Czego szukasz

Jak rozszerzać dietę maluszka – poradnik na 6 z plusem!

Aleksandra Zima i Ewa Bajerek wspólnie stworzyły pierwszą w Polsce książkę kucharską z poradami lekarskimi, dotyczącą etapu rozszerzania diety u małych dzieci. Skoro podobnych poradników jest już wiele, dlaczego miałabyś sięgnąć akurat po ten? Powiem Ci dlaczego. Bo zawiera wiedzę medyczną bazującą na najbardziej aktualnych wytycznych towarzystw naukowych oraz 200 stron pomysłów na proste i sprawdzone przez autorki przepisy!

  • Ewa Moskalik - Pieper - 07/12/2017
Aleksandra Zima, Ewa Bajerek

Ewo, wspólnie z Olą wydałyście książkę „Maluszek na 6+. Rozszerzanie diety w pigułce”. Skąd pomysł i dlaczego powstał ten poradnik?

Pomysł na książkę zrodził się w naszych głowach, choć lepiej byłoby powiedzieć w sercach, gdy nasze dzieci rozpoczynały swoją przygodę z rozszerzaniem diety.

Wiedząc jak ważny jest ten etap w życiu maluszków, jak bardzo wpływa na ich dalsze życie, zdrowie, na ich nawyki żywieniowe – chciałyśmy, jak każda mama, by był to dla nich czas harmonijnego i zdrowego rozwoju, a równocześnie czas pełen smaków, zapachów i kolorów.

Właśnie dlatego długo przygotowywałyśmy się do tego etapu, poszerzałyśmy naszą wiedzę, eksperymentowałyśmy w kuchni, próbowałyśmy coraz to nowszych dań, połączeń i kompozycji smakowych. Po pewnym czasie, gdy nasze małe kuchenne podboje liczyły kilkadziesiąt przepisów, zażartowałyśmy, że wszystkie dania są tak smaczne i zdrowe, że warto byłoby je spisać i wydać.

Jednak myśląc o książce z daniami dla niemowląt i małych dzieci nie mogłyśmy przejść obojętnie obok tematu zdrowia i medycznych aspektów rozszerzania diety.

W rozmowach z innymi, młodymi rodzicami widziałyśmy ogromną lukę i ogromne zapotrzebowanie na wiarygodną i rzetelną wiedzę medyczną, która będzie w prosty i przyjazny sposób podana, rzec można, „na tacy” , tak by każdy rodzic mógł wybrać to, co najlepsze dla swojego dziecka.

Olu co wyróżnia Waszą książkę spośród innych poradników dotyczących żywienia i rozszerzania diety u dzieci?

Chcemy, by nasz poradnik kulinarny kojarzono z dwoma aspektami: ze zdrowiem i prostotą. W naszej książce zawarte są porady lekarskie bazujące na najbardziej aktualnych wytycznych towarzystw naukowych.

Porady te służą omówieniu najważniejszych aspektów żywienia niemowląt. Odpowiadamy w nich na najczęstsze pytania młodych rodziców.

Poruszamy temat wprowadzania do diety glutenu, jajka, cytrusów. Podpowiadamy o czym należy pamiętać przygotowując pierwsze dania dla naszego szkraba, wskazujemy jak unikać anemii, zaprać oraz jak ocenić czy nasz maluszek rośnie prawidłowo.

Ponadto naszym priorytetem było stworzenie poradnika kulinarnego, który zawiera dania nie tylko zdrowe, ale i proste. Proste do wykonania, a jednocześnie niezwykle smaczne.

W naszych przepisach nie używamy komosy ryżowej, topinamburu, jarmużu lub tofu. Stawiamy na to, co każda mama ma pod ręką.
I udowadniamy, że nawet z buraczka, ziemniaczka i marchewki można wyczarować cuda.

Co otrzyma młoda mama sięgając po Wasz poradnik?

Ewa: Z pewnością wsparcie. Zarówno od strony medycznej, gdyż pokazujemy jak i od czego zacząć rozszerzanie diety, jak je kontynuować, by nasz maluszek stał się małym smakoszem, ale również od strony praktycznej.

Same jesteśmy mamami i wiemy, że etap rozszerzania diety może być albo niezwykle trudny i pełen frustracji, albo radosny, spokojny i…smaczny! Naszym czytelniczkom oferujemy Maluszka na 6+, czyli zdrowego, radosnego małego człowieczka, z pełnym brzuszkiem i zadowoloną buźką :).

Olu co w ostatnim czasie zmieniło się w kwestii rozszerzania diety małych dzieci?

Zmieniło się bardzo wiele. Może właśnie tak liczne zmiany w świecie medycyny były impulsem do tego, by w naszej książce zawrzeć porady medyczne.

Dynamiczny rozwój badań nad tym jak jemy, co jemy, nad wpływem żywienia na całe nasze dalsze życie sprawił, iż zupełnie inaczej wyglądają obecnie zalecenia dotyczące wprowadzania np. glutenu lub jajek.

Zmieniło się podejście do spożywania soków owocowych przez niemowlęta oraz produktów takich jak cytrusy i orzechy. Te i inne aspekty żywienia niemowlaków, bazując na najnowszej wiedzy, omawiamy w naszym poradniku.

Skąd czerpałyście merytoryczną wiedzę na temat etapów rozszerzania diety niemowląt i małych dzieci?

Ola: Jako lekarz mam dostęp do wielu wiarygodnych źródeł naukowych, zarówno w wersji czasopism specjalistycznych, jak i zamieszczanych w internecie wytycznych towarzystw naukowych.

Jest to o tyle istotne, że obecnie ilość zupełnie sprzecznych i błędnych zaleceń, które można znaleźć na bardzo wielu portalach i stronach internetowych jest przerażająca.

Młode mamy nie mające wiedzy medycznej bardzo często wprowadzane są w błąd. Stąd wykorzystując daną mi wiedzę postanowiłyśmy w jednym miejscu, w prosty i jasny sposób, zebrać wszystkie najbardziej aktualne wytyczne największych autorytetów w dziedzinie pediatrii i gastroenterologii dziecięcej.

Jak powstawały przepisy do Waszej książki? Co jest największą siłą Waszych kulinarnych pomysłów?

Ewa: Wszystkie przepisy to nasze autorskie pomysły. Nasze, naszych mam i babć. Oczywiście, zmodyfikowane w taki sposób, by móc zaserwować je maluszkom.

Musimy przyznać, że każda z nas odnajdywała się doskonale w innym dziale. Ola uwielbiała wymyślać i przygotowywać deserki. Ja zaś, dbałam o pożywne obiadki i śniadanka. Dzięki temu doskonale się uzupełniałyśmy i stąd takie bogactwo i różnorodność naszych przepisów.

A naszą największą siłą jest fakt, iż udało nam się połączyć wszystko to co ważne: zdrowie, prostotę, smak i dostępność w jednym miejscu i stworzyć niemal 200 stron przepisów, które sprawiają, że aż chce się gotować z dziećmi i dla dzieci!

Jak jeszcze dzieliłyście się pracą przy powstawaniu książki? Olu Ty jesteś lekarzem, w trakcie specjalizacji z pediatrii, jaki był Twój wkład w powstanie tej książki? A co wniosła ze swojej strony Ewa?

Ewa: Podział był sprawiedliwy :). Jedno danie Ola, jedno ja – od początku, czyli od pomysłu, przez wykonanie, zważenie, zmierzenie, aż po…zjedzenie ;).

Oczywiście wspólnie poprawiałyśmy konsystencję, smaki, tak długo, aż nasi mali testerzy (czyli Janek i Sara) zjedli wszystko ze smakiem :).

To właśnie dzięki wspólnej pracy, dzięki wsparciu i wspólnym pomysłom udało nam się stworzyć tak różnorodne potrawy, tak szeroki wachlarz smaków i kulinarnych doznań.

Dzięki temu udowadniamy, że dieta maluszków może być smaczna, pachnąca, kolorowa i z pewnością nie musi być nudna!

Ola jako lekarka, rezydentka pediatrii, odpowiadała w dużym stopniu za wartość merytoryczną porad lekarskich. Sprawdzała na bieżąco zalecenia i wytyczne, opracowywała bibliografię, rozmawiała ze specjalistami.

Ja ze swojej strony doradzałam Oli co do wyboru treści zagadnień do książki. Podpowiadałam co każda, niemedyczna mama, chciałaby w takim poradniku odnaleźć, co jest podstawą, czego brakuje.

Dzięki rozmowom z innymi młodymi rodzicami wiedziałyśmy na co szczególnie zwrócić uwagę, co omówić i na jakie pytania odpowiedzieć.

Czy macie może w planach jeszcze jakieś inne poradniki?

Ola: Póki co musimy troszkę odpocząć od pisania, gdyż nasz Maluszek baaardzo nas zaabsorbował ;)…
Jednak nie mówimy nie.

Mamy kilka pomysłów na przyszłość, między innymi na poradniki kulinarne dedykowane dzieciom z alergiami pokarmowymi lub też takie, które będą podpowiedzią jak żywić dzieci z konkretnymi chorobami, nabytymi lub wrodzonymi.

Jednak póki co to tylko plany :).

Gdzie można kupić Waszą książkę?

Ola: Na chwilę obecną nasza książka jest do kupienia w e-sklepie na naszej stronie internetowej: www.maluszekna6plus.pl

Zachęcamy do jej odwiedzenia, gdyż jest to miejsce, w którym można podejrzeć próbkę naszej książki, poczytać komentarze innych mam, jak również zobaczyć fotografie oddające nasze serce włożone w każde jedno danie!

Zdjęcia: copyright Ewa Bajerek i Aleksandra Zima.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj

Żyć szczęśliwie = bez Facebooka? Jaki wpływ mają na nas social media?

Wielu z nas nie wyobraża sobie już życia bez Facebooka, Instagrama, Twittera czy Snapchata. Social media są oczywistą i naturalną częścią naszej codzienności. Czy jednak przez to jesteśmy szczęśliwsi? Jak wskazują badania przeprowadzane przez ostatnie lata – niekoniecznie.
  • Karolina Wojtaś - 10/07/2019
młoda kobieta z telefonem w ręce

Jaki wpływ mają na nas social media?

Choć niemal każdy z nas skarży się na za krótką dobę, okazuje się, że na social media znajdujemy czas. Według raportu firmy McKinsey („Cyfrowi Polacy – przyśpieszenie e-rewolucji”) aż 72% Polaków między 15 a 64 rokiem życia codziennie korzysta z Facebooka i innych mediów społecznościowych.

Z kolei według Mediakix, przeciętny człowiek spędza w social media aż około 5 lat swojego życia – przy założeniu, że spędzamy około 40 minut dziennie w serwisie YouTube, 35 minut na Facebooku, 25 minut na Snapchacie, 15 na Instagramie oraz minutkę na Twitterze, który w naszym kraju nie jest jeszcze szalenie popularny.

Czy jesteśmy tego świadomi? Oczywiście. Wszyscy wiemy, że podczas przeglądania nowych wpisów znajomych czy oglądania zarekomendowanych przez nich filmów czas ucieka w szalonym tempie. Część z nas regularnie obiecuje sobie ograniczenie czasu spędzonego właśnie w social mediach, niektórzy nawet ostatecznie rezygnują z wirtualnego życia. Warto w tym miejscu wspomnieć, że w jednym z badań aż 41% użytkowników Facebooka i Instagrama stwierdziło, że media społecznościowe zabierają im za dużo wolnego czasu (za: Independent.com).

Social media – pożeracze czasu

O współczesnych młodych ludziach, uzależnionych od social mediów, mówi się, że są próżni i skoncentrowani na sobie. To niekoniecznie tak. Potrzeby uznania i przynależności, czyli ostatnie w znanej piramidzie Maslowa, są nie tylko naturalne, ale i bardzo silne. Kiedyś spełnialiśmy te potrzeby, spędzając czas w towarzystwie bliskich i znajomych, a poziom sympatii wobec własnej osoby można było ocenić poprzez ilość zaproszeń na domówki czy choćby grille. Dzisiaj uznanie i przynależność do grupy definiują „lajki” na Facebooku oraz pozytywne komentarze.

Oczywiście zdobycie uznania w mediach społecznościowych jest znacznie trudniejsze niż uzyskanie sympatii poprzez uczestniczenie w imprezie „na żywo”. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę działalność tzw. „hejterów” czy znacznie większą gotowość ludzi do krytykowania, gdy są oddzieli od prawdziwego świata ekranem.

Facebook = problemy z samooceną

Zarówno ta krytyka (którą rzadko można nazwać konstruktywną), jak i hejt, mocno zaniżają nasze poczucie wartości. Na problemy z samooceną u osób korzystających z Facebooka ma także wpływ naturalne porównywanie swojego życia z tym, co widzimy na ekranie, czyli z „idealnym” życiem znajomych. Wyniki badania przeprowadzonego w Kopenhadze wskazują, że ludzie nagminnie korzystający z Facebooka często cierpią na „facebookową zazdrość”. Czego zazdrościmy?

Wszystkiego – wakacji w Grecji, szczęścia rodzinnego, narodzin nowego członka rodziny (nawet, gdy sami nie planujemy kolejnego dziecka), pracy i pasji. Zazdrościmy, bo informacje, które widzimy na ekranie, są umiejętnie podane. Nikt nie wspomni o awanturze z mężem i podejrzeniach o niewierność, a fotki z Grecji, na których para promienieje szczęściem, w ogóle nie nasuwają takich podejrzeń.

Fotografia noworodka w objęciach mamy, z przeszczęśliwym ojcem przy boku, nie pozwalają sądzić, że oboje są zmęczeni, a on to właściwie zastanawia się, kiedy minie jej baby blues. Widzimy to, co mamy zobaczyć – lukier, słodycz, szczęście. I wierzymy, że ktoś tak żyje, w wiecznym uśmiechu, w wiecznej radości. Tylko dlaczego to nie jesteśmy my?

Facebook ma zatem ogromny wpływ na naszą samoocenę – po pierwsze, z racji wspomnianego dysonansu między „udanym” życiem innych a własnym (krzyczące, nieposłuszne dzieci, kiepska praca z czepiającym się szefem, mąż, któremu trzeba palcem wskazać, gdzie jest zmywarka). Po drugie, z racji porównywania choćby swojej… sylwetki.

Badania Martina Graffa z University of South Wales wskazują, że kobiety spędzające mniej niż godzinę dziennie na Facebooku znacznie pozytywniej oceniają swoją figurę niż te, które lubują się w przesiadywaniu w social mediach. Dlaczego? Bo te pierwsze nie stykają się tak często z wyidealizowanymi fotografiami, więc po prostu bardziej siebie lubią.

Samotność w obliczu social mediów

Na samym końcu, choć nie najmniej ważne, są problemy z nawiązywaniem głębszych relacji oraz samotność – one także są skutkiem nadmiernego korzystania z social mediów. Jak udowodnili badacze, dłuższe braki w komunikacji niewerbalnej (gesty, dotyk, spojrzenie) powodują, że oceniamy nasze życie jako gorszej jakości – pewnych komponentów komunikacji nie da się zastąpić nawet najbardziej odpowiednim emotikonem.

Im dłużej nie spotykamy się z ludźmi albo spotykamy się tylko w sieci, tym bardziej jesteśmy też narażeni na samotność. Wchodzimy w koło wzajemnej gloryfikacji, lajkujemy, komentujemy i wstawiamy swoje „idealne” zdjęcia, a w ostateczności i tak potrzebujemy kogoś, komu można byłoby się zwyczajnie wygadać, powiedzieć: „Ale mam beznadziejny dzień”. Problem w tym, że im więcej czasu spędzamy w social mediach, tym mniej poświęcamy na kontakty „w realu”. Te zaległości czasem trudno odrobić. Skutek? Głębokie poczucie osamotnienia.

Social media mogą być ok. Pod pewnymi warunkami

Coraz więcej osób decyduje się na ucieczkę od social mediów, choć to najbardziej kategoryczne rozwiązanie. Ty nie musisz tego robić. Wystarczy, że ograniczysz czas spędzany na Facebooku, Instagramie czy Snapchacie. I zaczniesz traktować media społecznościowe jako dodatek do prawdziwego życia, a nie jego zastępnik.

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Karolina Wojtaś
Mama, żona, psycholog i redaktor. Spełniona zawodowo dzięki miłości do pisania, szczęśliwa prywatnie dzięki mężowi i dwóm cudownym synom. W krótkim czasie "tylko dla siebie” czyta, szyje… albo znowu pisze.

Wakacyjna apteczka – co powinnaś do niej spakować?

Czym charakteryzują się wyjazdy z dziećmi? Między innymi tym, że są nieprzewidywalne. Może nie wydarzyć się nic, a może dziać się naprawdę sporo – upadki, insekty, problemy żołądkowe…W myśl przysłowia ”przezorny zawsze ubezpieczony” lepiej jest przygotować się na różne dolegliwości przed wyjazdem i mieć pod ręką wakacyjną apteczkę.
  • Kasia Myślicka - 10/07/2019
rodzina pakuje walizkę na wakacyjny wyjazd

Podstawowy zestaw nie zajmuje aż tak wiele miejsca, a skompletować go można pamiętając o kilku najważniejszych zagadnieniach:

  • temperatura i bóle,
  • ochrona przed słońcem,
  • owady i pogryzienia,
  • skaleczenia i upadki,
  • problemy żołądkowe oraz
  • choroba lokomocyjna.

Oczywiście można byłoby wymieniać różne przypadłości w nieskończoność. Jednak nie przesadzajmy z rozmiarem apteczki. Zawsze w końcu można udać się do apteki, a przy poważniejszych objawach lepiej jest skonsultować się z lekarzem.

Wakacje z dziećmi – niezbędne w apteczce

Podstawą, która zawsze powinna być pod ręką przy podróżach z dziećmi jest termometr oraz lek na ból i gorączkę.

Ochrona przeciwsłoneczna

Nie może także zabraknąć ochrony przed słońcem. To nie jest coś co zawiera apteczka, ale traktujmy ten temat poważnie. Przy kupowaniu kremu wybieramy specjalne formuły dla dzieci. Im większy filtr SPF, tym lepiej. Zwłaszcza gdy jedziemy na Południe Europy – 50 SPF nie mniej! Drugi punkt obowiązkowy, to balsam po opalaniu. Nawet, gdy stosowaliśmy krem z filtrem, skóra była narażona na działanie słońca i dobrze jest jej ulżyć i ją nawilżyć. W przypadku oparzenia, koniecznie pokryć skórę pianką na oparzenia.

Komary, kleszcze i inne owady

Spray lub żel przeciw komarom i kleszczom to podstawa, nawet jeśli nie planujemy wakacji w lesie. Dlatego że są wszędzie! Niestety. Z kolei maść łagodząca swędzenie działa cuda. Nie jestem pewna, czy to efekt placebo, ale wystarczy posmarować i narzekanie się kończy 🙂 Jeśli planujemy wakacje na wsi lub w lesie, dobrze jest mieć ze sobą zestaw do wyciągania kleszczy.

Skaleczenia i stłuczenia

To chyba najczęstsza przypadłość wakacyjna – upadki, obtarcia to chleb powszedni przy najmłodszych dzieciach. Podstawą są więc plasterki różnej wielkości, gaza i bandaż, preparat do odkażania ran. Na rozcięcia warto mieć plasterki chirurgiczne. Możemy dodatkowo zaopatrzyć się w żel pomagający w gojeniu się ran, pomaga także na poparzenia. Z kolei na potłuczenia idealny jest żel arnikowy -zapobiega robieniu się guzów. Bardzo wygodny jest w postaci sticku.

Problemy żołądkowe

Najmniej przyjemna przypadłość, niestety może się zdarzyć w najmniej odpowiednim momencie. Biegunka jest niebezpieczna z powodu odwodnienia. Warto mieć przy sobie płyny nawadniające w postaci kropli dla najmłodszych lub saszetek z rozpuszczalnym proszkiem dla starszych dzieci.

Choroba lokomocyjna

Młodszym dzieciom można podawać tylko preparaty ziołowe. Sprawdzone działanie ma imbir. Od 6-tego roku życia można podawać aviomarin. Należy pamiętać, że ma właściwości nasenne. Można także spróbować opaski uciskowej na nadgarstek.

Apteczka przygotowana, walizki spakowane, teraz tylko miejmy nadzieję, że wakacje upłyną w spokoju i nie trzeba będzie do niej sięgać.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Kasia Myślicka
Mama kilkuletnich bliźniaków, które stara się zarazić swoją pasją do podróży i aktywnego trybu życia. Od kilku lat mieszka w Prowansji. Po godzinach prowadzi blog Kids&Go, na którym zamieszcza informacje o sprawdzonych miejscach na wyjazdy z dziećmi i praktyczne porady przydatne do planowania rodzinnych podróży.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail