Czego szukasz

Kraków, Londyn i Gdańsk! Dzięki pracy w korporacji możemy spełniać marzenie o podróżach

Swoją inspirującą historią dzieli się Mariola Stelmachowska, Training Manager w State Street Bank, która wraz z całą rodziną odkrywa kolejne miasta, pracując w różnych oddziałach jednej firmy! Jak to jest pracować w różnych miejscach w tej samej firmie? Dlaczego również dzieci korzystają z podróżowania i rozwoju rodziców? Jak firma State Street Bank wspiera swoich pracowników w godzeniu życia prywatnego i zawodowego? O tym wszystkim przeczytacie w najnowszym wywiadzie.

  • Anna Łabno - Kucharska - 24/02/2019
Mariola Stelmachowska, Training Manager w State Street Bank

Mariolu, pamiętam jak słuchałam Twojej opowieści o początkach pracy i przeprowadzce do innego kraju, pomyślałam, że to była fantastyczna przygoda. Kraków – Londyn – Gdańsk – w skrócie tak to wyglądało. Opowiesz naszym czytelniczkom coś więcej na ten temat oraz o tym, jak zrodził się pomysł na pracę w State Street Bank?

Na State Street Bank zwrócił mi uwagę mój mąż. Wtedy State Street było nowością na rynku pracy w Krakowie, gdzie królowały shared service centers. Finanse, fundusze inwestycyjne – brzmiało to ciekawie zarówno dla absolwenta Uniwersytetu Ekonomicznego, jak i matematyka. W tym samym czasie wspólnie wyjechaliśmy na szkolenie do Luxemburga i Belgii. Weekendy wykorzystaliśmy na zwiedzanie, pojechaliśmy między innymi autostopem do Paryża.

Po powrocie do Krakowa pracowałam w dziale wyceny funduszy, później w dziale szkoleń, gdzie jestem do dziś. Po drodze był ślub, urodziły się nam dwie córki, które teraz mają 6 i 4 lata. W czasie ciąży zaczęliśmy myśleć o wyjeździe do innego kraju. Mąż znalazł ciekawą ofertę pracy w biurze State Street Bank w Londynie. Odpowiedział na nią i po pozytywnym wyniku rekrutacji zaczęliśmy planować przenosiny.

Tak po prostu? ☺

W sumie tak. A dodatkowo, krótko po urodzeniu drugiej córki, ja również znalazłam dla siebie stanowisko w State Street i wyjechaliśmy. Starsza córka chodziła przez 8 miesięcy do londyńskiego przedszkola i to wystarczyło, żeby płynnie mówiła i czytała po angielsku. Zabraliśmy ze sobą nianię z Polski, w charakterze au pair, dzięki czemu oboje mogliśmy połączyć pracę zawodową z wychowaniem dzieci. Zwiedziliśmy Anglię, spędziliśmy wakacje w nieodległej Bretanii we Francji, to był wspaniały czas.

Po roku mąż chciał wrócić do Polski i złożyło się to z otwarciem nowego biura State Street w Gdańsku. Pomyśleliśmy, że to świetna okazja do powrotu do kraju. Dziś mieszkamy w Gdańsku.

Powiedz, czy życie i wychowywanie dziecka w Polsce różnią się od tego, jak wygląda to w Wielkiej Brytanii? A jak z pracą? Ta sama firma, ale różne kraje, zauważyłaś różnice?

Londyn jest ogromny i zatłoczony. Codzienne dojazdy z Greenwich na Canary Wharf, gdzie znajduje się State Street, potrafiły zająć nawet 45 minut w jedną stronę. W godzinach szczytu tłum był czasem tak duży, że byłam w stanie wsiąść dopiero do trzeciego z kolei pociągu metra. Kraków czy Trójmiasto są jednak bardziej kameralne.

Szczególnie w Gdańsku czuje, że mamy więcej przestrzeni. Rekompensatą za londyński tłok był dostęp do kultury: muzea, teatry w West End, za czym teraz tęsknię. W marcu lecę ze starszą córką odwiedzić znajomych i zobaczyć musical „Matilda”.

Pytałaś co odróżniało pracę w State Street w Londynie od biura w Polsce. Pierwsza różnica, jaka mi przychodzi do głowy, to na pewno częstszy kontakt z klientem. Dotyczy to również działu szkoleń, w którym pracowałam w Londynie. Dla przykładu, miałam okazję przeprowadzić szkolenie z procesu wyceny funduszy dla klientów z Bliskiego Wschodu, co było bardzo ciekawe. W tamtym czasie różnorodność ról była dużo większa w Londynie niż w Polsce.

Ale w ostatnich latach w Polsce zostały otworzone działy takie jak Client Service Operations, czy IMS, których praca opiera się na kontakcie z klientami State Street Bank, więc nastąpiło wiele zmian.  Przybyło bardzo wiele nowych funkcji, między innymi oddział odpowiadający za zarządzanie aktywami State Street Global Advisors, otwarty niedawno w Krakowie.

A wracając do życia i wychowania dzieci – dzielnice Londynu były dla mnie jak małe miasteczka. Takie z pełną infrastrukturą społeczną i można by z nich nie wyjeżdżać. Jest to wygodne oczywiście, ale czasem miałam poczucie, że bardzo ograniczające. Co ważne, odpowiedni kod pocztowy w Londynie to dostęp do dobrej szkoły czy przychodni, więc wybór miejsca zamieszkania ma ogromne znaczenie.

Szkoła mojej córki była jedną z tzw. City schools w przeciętnej dzielnicy, ale metody nauczania są tam nowoczesne, a na terenie szkoły jest ogród z ulem i oczko wodne z rybkami, z czym nie spotkałam się w Polsce.

Brzmi bardzo ciekawie. Razem z mężem pracujecie w jednej firmie. Czy często rozmawiacie o pracy? I czy zauważasz jakieś plusy pracy „pod jednym dachem”?

Myślę, że zdecydowanie za często rozmawiamy o pracy, ale pracujemy nad tym 🙂 Praca pod jednym dachem? Nigdy nie narzekałam na ten stan rzeczy, było to pod wieloma względami wygodne. Ułatwia nam dzielenie się obowiązkami związanymi z dziećmi. Mamy jeden samochód i z łatwością się nim wymieniamy. Mój mąż zawozi dzieci do szkoły i przyjeżdża do pracy, ja jadę do biura komunikacją miejską lub rowerem, po pracy zabieram samochód i jadę po dzieci.

Zdarzyło się również, że mąż był na moim szkoleniu, co wydawało mi się w pierwszej chwili trochę niezręczne, ale później bardzo doceniłam szczerą informację zwrotną.

Wydawałoby się, że jak planowałaś z mężem powrót do kraju, to naturalnym wyborem będzie zamieszkanie w Krakowie, a zdecydowaliście się na Gdańsk – nie powiem, zazdroszczę 😉 Skąd taki pomysł?

Wyjazd do Londynu był jak odcięcie pępowiny. Zostawiliśmy dziadków, znajomych, opuściliśmy bezpieczne i znane tereny, zostawiliśmy nasze mieszkanie. I nigdy tego nie żałowaliśmy. Dla mnie osobiście było to ogromnie pozytywne doświadczenie. Bardzo ważne dla mnie było to, że odkrywaliśmy nowe miejsce razem, ponieważ chciałabym, aby moje córki wyrosły na odważne i otwarte na świat osoby.

Dlatego decyzja o kolejnej przeprowadzce była już łatwiejsza. Otwarcie biura w Gdańsku bardzo dobrze złożyło się w czasie z naszymi planami powrotu do kraju. Gdańsk nas pociągał, jest to atrakcyjna do życia lokalizacja. Gdybyśmy wrócili do Krakowa, to pewnie byśmy tam już na zawsze zostali, ponieważ byłoby nam zbyt wygodnie. A tak, nasza podróż trwa! I dostarcza nam wielu wspaniałych doświadczeń.

To, czym się zajmujesz teraz, również jest bardzo ciekawe. Opowiesz, jakie zadania i obowiązki masz jako kierownik działu szkoleń?

Zajmuję się działem szkoleń technicznych. Jako trenerzy prowadzimy szkolenia z wiedzy finansowej, z obszaru funduszy inwestycyjnych. Naszym zadaniem jest wdrożenie nowego pracownika do organizacji, przygotowanie „gruntu” pod szkolenie na stanowisku pracy oraz wspieranie doświadczonych pracowników w poszerzaniu wiedzy branżowej. W tym celu projektujemy i dostarczamy kursy stacjonarne oraz online.

Moim zadaniem jest między innymi zaplanowanie odpowiednich szkoleń wdrażających w zależności od departamentu, do którego dołącza pracownik. Czuwam również nad miesięcznym kalendarzem szkoleń oraz utrzymuję relacje z departamentami, czy zbieram informacje o ich potrzebach szkoleniowych. Dbam o to, żeby nasze programy szkoleniowe były aktualne i odpowiadały potrzebom oraz pozytywnie wpływały na działalność organizacji.

W naszym dziale kluczowe jest planowanie. Kalendarz szkoleń układany jest nawet z półtoramiesięcznym wyprzedzeniem. Sama również prowadzę szkolenia, co dostarcza mi wiele radości.

Czyli jest duża szansa, że jeśli któraś z Czytelniczek mamopracuj.pl będzie aplikowała do pracy w State Street Bank w Gdańsku, to spotka się z Tobą lub kimś z Twojego Zespołu na szkoleniach?

To jest pewne, że spotka kogoś z mojego zespołu lub mnie. I to już drugiego dnia w State Street! Program wdrażający nowego pracownika zaczyna się od dnia pierwszego, kiedy to zostanie przywitany przez reprezentanta kadry zarządzającej oraz przejdzie obowiązkowe szkolenie BHP. Drugiego dnia natomiast, każdy pracownik uczestniczy w szkoleniu przygotowanym przez mój dział – State Street and Industry Overview. Podczas tego szkolenia omawiamy branżę, w której działa State Street.

Nie trzeba być po finansach czy matematyce, aby odnaleźć się w naszej firmie. Jest u nas wiele przykładów wspaniałych karier absolwentów filologii, psychologii czy prawa.

Super to słyszeć, myślę że to może być ważna informacja dla naszych czytelniczek. Zapytam o jeszcze jeden aspekt Twojej pracy. Planowanie na co najmniej miesiąc do przodu swoich obowiązków zawodowych, o którym wspominałaś wcześniej, to niewątpliwa zaleta Twojej pracy. W szczególności, że jesteś mamą dwóch dziewczynek. Co jeszcze pomaga Ci w łączeniu obowiązków zawodowych i prywatnych?

Zgadzam się, że planowanie bardzo pomaga. Ale przyznam też, że nie od zawsze lubiłam i umiałam planować. Z natury jestem bardzo spontaniczna i lubię niespodzianki. Planować nauczyłam się w dziale szkoleń w State Street Bank.

Szybko potwierdziło się powiedzenie „Failing to plan is planning to fail”.

Po tym, jak założyłam rodzinę, bardzo pomogło mi to połączyć obowiązki zawodowe z prywatnymi.

Inną pomocną rzeczą jest możliwość pracy zdalnej. State Street Bank to umożliwia i promuje. Korzystam, oczywiście jeśli tylko nie prowadzę szkolenia. Pozwala mi to zaoszczędzić czas na dojazd do biura, zdążyć na zebranie rodziców w szkole, przygotowywać się w spokoju i ciszy do nowego szkolenia. Bardzo cenię sobie tę możliwość.

Chciałabym też podkreślić, że State Street Bank w Polsce to firma duża i różnorodna pod względem oferowanych ról. Wiele z moich koleżanek przeniosło się w ramach rekrutacji wewnętrznej do innych działów, które bardziej je interesowały, bądź też tryb pracy był bardziej dopasowany do ich potrzeb.

Bardzo dziękuję Ci za ciekawą rozmowę.

Odwiedź profil State Street Bank w Bazie Pracodawców Przyjaznych Mamie i zobacz, kogo aktualnie poszukuje firma>>

Logo firmy State Street

Zdjęcia: własność State Street Bank

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Anna Łabno - Kucharska
Jestem mamą mądrej indywidualistki. Posiadam doświadczenie w koordynacji projektów, prowadzeniu szkoleń oraz doradztwa. Uwielbiam spędzać czas z rodziną, podróżować, czytać książki i celebrować picie kawy. W "wolnym" czasie wspieram osoby chore onkologicznie.

Powiedziałam w pracy, że jestem w ciąży – historie prawdziwe

Niepewność i obawy towarzyszą mamom, które stoją przed zadaniem poinformowania pracodawcy o ciąży. Czasem spotykają się z gratulacjami i specjalnym traktowaniem przez współpracowników, a czasem usłyszą kilka niemiłych słów, które na długo zostają w pamięci. Zapytałyśmy kiedyś na naszym profilu na Facebooku, jak było w przypadku naszych czytelniczek. Oto ich odpowiedzi.
  • Ewa Moskalik - Pieper - 13/01/2020
dwie kobiety w biurze

Szefie jestem w ciąży – miła reakcja pracodawcy

  • Mój przełożony pogratulował, przytulił, kazał o siebie dbać. Zdecydowałam się pracować dopóki siły pozwolą. Później kupił dla mnie kawę bezkofeinową, przynosił rarytasy od babci z ogródka i garnka, jak miałam spadek energii, to pozwalał kimnąć się na zapleczu. Gdy przychodził klient, o którym wiadomo było, że jest „trudny”, to brał go na siebie, żebym nie musiała się stresować. (Marta)
  • Bardzo pozytywnie, pogratulował mi i powiedział, że teraz to najlepiej bliźniaki…. 😉 I kurczę, dwa tygodnie później przychodzę i mówię: Szefie: wykrakałeś!!! Po macierzyńskim wróciłam do pracy i jest mi w mojej firmie naprawdę spoko. Nigdy nie miałam problemu by wyjść kiedy trzeba, by brać urlop na szczepienia dzieci, czy coś. (Ola)
  • Przy pierwszej ciąży było fatalnie. Przy drugiej ciąży, już w innej firmie, bałam się potwornie… Zadzwoniłam do szefa (pracujemy w różnych miastach), na jednym wdechu powiedziałam co i jak i że na żadne zwolnienie się nie wybieram… Usłyszałam gratulacje!!! Potem przeszliśmy do konkretów – kiedy potrzebuję mogę pracować z domu, zwolnienie na 3 trymestr, roczny macierzyński. Teraz na macierzyńskim wspieram zespół, powrót ma być dostosowany do mnie… A jak leżałam na porodówce to szef namawiał mnie żebym dała dziecku na drugie jego imię. (Ewelina)
  • Wszyscy dbali o mnie. (Inga)
  • Przy obu ciążach u dwóch różnych pracodawców reakcja była normalna, tzn. gratulacje i ustalenie, do kiedy planuję pracować. Nie pracowałabym w miejscu, w którym bałabym się powiedzieć o ciąży. (Anastazja)
  • Szef zatrudnił mnie na stałe, bo byłam na próbnym. (Kinga)
  • Zostałam wyściskana przez wszystkich, to było bardzo miłe! (Amelia)
  • Kazał mi o siebie dbać. (Mirka)
  • Mój szef bardziej się cieszył ode mnie. (Iza)
  • Ja usłyszałam, że to super, dzieci są potrzebne. Oczywiście też gratulacje. (Monika)
  • Pozytywnie i trochę zabawnie – powiedział „jak pracujesz z kobietami, to nie zadajesz sobie pytania „czy?” tylko „kiedy?””. Docenił też moje zaangażowanie i pracę w zaawansowanej ciąży (mimo, że nie bezproblemowej) umową na czas nieokreślony. (Wiola)
  • Ja dostałam awans będąc na urlopie macierzyńskim. (Ewa)

Jak i kiedy powiedzieć pracodawcy o ciąży?

Szefie jestem w ciąży – reakcja, którą wolałabym zapomnieć

  • Powiedziano mi: ja ci daję pracę, a ty w ciążę zachodzisz? Nie licz na przedłużenie umowy po porodzie. Tak więc po porodzie zostałam bez pracy, ale nie żałuję. (Dominika)
  • Kontrolę z ZUS, kolejne kontrole, zero okresu ochronnego po macierzyńskim, zero zaległego urlopu do odebrania, nie miałam też do czego wracać. (Kalina)
  • Zostałam zwolniona. (Sara)
  • Zapytał czy nie da się jeszcze usunąć… Moja reakcja: rzucenie L4 do porodu i nigdy więcej nie chciałam go widzieć na oczy. (Wioletta)
  • Obcięciem premii. (Jagoda)
  • Druga ciąża i drugi raz tak samo. Rozwiązanie umowy z dniem porodu. Polska to nie kraj dla kobiet, które chcą mieć i pracę i rodzinę. (Weronika)
  • Była rozmowa z kierownikiem regionalnym, że po urlopie rodzicielskim zatrudni mnie z powrotem (w trakcie trwania tego urlopu kończyła mi się umowa). Zatrudniona nie zostałam…. Może to i dobrze… (Maria)
  • Mimo że zaznaczyłam, że będę pracować tyle ile będę miała siły, to dyrektor uważam zagrał niefajnie. Jestem nauczycielem i pracowałam w przedszkolu na umowie na zastępstwo. W momencie kiedy dowiedział się o ciąży zmienił mi umowę dając do podpisania aneks. Była tam zaznaczona data kiedy kończy mi się umowa (mimo że tamta osoba nie wracała). Prosiłam by chociaż dał mi do końca ciąży, bo inaczej nie dostanę zasiłku. Powiedział „ciesz się, że tak długo tu pracowałaś. Nie potrzebujemy, żeby kadra aż tak się zmieniała”. Było mi strasznie przykro, zostałam w ciąży bez pracy, na o połowę mniejszym zasiłku… (Justyna)
  • Akurat kończyła mi się umowa, więc wręczono mi zwolnienie. (Patrycja)
  • Powiedział, ile tysięcy złotych ciąża pracownicy kosztuje pracodawcę. Zignorowałam to, ale chyba się spodziewał, że powiem „przepraszam” albo w inny sposób wyrażę „skruchę”. (Ela)
  • Ja dowiedziałam się, że puszczę firmę z torbami. (Patrycja)

Jak chcesz pracować w miejscu przyjaznym mamom, to poznaj pracodawców z naszej bazy!

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Mama to świetny pracownik! Dlaczego?

Bywa, że ktoś powie “ale, że mamo pracuj?” - bez sensu! A my mówimy: “i tu się mylisz!!” Bo kobiety, które każdego dnia organizują życie domowe, planują i realizują tysiące zadań, są także świetnymi pracownikami! To czego potrzebują to: zrozumienie i elastyczność, aby rozwinąć skrzydła i być rewelacyjnym pracownikiem! O tym dlaczego mama to świetny pracownik rozmawiamy z Lidią Okruta z Early Stage, sieci szkół językowych, gdzie pracuje wiele mam!
  • Agnieszka Kaczanowska - 06/01/2020

Jakiś czas temu przyglądałam się cechom idealnego pracownika w tekstach, postach – po prostu w sieci i odkryłam, że de facto, te cechy pokrywają się z zaletami pracujących mam! Zaangażowana, efektywna, odpowiedzialna, potrafiąca działać pod presją i potrafiąca współpracować z zespołem. Można długo wymieniać. A jakie są Twoje obserwacje?

Bardzo mocno pokrywające się z Twoimi – tak naprawdę. Mamy, z którymi miałam okazję współpracować do tej pory były niesamowicie zaangażowane, odpowiedzialne i przede wszystkim świetnie zorganizowane. Często obserwowałam, że dziewczyny po urlopach macierzyńskich czy wychowawczych wracały z super energią do działania, z nowymi pomysłami. Przekładało się to na ich kontakt z dzieciakami i pracę w klasie.

Muszę przyznać, że początkowo zastanawiałam się nad tym, czy rola mamy nie będzie zbyt mocno wpływać na jakość naszej współpracy i okazało się, że rzeczywiście wpływa, ale na plus! Dlatego bardzo lubię pracować z mamami.

Jak doszliście do tego, że właśnie mamy będą dla Was bardzo ciekawą grupą docelową?

Grupa mam była dla nas bardzo naturalnym i oczywistym wyborem. Nasza szkoła to rodzinna i bardzo kobieca firma – stworzona przez matkę i rozwijana przez córkę, i tak już zostało – większość naszych szkół prowadzą kobiety, wśród nich sporo mam.

Wiele z naszych obecnych „mam-lektorek” rozpoczęło z nami współpracę zaraz po studiach, w międzyczasie zaszły w ciąże, i wróciły do nas po urlopach macierzyńskich, bądź wychowawczych i świetnie nam się z nimi współpracuje.

Ale są też takie dziewczyny, które miały już 2-3 dzieci, kiedy zaczynały z nami działać i i udaje im się łączyć obowiązki domowe z pracą w Early Stage. Ważny jest tutaj odpowiedni dobór ilości grup i grafiku. Możemy bardzo elastycznie go ułożyć, więc wszystko udaje się pogodzić.

Jakie cechy najbardziej cenicie właśnie wśród swoich lektorów?

Jesteśmy szkołą dla dzieci, więc to co najbardziej cenimy, (oczywiście zaraz po poziomie językowym), to odpowiednie podejście do uczniów – pełne empatii, wsparcia i zrozumienia.

Bardzo ważne są dla nas dobre relacje zarówno między lektorem i uczniami, jak i te, które budujemy między sobą – w naszych zespołach. Oczywiście ważnymi cechami są dla nas także samodzielność w pracy, dobra organizacja, kreatywność i chęć rozwoju.

Early Stage to szkoła, która mocno się rozwija i inwestuje również w poszerzanie kompetencji swoich współpracowników, tak więc otwartość na nowe jest również bardzo ważna.

A jak wygląda praca u Was? Nie jest to standardowa metoda, prawda?

Rzeczywiście, to jak prowadzimy zajęcia różni się od tego, co znamy ze szkolnej ławki. Jest dużo ruchu, śmiechu i zróżnicowanych aktywności – wszystko to, co kochają dzieci i dzięki czemu efektywnie się uczą. Oczywiście ten model pracy wymaga od naszych lektorów sporo energii, poczucia humoru, wspomnianej już kreatywności i dobrej organizacji pracy – ale wiemy, że mamy są w tym świetne. 🙂

Myślę, że to co jest jeszcze ważne w kontekście pracy u nas, to możliwość dopasowania grafiku do dyspozycyjności każdego lektora. Jest opcja pracy na pełen etat, czyli prowadzenia kilkunastu zajęć w tygodniu, albo zawężenia go do mniejszej ilości grup i pracy np. tylko wieczorami lub w wybrane dni tygodnia. Wszystko zależy oczywiście od możliwości danej filii i indywidualnych ustaleń, ale zazwyczaj już podczas rekrutacji można umówić się na konkretny wymiar i warunki współpracy.

Współpracując z pracodawcami od lat, za każdym razem upewniamy się, że relacja pracodawca – pracownik musi opierać się na zaufaniu. Bez tego nie będzie „tzw. chemii” – trochę jak w związku… Zgodzisz się z tym?

Zdecydowanie tak. W naszej szkole mocno stawiamy na partnerskie relacje. Staramy się dbać o atmosferę wsparcia, zaufania i o regularny feedback. Mówiąc o feedbacku, mam na myśli informacje zwrotną w obu kierunkach – rozmawiamy z naszymi lektorami zarówno o ich warsztacie i o tym, jak im współpracuje się z nami. Dzieje się to na bieżąco i w różnej formie – spotykamy się i rozmawiamy zawsze kiedy któraś ze stron tego potrzebuje, ale mamy także planowane spotkania lektorów z metodykami oraz spotkania semestralne, podczas których rozmawiamy o ścieżce dalszego rozwoju.

Brzmi świetnie, ale muszę też poruszyć temat nieco trudniejszy. Bo zatrudnianie mam, to także wyzwania. Choćby chorujące dzieci – to jest prawie pewne. Jak sobie radzicie w takich sytuacjach?

To prawda, zdajemy sobie sprawę z tych wyzwań. W sytuacji, o której wspomniałaś organizujemy po prostu zastępstwo lub, gdy nie jest to możliwe, przekładamy zajęcia na inny termin. Oczywiście pod względem organizacyjnym bywa to czasami dla dyrektora trudne – mamy konkretny grafik zajęć, dokładną realizację materiału i pracujemy z dziećmi, które czekają na swoje zajęcia. Staramy się więc, aby ilość zastępstw czy przekładanych zajęć była jak najmniejsza i rozmawiamy o tym z naszymi lektorami. Mamy jednak świadomość, że każdy ma prawo wziąć dzień wolny, bez względu na to czy ma dzieci, czy nie.

Nazwa naszego portalu mamopracuj.pl nie jest łatwa. W końcu mamą się jest dla swoich dzieci, a nie dla pracodawcy 😉 ale wiesz dlaczego właśnie w tym kierunku poszłyśmy? Bo wierzymy, że bycie mamą to nie jest coś, co warto ukrywać. Chcemy, aby nasze czytelniczki były dumne z faktu bycia mamą i szukały takiej pracy, takich rozwiązań, które umożliwiają połączenie roli mamy i pracownika. Wiem, że Wy to doskonale rozumiecie.

Bardzo bliskie są nam te wartości. Jak mówiłam wcześniej –

Early Stage to babska firma. Rozwijamy się dynamicznie w całej Polsce dzięki sile kobiet, ich naturalnym predyspozycjom do łączenia różnych ról – czerpania satysfakcji zarówno z pracy, jak i z posiadania rodziny.

Dlatego tym bardziej cieszy mnie, że Early Stage jest postrzegane jako firma przyjazna mamom – bardzo staramy się w swoich działaniach tacy właśnie być – stąd np. możliwość ułożenia grafiku pod indywidualne potrzeby.

Jest też trochę mniej oczywisty, ale równie ważny benefit pracy u nas – dzieci naszych lektorek mają super rozśpiewane mamy które, zawsze mają pod ręką kolorowe stempelki, krepinę i brokat. 😉

I pozostaje mi tylko zaprosić wszystkie czytelniczki i czytelników do profilu Early Stage w bazie pracodawców, aby Was lepiej poznać, i może zacząć z Wami współpracę!

Ja również zapraszam, dziękuję za rozmowę 🙂

Dziękuję!

Rozmawiała: Agnieszka Kaczanowska

Chcesz przeczytać inne wywiady z kobietami pracującymi w Early Stage?

Zdjęcia: prywatne archiwum oraz Early Stage

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail