Czego szukasz

Jak zamienić swoją pasję w pracę – rozmowa z Magdaleną Majcher

Żyć i zarabiać robiąc to, co się kocha, to bajka? Rzucić posadę w banku i z pasji uczynić swoją pracę zarobkową? Magdalena Majcher autorka powieści obyczajowych m.in. „Matka mojej córki”, postawiła sobie za cel, że musi rozkręcić swoje pisanie w czasie urlopu macierzyńskiego. Efektem są już trzy książki, a zapowiadają się kolejne. Powiadają, że chcieć, to móc!

  • Ewa Moskalik - Pieper - 14/06/2017
pisarka Magdalena Majcher siedzi w fotelu trzymając w rękach swoją najnowszą książkę

Magdo dla kogo są Twoje książki? Jak wyobrażasz sobie swoje czytelniczki?

Piszę książki, jakie sama chętnie chciałabym przeczytać, więc może opowiem o tym, czego ja oczekuję od powieści obyczajowej. Przede wszystkim: bogatych portretów psychologicznych, trudnych tematów i dylematów natury moralnej. Nie lubię ckliwych romansów, dlatego sama ich nie piszę. Myślę, że książki mojego autorstwa znajdą odbiorców przede wszystkim wśród kobiet inteligentnych, świadomych swojej kobiecości, posiadających już pewien bagaż doświadczeń.

Czy zawsze wiedziałaś, że chcesz pisać? Czy marzyłaś, żeby zostać pisarką?

Wiedziałam, że chcę pisać, ale marzyłam o tym, żeby zostać dziennikarką. Prawie się udało. 🙂 Już jako dziecko czerpałam frajdę ze słowa pisanego, uwielbiałam zarówno czytać, jak i pisać.

Pierwsze próby tworzenia własnych tekstów miały miejsce już w podstawówce, a zadebiutowałam w wieku 26 lat. W międzyczasie trochę pobłądziłam, nie wiedząc, jak ze swej pasji uczynić pracę zarobkową.

Myślałam, że muszę żyć tak jak „wszyscy” – pracować na etacie, odprowadzać składki emerytalne do ZUS-u i spędzać bite osiem godzin dziennie w pracy. Odważyłam się dopiero po urodzeniu drugiego dziecka. Może potrzebowałam czasu, aby dojrzeć, odwagi?

Jak pracujesz nad książką? Jak długo powstają Twoje powieści?

Najpierw jest impuls. Pojedyncza myśl, która stopniowo przeradza się w ideę napisania konkretnej książki, na dany temat. Nie zasiadam wówczas do pisania. Idea kiełkuje, bohaterowie nabierają konkretnych rysów psychologicznych, a ja obserwuję ich z daleka.

Nigdy nie zapisuję swoich pomysłów, gdyż wierzę, że te najbardziej wartościowe mi nie umkną. A jeśli zapomnę… cóż, najwyraźniej to nie był dobry pomysł. Później jest research. Zbieram materiały na rozmaite sposoby. Rozmawiam z lekarzami, prawnikami i innymi specjalistami.

Bohaterką mojej kolejnej powieści jest dorosła wychowanka domu dziecka. Aby wiedzieć, o czym piszę, spotkałam się z panią dyrektor sosnowieckiej placówki. Niektóre historie wymagają grzebania w materiałach źródłowych, wspomnieniach, opracowaniach. Kiedy już zbiorę wszystkie materiały, zasiadam do pisania.

Mam taką potrzebę, aby jak najszybciej opowiedzieć czytelnikom swoją historię. Kilka tygodni i po wszystkim. Najchętniej pisałabym bez przerwy. Jestem wściekła, kiedy gonią mnie inne obowiązki i muszę oderwać się od komputera. A wiadomo, jak to przy dzieciach bywa…

Skąd czerpiesz pomysły? Czy to są historie zaczerpnięte z życia?

Nie, nie piszę książek na kanwie życia znanych mi osób. Nie sugeruję się też własnymi doświadczeniami. Pomysły po prostu przychodzą mi do głowy, zupełnie nieproszone, znienacka, chociaż przyznam, że czasem zdarzy się, iż w moim bliższym lub dalszym otoczeniu coś zainspiruje mnie na tyle, że postanowię wykorzystać tę historię, a właściwie jej zalążek, bo nie śledzę z zapartym tchem, jak się skończyła, a dopisuję własne zakończenie.

Co Cię zainspirowało do napisania swojej ostatniej książki „Matka mojej córki”?

To jest pytanie, na które nie potrafię odpowiedzieć. Często pisarze opowiadają historie powstania danych książek. Nie wiem, czy koloryzują, czy to ze mną jest coś nie tak, ale mnie zazwyczaj nic, stety lub niestety, nie inspiruje. Tak było w przypadku „Matki mojej córki”. Któregoś dnia po prostu elementy tej układanki wskoczyły na właściwe miejsce, a ja nie mogłam historii, jaka zrodziła się w mojej głowie, zlekceważyć. Musiałam przelać ją na papier.

Większości zawód pisarza kojarzy się bardzo romantycznie. Społeczeństwo postrzega nas, autorów, jako ludzi czekających na kapryśną wenę, podróżujących, by znaleźć inspirację, tymczasem rzeczywistość wygląda w większości przypadków zupełnie inaczej. Ja nie czekam. Wymyślam swoje książki gdzieś między wizytą u pediatry i gotowaniem obiadu.

Na swoim blogu recenzujesz książki? Jaką literaturę sama lubisz czytać?

Literaturę obyczajową, którą sama tworzę, ale także kryminały, thrillery psychologiczne. Interesuje mnie także wybrana literatura faktu. Mój gust ewoluuje, mam wrażenie, że czytam coraz poważniejsze książki i to się przekłada na poruszane przeze mnie tematy.

Którą ze swoich książek darzysz największym sentymentem? Z której jesteś najbardziej dumna i dlaczego?

Zawsze z ostatniej. Podoba mi się, w jakim kierunku zmierza mój warsztat. Obserwuję zmiany i cieszę się, że moje pióro się wyostrza, a styl staje się coraz bardziej wyrazisty. Podejrzewam, że za rok, dwa będę miała już negatywne zdanie na temat mojej najnowszej książki, tak jak teraz nie lubię czytać swoich poprzednich powieści. 🙂

Dla własnego zdrowia psychicznego bezpieczniej jest siebie nie czytać. Myślę, że szczególne miejsce w moim sercu zawsze będzie zajmowała druga książka, „Stan nie! błogosławiony”, bo to właśnie za sprawą tej powieści dotarłam do szerszego grona odbiorców.

Czy jest coś, co łączy Twoje książki? Jakiś wspólny mianownik?

Raczej nie. Są to zupełnie odrębne historie, nie przewiduję kontynuacji żadnej z nich. Chciałabym, aby moi bohaterowie żyli dalej w świadomości czytelników. Każdy z nas, analizując własne doświadczenia i sytuację życiową, może sobie dopowiedzieć ciąg dalszy.

Jedyne co łączy moje książki to macierzyństwo. Jak dotąd wszystkie moje bohaterki są matkami. 🙂 No, i kobietami, chociaż, oczywiście, mężczyźni też się pojawiają, ale to właśnie portrety kobiet buduje mi się najlepiej.

Czy jest jakiś temat, który chciałabyś poruszyć w swojej książce?

O tak, jest całe mnóstwo takich tematów, ale nie chcę na razie zdradzić szczegółów. O wszystkim będziemy informować z wydawcą na bieżąco.

Czy pracujesz obecnie nad nową powieścią? Możesz coś o niej opowiedzieć?

Nowa powieść jest już ukończona. Obecnie trwają prace w wydawnictwie. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, ukaże się jeszcze w tym roku.

Portal Mamo Pracuj inspiruje mamy do aktywizacji zawodowej, do realizowania siebie. Wiem, że pracowałaś w banku, że nie lubiłaś tej pracy. Co sprawiło, że zdecydowałaś się wszystko zmienić i realizować swoją pasję? Pisać książki.

Paradoksalnie odkąd jestem mamą, mam więcej czasu na realizację marzeń. Macierzyństwo uczy świetnej organizacji czasu. Wcześniej zdarzało mi się przeleżeć cały dzień w łóżku, teraz najzwyczajniej nie mogę sobie na to pozwolić. Od rana jestem na pełnych obrotach. Książki zaczęłam pisać siłą rozpędu.

Doszłam do wniosku, że skoro dałam życie dwóm fantastycznym chłopcom, mogę wszystko. Dzieci są moją największą siłą, bo nauczyły mnie empatii i szerszego postrzegania świata. Dostrzegam więcej, jestem bardziej wrażliwa na potrzeby drugiego człowieka, dlatego łatwiej przychodzi mi wyłapanie emocji bohaterów.

Dlaczego zaczęłam pisać? Cóż, powód może wydawać się prozaiczny: nie chciałam wracać na etat. Kiedy mój pierwszy syn był mały, pracowałam, jak zauważyłaś, w banku. Wychodziłam z domu przed ósmą, żeby odprowadzić dziecko do przedszkola, jechałam do pracy, z której wychodziłam po siedemnastej. Zanim odebrałam syna od mamy, zrobiłam zakupy, było już po osiemnastej. Nie miałam w ogóle czasu dla mojego dziecka.

Po urodzeniu młodszego syna powiedziałam sobie „Dość!”. Nie chciałam, aby tak wyglądało całe moje życie. Wówczas prowadziłam już bloga, miałam na koncie pierwsze sukcesy, publikacje w prasie, ale nie zarabiałam na pisaniu.

Postanowiłam sobie, że muszę rozkręcić się w czasie urlopu macierzyńskiego. Jasno określiłam sobie cel i termin jego realizacji. Zaczęłam szukać zleceń w charakterze copywritera, w międzyczasie nawiązałam kilka współprac z redakcjami pism kobiecych i napisałam debiutancką powieść. Dziś żyję ze słowa pisanego, jestem panią swojego czasu. Wymaga to ode mnie dobrej organizacji czasu, ale podoba mi się, jak żyję.

Na pewno wśród naszych czytelniczek są takie, które piszą do „szuflady”, albo prowadzą blogi. Chciałyby pisać, żyć ze swojej pasji. Co byś im poradziła?

To jest trudny rynek. Nie można się zrażać. Najważniejsze to próbować, próbować i jeszcze raz próbować. W sieci jest mnóstwo ofert pracy dla copywriterów. Może zacząć od tych najprostszych tekstów? W ten sposób można szlifować warsztat i zarobić parę groszy.

Nad czym trzeba pracować, chcąc kiedyś pisać książki? Jak szkolić swój warsztat?

Pisać, pisać i jeszcze raz pisać. Zanim w końcu wydałam książkę, robiłam trzy podejścia – zaczynałam, ale nigdy nie kończyłam. Potem napisałam tekst, który był za słaby, żeby go wydać. W końcu udało mi się i dziś piszę satysfakcjonujące mnie samą – co jest bardzo ważne – teksty.

Czy trudno jest wydać w Polsce książkę?

Nie wiem sama, czy trudniej jest wydać, czy się wybić. Istnieją różne firmy, które pobierają od debiutantów pieniądze za wydanie książki, więc teoretycznie, jeśli ktoś ma kasę, może sobie opublikować powieść. Ja tego jednak nie popieram.

Uważam, że jeśli książka jest dobra, w końcu znajdzie się wydawca, który zainwestuje w nią pieniądze. A jeśli nie… trzeba spróbować raz jeszcze. I jeszcze. Nie możemy stracić jednak dystansu do swoich tekstów. Bo, wbrew pozorom, śpiewać nie każdy może, tak jak i pisać.

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę!

Zdjęcie: własność Magdalena Majcher.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj

Zmiany w życiu – o co powinnaś zadbać po 20-tce, 30-tce i 40-tce?

20-latka może powiedzieć: „nie mam pieniędzy ani warunków na zmiany, to teraz niemożliwe”. 30-latka: „Nie mam czasu. Dzieci, dom na głowie, praca". A 40-latka stwierdzi: „Teraz? Zmiany? Chyba jest już za późno, żeby eksperymentować". A to nieprawda! Co możesz zmienić, kiedy masz 20 lat? Jakie zmiany są w zasięgu Twoich możliwości, gdy masz lat 30 albo 40? Sprawdź... i zrób to, co już dawno chciałaś zrobić!
  • Karolina Wojtaś - 18/05/2020
rudowłosa dziewczyna stoi z założonymi rękami i patrzy na nas

Zmiany po 20-tce: myśl o swojej przyszłości

„Ja mam dwadzieścia lat, ty masz dwadzieścia lat, przed nami siódme niebo!” – śpiewał Kossakowski i pewnie miał trochę racji. 20-tka to wiek młodości, radości i energii. Łatwo uwierzyć, że mamy przed sobą całe morze możliwości i tak właściwie nie musimy jeszcze wiele robić – przecież ledwie co wyszliśmy z okresu nastoletniego!

Życie jednak z tym „siódmym niebem” zazwyczaj niewiele ma wspólnego – wiedzą o tym już trzydziestolatki, które żałują, że dziesięć lat wcześniej czegoś nie spróbowały, czegoś nie dopilnowały lub nie zaczęły. A zatem co warto zmienić już w tak młodym wieku?

Zacznij budować swoją zawodową drogę, będąc jeszcze na studiach

Jeśli tylko masz taką możliwość, zacznij budować swoją zawodową drogę na studiach – choćby pracując na stażu. Szukaj okazji, interesuj się, angażuj. Czy oznacza to, że masz całkowicie zatracić się w obowiązkach i porzucić luz związany z tym charakterystycznym okresem życia? Nie.

Pozwalaj sobie na „smakowanie życia” w postaci przespanej niedzieli – ale już w sobotę czy piątek działaj. Dzięki temu po studiach będziesz miała bogate CV, co może całkowicie odmienić Twoją zawodową ścieżkę życia.

Szukaj pracy, która będzie ciekawa i pełna wyzwań

Jeśli już pracujesz, nie tkwij przez kilka lat w pracy, której nie lubisz – a pierwsza praca zazwyczaj nie jest spełnieniem naszych marzeń. Przeglądaj oferty, chodź na spotkania rekrutacyjne, bądź otwarta na oferty innych pracodawców. Zmiany pracy to także rozwój.

Przeczytaj także: Szukasz pracy? Tej wiedzy będziesz potrzebować!

Marzysz o biznesie – załóż firmę!

Czy wiesz, czego żałuje tysiące kobiet w Polsce? Tego, że w młodości nie założyły własnej działalności. Że nie spróbowały rozwijać się w dziedzinie, która ich „przyciąga”, w której czuły się mocne. Z czasem, gdy pojawiają się dzieci, kredyty i obowiązki, trudno o taki odważny krok.

Przeczytaj także: 12 pomysłów jak założyć biznes bez pieniędzy

Zacznij oszczędzać

Zapytasz pewnie: „Ok, ale z czego?” – to zrozumiałe. Większość dwudziestolatek ledwie wiąże koniec z końcem. Jednak tu nie chodzi tylko o odłożenie 15 tysięcy w ciągu roku. Odkładaj chociaż sto złotych miesięcznie, dzięki czemu wyrobisz sobie nawyk zabezpieczania się na przyszłość. To bardzo ważne.

Dbaj o zęby – to nie żart 😉

Tyle pięknych szóstek, siódemek, a nawet piątek poszło na zmarnowanie tylko dlatego, że młodość „zawsze ma czas!”. To oczywiście pół żartem. A bardziej serio – dbaj o swoje zęby. Później, jako trzydziestolatka czy czterdziestolatka z pięknym uzębieniem i pełniejszym portfelem na pewno będziesz sobie za to wdzięczna.

Ucz się gotować

Nie chodzi o to, że jesteś kobietą, więc taka Twoja rola. Ucz się gotować, żeby móc o siebie zadbać, przygotowując zdrowe posiłki. Nie pakuj w siebie chemii, nie odżywiaj się świństwami z tanich fast-foodów. Wyniki badań wskazują, że to właśnie niezdrowe jedzenie w dużym stopniu przyczynia się do rozwoju nowotworów.

Przeczytaj także: 4 pomysły na zdrowe i szybkie jedzenie do pracy

Przeczytaj także: Dbanie o siebie zaczyna się w głowie

Podróżuj

W dobie koronawirusa to ryzykowna rada, niemniej z czasem, gdy wszystko się uspokoi, zacznij przyglądać się światu z bliska. Nie musisz wydawać na to mnóstwa pieniędzy – podróżuj z przyjaciółmi, śpijcie w tanich hotelach albo pod namiotem. Później (prawdopodobnie) nie będzie to już tak proste.

Zmiany po 30-tce: pomyśl o swoim zdrowiu i zacznij żyć teraz

Jak zazwyczaj można określić życie przeciętnej 30-latki? To czas, w którym życie galopuje – większość z nas nawet nie wie, kiedy mijają kolejne dni. A jednak warto na chwilę się zatrzymać i pomyśleć o zmianach.

Przeczytaj także: Zmiana zawodu po 30-tce? Nie daj sobie wmówić, że jest za późno!

Zastanów się, co możesz zrobić, by czuć się lepiej

Istnieje mnóstwo rzeczy, które możesz zrobić dla swojego dobrego samopoczucia teraz i lepszego zdrowia w przyszłości. To na przykład rzucenie palenia, ograniczenie alkoholu, wysypianie się i zadbanie o odpowiednie ilości aktywności fizycznej.

Zastanów się, co „uwiera Cię” najmocniej i zacznij z tym walczyć. Nie odkładaj tego na później.

Jeśli jeszcze nie oszczędzasz – zacznij robić to już teraz

Z dużym prawdopodobieństwem emerytura jaką będzie wypłacał Ci ZUS, nie będzie wystarczała Ci na godne i wygodne życie. Teraz masz 30 lat, więc to idealny moment, aby w sposób niemal nieodczuwalny zadbać o swoją przyszłość. Pomyśl o prywatnym filarze i zacznij oszczędzać pieniądze.

Rób badania profilaktyczne

Szkoda nerwów na przytaczanie statystyk. Podsumujmy je tak: tysiące 30-latków umiera każdego roku. Nie daj się złudzeniu, że jesteś za młoda na coroczną cytologię, USG piersi czy brzucha. Regularnie się badaj. To może uratować Ci życie.

Naucz się cieszyć swoim życiem

W wieku 30 lat, czyli w okresie, gdy zyskujemy już pewną stabilizację, naturalnie zaczynamy porównywać swoje osiągnięcia do osiągnięć innych osób. Nie rób tego – zacznij cieszyć się swoim życiem i doceniać je. Jeśli czujesz, że coś jest nie tak, postaraj się coś zmienić, ale nie pogrążaj się w dołującym porównywaniu – tę energię przeznacz na działanie.

Pamiętaj, by nie wpadać w pułapkę myślenia: „Będę szczęśliwa, gdy…”. To nie tak, że będziesz szczęśliwa, gdy np. stworzysz związek. Właściwa kolejność wygląda tak: gdy będziesz szczęśliwa w swoim życiu, zaczniesz przyciągać do siebie ludzi – i dopiero wtedy zyskasz szanse na dobrą relację.

Zmiany po 40-tce: najwyższy czas na wyjście ze strefy komfortu

Czterdziestka to dziwny czas. Z jednej strony wewnątrz wciąż czujemy się młodymi kobietami, z drugiej – wydaje się, że już za późno na wszelkie zmiany. Nic bardziej mylnego – tylko zamiast myśleć, zacznij działać.

Zadbaj o swoje życie osobiste

To tutaj najczęściej nas boli – bo jest nudno w związku, monotonnie w życiu, często samotnie. Co możesz zrobić? To proste – zadbaj o odświeżenie atmosfery. Do tej pory wyjeżdżaliście tylko na SPA? Jedźcie więc w góry.

Przeczytaj także: Jak budować dobre relacje w związku?

Pomęczcie się, pośmiejcie z siebie. Nabierzcie innych doświadczeń. Idźcie na kurs tańca albo pływania. Absolutnie nic tak dobrze nie działa na związek, jak wspólne, nowe doświadczenia. To nuda i monotonia zabijają miłość.

Stwórz plan na resztę swojego życia

Usiądź i zastanów się przez chwilę, czego pragniesz od życia. Może byłby to dom? Inna praca? Własna firma? Wyjazd do Indii? Stwórz swoje plany, określ marzenia. A następnie spróbuj myśleć nie w kategoriach: „Dlaczego to zły pomysł?”, ale „Jak mogłabym stopniowo to osiągnąć?”.

Przeczytaj także: Wolisz marudzić czy sięgać po swoje marzenia?

Przeczytaj także: Podróż z dziećmi do Indii? 7 zachwytów, 7 niespodzianek i 3 rozczarowania

Zrób coś nowego

Jeśli gdzieś w środku czujesz strach przed tym, że każdy twój dzień wygląda tak samo – przerwij to. Zrób cokolwiek, żeby wyjść ze swojej strefy komfortu, która prawdopodobnie oznacza bierny odpoczynek po pracy.

Co możesz zrobić? Cokolwiek! Zacznij uczyć się języka. Idź na kurs gotowania. Wyjedź gdzieś sama i posłuchaj własnych myśli. Możesz nawet zacząć chodzić do pracy, zamiast jeździć samochodem. Albo zwyczajnie zmienić trasę. Zacznij działać.

Zmień swoją dietę

Nie tylko dla zdrowia, ale też dla figury – niestety, Twoja przemiana materii zwalnia. Tu nie ma co narzekać na zły los czy fatalne geny – od narzekania nic się jeszcze nigdy nie zmieniło. Od diety – jak najbardziej.

Przeczytaj także: Jak schudnąć w każdym wieku?

Czas na zmiany? Zawsze!

20-latka może powiedzieć: „nie mam pieniędzy ani warunków na zmiany, to teraz niemożliwe”. 30-latka: „Nie mam czasu. Dzieci, dom na głowie, praca – teraz nie w głowie mi zmienianie czegokolwiek.” A 40-latka stwierdzi: „Teraz? Zmiany? Chyba jest już za późno, żeby eksperymentować – do nowej pracy nikt mnie nie zatrudni, a na jodze będę wyglądała głupio”.

Jeśli i Ty będziesz wymyślała wymówki, żeby nie zmienić tego, co Ci przeszkadza i nie zaczniesz realizować swoich planów teraz, to nie zrobisz tego nigdy. Bo na zmiany zawsze jest czas – trzeba tylko ich chcieć.

Przeczytaj także: Jak mieć więcej czasu dla siebie?

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Karolina Wojtaś
Mama, żona, psycholog i redaktor. Spełniona zawodowo dzięki miłości do pisania, szczęśliwa prywatnie dzięki mężowi i dwóm cudownym synom. W krótkim czasie "tylko dla siebie” czyta, szyje… albo znowu pisze.

Jak pokonać kryzys w związku?

Miłość Ci wszystko wybaczy? Patrząc na statystyki, warto od razu powiedzieć: nie. Kierując się zdrowym rozsądkiem, trzeba orzec: zdecydowanie nie. Są tacy, którzy zdają sobie z tego sprawę i tacy, co lekceważą każdy sygnał ostrzegawczy. Niezależnie jednak od tego, jak bardzo człowiek by się nie starał, kryzys prędzej czy później dosięgnie każdą parę. Jak wyjść z niego obronną ręką?
  • Kinga Gąska - 14/05/2020
para stoi nad brzegiem morza

Przyczyn kryzysów jest wiele. Tak samo jak sytuacji, w których do niego dochodzi. Z problemami mogą borykać się młodzi małżonkowie, ale też pary z wieloletnim stażem. Są badania, które wskazują, że dochodzi do niego np. gdy minie okres zakochania, czyli po 2-3 latach, po 7 latach, po narodzinach pierwszego dziecka, po opuszczeniu przez dorosłe dzieci domu… Nie oznacza to jednak, że każda relacja musi napotykać na trudności właśnie w tym momencie, ani że w innych można czuć się całkowicie bezpiecznie.

Nie, nie należy panikować. Bo chorobliwe doszukiwanie się problemów faktycznie je przyciągnie. Warto jednak zdać sobie sprawę z tego, że każdy człowiek jest indywidualnością i każda relacja rządzi się swoimi prawami.

Jeżeli dopada Was właśnie kryzys, nie udawaj, że problemu nie ma. Zamiatanie niezałatwionych spraw pod dywan zwykle źle się kończy, bo prędzej czy później trzeba zmierzyć się z hałdami śmieci. Mała kupka piasku jest łatwiejsza do uprzątnięcia, niż hałda gratów sięgająca sufitu. A jej, nawet najpiękniejszy dywan nie przykryje.

Szczera ocena sytuacji

Najważniejsze to być szczerym ze samym sobą. Pierwsze podstawowe pytanie, które należy sobie zadać, to czy chcę wyjść z kryzysu? Czy zależy mi na tej drugiej osobie? Czy to, co nas łączy, jest dla mnie coś warte? Ile i dlaczego? Czy jestem gotowa/gotowy zmienić coś w sobie, swoim zachowaniu, swoim podejściu? Czy raczej będę wymagać tylko od tej drugiej strony? Jeżeli dojdziesz do wniosku, że naprawdę chcesz o Was zawalczyć, dopiero wówczas przejdź do drugiego etapu.

Gdy macie poważny problem, wycofywanie się w połowie drogi niczego nie uzdrowi, a może tylko pogorszyć sprawę. Jeśli czujesz, że poczucie krzywdy przerasta Twoje możliwości zrozumienia, wybaczenia – daj sobie spokój. Przynajmniej do czasu, gdy naprawdę zechcesz naprawić sytuację. Jest tylko jeden problem – nie można odwlekać tej decyzji w nieskończoność i raczej masz na zdecydowanie się mniej niż więcej czasu. Dlatego – nie zmarnuj tego.

Przeczytaj także: 10 książek, które pomogą odbudować Twój związek

Rozmowa

Do tanga trzeba dwojga. To prawda stara jak świat, a wielu z nas lubi ją ignorować. Wszelkie wątpliwe kwestie musisz przedyskutować ze swoją drugą połową. Podstawą udanej relacji jest rozmowa. Nie ma co liczyć, że ON się domyśli, ani że ONA powie, jak coś będzie nie tak. Owszem, są wyjątki, ale tylko potwierdzają regułę. Szczera rozmowa to podstawa w każdym związku, a już tym bardziej w momencie, gdy coś zaczyna iść nie po Waszej myśli. Tylko ktoś musi ją zainicjować.

Gdy już do tego dojdzie, warto jednak odłożyć na bok złośliwości, zadawnione żale i chęć wygranej. Kopiecie do tej samej bramki. Musicie sobie nawzajem pomagać, a nie ze sobą konkurować. Często dzięki omówieniu pewnych spraw, przypomnieniu, co jest dla Was ważne, można zrobić pierwszy krok do wyjścia z kryzysu. Czasami jednak i to się nie udaje, co wówczas?

Pomoc

Nie warto wstydzić się poprosić o nią kogoś z zewnątrz. Jeżeli czujesz, że sami nie dacie rady pokonać trudności, które się przed Wami spiętrzyły, warto zwrócić się do fachowca. Psychologa, psychoterapeuty, mediatora. Kogoś, kto spojrzy na Wasz związek obiektywnie, ma doświadczenie w rozwiązywaniu problemów i nie będzie angażował się emocjonalnie w spór. Tylko znowu – ta decyzja musi zostać zaaprobowana przez oboje partnerów. Ciągnięcie drugiej połówki za uszy, pasek od spodni czy wymykającą się rękę nic nie da. Jeżeli partner nie zrozumie, że terapia jest Wam obojgu potrzebna, trudno będzie posunąć się naprzód. A chyba o to chodzi, prawda?

I jeszcze jedna uwaga – lepiej w swoje sprawy nie angażować bliskich. Nie mają oni odpowiedniego dystansu ani wiedzy, by wspomóc Waszą walkę o lepsze jutro. Trzeba kierować się przede wszystkim swoim rozsądkiem, a nie ulegać namowom innych. Owszem, warto posłuchać dobrej rady, ale mimo wszystko, lepiej gdy sformułuje ją fachowiec, a nie siostra, teściowa, kuzyn, kolega z pracy.

Te osoby zazwyczaj znają sytuację tylko z perspektywy jednego z partnerów, dodatkowo są z jedną ze stron silniej związani – nie przerzucajmy na nich naszych problemów i nie oczekujmy, że je za nas rozwiążą. To prosta droga do rezygnacji nie tylko z partnera, ale także z bliskich nam osób. Bo gdy sprawy ułożą się nie po naszej myśli, do kogo będziemy mieć żal? Tak, zazwyczaj nie do siebie, choć sami przede wszystkim powinniśmy odpowiadać za to, co dzieje się w naszym życiu.

Czas

Na wszystko potrzebny jest czas. Nie oczekujmy, że problemy, które czasami
nawarstwiały się latami, zostaną natychmiast rozwiązane. Dawne urazy, ale też przekonania są w nas silnie zakorzenione. Niełatwo przyznajemy się do własnych win przed samym sobą, a co dopiero przed tą drugą stroną. Zwłaszcza jeśli nadal nie rozumiemy, że chodzi o wspólne dobro, a nie jednostkową wygraną. Wyciągajmy do siebie rękę raz za razem, doceniajmy drobne gesty i z optymizmem patrzmy w przyszłość. Czarnowidztwo, choć kuszące, na pewno nie pomoże uporać się z kryzysem.

Spędzajmy także ten czas wspólnie. Na tym, co kiedyś sprawiało nam radość. Przypomnijmy sobie, co nas w tej drugiej osobie zafascynowało, na co czekaliśmy z niecierpliwością, a odrzućmy to, co rani i wywołuje niesmak. Pomyślmy, co jeszcze wspólnie możemy osiągnąć? Jakie nowe cele czekają na nas? W jaki sposób możemy razem z radością witać każdy kolejny dzień. Gdy przepracujemy najtrudniejsze sprawy, może odkryjemy siebie na nowo? I z kryzysu wyjdziemy wzmocnieni, pewniejsi siebie, drugiej osoby, uczucia nas z nią łączącego.

Przeczytaj także: Co zrobić, aby poprawić relacje w związku?

Zdjęcie: Storyblocks

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Kinga Gąska
Wierzy w moc słowa, uważa, że na świecie jest sporo zła do opisania, a ludziom warto dodawać otuchy lub przynajmniej skłaniać ich do uśmiechu. Z książkami jest związana od zawsze. Zadebiutowała powieścią „Miłość aż po rozwód”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Filia. Pracuje jako nauczycielka i redaktorka. Jest wegetarianką, miłośniczką zwierząt, szczególnie kotów, a w ramach odstresowania biega. (Lub mieli kawę, którą uwielbia i pija nałogowo.)
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail