Czego szukasz

Jak pasja stała się drugim zawodem?

Pewnie każda kobieta marzy o tym, aby wykonywać zawód, który jest jednocześnie jej pasją. Pewnie też większość kobiet pragnie poczuć spełnienie nie tylko w roli mamy, ale również w pracy zawodowej. Annie Radeckiej to się udaje. Z wykształcenia filolog germanistyki, z wyboru żona i mama trójki dzieci, a z pasji florystka. Anna opowiada dlaczego i jak zaczęła swoją przygodę z biznesem kwiatowym? Co przynosi jej w tym radość, co fascynuje i czym chce się dzielić ze swoimi klientami?

Anna Radecka z nożyczkami w ręce w trakcie pracy

Aniu, masz trójkę dzieci, męża dom i pachnącą pasję! Opowiedz nam o niej. Czym się zajmujesz i jak to się zaczęło?

Z wykształcenia jestem filologiem germańskim, wiele lat pracowałam w biurze handlowym dużej firmy produkcyjnej, a obecnie prowadzę firmę florystyczną. Jak to się zaczęło? W moim rodzinnym domu zawsze były świeże kwiaty, które moi rodzice przynosili z ogrodu. Mimo, że ogród jest głównie warzywny, prawie cały rok kwitną też w nim na zmianę różne gatunki kwiatów. Bardzo często robiłam z nich bukiety.

Pamiętam też, jak po kwiaty cięte chodziło się u nas nie do kwiaciarni, ale do ogrodnika, u którego były niekończące się szklarnie z różami i goździkami. Bardzo lubiłam tam chodzić i obserwować, jak przed chwilą ścięte kwiaty układały się w bukiet. Myślę, że nasze pasje zaczynają kiełkować w nas już gdzieś w dzieciństwie. Często do końca nie odkryte zostają na poziomie czegoś co po prostu lubimy robić, u mnie stały się drugim zawodem.

Po urodzeniu drugiej córki zaczęłam odczuwać wielką potrzebę wyjścia z domu i zrobienia czegoś co nie miało nic wspólnego z organizacją domu i wychowaniem dzieci. Trafiłam na warsztaty florystyczne organizowane raz w tygodniu. Spodobało mi się tak bardzo, że nawet gdy nie miałam opieki dla córki chodziłam tam z nią i wiłam wianek bożonarodzeniowy, bujając jednocześnie fotelik, w którym mała się bawiła.

Potem przez pewien czas pomagałam mojej koleżance prowadzić firmę florystyczną. Po jakimś czasie ona postanowiła pójść inną drogą, a ja urodziłam trzecią pociechę i temat na chwilę ucichł. Z czasem jednak zaczęłam robić kompozycje kwiatowe, stroiki świąteczne dla znajomych, a także pierwszy bukiet ślubny dla opiekunki moich dzieci. Z lekkim zdziwieniem odkrywałam, że to co robię naprawdę podoba się innym.

Znamy się, ale nigdy nie rozmawiałyśmy o tym jakie kroki podjęłaś, aby robić to, co robisz teraz? Wiem o pasji, ale także o zleceniach od znajomych i znajomych znajomych – sama jestem zadowoloną klientką, a moje dzieci uwielbiają urodziny które prowadzisz! Ale masz za sobą także szkolenie z PUP.

Myślę, że najważniejszym krokiem do rozwoju moich umiejętności i wiedzy na temat florystyki było szkolenie, które organizowało biuro pracy dla osób chcących się przekwalifikować. Po dwóch dniach urlopu zdecydowałam się wrócić do Krakowa, by wziąć w nim udział i teraz wiem, że była to bardzo dobra decyzja. Przez miesiąc szkolenia, każdego dnia po 8 godzin, miałam możliwość poszerzenia wiedzy i przede wszystkim warsztatu w zakresie wszystkich działów florystyki.

Szkolenie było bardzo profesjonalnie prowadzone przez panią dyrektor Polskiej Szkoły Florystycznej z Poznania. Miałam możliwość pracy na bardzo licznym i różnorodnym materiale roślinnym co, uwierz mi proszę, wcale nie jest takie oczywiste wśród innych szkoleń florystycznych oferowanych na rynku. Bardzo duże znaczenie miało dla mnie, młodej mamy, która przez długi pobyt w domu utraciła trochę pewność siebie w kwestiach zawodowych, wielkie wsparcie i otwartość osoby prowadzącej szkolenie – pani Małgorzaty Bukalskiej. Niezwykle ciepła, kompetentna, ale i wymagająca osoba, dodała mi pewności siebie i pomogła uwierzyć, że moje marzenie o pracy florysty może się urzeczywistnić.

Ostatecznie ukończyłam kurs zdając celująco egzamin i z planami założenia firmy. Tylko, że plany to jedno, a rzeczywistość okazała się trudniejsza. Brak finansów skutecznie blokował rozpoczęcie mojej działalności.

Na szczęście pojawiła się szansa otrzymania bezzwrotnej dotacji na rozpoczęcie działalności z Małopolskiej Agencji Rozwoju Regionalnego. Nie było łatwo, długie szkolenia, pisanie po nocach biznesplanu oraz kolejna lekcja cierpliwości i wytrwałości, bo dotacja pierwotnie nie została mi przyznana. Dopiero po rozpatrzeniu mojego odwołania zostały przyznane mi środki na rozpoczęcie działalności. Założyłam więc firmę, która nazywa się FlorAnna  i zajmuje się oprawą florystyczną takich uroczystości jak śluby, komunie, eventy. Wykonuję bukiety okolicznościowe, wianki komunijne, stroiki świąteczne i inne.

Dodatkowo obserwując zainteresowanie moich córek kwiatami postanowiłam prowadzić także zajęcia dla dzieci. Otrzymałam wielkie wsparcie od Centrum Rozwoju Dzieci i Młodzieży Ekoland w Węgrzcach. Prowadzę tam comiesięczne warsztaty florystyczne dla „Mam i córek”, na które ku mojej wielkiej radości przychodzą także mamy z synami i tatowie z córkami. Na tych warsztatach, a także na „kwiatowych urodzinach”, które prowadzę, obserwuję jak wielką frajdę mają dzieci w tworzeniu kwiatowych kompozycji.

Opowiedz mi, jak Ty to sobie organizujesz: dzieci dość małe, a praca z kwiatami wymagająca… Jak to wygląda gdy masz jakieś duże zlecenie?

Trudność polega na tym, że kompozycje florystyczne muszą być przygotowane bardzo krótko przed uroczystością. Nie da się ich przygotować wcześniej. Pracuję zatem najczęściej w nocy albo bladym świtem. Wszystko musi być bardzo dobrze zorganizowane i zaplanowane. Dzieci są w szkole, przedszkolu lub z nianią i mają wtedy całkowity zakaz chorowania:).

Myślę, że gdyby mój mąż, który wspiera mnie w tym co robię, to wszystko nie byłoby możliwe. To on w tych bardzo pracowitych momentach przejmuje stery i zastępuje mnie w obowiązkach domowych. Jestem Mu za to bardzo wdzięczna.

Jak chcesz rozwijać biznes kwiatowy? Na czym Ci zależy najbardziej?

Bardzo cenię sobie to, że mogę być w domu z dziećmi. Dopóki dzieci są małe, nie szukam zajęcia, które pochłonie mnie na całe dnie. Założenie było takie, żeby znaleźć zajęcie dla siebie, coś co pozwoli mi się rozwinąć, zresetować, ale nie pochłonie mnie w całości. Dlatego nie nastawiam się na tłumy klientów, a bardziej zależy mi na indywidualnym kontakcie z nimi i na wyjątkowo trafnym i oryginalnym doborze kompozycji do ich potrzeb.

Chcę oferować im produkty bardzo wysokiej trwałości i jakości estetycznej, bo w przypadku kwiatów to bardzo istotne. Takie podejście owocuje tym, że jakiś czas po zleceniu na oprawę florystyczną ślubu, klienci wracają do mnie i zamawiają kwiaty na chrzciny:).

Czy szukasz klientów? Jak ich szukasz? A może musisz limitować?

Najlepsza promocja jest produkt bardzo wysokiej jakości. Na ten moment stawiam na tzw. marketing szeptany, który ma ogromna siłę. Ważniejsza jest dla mnie jakość kompozycji, a nie ich ilość. Zadowoleni klienci polecają mnie innym i tak powoli firma się rozwija.

A co Ci daje praca z kwiatami?

Wykonywanie tego co się lubi daje nieocenioną satysfakcję i radość. A jeśli jeszcze staje się to twoim zawodem to już chyba układ idealny. Tylko dzięki temu będąc wielkim śpiochem jestem w stanie wstać o 4.30 i z radością, podekscytowaniem jechać na giełdę kwiatową:).

Fascynuje mnie także obserwowanie, jak bardzo kwiaty wpływają na naszą wrażliwość estetyczną. Jak znacząco zmienia się stół, na którym stoi bukiet. Wystarczy wyobrazić sobie panią młodą z bukietem ślubnym lub też bez. Jest grupa ludzi, którzy uważają, że kwiaty to niepotrzebny wydatek, bo i tak za 3 dni zwiędną. Ale człowiek jest jakoś tak stworzony, że otoczony pięknymi kwiatami po prostu odpoczywa i odczuwa radość, zachwyt, nawet jeśli tego tak nie nazywa. I to jest ta taka magiczna część mojej pracy, która bardzo mnie pociąga.

Mam taką rodzinną anegdotę o spełnianiu marzeń. Kiedyś mój pradziadek Antoni, na co dzień zajmujący się handlem, zamarzył, aby zbudować wielką karuzelę dla dzieci. Czasy były ciężkie, przedwojenne, marzenie więc wydawało się bardzo abstrakcyjne. Jednak je zrealizował i jak głoszą rodzinne opowieści, odczuwał ogromną radość, gdy widział „jeżdżące” na drewnianych konikach dzieci. I właśnie o to trochę chodzi, zróbmy czasami coś dla siebie. Spełnijmy nasze najbardziej skrywane marzenie. Z tego zdawałoby się egoistycznego zatroszczenia się tylko o siebie wyniknie wiele dobra i ogromna radość, którymi to na pewno obdarujemy wszystkich dookoła.

Dziękuję Ci za rozmowę Aniu!

Rozmawiała: Agnieszka Kaczanowska.

Zdjęcia: archiwum Anny Radeckiej.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Podyskutuj

Jak zacząć zarabiać na tym, co się kocha? Strategia 5 kroków

Wierzę w to, że nie warto marnować życia na pracę, której się nie kocha. Mieć talenty i skąpić ich światu, pracując w miejscu, które nie jest dla nas stworzone. Wierzę, że każda z nas ma pewne uzdolnienia, które pozwalają jej dawać coś, czego inni potrzebują. Dawać coś w szczególny sposób. Nie musisz od razu stać się kimś wielkim. Nie musisz mieć rozgłosu, ale musisz zacząć słuchać swojego głosu. I za nim podążyć.

Wierzę w to, że skupienie się na tym, co nas pociąga i w czym w naturalny sposób jesteśmy dobre, tysiąc razy zwiększa nasze szanse na sukces, w tym sukces finansowy. Problem polega na tym, że nikt nas nie uczył tak myśleć o pracy. Nikt nas nie uczył uważnie przyglądać się swoim mocnym stronom. Kierujemy się lękiem częściej niż pasją, stresujemy się rozmowami kwalifikacyjnymi, boimy się założenia własnej firmy, boimy się porażek, strat, zwolnień i bezrobocia. Lęk to naturalna reakcja na kontakt z tym, co nieznane.

Jak zacząć?

1. Hamulce

Po pierwsze musisz przyznać, że najprawdopodobniej masz pewne założenia, które mogą działać jak sprawne hamulce Mercedesa klasy A i powstrzymać Cię przed wejściem na ścieżkę pracy, która jest pasją. Gdybyś ich nie miała, być może nie czytałabyś tego artykułu, ponieważ dawno zajmowałabyś się tym, co kochasz. Niektórzy to mają we krwi.

Moja babcia w wieku lat 12 wiedziała, że chce być księgową, dziś ma 82 lata i wciąż pracuje. Raz w tygodniu przyjeżdża po nią kierowca i zawozi do biura, gdzie robi audyt. Jest tak dobra w tym co robi, bo robi to co kocha. Być może nie myślałaś, że można kochać księgowość. Można. Pasja nie musi być górnolotna. Miles Davis też wiedział od dziecka, że chce być jazzmanem. Większość z nas jednak nie wie. Większość z nas musi poszukać swojej ścieżki.

Hamulce. Musisz je rozbroić, rozkręcić na części i odłożyć na bok. Hamulce to myśli, które każdy twórczy przebłysk zamieniają w matową, martwą, bezużyteczną mrzonkę. Zaczynają się od „Ale przecież…” Ale ja nie potrafię, nie umiem, nie da się, to niemożliwe i tak dalej. I co najważniejsze – każdy z hamulców wydaje się być stuprocentową prawdą, z którą nie ma co dyskutować. Tak działa ten mechanizm, którego napędową energią jest lęk. Ale skoro Ty już wiesz, możesz zapobiec tej hamującej sile.

2. Dzieciństwo

Wróć pamięcią do swoich dziecięcych i nastoletnich fantazji. Kim chciałaś być? Zapisz wszystko, co Ci przychodzi do głowy. Następnie pora na odrobinę alchemii. Poszukaj esencji dziecięcego marzenia. Nie daj się zwieść formie.

Nie chodzi o to, aby dokładnie realizować nastoletnie fantazje. Jeżeli chciałaś być aktorką, to esencją tego marzenia może być ekspozycja, sława, silne emocje. Jeżeli chciałaś być lekarzem, być może esencją jest pomaganie innym, ratowanie tego, co cenne. Te esencje mogą być realizowane w różny sposób. Niektórzy z nas mają z nimi kontakt od dziecka, inni nie. Dlatego sama musisz zobaczyć, na ile ten drugi krok będzie dla Ciebie istotny i pomocny.

Przeczytaj także: Każda kobieta ma w sobie talenty, za które ktoś inny jest w stanie zapłacić

3. Kochanie = dawanie

Weź kartkę. Wypisz wszystko to, co kochasz robić. Możesz zrobić to na zasadzie automatycznego pisania, prawie nie odrywając długopisu od kartki. Możesz zapełnić ją powoli, z namysłem. Nie cenzuruj się. Pozwól na swobodny przepływ myśli. Wypisuj rzeczy nie mające związku z pracą, bo mogą Cię naprowadzić na nowy trop. Bądź precyzyjna i wnikliwa. Dociekaj. Zastanów się głębiej. Co kochasz? Co Cię pociąga? Jakie jest drugie dno? Wszystko co napiszesz, może być punktem wyjścia do głębszej refleksji. Odwróć kartkę. Na drugiej stronie wypisz to, co chciałabyś dawać, to co Ty szczególnie możesz dać innym. To, w czym jesteś szczególnie dobra. To, co potrafisz. Albo, to co Cię pociąga.

4. Aplikacje

Ponieważ nie chodzi tu o to, aby zacząć „robić to, co się kocha”, lecz „zarabiać na tym, co się kocha”, w kolejnym kroku musisz porzucić świat ego, jego słodkich upodobań i pomyśleć o tym, czego potrzebują inni. Praca marzeń jest na przecięciu Twoich najmocniejszych stron i potrzeb innych ludzi.

Ludzie nie potrzebują tylko spraw wielkich. Są gotowi płacić za zaspokojenie drugorzędnych potrzeb. Potrzebują kogoś kto zrobi im świetne zdjęcia z wesela, kto doradzi jak zainwestować pieniądze, kto urządzi urodziny dla dziecka. Potrzebują porad, niekonwencjonalnej rozrywki, produktów i usług, które sprawiają że życie jest prostsze i piękniejsze. Popatrz na swoją kartkę. Weź każdy z zapisków pod lupę i dopisz do niego wszystkie aplikacje, czyli możliwości zastosowania, które zaspokoją potrzeby innych. Oddal perspektywę, że to Ty miałabyś się tym zająć. Potraktuj to jak ćwiczenie na wyobraźnię.

Wypisuj wszystko co Ci przychodzi do głowy, jak nie jesteś dobra w burzach mózgu i zacinasz się po pierwszym najbardziej oczywistym przykładzie, to nie rób sobie wyrzutów, tylko podsuń to zadanie komuś innemu. A co.

Przykład: „kocham gotować”.

Aplikacje: kucharz, blogger piszący o gotowaniu, osoba, która robi warsztaty kulinarne (na przykład dla dzieci, albo dla obcokrajowców, albo dla mężczyzn, których matki nie nauczyły nic oprócz robienia herbaty). Osoba, która gotuje w domu dla garstki osób, osoba która prowadzi catering albo gotuje zdrowe jedzenie dla przedszkola…

I tak z całą listą. Jak już skończysz, to zakreśl te pomysły, które najbardziej Cię pociągają.

Przeczytaj także: Jak mądrze porównywać się z innymi? Poznaj nasze podpowiedzi!

5. Test

Pomysły są niematerialne. Cała zabawa zaczyna się w łączeniu eteru z materią. Rzeczywistość ma sporo ograniczeń i cała sztuka w tym, aby sprytnie wpasować się między nie ze swoim pomysłem. Jeżeli masz pomysł i wiesz, kto może być nim zainteresowany, pora na test. Chcesz założyć szkołę językową dla bardzo małych dzieci? Twoimi klientami są ich matki. Zadzwoń do trzech matek małych dzieci i wypytaj je co sądzą o szkole językowej dla maluchów. Podoba im się taki pomysł? Czy są gotowe zapłacić za takie zajęcia? Dlaczego tak? Dlaczego nie? Co ważnego mają Ci do powiedzenia? Każdy pomysł można i należy przetestować na potencjalnych odbiorcach.

Powodzenia!

Grafika: Canva

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Założycielka Latającej Szkoły dla Kobiet www.latajacaszkola.pl, doświadczona trenerka z sześcioletnią praktyką, specjalistka od kreatywnych biznesów – redaktorka i pomysłodawczyni przewodnika „Kraków kobiet” (ha!art).
Podyskutuj

Radzisz sobie jako mama,dasz radę wrócić do pracy. Historia Natalii – projekt Mommypreneurs

"Boisz się nowych wyzwań? A nie bałaś się wejść w rolę mamy? Pamiętaj, radzisz sobie jako mama, dasz radę wrócić do pracy" - tak Natalia Boćkowska, uczestniczka projektu Mommypreneurs, zagrzewa Cię do walki. O siebie i swoje marzenia. I ma rację, bo czasem wystarczy sięgnąć po wsparcie, po wiedzę, pójść na szkolenie. Tak zrobiła Natalia. Przeczytaj co zyskała!
Natalia Boćkowska

Natalia, skorzystałaś z projektu Mommypreneurs – Przedsiębiorcza Mama. Co Cię do tego skłoniło? Skąd ten impuls: „O, chcę wziąć w tym udział, to coś dla mnie?

Do skorzystania z projektu Mommypreneurs skłoniły mnie, chęć przebranżowienia się i uzyskania nowych doświadczeń.

Czym zajmowałaś się przed projektem i przed ciążą?

Przed ciążą pracowałam na wyspie McCafe w Manufakturze. Nie był to szczyt moich marzeń, ale pracowałam tam podczas studiów, więc miałam doświadczenie.

Czy projekt pokrywał się z Twoimi wyobrażeniami? Co sprawiało Ci największą trudność, a co było zaskakująco łatwe?

Projekt bardzo mnie zaskoczył, oczywiście w pozytywnym sensie. Na początku myślałam, że będą to jakieś podstawowe informacje na temat projektowania stron internetowych. Zostałam mile zaskoczona, bo okazało się, że kurs był od podstaw, czyli od HTML do WordPress’a.

Jeśli chodzi o trudności, to muszę wspomnieć, że brałam udział w drugiej edycji programu. Dostałam się do niego podczas pandemii. Zajęcia trwały już jakiś czas, więc największą trudnością było doścignięcie dziewczyn, które już poznały wszystkie podstawy.

Jestem po liceum plastycznym, więc zdobytą tutaj wiedzę mogłam wykorzystać do projektowania stron internetowych, co sprawiło mi olbrzymią satysfakcję.

Poznaj również historię Zuzanny!

Natalia Boćkowska

W pewnym momencie projekt został zakończony, trzeba było zacząć działać na własną rękę. Jak wspominasz te początki? Czy dzięki projektowi rzeczywiście było łatwiej?

Pandemia niestety nie sprzyja w znalezieniu nowej pracy. Niemniej odnalezienie się w nowej sytuacji i zdobycie doświadczenia pokazało mi, co chcę w życiu robić. Już wiem, że chcę zajmować się projektowaniem stron internetowych i pracować w e-marketingu. Postanowiłam wyjść naprzeciw i sama zacząć budować swoją markę, która będzie widnieć pod moim imieniem i nazwiskiem. Zapraszam do odwiedzenia moich stron na Facebooku i Instagramie. Chcę, by moja firma, dzięki wiedzy zdobytej w e-marketingu oraz grafice, pomagała w rozkręcaniu młodych biznesów.

Które korzyści ze szkolenia wydają Ci się najbardziej znaczące?

To jest trudne pytanie, bo wszystko było znaczące w szkoleniu. Przede wszystkim zdobyłam wiedzę i doświadczenie, nabrałam pewności siebie. Uwierzyłam, że mogę robić rzeczy, które lubię i które dają mi satysfakcję, motywując do dalszego działania.

Młodym mamom trudno czasem uwierzyć, że poradzą sobie z czymś nowym. Boją się wyjść z inicjatywą, zostawić dzieci pod czyjąś opieką, zadbać – dla odmiany – o siebie. Masz jakieś rady dla takich mam?

Boisz się nowych wyzwań? A nie bałaś się wejść w rolę mamy?

Pamiętaj, radzisz sobie jako mama, dasz radę wrócić do pracy.

Przeczytaj też historię Eweliny!

Tak jak Ty, tak i Twoje dziecko potrzebuje spotkań z innymi ludźmi. Pamiętaj również, jeśli Ty będziesz się dobrze czuć, to Twoja rodzina również!

Dziękuję za rozmowę.

Artykuł powstał w ramach projektu Mommypreneurs – przedsiębiorcza mama.

Zdjęcie: prywatne archiwum Natalii.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Mama, żona, psycholog i redaktor. Spełniona zawodowo dzięki miłości do pisania, szczęśliwa prywatnie dzięki mężowi i dwóm cudownym synom. W krótkim czasie "tylko dla siebie” czyta, szyje… albo znowu pisze.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×