzaniu czasem, aby mogły znaleźć go na wszystko o czym marzą. Odkąd została mamą, codziennie odkrywa życie na nowo :)

10 rzeczy, które warto zrobić z dziećmi w wakacje

Wakacje to dla dzieci zdecydowanie najfajniejszy czas w roku. Bez szkoły, bez odrabiania lekcji i zajęć pozalekcyjnych. Samo to już bywa niezłą atrakcją. :) A jak sprawić, żeby konkretnie TE wakacje Twoje dziecko zapamiętało na długo, a może nawet na zawsze?

1. Wakacyjny pamiętnik

Czy da się zatrzymać czas? Niestety nie. Możemy zachować wspomnienia i zamknąć je w specjalnym miejscu. Jeśli zechcemy w czasie jesiennej pluchy lub długich zimowych wieczorów powrócić do szczęśliwych, beztroskich dni pełnych słońca to wystarczy, że sięgniemy po wakacyjny pamiętnik. Jak go przygotować?

Forma jest tu zupełnie dowolna, wszystko zależy od tego, jakie wydarzenia uznamy za cenne i w jaki sposób będziemy chcieli wspomnienia o nich przechowywać. Może to być zeszyt z notatkami i rysunkami lub album ze zdjęciami i pocztówkami, ale chyba największe pole do popisu daje pudełko/skrzynka z wakacyjnymi skarbami. Umieszczamy w nim i zapiski i fotografie, a poza tym także np. zasuszony kłos zboża zerwany podczas rowerowej wycieczki, woreczek lub buteleczkę z piaskiem z plaży, rysunki z wakacyjnymi motywami, bilety z zoo lub parków rozrywki.

Pamiętnik jest numerem 1 na liście, ponieważ mając świadomość jego tworzenia będziemy bardziej otwarci na zbieranie i tworzenie rzeczy związanych z kolejnymi podpowiedziami.

Przeczytaj także: Gdzie spędzić niezapomniane wakacje w Polsce?

2. Wyjazd nad jezioro, morze lub na basen

Woda to coś, co nieodłącznie kojarzy się z latem. Daje ukojenie w upalne dni, a także mnóstwo radości w czasie zabaw z nią i w niej 🙂 Dlatego myślę, że nikogo nie trzeba namawiać do tego, aby taki wyjazd zorganizować. Lista zabaw i zajęć, które można w takich miejscach przeprowadzić wystarczyłaby pewnie na osobny artykuł, ale jeśli znudzi nam się już moczenie w wodzie to można:

  • zakopywać się nawzajem w piasku („znikające stopy”),
  • robić i „sprzedawać” piaskowe lody,
  • liczyć, ile samolotów przeleci nad nami w ciągu 15 minut,
  • rysować wzorki na skórze kremem do opalania,
  • pisać patykiem po rozmywanym przed wodę piasku,
  • robić „zawody” pływackie, podglądać lub naśladować podwodne stworzenia 🙂

Pamiętajmy o zdjęciach do wakacyjnego albumu. Im bardziej szalone tym lepsze. I zawsze nad wodą stosujmy się do zasad bezpieczeństwa, bezwzględnie!

3. Wycieczka rowerowa

Dostępność sprzętu jest w tej chwili tak duża, że nawet osoby nie posiadające rowerów mogą spokojnie na taką wycieczkę się wybrać. Wypożyczamy lub wyjmujemy z garażu/piwnicy rowery (dla maluchów krzesełka dla dzieci lub przyczepkę rowerową plus obowiązkowo zakładamy im, a najlepiej sobie również, kaski), wyznaczamy trasę lub wybieramy ją spontanicznie i ruszamy w drogę!

Jeśli na naszej trasie nie ma spektakularnych atrakcji, jak np. ruiny zamku czy most nad rzeką, to tworzymy je sami – dzieci równie mocno zainteresuje opowieść o panu leśniczym, który pilnuje porządku w lesie czy o wojskowym samochodzie, który mijał nas przed postojem.

Przeczytaj także: 101 pomysłów na wakacje dla każdego

4. Domowe lody

Czas spędzony na wspólnym przygotowaniu posiłków jest bezcenny w ciągu całego roku, ale chyba nic nie cieszy dzieci tak jak zjedzenie samodzielnie przygotowanych lodów. Wystarczą świeże (ewentualnie mrożone) owoce, w opcji nie-sorbetowej trochę jogurtu lub śmietanki, odrobina miodu lub syropu, mikser lub blender, foremki lub plastikowe kubeczki i voilà!

Gwarantuję, że dzieci szybko upomną się o tę „zabawę”, więc jeśli, droga mamo, nie lubisz spędzać czasu w kuchni, to może lepiej nie proponuj jej wcale 😉

warto robić z dziećmi w wakacje

5. Wycieczka do sadu

Czy miałaś kiedyś okazję odwiedzić sad owocowy w środku lata? Ja, jako dziecko, nie raz – stąd wiem, jaka to frajda. Dojrzałe, soczyste czereśnie i niektóre gatunki jabłek na wyciągnięcie dłoni.. Pycha! Przy okazji można pokazać dzieciom jak owoce się zrywa, zbiera, sortuje i opowiedzieć co się będzie dalej z nimi działo (że pojadą na targ lub do przetwórni i co z nich może powstać). I jeszcze pstryknąć zdjęcie z czereśniowymi „kolczykami” 🙂

6. Piknik

Piknik to must-do każdych wakacji. Można go zorganizować podczas podpowiedzi 2, 3 i 5, a można zrobić z niego osobne, piknikowe święto. Wspólne szykowanie i pakowanie przekąsek w śniadaniowy, szeleszczący papier, przygotowywanie koszyka z talerzykami i sztućcami, wybór miejsca biesiadowania (można zrobić własną mapkę i urządzić poszukiwania) – samo to będzie atrakcją dla dzieci. A potem już tylko rozkładamy koc lub matę i cieszymy się piękną pogodą, smakołykami i swoim towarzystwem.

Przeczytaj także: 20 dni do lata. Jak wejść w kolejną porę roku z lepszym samopoczuciem?

7. Odwiedziny u rodziny lub znajomych

Wakacje to często moment, kiedy mamy odrobinę więcej wolnego czasu lub, kiedy mamy więcej okazji, żeby uciec od codzienności. Jedną z ciekawych opcji będzie na pewno wizyta (może z noclegiem) u dawno niewidzianej (ale tej lubianej) cioci lub naszych znajomych. Nadrobimy w ten sposób zaległości towarzyskie, a przy okazji pokażemy dzieciom trochę inny region, może styl życia lub kulturę. To także okazja do wakacyjnych opowieści i rodzinnych historii, które spisane, urozmaicą nasz kuferek wspomnień.

8. Budowanie statków

Jeśli wakacje to woda, a jeśli woda to… statki! Wymieniam to jako osobny punkt, bo wykonanie skomplikowanego projektu może nam zająć przecież całe lato 🙂 Najpierw trzeba rozrysować i opracować projekt, dobrać materiały (np. z recyklingu) i narzędzia, a potem przystąpić do realizacji.

Statek możemy tworzyć jeden, rozbudowany, wspólnymi siłami lub (zwłaszcza ze starszymi dziećmi to się sprawdzi) każdy swój mniejszy, który weźmie udział w rodzinnym wyścigu. Inspiracji możemy szukać w internecie lub na wycieczkach nad akweny wodne. Nie zapomnijcie nagrać momentu wodowania!

Przeczytaj także: Muzea i centra nauki w Polsce – 10 propozycji na weekend

9. Kolorowe szaleństwa

Lato ma w sobie coś takiego, że zachęca do eksperymentów z kolorami. Pozwólmy dzieciom i sobie na odrobinę szaleństwa i pofarbujmy sobie pasemka lub całe włosy na różowo, fioletowo albo niebiesko. Wybór w drogeriach pod tym względem jest ogromny. Kupmy jasne t-shirty dla całej rodziny i pomalujmy je flamastrami w wakacyjne motywy.

A jeśli włosy i ubrania to za mało, to można też pokusić się o zmywalne tatuaże (do kupienia w sklepach papierniczych lub wykonane własnoręcznie… tradycyjnym długopisem). Zachowajmy tutaj jednak ostrożność z uwagi na możliwe reakcje alergiczne.

10. „Dzień leniwca”

Czy któraś z Was nie ma ochoty czasem robić NIC? Nawet (a zwłaszcza) mając dzieci? No właśnie… Znajdujemy odpowiedni dzień w kalendarzu, planujemy nicnierobienie (w domu lub na wyjeździe, w ogrodzie, gdziekolwiek) i kiedy upragniona data następuje – przystępujemy do realizacji. Wcześniejszy plan był potrzebny choćby po to, żeby:

  • gotowe śniadanie czekało już na nas w lodówce lub w bufecie,
  • każdy miał odpowiednią ilość miejsca do leżenia i odpoczywania (np. leżak, hamak czy kanapę),
  • wiedzieć, gdzie najlepiej zamówić i zjeść obiad (a być może też deser i kolację) i
  • żeby każdy członek rodziny przyszykował sobie zapas książeczek, gier, zabawek, filmów, bajek itd. 🙂

Jako całodobowe leniwce powstrzymujemy się od wszelkich obowiązków i zadań, których nie można byłoby wykonać dzień wcześniej lub dzień później.

Powyższe pomysły to tylko sugestie – możecie je dowolnie urozmaicać i modyfikować. Bawcie się dobrze. 🙂

A jakie są Wasze sprawdzone sposoby na udane wakacje?

Przeczytaj także: Magiczne wakacje w Polsce szlakiem Parków Narodowych

Zdjęcie: 123 rf, Canva

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Spełniona żona i mama dwójki maluchów. Freelancerka z wieloma pasjami, ambitnymi celami i marzeniami. Największe z nich właśnie spełnia budując markę https://oszczedzamczas.pl/
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×