Czego szukasz

Jak zachęcić dziecko do zabawy na świeżym powietrzu?

Dzieci mają naturalną potrzebę ruchu. Nawet w ograniczonej przestrzeni czterech ścian podskakują, ślizgają się po podłogach i podrygują przy dźwiękach muzyki. Oczywiście, nawet maluszki skupią uwagę na Twoim smartfonie lub komputerze, ale gdy zaproponujesz plac zabaw, radośnie pobiegną po buciki. Jeśli zależy Ci na tym, by Twoja pociecha pokochała aktywny wypoczynek, spędzaj z nią jak najwięcej chwil pod gołym niebem. Co możesz robić? Oto kilka propozycji.

  • Jagoda Jasińska - 02/08/2019
uśmiechnięty chłopiec

Niech kółka wyznaczą tor przygody

Huśtawka i zjeżdżalnia, a potem piaskownica? To całkiem dobre rozwiązanie, ale – często powtarzane – może się znudzić. Codzienną aktywność urozmaicą dobrze dobrane zabawki outdoorowe. A ponieważ dzieci uwielbiają być w ruchu i poznawać nowe miejsca, wiele radości przyniesie pojazd, dzięki któremu do nich dotrą. To może być auto na akumulator, a jeszcze lepiej: rowerek, hulajnoga lub deskorolka.

Zabawa pozwalająca zdobywać nowe doświadczenia i umiejętności dostarczy wielu emocji. Stojąc na desce i trzymając kierownicę, maluch nie tylko nauczy się utrzymywać równowagę, ale umocni również wiarę we własne możliwości. Należy tylko zadbać, by przygoda z hulajnogą rozpoczęła się od modelu dopasowanego do sprawności fizycznej skrzata. Dla najmłodszych odpowiedni będzie trójkołowy z szerokim podestem. Sprawdź hulajnogi dla dzieci w sklepie internetowym al.to.

Jeszcze więcej atrakcji dostarczy rowerek. Aby dziecko szybko i bezpiecznie nauczyło się podczas jazdy balansować ciałem, wybierz pojazd z dodatkowym kółkiem lub napędzany nogami. Kiedy maluch nabierze sprawności, razem możecie udać się na pierwszą wycieczkę. Kolejne wyprawy – już na dwóch kółkach – pozwolą poznać smak przygody. Wynikną z tego same korzyści dla zdrowia i Waszych wzajemnych relacji. Sprawdź rowerki w sklepie internetowym al.to.

O czym marzą (nie tylko) dzieci w upalne dni?

Gdy żar leje się z nieba Twoja pociecha, podobnie jak Ty, marzy o ochłodzie. A gdyby tak w ogrodzie lub ustronnym zakątku działki postawić basen? Bez wykopywania dołu i innych pracochłonnych zabiegów znaleźlibyście idealne miejsce ochłody, rekreacji i doskonałej zabawy.

Niezwykle prosty w montażu rozporowy zbiornik wodny albo wzmocniony stelażami podaruje Wam to wszystko. Mniejszy rozmiarami usatysfakcjonuje pluskające się maluszki, a większy obdarzy uciechą całą rodzinę. Bowiem pozwoli na rozegranie meczu piłki siatkowej, grę w badmintona lub odpoczywanie na materacu. Stanie się tez inspiracją do wymyślania rozmaitych akrobacji wodnych dla wszystkich chętnych.

Jeśli dołączysz do basenu kilka pompowanych zabawek – piłek, materaców lub zjeżdżalni – Twój brzdąc nie będzie chciał wracać do domu. Tylko tutaj znajdzie przecież radość ze swobodnego rozlewania wody i chlapania nią. A przy okazji odbędzie lekcje pływania, podpierając się napełnionym powietrzem zwierzakiem. Sprawdź baseny i akcesoria w sklepie internetowym al.to.

Odpoczynek i zabawa na łonie natury

Zabawki outdoorowe pomagają w zorganizowaniu relaksu poza mieszkaniem. Które warto posiadać? Te, które rozbudzają pasję do sportu i niwelują nudę, a więc rowerki i hulajnogi. Jeśli znajdziesz kawałek odpowiedniego placu, pomyśl również o basenie i pompowanych akcesoriach urozmaicających wodne szaleństwo. Dopełnieniem Twojego plenerowego wyposażenia może być także praktyczny materac i domek lub namiot dla dzieci. Zachęcając dziecko do aktywnego wypoczynku, rozwijasz jego pasję, doskonalisz jego sprawność fizyczną i zapewniasz mu lepsze samopoczucie.

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Jagoda Jasińska

Nowe zawody – krótkie historie o naszych rozmowach z dziećmi o pracy

Rynek pracy nieustannie się zmienia. Pojawiają się nowe profesje, znikają stare zawody. Przeglądając portale pracy, co rusz napotykamy nazwy stanowisk, które nic nam nie mówią. Wielu z nas pracuje w zawodach, o których nie słyszeliśmy podczas edukacyjnej wędrówki, ponieważ zwyczajnie nie istniały. Bywa, że trudno nam wytłumaczyć naszym znajomym czy rodzicom, czym się zawodowo zajmujemy. A jeśli dodamy do tego obcojęzyczne nazwy stanowisk, sprawa robi się jeszcze bardziej skomplikowana...
  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 09/12/2019
Pracownicy Franklin Templeton

No właśnie.

Jak rozmawiać z dziećmi, żeby rozumiały, na czym polega nasza praca i po co ją wykonujemy – tak, by było to coś więcej niż „pracuję przed komputerem” czy „jestem na spotkaniach”? W jaki sposób możemy pomóc dzieciakom w zrozumieniu naszej profesji?

Zapytałyśmy pracowników firmy Franklin Templeton o to, jak rozmawiają z dziećmi o swojej pracy. Oto cztery historie.

Agnieszka – Health & Safety Specialist. Prywatnie mama dwóch chłopców.

Jemy sobotni obiad. Rozmawiamy z naszą dwójką chłopaków o poważnych sprawach: jak wyobrażają sobie przyszłość. Pięcioletni Krzysiek snuje opowieści o tym, jak jego koleżanka z przedszkola zamieszka w naszym domu, urodzi dzieci, a on zostanie szefem policji. Sześcioletni Adam skupia się na opowieściach o pościgach policyjnych, w których będzie brał udział.

— Bardzo pożyteczny zawód sobie wybraliście — mówię. — Pamiętam, jak kiedyś mówiliście, że chcielibyście pracować tak jak wasz tata albo tak jak ja.
Na co Krzyś odpowiada:
— Jak czasem pójdę do mamy pracy (do Franciszka – tak kojarzą nazwę) i posłucham, to już mam dosyć. Oni tam tylko o „pieniędzach” rozmawiają. Oni potem muszą długo język szorować i podniebienie też. Od tych dziwnych słów. Wszystko przez te bankomaty.

Innym razem starszy syn spytał:
— Mama Mateusza (kolegi z przedszkola) produkuje ketchup, a co u ciebie w pracy produkujesz?
Jak pięcio- i sześciolatkowi wytłumaczyć, co znaczy pracować na stanowisku „Health and Safety Specialist” w firmie, w której większość pracowników jest finansistami? Świetną okazją do przybliżenia określenia „muszę iść do pracy” były rodzinne warsztaty zorganizowane w naszym biurze, w których dzieci pracowników mogły dowiedzieć się, jak zachowywać się w niebezpiecznej sytuacji i jak udzielać pierwszej pomocy oraz zobaczyć, gdzie mama lub tata pracuje.

Chłopcy mogli wówczas nie tylko zobaczyć biuro, ale również pomagali mi w przygotowywaniu całego wydarzenia. Przynosili fantomy, bandaże oraz defibrylator AED. Widzieli jak powstaje prezentacja o zasadach bezpieczeństwa na drodze do przedszkola, zasadach bezpieczeństwa podczas pożaru itp. Te warsztaty zdecydowanie pomogły mi pokazać synom, czym zajmuję się, kiedy mówię „idę do pracy”. Mogli zrozumieć, co kryje się pod pojęciami „prezentacja”, „szkolenie”, „ewakuacja” i „defibrylator” (trudne słowo ☺).

Myślę, że wycieczka po biurze, podczas której koleżanka opowiadała o naszej pracy, przyniosła skojarzenie bankomatów z branżą, w której pracuję. A starszemu wytłumaczyłam, że w pewnym sensie u mnie w pracy produkuje się pieniądze – gdy ktoś posiada oszczędności (pewien kapitał), to można sprawić, aby pieniądze dawały nam kolejne pieniądze.

Kuba – Manager PMO (Project Management Office). Tata dziesięcioletnich Zosi i Marysi.

Z czasów swojego dzieciństwa pamiętam, że zawody rodziców nie były czymś skomplikowanym. Moi rodzice byli wówczas nauczycielką i marynarzem, a wśród kolegów i koleżanek były dzieci strażaków, żołnierzy czy lekarzy. Dziś wydaje się to dużo trudniejsze.

Moja historia wytłumaczenia córkom, czym się zajmuję była dość przypadkowa i stało się to jeszcze kiedy byłem Project Managerem. Razem z dziewczynkami często oglądaliśmy ich ulubioną wówczas kreskówkę, „My Little Pony”. Pewnego dnia, kiedy miały jeszcze jakieś pięć czy sześć lat, oglądaliśmy odcinek „Pożegnanie zimy” (sezon 1, odcinek 11).

W tym odcinku kucyki przygotowują swoją wioskę do przyjścia wiosny, budzą zwierzątka, przeganiają chmury czy usuwają lód z jeziora. Niestety w wyniku różnych zdarzeń mają opóźnienie i mogą nie być gotowe na czas. Wtedy z pomocą przychodzi główna bohaterka, Twilight Sparkle, która jest świetna w koordynacji. Rozdziela zadania pomiędzy kucykami i kontrolując na swojej liście ich wykonanie, pomaga zdążyć ze wszystkim przed przyjściem wiosny.

Wtedy mnie olśniło:
— Dziewczyny, ja właśnie zajmuję się w pracy tym, co tu robi Twilight. Pomagam innym w zrobieniu ich zadań, które mają wspólnie jakiś większy cel. To właśnie robi Project Manager.
Jakiś czas później awansowałem i zostałem Kierownikiem PMO, Biura Zarządzania Projektami. Nawiązując do wcześniejszej historii, wytłumaczyłem córkom, że teraz jestem szefem takich Twilight Sparkle. Dziewczynki od razu zrozumiały i były ze mnie bardzo dumne, ponieważ ich tata właśnie został Księżniczką Celestią.

Monika – Talent Acquisition Lead. Mama siedmioletniej Hani.

Na co dzień zajmuję się rekrutacją pracowników i wszystkim, co się z nią wiąże – od dotarcia do odpowiednich kandydatów, przez rozmowy rekrutacyjne, wsparcie liderów z różnych krajów w procesie rekrutacyjnym, po przygotowanie oferty dla kandydata. Ta część jest dosyć prosta do wytłumaczenia i rozmawiając o mojej pracy mówię prosto: szukam kandydatów, którzy chcieliby u nas pracować, spotykam się z nimi, sprawdzam czy pasujemy do siebie, jestem częścią zespołu, ktoś nami zarządza itp.

Po jej zabawie z koleżankami mogę wnioskować, że tę część o zarządzaniu zespołem córka rozumie bardzo dobrze, a po pytaniach, jakie zadaje mi po pracy, mam poczucie, że mniej więcej wie, co to rekrutacja i po co się ją robi. Na pewno w zrozumieniu, czym się zajmuję w pracy pomogła wizyta córki w biurze czy na stoisku „u mamy” na targach pracy. Łatwiej jest wytłumaczyć, co robimy na co dzień, kiedy dziecko zna otoczenie i ma szansę uczestniczyć w jakiejś sytuacji zawodowej chociaż przez chwilę.

Drugim obszarem, za który jestem odpowiedzialna jest koordynacja projektów Employer Brandingowych. I tutaj robi się już trochę trudniej…
W ubiegłym roku przygotowywaliśmy po raz pierwszy kampanię outdorową promującą nas jako pracodawcę. Duży billboard na Śródce (kto z Poznania, ten wie). Więc zbliżając się do punktu, opowiadam, że mamy taką kampanię, że promujemy firmę, żeby kandydaci chcieli u nas pracować. Widzę lekką ekscytację. Wjeżdżamy na rondo i mina rzednie.

— Nie podoba Ci się? — pytam.
— …Ughh. Nie… Bo ja myślałam, że ty tam będziesz tak stała i machała ręką: chodźcie, chodźcie do nas!
Cudownie prosta parafraza tego, co robię na co dzień ☺.

Łukasz – GPAS Supervisor. Tata siedmioletniego Gustawa i pięcioletniej Heleny.

Zanim dołączyłem do Franklina, przez wiele lat pracowałem jako radca prawny. Dzieci już w wieku przedszkolnym mają ogólne pojęcie na temat tego, czym jest prawo i z dużym zainteresowaniem słuchają, gdy oznajmi im się, że mają jakieś prawa. Dużo mniej interesuje je, gdy chwilę później dostają komunikat, że mają też i obowiązki, ale to już inna historia.

W każdym razie mają jakieś wyobrażenie – sądy i sędziowie pojawiają się w bajkach. Wiedzą też, czym jest umowa, więzienie itp., więc w rozmowie jest do czego nawiązać. Znacznie trudniej jest wytłumaczyć, czym zajmuję się taraz, pracując w globalnej firmie, w której stanowiska są wąsko wyspecjalizowane i zazwyczaj pokrywają wycinek czegoś bardzo charakterystycznego dla sektora finansowego.

— Tato, jak to jest, że się siedzi przed komputerem i z tego są pieniądze? — zapytał kiedyś mój syn.
Otworzył tym sposobem puszkę Pandory z napisem „komputer jako narzędzie pracy”. Temat rozległy, bo przecież nie tylko ja „siedzę przed komputerem”, ale też mama, architekt, który projektuje domy i nawet pani nauczycielka, która zaznacza obecność w dzienniku elektronicznym.

Problem z tymi dyskusjami jest taki, że jedno pytanie rodzi kolejne i bardzo łatwo jest dziecko zarzucić informacjami. Dlatego staram się (nie zawsze skutecznie) formułować wypowiedzi krótkie, zwięzłe i zawierające pojęcia dla dziecka zrozumiałe.

Łatwiej to napisać, niż zastosować w praktyce, dlatego gdy kończą mi się porównania do zabawek, zwierzątek i innych rzeczy, które są dziecku znane, zaczynam do niego mówić jak do dorosłego. Tak, jakbym mówił do kolegi czy koleżanki. I ta metoda bywa zaskakująco skuteczna, bo zazwyczaj sami nie doceniamy własnych dzieci.
Moja mama kiedyś tłumaczyła mojemu synowi, że pracuję u „pana Franklina”. Myślę, że w jego głowie wyglądało to mniej więcej tak:

Sprawdź najnowsze oferty Franklin Templeton i dołącz do zespołu! >>>

Śledź profil firmy na LinkedIn

www.franklintempletoncareers.com

Zdjęcia: własność Franklin Templeton a okładka „Franklin się rządzi” pochodzi ze strony Wydawnictwa Debit

Artykuł opublikowany w styczniu 2019 r. edytowany i zaktualizowany w grudniu 2019 r.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj

Trapery damskie idealne na zimę

Trapery damskie to znakomity wybór dla wszystkich pań, które chcą wyglądać stylowo przez całą zimę. Ciepłe i wygodne buty chronią stopy przed mrozem lub przemoczeniem, a gruba podeszwa ze specjalnym bieżnikiem zmniejsza ryzyko poślizgnięcia się na śliskim chodniku lub parkingu. Jeżeli chcesz nosić traperki damskie, sprawdź, do jakich strojów pasują.
  • Alicja Zielińska - 06/12/2019
niebieskie trapery damskie

Trapery damskie to jeden z najważniejszych elementów kobiecej garderoby na zimę. Dzięki nim nie zmarznie się nawet w dni z silnymi mrozami. Dodatkowo buty tego typu sprawdzą się w czasie zabaw na śniegu, w których chętnie biorą udział nie tylko dzieci. Jeśli zamierzasz nosić traperki damskie, sprawdź, z jakimi strojami możesz je łączyć.

Trapery damskie na każdy chłodny dzień

Zimą ważne jest przede wszystkim dbanie o zdrowie i ochrona organizmu przed nadmiernym wychłodzeniem. Moda powinna zejść na drugi plan, jednak dzięki traperom damskim obie te kwestie można połączyć. Przede wszystkim trapery są ciepłe, co sprawia, że skutecznie chronią stopy przed mrozem, nawet gdy temperatury są ujemne przez całą dobę. Dzięki nim zmniejsza się ryzyko przeziębienia lub pojawienia się lekkich odmrożeń, które mogą powstać np. podczas długich spacerów z psem lub wykonywania pracy na powietrzu.

Trapery damskie znakomicie wyglądają w połączeniu z różnymi stylizacjami. Stylowo prezentują się w towarzystwie jeansów i ocieplanych legginsów, do których można dołączyć długą tunikę lub dzianinową, miękką sukienkę. W mroźne dni trapery damskie bez przeszkód można nosić nawet z eleganckimi sukienkami i długimi płaszczami, skutecznie chroniącymi przed zimnem całe ciało.

Noszenie traperów damskich spodoba się również mamom, które sporo czasu spędzają z maluchami na świeżym powietrzu bez względu na porę roku. Wygodne buty sprawdzają się w czasie długich spacerów z wózkiem lub lepienia bałwana z przedszkolakiem.

Obuwie odpowiednie nawet do biura

Trapery damskie kojarzą się głównie z stylizacjami sportowymi, jednak nie ma przeszkód, by nosić je w połączeniu z eleganckimi ubraniami. W zimne dni stanowią znakomity wybór, nawet gdy kobieta zakłada sukienkę do biura lub garnitur. Ciepłe traperki w kolorze czarnym lub brązowym bez trudu komponują się z garderobą zgodną z biurowym dress codem, zastępując cieńsze kozaki i oficerki. Dzięki temu trapery dla kobiet są uniwersalnym elementem garderoby, pasującym do wszystkich kobiet, bez względu na preferowany styl, wiek i rodzaj codziennej aktywności.

Artykuł powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcia: partnera programu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Alicja Zielińska
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail