Czego szukasz

Macierzyństwo na Węgrzech uczy mnie otwartości – historia Joanny

Nigdy nie czułam żyjąc tu strachu przed tym, że mogę nie mieć pracy, bo zdecydowałam się na bycie mamą – mówi Asia, która od 14 lat mieszka na Węgrzech. Z wykształcenia jest pedagogiem, ale bez znajomości języka i bez doświadczenia mogła tylko pracować w korporacji. Gdy została mamą, żaden z pracodawców nie robił jej z tego powodu problemu, a jeden z nich wygrał konkurs na pracodawcę najbardziej przyjaznego mamom. – Ale nie tylko ten pracodawca był tak przyjazny, większość korporacji ma takie podejście – opowiada Asia. Zapraszamy Was na kolejną podróż z cyklu #mama za granicą, tym razem na Węgry 🙂

  • Ewa Moskalik - Pieper - 26/07/2018
Asia Karpiniak z córeczkami

Asiu, mieszkasz na Węgrzech i tam założyłaś rodzinę. Masz dwie córeczki, a Twój mąż jest Węgrem. Co Cię sprowadziło na Węgry i jak długo tam mieszkasz?

Z mężem poznaliśmy się w Polsce i wtedy gdy podejmowaliśmy decyzje co z nami będzie i gdzie, stanęło na tym że jednak Węgry. Tak było prościej, a może ja byłam odważniejsza… 🙂

Na Węgrzech jestem od 14 lat. Mamy dwie córeczki: Flora ma 8 lat, a Janka 5.

Chciałabym Cię zapytać o Twoje macierzyństwo na Węgrzech. Za co cenisz sobie najbardziej życie na Węgrzech jako mama?

Żyjąc tu, nigdy nie czułam strachu przed tym, że mogę nie mieć pracy przez to, że zdecydowałam się na bycie mamą. Poza tym zawsze czułam się tu bezpieczna pod względem opieki, zarówno będąc w ciąży i po urodzeniu dziewczynek. Nigdy nie odczułam braków z racji tego, że nie jestem Węgierką.

Jestem spokojna o to, że wszystkie nasze potrzeby są zaspokojone w takim stopniu w jakim potrzebujemy.

Podoba mi się też to, że mamy kontakt z lekarzem pediatrą nie tylko jak któraś z dziewczynek jest chora. Pani doktor wysyła maile informacyjne do rodziców np. zimą, gdy panuje grypa, jak się przed nią chronić, latem – co dziecku zapakować do plecaka z punktu widzenia lekarza, o szczepionkach i itp.

Poza tym jest łatwo dostępna i mailowo i telefonicznie, to dla mnie duże ułatwienie.

Jak wygląda opieka medyczna nad kobietą, która oczekuje dziecka i zaraz po jego urodzeniu ?

Jak tylko lekarz potwierdził ciążę musiałam nawiązać kontakt z lokalną pielęgniarką środowiskową i systematycznie miałyśmy spotkania. Poza tym comiesięczne wizyty u ginekologa. W moim przypadku to był lekarz prywatny i w większości przypadków to właśnie jest najczęściej praktykowane.

Poród odbył się w tym szpitalu, w którym pracuje mój lekarz. Przy obu porodach w momencie kiedy się zaczęły, zadzwoniłam do swojego lekarza z informacja, że to już i spotkaliśmy się w szpitalu, bo ani w jednym ani drugim przypadku nie miał w tym czasie dyżuru.

Nie miałam dodatkowej położnej przy porodzie, choć jest taka możliwość, tyle że jest to płatna usługa. Położna, która była przy porodzie i jednym i drugim wystarczyła mi w zupełności (choć możliwe, że byłoby jeszcze lepiej gdybym miała taką „własną” położną).

Przy drugim porodzie pojawiły się komplikacje, dziecko było duże (4 560 g), poród sporo po terminie (8 dni), więc dziecko trafiło do inkubatora. Musiałyśmy zostać w szpitalu dłużej niż zwykle.

Potem jeszcze byłyśmy przez tydzień w specjalistycznym szpitalu na oddziale neurologii, żeby mieć pewność, że z moją małą Janką wszystko jest porządku. Przy porodzie dostała 4 pkt. w skali Apgar. To były bardzo stresujące dla mnie chwile. Do tego po wyjściu z tego pierwszego szpitala byłam tydzień w domu z 40 stopniową gorączką spowodowaną zapaleniem piersi.

Miałam straszne wyrzuty sumienia, bo moja pierwsza, wtedy trzyletnia córka Flora, była beze mnie tyle czasu (tydzień w szpitalu, tydzień w domu z gorączką i tydzień na neurologii). Oczywiście był z nią tatuś i od tamtego czasu są ze sobą bardzo zżyci.

W trakcie tych przejść, nerwów i stresu byłam też zła na swojego lekarza, że pozwolił na naturalny poród przy tak dużym dziecku. Oczywiście brałam też winę na siebie, że nie walczyłam o cesarkę… ale po pierwszym udanym porodzie do głowy mi nie przyszło, że za drugim razem mogą być jakieś komplikacje. Flora – pierwsze dziecko też była duża, bo 3 960 g 🙂

Jeśli chodzi o opiekę po urodzeniu dziecka, to zaraz po przyjeździe ze szpitala odwiedził nas lekarz pediatra. Znowu spotkania z pielęgniarką środowiskową. Przy drugiej córce systematyczne wizyty na wspomnianej już neurologii do pierwszego roku życia. Pediatra natomiast wyznaczał nam terminy na kolejne wizyty, kontrole, szczepionki.

To miałyście trudne początki. A powiedz z jakich zasiłków, urlopów może korzystać młoda mama, przed i po urodzeniu dziecka? Jak szybko Ty wróciłaś do pracy po urodzeniu dziewczynek?

Trochę zmieniły się przepisy od czasu moich porodów w kwestii wypłacanych zasiłków. Czas trwania chyba jednak się nie zmienił i tak: jeszcze przed porodem można wykorzystać 4 tygodnie z 24 tygodni macierzyńskiego. Potem do trzeciego roku życia dziecka, przysługuje opieka nad dzieckiem.

Te wspomniane 24 tygodnie są płatne obecnie w wysokości około 70% wynagrodzenia. Do drugiego roku życia dziecka dostaje się również 70% pensji, ale tutaj nie można przekroczyć określonego progu, tak więc maksymalnie jest to kwota w przeliczeniu na złotówki około 2 300 pln.

Potem jeszcze przez rok (do trzeciego roku życia dziecka) około 380 zł. Oprócz tego dostaje się rodzinne, przy dwójce dzieci to około 350 zł. Jest też coś takiego jak w Polsce ulga prorodzinna i tutaj przy dwójce dzieci, to około 460 zł miesięcznie.

Do pracy wróciłam gdy pierwsza córka skończyła 2 lata. Mogłam pracować i pobierać zasiłek przez ten ostatni rok – do skończenia przez nią trzeciego roku życia.

Wróciłam na dosłownie na kilka miesięcy i znowu byłam w ciąży. Wróciłam dlatego, bo potem do tych zasiłków wliczał się poprzedni rok, tzn. zasiłki były wyliczane na podstawie dochodów z poprzedniego roku. To też uległo zmianie na korzyść mam, nie trzeba wracać do pracy z tego powodu, bowiem obecnie brane są pod uwagę dochody z poprzednich 2 lat.

Z drugą córką też spędziłam 2 lata w domu.

W jaki sposób jeszcze węgierski rząd wspiera rodziny z dziećmi? Czy są jakieś programy wspomagające młodych rodziców?

Oferują wspomniany już zasiłek rodzinny i ulgę prorodzinną. Ta ulga przysługuje już w trzecim miesiącu ciąży. Jest jeszcze tzw. becikowe około 850 zł.

Od niedawna funkcjonuje też program wspierający młode rodziny, które zadeklarują posiadanie 3 dzieci. Rząd wypłaci im 10 000 000 ft (135 000 zł), a dodatkowo mogą otrzymać kredyt na 10 000 000 ft na bardzo korzystnych warunkach. Pieniądze maja być przeznaczone na dom lub mieszkanie. Dla tych, którzy już mają dwójkę dzieci i chcieliby mieć trzecie, również to wsparcie jest możliwe.

Jeśli rodzina chce pozostać przy jednym lub dwójce dzieci, ale chcieliby kupić sobie nowe mieszkanie, też otrzymają wsparcie. Oczywiście nie w takiej kwocie jak w przypadku 3 dzieci, ale odpowiednio około 8000 zł i 35 000 zł.

Wspomniałaś mi wcześniej, że pracujesz w korporacji. Jak Twój pracodawca wspiera mamy?

Tak, z wykształcenia jestem pedagogiem, ale przyjeżdżając tutaj jeszcze bez doświadczenia w zawodzie i bez znajomości języka węgierskiego mogłam liczyć tylko na korporację. Wtedy, kilkanaście lat temu kiedy byłam na początku swojej kariery zawodowej, to było świetne rozwiązanie.

Jeden z moich pracodawców wygrał nagrodę w konkursie na najbardziej przyjaznego mamom. I tak, nie mogłam chyba sobie lepiej wyobrazić podejścia pracodawcy do mam, macierzyństwa. Ale nie tylko ten pracodawca był tak przyjazny, większość korporacji ma takie podejście.

Nie robił mi żadnych problemów ani przed porodem ani też po. Nie pracowałam do końca ciąży, a do pracy wróciłam wtedy, kiedy planowałam, bez żadnych nacisków z jego strony. Wróciłam na to samo stanowisko. Przy drugiej ciąży to ja czułam się niekomfortowo, bo popracowałam tylko kilka miesięcy i znowu byłam w ciąży… ale wybaczył mi i to 🙂

Z jakimi różnicami kulturowymi się spotkałaś na Węgrzech, np. w wychowywaniu dzieci, czy w życiu codziennym? Czy coś Cię szczególnie zaskoczyło?

Nie przychodzi mi nic do głowy jeśli myślę o różnicach. Jesteśmy do siebie podobni kulturowo. Pomyślałam jednak o czymś innym, chodzi o finansowe wsparcie dla lekarzy. Nie spotkałam się z tym w Polsce wtedy, kiedy tam mieszkałam. Teraz jak podpytuję rodzinę czy znajomych, to też nie słyszę o takich przypadkach. Chodzi o tzw. koperty… Przy pierwszym porodzie, mój lekarz jeszcze mówił, że nie ma taryfy, gdy pytałam go, bo znałam tutejszą praktykę, ile będzie kosztował poród… Przy drugim porodzie już w cenniku pojawiła się pozycja – poród. Jest to zazwyczaj dziesięciokrotność jednej wizyty. Ludzie płacą, np. za operacje złamanej ręki w szpitalu państwowym. I ta zapłata wcale nie gwarantuje Ci lepszej opieki, warunków czy też nie wiem czego jeszcze… To mnie zawsze dziwiło tutaj.

Druga rzecz, to szaleństwo młodych matek w temacie przyrostu wagi noworodka, niemowlaka. Zresztą nie tylko młodych matek, wszyscy to tutaj praktykują, od razu w szpitalu po porodzie.

Każda matka powinna być zaopatrzona w wagę. Ja też miałam 🙂 Po to żeby ważyć dziecko przed każdym karmieniem i zaraz po karmieniu. Służy to kontrolowaniu przyrostu masy. Prowadzi się zeszyt i zapisuje w nim każdy jeden gram. Nie chciałam tego robić, bo to dodatkowy stres…. I pamiętam jak ktoś mnie pytał (np. teściowa) ile je Flora czy Janka, czyli ile gramów pokarmu wysysa jednorazowo….paranoja 🙂 A ja tego nie wiedziałam… jak to ? Ano tak to!

Poza tym Polak Węgier dwa bratanki… kochamy się i rozumiemy, naprawdę!

Czego uczy Cię macierzyństwo na Węgrzech?

Kontrolowania przyrostu masy ciała dziecka….żartuję 🙂

Nie wiedziałam, że drzemie we mnie taki patriotyzm. Wzruszam się bardzo szybko w sytuacjach kiedy widzę jak moje dziewczyny czują się Polkami, bo nie oszukujmy się, mieszkamy tutaj i chyba wygodniej jest im czuć się Węgierkami. Chociaż to jest bardzo obszerny temat do dyskusji. Są dwujęzyczne, ja mówię tylko  po polsku do nich, ale one wiedząc, że mówię po węgiersku i rozumiem, w 80% odpowiadają po węgiersku. Nie daję za wygraną i nie odpuszczam – czyli wskrzesza się we mnie duch walki 🙂

Na uroczystościach w polskiej szkole z okazji polskich świąt płaczę jak nigdy przedtem przy takich okazjach, a jestem raczej z tych twardych niewzruszonych…

Uczę się jak być otwartą na innych, wytrwałości w realizowaniu swoich własnych projektów. Macierzyństwo na Węgrzech uczy mnie w pokonywania nieśmiałości, bo wiem, że muszę, ale i chcę, podejścia, że jak nie ja, to kto? Nieraz muszę przekraczać własne granice i potem dobrze się z tym czuję, zazwyczaj. Odkrywa przede mną bardzo dużo nowego…

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcie: archiwum Joanny

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Nowy Sącz stolicą macierzyństwa – II Sądeckie Forum Mam

Przez ten jeden miesiąc w roku Nowy Sącz jest stolicą macierzyństwa. Zbliża się piękny czas, nie tylko dla wszystkich zakochanych, ale przede wszystkim dla Aktywnych Mam – maj, a w maju II Sądeckie Forum Mam. Sądeczanki będą mogły świętować Dzień Matki już 25.05.2019 i poczuć się nad wyraz wyjątkowo, jak na to święto przystało.
  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 18/04/2019
zdjęcie z I Sądeckiego Forum Mam

Klub Aktywnych Mam

Podobnie jak w zeszłym roku, nie zabraknie wspaniałości w wielu dziedzinach. Każda mama znajdzie w programie coś dla siebie i na pewno nie będzie się nudzić.
W tym roku na zaproszenie Aktywnych Mam odpowiedzieli wspaniali goście.

Będzie coś o wychowaniu, dzieciach, relacjach w związku jak również coś innego, czyli męski punkt widzenia… Brzmi tajemniczo, ale nie chcemy za dużo zdradzać a tylko zachęcić nasze mamy, by licznie przybyły na to fantastyczne wydarzenie do Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu.

II Sądeckie Forum Mam

Przed wydarzeniem uruchomiona zostanie rejestracja, dzięki której każda mama zagwarantuje sobie miejsce podczas wykładów. Wstęp na to wydarzenie to jedyne 10 zł płatne na konto stowarzyszenia, jest to gwarancją otrzymania pamiątkowej torby z gadżetami.

Podobnie jak w ubiegłym roku na forum zaprezentują się lokalni przedsiębiorcy i sprzedawcy. Będą zachęcać do swoich usług/wyrobów i odpowiadać na wszystkie pytania uczestniczek. W tym dniu przygotowane będą specjalne rabaty i promocje.

#MamyMoc!

My kobiety wiemy, że czasem do szczęścia potrzeba nam odrobina słodyczy i ogarnianie całego domostwa staje się banalnie proste. Klub Aktywnych Mam nie zapomniał również o tym. Swoje słodkie wyroby przygotują do poczęstowania sądeccy cukiernicy i nie tylko.

Każda mama bez wyjątku ma poczuć się  jak „u siebie”, na luzie, bez spięcia i z uśmiechem na twarzy. Zapamiętać ten dzień, poznać inne kobiety/mamy, a przede wszystkim dobrze się bawić.

Będzie ciekawie i warto już dziś zapisać to wydarzenie w swoim kalendarzu!

Kto chce być na bieżąco już dziś zapraszamy do śledzenia strony na Facebooku, jak również stronę WWW, gdzie na bieżąco umieszczane będą informacje na temat tego wydarzenia.

Niech Nowy Sącz będzie stolicą macierzyństwa po raz drugi, a my mamy pokażemy siłę i to, że #MAMYMOC!

Zapraszamy Was już 25 maja 2019 r. o godz. 9:00!  do Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu! >>>

Zarejestruj się!  >>>

 

Zdjęcie: własność organizatora wydarzenia; I Sądeckie Forum Mam

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj

House manager w domu pełnym kosmitów

Przeczytałam wywiad z Justyną Walczak, niezwykłą, spełnioną mamą, opowiadającą o życiu w rodzinie z dziewiątką dzieci (i z dziesiątym w drodze...). „O, ludzie, to przecież niemożliwe!” – pomyślałam, mając sama na co dzień do ogarnięcia małe kosmitki w liczbie zaledwie dwóch. Niedowierzanie, podziw i ciekawość sprawiły, że czym prędzej postanowiłam kupić książkę. O wywiadzie opowiedziałam przyjaciółce, też mamie. „To jak rozmawiać z kosmitą...!” – skwitowała. Nie wiedziała o książce, a tym bardziej o jej tytule.
  • Natalia Małozięć - 17/04/2019

Multirodzina

Książka Justyny Walczak porusza ważną kwestię, a mianowicie problem społecznego postrzegania rodzin wielodzietnych. Autorka opisując własne doświadczenia i reakcje napotykanych osób, najczęściej pisze o współczuciu, czy upatrywaniu oznak patologii w posiadaniu licznego potomstwa. Kiedyś rodzenie dzieci uznawano za całkiem normalne zjawisko, bo i podobnych rodzin było więcej… Teraz jednak, wielu obywatelom w głowie się nie mieści, że można z wyboru zostać pełnoetatową multimamą i szczęśliwym multitatą. A to właśnie ich sposób na życie!

Poświęcić się pracy zawodowej, czy zrobić karierę w macierzyństwie? Justyna już zdecydowała. Autorka książki podkreśla, iż jest kobietą świadomą, realizującą swoje powołanie. Traktuje je jako konkretną pracę do wykonania. A uzyskany dyplom lekarza? Przy częstym udzielaniu pierwszej pomocy własnym i okolicznym dzieciakom, stał się bezcenny. Wynagrodzenie? Owszem, jest – „w postaci zwielokrotnionej miłości” – pisze Justyna.

Justyna pięknie wyraża się o swoich dzieciach. Używa wielu różnych określeń, a pod każdym z nich kryje się morze miłości. Ze wzruszeniem przewiduje moment, kiedy znów będą musieli z mężem przesiąść się do wozu w normalnym rozmiarze…

Inwazja kosmitów

Tytułowi „kosmici”, czy „obcy”, jak pisze o swojej gromadce Justyna, to główni bohaterowie, czyli Walczakowa gromadka. Wydają się być „obcymi”, kiedy zmieniają się, dorośleją i wyślizgują się z rodzicielskich sieci. Stają się samodzielni i zaczynają mieć własne zdanie. Ku zdziwieniu mamy, coraz częściej krytyczne, również i wobec domowych zasad. Wychowanie zaczyna stawiać coraz większe wyzwania. Trudno nadążyć, kiedy ma się w domu przedstawicieli wszystkich rozwojowych etapów. Kosmiczne perpetuum mobile.

Rodzicom wesołej gromadki też przydaje się kosmiczny pierwiastek. Muszą zaopatrzyć się w niespożyte pokłady energii, cierpliwości i pomysłów. Zarządzanie takim statkiem kosmicznym wyczerpuje, dając jednocześnie siłę na ciąg dalszy. Cieszy, śmieszy, wzrusza, denerwuje i pogrąża w otchłani rozpaczy. Na przemian i w kółko.

Sport ekstremalny

Justyna jednak nie narzeka i nie użala się nad sobą. Nie odkrywa przed nami wszystkich swoich emocji. W swojej rodzinnej opowieści jest prawie zawsze radosna i zdystansowana. Można podziwiać jej wypracowany, zdrowy dystans do błahych spraw. Tym bardziej, że odróżnienie problemów ważnych od całej reszty, wcale nie jest łatwe.

Autorka oszczędza nam nieodłącznej przecież, ciemnej strony medalu. Nawet kiedy wylicza powody wizyt na izbie przyjęć zaprzyjaźnionego już szpitala, robi to wydawałoby się, z uśmieszkiem na ustach. „(…) czujemy się szczęśliwi, mogąc uprawiać z mężem ten sport ekstremalny (…)” – podsumowuje.

Uważam, że jednym z lepszych fragmentów jest opis „porodowego współ-doświadczenia” ojca rodziny, Wojtka. Są spore emocje i wzruszenie.

Szkoła życia

Każdy członek Walczakowej rodziny przechodzi swoistą szkołę życia. Najtrudniejsze lekcje odrabia pewnie mama, dzielnie stawiając czoła codziennym multiwyzwaniom. W książce mamy garść dowcipnych opisów logistyczno-wychowawczych wirtuozerii oraz efektywnego manipulowania zasobami w wykonaniu Justyny. Wyrazy uznania należą się również tacie, który nie tylko stara się zapewnić rodzinie ważną część „zasobów”, ale dba o to, by być aktywnym tatą, kiedy to tylko możliwe.

„Progenitura” Walczaków nie ma wyboru. Czeka ją przyśpieszony proces dorastania. Mama i tata nie mogą być na każde zawołanie. Miłość i uwaga choć mnożone, są przede wszystkim dzielone. Podział obowiązków, dyżury i wspieranie (a z czasem i zastępowanie) mamy w wielu domowych pracach, wychodzi dzieciakom na dobre. Kochają się na zabój i kiedy trzeba, bez zastanowienia stają za sobą murem. Opieka nad młodszym rodzeństwem to dla nich inwestycja w rodzinną przyszłość.

Walczakowy kosmos to miejsce niezwykłe. Ciepłe i radosne. Tu nie ma mowy o nudzie. Nie ma też czasu na niepotrzebne rozmyślania. Jest tu i teraz, do dziesiątej potęgi!

Justyna Walczak „Dom pełen kosmitów”

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Natalia Małozięć
Absolwentka Wydziału Filozoficznego UJ. Psycholog dziecięcy i trener twórczości. Komponuje i prowadzi zajęcia dla dzieci. Od 2 i pół roku po uszy zanurzona w macierzyństwie. W codziennym ogarnianiu rzeczywistości pomagają jej poczucie humoru, marzenia i opisywanie tego, co się dzieje.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail