Czego szukasz

Jak nie marnować pieniędzy i jedzenia, czyli kuchnia zero waste

Kontynuując ekologiczne rozważania, dziś na warsztat bierzemy nasze poczynania w kuchni, a raczej grzechy, jakie popełniamy wobec Matki Natury. A może Tobie udaje się już robić małe kroki w kierunku ekologii? Może nawet są to kroki milowe? Daj nam znać!

  • Małgorzata Krzyworączka - 24/10/2019
zmywające mydło do naczyń

Marnowanie energii

W kuchni mamy kilka urządzeń, które na co dzień zużywają prąd, jednak te trzy najwięcej: kuchenka elektryczna, lodówka i zmywarka. Warto wprowadzić kilka rozwiązań, aby nie marnować niepotrzebnie energii, nie tylko ze względów finansowych.

Wykorzystanie energii elektrycznej wiąże się z negatywnymi skutkami dla środowiska. Podczas produkcji energii, mamy do czynienia z emisją dwutlenku węgla, odpowiedzialnego za wzrost temperatury na powierzchni naszej planety, tzw. efekt cieplarniany.

Marnowanie jedzenia

Wyrzucona żywność to zmarnowane hektolitry wody, mnóstwo energii potrzebnej do jej produkcji, transportu i przechowywania. Wyrzucanie żywności to także marnowanie zasobu, jakim jest ludzka praca. Skutkiem jest zmniejszanie rezerw wody i energii na Ziemi oraz zwiększanie ilości śmieci. To także sztuczne nakręcanie konsumpcji, która prowadzi do podwyżek cen żywności.

Marnowanie resztek organicznych

Wszelkie odpady ulegające biodegradacji (obierki z warzyw, części roślin, resztki jedzenia), to cenny materiał, którym – po odpowiednim procesie kompostowania – można na nowo zasilić glebę. Ta z kolei posłuży nam do wyprodukowania czegoś nowego: jedzenia, drzew przerabianych na papier itp.

Odpady organiczne są cennym zasobem, jednak wymagają odpowiedniego traktowania, aby mogły być wykorzystane. Resztki organiczne, które trafią na wysypisko odpadów i zostaną przysypane innymi materiałami, nie ulegną biodegradacji, bo zostanie odcięty tlen i słońce. Będą gnić w beztlenowym środowisku i w rezultacie powstanie szkodliwy dla środowiska metan.

Generowanie zbyt dużych ilości odpadów

Do kuchni trafia większość naszych codziennych zakupów, a to wiąże się z generowaniem odpadów w postaci opakowań, głównie plastikowych. Znajdą się też puszki, słoiki, papier, generalnie wszystko w co jest zapakowana żywność, środki czystości. Ale to nie jedyny problem. Z kuchni na wysypiska elektrośmieci trafiają też zepsute sprzęty. Często kupujemy sprzęty słabiej jakości z krótkim terminem gwarancji. Gdy się psują – nie naprawiamy ich, lecz kupujemy nowe.

Stosowanie zbyt dużej ilości agresywnych detergentów, które nie tylko szkodzą domownikom, ale też wlewane do kanalizacji nie ulegają biodegradacji i obciążają środowisko naturalne.

Marnowanie wody

W kuchni do kanalizacji trafia sporo tzw. “szarej wody”, która powstaje przy myciu warzyw i owoców, płukaniu naczyń itp. Patrząc na zmiany klimatu, widoczne gołym okiem, na przedłużające się okresy suszy, łatwo zrozumieć, że konieczność jej ponownego wykorzystania staje się już sprawą oczywistą.

Wraz ze wzrostem świadomości ekologicznej rośnie nasza potrzeba bycia dobrym dla otaczającego nas świata i nas samych. To, co początkowo może wydawać się trudne, okazuje się życiem bliżej natury, symbolicznym powrotem do domu, do korzeni, do nas samych. Gdy zrobisz pierwszy krok, może kolejne wcale nie będą takie trudne.

Oto kilka prostych działań, które wpłyną na Twoje rachunki, ale też będą pozytywnie oddziaływać na Naszą Planetę. Wybrałam te najprostsze, które nie wymagają jakichś radykalnych zmian, ani dużych nakładów finansowych. Wystarczą szczere chęci i można coś zmieniać.

Jak oszczędzać energię w kuchni?

Lodówka to symbol nowoczesnego życia, ale też największy konsument energii w domu. Ustaw termostat na odpowiednim poziomie, żeby nie marnować niepotrzebnie energii. Jeśli lodówka stoi w pobliżu okna, zastosuj zasłonę, żeby nie świeciło na nią słońce. Regularnie czyść kondensator i pilnuj, żeby taśmy uszczelniające drzwi lodówki dobrze przylegały do drzwi. Wyjeżdżając na urlop opróżnij i wyłącz lodówkę, a drzwi zostaw nieco uchylone.

Piekarnik wykorzystuj wydajnie. Sprawdź czy uszczelki nie są uszkodzone, bo to powoduje, że ciepło ucieka. Sprawdź czy działa oświetlenie wewnętrzne, żebyś nie musiała ciągle otwierać drzwiczek w celu sprawdzenia czy ciasto jest gotowe, bo to również sprawia, że ciepło ucieka.

Zmywarka zużywa sporo energii elektrycznej na podgrzanie wody, dlatego – jeśli to tylko możliwe – nastawiaj zmywanie ekonomiczne i zmywaj tylko wtedy, gdy zmywarka jest w pełni załadowana.

W czasie gotowania już samo przykrycie garnka pokrywką i wolne gotowanie – zamiast intensywnego wrzenia – zmniejsza straty energii.

Jeśli robisz sobie herbatę, wlewaj do czajnika taką ilość wody, jakiej rzeczywiście potrzebujesz – a nie do pełna.

Jak nie marnować jedzenia w kuchni?

Wg badań Federacji Polskich Banków Żywności, najwięcej jedzenia wyrzucają ludzie w wieku 25-35 lat, żyjących w dużych miastach. W większości osoby z tego przedziału wiekowego nie planują swoich posiłków, a to podstawa, jeśli chcemy nie marnować żywności.

Przygotowywanie posiłków to operacja logistyczna, którą należy zacząć od planowania. Po pierwsze ustal menu, a potem zaplanuj mądrze zakupy. Jeśli robisz je raz w tygodniu i kupujesz spory zapas jedzenia, to weź pod uwagę fakt, że w ciągu kolejnych 2-3 dni musisz te produkty przetworzyć i zjeść, aby nic się nie zmarnowało. Jeśli nie masz czasu na wielkie gotowanie lub często wyrzucasz zepsute jedzenie, rozważ inny system zakupowy: częściej, a mniej.

Jeśli zdarzy Ci się nadwyżka żywności, czujesz, że Twoje zapasy żywności lada dzień nie będą się już nadawały do spożycia, trzeba szybko działać, bo każdy produkt w koszu to zmarnowane zasoby, ale też wyrzucone Twoje pieniądze, na które TY pracujesz.

Z jarzyn, które zbyt długo leżały w lodówce, zwiędły, nie wyglądają zbyt apetycznie, zawsze możesz ugotować bulion, który będzie świetną bazą do zupy czy sosu. Bulion wlany na gorąco do wyparzonego słoika może postać w lodówce jeszcze kilka dni.

Jeśli zostało Ci sporo owoców, które niebawem nie będą się nadawały do jedzenia, ugotuj z nich kompot. Ten zapomniany napój znów przeżywa swój renesans, bo okazuje się wersją totalnie zero waste w porównaniu z rozmaitymi “kartonikowymi” i butelkowymi soczkami.

O kompocie czy innych przetworach można też pomyśleć, gdy mamy nadmiar własnych owoców i warzyw sezonowych lub np. dostaniemy od cioci skrzynkę czereśni. Warto wówczas pomyśleć o zapasach na zimowe miesiące i zamknąć trochę lata w słoikach. Pamiętaj też o mrożeniu i suszeniu. Te procesy również przedłużają trwałość produktów.

Jak wykorzystać resztki organiczne?

Odzyskiwanie odpadów organicznych to temat jeszcze świeży w Polsce. Do tej pory można było to robić na własną rękę. Ta forma recyklingu bio-odpadów jest popularna na terenach wiejskich, czasem osoby dysponujące własnym ogródkiem zakładają gdzieś w rogu kompostownik. Teraz będzie można także korzystać z miejskich programów kompostowania. Wystarczy tylko mieć w kuchni osobny pojemnik na bio-odpady.

Od 1 lipca 2017 mamy nowe regulacje odnośnie segregacji odpadów. Według nowych zasad dotyczących segregacji odpadów, powinniśmy zacząć również oddzielać bio-odpady i na to przeznaczone są brązowe kontenery. Zmiany pojawiają się stopniowo (mamy okres przejściowy) – w niektórych gminach pojawiły się już właściwe pojemniki, w innych wciąż jeszcze obowiązują stare zasady segregacji. Docelowo każde gospodarstwo ma wydzielać frakcję bio-odpadów, a przedsiębiorstwa komunalne mają zapewnić ich odbiór.

Jeśli masz ogródek, warto spróbować stworzyć własny kompostownik, który da nam organiczny nawóz. Jeśli uprawiasz warzywa lub kwiaty w doniczkach, dostarczysz swoim roślinom niezbędnych składników pokarmowych, takich jak azot i fosfor. Jest kilka sposobów kompostowania. Można wybrać odpowiednią metodę dostosowaną do własnych potrzeb i możliwości. Znajdziesz na ten temat wiele informacji w Internecie.

Odzyskiwanie odpadów biodegradowalnych jest bardzo ważnym punktem w ochronie Naszej Planety. Przede wszystkim przyczyniamy się do zmniejszenia ilości odpadów na składowiskach oraz redukujemy emisję gazów cieplarnianych. Pośrednio ograniczamy także hałas związany ze zbiórką odpadów i zmniejszamy stosowanie nawozów sztucznych.

Jak ograniczyć ilość innych odpadów w kuchni?

Utensylia na całe życie. Kupuj sprzęty kuchenne z myślą że posłużą Ci przez całe życie. Unikniesz wówczas niepotrzebnego wyrzucania ich na wysypiska, które i tak już są przepełnione. Nie kupuj rzeczy tanich: noży, desek, chochelek, które łatwo wygiąć, złamać czy stopić. Zainwestuj w dobrej jakości akcesoria. Drewniane deski do krojenia nasącz olejem lnianym lub oliwą z oliwek, aby przedłużyć ich trwałość. Deskę do krojenia można wygładzić papierem ściernym, jeżeli są na niej głębokie ślady od noża. Wybierając do kuchni czajnik, mikser i inne urządzenia, szukaj takich, które mają najdłuższą gwarancję.

Zdekompletowana zastawa, czyli pokochaj niedoskonałe

Trochę to trudne, gdy obserwujemy na Instagramie czy Facebooku perfekcyjną zastawę innych ludzi, jednak miej świadomość tego, że to, co obserwujesz mediach społecznościowych, jest “rzeczywistością”, do której wcale nie musisz dążyć. To co jest niedoskonałe jest piękne, dlatego zachwycaj się starym, lekko wyszczerbionym kubkiem z dzieciństwa, zadrapanym, nadgryzionym zębem czasu stołem, poplamionym obrusem po babci, czy kwiatami w słoiku po dżemie.

Twój stół wcale nie musi być nakryty perfekcyjną, lśniącą zastawą. Nic się nie stanie, gdy goście zasiądą do stołu i każdy zje na innym talerzu. Kupowanie nowego zestawu śniadaniowego tylko dlatego, że zbił się jeden z talerzyków od kompletu jest totalnie no eco! Jeśli nie kupisz nowego kompletu, producent wyprodukuje o jeden komplet mniej. Na każdym etapie cyklu życia tego produktu producenci i cała sieć dostawców wykorzystają mniej energii i wyemitują mniej zanieczyszczeń do środowiska. Przypomnij sobie, co to jest cykl życia produktu.

Mniej opakowań w kuchni

Opakowania wielorazowe i materiały naturalne (len, bawełna, drewno) świetnie sprawdzą się w procesach przechowywania żywności, w kuchni oraz na zakupach. Warto do nich wrócić, by móc wyeliminować szkodliwą dla środowiska folię.

Idea zero waste pokazuje nam, jak ograniczać śmieci, jak dbać nie tylko o naszą planetę, ale także o domowy budżet, organizując dom zrównoważony. W takiej sytuacji sprawdzają się:

  • woreczki wielorazowe na warzywa i owoce, pieczywo – lniane lub z innego materiału – uszyte samodzielnie, bądź kupione. Wystarczy je mieć zawsze przy sobie, gdy robisz zakupy. Pomogą Ci świadomie zrezygnować z oferowanych przez sprzedawców foliówek. Są lekkie i wytrzymałe. Sprawdzą się na zakupach w sklepie i na targowisku.
  • pojemniki spożywcze, słoje, słoiczki, puszki, lunchboxy – warto posiadać naczynia pozwalające zachować świeżość produktom. Nie musisz zapełniać wysypiska plastikowymi torebkami. Resztki posiłków, lunch do pracy, kanapki dla dziecka przekładaj do pojemników z pokrywkami, miseczek, słoików, zamiast zawijać je w folię lub wkładać do plastikowych woreczków. Dzięki temu kosz zapełni się znacznie wolniej.
  • szklane butelki, bidony, termosy – sprawdzają się za każdym razem, gdy wychodzimy z domu – do pracy, do szkoły, na spacer, wycieczkę. Rezygnacja z wody i napojów w butelkach PET to podstawa w przestrzeganiu zasad zero waste.

Drewniane szczoteczki do naczyń, myjki z naturalnych włókien, lniane ściereczki. Używaj przedmiotów wykonanych z zasobów odnawialnych, a nie tworzyw sztucznych. Mają istotną zaletę: bezpieczeństwo dla środowiska. Wyrzucając je po zużyciu, mamy pewność, że nie będą się rozkładać przez setki lat.

Stosując drewnianą szczoteczkę do mycia naczyń zamiast syntetycznej myjki, przyczynisz się do ograniczania plastikowych odpadów w naszym środowisku. W tym samym czasie kilkadziesiąt tradycyjnych myjek z tworzywa sztucznego wylądowałoby w koszu, obciążając nasze środowisko.

Mimo naszych starań, odpady w kuchni będą powstawały – w mniejszych ilościach, ale jednak. Bardzo ważne jest ich sortowanie. Niby to takie oczywiste, ale wciąż jedna trzecia Polaków nie segreguje odpadów!

Jak ograniczyć chemię w kuchni?

Na rynku mamy ogromny wybór chemii gospodarczej. Niestety komercyjne środki są niebezpieczne, zarówno podczas ich produkcji, kiedy to zanieczyszczają środowisko, niszczą zdrowie pracowników fabryk, jak i podczas stosowania. Co więcej, gdy się skończą, opakowania po nich dodatkowo stanowią balast dla środowiska naturalnego. Jest to argument za tym, aby używać domowych, łagodniejszych środków czyszczących. Charakteryzują się prostotą, bezpieczeństwem i oszczędnością.

Nie potrzebujemy dużej ilości chemii, aby wyczyścić kuchnię na błysk, czy umyć przybory kuchenne. W Sieci jest mnóstwo pomysłów na wykonanie środków czystości opartych na składnikach dostępnych w sklepach spożywczych, zielarskich czy w Internecie. Chcąc wykonać własne środki do czyszczenia, warto zaopatrzyć się w takie produkty, jak: ocet spirytusowy, kwasek cytrynowy, soda oczyszczona, soda kalcynowana, gliceryna roślinna, woda utleniona, boraks, szare mydło, wódka lub spirytus, naturalne olejki eteryczne. Z pomocą tych składników można wyczarować naprawdę skuteczne środki, które pozwolą nam zaoszczędzić sporo pieniędzy, ale też sprawią, że ograniczymy kontakt z wszelkimi szkodliwymi substancjami podczas codziennego sprzątania kuchni.

Oto kilka prostych trików do zastosowania w czasie sprzątania kuchni:

  • pociemniałe srebrne sztućce odzyskają swój blask, gdy zanurzysz je w gorącej wodzie z sodą i odrobiną płynu do mycia naczyń,
  • mosiądz pięknie się błyszczy po przetarciu roztworem octu z solą.,
  • blat i zlew można łatwo doczyścić szmatką i odrobiną sody,
  • wnętrze piekarnika czyść namydloną szmatką, gdy jest jeszcze ciepły; oporne zabrudzenia można przetrzeć sodą.

Jeśli nie masz czasu na robienie własnych środków czystości, używaj środków przyjaznych dla środowiska, ulegających biodegradacji. Szukaj detergentów, które nie zawierają syntetycznych środków zapachowych, surowców petrochemicznych, syntetycznych barwników, syntetycznych konserwantów, surowców modyfikowanych genetycznie, fosforanów, wybielaczy optycznych, zwierzęcych tłuszczy i innych surowców z martwych zwierząt. Używając produktów ekologicznych dokładasz swoją symboliczną cegiełkę na rzecz budowy bardziej zdrowego świata.

Zmywające mydło to produkt zastępujący płyn do mycia naczyń. Usuwa tłuszcz i brud z naczyń, a przy tym posiada skład przyjazny środowisku. Stosując tę kostkę w kuchni, zamiast tradycyjnego płynu do mycia naczyń, przyczynisz się również do ograniczania plastikowych odpadów w naszym środowisku.

Jak oszczędzać wodę w kuchni?

Nie pozwól, aby woda z mycia warzyw uciekała do kanalizacji. Wykorzystaj ją do mycia naczyń, podłóg, podlewania roślin.

Kropla co kilka sekund wyciekająca z nieszczelnego kranu to kilka tysięcy litrów zmarnowanej wody rocznie. Napraw cieknący kran i zainwestuj w perlator, który zmniejszy przepływ wody.

Pij kranówkę

Bezmyślnie marnujemy w kuchni bardzo dobrej jakości wodę, a do picia kupujemy wodę w butelkach, która często ma o wiele gorsze parametry niż woda z kranu. Kranówka wciąż uważana jest w Polsce za coś niezbyt zdrowego, nie smacznego, a nawet trującego. Być może są to uprzedzenia z czasów PRL’u, kiedy jakość wody była dużo gorsza niż dzisiaj. Obecnie, z powodu unijnych regulacji, woda z kranu jest o wiele ściślej monitorowana niż woda butelkowana. Na każdym etapie produkcji jej skład badają akredytowane laboratoria, które sprawdzają aż 62 różne parametry ustalone przez Światową Organizację Zdrowia. Dlatego wodę z kranu można pić bez obaw.

Czy zero waste to chwilowa moda?

Plastikowe butelki po wodzie w znacznej części nie są poddawane recyklingowi i trafiają na wysypiska śmieci, a co gorsze na pobocza dróg, do lasów, rzek i oceanów, dlatego lepiej sprawić sobie butelkę wielokrotnego użytku i napełniać ją wodą z kranu. Będzie taniej, zdrowiej i bardziej ekologicznie.

Gdy mam gości, na stół trafia dzbanek pełen wody z kranu z ziołami (bazylia, mięta) i plasterkami pomarańczy, cytryny.

Produkty lokalne najmniej obciążają środowisko

Przemysłowa uprawa warzyw i owoców zużywa olbrzymie ilości paliw kopalnych. Owoce i warzywa kupowane w supermarketach przemierzają tysiące kilometrów, aby trafić na nasz stół, nie mówiąc już o kosztach pakowania i przechowywania. Dlatego najbardziej ekologiczne jest kupowanie produktów lokalnych i sezonowych.

Dla osób, które dysponują chociaż niewielkim skrawkiem ziemi, świetną alternatywą jest własny warzywniak.

Własne warzywa i zioła to oszczędność pieniędzy, a przy tym mniejsza ilość opakowań, w których kupiłabyś te produkty. Po drugie, zawsze masz pewność, że warzywa są świeże, zrywasz tyle, ile potrzebujesz i nic się nie marnuje. Jesz prawdziwe zdrowe jedzenie, które czerpie energię ze słońca. Własny ogródek to świetny sposób na relaks, a dla dzieci prawdziwa lekcja przyrody.

Jeśli nie podchodzisz entuzjastycznie do tematu uprawy, albo po prostu nie masz do dyspozycji ogródka, możesz spróbować zasiać zioła do doniczek lub skrzynek i umieścić je w kuchni na parapecie, bądź na balkonie. Świeże zioła będą cennym uzupełnieniem waszej diety.

Gdy masz własny warzywniak, pomyśl o zbieraniu deszczówki. Co może być bardziej oszczędnego niż zbieranie wody deszczowej, która za darmo spada z nieba?

I to tyle rozważań na temat ekologii w kuchni. Mam nadzieję, że pomysły Cię zainspirowały do działań.

Pisanie tego artykułu zbiegło się z największą w historii światową mobilizacją w sprawie ochrony klimatu. Przewodziła jej młodziutka Greta Tumberg ze Szwecji. Wspominałam o niej już w moim pierwszym artykule. Od tego czasu ludzie coraz częściej wychodzą na ulice, domagając się całkiem nowego modelu gospodarczego i nowego sposobu dzielenia się naszą Planetą, która umiera na naszych oczach.

Szczególnie ostatnio da się słyszeć to rozpaczliwe wołanie językiem pożarów, powodzi i suszy, które mocno uświadamia nam, że żyjemy na Planecie, gdzie z każdym dniem jest coraz mniej życia. Jeśli to wołanie nie jest Ci obojętne, przyłącz się do nas, szukaj inspiracji do proekologicznych zmian, bądź jej częścią, wybieraj świadomie, zabieraj głos w tej sprawie.

Zobacz też jak zacząć przygodę z pielęgnacją w duchu zero waste!

Zdjęcia: Małgorzata Krzyworączka

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Małgorzata Krzyworączka
Mama dwójki wspaniałych dzieci - Ani i Tomka. Prowadzi sklep internetowy z naturalnymi kosmetykami Fasja.pl

Gdzie najtaniej kupić mleko i codzienne zakupy? Ta apka w tym pomoże

Masz dość pilnowania wydatków? Wiecznego sprawdzania promocji i pamiętania o kończących się ofertach? Zakupy przestały być przyjemnością, a stały się udręką? Mamy coś dla Ciebie! Dzięki aplikacji Blix znów polubisz codzienne zakupy – zaoszczędzisz sporo czasu i pieniędzy! To dziecinnie proste. Zobacz jak działa ta darmowa apka! Jak kupować, by zaoszczędzić?
  • Dominika Kamińska - 23/01/2020
młoda kobieta na zakupach spożywczych

Choć wynagrodzenia i dochody gospodarstw rosną, wysoka stopa inflacji sprawia, że nie odczuwamy by w naszym portfelu przybyło środków, wręcz obserwujemy niestety wzrost cen podstawowych dóbr szybkozbywalnych.

Na szczęście mądrze planując zakupy, jesteśmy w stanie sporo zaoszczędzić. Duże sieci handlowe organizują, zwykle cotygodniowe, akcje promocyjne, dzięki którym za pełny koszyk produktów zapłacimy rozsądną cenę. Jak zaplanować zakupy, by nie przegapić promocji? Pilnowanie ofert kilku supermarketów może nastręczać trudności. Aplikacja Blix przychodzi z pomocą. Znajdziesz tu aktualne oferty wszystkich marketów obecnych na polskim rynku.

Więcej o aplikacji dowiesz się odwiedzając stronę: https://blix.pl Jeśli chcesz przekonać się jak działa ta innowacyjna apka, pobierz ją z Google Store. Całkowicie za darmo!

W Blix nie tylko przejrzysz, ale i porównasz ceny

Blix oferuje nie tylko możliwość przejrzenia aktualnych promocji, dzięki wbudowanej wyszukiwarce możesz porównać ceny tego samego artykułu w różnych sklepach. Z tą aplikacją kupujesz zawsze w najlepszej cenie.

Wybrany produkt możesz dodać do listy zakupowej – tym sposobem nie przegapisz końca promocji. Sprawdź pełną funkcjonalność aplikacji i już dziś pobierz ją na telefon. Blix to Twój niezawodny zakupowy asystent.

Lista zakupów zawsze pod ręką

Pewnie niejednokrotnie zdarzyło Ci się przygotować listę zakupów, a następnie zostawić ją w domu. Każdy pilnujący wydatków domowych wie, że zakupy bez konkretnych wytycznych zawsze kończą się wyższą kwotą do zapłacenia przy kasie. Dzięki aplikacji Blix będziesz miał listę zakupów zawsze przy sobie.

Ta sprytna aplikacja pozwala na tworzenie nawet kilku list zakupowych jednocześnie – w zależności od Twoich potrzeb. Możesz dowolnie komponować i edytować listy. Zawsze kiedy masz telefon przy sobie, możesz dodawać i skreślać produkty z listy.

Z Blixem nigdy nie przegapisz promocji. Zawsze, gdy kończy się promocja na produkt, który masz na swojej liście zakupów, aplikacja wyśle Ci powiadomienie o terminie, kiedy upływa ważność oferty.

„A karta jest?”

Każdy zakupomaniak wie, że posiadając kartę lojalnościową danej sieci handlowej może liczyć na atrakcyjne rabaty, które nie są dostępne dla pozostałych śmiertelników. Będąc wiernym klientem kilku sklepów jednocześnie, możemy zauważyć, że nasz portfel puchnie… Niestety rzadko od nadmiaru gotówki, zwykle powodem jest nadmiar plastykowych kart lojalnościowych…

Nie dość, że zajmują miejsce, to jeszcze zwykle, gdy są potrzebne okazuje się, że nie ma ich pod ręką… I na uprzejme pytanie pani kasjerki „A karta jest?”, szukamy pomocy wśród pozostałych kolejkowiczów bądź liczymy, że nasz czarujący uśmiech, zapewni nam należny rabat. Blix pozwala na przechowywanie wielu kart lojalnościowych jednocześnie w wersji elektronicznej. Z tą aplikacją zawsze masz kartę przy sobie… Oszczędzasz kasę, czas, nerwy i miejsce w portfelu…

Co to jest Blix?

Blix to Twój niezawodny asystent zakupowy. Dzięki tej innowacyjnej aplikacji zawsze trzymasz rękę na pulsie. Z Blixem zyskujesz dostęp do wszystkich aktualnych gazetek promocyjnych największych sieci handlowych. Wbudowana wyszukiwarka pozwala na porównywanie cen tego samego produktu w wielu różnych sklepach. Możesz tworzyć listy zakupów z opcją przypominania o kończącej się promocji. Z aplikacją Blix karty lojalnościowe oraz listę zakupów masz zawsze przy sobie. Zakupy z Blixem znów staną się przyjemne!

Artykuł powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Dominika Kamińska

Co jest kluczem do połączenia życia rodzinnego i zawodowego?

To pytanie, na które poprawnych odpowiedzi będzie sporo, ale jak znaleźć to co najważniejsze? Do podzielenia się swoją historią i doświadczeniem zaprosiłam niesamowitą kobietę, która po prostu to zrobiła i robi każdego dnia! Izabela Pipka, zawodowo HR Director w firmie Bosch Poland , a prywatnie mama czwórki dzieci. Iza dzieli się swoimi sposobami i podpowiada, jak znaleźć swoje własne!
  • Agnieszka Kaczanowska - 22/01/2020
Izabela Pipka, HR Director w firmie Bosch Poland

Izo, menadżerskie stanowisko, czwórka dzieci, pewnie nie raz słyszałaś pytanie „Jak Ty to robisz?”, ale ja zapytam inaczej: opowiedz mi proszę skąd czerpiesz motywację do tego, aby łączyć to, co niektórzy twierdzą, jest tak trudno połączyć?

W pewnym sensie trzeba przyznać rację tym, którzy twierdzą, że nie da się tego połączyć. Sztuka polega na tym, aby postawić jasną i wyraźną granicę między domem, a pracą i nie mieszać ze sobą tych światów. To, że dzieci wiedzą, gdzie pracuję, co robię, a także fakt, że mąż interesuje się moją pracą jest OK. Gdy jednak przynoszę do domu emocje z pracy, to już nie jest w porządku. Taka sytuacja oznaczałaby, że pozostaję w zawieszeniu: nie jestem w pełni w domu, ale też nie wyszłam całkowicie z pracy. To jest ze stratą dla wszystkich.

Takie postawienie granic może napędzać motywację, o której wspominasz. Jeśli chcesz spędzać jak najwięcej czasu z rodziną, to musisz lepiej organizować się w pracy. Wierzę, że dzięki temu można uzyskać lepsze efekty.

To działa też w drugą stronę. Jeśli chcesz realizować się zawodowo, musisz bardzo dobrze organizować życie domowe. Nie jest to łatwe, ale z perspektywy czasu, wydaje mi się, że ma to też wiele pozytywnych stron.

Dzieci już od najmłodszych lat uczą się dobrej organizacji, wszyscy jesteśmy bardziej uważni na siebie i chyba lepiej wykorzystujemy czas.

Uważam, że wiele kobiet ulega psychozie strachu, że dzieci odbierają możliwość rozwoju zawodowego lub, że praca zawodowa jest zagrożeniem dla życia rodzinnego. Jasne, że dla niektórych matek lepszym rozwiązaniem jest pozostanie w domu z dzieckiem, ale też jest grupa kobiet, dla których nie jest to dobry kierunek. Istotne jest dokonanie właściwej oceny swoich predyspozycji, określenie, jak widzę swoje życie po urodzeniu dziecka, przygotowanie planu osiągnięcia tego celu i działanie. W takim wyborze najważniejsze jest, aby czuć się wolnym.

Nigdy nie myślałam w kategoriach stawiania w opozycji życia rodzinnego i zawodowego. Od kiedy pamiętam, marzyłam o założeniu rodziny i udało mi się to marzenie zrealizować. Jednocześnie nigdy nie brałam pod uwagę, że to może zablokować mój rozwój zawodowy. Jak widać można to zrobić, należy jedynie zadawać sobie właściwe pytania: nie „czy” to się uda, ale „jak” to zrobić.

Ja patrzę na to w ten sposób, że zarówno w domu, jak i w pracy, mam do zaoferowania coś niepowtarzalnego, czym mogę się podzielić. Rodzina oczywiście wygrywa w tym znaczeniu, że jej oddaję całą siebie. Wierzę jednak, że mam też kompetencje czy talenty, które rodzinie się nijak nie przydadzą, a szkoda byłoby je zmarnować i dlatego dzielę się nimi w mojej pracy. Gdybym zrezygnowała z któregoś z tych miejsc, pewnie czułabym się uboższa. Mam też nadzieję, że i świat jest bogatszy dzięki temu, że tak wybrałam.

A czy miewałaś trudniejsze chwile? Zwątpienia czy to się uda? Czy warto walczyć?

Przyznam, że nie za bardzo pasuje mi tu rozważanie w kategoriach walki. Od razu staje mi przed oczami obraz umęczonej Matki-Polki. A to zupełnie nie tak. Owszem miewam takie chwile, gdy – jak to się mówi – mam wszystkiego dość. Niektórzy twierdzą, że matki zaangażowane zawodowo pracują na dwóch etatach. Mam więc prawo być zmęczona. Samo zmęczenie nie jest jednak problemem, jeśli tylko widzę, że ma to sens.

Gorzej gdy dopadają Cię takie dość typowe „zmory”, że nie jesteś dobrą matką, nie gotujesz codziennie obiadów, nie jesteś przy dziecku, gdy traci pierwszego mleczaka itd. Takich upiorów nie przepędzam sama, robi to za mnie mój domowy „oddział specjalny”. Wystarczy chwila spędzona z którymś z dzieci i ich uśmiech. Pomaga też rozmowa z mężem, który rozumie i wspiera w zachowaniu dystansu. Inny sposób, który na pewno działał wtedy, gdy dzieci były mniejsze: lubiłam się w takich trudnych chwilach położyć z nimi do łóżka. Równy oddech dziecka, różowa niewinna buźka i to ciepełko, które od niego bije… wystarczy pół godziny takiej sesji i już wiesz co masz robić.

Nie do przecenienia w takich sytuacjach było wsparcie męża, muszę przyznać, że pewnie bez tego byłoby zdecydowanie trudniej.

Izo, kiedy rozmawiałyśmy przygotowując się do tego wywiadu, powiedziałaś coś bardzo ważnego w kontekście łączenia życia rodzinnego i zawodowego; że to jest wspólne zadanie, nazwałaś to współodpowiedzialnością – i tak sobie myślę – że to jest właśnie ten klucz!

Współodpowiedzialność w najszerszym tego słowa znaczeniu, prawda?
Tak. Trudno mi w ogóle wyobrazić sobie sytuację, w której nie planuję z mężem wszystkich elementów wspólnego życia. To nie jest tak, że tylko w kwestii wychowania dzieci jesteśmy współodpowiedzialni, a w pozostałych sferach każdy pracuje na swój rachunek. Co więcej – oboje jesteśmy odpowiedzialni za siebie nawzajem. Mój mąż jest odpowiedzialny również za mój rozwój zawodowy, a ja za jego.

Każdą decyzję o kolejnym dziecku zawsze omawialiśmy dość szczegółowo. I priorytetem nie było wcale to, czy nas stać, ale jak zmieni to nasze życie, nasze relacje, jak może wpłynąć na naszą pracę. Bo to, że zmiany nastąpią jest oczywiste. Każdą zmianę jednak możemy wykorzystać do rozwoju. W przypadku pojawienia się dziecka, i nieważne czy pierwszego, czy kolejnego, również otwiera się przed nami szerokie pole możliwości i korzyści.

Jeśli mądrze tym pokierujemy to nasza relacja zyskuje naprawdę wiele i przenosi się na zupełnie inny poziom. Kiedy widzę, że mąż potrafi zrezygnować ze swoich planów czy zajęć, bo chce mi pomóc, to daje mi to dużo ważnych życiowych odpowiedzi. Również sama znajduję sporo radości w tym, że z czegoś potrafię zrezygnować dla męża czy dziecka. I wcale nie uznaję tego za stratę. Po prostu następuje pewne przewartościowanie i człowiek dostrzega, co w głębi duszy naprawdę było dla niego ważne.

Taka zmiana paradoksalnie bardzo dobrze wpływa na funkcjonowanie zawodowe.

Jest to dobry moment, by dokonać refleksji, czy moja praca faktycznie jest dla mnie ważna, czy jestem w dobrym miejscu? Otwiera się szereg nowych możliwości. Jest okazja do dokonania małego bilansu, wzmocnienia samooceny, może nakreślenia zupełnie nowej ścieżki kariery. Można wrócić do pracy po urlopie macierzyńskim z zupełnie nowym pomysłem na siebie. Przeważnie nie wykorzystujemy tej szansy, a szkoda.

Tutaj też ważne jest wsparcie męża. Bo przecież jeśli wpadnie nam do głowy, że chcemy podnieść swoje kompetencje i pójść np. na studia, potrzebujemy jego pomocy.

Ważne też jest wsparcie pracodawcy. Jeśli jasno komunikujemy swoją wizję, burzymy wizerunek matki z dzieckiem jako pracownicy z obciążeniem. Błędny wizerunek.

Kobieta, która chce wrócić do pracy po urodzeniu dziecka musi być naprawdę mistrzem logistyki. Musi nauczyć się wykorzystywać każdą minutę, nauczyć się dobrej współpracy z innymi (od partnera począwszy) i nauczyć się delegować.

To ostatnie chyba jest najtrudniejsze w odniesieniu do dzieci, ale przynosi niesamowite efekty. W każdym wieku dziecko może już wziąć odpowiedzialność za choćby mały odcinek. Niech to będzie ustawianie bucików w przedpokoju. Dzięki temu nasz dom jest naprawdę nasz, a mama ma te parę minut więcej z doby.

Wspomniałaś także o ważnej kwestii jaką jest ustalanie swoich granic, co tutaj masz na myśli? Pamiętam doskonale, że kiedy dzieci są malutkie – to ustalanie granic jest szalenie trudne…

Podstawową rzeczą jest nie bać się swojego rodzicielstwa, czyli nie obawiać się mądrze wymagać. Zresztą podobna zasada obowiązuje w pracy na stanowisku menadżerskim.

Myślę, że mogę pokusić się o stwierdzenie, że rola matki jest bardzo dobrą szkołą zarządzania.

Trzeba umieć dogadać się z Zarządem (śmiech) i dziećmi. Przy oczywiście poszanowaniu praw i wolności każdego. Tu warto też dodać, że to stawianie granic chroni nas samych. To, że jestem matką i jestem cała dla moich dzieci nie oznacza, że nie mam własnego ja, które trzeba chronić, rozwijać, pielęgnować. I nie chodzi o egoizm.

Człowiek, który zatraca czy to w pracy, czy w obowiązkach domowych samego siebie, traci po pewnym czasie tożsamość. Dzieci to w zasadzie projekt kilkunastoletni. Potem trzeba pozwolić im odejść (mam już takie doświadczenie 🙂 ). A my mamy jeszcze wiele innych ważnych i ciekawych zadań przed sobą. Tak to widzę.

A jeśli chodzi o Twoje obowiązki zawodowe, jak sobie radzisz kiedy dzieci chorują, mają wakacje 10 tygodni… czy występy w przedszkolu w południe?

To trudny temat. W różnych okresach naszych karier zawodowych mieliśmy z mężem różne możliwości opieki nad dziećmi. Gdy dzieci chorowały, czasami on zostawał w domu, czasami ja. Na szczęście mąż przez większość kariery uprawiał wolny zawód, więc to było jakieś ułatwienie. Nie było tych chorób znowu tak wiele, więc nawet, gdy się zdarzyły, nie było żadnego problemu w pracy z krótkim zwolnieniem.

Wakacje to już poważniejszy temat. Zawsze staramy się spędzać choćby tydzień czy dwa rodzinnie. Nie ma więc mowy o tym, aby brać urlop osobno, by zapełnić wakacyjną lukę. Skoro bierzemy urlop razem to oznacza, że jesteśmy z dziećmi krótko, a pozostały czas… musimy organizować.

Bywało różnie. Gdy dzieci były malutkie, mieliśmy wspaniałe opiekunki. Gdy trochę podrosły, bardzo pomagali nam moi rodzice, którzy chętnie zabierali dzieci na wakacje. Od mniej więcej 9 roku życia, a niektóre nawet wcześniej, nasze dzieci wyjeżdżały na różnego rodzaju zorganizowane wyjazdy. Możliwości jest naprawdę wiele. Trzeba tylko uważnie sprawdzić z kim wysyła się dziecko i w następnym roku samo już pyta o wyjazd.

Dla nich to niesamowita szkoła usamodzielniania się. Są też przeważnie w gronie rówieśników, co zapewnia dobrą zabawę. A nam w domu pozwala za nimi zatęsknić. Przeważnie tylko pierwszy tydzień takiej wakacyjnej ciszy domowej daje ukojenie. Potem już zaczyna nam brakować tych kłótni, krzyków i nawet bałaganu. Powrót hałasu, co nas samych, co roku, zadziwia, witamy naprawdę z radością.

Chyba najtrudniejsze ze wszystkiego są te szkolne występy. Wiadomo, że zawsze chce się na nich być nawet, gdy dziecko w przedstawieniu gra „dziewiątego wróbelka”. Nie zawsze jest to niestety możliwe. Staramy się z mężem tak manewrować swoimi kalendarzami, aby przynajmniej jedno z nas było i nagrało występ. Prawdę mówiąc jestem przekonana, że obecność na tych występach więcej daje mi niż dziecku. Wiadomo, że ono bardzo chce, abym była i to niesamowite uczucie, że jestem dla kogoś tak ważna, dodaje skrzydeł.

Pracodawcy powinni wręcz wymagać, aby rodzice „zrywali się” z pracy na szkolne przedstawienia. Myślę, że tam mogą łapać szczególną motywację i przekonanie, że warto. Warto pracować, poświęcać się, układać misterną logistykę, bo efekt jest wspaniały. A jaki jeszcze będzie, gdy dziecko podrośnie?

Powiedz jeszcze, jakie macie swoje rodzinne sprawdzone sposoby na łącznie życia rodzinnego z zawodowego?

Dom to takie małe przedsiębiorstwo. Bardzo ważne jest zarządzanie i podział kompetencji oraz obowiązków. Od zarządzania jak wiadomo są rodzice, co nie zwalnia ich z innych zadań. My na przykład, mieliśmy w domu grafik dyżurów na cały tydzień: zmywarka, odkurzanie, wyrzucanie śmieci, sprzątanie samochodu itp. Dyżury były dostosowane do wieku, ale każdy wiedział, co ma robić i nie było marudzenia. Ważna jest pomoc dzieciom w usamodzielnianiu się. One mają większą radość z tego, że robią coś same, a my więcej luzu.

Oczywiście każdy dzień przynosi nowe wyzwania: treningi, zajęcia dodatkowe, zakupy, lekarz. Codziennie wieczorem obowiązkowo musi się odbyć „odprawa”, żeby nikt nie został samotny na „polu walki”. Nie chroni to oczywiście przed spóźnieniem po odbiór dziecka, czy zawiezieniem czasami dziecka w kapciach zimą do szkoły (to mąż 🙂 ). Takie drobne rodzicielskie wpadki. Ale staramy się je eliminować.

O swojej pracy staramy się też zawsze mówić dobrze przed dziećmi. Wiem, że w modzie jest narzekanie, ale pomijając, że sam człowiek może się przez to wpędzić w depresję, to narzekając przy dziecku szkicuje mu fatalną perspektywę: praca jest za karę.

Po drugie, jak dziecko ma potem zrozumieć, że rodzic nie spędza czasu z nim, bo woli wyjść do pracy, której nienawidzi. Skoro tak wybiera, to jaką buduje samoocenę u dziecka.

Można też wprowadzać życie rodzinne do firmy. Kilkakrotnie urządzaliśmy w naszych biurach Mikołajki. Przychodziły całe rodziny. Atmosfera robiła się naprawdę domowa.

W Boschu zorganizowaliśmy też letnie półkolonie dla dzieci. Super rozwiązanie dla tych, którym trudno zapewnić opiekę dla dziecka na wakacje. Dodatkowo dzieci się poznają, nawiązują przyjaźnie i są maksymalnie długo z rodzicem – przyjeżdżają z nim rano do pracy i wracają po południu. Zainteresowanie półkoloniami przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. Widać, że trafiliśmy idealnie w potrzeby rodziców. I dzieci chyba też.

Jako Dyrektor HR i mama, jak uważasz, jakie rozwiązania, które może zastosować pracodawca są kluczowe? Czy obserwując rynek rekrutacji widzisz zmiany na lepsze w postrzeganiu kobiet, mam, ogólnie pracujących rodziców?

Przez ostatnie trzydzieści lat zmieniło się bardzo wiele na rynku pracy w postrzeganiu i dowartościowaniu kobiet. Weźmy choćby urlopy wychowawcze, które mogą od lat brać również ojcowie. Daje to, kobietom chcącym realizować się zawodowo, możliwość szybszego powrotu do pracy. Dobrze też, że urlop – opiekę na dziecko (2 dni w roku) – możemy wykorzystywać „na godziny”, co oznacza, że spokojnie mogę wyjść na wspomniane popołudniowe przedstawienie.

A w rekrutacji? Bardzo dużo mówi się o unikaniu dyskryminacji przy wyborze pracowników. Podnosi to z pewnością świadomość wśród HR oraz managerów, chociaż gdzieś podskórnie czuję, że jeszcze długa droga przed wieloma pracodawcami w Polsce. Wizja Pracownicy, która za chwilę będzie w ciąży (co często jest różnoznaczne ze zwolnieniem lekarskim), a potem skorzysta z rocznego urlopu macierzyńskiego, powoduje, że ciągle wielu pracodawców wybiera „niezawodnych” mężczyzn… Ale tak naprawdę inwestycja może być długoterminowa, nie każda kobieta musi korzystać ze zwolnienia lekarskiego, da się zorganizować tymczasowe zastępstwo i po urlopie macierzyńskim (czas szybko mija) wraca zaangażowana mama.

Coraz częściej widzimy też tatusiów zaangażowanych w proces opiekuńczo-wychowawczy, stąd postrzeganie zatrudnienia każdej kobiety jako ryzyko dla pracodawcy, jest błędnym myśleniem.

W ten sposób odrzucamy te osoby, które bardzo często potrafią doskonale organizować czas, są zaangażowane i bardzo lojalne wobec pracodawcy, który umożliwił im realizację swoich planów rodzinnych.

Rynek pracy cały czas się uelastycznia, co pozwala wychodzić ze schematu: pracujący zawodowo ojciec, opiekująca się dziećmi matka. Sama jestem tego przykładem. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że wszelkie udogodnienia dla młodych matek, chcących realizować się zawodowo, nie są aż tak wielkim kosztem, biorąc pod uwagę zysk.

Jeśli matka chce mieć np. troje dzieci i nie stworzy jej się bezpiecznych warunków powrotu do pracy po pierwszym dziecku, to prawdopodobnie na zawsze wypadnie z rynku. Jeśli będzie miała wsparcie pracodawcy, będzie wracała po każdym porodzie i będzie to z korzyścią dla wszystkich.

A jaka byłaby Twoja rada dla mamy wracającej po dłuższej przerwie do pracy? Gdybyś mogła jej powiedzieć kilka zdań, aby dodać otuchy, co by to było?

Po pierwsze należy przepędzić wszystkie lęki. Nie jesteś pierwszą mamą, która wraca do pracy po urodzeniu dziecka. Twój powrót do pracy może być dobry dla Was obojga. Cokolwiek nie zrobisz i tak dla Twojego dziecka będziesz najlepszą mamą na świecie. Jeśli nie wierzysz, to zapytaj je, gdy tylko nauczy się mówić, a potem weryfikuj to co rok.

Mogłabym też powiedzieć: jeśli chcesz wrócić do pracy na ugiętych nogach, niepewna i przymuszona, to daruj sobie. To musi być absolutnie wolna decyzja. W przeciwnym wypadku stracisz Ty sama, Twoje dziecko i firma. Jednocześnie pamiętaj, że masz prawo do samorozwoju i dziecko ma Ci w tym pomóc. Nie patrz więc na nie jak na kogoś, kto Cię ogranicza.

Myślę też, że wiele obaw dotyczy tego, czy uzyskam odpowiednie wsparcie. Otóż z całą pewnością, przynajmniej w Boschu, matki mogą liczyć na bardzo dużą pomoc i zrozumienie. Dostosowane godziny pracy, pokój karmienia itd. Nie licząc nieformalnej pomocy od koleżanek, które już mają za sobą takie doświadczenia i chętnie podzielą się nimi z kimś, kto tego potrzebuje.

Myślę, że to jest także idealny moment, aby krótko opowiedzieć o naszym wspólnym programie mentoringowym, który ruszy już wkrótce!

Tak, to nowa inicjatywa, mam nadzieję, że piękna i okaże się przydatna dla wielu mam. Zaprosiliśmy nasze Boschowskie Mamy do podzielenia się swoim doświadczeniem, umiejętnościami z mamami spoza naszej firmy, które właśnie tego potrzebują. Czasami drobna rada, mała sugestia albo nawet samo wysłuchanie lub ukierunkowanie myślenia może być krokiem milowym w podjęciu decyzji o własnym rozwoju.

Zainteresowanie takim rodzajem pracowniczego wolontariatu przerosło nasze oczekiwania. Jako firma będziemy wspierać ten proces. Mamy – Mentorki mogą spotykać się z Mentee w czasie pracy, w miejscu pracy, planujemy też dla nich spotkania przygotowujące do roli mentorskiej, będziemy je wspierać w procesie. Już czekamy na rezultaty tych działań.
Myślę, że wszyscy możemy powiedzieć sobie: ODWAGI!

Dziękuję za rozmowę. I już wkrótce zaprosimy do programu mentorskiego Bosch i Mamo Pracuj!

Więcej informacji o tym, w jaki sposób Bosch wspiera pracujących rodziców można znaleźć w profilu firmy w Bazie Pracodawców Przyjaznych Rodzicom wraz z najnowszymi ofertami pracy!

Zdjęcia: własność Bosch Poland.

Rozmawiała: Agnieszka Kaczanowska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail