Czego szukasz

Jak ułatwić dziecku i sobie rozstanie związane z pójściem do żłobka?

Rodzice, którzy zastanawiają się nad zapisaniem dziecka do żłobka, często nie wiedzą, czy ich decyzja jest najlepsza z możliwych. To normalne, że nachodzą nas wątpliwości i często sięgamy do for parentingowych, żeby poznać opinie innych rodziców. Nie ma w tym nic złego, ale warto pamiętać, że każda historia i powód są inne. Pozwólmy sobie na przyjrzenie się własnym potrzebom i spokojnie przyszykujmy się na zmiany.

  • Agnieszka Dudka - 06/04/2018
dwoje maluszków w trakcie zabawy

Jako dyrektor i psycholog kameralnego żłobka Be Baby na co dzień przeprowadzam dorosłych i dzieci przez nowe dla nich sytuacje. Na to, jak przygotować się na adaptację i ułatwić dziecku i sobie rozstanie mam dla Was 7 TOP rad, których nie przeczytacie na forum parentingowym.

1. Dobrze przemyśl sprawę

Najważniejsza rada jaką mogę dać rodzicom, którzy zastanawiają się, czy wybór żłobka jest właściwy, to zrozumienie potrzeb. Zarówno swoich, jak i malucha.

Nie zawsze decyzja o zapisaniu dziecka do żłobka jest podyktowana tym, że skończył nam się urlop rodzicielski i po prostu musimy znaleźć opiekę, kiedy będziemy w pracy.

Żyjemy w czasach, że nikogo nie może dziwić, że mama potrzebuje chwil tylko dla siebie. Przyjrzyjmy się zatem swoim bardzo osobistym potrzebom, np.:

  • odciążenia,
  • złapania oddechu,
  • nabrania dystansu,
  • odpoczynku.

Nie myślmy o sobie źle. Wyjście do kina, kosmetyczki czy na spotkanie z przyjaciółką to nie kaprysy. Potrzeba przełamania rutyny i dążenie do większej rozmaitości zadań to naturalna cecha ludzka. Ale nie oszukujmy się, nierzadko po prostu musimy wrócić do pracy. Trudno, takie rzeczy też się zdarzają. I trzeba tą wyższą konieczność zaakceptować. Łatwo mówić? Pomyśl, że zasada „spokojna mama to szczęśliwe dziecko” naprawdę się sprawdza.

Dzieci też potrzebują towarzystwa. Kontakt z rówieśnikami i innymi dorosłymi wzbogaca ich rozwój, dostarcza mnóstwa zabawy. Co ciekawe, najmniej boleśnie rozstania z rodzicami przeżywają najmłodsze maluchy.

2. Wypracuj wewnętrzną zgodę na zmianę

Ładnie brzmi w teorii, prawda? Wiem co myślisz i zdaję sobie sprawę z tego, że to chyba najtrudniejsza rada do wprowadzenia we własne życie. Dlaczego? Bo wątpliwości mogą wracać. Można podjąć decyzję, być przekonanym, że jest słuszna, do momentu, gdy… nie żegnamy się z płaczącym dzieckiem, albo co gorsze, to my płaczemy.

W takim przypadku najlepsze co możemy zrobić, to zapisywać sobie, najlepiej codziennie, korzyści dla malucha i całej rodziny z uczęszczania dziecka do żłobka, np.:

Jaś polubił marchewkę, tata poszedł z kolegami na piłkę, a mama dostała awans albo znalazła godzinę na fitness.

Dla wielu rodziców, zapisanie dziecka do żłobka to wydarzenie bez precedensu. Dajmy sobie więc przyzwolenie na to, że testujemy nową sytuację, że – o ile jest to możliwe – to nasz wybór i zawsze możemy go zmienić. Chodzi mi o poczucie wolności, które tej trudnej sytuacji nadaje nieco lekkości i oddechu.

Z drugiej strony, pozwólmy sobie na rozterki. Zaakceptujmy wątpliwości i trudne emocje, ale nie ulegajmy im. Myślmy o sobie: „jestem dobrą, troskliwą matką i to naturalne, że trudno mi rozstać się moim dzieckiem”, bo to prawda.

3. Dobrze wybierzmy żłobek

Mamy różne oczekiwania. Zastanówmy się, co jest ważne dla nas i dziecka. Oprócz tego, że można sprawdzić czy dany żłobek jest ładny, czysty, ma drewniane zabawki, można zapytać kadrę o to, jakim metodom ufają.

W BeBaby zwracamy szczególną uwagę na bliskość i zajmujemy się dziećmi zgodnie z zasadami Porozumienia Bez Przemocy. Oznacza to, że pozwalamy dzieciom, by – w możliwym dla siebie zakresie – same analizowały fakty i budowały kontakt ze swoimi uczuciami.

Poświęćmy zatem czas na dogłębny research: dużo czytajmy, pytajmy, a najlepiej, osobiście odwiedźmy żłobki i porozmawiajmy z personelem.

W dobrym żłobku kadra chętnie odpowie na najbardziej szczegółowe i nieoczywiste pytania i rozwieje wątpliwości, dowiesz się jak placówka funkcjonuje, ale też – jak przebiega adaptacja.

Gdy już zdecydujemy się na najlepsze miejsce, to na początku zostańmy tam z dzieckiem. Gwarantuję, że to uspokaja. I małego człowieka i nas.

4. Opowiadajmy dziecku o tym, co go czeka

Rozmowa w ogóle pomaga na stresy. Opowiadajmy dziecku kiedy, co i gdzie się będzie działo. Budujmy pozytywną narrację wokół nowej dla nas sytuacji, z przejścia od bycia tylko z mamą, do treningu emocjonalnego do życia w społeczności.

Pamiętajmy, że dziecko od nas czerpie przekonanie, że nowe miejsce jest atrakcyjne, dobre, ale też podprogowo wyczuwa wszystkie nasze obawy i rozterki – a to nie ułatwia adaptacji. Właśnie dlatego punkty: 2 i 3 są bardzo ważne.

5. Konsekwentnie przechodzimy procesy adaptacji

W żłobku BeBaby podchodzimy indywidualnie do każdego dziecka, dlatego też plan adaptacji dostosowujemy indywidualnie do jego potrzeb.
Okres oswajania się z nowym środowiskiem może (ale nie musi!) trochę potrwać. Dlatego przez cały czas trwania adaptacji bądźmy uważni na dziecko i ściśle współpracujmy z opiekunkami.

Pozwólmy procesowi rozpocząć się, potrwać i zakończyć. Nieuzasadnione przerwanie adaptacji (np. z powodu ładnej pogody, wizyty babci) wydłuża czas jej trwania i naraża dziecko na dodatkowe trudne emocje. Bądźmy punktualni i stopniowo wydłużajmy czas pobytu dziecka w żłobku.

Mały człowiek uczy się, kogo i co zastaje o określonej porze w żłobku (np. jak przychodzę to jest Irenka, Kasia i ciocia Jola, po chwili zabawy idziemy na śniadanie). Taka nauka przewidywalności daje poczucie bezpieczeństwa. Podobnie jak wszelkie rytuały.

Adaptacja, wokół której narosło wiele krzywdzących mitów, w rzeczywistości służy i dzieciom, i rodzicom. Naprawdę.

6. Ustalmy harmonogram

Warto z wyprzedzeniem i po zapoznaniu z planem dnia w wybranym żłobku stopniowo synchronizować różne aktywności dziecka z porami proponowanymi w żłobku. Czasami warto pójść na ugodę i na nowo zorganizować pory drzemek czy posiłków. Dzięki temu zapobiegamy rozregulowaniu naszych zegarów biologicznych.

To normalne, że w związku ze zwiększoną aktywnością, dużą ilością bodźców dziecko może być po powrocie do domu rozdrażnione, bardziej zmęczone czy senne. To też naturalne zjawisko, które minie. Warto dać dziecku przestrzeń do odpoczynku, większej czułości.

7. Dajmy dziecku coś co pachnie domem: przytulankę, pieluszkę, apaszkę mamy

Zdjęcie: fotolia

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Dudka
Psycholożka, której najwięcej radości przynosi możliwość towarzyszenia małym i dużym ludziom w odkrywaniu ich potencjału i pokonywaniu barier w rozwoju. Uważa, że nie da się prowadzić satysfakcjonującego życia – ani osobistego, ani zawodowego – bez rozpoznania własnych wartości i potrzeb, właściwego ich komunikowania otoczeniu oraz podążania za nimi. Wierzy w potęgę empatycznej komunikacji, dlatego w kameralnym żłobku BeBaby w Krakowie, pracuje z dziećmi zgodnie z filozofią NVC (Porozumienie Bez Przemocy). Dorosłych wspiera w ich rozwoju, umiejętności rozmawiania, motywacji i radzeniu sobie ze stresem.
Podyskutuj

Kalendarz wakacyjny DIY i rodzinna lista przyjemności

Jak pokazać dzieciom, że ponad 11 tygodni wakacji to dużo czasu i fajnie aby cieszyć się z każdego dnia? Jak pokazać, że czekają na nich różne atrakcje (wspólne wyjazdy, obóz czy wyjazd z babcią) ale też, że są dni kiedy musimy wymyślić coś fajnego aby było fajnie, po prostu? Z pomocą przyszły kredki, kartka i rodzinna burza mózgów. I tak powstają nasze wakacyjne kalendarze DIY! Co sądzisz o tym pomyśle?
  • Agnieszka Kaczanowska - 18/06/2019

Kalendarz wakacyjny DIY

Próbowałam pokazać na zwykłym kalendarzu ile mamy dni wakacji, co się będzie działo i kiedy. Ale to nie działało, to było jakieś abstrakcyjne… Dlatego razem z moją wesołą gromadką, już trzeci rok, przygotowujemy wakacyjne kalendarze DIY 😉

Każde dziecko, z moją pomocą lub bez (na szczęście w tym roku tylko jedno jej potrzebowało) ;-), rysuje na dużej kartce z bloku technicznego swój kalendarz. Zaznaczają każdy dzień wakacji i wszystkie już zaplanowane atrakcje: wyjazd z rodzicami, obóz w górach (starsze) czy to co chcieliby robić – każdego dnia.

A tak wyglądają  kalendarze moich dzieci 😉

Lista rodzinnych przyjemności

Aby nie było, że tylko oni „pracują”, ja w tym czasie spisuję listę przyjemności.

Lista przyjemności, to tworzona razem lista pomysłów na wspólne spędzenie czasu. Liczą się zarówno małe atrakcje jak lody, dużo lodów i jeszcze więcej lodów, jak i podróż wodnym tramwajem, jazda konna, spanie na kempingu czy odwiedziny koleżanek z nocowaniem, a nawet pomalowanie paznokci ;-).

Oczywiście rodzice też swoje przyjemności dodają (no może nie wszystkie trzeba pisać ;-))

Listę wieszamy na lodówce, czy w innym widocznym miejscu aby każdego dnia widzieć i planować kolejne przyjemności.

A może przyda Ci się nasze 101 pomysłów na udane wakacje? >>>

Co potrzebne aby powstał kalendarz?

  • Kartka A3 (njalepsza, nie za duża nie za mała) z bloku technicznego, może być kolorowa
  • Kredki, pisaki, co tam jeszcze chcecie 😉
  • Linijka i ołówek i gumka

No i jeszcze kartka dodatkowa na listę przyjemności 😉

Spodobał Ci się nasz pomysł?

Zrób swój kalendarz lub listę lub i jedno i drugie i podeślij do nas!

Na pewnie zaglądniemy!

Zdjęcia: własność autorki i jej dzieci 😉

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  

Gdybym robiła remont generalny drugi raz, to…

Remont generalny to jest wyzwanie! Kto przeżył ten wie. Kto planuje, ten niedługo się dowie. Zwłaszcza jeśli zabieramy się za to pierwszy raz w życiu ;) Tak było w moim przypadku. Błędów oczywiście nie udało się uniknąć. Ale z efektu końcowego jestem zadowolona. Jeśli jesteś ciekawa na co dzisiaj zwróciłabym większą uwagę, to zapraszam do lektury artykułu!
  • Agnieszka Kumorek - 18/06/2019
kobieta i mężczyzna podczas remontu

Długo zabierałam się za opisanie naszej jesiennej „przygody”. W końcu minęło już pół roku odkąd wprowadziliśmy się do własnego mieszkania. Emocje opadły i mogłam na spokojnie pomyśleć nad tym, co zrobiliśmy dobrze, a co można było zrobić lepiej 😉

Bo z perspektywy czasu zmieniłabym kilka rzeczy, i…

…gdybym robiła remont generalny drugi raz, to…

Rezerwowałabym ekipę remontową dużo wcześniej

Wiedzieliśmy, że budowlańcy mają długie terminy oczekiwania, więc zaczęliśmy szukać ekipy (w naszym odczuciu) dużo wcześniej. Chcieliśmy, żeby remont zaczął się od września lub października, więc 3 miesiące wcześniej mąż obdzwaniał poleconych specjalistów.

Jak się okazało to już było za późno 😉 Ludzie z polecenia mieli zajęcie na pół roku do przodu, a nawet dłużej. Odpowiadali nam, że mogą przyjść, ale w grudniu…

Na szczęście nam jakoś się udało. Zapraszaliśmy kilka ekip i porównywaliśmy ich wyceny i nasze odczucia 😉 Remont generalny ruszył od końcówki września.

Moja rada: remont generalny, a nawet kupno mieszkania do remontu, warto zacząć od „zaklepania” dobrej ekipy.

Pamiętałabym, że ekipa to Twoi pracownicy a nie koledzy

Brzmi jak oczywista oczywistość. Klient płaci, klient wymaga. Ale kiedy ekipa ma tyle lat co ty, to można trochę o tym zapomnieć…a to niedobrze. „Koleżeńskie” relacje sprawdzały się, gdy wszystko szło dobrze.

Wiadomo jednak, że sielanka nie trwała cały czas i musieliśmy wyegzekwować oczywiste błędy, powiedzieć co nam się nie podoba, negocjować – wtedy rozmowa robiła się trudna.

Moja rada: warto zachować większy dystans z ekipą. Nie trzeba być bardzo oficjalnym, ale podział ma być jasny – zatrudniona osoba/fachowiec robi wszystko najlepiej jak się da, a zatrudniający wymaga i egzekwuje to, na co się umawialiście.

Przygotowałabym się wcześniej na to, że zgranie terminów i materiałów jest trudne 😉

Nie wiem do końca jak opisać ten punkt, bo jest bardzo obszerny. Przy remoncie dobrze mieć naprawdę mocnego skilla logistyki (albo mocne nerwy :P).

W umowie remontowej mieliśmy rozpisane etapy prac, co będzie potrzebne do ich realizacji itp. Nie mieliśmy gdzie trzymać materiałów, więc wszystko chcieliśmy załatwiać na bieżąco. No i się zaczęło… codzienne (a nawet częściej) wizyty w Castoramie, objazdówka po sklepach z drzwiami, wybór meblarza, który zrobi meble do kuchni na wymiar, dogadywanie się z terminem montowania paneli, ogarnięcie elektryki…

Ja nie zdawałam sobie sprawy, że po pierwsze: nawet na coś o standardowych wymiarach czeka się tak długo, po drugie: każdą z tych rzeczy montują inne osoby (o zgrozo), które trzeba ze sobą zgrać, bo inaczej prace stoją…

Nawet jak to piszę, to biorę dwa głębokie oddechy, bo wszystko mi się przypomina 😉

Moja rada/rady: przygotować się psychicznie, że tak już po prostu jest. Załatwiać wszystko najwcześniej jak się da (w końcu niektórych rzeczy nie trzeba przechowywać, np. zgód na podłączenie trzeciej fazy :P). Jeśli ma się taką możliwość, to wziąć ekipę, która zajmie się kilkoma rodzajami prac lub kompleksowo wszystkim.

Dwa razy zastanowiłabym się nad robieniem projektu mieszkania

To już jest rzecz bardzo względna. Znam wiele osób, które zrobiły projekt, trzymały się go i dzięki temu zaoszczędziły sporo czasu i nerwów. My podeszliśmy do tematu zbyt spontanicznie. Zrobiliśmy projekt, podobał się nam… i na tym się skończyło 😉 Nie płaciliśmy za opcję z dokładnymi wymiarami… a przy rynku wtórnym niestety co chwilkę wychodziły nowe kwestie pod tytułem „tego się tak nie da zrobić”. To wystająca rurka, to ściana nie-nośna, ale z żelbetonu 😉 , to drzwi, które były 70, ale nowe 70 już nie pasują, konieczność zrobienia podwieszanego sufitu lub ściana, która musi pójść pod innym kątem, bo „coś tam”.

Sporo rzeczy musieliśmy modyfikować/zmieniać w trakcie.

Moja rada: robić projekt od A do Z, nie bać się dopłacić za dokładne wymiary itd. Inaczej może się okazać, że z niego po prostu nie skorzystamy 😉

Na koniec podsumuję, co w moim odczuciu zrobiliśmy dobrze (taki optymistyczny akcent) 🙂

  • wszystko było zapisane w umowach i na wszystko – WSZYSTKO – braliśmy pisemne zgody, dzięki czemu uniknęliśmy kilku mało przyjemnych sytuacji;
  • przed remontem, w trakcie i po poprosiliśmy znajomego, który zna się na budowniczych kwestiach i który powiedział nam: na co mamy zwrócić uwagę, co jest zrobione super, a do czego ekipa ewidentnie się nie przyłożyła;
  • nie kupowaliśmy najtańszych materiałów, dużo czasu poświęcaliśmy na porównywaniu stosunku ceny do jakości produktów – dzięki czemu z większości jesteśmy bardzo zadowoleni;
  • poinformowaliśmy wcześniej sąsiadów o planowanym remoncie, wywiesiliśmy też kartkę, że „przepraszamy za niedogodności” i dbaliśmy, żeby na korytarzu każdego dnia był porządek a prace nie przedłużały się do późnego wieczoru;
  • prawie codziennie byliśmy w mieszkaniu, żeby zobaczyć postępy prac, dzięki czemu na bieżąco mogliśmy ustalać z ekipą co jest ok, a co chcemy zmienić. Przy rynku wtórnym okazało się to bardzo ważne – wychodziło mnóstwo rzeczy, które zmuszały nas do zmiany wcześniejszych planów.

Remont generalny przeżyliśmy. W najbliższym czasie nie chcemy do tego wracać 😉 Wiemy już, że jest to bardzo czasochłonne zajęcie, które wymaga sporo cierpliwości.

Dzisiaj siedzimy w naszym salonie i wspominamy to wszystko z uśmiechem 🙂
Tobie też tego życzę. Powodzenia!

Zdjęcie artykułu: źródło 123rf.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kumorek
Jestem osobą, która nie potrafi się nudzić. Lubię różnorodność, dlatego skończyłam studia łączące zajęcia humanistyczne, graficzne i informatyczne. Odpoczywam podczas długich spacerów, a znajomi wiedzą, że dobrej herbaty w miłym towarzystwie nigdy nie odmówię.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail