Czego szukasz

Godzę obie role – mamy i pracownika – historia Agnieszki z Irlandii

Urzekła mnie historia Agnieszki. Czyta się ją trochę jak książkę. Agnieszka to mama – bohaterka naszego cyklu #mama za granicą. Tym razem mniej o tym jak wygląda system wsparcia dla młodej mamy za granicą, a więcej o tym jak macierzyństwo nie przeszkadza w podróżowaniu, ale rozwija, dodaje skrzydeł, pozwala na rozwijanie swoich pasji i spełnianie się po prostu jako mama. Poznajcie historię Agnieszki, mamy trójki dzieci i zaraźcie się jej energią i pasją.

  • Ewa Moskalik - Pieper - 15/08/2018

Agnieszko dzisiaj mieszkasz w Irlandii, ale Twoja przygoda z emigracją zaczęła się od Anglii. Opowiedz skąd decyzja o wyjeździe z kraju i jak to wszystko się zaczęło?

Do 30 – stki wiodłam bardzo zwyczajne i przewidywalne życie – studia z zakresu Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa w Krakowie, ze specjalnościami edytorstwo oraz informacja naukowa, po dyplomie praca w bibliotece prywatnej uczelni biznesowej jako specjalista ds. informacji naukowej, po drodze różne kursy, awanse, studia podyplomowe z Informatyki Stosowanej, związane z tym nowe funkcje w pracy – w zasadzie praca była moją pasją i spełniałam się w niej.

Tuż przed trzydziestką, dostałam nową atrakcyjną propozycję pracy, zmieniłam miejsce zamieszkania, zaczęłam nawet remont domu, podpisałam umowę i pojechałam na krótki urlop w odwiedziny do kolegi ze studiów, który mieszkał w Anglii. To miało być parę dni na zwiedzanie Londynu, ale zakochałam się … podwójnie, i w nim i w Anglii.

Nalegał bym została już od razu, a skoro już podpisałam umowę, wróciłam do Polski, przepracowałam okres próbny, w zasadzie wykonałam pewien projekt, który bardzo wiele mnie nauczył i dał mi mnóstwo zawodowej satysfakcji, rozwiązałam umowę, uporządkowałam polskie sprawy i po trzech miesiącach przeprowadziłam się do Anglii.

Tam zaczęłam nowe życie, zupełnie inne od tego, które znałam, ale dość szybko się zaaklimatyzowałam, znalazłam pracę w biurze dużej firmy logistycznej, robiłam wszelkie możliwe brytyjskie uprawnienia, zdałam nawet brytyjską maturę z angielskiego i z matematyki, bo niestety moje dyplomy, certyfikaty i inne kwitki wydane przed wstąpieniem do UE, nic tam nie znaczyły. Moje doświadczenie z Polski również nie. Tam liczyło się lokalne.

Podjęłaś można powiedzieć męską decyzję i bardzo szybko zmieniłaś swoje życie 🙂

Tak, już po roku wzięliśmy ślub, znalazłam też inną pracę, prowadziłam biuro agencji pracy tymczasowej, a jakiś czas później zaszłam w ciążę. Pracowałam do końca i miałam plan, by po urlopie macierzyńskim wrócić do pracy.

Wszystko było ustalone z szefem, starszym angielskim gentlemenem, ale kilka dni przed powrotem, okazało się, że pan jest starej daty i w sumie uważa, że miejsce młodej matki jest w domu z dzieckiem. Byłam na niego wściekła, ale zachował się przyzwoicie, bo dał mi należną odprawę, a nawet nieco więcej, no i w pewien sposób miał rację.

Wracając do pracy musiałabym małe, 9 miesięczne dziecko zostawić z opiekunką, co w sumie nie wchodziło w grę, bo uważam, że albo jest się mamą albo zaangażowaną pracownicą. Nie da się tego pogodzić, a dzieci tak szybko rosną, że naprawdę warto z nimi spędzić te pierwsze lata, a nie zostawiać je z obcą opiekunką.

Rozumiem, że mogłaś sobie też materialnie pozwolić na pozostanie z dzieckiem w domu?

Miałam ten komfort, że na życie zarabiał mąż, a ja mogłam zajmować się dzieckiem i domem. A i Wielkiej Brytanii matki mają trochę więcej przywilejów niż w Polsce, jak na przykład lata spędzone z dzieckiem są kredytowane do emerytury, tak więc nie ma przymusu i tak ogromnego ciśnienia na powrót do pracy.

Moja praca nie musiała być źródłem dochodu, a raczej satysfakcji, możliwości rozwoju i spotkań z ludźmi, dodatkowych pieniędzy, ale nie za wszelką cenę.

Czy w czasie gdy byłaś z dzieckiem w domu robiłaś coś dla swojego rozwoju?

Tak, za pieniądze uzyskane z odprawy zrobiłam jeszcze kilka uprawnień i otworzyłam własną działalność gospodarczą – uczyłam Polaków angielskiego, Anglików polskiego. Zajmowałam się tłumaczeniami ustnymi, pisemnymi, po paru miesiącach nawiązałam współpracę z kancelarią prawną zajmującą się odszkodowaniami za wypadki komunikacyjne i w miejscach pracy. I to był mój największy zleceniodawca.

Przez półtora roku robiłam dla nich tłumaczenia, spotykałam się z klientami, głównie polskimi, w ich domach, wypełniałam z nimi formularze w języku angielskim, bo wielu nie mówiło po polsku, zbierałam niezbędną dokumentację i cały pakiet odsyłałam je do kancelarii. Byli bardzo prężną firmą, a ja byłam ich jednym przedstawicielem w obrębie trzech hrabstw, więc zlecenia sypały się tak, że czasem musiałam odmawiać, bo nie nadążałam z obowiązkami domowymi i podróżami do klientów. Pomagałam też Polakom w wizytach w szpitalach, bankach, załatwianiu różnych formalności urzędowych. Prowadzenie jednoosobowej działalności w UK jest łatwe, przyjemne i kosztuje nieco mniej niż w Polsce.

Czyli jednak dla Ciebie pozostanie z dzieckiem w domu nie oznaczało braku działań zawodowych. Byłaś i jesteś bardzo aktywną mamą.

Moją największą pasją jest pisanie, mam specjalność edytorską, zawsze pisałam, a to do gazetek szkolnych, a to do wewnętrznych biuletynów w pracy, a to teksty naukowe w pracy, dlatego też szybko nawiązałam współpracę z polskimi magazynami, pisałam dla nich artykuły, felietony, razem z koleżanką prowadziłyśmy też portal dla kobiet w naszym hrabstwie, pisałam tam artykuły na temat historii i atrakcji turystycznych naszego hrabstwa. Stało się to zaczątkiem ebooka, jaki stworzyłam wspólnie z mężem, pierwszego polskiego przewodnika po Northamptonshire.

Oboje uwielbiamy podróże, zwiedziliśmy pół Anglii, ja pisałam o tych miejscach, przeczesywałam źródła w bibliotece, by zebrać jak najwięcej informacji, mąż robił zdjęcia. Chciałam, żeby zostało nam coś na pamiątkę, z pobytu w Northamptonshire, bo tam spędziliśmy pierwsze chwile naszego małżeństwa i życia rodzinnego. Oboje jako niespokojne duchy nie lubimy siedzieć w jednym miejscu i wiedzieliśmy, że prędzej czy później zmienimy miejsce zamieszkania i nie będziemy wiecznie mieszkać w Northamptonshire.

Publikacja Waszego ebooka zbiegła się z narodzinami drugiego dziecka, synka, który urodził się z ciężką postacią alergii pokarmowej. Wiem, że nie miałaś już tyle czasu na pracę i też nastąpiły w Waszym życiu kolejne zmiany…

Tak, nasz synek w zasadzie niewiele mógł jeść, miał też bardzo silną postać AZS. Nie miałam już czasu na pracę, mały wymagał opieki przez całą dobę, kąpieli po kilka razy dziennie, smarowania specjalnymi kremami, również w nocy, bo nie mógł z tego powodu spać. Zrezygnowałam z wszystkich zawodowych zajęć.

Kilka miesięcy później mąż otrzymał ciekawą propozycję pracy w Irlandii. Starsza córka miała prawie 4 lata, w Anglii musiałaby zacząć już szkołę, dlatego był to odpowiedni czas by wyjechać, zanim została wciągnięta w system edukacyjny. Najpierw pojechał mąż, poszukał dla nas domu i za kilka tygodni dołączyliśmy do niego.

To był czerwiec 2014 roku, dokładnie w dniu jego wyjazdu dowiedziałam się, że będziemy mieli trzeciego dzidziusia, też to nam trochę zmieniało plany, bo znalazłam się w obcym kraju, z zupełnie innym, bo prywatnym systemem służby zdrowia, w ciąży, bez lekarza, ale szybciutko to ogarnęliśmy. Moje plany zawodowe też trochę się zmieniły, bo z trójką dzieci już nie mogłam być tak dyspozycyjna jakbym chciała i zrobiłam sobie zupełną przerwę na macierzyństwo.

Najstarsza jeszcze nie musiała tu iść do szkoły, panują inne zasady niż w UK, chodziła do przedszkola, gdzie szlifowała angielski, ja byłam tylko mamą, zajmowałam się nią i młodszym dzieckiem, który nadal chorował na alergię i AZS ( w sumie poprawa skóry następuje dopiero teraz, a z jedzeniem nadal jest problem, dlatego musimy gotować mu specjalne dania, unikając alergenów).

Urodziłam trzecie dziecko, i przez ponad dwa lata zawodowo nie robiłam nic, z braku czasu. Wykorzystałam ten czas na rozwój własny, na swoje pasje, np. nauczyłam się szyć, spędzałam też dużo czasu z dziećmi, zwiedzaliśmy Irlandię. Czytałam im, z małą poznawałam polskie literki, polskie książki. Gdy zaczęła szkołę irlandzką, uczestniczyłam w wielu kursach dla rodziców, bo są takie od językowych, komputerowych, po zupełnie hobbystyczne. Uczęszczałam na kurs kreatywnego pisania, rozwijałam swoje literackie i pisarskie pasje w języku angielskim.

Twoja najmłodsza córka skończyła dwa latka, a Ty stwierdziłaś, że czas by zrobić coś jeszcze, by za parę lat wrócić na rynek pracy.

Poszperałam w sieci, w biurach doradztwa zawodowego i rozpoczęłam studia z księgowości i biznesu na jednym z dublińskich college – studia w trybie online, w dogodnym dla siebie czasu, które wyglądają naprawdę imponująco jeśli chodzi o poziom zajęć, materiały, ćwiczenia i kontakt z wykładowcami, przygotowanie praktyczne.

Takie studia równocześnie przygotowują do zdawania egzaminów ACCA – jednej z najstarszych instytucji zrzeszającej księgowych, zdaję je jednym w certyfikowanych centrum egzaminacyjnych w Dublinie, również w dowolnie wybranych przeze mnie terminach, gdy czuję się gotowa, zapisuję się i podchodzę do egzaminu. Na razie zdałam pięć takich egzaminów, z siedmiu, które planuję.

Mam już cztery certyfikaty, jak na razie uprawniają mnie one do wykonywania czynności księgowego w małych i średnich przedsiębiorstwach – i właśnie kilka miesięcy temu, zupełnie przypadkiem, otrzymałam propozycję prowadzenia finansów średniej irlandzkiej spółki handlowej. Zostałam rzucona na dość głęboką wodę, przejęłam ten dział tuż pod koniec roku finansowego, który w Irlandii kończy się 31 marca. Moja poprzedniczka odeszła nagle i zostawiła nieco nieuporządkowane papiery, a ja weszłam w to i praktycznie z dnia na dzień zostałam sama. Miałam z nią tylko kilkugodzinne spotkanie na omówienie najważniejszych kwestii, reszta została dla mnie, ale poradziłam sobie, udało mi się wszystko uporządkować, uzupełnić, zamknąć rok.

Księgowość w Irlandii jest łatwiejsza, jest mniej przepisów, irlandzki Urząd Skarbowy również jest łaskawszy niż ten w Polsce. Deklaracje roczne, miesięczne i kwartalne składa się online, nie ma setek stron do wypełnienia, jest tylko kilka rubryk, wpisuję dane, zatwierdzam i już. Nie ma też tylu kontroli skarbowych.

Równocześnie nadal studiuję, by zdobyć dyplom, choć teraz, w natłoku obowiązków domowych i zawodowych mam mniej czasu na naukę, ale daję radę. Od ponad 10 lat nie mam telewizora, to bardzo dobry sposób na zajęcie się tym co ważne i nie tracenie czasu.

Posiadam uprawnienia pedagogiczne z zakresu nauk humanistycznych i od roku, w soboty uczę dzieci w wieku 10-12 lat języka polskiego, historii i polskiej przyrody w jednej z polskich szkół działających na terenie Irlandii. Nauczanie to też jedna z moich pasji i cieszę się, że mogę współtworzyć to miejsce i przekazywać młodym potomkom Polaków wiedzę o Polsce.

Jak sobie radzisz z takim natłokiem obowiązków, zarówno tych domowych, jaki i tych związanych z pracą zawodową? Jak to wszystko godzisz?

Studia z dziećmi to trudna sprawa, ale z pomocą męża daję rade. Praca i natłok zajęć pomagają mi w lepszym planowaniu czasu i paradoksalnie mam teraz więcej czasu dla dzieci i dla domu, bo idąc do pracy skupiam się na zadaniach, robię swoje, a wracając do domu, skupiam się na domu, dzieciach, ich rozwoju, rozrywkach, zajęciach dodatkowych.

Czuję się spełniona, bo godzę obie role – pracownika i mamy. No i trzecią – żony. Ale bez pomocy męża niedaleko bym zaszła. Uzupełniamy się i wspieramy. Nie pracuję na pełen etat, łącznie ze szkołą spędzam w pracy niewiele ponad 20 godzin w tygodniu, ale odciążyłam na tyle męża, że mógł zrezygnować z jednego dnia pracy i spędzamy teraz więcej czasu razem 🙂

Moje średnie dziecko we wrześniu kończy 5 lat i zaczyna szkołę, najmłodsza od pół roku jest w przedszkolu. Skupiam się też na nich, chcę spędzać z nimi czas. Małego przygotowuję do szkoły, dużo czytamy i rozmawiamy po angielsku, żeby rozwijał język, bo w domu mówimy głównie po polsku, ale po starszej córce widzę, że parę godzin dziennie w przedszkolu oraz irlandzcy znajomi, z którymi dużo rozmawiamy u dzieci czynią cuda – uczą się języka i akcentu błyskawicznie, więc myślę, że i on sobie poradzi.

Irlandzkie przedszkola są dość drogie, jedne z najdroższych w Europie, dlatego też niewiele mam wraca do pracy. Zostają z dziećmi przez kilka lat, a te lata również są kredytowane do emerytury. Przy dwójce czy trójce dzieci, nawet całym etatem nie zarobiły na opłaty, finansowo opłaca więc się siedzieć w domu i spędzać czas z dziećmi, dlatego Irlandki siedzą w domu.

W sumie większość Polek pracuje, dzieci zostawiają z opiekunkami, często przypadkowymi osobami, bez przygotowania, licencji, ubezpieczenia, ale za to biorącymi dużo mniej niż opiekunki z prawdziwego zdarzenia. To już indywidualna decyzja czy warto podjąć takie ryzyko dla paru groszy zarobionych poza domem.

A czy rząd w jakiś sposób wspiera kobiety, które chcą wrócić na rynek pracy po urodzeniu dziecka?

Są programy aktywizujące kobiety do powrotu na rynek pracy po przerwie, kursy, szkolenia, studia finansowane przez rząd. Wiele kobiet decyduje się na wolontariat. Na irlandzkim rynku pracy bardzo liczą się referencje, polecenia, opinie, a wolontariat oprócz zdobywania umiejętności potrzebnych na rynku pracy, daje też rekomendacje i potwierdzenie współpracy.

Wiek nie ma znaczenia w Irlandii, osoby po 40 czy 50 też pracują i również znajdują zatrudnienie. Prowadzenie działalności też jest łatwiejsze i tańsze niż w Polsce, mnóstwo ludzi decyduje się na świadczenie usług.

Jakie masz plany na przyszłość? Co zamierzasz robić jak dzieci już pójdą do szkoły?

Mam taki plan, gdy dzieci pójdą do szkoły i zyskam więcej czasu w ciągu dnia, by rozpocząć działalność świadczącą usługi dla small businessu, coś na kształt wirtualnego asystenta, zajmującego się prowadzeniem dokumentacji firmy, korespondencji, copywritingu, nadzoru nad serwisami www, social mediami, księgowością, wszystkim tym, co pożera w małej firmie najwięcej czasu, który można poświęcić na rozwój działalności, świadczenie usług.

Wiem, że wielu przedsiębiorców nie cierpi papierkowej roboty, a ja ją uwielbiam, więc myślę powoli o tym. Spełniałoby to moją potrzebę niezależności oraz możliwość wykorzystania moich umiejętności i doświadczeń, które nabyłam przez lata.

Myślałam też o kursach językowych dla Polaków, ale z własnego doświadczenia wiem, że oni niechętnie uczą się angielskiego, bo bez niego na Wyspach również można sobie poradzić, teraz gdy większość tam mieszkających to Polacy. No i nauka wymaga od kursanta nakładu pracy, a to też zniechęca.

W zasadzie ciągle się rozwijam, ciągle czegoś się uczę, mam kilka zawodów, a uważam, że im więcej umiejętności ma człowiek, tym większe ma szanse w świecie, szanse na ciekawe życie, na ciekawą pracę. I tego też uczę swoje i nie swoje, bo szkolne dzieci.

Bardzo Ci dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcia: archiwum Agnieszki

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Nowy Sącz stolicą macierzyństwa – II Sądeckie Forum Mam

Przez ten jeden miesiąc w roku Nowy Sącz jest stolicą macierzyństwa. Zbliża się piękny czas, nie tylko dla wszystkich zakochanych, ale przede wszystkim dla Aktywnych Mam – maj, a w maju II Sądeckie Forum Mam. Sądeczanki będą mogły świętować Dzień Matki już 25.05.2019 i poczuć się nad wyraz wyjątkowo, jak na to święto przystało.
  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 18/04/2019
zdjęcie z I Sądeckiego Forum Mam

Klub Aktywnych Mam

Podobnie jak w zeszłym roku, nie zabraknie wspaniałości w wielu dziedzinach. Każda mama znajdzie w programie coś dla siebie i na pewno nie będzie się nudzić.
W tym roku na zaproszenie Aktywnych Mam odpowiedzieli wspaniali goście.

Będzie coś o wychowaniu, dzieciach, relacjach w związku jak również coś innego, czyli męski punkt widzenia… Brzmi tajemniczo, ale nie chcemy za dużo zdradzać a tylko zachęcić nasze mamy, by licznie przybyły na to fantastyczne wydarzenie do Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu.

II Sądeckie Forum Mam

Przed wydarzeniem uruchomiona zostanie rejestracja, dzięki której każda mama zagwarantuje sobie miejsce podczas wykładów. Wstęp na to wydarzenie to jedyne 10 zł płatne na konto stowarzyszenia, jest to gwarancją otrzymania pamiątkowej torby z gadżetami.

Podobnie jak w ubiegłym roku na forum zaprezentują się lokalni przedsiębiorcy i sprzedawcy. Będą zachęcać do swoich usług/wyrobów i odpowiadać na wszystkie pytania uczestniczek. W tym dniu przygotowane będą specjalne rabaty i promocje.

#MamyMoc!

My kobiety wiemy, że czasem do szczęścia potrzeba nam odrobina słodyczy i ogarnianie całego domostwa staje się banalnie proste. Klub Aktywnych Mam nie zapomniał również o tym. Swoje słodkie wyroby przygotują do poczęstowania sądeccy cukiernicy i nie tylko.

Każda mama bez wyjątku ma poczuć się  jak „u siebie”, na luzie, bez spięcia i z uśmiechem na twarzy. Zapamiętać ten dzień, poznać inne kobiety/mamy, a przede wszystkim dobrze się bawić.

Będzie ciekawie i warto już dziś zapisać to wydarzenie w swoim kalendarzu!

Kto chce być na bieżąco już dziś zapraszamy do śledzenia strony na Facebooku, jak również stronę WWW, gdzie na bieżąco umieszczane będą informacje na temat tego wydarzenia.

Niech Nowy Sącz będzie stolicą macierzyństwa po raz drugi, a my mamy pokażemy siłę i to, że #MAMYMOC!

Zapraszamy Was już 25 maja 2019 r. o godz. 9:00!  do Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu! >>>

Zarejestruj się!  >>>

 

Zdjęcie: własność organizatora wydarzenia; I Sądeckie Forum Mam

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj

House manager w domu pełnym kosmitów

Przeczytałam wywiad z Justyną Walczak, niezwykłą, spełnioną mamą, opowiadającą o życiu w rodzinie z dziewiątką dzieci (i z dziesiątym w drodze...). „O, ludzie, to przecież niemożliwe!” – pomyślałam, mając sama na co dzień do ogarnięcia małe kosmitki w liczbie zaledwie dwóch. Niedowierzanie, podziw i ciekawość sprawiły, że czym prędzej postanowiłam kupić książkę. O wywiadzie opowiedziałam przyjaciółce, też mamie. „To jak rozmawiać z kosmitą...!” – skwitowała. Nie wiedziała o książce, a tym bardziej o jej tytule.
  • Natalia Małozięć - 17/04/2019

Multirodzina

Książka Justyny Walczak porusza ważną kwestię, a mianowicie problem społecznego postrzegania rodzin wielodzietnych. Autorka opisując własne doświadczenia i reakcje napotykanych osób, najczęściej pisze o współczuciu, czy upatrywaniu oznak patologii w posiadaniu licznego potomstwa. Kiedyś rodzenie dzieci uznawano za całkiem normalne zjawisko, bo i podobnych rodzin było więcej… Teraz jednak, wielu obywatelom w głowie się nie mieści, że można z wyboru zostać pełnoetatową multimamą i szczęśliwym multitatą. A to właśnie ich sposób na życie!

Poświęcić się pracy zawodowej, czy zrobić karierę w macierzyństwie? Justyna już zdecydowała. Autorka książki podkreśla, iż jest kobietą świadomą, realizującą swoje powołanie. Traktuje je jako konkretną pracę do wykonania. A uzyskany dyplom lekarza? Przy częstym udzielaniu pierwszej pomocy własnym i okolicznym dzieciakom, stał się bezcenny. Wynagrodzenie? Owszem, jest – „w postaci zwielokrotnionej miłości” – pisze Justyna.

Justyna pięknie wyraża się o swoich dzieciach. Używa wielu różnych określeń, a pod każdym z nich kryje się morze miłości. Ze wzruszeniem przewiduje moment, kiedy znów będą musieli z mężem przesiąść się do wozu w normalnym rozmiarze…

Inwazja kosmitów

Tytułowi „kosmici”, czy „obcy”, jak pisze o swojej gromadce Justyna, to główni bohaterowie, czyli Walczakowa gromadka. Wydają się być „obcymi”, kiedy zmieniają się, dorośleją i wyślizgują się z rodzicielskich sieci. Stają się samodzielni i zaczynają mieć własne zdanie. Ku zdziwieniu mamy, coraz częściej krytyczne, również i wobec domowych zasad. Wychowanie zaczyna stawiać coraz większe wyzwania. Trudno nadążyć, kiedy ma się w domu przedstawicieli wszystkich rozwojowych etapów. Kosmiczne perpetuum mobile.

Rodzicom wesołej gromadki też przydaje się kosmiczny pierwiastek. Muszą zaopatrzyć się w niespożyte pokłady energii, cierpliwości i pomysłów. Zarządzanie takim statkiem kosmicznym wyczerpuje, dając jednocześnie siłę na ciąg dalszy. Cieszy, śmieszy, wzrusza, denerwuje i pogrąża w otchłani rozpaczy. Na przemian i w kółko.

Sport ekstremalny

Justyna jednak nie narzeka i nie użala się nad sobą. Nie odkrywa przed nami wszystkich swoich emocji. W swojej rodzinnej opowieści jest prawie zawsze radosna i zdystansowana. Można podziwiać jej wypracowany, zdrowy dystans do błahych spraw. Tym bardziej, że odróżnienie problemów ważnych od całej reszty, wcale nie jest łatwe.

Autorka oszczędza nam nieodłącznej przecież, ciemnej strony medalu. Nawet kiedy wylicza powody wizyt na izbie przyjęć zaprzyjaźnionego już szpitala, robi to wydawałoby się, z uśmieszkiem na ustach. „(…) czujemy się szczęśliwi, mogąc uprawiać z mężem ten sport ekstremalny (…)” – podsumowuje.

Uważam, że jednym z lepszych fragmentów jest opis „porodowego współ-doświadczenia” ojca rodziny, Wojtka. Są spore emocje i wzruszenie.

Szkoła życia

Każdy członek Walczakowej rodziny przechodzi swoistą szkołę życia. Najtrudniejsze lekcje odrabia pewnie mama, dzielnie stawiając czoła codziennym multiwyzwaniom. W książce mamy garść dowcipnych opisów logistyczno-wychowawczych wirtuozerii oraz efektywnego manipulowania zasobami w wykonaniu Justyny. Wyrazy uznania należą się również tacie, który nie tylko stara się zapewnić rodzinie ważną część „zasobów”, ale dba o to, by być aktywnym tatą, kiedy to tylko możliwe.

„Progenitura” Walczaków nie ma wyboru. Czeka ją przyśpieszony proces dorastania. Mama i tata nie mogą być na każde zawołanie. Miłość i uwaga choć mnożone, są przede wszystkim dzielone. Podział obowiązków, dyżury i wspieranie (a z czasem i zastępowanie) mamy w wielu domowych pracach, wychodzi dzieciakom na dobre. Kochają się na zabój i kiedy trzeba, bez zastanowienia stają za sobą murem. Opieka nad młodszym rodzeństwem to dla nich inwestycja w rodzinną przyszłość.

Walczakowy kosmos to miejsce niezwykłe. Ciepłe i radosne. Tu nie ma mowy o nudzie. Nie ma też czasu na niepotrzebne rozmyślania. Jest tu i teraz, do dziesiątej potęgi!

Justyna Walczak „Dom pełen kosmitów”

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Natalia Małozięć
Absolwentka Wydziału Filozoficznego UJ. Psycholog dziecięcy i trener twórczości. Komponuje i prowadzi zajęcia dla dzieci. Od 2 i pół roku po uszy zanurzona w macierzyństwie. W codziennym ogarnianiu rzeczywistości pomagają jej poczucie humoru, marzenia i opisywanie tego, co się dzieje.
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail