Czego szukasz

Kobiety w IT Nationale-Nederlanden to agentki do zadań specjalnych

Kobieta w IT to nie jest już przypadek jeden na milion. Coraz więcej z nas decyduje się na odkrycie świata, który umożliwia elastyczność oraz work-balance. I w drugą stronę – umiejętności, które posiadamy my kobiety, mamy, są coraz częściej doceniane wśród pracodawców z branży informatycznych. Honorata Stuczka-Kucharska, żona i mama dwójki cudownych dzieci, zaczynała w bankowości. Dzisiaj jest Agile Functional Analysis & Quality Assurance Managerem w Nationale-Nederlanden, a dziewczyny zajmujące się testami w jej zespole nazywa agentkami do zadań specjalnych 🙂

  • Agnieszka Kaczanowska - 08/01/2018
Honorata Stuczka-Kucharska, Agile Functional Analysis & Quality Assurance Manager w Nationale-Nederlanden

Honiu, z bankowości i stosunków międzynarodowych do testowania oprogramowania, zarządzania zespołem i branży IT? To tak można? Opowiesz w kilku zdaniach jak to się stało?

Wbrew pozorom to nie jest najbardziej diametralny zwrot w mojej karierze zawodowej ;). Rzeczywiście studiowałam na kierunku Stosunków Międzynarodowych, pracę magisterską poświęciłam rozwojowi bankowości na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. Po kilkunastomiesięcznej pracy w branży bardzo odległej od mojego wykształcenia (w jednostce naukowej, realizującej programy badawcze związane z onkologią), postanowiłam jednak spożytkować wiedzę, którą zdobyłam podczas studiów i zaczęłam szukać pracy w bankowości.

Tak trafiłam do Inteligo na stanowisko Analityka Biznesowego. I wtedy odkryłam, że choć wiedza zdobyta na studiach wiele mi ułatwia, zdecydowanie bardziej pomagają mi moje wrodzone cechy, takie jak skupienie na detalu, wytrwałość, umiejętność spojrzenia na temat z wielu perspektyw. Ku mojemu zaskoczeniu nie to, czego nauczyłam się podczas studiów, ale to jaka jestem, pozwoliło mi określić, w jakim kierunku chciałabym stawiać kolejne kroki zawodowe.

Pracowałam w IT, ale na początku moja wiedza z tego obszaru była bardzo podstawowa. Dlatego musiałam się szybko i wiele nauczyć. Czułam, że ja nie tylko idę, ale wręcz gnam do przodu. Pogłębiałam wiedzę z dziedziny technologii, doskonaliłam naturalne kompetencje (nagle skłonność do dzielenia włosa na czworo okazała się zaletą a nie wadą ;)), i co najważniejsze – każdego dnia musiałam ujarzmiać moją piętę achillesową tj. trenować asertywność podczas komunikacji z programistami. Nigdy nie pomyślałabym, że definiowanie wymagań dla systemów informatycznych oraz weryfikacja jakości oprogramowania okażą się być moją pracą marzeń.

A teraz jesteś Agile Functional Analysis & Quality Assurance Managerem – brzmi ciekawie, ale czym się zajmujesz? Na czym polega Twoja praca?

Z biegiem lat moja kariera naturalnie ewoluowała w kierunku zarządzania zespołami. Pozostałam wierna quality assurance w IT. Nadal ogromną frajdę sprawiają mi analiza i testy. I choć ze względu na obowiązki wynikające z roli menadżera nie mam już czasu na to, by osobiście podejmować tego typu zadania, bardzo lubię wspierać osoby z mojego zespołu w poszukiwaniu odpowiedzi na typowe analityczno-testerskie pytania: jak zaprojektować zmiany w aplikacji, by spełniały oczekiwania zamawiających, oraz jak upewnić się, że w dostarczonym przez programistów rozwiązaniu nie ma błędów.

Obecnie zarządzam zespołem Analityków Systemowych i Analityków QA. Nasz zespół liczy ponad 20 osób i jesteśmy odpowiedzialni za definiowanie i testowanie rozwiązań systemowych wynikających z potrzeb biznesowych naszej organizacji. Znaczna część mojego zespołu pracuje w Scrumach – to one wyznaczają codzienny rytm naszej pracy. Ja czuwam nad tym, żebyśmy działali w sposób spójny i zgodny ze standardami, które wspólnie zdefiniowaliśmy.

Projekty, w które jesteśmy zaangażowani są bardzo różnorodne. W dobie digitalizacji niemalże każda inicjatywa biznesowa łączy się ze zmianami w aplikacjach IT. Jeszcze kilka lat temu użytkownikami tych aplikacji byli przede wszystkim pracownicy Biura Głównego obsługujący papierowe wnioski i zlecenia agentów oraz klientów NN. Dziś narzędziami pracy agenta są komputer, tablet i telefon. Nasi klienci kupują polisy przez internet i mają możliwość zarządzania swoimi produktami także poprzez dedykowany serwis internetowy.

Czyli każdy z nas, kto korzysta z polis ubezpieczeniowych czy innych produktów Nationale-Nederlanden de facto korzysta z systemów, które przechodzą przez ręce Twojego zespołu?

Dokładnie. To mój zespół musi zadbać o to, by te systemy spełniały oczekiwania naszych działów biznesowych i tym samym umacniały dobry wizerunek Nationale-Nederlanden wśród pracowników Biura Głównego, agentów, oraz naszych najważniejszych odbiorców – klientów NN.

Muszę o to zapytać, bo firmę Nationale-Nederlanden wszyscy znamy, ale ona nie kojarzy się nam z branżą IT tak od razu. Wyjaśnij proszę, jak to jest.

Tak jak wspomniałam wcześniej – obecnie systemy IT stanowią rdzeń właściwie każdego biznesu. Branża ubezpieczeniowa nie jest tu wyjątkiem. IT w NN liczy ponad 100 osób. Poza działami zajmującymi się rozwojem i utrzymaniem aplikacji, w Pionie IT pracują specjaliści czuwający nad bezpieczeństwem systemów, eksperci zajmujący się infrastrukturą IT, Architekci IT odpowiadający za wybór i spójność wykorzystywanych narzędzi i technologii, oraz Service Desk, czyli informatyczni lekarze pierwszego kontaktu dla naszych pracowników.

Czyli praca w branży IT to nie tylko software housy, start-up’y czy korporacje technologiczne? Tych miejsc jest o wiele więcej!

Zdecydowanie! IT w Nationale-Nederlanden to, jak widać, całkiem spora jednostka organizacyjna. Wśród naszych systemów są zarówno produkty gotowe dostosowane do indywidualnych potrzeb, aplikacje budowane od początku przez dostawców zewnętrznych jak i takie, które są tworzone i rozwijanie wyłącznie wewnętrznymi siłami. Absolutnie nie pozwalamy sobie na technologiczną stagnację, dlatego istotną kwestią w NN jest wzmacnianie innowacyjności pracowników. Kilka tygodni temu odbył się hackathon, podczas którego zespoły ze wszystkich jednostek biznesowych NN na świecie pracowały nad innowacyjnym rozwiązaniami. Oderwanie od korporacyjnego ładu, intensywny trening myślenia out of the box i praktyczne ćwiczenie samoorganizacji i efektywnej współpracy – to clou takich przedsięwzięć. Większość z nas kojarzy je z branżą stricte informatyczną – jak widać na przykładzie Nationale-Nederlanden – niesłusznie.

A kogo szukacie do swoich zespołów? Jakie kompetencje są najważniejsze?

Niezależnie od tego, o jakim zespole w Pionie IT mówimy, cenimy ludzi, którzy z jednej strony będą kreatywni, ale z drugiej będą mieli wysokie poczucie odpowiedzialności. Jesteśmy firmą ubezpieczeniową – naszym priorytetem jest nie tylko zadowolenie, ale przed wszystkim poczucie bezpieczeństwa i zaufanie klientów. Oczekujemy, że nasi pracownicy będą o tym pamiętać.

Kompetencje techniczne są oczywiście ważne, ale równie istotny jest potencjał do ich zdobywania, czyli umiejętność szybkiego uczenia się i duża determinacja.

Zaciekawiło mnie, kiedy wspomniałaś, że masz wiele kobiet w zespole i większość z nich nie ma wykształcenia technologicznego. Jak to możliwe?

W moim zespole połowę składu stanowią kobiety. Większość z nich trafiła do IT, bo chciała się rozwijać zawodowo i nie bała się spróbować swych sił właśnie w IT. Obszar, którym zajmuje się mój zespół jest do tego idealnym miejscem. Na początku poza podstawową wiedzą z zakresu IT ważne są umiejętność prowadzenia konstruktywnego dialogu zarówno z osobami nietechnicznymi jak i programistami, dostrzeganie wielowymiarowości zmian technicznych. Dziewczyny w moim zespole zaczynały właśnie z takimi umiejętnościami. Część z nich wcześniej pracowała w działach biznesowych, wniosły więc do IT unikalne doświadczenie, które z biegiem czasu uzupełniły i nadal uzupełniają o wiedzę techniczną.

Powiedziałaś tak ładnie, że „kobiety, matki są niezastąpione w zespołach testerskich” – dlaczego? Z czego to wynika?

Myślę, że większość kobiet (a mam w szczególności) cechuje wysoko rozwinięta umiejętność znajdowania wyjścia z sytuacji kryzysowych. Nie bez przyczyny funkcjonuje powiedzenie „gdzie diabeł nie może tam…itd.”. Dziewczyny zajmujące się testami w moim zespole to właśnie takie agentki do zadań specjalnych. Niezależnie od tego czy pracujemy w modelu kaskadowym czy zwinnym, to testerzy są na końcu procesu wytwórczego i to oni bezpośrednio mierzą się ograniczeniem każdego projektu, jakim jest termin wdrożenia.

Trzeźwe myślenie i umiejętność pracy w wielu wątkach jednocześnie są kluczowymi faktorami sukcesu naszej pracy. Kobiety, mamy doskonalą te umiejętności nie tylko w pracy ale przed wszystkim w życiu prywatnym :).

Czyli nasze życiowe role mogą pomagać w pracy! To takie ważne, aby to zrozumieć, a wcale nie takie łatwe.

Tak, trzeba zrozumieć, że to, że jako matka, kobieta umiem poradzić sobie z czasami bardzo karkołomnymi organizacyjnie sytuacjami domowymi, nie tracę głowy, gdy traci ją mój partner, potrafię wykazać się anielską wręcz cierpliwością wobec dziecka, wzmacnia mój potencjał zawodowy. W końcu praktyka czyni mistrza!

Honiu, sama jesteś mamą 10-latka i 5-latki, i mówisz, że ten zawód pozwala Ci być spełnioną mamą i spełnioną kobietą. Jak myślisz, co o tym decyduje? Wsparcie męża, pracodawcy, elastyczne godziny czy możliwości pracy z domu?

Wszystkie te czynniki, które wymieniłaś są istotne. Bez zrozumienia męża, że moja praca zawodowa, czy rozwój pasji są równie ważnym elementem w układance pt. Spełniona Ja, jak bycie mamą i żoną, nie mogłabym żyć, tak jak żyję.

Jednocześnie bez zrozumienia pracodawcy, że każdy z nas ma życie poza pracą, typowe rodzinne obowiązki oraz sytuacje losowe, na które nie mamy wpływu, nie mogłabym być tak efektywnym pracownikiem, jakim (mam nadzieję) jestem.

Nationale-Nederlanden rzeczywiście wychodzi naprzeciw indywidualnym potrzebom pracowników. Praktykujemy elastyczne godziny pracy oraz pracę zdalną. To nie tylko ułatwia organizację codziennej logistyki rodzinno-zawodowej, ale także zwiększa efektywność naszej pracy. Dla mnie warunki sprzyjające zachowaniu work-life balance są bardzo silnym motywatorem. Pracuję z zapałem i bez niepokoju, że tzw. domowe awarie są nie do ogarnięcia.

Twój syn Maciek ma zespół Aspergera i wymaga więcej Waszej uwagi i troski. Czy miałaś taki moment w życiu, że myślałaś, że już nigdy nie będziesz pracować zawodowo? Co Ci wtedy pomogło?

Myślę, że każdy rodzic chce poświęcać swojemu dziecku maksimum uwagi. Gdy dowiedzieliśmy się z mężem, że Maciek będzie tej uwagi potrzebował więcej, musiałam zweryfikować moje życiowe priorytety. Już sam fakt przeprowadzenia z samą sobą tej rozmowy bardzo mi pomógł. Postanowiłam skupić się na działaniu, zarządzeniu bieżącymi potrzebami, odsunęłam na bok teoretyczne rozważania na temat tego, co mogę, co muszę itd. Rzeczywiście nie jest łatwo pogodzić grafik terapii Maćka z potrzebami jego siostry Ani i pracą na pełen etat. Do minimum skurczył się czas, jaki mam na rozwój mojej pasji – fotografii. Ale dzięki temu sprawia mi ona dużo więcej radości. Chwile z aparatem są moim osobistym dobrem luksusowym ;).

Jednocześnie chciałabym podkreślić, że dzięki mojemu synowi rozwijam kompetencje menadżerskie takie jak precyzja w komunikacji, umiejętność aktywnego słuchania, poszanowanie potrzeb innych czy wreszcie asertywność. Maciek jest dla mnie najlepszym trenerem osobistym, jakiego mogłam sobie wymarzyć.

W naszej rozmowie padło bardzo ważne stwierdzenie – że macierzyństwo niczego nie odbiera! I choć to takie oczywiste, to aby to zrozumieć potrzeba czasu, wsparcia, zgody na to, że będzie inaczej, że pewne sprawy będą toczyć się wolniej… Możesz rozwinąć?

Zgadza się. Często słyszymy, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Ważne jest to, żeby umieć zdefiniować, co znaczy w moim, Twoim przypadku „szczęśliwa mama”. Przy kilkumiesięcznym dziecku utrzymanie tempa kariery sprzed macierzyństwa jest raczej niemożliwe. Trzeba dać sobie do tego prawo, bez poczucia winy czy krzywdy. I jak mantrę powtarzać, że szczęśliwa ja to szczęśliwy ten mały człowiek najważniejszy dla mnie na świecie. Z czasem nasze potrzeby oraz potrzeby naszych dzieci ewoluują.

Ani się nie obejrzysz, a dziecko przestanie tak bardzo Cię potrzebować, a Ty poczujesz potrzebę powrotu do pracy. I znowu – trzeba dać sobie do tego prawo, bez poczucia winy spełniać się jako matka, kobieta, człowiek, pracownik.

Twoja historia jest wspaniałą inspiracją! Kiedy wcześniej rozmawiałyśmy, powiedziałaś, że to przypadek, a ja sobie myślę że wcale nie! I bardzo się cieszę na spotkanie w Warszawie! Bo już 22 lutego br. zapraszamy wspólnie z Nationale-Nederlanden na spotkanie #MamoPracujwIT w Warszawie!

Dlaczego warto przyjść? Pomożesz mi zachęcić nasze Czytelniczki z Warszawy?

Podczas spotkania w Nationale-Nederlanden będzie okazja, by osobiście spotkać agentki do zadań specjalnych, czyli kobiety, które w NN pracują w IT. Opowiemy Wam więcej o tym, jak wygląda struktura IT w korporacji takiej jak nasza, jakie umiejętności są szczególnie cenne w pracy w poszczególnych zespołach. Myślę, że to przekona Was jak wiele różnych możliwości zawodowych dla kobiet stwarza IT i to nie tylko w branży stricte informatycznej. Podczas panelu dyskusyjnego będzie czas na pytania i wzajemne bliższe poznanie.

Dziękuję za rozmowę i już teraz zapraszam na spotkanie! Więcej informacji już wkrótce!

kobiety w it, honorata stuczka-kucharska

Rozmawiała: Agnieszka Czmyr-Kaczanowska

Zdjęcia: Ewa Mezglewska, Nationale-Nederlanden

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  
Podyskutuj

Video: Wszystko co chcesz wiedzieć o roli Scrum Mastera

Na naszej grupie #Mamo pracuj w IT tylko dla członków grupy organizujemy różne akcje tematycznem, np. przeprowadzamy rozmowy z ekspertami najbardziej popularnych dziedzin IT. Ostatnio udostępniłyśmy Wam live na temat początków programowania, a już dziś możecie zobaczyć drugi - o zawodzie Scrum Mastera. Naszą rozmówczynią była Justyna Wykowska. Oglądnij film i dowiedz się jak zostać Scrum Masterem.
  • Agnieszka Wadecka - 23/07/2019
Dłoń trzymająca kartkę

Wszystko co chciałabyś wiedzieć o roli Scrum Mastera

W marcu 2019, na naszej grupie na FB #Mamo pracuj w IT prowadziłyśmy serię LIVE’ów o początkach w branży IT.

Drugi live w Tygodniu Kobiet w IT

Naszym gościem była Justyna Wykowska z ProCognita, która jest agile coachem i trenerką metody Scrum. W tym wywiadzie dowiesz się więcej na temat Justyny i jej pracy.

Live prowadziła Agnieszka Czmyr-Kaczanowska.

O czym rozmawiałyśmy?

Agnieszka z Justyną rozmawiały o pracy Scrum Mastera, odpowiedziały na pytania takie jak:

  • Czym praktycznie zajmuje się Scrum Master?
  • Jak się przebranżowić na Scrum Mastera?
  • Jakie kompetencje są przydatne w tej roli?
  • Jakie wyzwania stoją przed Scrum Masterem który zaczyna pracę?
  • Jak się można przygotować/nauczyć do roli Scrum Mastera?
  • Czy szkolenia, certyfikaty są niezbędne?
  • Jak szukać pierwszej pracy jako Scrum Master?

Zobacz nagranie z naszej rozmowy:

Inne tematy jakie podjęłyśmy to:

Więcej o projekcie #MamoPracujwIT przeczytasz tutaj >>>

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Wadecka
Szczęśliwa żona i mama czwórki dzieci. Macierzyństwo to jej największa pasja, motywująca do rozwoju i działania. Z przyjemnością oddaje się pisaniu. Kocha muzykę, kino i dobre jedzenie. Lubi śledzić trendy i wprowadzać je w życie. Zawodowo początkująca, ale z apetytem na sukces.

Od technika farmacji do front-end developera, czyli jak uzyskać finansowanie szkolenia z urzędu pracy?

Dziś rozmawiamy z Wiolettą Szłapak, która zdecydowała się całkowicie zmienić branżę i zacząć pracować w świecie IT. Wioletta opowiada o tym, jak udało jej się uzyskać całkowite finansowanie kursu, który otworzył przed nią możliwość realizacji jej marzeń. Dzieli się historią, która, choć miała wiele zawirowań, zakończyła się dla niej pomyślnie.
  • Karolina Łachmacka - 22/07/2019

Dlaczego zdecydowałaś się na przebranżowienie i jak wybrałaś kurs?

Dlatego, że do odważnych świat należy! A tak zupełnie serio to wybierając kierunek studiów (biologia) nie zastanawiałam się, co będzie potem. Po prostu interesowałam się biologią i żyłam bardziej „tu i teraz”. Na szczęście w trakcie trwania studiów (które w międzyczasie z dziennych przekształciły się w zaoczne) rodzice okiełznali nieco moją romantyczną naturę i trochę mną pokierowali. Ukończyłam więc kierunek technik farmacji i przez wiele lat pracowałam w aptece. Kochałam tę pracę, kontakt z ludźmi, możliwość niesienia pomocy, przygotowywanie leków, apteczny zapach. W tamtym momencie to było coś, co mnie satysfakcjonowało.

Gdy zaszłam w ciążę wiedziałam, że muszę jednak zmienić zawód. Nie chciałam wracać szybko do pracy, dlatego w 7. miesiącu ciąży zdałam egzamin na tłumacza technicznego i współpracowałam z biurem tłumaczeń mojego taty. Niestety tata zmarł, musiałam zamknąć biuro i zdecydować, co dalej. I tu szczęśliwe zrządzenie losu w postaci pomocy mojej koleżanki Asi dało możliwość wejścia do świata IT.

Asia poleciła mnie w firmie, w której pracowała, przeszłam pomyślnie rekrutację i tak zostałam konsultantem IT. Gdy wspominam tamten czas, to trudno mi w to wszystko uwierzyć. Musiałam szybko nauczyć się nowych rzeczy, z którymi wcześniej nie miałam żadnej styczności. To było trochę szalone, ale otwierało nowe możliwości, dawało ogromną możliwość rozwoju. Otworzył się przede mną nowy świat. Wspaniały świat. Po mniej więcej roku pracy zostałam zatrudniona w innej firmie jako wdrożeniowiec.

Chciałam mieć większy wpływ na tworzenie oprogramowania, ale mój plan jak to zrobić nie był do końca sprecyzowany. Po przeanalizowaniu moich mocnych i słabych stron i zainteresowań zaczął się formułować plan. Proces tworzenia oprogramowania chciałam poznać od strony front albo end-developera. Ostatecznie zdecydowałam się na kurs front-end od podstaw.

Jak dowiedziałaś się o tym, że możesz starać się o finansowanie szkolenia z urzędu pracy, że urzędy dostają środki na szkolenia indywidualne?

Zastanawiałam się jak pozyskać środki na takie szkolenie. I tu skorzystałam z rady bardzo miłych pań z urzędu pracy, z którymi miałam przyjemność rozmawiać na spotkaniu organizowanym przez Mamo Pracuj w bibliotece na Rajskiej w Krakowie. Zarejestrowałam się jako osoba bezrobotna i złożyłam wniosek o dofinasowanie do szkolenia indywidualnego.

Jakie były Twoje pierwsze kroki, kiedy dowiedziałaś się, że „Twój” urząd posiada takie środki?

Musiałam trochę poczekać na te środki. Zgłosiłam się do urzędu w drugiej połowie roku. Urząd już rozdysponował środki, które posiadał. Czekałam więc i regularnie dopytywałam, czy są już środki rezerwowe. Gdy się pojawiły, byłam już zdecydowana na konkretne szkolenie. Dlatego w dziale szkoleń złożyłam wniosek o dofinansowanie do szkolenia indywidualnego.

Tutaj moja rada: najlepiej składać wniosek na początku roku, pieniądze zwykle są już rozdysponowane w pierwszym kwartale, a nigdy nie ma pewności czy będą uruchomione środki rezerwowe.

Co musiałaś krok po kroku zrobić, aby otrzymać tę dotację?

Po pierwsze trzeba być zarejestrowaną osobą bezrobotną. Gdy się rejestrowałam, obowiązywało profilowanie (nie wiem, czy jeszcze obowiązuje), ale gdy podpisywałam się w ewidencji, musiałam napisać test. Jego wynikiem było przydzielenie do jednego z profilów: 1, 2 czy 3.

„Jedynki” nie dostawały możliwości dofinansowania do szkoleń indywidualnych. Jeśli takie profilowanie obowiązuje, i nadal „jedynki” nie dostają dofinansowania, to najlepiej, jeśli urzędnik, przy którym piszemy test, pomoże nam udzielić odpowiedzi, tak żeby wyszedł odpowiedni profil i żeby szansa na pieniądze nie przepadła.

Następnie u doradcy zawodowego powiedziałam jakie są moje umiejętności, jaki mam plan i czego potrzebuję od Urzędu do realizacji celu. Z takim gotowym planem w systemie Urzędu, mogłam skierować się do działu szkoleń. Niestety, dział szkoleń nie dysponował już środkami na szkolenia indywidualne. Musiałam więc poczekać na środki rezerwowe, gdy zostały uruchomione i wtedy złożyłam wniosek.

Jak wygląda proces kwalifikacji i czy jest skomplikowany? Czy otrzymujesz jakąś pomoc urzędników w trakcie?

Sam proces nie jest skomplikowany – przynajmniej w Krakowie (o szczegóły trzeba się dopytać w swoim urzędzie, bo nie ma pewności, że wszędzie wszystko wygląda tak samo). Złożyłam wniosek, z rzetelnym i rozsądnym umotywowaniem prośby, i czekałam na decyzję. Dostałam decyzję pozytywną, wyrażono również zgodę na wybraną przeze mnie jednostkę szkoleniową, poszłam na szkolenie i do drugiego dnia szkolenia wszystko szło płynnie.

Później sprawy się skomplikowały.

Na czym polega opracowanie planu przebranżowienia? Co musiałaś wypełnić i zrobić w związku z tym?

W związku z tym, że między zakończeniem mojej ostatniej pracy, a zarejestrowaniem się jako osoba bezrobotna miałam trochę czasu na zastanowienie się co chciałabym robić, byłam już zdecydowana, że do świata programowania chcę wejść jako front-end developer, co powiedziałam doradcy zawodowemu w urzędzie. Doradca zanotował, co potrafię, czego potrzebuję od urzędu i to był ten plan. Ma on swój termin ważności (ale to nie jest krótki termin ważności), więc trzeba pilnować, żeby był ważny w momencie składania wniosku. Jeśli się „przeterminuje”, to trzeba go odświeżyć.

Ile kosztowało Twoje szkolenie (jeśli to nie tajemnica) i czy udało Ci się pozyskać całość potrzebnej kwoty?

Pierwsze szkolenie, na które wyrażono zgodę kosztowało około 9 tysięcy złotych (to szkolenie, na którym byłam 2 dni, dopóki nie dowiedziałam się, że jednak nie mogę brać udziału w tym szkoleniu), drugie na które wyrażono zgodę i które przeszłam w pełnym wymiarze godzin, kosztowało blisko 4,5 tysiąca. Urząd sfinansował je w 100%.

Jak Twoim zdaniem należy uzasadnić swój wniosek? Jakie wskazówki byś dała innym osobom, które chcą ubiegać się o takie finansowanie szkolenia z urzędu pracy?

Szczerze, ale rozsądnie. Pisałam o tym, jak ważny jest dla mnie rozwój osobisty, jaki jest mój plan na przebranżowienie, czego brakuje mi do osiągnięcia celu i o jakie wsparcie proszę Urząd. Opisałam szkolenie, którym się interesuję i co ono mi da. Miałam na uwadze to, ile kosztują takie szkolenia i że pula posiadanych środków przez Urząd jest ograniczona, a chętnych sporo. Chciałam, żeby ten wniosek jasno wyraził to, jak bardzo mi zależy na uzyskaniu konkretnych kompetencji.

Podanie pisałam z wszystkimi zwrotami grzecznościowymi: szanowni Państwo, zwracam się z uprzejmą prośbą… Nie wiem, czy to zaważyło na decyzji pozytywnej, ale oprócz zwykłej kultury osobistej chciałam też skrócić dystans między mną, a osobą, która czyta wniosek, żeby to nie było takie „suche”.

Trzeba pamiętać też o tym, że urząd raczej nie zgodzi się na szkolenie, które trwa 560 h (maksymalnie szkolenie może trwać 6 miesięcy, w uzasadnionych wypadkach urząd może wyrazić zgodę na czas szkolenia do 12 lub 24 miesięcy). Dlatego jeśli wybieramy jakieś konkretne szkolenie z tych kilkutygodniowych, to raczej wersję podstawową.

Jeśli wskazujemy we wniosku konkretną jednostkę szkoleniową, to musi być ona w Rejestrze Instytucji Szkoleniowych. Szkolenie musi trwać nie mniej niż 25 godzin zegarowych tygodniowo. Urząd może przyznać nam środki, ale nie zgodzić się na wybraną przez nas instytucję szkoleniową.

Zalecałabym też umiarkowanie częste wizyty w dziale szkoleń, tak żeby urzędnicy kojarzyli twarz z nazwiskiem, oraz odpytywanie telefoniczne – żeby mieć kontrolę nad kolejnym krokiem procesu oraz pokazać zaangażowanie. Nim złożymy wniosek, pytać można o to, czy są dostępne środki. Jeśli nie ma, to kiedy będą. Jak już będzie termin, to pytać czy już są, jak jeszcze nie ma, to kiedy pytać ponownie…

Jak już złożymy wniosek, to urząd ma miesiąc na jego rozpatrzenie. Pod koniec tego okresu można zadzwonić i zapytać, na jakim etapie jest wniosek, kiedy można spodziewać się decyzji. Trzeba okazać zaangażowanie.

Co wzbudziło Twoje największe obawy w trakcie ubiegania się o pomoc? Jak je rozwiałaś?

Na początku nie miałam żadnych obaw. Nie zastanawiałam się, czy urząd sfinansuje moje szkolenie. Obawy o to pojawiły się po tym, jak pierwszy raz cofnięto mi dofinasowanie. Te obawy rozwiałam zaangażowaniem w proces. Zrozumieniem, dopytaniem o to jakie proces ma kroki. Odpytywaniem, sprawdzaniem.

Kolejny raz obawy pojawiły się, gdy straciłam środki po raz drugi. Popadłam w krótką melancholię: czyżby wszechświat wysyłał mi sygnał, że nie tędy droga? Te obawy rozwiał mój mąż, który powiedział, że jedyny przekaz, jaki mi wysyła wszechświat, to taki, że mam walczyć o swoje, a także Joanna Gotfryd z Mamo Pracuj, wspierająca mnie w chwili, gdy ja sama traciłam nadzieję.

Żałuję, że urząd nie komunikuje jaśniej procesu. Można taki proces bardzo dobrze rozrysować, zaznaczyć, w którym momencie się znajdujemy, co będzie działo się dalej. Można zrobić prostą wizualizację procesu dla petentów.

Jakie miałaś problemy na swojej drodze?

Moje problemy związane były z tym, że nie znałam całego procesu przyznawania środków. Ponadto uważam, że urząd niechcący wprowadził mnie w błąd. Myślałam, że jeśli urząd przysłał mi list z decyzją pozytywną i oprócz przyznanych środków zgadzają się na wybraną przeze mnie instytucję szkoleniową oraz szkolenie, to już jest „z górki”. Idę na szkolenie. Okazało się, że proces jest bardziej złożony, o czym nie było ani słowa w korespondencji.

Po decyzji pozytywnej uruchamiane są zamówienia publiczne. Czyli na stronie urzędu i w biuletynie zostaje opublikowane ogłoszenie. Urząd w okresie 2 tygodni od opublikowania ogłoszenia czeka na zgłoszenia instytucji szkoleniowych, które wyrażają chęć przeprowadzenia szkolenia. Jeśli nie zgłosi się wybrana przez nas jednostka, a inne zechcą przeprowadzić szkolenie, to urząd wybiera bardziej konkurencyjną ofertę z tych złożonych. Jeżeli nie zgłosi się żadna instytucja, Urząd informuje nas listownie, że straciliśmy środki.

Oczywiście możemy się odwołać, musimy jednak przestrzegać terminów. List z informacją o tym, że straciłam fundusze na szkolenie, dotarł do mnie 5 dni po tym, jak odebrałam telefon z urzędu, że moje fundusze już nie są moje – zostały rozdysponowane, ponieważ jednostka szkoleniowa, z którą byłam w kontakcie, nie złożyła oferty na moje szkolenie. Pomylili mnie z inną kursantką i nie złożyli oferty na mój wniosek tylko na jej.

Ponieważ fundusze rezerwowe na dany rok zostały rozdysponowane, musiałam czekać na nowy rok kalendarzowy i nowe środki.

Jak pokonałaś te problemy?

Gdy środki pojawiły się, ponownie złożyłam wniosek. Ponownie przyznano mi środki, ale nie wyrażono zgody na wybraną przeze mnie instytucję szkoleniową. W zamian urząd zaproponował inną. Ustaliliśmy wymiar godzin szkolenia, zakres, mogłam zadać pytania dotyczące szkolenia przedstawicielowi firmy poprzez urzędnika. Uzyskałam odpowiedzi i odniosłam wrażenie, że sprawa jest dogadana, skoro złożyłam podpis na planie szkolenia, który złożyłam na dzienniku podawczym.

Ruszyły zamówienia publiczne, które uważałam już za czystą formalność, ale tknięta przeczuciem postanowiłam zadzwonić do urzędu. Okazało się, że instytucja szkoleniowa nie złożyła wniosku w terminie. Ponownie straciłam środki. Odwołam się – tym razem udało mi się dotrzymać terminów.

Fundusze przyznano mi ponownie. Jednostka nie złożyła wniosku w terminie, ponieważ nie wiedziała, że jest już ogłoszenie na stronie urzędu. Przedstawiciel firmy powiedział mi, że są przyzwyczajeni jednak do tego, że jest jakaś informacja ze strony urzędu o tym, że wniosek jest w zamówieniach publicznych, ponieważ oni nie mają czasu na to, żeby przeglądać biuletyny urzędów pracy. Urząd z kolei twierdzi, że nigdy nie dawał znać żadnej jednostce szkoleniowej, bo to jest sprzeczne z zasadą zamówień publicznych…

W każdym razie ta przydługa historia ma swój szczęśliwy finał. Szkolenie zostało zrealizowane. Teraz muszę działać, pisać codziennie kod, uczyć się.

Mam plan na kolejne szkolenia i tu na pewno będę też korzystać ze wsparcia w finansowaniu, ale to już będzie współfinansowanie.

Czy polecasz innym chętnym sięganie po takie możliwości? Przed czym byś ich przestrzegła?

Oczywiście – polecam! Jest to sposób na uzyskanie 100% środków na finansowanie szkolenia.

Przestrzegam natomiast przed zostawianiem spraw samych sobie. Sama decyzja pozytywna nie zamyka procesu. Trzeba dzwonić, dopytywać się.

Dziękuję za rozmowę!

Zdjęcia:

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Karolina Łachmacka
Tłumacz pisemny, copywriter, wirtualna asystentka, a także filmowiec. Z pasją opowiada historie na różne tematy, szczególnie te, które budzą ludzi do empatii. Miłośniczka starego kina od końca ery filmu niemego po końcówkę lat 60. XX wieku.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail