Czego szukasz

Jak urządzałaś swoje pierwsze mieszkanie?

Odbierając klucze do swojego nowego (może pierwszego) mieszkania możesz być pewna, że towarzyszyć Ci będą różne emocje. Z jednej strony ogromna radość, że masz już swoje wymarzone, przysłowiowe “cztery kąty”, a z drugiej strony świadomość wyzwań, które czekają na Ciebie. Podpowiadamy jak sobie radzić w tym okresie pełnym ważnych decyzji, kompromisów i wyborów.

  • Ewa Moskalik - Pieper - 13/06/2019
młoda kobieta w swoim mieszkaniu wybiera wzory obicia

Urządzanie mieszkania

Gdy już opadną emocje związane z odbiorem mieszkania, warto przejść do konkretnych planów i chłodnej kalkulacji. Na pewno przed zakupem zastanawiałaś jak ma wyglądać wnętrze mieszkania, śledziłaś wcześniej trendy, a może od dawna towarzyszy Ci wizja wystroju nowego lokum.

Twoje mieszkanie – Twój pomysł na nie

W sumie dlaczego nie? Choć wokół jest mnóstwo osób, które zawodowo zajmują się aranżacją wnętrz, doradzaniem i projektowaniem, to Ty jednak możesz zdać się na siebie, własne pomysły i inwencję twórczą. Inspirację możesz czerpać z czasopism, książek, czy internetu. Możliwości jest naprawdę mnóstwo.

Wystarczy tylko pamiętać o kilku zasadach, które również znajdziesz w fachowej literaturze. Warto wiedzieć choćby o tym, że np. małe wnętrza lepiej będą wyglądać w jasnych barwach i nie należy ich zaśmiecać dużą ilością przedmiotów. Zresztą w tym przypadku ważne jest, aby zadbać również o to, by każdy przedmiot miał swoje miejsce.

Jeśli lubisz stare meble możesz wyszukiwać ich w antykwariatach. A może w Twojej rodzinie ktoś chce pozbyć się takich mebli. Ich renowacja może przynieść niespodziewane efekty.

Twoje mieszkanie – Twój styl życia

Projektując wnętrze swojego mieszkania – niezależnie od tego czy robisz to sama, czy z architektem zwróć uwagę na to jakie masz nawyki. Co lubisz robić, a co wywołuje w Tobie gęsią skórkę.

Jeżeli nie przepadasz za zmywaniem podłóg, odpuść sobie błyszczącą jasną posadzkę w kuchni czy łazience. Jeżeli nie jesteś fanką prasowania, zainwestuj w suszarkę do ubrań. Wyciągniesz z niej miękkie, suche ubrania, które będą wyglądały jak wyprasowane, wystarczy złożyć je do szafy.

Planując powiększenie rodziny, projektuj z myślą o tym, że jedno z pomieszczeń za jakiś czas będziesz przeznaczać na pokoik dla dziecka, więc nie warto tam inwestować w drogie meble.

A co jeśli nie lubisz monotonii?

Znając siebie wiesz, że za jakiś czas może znudzić Ci się wnętrze, które dzisiaj tak pieczołowicie projektujesz. To jednak nie oznacza, że za jakiś czas musisz wywracać cały dom do góry nogami. Czasem wystarczy mała, kosmetyczna zmiana.

Nowy, kolorowy pokrowiec na fotel lub sofę, inne pokorwce na poduszki, albo nowe kolorowe zasłony. Zmiana oświetlenia mieszkania, punktów, w których ono się znajduje, też dużo daje. A może potrzebujesz podkreślić charakter swojego wnętrza fragmentem nowej tapety na ścianie.

Fachowa pomoc

Czasem jednak warto sięgnąć po poradę fachowca. Nie dość, że możemy liczyć na obiektywne spojrzenie, to jeszcze na profesjonalizm i biegłość w temacie urządzania wnętrz.

Jednak podobnie jak w przypadku garderoby, nie zawsze warto ślepo podążać za trendami. To co najmodniejsze w sezonie, niekoniecznie będzie dobre dla Ciebie. Może to być pomysł, który po miesiącu, dwóch zupełnie nie sprawdzi się w Twoim życiu. Dlatego nie daj sobie wmówić, że skoro coś jest modne, to Ty to koniecznie musisz mieć. Jak wiadomo, skoro coś jest na topie, to też będzie plasowało się na najwyższej półce cenowej. To też weź pod uwagę.

bez wahania natomiast możesz do woli korzystać choćby z ergonomicznej wiedzy projektanta, co ma potem przełożenie na Twoje funkcjonowanie w nowym wnętrzu.

Dobry fachowiec to skarb

Znaleźć kogoś kto zna się na rzeczy, to nie lada gratka. Ale jak go znaleźć? Oto jest pytanie. Nikt już dziś nie szuka ofert w dziale ogłoszeń prasy papierowej, nikt też raczej nie zerwie kartki przyczepionej do słupa. Nadal natomiast dobrze działa tzw. poczta pantoflowa, czy jak to się dzisiaj lepiej nazywa, marketing szeptany.

Gorzej, jeśli nikt wśród Twoich znajomych nie aranżował w ostatnim czasie wnętrza swojego domu, a Ty nie chcesz nikogo bez polecenia. Nawet choćby miał najpiękniejsze zdjęcia zaprojektowanych wnętrz na swojej stronie. Wolisz jak ktoś poleci, zarekomenduje Ci usługi projektanta. Takich usług dzisiaj możemy szukać w internecie, np. w serwisie Fixly.

To sprawdzona i polecana baza fachowców, m.in. przez osoby takie jak Ty. W serwisie znajdziesz również oceny poprzednich klientów wybranych przez Ciebie fachowców i możesz bazować na więcej niż tylko jednej opinii. Poszukując konkretnego fachowca dostajesz odpowiedź wyłącznie od takich, którzy potrafią i chcą zrealizować Twoje zlecenie. na zgłoszenie się mają 24 h.

Dostaniesz również oferty fachowców, którzy zrealizują zlecenie w interesującym Cię terminie, a jeśli znajdziesz ich kilku, to masz możliwość porównania ich cen i usług. W dodatku Twoje zlecenie trafi do takich fachowców, którzy świadczą usługi w Twojej okolicy.

Po realizacji zlecenia Ty też będziesz mogła wystawić opinię Twojemu projektantowi, możesz  w ten sposób przyczynić się do kolejnej realizacji usługi.

Fixly to odwrócony klasyczny model ogłoszeniowy, czyli tzw. reverse classifieds. Szukasz pomocy odpowiadając najpierw na kilka prostych pytań dotyczących pomocy, z której chcesz skorzystać.

Najpierw pomieszkaj potem urządzaj

To również dobry i sprawdzony sposób na aranżację mieszkania. Zanim podejmiesz konkretne działania, a masz taką możliwość, pomieszkaj trochę w takim niezagospodarowanym wnętrzu. Sprawdź jego ergonomię, zapoznaj się z nim i z tym jak Ty w tej przestrzeni funkcjonujesz. A potem do dzieła. Projektuj, ustalaj, aranżuj i mieszkaj!

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Jaką hulajnogę dla dziecka wybrać?

Hulajnoga to bardzo popularny pomysł na prezent. Dzieci mogą jeździć na niej niemal przez cały rok. Urozmaica codzienne spacery i zabawy na podwórku. Wybór pierwszej hulajnogi dla dziecka nie należy jednak do łatwych. Na co warto zwrócić uwagę, dobierając sprzęt dla kilkulatka?
  • Dominika Kamińska - 09/12/2019

Rozmiar dopasowany do wzrostu dziecka

Przede wszystkim hulajnogi dla dzieci nie powinny być ani zbyt wysokie, ani zbyt niskie. Dziecko powinno móc swobodnie chwycić kierownicę, nie pochylając się jednocześnie do przodu. Jego ręce muszą swobodnie spoczywać na kierownicy. Nie mogą być przesadnie zgięte, ani zbyt sztywno wyprostowane.

Najczęściej w opisie hulajnogi znajdziemy informację o sugerowanym wzroście dziecka. Wiele hulajnóg, chociażby tych prezentowanych przez sklep z zabawkami edukatorek.pl, posiada też możliwość regulacji wysokości kierownicy oraz siedziska. Najczęściej można je podwyższyć lub obniżyć o kilka centymetrów.

Hulajnoga o odpowiedniej wadze

Hulajnogi dla dzieci nie mogą być też zbyt ciężkie. Dziecko musi bowiem swobodnie operować tym sprzętem. Poza tym hulajnoga nie może tworzyć dla niego zagrożenia. Ewentualny upadek lub przygniecenie nie powinno wyrządzić mu żadnej krzywdy. Warto zatem wybrać hulajnogę, która nie została stworzona z ciężkiego metalu, ale raczej połączenia aluminium i plastiku. Z reguły hulajnogi, prezentowane w sklepach ważą średnio 2-3 kilogramy. Dostosowane są natomiast do dzieci w wieku od roku do 5 lat, ważących do 20 kilogramów.

Wygodny i praktyczny hamulec

Na rynku znajdziesz zarówno proste hulajnogi, bez dodatkowych funkcji, jak i te bardziej rozbudowane, oferujące więcej możliwości. Bardzo przydatnym elementem hulajnogi, który nie występuje we wszystkich egzemplarzach, jest łatwy w obsłudze hamulec. On sprzyja bezpieczeństwu, co jest szczególnie ważne przy pierwszym użyciu hulajnogi. Chcemy przecież uniknąć, aby dziecko zniechęciło się do jeżdżenia przez jeden niegroźny upadek.

Solidne i wytrzymałe kółka

Kupując hulajnogę, warto też sprawdzić jej kółka. Muszą być solidne i wytrzymałe. W sklepach można znaleźć modele plastikowe oraz kauczukowe. Występują zarówno w większych, jak i mniejszych rozmiarach. Najczęściej wyposażone są w aluminiowe felgi.

Godne polecenia są przede wszystkim wersje kauczukowe. Plastik niestety jest mało odporny na większe obciążenie i często pęka. Warto też postawić na nieco większe kółka, ponieważ sprostają one nawet trudnej nawierzchni. Poza tym zapewnią optymalną amortyzację. To jest z kolei szczególnie ważne w kontekście hulajnóg z możliwością montażu siodełka.

Sterowna kierownica

Kluczowym elementem hulajnogi jest również kierownica. Idealna kierownica do hulajnogi powinna posiadać trzy funkcje: regulowaną wysokość, możliwość składania oraz zdolność do obracania się o 360 stopni.

Pierwsza cecha pozwoli na to, by sprzęt „rósł” razem z dzieckiem. Druga zapewni wygodne transportowanie hulajnogi, więc z powodzeniem będzie można ją zabrać na wakacje. Trzecia właściwość zagwarantuje natomiast komfort użytkowania sprzętu.

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Dominika Kamińska

Nowe zawody – krótkie historie o naszych rozmowach z dziećmi o pracy

Rynek pracy nieustannie się zmienia. Pojawiają się nowe profesje, znikają stare zawody. Przeglądając portale pracy, co rusz napotykamy nazwy stanowisk, które nic nam nie mówią. Wielu z nas pracuje w zawodach, o których nie słyszeliśmy podczas edukacyjnej wędrówki, ponieważ zwyczajnie nie istniały. Bywa, że trudno nam wytłumaczyć naszym znajomym czy rodzicom, czym się zawodowo zajmujemy. A jeśli dodamy do tego obcojęzyczne nazwy stanowisk, sprawa robi się jeszcze bardziej skomplikowana...
  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 09/12/2019
Pracownicy Franklin Templeton

No właśnie.

Jak rozmawiać z dziećmi, żeby rozumiały, na czym polega nasza praca i po co ją wykonujemy – tak, by było to coś więcej niż „pracuję przed komputerem” czy „jestem na spotkaniach”? W jaki sposób możemy pomóc dzieciakom w zrozumieniu naszej profesji?

Zapytałyśmy pracowników firmy Franklin Templeton o to, jak rozmawiają z dziećmi o swojej pracy. Oto cztery historie.

Agnieszka – Health & Safety Specialist. Prywatnie mama dwóch chłopców.

Jemy sobotni obiad. Rozmawiamy z naszą dwójką chłopaków o poważnych sprawach: jak wyobrażają sobie przyszłość. Pięcioletni Krzysiek snuje opowieści o tym, jak jego koleżanka z przedszkola zamieszka w naszym domu, urodzi dzieci, a on zostanie szefem policji. Sześcioletni Adam skupia się na opowieściach o pościgach policyjnych, w których będzie brał udział.

— Bardzo pożyteczny zawód sobie wybraliście — mówię. — Pamiętam, jak kiedyś mówiliście, że chcielibyście pracować tak jak wasz tata albo tak jak ja.
Na co Krzyś odpowiada:
— Jak czasem pójdę do mamy pracy (do Franciszka – tak kojarzą nazwę) i posłucham, to już mam dosyć. Oni tam tylko o „pieniędzach” rozmawiają. Oni potem muszą długo język szorować i podniebienie też. Od tych dziwnych słów. Wszystko przez te bankomaty.

Innym razem starszy syn spytał:
— Mama Mateusza (kolegi z przedszkola) produkuje ketchup, a co u ciebie w pracy produkujesz?
Jak pięcio- i sześciolatkowi wytłumaczyć, co znaczy pracować na stanowisku „Health and Safety Specialist” w firmie, w której większość pracowników jest finansistami? Świetną okazją do przybliżenia określenia „muszę iść do pracy” były rodzinne warsztaty zorganizowane w naszym biurze, w których dzieci pracowników mogły dowiedzieć się, jak zachowywać się w niebezpiecznej sytuacji i jak udzielać pierwszej pomocy oraz zobaczyć, gdzie mama lub tata pracuje.

Chłopcy mogli wówczas nie tylko zobaczyć biuro, ale również pomagali mi w przygotowywaniu całego wydarzenia. Przynosili fantomy, bandaże oraz defibrylator AED. Widzieli jak powstaje prezentacja o zasadach bezpieczeństwa na drodze do przedszkola, zasadach bezpieczeństwa podczas pożaru itp. Te warsztaty zdecydowanie pomogły mi pokazać synom, czym zajmuję się, kiedy mówię „idę do pracy”. Mogli zrozumieć, co kryje się pod pojęciami „prezentacja”, „szkolenie”, „ewakuacja” i „defibrylator” (trudne słowo ☺).

Myślę, że wycieczka po biurze, podczas której koleżanka opowiadała o naszej pracy, przyniosła skojarzenie bankomatów z branżą, w której pracuję. A starszemu wytłumaczyłam, że w pewnym sensie u mnie w pracy produkuje się pieniądze – gdy ktoś posiada oszczędności (pewien kapitał), to można sprawić, aby pieniądze dawały nam kolejne pieniądze.

Kuba – Manager PMO (Project Management Office). Tata dziesięcioletnich Zosi i Marysi.

Z czasów swojego dzieciństwa pamiętam, że zawody rodziców nie były czymś skomplikowanym. Moi rodzice byli wówczas nauczycielką i marynarzem, a wśród kolegów i koleżanek były dzieci strażaków, żołnierzy czy lekarzy. Dziś wydaje się to dużo trudniejsze.

Moja historia wytłumaczenia córkom, czym się zajmuję była dość przypadkowa i stało się to jeszcze kiedy byłem Project Managerem. Razem z dziewczynkami często oglądaliśmy ich ulubioną wówczas kreskówkę, „My Little Pony”. Pewnego dnia, kiedy miały jeszcze jakieś pięć czy sześć lat, oglądaliśmy odcinek „Pożegnanie zimy” (sezon 1, odcinek 11).

W tym odcinku kucyki przygotowują swoją wioskę do przyjścia wiosny, budzą zwierzątka, przeganiają chmury czy usuwają lód z jeziora. Niestety w wyniku różnych zdarzeń mają opóźnienie i mogą nie być gotowe na czas. Wtedy z pomocą przychodzi główna bohaterka, Twilight Sparkle, która jest świetna w koordynacji. Rozdziela zadania pomiędzy kucykami i kontrolując na swojej liście ich wykonanie, pomaga zdążyć ze wszystkim przed przyjściem wiosny.

Wtedy mnie olśniło:
— Dziewczyny, ja właśnie zajmuję się w pracy tym, co tu robi Twilight. Pomagam innym w zrobieniu ich zadań, które mają wspólnie jakiś większy cel. To właśnie robi Project Manager.
Jakiś czas później awansowałem i zostałem Kierownikiem PMO, Biura Zarządzania Projektami. Nawiązując do wcześniejszej historii, wytłumaczyłem córkom, że teraz jestem szefem takich Twilight Sparkle. Dziewczynki od razu zrozumiały i były ze mnie bardzo dumne, ponieważ ich tata właśnie został Księżniczką Celestią.

Monika – Talent Acquisition Lead. Mama siedmioletniej Hani.

Na co dzień zajmuję się rekrutacją pracowników i wszystkim, co się z nią wiąże – od dotarcia do odpowiednich kandydatów, przez rozmowy rekrutacyjne, wsparcie liderów z różnych krajów w procesie rekrutacyjnym, po przygotowanie oferty dla kandydata. Ta część jest dosyć prosta do wytłumaczenia i rozmawiając o mojej pracy mówię prosto: szukam kandydatów, którzy chcieliby u nas pracować, spotykam się z nimi, sprawdzam czy pasujemy do siebie, jestem częścią zespołu, ktoś nami zarządza itp.

Po jej zabawie z koleżankami mogę wnioskować, że tę część o zarządzaniu zespołem córka rozumie bardzo dobrze, a po pytaniach, jakie zadaje mi po pracy, mam poczucie, że mniej więcej wie, co to rekrutacja i po co się ją robi. Na pewno w zrozumieniu, czym się zajmuję w pracy pomogła wizyta córki w biurze czy na stoisku „u mamy” na targach pracy. Łatwiej jest wytłumaczyć, co robimy na co dzień, kiedy dziecko zna otoczenie i ma szansę uczestniczyć w jakiejś sytuacji zawodowej chociaż przez chwilę.

Drugim obszarem, za który jestem odpowiedzialna jest koordynacja projektów Employer Brandingowych. I tutaj robi się już trochę trudniej…
W ubiegłym roku przygotowywaliśmy po raz pierwszy kampanię outdorową promującą nas jako pracodawcę. Duży billboard na Śródce (kto z Poznania, ten wie). Więc zbliżając się do punktu, opowiadam, że mamy taką kampanię, że promujemy firmę, żeby kandydaci chcieli u nas pracować. Widzę lekką ekscytację. Wjeżdżamy na rondo i mina rzednie.

— Nie podoba Ci się? — pytam.
— …Ughh. Nie… Bo ja myślałam, że ty tam będziesz tak stała i machała ręką: chodźcie, chodźcie do nas!
Cudownie prosta parafraza tego, co robię na co dzień ☺.

Łukasz – GPAS Supervisor. Tata siedmioletniego Gustawa i pięcioletniej Heleny.

Zanim dołączyłem do Franklina, przez wiele lat pracowałem jako radca prawny. Dzieci już w wieku przedszkolnym mają ogólne pojęcie na temat tego, czym jest prawo i z dużym zainteresowaniem słuchają, gdy oznajmi im się, że mają jakieś prawa. Dużo mniej interesuje je, gdy chwilę później dostają komunikat, że mają też i obowiązki, ale to już inna historia.

W każdym razie mają jakieś wyobrażenie – sądy i sędziowie pojawiają się w bajkach. Wiedzą też, czym jest umowa, więzienie itp., więc w rozmowie jest do czego nawiązać. Znacznie trudniej jest wytłumaczyć, czym zajmuję się taraz, pracując w globalnej firmie, w której stanowiska są wąsko wyspecjalizowane i zazwyczaj pokrywają wycinek czegoś bardzo charakterystycznego dla sektora finansowego.

— Tato, jak to jest, że się siedzi przed komputerem i z tego są pieniądze? — zapytał kiedyś mój syn.
Otworzył tym sposobem puszkę Pandory z napisem „komputer jako narzędzie pracy”. Temat rozległy, bo przecież nie tylko ja „siedzę przed komputerem”, ale też mama, architekt, który projektuje domy i nawet pani nauczycielka, która zaznacza obecność w dzienniku elektronicznym.

Problem z tymi dyskusjami jest taki, że jedno pytanie rodzi kolejne i bardzo łatwo jest dziecko zarzucić informacjami. Dlatego staram się (nie zawsze skutecznie) formułować wypowiedzi krótkie, zwięzłe i zawierające pojęcia dla dziecka zrozumiałe.

Łatwiej to napisać, niż zastosować w praktyce, dlatego gdy kończą mi się porównania do zabawek, zwierzątek i innych rzeczy, które są dziecku znane, zaczynam do niego mówić jak do dorosłego. Tak, jakbym mówił do kolegi czy koleżanki. I ta metoda bywa zaskakująco skuteczna, bo zazwyczaj sami nie doceniamy własnych dzieci.
Moja mama kiedyś tłumaczyła mojemu synowi, że pracuję u „pana Franklina”. Myślę, że w jego głowie wyglądało to mniej więcej tak:

Sprawdź najnowsze oferty Franklin Templeton i dołącz do zespołu! >>>

Śledź profil firmy na LinkedIn

www.franklintempletoncareers.com

Zdjęcia: własność Franklin Templeton a okładka „Franklin się rządzi” pochodzi ze strony Wydawnictwa Debit

Artykuł opublikowany w styczniu 2019 r. edytowany i zaktualizowany w grudniu 2019 r.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail