Czego szukasz

Jak dobrze chwalić dzieci?

To, że dzieci trzeba chwalić nie ulega wątpliwości. Okazuje się, że nie zawsze robimy to dobrze. Jak zatem robić to z pożytkiem dla naszych dzieci i nas samych? Co ciekawe działa to też w dorosłym życiu, ale słabiej.

  • Jacek Branas - 05/01/2015

Teoria chwalenia dzieci

Od kilkudziesięciu lat słyszy się, że dzieci powinny być chwalone. To podobno zwiększa ich poczucie własnej wartości. Większość rodziców się temu przychyla i chwali swoje dzieci. Często zatem słyszymy i widzimy, jak rodzice mówią: „Jesteś taki mądry, że…”, „Masz do tego talent!”, „Jesteś taka zdolna!”, „Jaki jesteś cudowny!”, „Jak pięknie wyglądasz!”, „Jaki jesteś sprawny!” itd.

Teoria chwalenia wydaje się być prawdziwą, a jednocześnie prostą do zastosowania. Pod koniec XXw. Claudia Mueller i Carol Dweck z Uniwersytetu Kolumbia przeprowadziły program badawczy w dziedzinie psychologii sukcesu, który sprawdzał jak działają pochwały. W ich eksperymentach uczestniczyło ponad czterysta dzieci w wieku od dziesięciu do dwunastu lat. Dzieci, które uczestniczyły w badaniach pochodziły z rodzin o różnej sytuacji ekonomicznej, czy też społecznej.

Badaczki prosiły dzieci o rozwiązanie testu na inteligencję, w którym należało znaleźć figury, które były kolejnymi w sekwencji. Po rozwiązaniu testu prowadzący zbierali testy i obliczali wynik. Wszystkie dzieci dostawały fałszywą ocenę. Mówiono im, że poradziły sobie doskonale i uzyskały wynik ponad 80% poprawnych odpowiedzi. Dodatkowo połowie dzieci powiedziano, że muszą być naprawdę inteligentne, skoro tak dobrze rozwiązały ten test. Pozostałe dzieci nie usłyszały żadnej pochwały. Jeżeli przytoczona na początku teoria dobrego wpływu chwalenia dzieci byłaby prawdziwa, to taka pochwała miałaby bardzo dobry wpływ na dzieci. Dalsza część badania pokazała, że faktycznie, wpływ był ogromny.

[view:ad_intext_superbanner_3=block]

W dalszej części badacze poprosili dzieci, żeby wybrały jeszcze jedno zadanie do rozwiązania. Do wyboru było zadania o odmiennym stopniu trudności, jedno było łatwe i najprawdopodobniej dziecko go bez problemów rozwiąże, choć wiele się przy tym nie nauczy. Z drugim, trudniejszym, może sobie nie poradzić, ale za to jest ciekawsze i nawet jeżeli go się nie rozwiąże, to można się przy nim wiele nauczyć. Około 65% dzieci z grupy, której powiedziano, że są inteligentne wybrało łatwiejsze zadanie. Z drugiej grupy było ich mniej – ok. 45%. Dzieci, które chwalono za inteligencje wolały wybrać łatwiejsze, bezpieczniejsze zadanie. Teoria chwalenia zaczyna chwiać się w posadach.

Kolejne zadania było już bardzo trudne (takie same dla wszystkich) i wiele dzieci sobie z nimi nie poradziło. Uczestników eksperymentu zapytano, czy podobały im się zadania i czy mają ochotę popracować nad nimi samodzielnie kiedy już będą w domu.

Teoria chwalenia dzieci otrzymała cios, po którym wydaje się całkowicie pogrzebana. Okazało się mianowicie, że dzieci, których inteligencję chwalono nie były skłonne do pracy nad zadaniami w domu! Grupa, której nie pochwalono w zdecydowanej większości chciała się zajmować zadaniami!

Badacze byli jednak bezlitości dla teorii chwalenia dzieci. Ostatnia część eksperymentu polegała na rozwiązywania łamigłówek o podobnym poziomie trudności jak w pierwszej części. Okazało się, że dzieci z pochwalonej grupy osiągnęły słabsze(!) wyniki, niż w pierwszym teście.

Dzieci chwalone za inteligencję radziły sobie gorzej!

Jest wiele przyczyn dla których tak się dzieje – Carol Dweck poświęciła temu zagadnieniu książkę pt. „Nowa psychologia sukcesu”, którą gorąco polecam! Wymienię tutaj kilka przyczyn. Jeżeli chwalisz dziecko, że jest mądre, to poprawiasz mu nastrój, ale powodujesz powstanie lęku przed porażką. Takie dziecko będzie unikać wyzwań, bo popełnienie błędu będzie oznaczać, że nie jest takie mądre! Porażka powoduje utratę motywacji i brak chęci podejmowania wyzwań.

Dzieci, które uczestniczyły w eksperymencie zostały poproszone o powiedzenie kolegom, jak sobie poradziły. Okazało się, że aż 40% dzieci z pochwalonej grupy podało zawyżone wyniki! Tylko 10% dzieci z drugiej grupy zawyżyło swoje wyniki.

Czy można coś z tym zrobić?

W drugiej wersji tego badania badacze również pochwalili połowę dzieci, ale tym razem chwalili ich wysiłek! Powiedzieli im: „Musiałeś się mocno postarać, żeby uzyskać tak dobry wynik!”. Następne części eksperymentu pokazały siłę chwalenia za wysiłek. Tylko 10% tak pochwalonych dzieci poprosiło o łatwe zadanie! Znacznie więcej z nich zdecydowało się również o zabranie zadania do domu. Na końcowym teście (tak samo trudnym jak na początku) grupa dzieci pochwalonych za wysiłek rozwiązała więcej zadań i uzyskała lepsze wyniki!

Jak chwalić, żeby było dobrze?

Jeżeli chcesz, żeby Twoje dziecko miało lepiej w życiu, chwal go za pracę i wysiłek, a nie za inteligencję, czy zdolności.

Chwalenie za wytężoną pracę motywuje do działania, niezależnie od konsekwencji – bez strachu przed porażką!

Chęć nauczenia się czegoś jest w tym przypadku większa, niż lęk przed słabą oceną. Jeśli się im nie uda, to dzieci chwalone za wysiłki będą przypisywać porażkę temu, że niestarczająco pracowały na sukces. Zła ocena dla nich to informacja, że muszą więcej pracować.

Jeżeli Twoje dziecko dostało dobrą ocenę, to powiedz mu, że widać efekty jego/jej pracy! Jeżeli twój syn strzelił bramkę na meczu, to pochwal go za ciężko pracę na treningach.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Jacek Branas
Trener rozwoju osobistego. twojecele.eu
Podyskutuj

Kalendarz wakacyjny DIY i rodzinna lista przyjemności

Jak pokazać dzieciom, że ponad 11 tygodni wakacji to dużo czasu i fajnie aby cieszyć się z każdego dnia? Jak pokazać, że czekają na nich różne atrakcje (wspólne wyjazdy, obóz czy wyjazd z babcią) ale też, że są dni kiedy musimy wymyślić coś fajnego aby było fajnie, po prostu? Z pomocą przyszły kredki, kartka i rodzinna burza mózgów. I tak powstają nasze wakacyjne kalendarze DIY! Co sądzisz o tym pomyśle?
  • Agnieszka Kaczanowska - 18/06/2019

Kalendarz wakacyjny DIY

Próbowałam pokazać na zwykłym kalendarzu ile mamy dni wakacji, co się będzie działo i kiedy. Ale to nie działało, to było jakieś abstrakcyjne… Dlatego razem z moją wesołą gromadką, już trzeci rok, przygotowujemy wakacyjne kalendarze DIY 😉

Każde dziecko, z moją pomocą lub bez (na szczęście w tym roku tylko jedno jej potrzebowało) ;-), rysuje na dużej kartce z bloku technicznego swój kalendarz. Zaznaczają każdy dzień wakacji i wszystkie już zaplanowane atrakcje: wyjazd z rodzicami, obóz w górach (starsze) czy to co chcieliby robić – każdego dnia.

A tak wyglądają  kalendarze moich dzieci 😉

Lista rodzinnych przyjemności

Aby nie było, że tylko oni „pracują”, ja w tym czasie spisuję listę przyjemności.

Lista przyjemności, to tworzona razem lista pomysłów na wspólne spędzenie czasu. Liczą się zarówno małe atrakcje jak lody, dużo lodów i jeszcze więcej lodów, jak i podróż wodnym tramwajem, jazda konna, spanie na kempingu czy odwiedziny koleżanek z nocowaniem, a nawet pomalowanie paznokci ;-).

Oczywiście rodzice też swoje przyjemności dodają (no może nie wszystkie trzeba pisać ;-))

Listę wieszamy na lodówce, czy w innym widocznym miejscu aby każdego dnia widzieć i planować kolejne przyjemności.

A może przyda Ci się nasze 101 pomysłów na udane wakacje? >>>

Co potrzebne aby powstał kalendarz?

  • Kartka A3 (njalepsza, nie za duża nie za mała) z bloku technicznego, może być kolorowa
  • Kredki, pisaki, co tam jeszcze chcecie 😉
  • Linijka i ołówek i gumka

No i jeszcze kartka dodatkowa na listę przyjemności 😉

Spodobał Ci się nasz pomysł?

Zrób swój kalendarz lub listę lub i jedno i drugie i podeślij do nas!

Na pewnie zaglądniemy!

Zdjęcia: własność autorki i jej dzieci 😉

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  

Gdybym robiła remont generalny drugi raz, to…

Remont generalny to jest wyzwanie! Kto przeżył ten wie. Kto planuje, ten niedługo się dowie. Zwłaszcza jeśli zabieramy się za to pierwszy raz w życiu ;) Tak było w moim przypadku. Błędów oczywiście nie udało się uniknąć. Ale z efektu końcowego jestem zadowolona. Jeśli jesteś ciekawa na co dzisiaj zwróciłabym większą uwagę, to zapraszam do lektury artykułu!
  • Agnieszka Kumorek - 18/06/2019
kobieta i mężczyzna podczas remontu

Długo zabierałam się za opisanie naszej jesiennej „przygody”. W końcu minęło już pół roku odkąd wprowadziliśmy się do własnego mieszkania. Emocje opadły i mogłam na spokojnie pomyśleć nad tym, co zrobiliśmy dobrze, a co można było zrobić lepiej 😉

Bo z perspektywy czasu zmieniłabym kilka rzeczy, i…

…gdybym robiła remont generalny drugi raz, to…

Rezerwowałabym ekipę remontową dużo wcześniej

Wiedzieliśmy, że budowlańcy mają długie terminy oczekiwania, więc zaczęliśmy szukać ekipy (w naszym odczuciu) dużo wcześniej. Chcieliśmy, żeby remont zaczął się od września lub października, więc 3 miesiące wcześniej mąż obdzwaniał poleconych specjalistów.

Jak się okazało to już było za późno 😉 Ludzie z polecenia mieli zajęcie na pół roku do przodu, a nawet dłużej. Odpowiadali nam, że mogą przyjść, ale w grudniu…

Na szczęście nam jakoś się udało. Zapraszaliśmy kilka ekip i porównywaliśmy ich wyceny i nasze odczucia 😉 Remont generalny ruszył od końcówki września.

Moja rada: remont generalny, a nawet kupno mieszkania do remontu, warto zacząć od „zaklepania” dobrej ekipy.

Pamiętałabym, że ekipa to Twoi pracownicy a nie koledzy

Brzmi jak oczywista oczywistość. Klient płaci, klient wymaga. Ale kiedy ekipa ma tyle lat co ty, to można trochę o tym zapomnieć…a to niedobrze. „Koleżeńskie” relacje sprawdzały się, gdy wszystko szło dobrze.

Wiadomo jednak, że sielanka nie trwała cały czas i musieliśmy wyegzekwować oczywiste błędy, powiedzieć co nam się nie podoba, negocjować – wtedy rozmowa robiła się trudna.

Moja rada: warto zachować większy dystans z ekipą. Nie trzeba być bardzo oficjalnym, ale podział ma być jasny – zatrudniona osoba/fachowiec robi wszystko najlepiej jak się da, a zatrudniający wymaga i egzekwuje to, na co się umawialiście.

Przygotowałabym się wcześniej na to, że zgranie terminów i materiałów jest trudne 😉

Nie wiem do końca jak opisać ten punkt, bo jest bardzo obszerny. Przy remoncie dobrze mieć naprawdę mocnego skilla logistyki (albo mocne nerwy :P).

W umowie remontowej mieliśmy rozpisane etapy prac, co będzie potrzebne do ich realizacji itp. Nie mieliśmy gdzie trzymać materiałów, więc wszystko chcieliśmy załatwiać na bieżąco. No i się zaczęło… codzienne (a nawet częściej) wizyty w Castoramie, objazdówka po sklepach z drzwiami, wybór meblarza, który zrobi meble do kuchni na wymiar, dogadywanie się z terminem montowania paneli, ogarnięcie elektryki…

Ja nie zdawałam sobie sprawy, że po pierwsze: nawet na coś o standardowych wymiarach czeka się tak długo, po drugie: każdą z tych rzeczy montują inne osoby (o zgrozo), które trzeba ze sobą zgrać, bo inaczej prace stoją…

Nawet jak to piszę, to biorę dwa głębokie oddechy, bo wszystko mi się przypomina 😉

Moja rada/rady: przygotować się psychicznie, że tak już po prostu jest. Załatwiać wszystko najwcześniej jak się da (w końcu niektórych rzeczy nie trzeba przechowywać, np. zgód na podłączenie trzeciej fazy :P). Jeśli ma się taką możliwość, to wziąć ekipę, która zajmie się kilkoma rodzajami prac lub kompleksowo wszystkim.

Dwa razy zastanowiłabym się nad robieniem projektu mieszkania

To już jest rzecz bardzo względna. Znam wiele osób, które zrobiły projekt, trzymały się go i dzięki temu zaoszczędziły sporo czasu i nerwów. My podeszliśmy do tematu zbyt spontanicznie. Zrobiliśmy projekt, podobał się nam… i na tym się skończyło 😉 Nie płaciliśmy za opcję z dokładnymi wymiarami… a przy rynku wtórnym niestety co chwilkę wychodziły nowe kwestie pod tytułem „tego się tak nie da zrobić”. To wystająca rurka, to ściana nie-nośna, ale z żelbetonu 😉 , to drzwi, które były 70, ale nowe 70 już nie pasują, konieczność zrobienia podwieszanego sufitu lub ściana, która musi pójść pod innym kątem, bo „coś tam”.

Sporo rzeczy musieliśmy modyfikować/zmieniać w trakcie.

Moja rada: robić projekt od A do Z, nie bać się dopłacić za dokładne wymiary itd. Inaczej może się okazać, że z niego po prostu nie skorzystamy 😉

Na koniec podsumuję, co w moim odczuciu zrobiliśmy dobrze (taki optymistyczny akcent) 🙂

  • wszystko było zapisane w umowach i na wszystko – WSZYSTKO – braliśmy pisemne zgody, dzięki czemu uniknęliśmy kilku mało przyjemnych sytuacji;
  • przed remontem, w trakcie i po poprosiliśmy znajomego, który zna się na budowniczych kwestiach i który powiedział nam: na co mamy zwrócić uwagę, co jest zrobione super, a do czego ekipa ewidentnie się nie przyłożyła;
  • nie kupowaliśmy najtańszych materiałów, dużo czasu poświęcaliśmy na porównywaniu stosunku ceny do jakości produktów – dzięki czemu z większości jesteśmy bardzo zadowoleni;
  • poinformowaliśmy wcześniej sąsiadów o planowanym remoncie, wywiesiliśmy też kartkę, że „przepraszamy za niedogodności” i dbaliśmy, żeby na korytarzu każdego dnia był porządek a prace nie przedłużały się do późnego wieczoru;
  • prawie codziennie byliśmy w mieszkaniu, żeby zobaczyć postępy prac, dzięki czemu na bieżąco mogliśmy ustalać z ekipą co jest ok, a co chcemy zmienić. Przy rynku wtórnym okazało się to bardzo ważne – wychodziło mnóstwo rzeczy, które zmuszały nas do zmiany wcześniejszych planów.

Remont generalny przeżyliśmy. W najbliższym czasie nie chcemy do tego wracać 😉 Wiemy już, że jest to bardzo czasochłonne zajęcie, które wymaga sporo cierpliwości.

Dzisiaj siedzimy w naszym salonie i wspominamy to wszystko z uśmiechem 🙂
Tobie też tego życzę. Powodzenia!

Zdjęcie artykułu: źródło 123rf.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kumorek
Jestem osobą, która nie potrafi się nudzić. Lubię różnorodność, dlatego skończyłam studia łączące zajęcia humanistyczne, graficzne i informatyczne. Odpoczywam podczas długich spacerów, a znajomi wiedzą, że dobrej herbaty w miłym towarzystwie nigdy nie odmówię.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail