Czego szukasz

Kalendarz dla każdej mamy – Mamma Mia!

Czy chciałabyś wszystkie domowo-rodzinne sprawy mieć w jednym miejscu? W domu albo w torebce? Kalendarz Mamma Mia!, który zaprojektowała Marysia, mama trójki dzieci właśnie taki jest. Mobilne, choć nie elektroniczne, domowe centrum zarządzania. A do tego planner posiłków, który raz na zawsze rozwiąże dylematy „co dziś na obiad”. Zobacz 15 powodów, dla których warto je mieć!

  • Joanna Gotfryd - 11/12/2015
Kalendarz Mamma Mia!

Uwielbiam kalendarze. Najchętniej z początkiem każdego roku kupowałabym kilka, choć to bardzo niepraktyczne, bo kto to widział, żeby w kilku miejscach zapisywać te wszystkie ważne daty, numery i pomysły?

Ten, który ostatnio trafił w moje ręce jest kalendarzem dla mamy – domowego menadżera. Która z nas nim nie jest, przyznajcie się? Kalendarz Mamma Mia! wymyśliła i zaprojektowała Marysia, która od 6 lat jest pełnoetatową „mamą domową” i właśnie spodziewa się czwartego dziecka.

„W miarę powiększania się rodziny, zwykłe kalendarze przestały mi wystarczać – zauważyłam, że mam wiele spraw do załatwienia/zapamiętania/zorganizowania, które nie są przyporządkowane do konkretnej daty. Jednocześnie potrzebuję kalendarza książkowego, żeby (będąc poza domem) zawsze mieć pod ręką informacje dotyczące domu, dzieci, i planów rodzinnych. Zaczęłam więc tworzyć w kalendarzach swoje tabele i rozdziały.

Z czasem przeszłam na prowadzenie notesu, z którego zrobiłam swój kalendarz. I równolegle szukałam czegoś, co by mi odpowiadało na polskim rynku. Nie znalazłam. Poprosiłam męża, który jest grafikiem, żeby zaprojektował dla mnie kalendarz, który będzie zawierał wszystko, co jest mi potrzebne do prowadzenia domu. Zaczęłam konsultować projekt ze znajomymi mamami, żeby rozwiązania kalendarza były przydatne nie tylko dla mnie osobiście, ale także dla innych. Wprowadziliśmy trochę zmian. I tak powstał kalendarz Mamma Mia!, który ma łączyć funkcje kalendarza i organizera spraw rodzinnych” – opowiada Marysia.

Kalendarz Mamma Mia! idealnie sprawdzi się jako terminarz do torebki (ma format A5) i jako książka na cały rok dla rodziny, Dlaczego?

mammamia_zima_otwarte1

Oto 15 powodów, dla których warto go mieć.

Kalendarz jest podzielony na 4 części: Kalendarz, Rodzina, Dom i Notes.

1. Miejsca na notatki w sam raz. Każdy miesiąc ma swoją osobną kartę, żeby zaplanować zadania na cały miesiąc. A potem każdy tydzień na osobnej stronie. Wystarczy okiem ogarnąć i wszystko jest w jednym miejscu.

Ale mam wrażenie, że nie kalendarz jest tutaj najważniejszy, a wszystkie „inne ważne tematy”.
Inne, czyli:

2. Miejsce na urodziny, imieniny i rocznice (smartfon mojego męża powinien być kompatybilny z tą częścią kalendarza).

3. Czytelne i przejrzyste listy zadań do zrobienia.

4. Plan tygodnia w 1 i 2 semestrze, Plan wakacji  i plan tygodniowy dla całej rodziny. Na jednej kartce ogarniamy wszystko, kto co i o której godzinie ma w planach w danym dniu.

5. Zaplanowane wizyty u lekarza – kto, kiedy i w jakim celu.

6. Ważne miejsce w kalendarzu zajmują dzieci i wszystko, co z nimi jest związane. Każde dziecko ma swoją kartkę – miejsce na pesel, daty urodzin i imienin, telefon do przedszkola, szkoły czy wychowawcy. Można zapisać też mocne strony dziecka i ulubione zajęcia. Taka ściąga o dziecku, bardzo przydatna.

7. Jeśli masz więcej niż 2 dzieci nie musisz się martwić, że zabraknie Ci dla nich miejsca – kalendarz jest zaplanowany dla rodzin wielodzietnych.

8. Spodobała mi się też przestrzeń, na której można zapisać inspiracje prezentowe aż dla 12 członków rodziny – przyda się przez cały rok – na dzień dziecka, dzień dziadka, urodziny męża, albo Twoje własne.

9. W organizerze zanotujesz również pomysły na spędzenie czasu z rodziną – z listą rzeczy do zrobienia i budżetem jaki należy na to przeznaczyć.

10. Pomysły na wakacje.

11. Zrobisz plan porządków – co codziennie, co raz na tydzień, raz w miesiącu, raz na rok – dla miłośniczek perfekcyjnie wysprzątanych wnętrz, albo wręcz przeciwnie, dla zapominalskich, ekhm…

12. W kalendarzu jest miejsce na inwestycje i projekty domowe oraz roczny plan budżetu domowego.

13. A na końcu notes i kartki na rysunki dzieci. Nareszcie ktoś o tym pomyślał! Czy wasze dzieci też uwielbiają ozdabiać wasze notesy? Mamusiu narysuję Ci tutaj coś ładnego, dobrze? Teraz będą mieć swoje miejsce w kalendarzu mamy!

mammamia_zima_zbliżenie1_600

Planner posiłków

14. Oprócz kalendarza, u Marysi można też zaopatrzyć się w planner menu, który cytatem Jane Austin „Znaczącą część życia rodzinnego stanowią udane szarlotki” kusi z okładki.

15. Wiem, że plan posiłków pozwala na oszczędność czasu i pieniędzy. I ciągle tego nie robię. Może teraz wreszcie przestanę pytać samą siebie albo domowników – co jutro ugotować na obiad? Dzięki zapiskom w zeszycie wszystkie tygodniowe plany zostają w jednym miejscu i można je wykorzystać ponownie za jakiś czas. Bingo!

I tylko kalendarz ma dwa minusy. Jeden to taki, że okładka jest dostępna w 3 pięknych wzorach (w ogóle szata graficzna jest bardzo ładna) i nie bardzo wiem, na którą się zdecydować, a drugi -że okładka jest trochę za cienka, jeśli kalendarz ma nam służyć przez cały rok. Mam nadzieję, że kolejna wersja będzie bardziej „odporna” na intensywne używanie.

Jeśli spodobał Ci się Kalendarz Mamma Mia i Planner Posiłków – a mam nadzieję, że tak – to możesz je kupić w sklepie Marysi –www.kalendarzmammamia.pl

mammamia_zima_komplet_600

Konkurs!

Ten piękny zestaw (Kalendarz + Planner + post it notes + długopis ) możesz wygrać u nas na profilu FB. Szczegóły w piątek 11, grudnia o 12.00.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Podyskutuj

Kalendarz wakacyjny DIY i rodzinna lista przyjemności

Jak pokazać dzieciom, że ponad 11 tygodni wakacji to dużo czasu i fajnie aby cieszyć się z każdego dnia? Jak pokazać, że czekają na nich różne atrakcje (wspólne wyjazdy, obóz czy wyjazd z babcią) ale też, że są dni kiedy musimy wymyślić coś fajnego aby było fajnie, po prostu? Z pomocą przyszły kredki, kartka i rodzinna burza mózgów. I tak powstają nasze wakacyjne kalendarze DIY! Co sądzisz o tym pomyśle?
  • Agnieszka Kaczanowska - 18/06/2019

Kalendarz wakacyjny DIY

Próbowałam pokazać na zwykłym kalendarzu ile mamy dni wakacji, co się będzie działo i kiedy. Ale to nie działało, to było jakieś abstrakcyjne… Dlatego razem z moją wesołą gromadką, już trzeci rok, przygotowujemy wakacyjne kalendarze DIY 😉

Każde dziecko, z moją pomocą lub bez (na szczęście w tym roku tylko jedno jej potrzebowało) ;-), rysuje na dużej kartce z bloku technicznego swój kalendarz. Zaznaczają każdy dzień wakacji i wszystkie już zaplanowane atrakcje: wyjazd z rodzicami, obóz w górach (starsze) czy to co chcieliby robić – każdego dnia.

A tak wyglądają  kalendarze moich dzieci 😉

Lista rodzinnych przyjemności

Aby nie było, że tylko oni „pracują”, ja w tym czasie spisuję listę przyjemności.

Lista przyjemności, to tworzona razem lista pomysłów na wspólne spędzenie czasu. Liczą się zarówno małe atrakcje jak lody, dużo lodów i jeszcze więcej lodów, jak i podróż wodnym tramwajem, jazda konna, spanie na kempingu czy odwiedziny koleżanek z nocowaniem, a nawet pomalowanie paznokci ;-).

Oczywiście rodzice też swoje przyjemności dodają (no może nie wszystkie trzeba pisać ;-))

Listę wieszamy na lodówce, czy w innym widocznym miejscu aby każdego dnia widzieć i planować kolejne przyjemności.

A może przyda Ci się nasze 101 pomysłów na udane wakacje? >>>

Co potrzebne aby powstał kalendarz?

  • Kartka A3 (njalepsza, nie za duża nie za mała) z bloku technicznego, może być kolorowa
  • Kredki, pisaki, co tam jeszcze chcecie 😉
  • Linijka i ołówek i gumka

No i jeszcze kartka dodatkowa na listę przyjemności 😉

Spodobał Ci się nasz pomysł?

Zrób swój kalendarz lub listę lub i jedno i drugie i podeślij do nas!

Na pewnie zaglądniemy!

Zdjęcia: własność autorki i jej dzieci 😉

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  

Gdybym robiła remont generalny drugi raz, to…

Remont generalny to jest wyzwanie! Kto przeżył ten wie. Kto planuje, ten niedługo się dowie. Zwłaszcza jeśli zabieramy się za to pierwszy raz w życiu ;) Tak było w moim przypadku. Błędów oczywiście nie udało się uniknąć. Ale z efektu końcowego jestem zadowolona. Jeśli jesteś ciekawa na co dzisiaj zwróciłabym większą uwagę, to zapraszam do lektury artykułu!
  • Agnieszka Kumorek - 18/06/2019
kobieta i mężczyzna podczas remontu

Długo zabierałam się za opisanie naszej jesiennej „przygody”. W końcu minęło już pół roku odkąd wprowadziliśmy się do własnego mieszkania. Emocje opadły i mogłam na spokojnie pomyśleć nad tym, co zrobiliśmy dobrze, a co można było zrobić lepiej 😉

Bo z perspektywy czasu zmieniłabym kilka rzeczy, i…

…gdybym robiła remont generalny drugi raz, to…

Rezerwowałabym ekipę remontową dużo wcześniej

Wiedzieliśmy, że budowlańcy mają długie terminy oczekiwania, więc zaczęliśmy szukać ekipy (w naszym odczuciu) dużo wcześniej. Chcieliśmy, żeby remont zaczął się od września lub października, więc 3 miesiące wcześniej mąż obdzwaniał poleconych specjalistów.

Jak się okazało to już było za późno 😉 Ludzie z polecenia mieli zajęcie na pół roku do przodu, a nawet dłużej. Odpowiadali nam, że mogą przyjść, ale w grudniu…

Na szczęście nam jakoś się udało. Zapraszaliśmy kilka ekip i porównywaliśmy ich wyceny i nasze odczucia 😉 Remont generalny ruszył od końcówki września.

Moja rada: remont generalny, a nawet kupno mieszkania do remontu, warto zacząć od „zaklepania” dobrej ekipy.

Pamiętałabym, że ekipa to Twoi pracownicy a nie koledzy

Brzmi jak oczywista oczywistość. Klient płaci, klient wymaga. Ale kiedy ekipa ma tyle lat co ty, to można trochę o tym zapomnieć…a to niedobrze. „Koleżeńskie” relacje sprawdzały się, gdy wszystko szło dobrze.

Wiadomo jednak, że sielanka nie trwała cały czas i musieliśmy wyegzekwować oczywiste błędy, powiedzieć co nam się nie podoba, negocjować – wtedy rozmowa robiła się trudna.

Moja rada: warto zachować większy dystans z ekipą. Nie trzeba być bardzo oficjalnym, ale podział ma być jasny – zatrudniona osoba/fachowiec robi wszystko najlepiej jak się da, a zatrudniający wymaga i egzekwuje to, na co się umawialiście.

Przygotowałabym się wcześniej na to, że zgranie terminów i materiałów jest trudne 😉

Nie wiem do końca jak opisać ten punkt, bo jest bardzo obszerny. Przy remoncie dobrze mieć naprawdę mocnego skilla logistyki (albo mocne nerwy :P).

W umowie remontowej mieliśmy rozpisane etapy prac, co będzie potrzebne do ich realizacji itp. Nie mieliśmy gdzie trzymać materiałów, więc wszystko chcieliśmy załatwiać na bieżąco. No i się zaczęło… codzienne (a nawet częściej) wizyty w Castoramie, objazdówka po sklepach z drzwiami, wybór meblarza, który zrobi meble do kuchni na wymiar, dogadywanie się z terminem montowania paneli, ogarnięcie elektryki…

Ja nie zdawałam sobie sprawy, że po pierwsze: nawet na coś o standardowych wymiarach czeka się tak długo, po drugie: każdą z tych rzeczy montują inne osoby (o zgrozo), które trzeba ze sobą zgrać, bo inaczej prace stoją…

Nawet jak to piszę, to biorę dwa głębokie oddechy, bo wszystko mi się przypomina 😉

Moja rada/rady: przygotować się psychicznie, że tak już po prostu jest. Załatwiać wszystko najwcześniej jak się da (w końcu niektórych rzeczy nie trzeba przechowywać, np. zgód na podłączenie trzeciej fazy :P). Jeśli ma się taką możliwość, to wziąć ekipę, która zajmie się kilkoma rodzajami prac lub kompleksowo wszystkim.

Dwa razy zastanowiłabym się nad robieniem projektu mieszkania

To już jest rzecz bardzo względna. Znam wiele osób, które zrobiły projekt, trzymały się go i dzięki temu zaoszczędziły sporo czasu i nerwów. My podeszliśmy do tematu zbyt spontanicznie. Zrobiliśmy projekt, podobał się nam… i na tym się skończyło 😉 Nie płaciliśmy za opcję z dokładnymi wymiarami… a przy rynku wtórnym niestety co chwilkę wychodziły nowe kwestie pod tytułem „tego się tak nie da zrobić”. To wystająca rurka, to ściana nie-nośna, ale z żelbetonu 😉 , to drzwi, które były 70, ale nowe 70 już nie pasują, konieczność zrobienia podwieszanego sufitu lub ściana, która musi pójść pod innym kątem, bo „coś tam”.

Sporo rzeczy musieliśmy modyfikować/zmieniać w trakcie.

Moja rada: robić projekt od A do Z, nie bać się dopłacić za dokładne wymiary itd. Inaczej może się okazać, że z niego po prostu nie skorzystamy 😉

Na koniec podsumuję, co w moim odczuciu zrobiliśmy dobrze (taki optymistyczny akcent) 🙂

  • wszystko było zapisane w umowach i na wszystko – WSZYSTKO – braliśmy pisemne zgody, dzięki czemu uniknęliśmy kilku mało przyjemnych sytuacji;
  • przed remontem, w trakcie i po poprosiliśmy znajomego, który zna się na budowniczych kwestiach i który powiedział nam: na co mamy zwrócić uwagę, co jest zrobione super, a do czego ekipa ewidentnie się nie przyłożyła;
  • nie kupowaliśmy najtańszych materiałów, dużo czasu poświęcaliśmy na porównywaniu stosunku ceny do jakości produktów – dzięki czemu z większości jesteśmy bardzo zadowoleni;
  • poinformowaliśmy wcześniej sąsiadów o planowanym remoncie, wywiesiliśmy też kartkę, że „przepraszamy za niedogodności” i dbaliśmy, żeby na korytarzu każdego dnia był porządek a prace nie przedłużały się do późnego wieczoru;
  • prawie codziennie byliśmy w mieszkaniu, żeby zobaczyć postępy prac, dzięki czemu na bieżąco mogliśmy ustalać z ekipą co jest ok, a co chcemy zmienić. Przy rynku wtórnym okazało się to bardzo ważne – wychodziło mnóstwo rzeczy, które zmuszały nas do zmiany wcześniejszych planów.

Remont generalny przeżyliśmy. W najbliższym czasie nie chcemy do tego wracać 😉 Wiemy już, że jest to bardzo czasochłonne zajęcie, które wymaga sporo cierpliwości.

Dzisiaj siedzimy w naszym salonie i wspominamy to wszystko z uśmiechem 🙂
Tobie też tego życzę. Powodzenia!

Zdjęcie artykułu: źródło 123rf.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kumorek
Jestem osobą, która nie potrafi się nudzić. Lubię różnorodność, dlatego skończyłam studia łączące zajęcia humanistyczne, graficzne i informatyczne. Odpoczywam podczas długich spacerów, a znajomi wiedzą, że dobrej herbaty w miłym towarzystwie nigdy nie odmówię.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail