Czego szukasz

Jak pasja stała się drugim zawodem?

Pewnie każda kobieta marzy o tym, aby wykonywać zawód, który jest jednocześnie jej pasją. Pewnie też większość kobiet pragnie poczuć spełnienie nie tylko w roli mamy, ale również w pracy zawodowej. Annie Radeckiej to się udaje. Z wykształcenia filolog germanistyki, z wyboru żona i mama trójki dzieci, a z pasji florystka. Anna opowiada dlaczego i jak zaczęła swoją przygodę z biznesem kwiatowym? Co przynosi jej w tym radość, co fascynuje i czym chce się dzielić ze swoimi klientami?

  • Agnieszka Kaczanowska - 25/06/2017
Anna Radecka z nożyczkami w ręce w trakcie pracy

Aniu, masz trójkę dzieci, męża dom i pachnącą pasję! Opowiedz nam o niej. Czym się zajmujesz i jak to się zaczęło?

Z wykształcenia jestem filologiem germańskim, wiele lat pracowałam w biurze handlowym dużej firmy produkcyjnej, a obecnie prowadzę firmę florystyczną. Jak to się zaczęło? W moim rodzinnym domu zawsze były świeże kwiaty, które moi rodzice przynosili z ogrodu. Mimo, że ogród jest głównie warzywny, prawie cały rok kwitną też w nim na zmianę różne gatunki kwiatów. Bardzo często robiłam z nich bukiety.

Pamiętam też, jak po kwiaty cięte chodziło się u nas nie do kwiaciarni, ale do ogrodnika, u którego były niekończące się szklarnie z różami i goździkami. Bardzo lubiłam tam chodzić i obserwować, jak przed chwilą ścięte kwiaty układały się w bukiet. Myślę, że nasze pasje zaczynają kiełkować w nas już gdzieś w dzieciństwie. Często do końca nie odkryte zostają na poziomie czegoś co po prostu lubimy robić, u mnie stały się drugim zawodem.

Po urodzeniu drugiej córki zaczęłam odczuwać wielką potrzebę wyjścia z domu i zrobienia czegoś co nie miało nic wspólnego z organizacją domu i wychowaniem dzieci. Trafiłam na warsztaty florystyczne organizowane raz w tygodniu. Spodobało mi się tak bardzo, że nawet gdy nie miałam opieki dla córki chodziłam tam z nią i wiłam wianek bożonarodzeniowy, bujając jednocześnie fotelik, w którym mała się bawiła.

Potem przez pewien czas pomagałam mojej koleżance prowadzić firmę florystyczną. Po jakimś czasie ona postanowiła pójść inną drogą, a ja urodziłam trzecią pociechę i temat na chwilę ucichł. Z czasem jednak zaczęłam robić kompozycje kwiatowe, stroiki świąteczne dla znajomych, a także pierwszy bukiet ślubny dla opiekunki moich dzieci. Z lekkim zdziwieniem odkrywałam, że to co robię naprawdę podoba się innym.

Znamy się, ale nigdy nie rozmawiałyśmy o tym jakie kroki podjęłaś, aby robić to, co robisz teraz? Wiem o pasji, ale także o zleceniach od znajomych i znajomych znajomych – sama jestem zadowoloną klientką, a moje dzieci uwielbiają urodziny które prowadzisz! Ale masz za sobą także szkolenie z PUP.

Myślę, że najważniejszym krokiem do rozwoju moich umiejętności i wiedzy na temat florystyki było szkolenie, które organizowało biuro pracy dla osób chcących się przekwalifikować. Po dwóch dniach urlopu zdecydowałam się wrócić do Krakowa, by wziąć w nim udział i teraz wiem, że była to bardzo dobra decyzja. Przez miesiąc szkolenia, każdego dnia po 8 godzin, miałam możliwość poszerzenia wiedzy i przede wszystkim warsztatu w zakresie wszystkich działów florystyki.

Szkolenie było bardzo profesjonalnie prowadzone przez panią dyrektor Polskiej Szkoły Florystycznej z Poznania. Miałam możliwość pracy na bardzo licznym i różnorodnym materiale roślinnym co, uwierz mi proszę, wcale nie jest takie oczywiste wśród innych szkoleń florystycznych oferowanych na rynku. Bardzo duże znaczenie miało dla mnie, młodej mamy, która przez długi pobyt w domu utraciła trochę pewność siebie w kwestiach zawodowych, wielkie wsparcie i otwartość osoby prowadzącej szkolenie – pani Małgorzaty Bukalskiej. Niezwykle ciepła, kompetentna, ale i wymagająca osoba, dodała mi pewności siebie i pomogła uwierzyć, że moje marzenie o pracy florysty może się urzeczywistnić.

Ostatecznie ukończyłam kurs zdając celująco egzamin i z planami założenia firmy. Tylko, że plany to jedno, a rzeczywistość okazała się trudniejsza. Brak finansów skutecznie blokował rozpoczęcie mojej działalności.

Na szczęście pojawiła się szansa otrzymania bezzwrotnej dotacji na rozpoczęcie działalności z Małopolskiej Agencji Rozwoju Regionalnego. Nie było łatwo, długie szkolenia, pisanie po nocach biznesplanu oraz kolejna lekcja cierpliwości i wytrwałości, bo dotacja pierwotnie nie została mi przyznana. Dopiero po rozpatrzeniu mojego odwołania zostały przyznane mi środki na rozpoczęcie działalności. Założyłam więc firmę, która nazywa się FlorAnna  i zajmuje się oprawą florystyczną takich uroczystości jak śluby, komunie, eventy. Wykonuję bukiety okolicznościowe, wianki komunijne, stroiki świąteczne i inne.

Dodatkowo obserwując zainteresowanie moich córek kwiatami postanowiłam prowadzić także zajęcia dla dzieci. Otrzymałam wielkie wsparcie od Centrum Rozwoju Dzieci i Młodzieży Ekoland w Węgrzcach. Prowadzę tam comiesięczne warsztaty florystyczne dla „Mam i córek”, na które ku mojej wielkiej radości przychodzą także mamy z synami i tatowie z córkami. Na tych warsztatach, a także na „kwiatowych urodzinach”, które prowadzę, obserwuję jak wielką frajdę mają dzieci w tworzeniu kwiatowych kompozycji.

Opowiedz mi, jak Ty to sobie organizujesz: dzieci dość małe, a praca z kwiatami wymagająca… Jak to wygląda gdy masz jakieś duże zlecenie?

Trudność polega na tym, że kompozycje florystyczne muszą być przygotowane bardzo krótko przed uroczystością. Nie da się ich przygotować wcześniej. Pracuję zatem najczęściej w nocy albo bladym świtem. Wszystko musi być bardzo dobrze zorganizowane i zaplanowane. Dzieci są w szkole, przedszkolu lub z nianią i mają wtedy całkowity zakaz chorowania:).

Myślę, że gdyby mój mąż, który wspiera mnie w tym co robię, to wszystko nie byłoby możliwe. To on w tych bardzo pracowitych momentach przejmuje stery i zastępuje mnie w obowiązkach domowych. Jestem Mu za to bardzo wdzięczna.

Jak chcesz rozwijać biznes kwiatowy? Na czym Ci zależy najbardziej?

Bardzo cenię sobie to, że mogę być w domu z dziećmi. Dopóki dzieci są małe, nie szukam zajęcia, które pochłonie mnie na całe dnie. Założenie było takie, żeby znaleźć zajęcie dla siebie, coś co pozwoli mi się rozwinąć, zresetować, ale nie pochłonie mnie w całości. Dlatego nie nastawiam się na tłumy klientów, a bardziej zależy mi na indywidualnym kontakcie z nimi i na wyjątkowo trafnym i oryginalnym doborze kompozycji do ich potrzeb.

Chcę oferować im produkty bardzo wysokiej trwałości i jakości estetycznej, bo w przypadku kwiatów to bardzo istotne. Takie podejście owocuje tym, że jakiś czas po zleceniu na oprawę florystyczną ślubu, klienci wracają do mnie i zamawiają kwiaty na chrzciny:).

Czy szukasz klientów? Jak ich szukasz? A może musisz limitować?

Najlepsza promocja jest produkt bardzo wysokiej jakości. Na ten moment stawiam na tzw. marketing szeptany, który ma ogromna siłę. Ważniejsza jest dla mnie jakość kompozycji, a nie ich ilość. Zadowoleni klienci polecają mnie innym i tak powoli firma się rozwija.

A co Ci daje praca z kwiatami?

Wykonywanie tego co się lubi daje nieocenioną satysfakcję i radość. A jeśli jeszcze staje się to twoim zawodem to już chyba układ idealny. Tylko dzięki temu będąc wielkim śpiochem jestem w stanie wstać o 4.30 i z radością, podekscytowaniem jechać na giełdę kwiatową:).

Fascynuje mnie także obserwowanie, jak bardzo kwiaty wpływają na naszą wrażliwość estetyczną. Jak znacząco zmienia się stół, na którym stoi bukiet. Wystarczy wyobrazić sobie panią młodą z bukietem ślubnym lub też bez. Jest grupa ludzi, którzy uważają, że kwiaty to niepotrzebny wydatek, bo i tak za 3 dni zwiędną. Ale człowiek jest jakoś tak stworzony, że otoczony pięknymi kwiatami po prostu odpoczywa i odczuwa radość, zachwyt, nawet jeśli tego tak nie nazywa. I to jest ta taka magiczna część mojej pracy, która bardzo mnie pociąga.

Mam taką rodzinną anegdotę o spełnianiu marzeń. Kiedyś mój pradziadek Antoni, na co dzień zajmujący się handlem, zamarzył, aby zbudować wielką karuzelę dla dzieci. Czasy były ciężkie, przedwojenne, marzenie więc wydawało się bardzo abstrakcyjne. Jednak je zrealizował i jak głoszą rodzinne opowieści, odczuwał ogromną radość, gdy widział „jeżdżące” na drewnianych konikach dzieci. I właśnie o to trochę chodzi, zróbmy czasami coś dla siebie. Spełnijmy nasze najbardziej skrywane marzenie. Z tego zdawałoby się egoistycznego zatroszczenia się tylko o siebie wyniknie wiele dobra i ogromna radość, którymi to na pewno obdarujemy wszystkich dookoła.

Dziękuję Ci za rozmowę Aniu!

Rozmawiała: Agnieszka Kaczanowska.

Zdjęcia: archiwum Anny Radeckiej.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Podyskutuj

Nie będzie już lepszej okazji, żeby zacząć działać dla siebie – Mamy kupują u Mam

"Koronawirus zamknął nas wszystkich w domach, a więc to jest ten czas, kiedy możemy posłuchać samych siebie, własnych myśli i własnego ciała. Nie będzie już lepszej okazji, żeby zacząć działać dla siebie". O swojej firmie i dość zabawnych jej początkach opowiada Sylwia Wacławek, która zgłosiła się do naszej akcji #MamyKupująUMam.
  • Listy do Redakcji - 21/05/2020
Sylwia Wacławek

Sylwia Wacławek zgłosiła się do naszej akcji Mamy kupują u Mam. Przeczytaj czym się zajmuje, jaką prowadzi działalność i jak sobie teraz radzi!

Szeroko się uśmiechnęłam widząc Waszą nową akcję Mamy kupują u Mam i wspominając jednocześnie zeszłoroczną – Stań na własnych nogach – moje pościele znalazły się w 50-tce laureatów. Pomyślałam, że i tym razem skorzystam z dobrodziejstw, które proponujecie… albo po prostu opowiem Wam swoją historię (jak dla mnie nawet trochę zabawną)

Trochę wtedy było zamieszania artykułem o mojej firmie. 😉 Najpierw czekał w kolejce na publikacje, później wkradła się błędna informacja, że produkuję naturalne kosmetyki. 🙂

Przeczytaj także: Szyję lniane pościele dla dzieci

Ha… i w momencie kiedy skończyłam czytać całość, naszła mnie pewna myśl. W sumie to dlaczego miałabym nie sprzedawać naturalnych kosmetyków? Przecież jest to bliska memu sercu idea – świetnie wpisująca w otaczanie się naturą i szycie lnianej pościeli – biodegradowalnej i niebielonej chemicznie.

Oto natura

I tak od Oto Len z konkursu, powstał sklep Oto Natura, który w swojej ofercie ma sporo naturalnych kosmetyków, środków czystości, akcesoriów itp.

Jednak, jak to często bywa, każdy kto kocha naturę i środowisko, zakochuje się również w jodze. 🙂 To jakaś dziwna zależność, ale niezwykle często spotykana. 🙂 Oczywiście też się zakochałam!

Tak więc, do mojej naturalnej oferty dołączyły również wałki do jogi i poduszki do medytacji wypełnione ekologiczną łuską gryki.

Jeśli chcesz być na bieżąco z innymi historiami kobiet, zapisz się na nasz newsletter!

Godzina zero

Oficjalnie sklep wystartował niedawno, bo sporo czasu zajęło mi znalezienie odpowiedniego dostawcy materiałów, tworzenie grafik, opisów i wszystkich formalności, które są niezbędne do prowadzenia sklepu internetowego.

Wybiła godzina zero, a ja zamiast z entuzjazmem otwierać sklep, słyszę w wiadomościach, że pandemia koronawirusa sponiewiera cały świat. Przez moment żałowałam swoich naiwnych decyzji i wyobrażeń o własnym biznesie. Byłam na siebie zła, że nie potrafię poskromić swoich marzeń i pcham się tam, gdzie widocznie nie ma dla mnie miejsca.

No nic, jednak należę do osób, które umieją skakać, więc wszystkie „kłody” pod nogami nie są mi straszne – pomyślałam. I oczywiście…

Sposób na kwarantannę

Pierwsze zamówienie jakie znalazło się w koszyku to był wałek do jogi. Drugie – poduszka do medytacji. O zgrozo, jakie było moje zdziwienie. A przecież ta kategoria miała być tylko dodatkiem w moim sklepie.

I w końcu do mnie dotarło. Koronawirus zamknął nas wszystkich w domach, a więc to jest ten czas, kiedy możemy posłuchać samych siebie, własnych myśli i własnego ciała. Nie będzie już lepszej okazji, żeby zacząć działać dla siebie.

Przecież przeważnie po prostu brakuje nam odpowiedniej motywacji, ale tym razem nikt nie szukał wymówek. Ba, wszyscy szukali sposobu na domową kwarantannę.

Naturalnie, maty poszły w ruch w nie jednym domu, a wraz z nimi w sporej części w/w wałki do jogi i poduszki do medytacji.

Przeczytaj także: Tworzymy rękodzieło użytkowe w stempelkach – Mamy kupują u Mam

Mimo moich wielu obaw, działamy

A sklep okazał się strzałem w dziesiątkę. Oprócz tego, że sprawnie działa, mam ogromną satysfakcję z tego, że mogę realnie pomóc wszystkim tym, którzy zostali w domu. Wszystkim tym, których ten czas przytłacza, wszystkim którzy już dawno próbowali zrobić coś dla siebie, ale ciągle to odkładali.

Dzięki temu, że sprawnie realizujemy swoje wysyłki, nasi klienci, którzy dziś chcieli zacząć ćwiczyć jogę, następnego dnia mieli niezbędny sprzęt u siebie.

Co więcej, odezwało się do nas mnóstwo szkół jogi, które z wiadomych przyczyn nie mogą prowadzić fizycznie zajęć w swoich siedzibach – to one wpadły na świetny pomysł i zaczęły zamawiać od nas wałki do jogi dla swoich uczniów. Dzięki temu, oni prowadzą zajęcia online, a my zaopatrzamy wszystkich potrzebujących, tak by mogli praktykować jogę w domu.

Ten czas pomimo, że dla wszystkich ciężki, a pewnie też niezrozumiały, spowodował, że sklep www.otonatura.com.pl funkcjonuje lepiej niż się spodziewałam. Dostajemy masę wiadomości e-mail z podziękowaniem za tak szybką realizacje zamówień. Ogromne szczęście daje mi również to, że moi klienci naprawdę są zadowoleni z ich jakości i wykonania. To ma dla mnie ogromne znaczenie.

Chciałabym, aby wszystkie mamy, które pragną zacząć praktykować jogę mogły zrobić to już teraz. Na hasło: mamopracuj uzyskają 5% rabat w naszym sklepie.

Przeczytaj także: Mamy kupują u Mam – wspieramy Wasze biznesy. Dołącz do akcji!

Zdjęcia: prywatne archiwum Sylwii

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Listy do Redakcji

Poglądy wyrażone w listach są wyłącznie poglądami ich autorów i nie mogą być uznane za poglądy Redakcji Mamo Pracuj.

Plusy posiadania własnej domeny

Jeśli zakładasz swoją stronę WWW, to możesz skorzystać z własnej domeny, zdecydować się na subdomenę w adresie firmy hostingowej albo postawić na darmowy alias. Co oznaczają poszczególne rozwiązania? Dlaczego tym najlepszym jest posiadanie własnej domeny? Na co powinieneś zwrócić uwagę, wybierając adres?
  • Alicja Zielińska - 20/05/2020
dłonie na klawiaturze

Adres strony www

Kiedy już kupiłeś hosting, musisz zdecydować, z jakiego adresu będziesz korzystać. To on będzie pojawiać się w wyszukiwarkach internetowych, to z niego będą korzystać użytkownicy, wchodząc na stronę. Do wyboru masz kilka rozwiązań. Oto plusy i minusy każdego z nich:

Subdomena

Załóżmy, że wybrałeś hosting w AZ.pl. Firma daje Ci możliwość korzystania z darmowej subdomeny w tym adresie. Co to oznacza? Że do Twojej dyspozycji może być np. adres nazwa_serwera.nazwa_domeny_twojego_operatora. Możesz go używać całkowicie za darmo. Jeśli usługi nie przedłużysz, to wtedy z tego adresu może zacząć korzystać dowolny inny użytkownik. I to jest największy minus tej propozycji.

Subdomena jest do Twojej dyspozycji do momentu, kiedy jesteś klientem danej firmy hostingowej. Jeśli zdecydujesz się na takie rozwiązanie, to wybierz hosting w sprawdzonej marce. Dlaczego? Jeżeli firma upadnie, to stracisz adres.

Alias

Pojęcie to dotyczy nie tylko adresów stron WWW, ale również e-maili. Alias to alternatywny adres. Co to oznacza? Załóżmy, że zdecydowałeś się na skorzystanie z darmowego hostingu i adres Twojej strony jest nieatrakcyjny.

Często w takich przypadkach użytkownicy decydują się na używanie aliasu. Jak to działa? Firma, która jest abonentem atrakcyjnego adresu, daje Ci możliwość skorzystania z niego. Ale uwaga: w przypadku standardowego aliasu w wyszukiwarce będzie zaindeksowana w dalszym ciągu strona z długim adresem. Może to być dobry wybór, jeśli dopiero uczysz się tworzenia i prowadzenia stron WWW, ale na pewno nie w przypadku strony firmowej czy jakiegokolwiek serwisu, który budujesz dla użytkowników

Domena

W przypadku domeny jesteś abonentem i płacisz za możliwość korzystania z niej przez rok lub dłuższy okres. Jest to zdecydowanie najlepsze rozwiązanie. Dlaczego? Przede wszystkim pracujesz na swoją markę – do kiedy będziesz przedłużać adres, będzie on pozostawać do Twojej dyspozycji – nie jesteś uzależniony od tego, że ktoś Ci kiedyś odbierze możliwość korzystania z darmowej subdomeny.

Domeny są bardzo tanie – możliwe, że adres z rozszerzeniem .pl zarezerwujesz za kilka złotych, a czasami nawet za darmo. Jakie jeszcze korzyści daje własna domena? Poczta e-mail, z której dotąd korzystałeś, może mieć takie rozszerzenie. Np. Twoim adresem będzie: [email protected] Jeśli używałeś innych adresów, to wtedy pocztę możesz przekierować na nowy albo wszystkie wiadomości odbierać w jednym programie pocztowym. Pamiętaj, żeby zdecydować się na taki adres, który będzie łatwy do zapamiętania dla zainteresowanych, którzy mogą stać się twoimi klientami lub po prostu użytkownikami strony.

Ponadto własna domena nie wiąże Cię z żadną firmą hostingową na stałe. Domenę rejestrujesz u wybranego operatora i nie ma znaczenia, z jakiego hostingu będziesz korzystać. Nawet jeśli wybrałeś usługę serwerową w tej samej firmie, gdzie zarejestrowałeś domenę, to adres możesz przekierować na zewnętrzny hosting. Natomiast, żeby przenieść obsługę domeny do innej firmy, wystarczy że skorzystasz z opcji transferu. Wybór własnej nazwy jest najlepszą opcją, jeśli chodzi o adres strony www.

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Alicja Zielińska
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail