Czego szukasz

Jak wydać własną książkę i odmienić swoje życie?

Dorota Barczak-Perfikowska czuła, że musi COŚ zmienić bo nie daje rady… Chciała poszukać kobiet spełnionych i zapytać je o to „jak?”. Jaki jest sekret? Wtedy poczuła, że to materiał na książkę, taką prawdziwą i dla każdej kobiety. Ale jak wydać książkę? Nie poddała się kiedy kolejne wydawnictwo odrzuciło pomysł. Zakasała rękawy i sama wydała swoją wymarzoną książkę! Jak? Poznaj historię Doroty i daj się zainspirować!

  • Agnieszka Kaczanowska - 02/08/2016
Książka

Cześć Doroto, właśnie wydałaś książkę. Wyjątkową, bo pisaną z potrzeby, powołaną do życia z chęci zmiany swojego życia. Spojrzenia na niego na nowo… Czy to było Twoje marzenie? I co było tym marzeniem właściwie?

Nie dawałam już rady, było mi coraz trudniej pogodzić pracę z opieką nad małymi dziećmi, te stosy prasowania, choroby maluchów, dojazdy do pracy, nieprzespane noce. Bycie bliźniaczą mamą jest sporym wyzwaniem. Przecież nie rzucę pracy, muszę z czegoś żyć…

Co zatem mogę zrobić? Mogę spojrzeć na moje życie inaczej, ale muszę się tego najpierw nauczyć.

Dlatego postanowiłam, że odszukam kobiety spełnione i zapytam, jaką drogę przeszły, jak sobie poradziły z tym, z czym ja nie mogę. Książka w rzeczywistości zrodziła się z potrzeby odnalezienia odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Czym jest szczęście? Dlaczego niektóre kobiety są szczęśliwe, a inne nie?!

A teraz, kiedy już znalazłaś odpowiedzi, co czujesz?

Czuję w sobie siłę! Kiedy zrozumiałam siebie, dałam uwagę i przestrzeń do rozwoju, jestem gotowa by wspierać innych.

Chciałabym zapytać Cię o to, co było pierwsze, o ten cały proces. Bo to w pełni Twoja książka, no może jeszcze grona osób, które wsparły Twój projekt na platformie crowfundingowej, ale sam pomysł wydaje się być szalenie ciekawy… Jak to się zaczęło?

Zaczęło się od tego, że nie mogłam znaleźć wydawnictwa, które zechciałoby wydrukować moją książkę. Wysłałam konspekt i dwie rozmowy z bohaterkami. Jedno z wydawnictw zwróciło mi uwagę, że nie mam społeczności skupionej wokół siebie, a forma książki, czyli rozmowy, jest za bardzo niszowa. Jeszcze inne wydawnictwo zaproponowało sfinansowanie druku we własnym zakresie i przekazanie dystrybucji w ich ręce.

Na początku byłam bardzo rozczarowana, pomyślałam sobie: nikt mnie nie chce, książka jest kiepska. A poza tym, było mi najzwyczajniej w świecie przykro. Jednak tylu ludzi pytało mnie już w tamtym czasie o książkę i rzeczywiście na nią czekało, że nie mogłam się wycofać.

okladka na stole wszystko mam w sobie_640

Wyciągnęłam wnioski, założyłam fan page, zmieniłam trochę formę książki. Do rozmów z bohaterkami dołączyłam również swoje przemyślenia, pokazałam całą moją podróż po Polsce, moje wątpliwości, wybory życiowe i zmagania. Zdecydowałam się na crowdfunding, ponieważ chciałam, aby ludzie wspierający mój projekt stali się jego częścią. Bardzo wiele osób pokochało książkę, zanim jeszcze została wydana.

Zdecydowałaś się na zbieranie funduszy poprzez platformę polakpotrafi.pl. Opowiedz, bardzo Cię proszę, jak to się załatwia? Trzeba kogoś przekonywać zanim powstanie projekt na platformie?

Aby projekt odniósł sukces, należy go wcześniej odpowiednio przygotować. Atrakcyjne nagrody oraz autentyczny filmik to podstawa. W zasadzie to wystarcza, by projekt został zakwalifikowany, ale prawdziwa praca zaczęła się po uruchomieniu akcji.

autorka-ksiazki-wszystko-mam-w-sobie

A co było dalej? Wiedziałaś co trzeba zrobić aby pozyskać środki na projekt? Dużo pracowałaś nad tym?

Musiałam się wszystkiego nauczyć. Projekt przygotowywałam kilka tygodni. Zapewne można byłoby to zrobić szybciej, ale dzieliłam pracę nad projektem z opieką nad dziećmi i szkołą, którą rozpoczęłam.

Ile osób Cię wsparło? Jakie są zasady crowfundingu? Możesz opowiedzieć w skrócie? W końcu jesteś teraz specjalistką!

Wsparło mnie dwieście dziesięć osób i jestem im za to bardzo wdzięczna! W nagłośnieniu akcji pomogli przyszli czytelnicy, bohaterki książki, blogerzy i media. I tu nie należy się obawiać, wiele osób naprawdę chce pomóc i chętnie udostępnia informacje o projekcie. To samo dotyczy mediów.

Po drugiej stronie jest zawsze człowiek, a nie maszyna, najwyżej odmówi, ma do tego prawo. Zadzwoniłam do Radia Gdańsk, opowiedziałam o sobie i o książce. Dziennikarz zjawił się w moim domu po dwóch dniach. Dziennikarka z Radia Kraków odnalazła mnie na Latających Kręgach w Krakowie. Oprócz tego, jeździłam wszędzie, gdzie mnie zapraszano. Miałam żywy kontakt z czytelnikami, zanim książka się ukazała. To niesamowite, ile osób we mnie uwierzyło.

Porozmawiajmy teraz o procesie wydawniczym, o promocji, o stronie, o wysyłce i o całym procesie dystrybucji. Zdjęcie masz cudne, jeszcze zanim zobaczyłam kto jest jego autorem, miałam pewne podejrzenia ;-), ale od zdjęcia i treści do książki w ręce jest jeszcze daleka droga…

Rzeczywiście jest to długa i kręta droga, nie przebyłabym jej bez wsparcia wielu dobrych dusz. Autorką zdjęcia i okładki jest Magdalena Trebert, posiadająca niezwykły dar do ukazywania emocji na fotografiach. Byłam przekonana, że wykorzystamy jedynie ujęcie moich oczu na okładce. Nie czułam się gotowa na umieszczenie własnej twarzy, ponieważ  wiąże się to z nadaniem sobie pewnej ważności, a ja wolałam stać z tyłu za bohaterkami. W końcu zadecydowali czytelnicy.

dorota_perfinowska_wszystko_mam_w_sobie_640_kwadrat

W procesie selfpublishingu konsultowałam się z Magdą Bębenek, autorką dwóch książek, które zostały wydane tą metodą. Magda wspierała mnie i udzielała wielu rad dotyczących również przygotowania projektu na platformie Polak Potrafi czy zakładania wydawnictwa. Książka dostępna jest na stronie internetowej, na którą oczywiście zapraszam >

Sama pakujesz, wysyłasz?

Tak, wszystko robię sama. Jestem autorem, wydawcą i pakowaczem ;-).

Sporo pracy włożyłaś w ten cały projekt? Tak właśnie sobie wyobrażałaś ten moment, kiedy książka będzie już w sprzedaży?

Zupełnie sobie tego nie wyobrażałam. Do dziś trudno mi uwierzyć, że to się dzieje, że się nie poddałam, choć nie raz chciałam rzucić wszystko w kąt. Kiedy zaczynałam moją przygodę, wszystkiego musiałam się nauczyć: przeprowadzania wywiadów, redagowania tekstów, autoryzowania, oswajania social mediów, marketingu.

A jakie plany masz teraz?

Chciałabym trafić z moim przesłaniem do wielu kobiet. Jak na razie, recenzje rozchodzą się pocztą pantoflową, kobiety fotografują się z książką w dłoni i wrzucają swoje zdjęcia na Facebooka. Książka otworzyła mi wiele drzwi, w lutym rozpoczęłam naukę w Polskiej Szkole Reportażu, jesienią wystąpię na PROGRESSteronie w kilku miastach.

A gdyby ktoś zapytał Cię czy warto było puszczać w ruch całą machinę to co byś powiedziała?

Warto! Podejmowanie nowych wyzwań, pokonywanie własnych ograniczeń bardzo rozwija.

Praca nad książką „Wszystko mam w sobie” była sporą pracą nad sobą. Dzięki temu, że zmierzyłam się z własnymi ograniczeniami, potrafię lepiej zrozumieć drugiego człowieka, usłyszeć coś, co nie zostało powiedziane. Nie oceniam.

Czuję też, że trafiam do wielu kobiet, bo mówię o tym, o czym nie każdy chce mówić, a większość z nas się z tym mierzy. Chcemy być idealne, a potem nie dajemy rady. Spełniamy potrzeby wszystkich dookoła, bo nie znamy swoich. A tak się nie da żyć. Moja książka porusza wiele ważnych aspektów i daje do myślenia.

Chciałabym, aby po jej lekturze, kobiety zatrzymały się na chwilę i zastanowiły, czy lubią siebie i swoje życie.

Dziękuję za rozmowę i za wyzwanie jakie stawia przed nami kobietami, matkami Twoja książka. No i gratuluję z całego serca!

Tytuł: „Wszystko mam w sobie. Rozmowy z kobietami o szczęściu i spełnieniu”

Autor: Dorota Barczak-Perfikowska

Rozmawiała: Agnieszka Czmyr-Kaczanowska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Podyskutuj

Najtrudniejszy pierwszy krok – wracam do pracy

A więc stało się, znalazłaś wymarzone zajęcie, jest niania, wyprasowana garsonka i nowa fryzura, w torebce wizytówki, ale nie możesz opędzić się od wątpliwości: „Jak ja sobie poradzę po przerwie spędzonej głównie z niemowlęciem, w domowym, przewidywalnym zaciszu? Jak dzieci zniosą rozłąkę? Czy odnajdę się w nowym środowisku?” O trudach powrotu do pracy i czy diabeł rzeczywiście taki straszny?
  • Marta Szyszko - 05/11/2019
kobieta szykuje się do pracy

Nerwowo rozbijam się po mieszkaniu, no gdzie ta niania powinna być za 2 minuty, a jak się spóźni? Wszystko dopięte na ostatni guzik, młode przyglądają mi się z zaciekawieniem i niedowierzaniem. Wszak widok mamy jak spod igły, zamiast w poplamionym T-shircie i dresie, zwiastuje albo uroczystość rodzinną albo inne ważne wydarzenie.

Mama – gdzie idziesz?

Pyta starsza. -„Do pracy” – odpowiadam. Niby nic wielkiego, ale brzmi przerażająco, a jednocześnie budzi ekscytację. Dzieci jak nie one, bawią się grzecznie i czekają co się wydarzy. Do niani są przyzwyczajone, dla nich to tak jakby mamusia szła na jogę, nie zauważą różnicy – pocieszam się w duchu. Mimo to stres daje znać o sobie w postaci niepohamowanego pesymizmu i obawy przed spiskiem rzeczy martwych i żywych przeciwko mnie w dniu dzisiejszym.

Piętrzące się w głowie wątpliwości

„A co jak się spóźnię, jak autobus nie przyjedzie, jak wsiądę nie w tym kierunku co trzeba, jak nie znajdę biura???” przerywa punktualna jak zwykle niania. Dzieci lgną do niej z entuzjazmem, a ja po chwili zamykam drzwi za sobą. Drzwi, ale wraz z nimi pewien etap: pełnej symbiozy z dziećmi i oddania macierzyństwu, opuszczam swoje garnki, deskę i żelazko, ruszam dziarskim krokiem do tętniącego życia społecznego. Prawdziwych wyzwań i dylematów z innej działki niż: „marchewka, czy jabłko?”.

Zalana skrajnymi emocjami nie wiem, czy śmiać się czy płakać? Ulga i nadzieja mieszają się z poczuciem winy – kompletnie nieuzasadnionym. Dzieci nie potrzebują zmęczonej rutyną, przygaszonej mamy. Nie znikam na cały dzień, ale na kilka godzin, pozostałą część wykonam w domu, bo taka specyfika nowej pracy.

Ten pierwszy dzień

Na miejscu zjawiam się pół godziny przed czasem, żaden z czarnych scenariuszy po drodze się nie sprawdził. Niepewnie uchylam drzwi biura i jak oniemiała widzę przed sobą znajomą twarz – koleżanka ze studiów. Całe napięcie mija i po krótkiej wymianie uprzejmości zabieramy się do pracy. Sypię pomysłami jak z rękawa, po pierwszym dniu czuję się z nowym zespołem jak ryba w wodzie. Ja – mama, ja – pracowniczka.

Powrót do domu

Za drzwiami roześmiane buzie – wbrew wszelkim obawom – dzieci zaopiekowane i szczęśliwe. Może im też był potrzebny ten oddech? Bo mi na pewno, a i dodatkowe pieniądze znajdą zastosowanie w domowym budżecie…

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Marta Szyszko
Mama pełną parą, która od spraw domowych i trywialnych ucieka w nałóg… pisanie. Dzieli się matczyną dolą i z innymi rodzicielkami na portalu www.niedoskonalamama.pl. Prowadzi także blogi www.takeitizi.pl oraz www.kobietawe-biznesie.pl.
Podyskutuj

Dzień Otwarty we Franklin Templeton- „spotkanie, które dodaje skrzydeł”

Tak mówiły o nim uczestniczki Dnia Otwartego dla Mam w firmie Franklin Templeton w Poznaniu. 55 Pań, 25 dzieci, ponad 16 speed interviews i ponad 20 pracowników firmy zaangażowanych w wydarzenie i najwyższe możliwe oceny spotkania! Zapraszamy do relacji!
  • Agnieszka Kaczanowska - 04/11/2019
Dzień Otwarty w siedzibie Franklin Templeton

Dzień Otwarty dla Mam w firmie Franklin Templeton w Poznaniu

Nastroje i ducha wydarzenia najlepiej oddają słowa Uczestniczek:

„Takie spotkanie jest jak trampolina, od której, po miesiącach lub latach spędzonych na wychowywaniu dzieci, można odbić się i zmienić swoje życie już na zawsze”

„Dla matki, która dłużej została w domu, zdanie sobie sprawy z potrzeb kobiety pracującej, przełamanie strachu i nabranie większej pewności siebie – idealne spotkanie”

„Okazuje się, że wszystkie pracujące i niepracujące jesteśmy takie same i mamy lub miałyśmy podobny status życiowy. Mam nadzieję, że będzie takich spotkań więcej!”

„Jedyne czego mi brakło, to mojej odwagi, aby zgłosić się do udziału w speed recruitment!”

Trzecie wspólne spotkanie we Franklin Templeton w Poznaniu

Nie jest łatwo przygotować trzecie spotkanie dla zbliżonej grupy docelowej, ale i tym razem zarówno frekwencja, jak i zaangażowanie Uczestniczek, przeszło nasze wszelkie oczekiwania.

Szczególną okazją do organizacji tegorocznej edycji Dnia Otwartego dla Mam w Poznaniu, była przeprowadzka pracowników firmy do nowego biura na Nowym Rynku.

Nowe otoczenie, jeszcze bardziej nastawione na współpracę i interakcje sprzyjało nawiązywaniu kontaktów i rozmowom, a tych ostatnich było całe mnóstwo.

Sprawdź najnowsze oferty pracy Franklin Templeton i aplikuj!

Co się działo w trakcie spotkania?

Dla naszych gości przygotowaliśmy dwie oddzielne przestrzenie, aby Panie mogły spokojnie wziąć udział w spotkaniu, a dzieci radośnie bawić się pod opieką animatorów.

Część merytoryczną wydarzenia podzieliśmy na trzy części:

  • Wystąpienie pt. „Nie taka rekrutacja straszna jak ją malują – czyli rad kilka jak przejść pozytywnie proces rekrutacji w organizacji takiej jak Franklin Templeton”, które cieszyło się ogromnym zainteresowaniem sądząc po liczbie pytań jakie padły z sali.
  • Networking, podczas którego można było wziąć udział w akcji speed recruitment, ale także niezależnie skonsultować swoje CV z rekruterami Franklin Templeton, sprawdzić znajomość języka angielskiego oraz skorzystać z okazji i zobaczyć nowe biuro Franklin Templeton. Przez cały czas pracownicy firmy byli otwarci i dostępni na rozmowy indywidualne. Jak również zespół Mamo Pracuj 🙂

Co było najważniejsze dla uczestniczek spotkania?

„Najbardziej wartościowe było odczarowanie stereotypów i możliwość rozmowy z ludźmi, którzy tam pracują. Ekipa działu HR była do dyspozycji na każdym kroku i było widać, że mają naprawdę dużo chęci do działania i dzielenia się informacjami”

„Otwartość pracowników FT (zwłaszcza rekruterów), bardzo miła atmosfera, postawa wspierająca nawet na speed recruitment”.

„Możliwość porozmawiania z obecnymi pracownikami i możliwość szybkich rekrutacji. To że dzieci miały dużą swobodę w przychodzeniu do mam jak miały ochotę, a jednocześnie animatorki starały się je tak zainteresować, aby mamy jak najwięcej usłyszały”

Dla tych z Was, które nie mogły tym razem skorzystać z możliwości spotkania z pracownikami Franklin Templeton mamy dobrą wiadomość. Kolejny Dzień Otwarty dla mam na pewno się odbędzie!

Chcesz dowiedzieć się więcej o firmie Franklin Templeton? Sprawdź profil firmy w Bazie Pracodawców Przyjaznych Rodzicom!

Zdjęcia: własność Franklin Templeton

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail