Czego szukasz

Godzę obie role – mamy i pracownika – historia Agnieszki z Irlandii

Urzekła mnie historia Agnieszki. Czyta się ją trochę jak książkę. Agnieszka to mama – bohaterka naszego cyklu #mama za granicą. Tym razem mniej o tym jak wygląda system wsparcia dla młodej mamy za granicą, a więcej o tym jak macierzyństwo nie przeszkadza w podróżowaniu, ale rozwija, dodaje skrzydeł, pozwala na rozwijanie swoich pasji i spełnianie się po prostu jako mama. Poznajcie historię Agnieszki, mamy trójki dzieci i zaraźcie się jej energią i pasją.

Agnieszko dzisiaj mieszkasz w Irlandii, ale Twoja przygoda z emigracją zaczęła się od Anglii. Opowiedz skąd decyzja o wyjeździe z kraju i jak to wszystko się zaczęło?

Do 30 – stki wiodłam bardzo zwyczajne i przewidywalne życie – studia z zakresu Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa w Krakowie, ze specjalnościami edytorstwo oraz informacja naukowa, po dyplomie praca w bibliotece prywatnej uczelni biznesowej jako specjalista ds. informacji naukowej, po drodze różne kursy, awanse, studia podyplomowe z Informatyki Stosowanej, związane z tym nowe funkcje w pracy – w zasadzie praca była moją pasją i spełniałam się w niej.

Tuż przed trzydziestką, dostałam nową atrakcyjną propozycję pracy, zmieniłam miejsce zamieszkania, zaczęłam nawet remont domu, podpisałam umowę i pojechałam na krótki urlop w odwiedziny do kolegi ze studiów, który mieszkał w Anglii. To miało być parę dni na zwiedzanie Londynu, ale zakochałam się … podwójnie, i w nim i w Anglii.

Nalegał bym została już od razu, a skoro już podpisałam umowę, wróciłam do Polski, przepracowałam okres próbny, w zasadzie wykonałam pewien projekt, który bardzo wiele mnie nauczył i dał mi mnóstwo zawodowej satysfakcji, rozwiązałam umowę, uporządkowałam polskie sprawy i po trzech miesiącach przeprowadziłam się do Anglii.

Tam zaczęłam nowe życie, zupełnie inne od tego, które znałam, ale dość szybko się zaaklimatyzowałam, znalazłam pracę w biurze dużej firmy logistycznej, robiłam wszelkie możliwe brytyjskie uprawnienia, zdałam nawet brytyjską maturę z angielskiego i z matematyki, bo niestety moje dyplomy, certyfikaty i inne kwitki wydane przed wstąpieniem do UE, nic tam nie znaczyły. Moje doświadczenie z Polski również nie. Tam liczyło się lokalne.

Podjęłaś można powiedzieć męską decyzję i bardzo szybko zmieniłaś swoje życie 🙂

Tak, już po roku wzięliśmy ślub, znalazłam też inną pracę, prowadziłam biuro agencji pracy tymczasowej, a jakiś czas później zaszłam w ciążę. Pracowałam do końca i miałam plan, by po urlopie macierzyńskim wrócić do pracy.

Wszystko było ustalone z szefem, starszym angielskim gentlemenem, ale kilka dni przed powrotem, okazało się, że pan jest starej daty i w sumie uważa, że miejsce młodej matki jest w domu z dzieckiem. Byłam na niego wściekła, ale zachował się przyzwoicie, bo dał mi należną odprawę, a nawet nieco więcej, no i w pewien sposób miał rację.

Wracając do pracy musiałabym małe, 9 miesięczne dziecko zostawić z opiekunką, co w sumie nie wchodziło w grę, bo uważam, że albo jest się mamą albo zaangażowaną pracownicą. Nie da się tego pogodzić, a dzieci tak szybko rosną, że naprawdę warto z nimi spędzić te pierwsze lata, a nie zostawiać je z obcą opiekunką.

Rozumiem, że mogłaś sobie też materialnie pozwolić na pozostanie z dzieckiem w domu?

Miałam ten komfort, że na życie zarabiał mąż, a ja mogłam zajmować się dzieckiem i domem. A i Wielkiej Brytanii matki mają trochę więcej przywilejów niż w Polsce, jak na przykład lata spędzone z dzieckiem są kredytowane do emerytury, tak więc nie ma przymusu i tak ogromnego ciśnienia na powrót do pracy.

Moja praca nie musiała być źródłem dochodu, a raczej satysfakcji, możliwości rozwoju i spotkań z ludźmi, dodatkowych pieniędzy, ale nie za wszelką cenę.

Czy w czasie gdy byłaś z dzieckiem w domu robiłaś coś dla swojego rozwoju?

Tak, za pieniądze uzyskane z odprawy zrobiłam jeszcze kilka uprawnień i otworzyłam własną działalność gospodarczą – uczyłam Polaków angielskiego, Anglików polskiego. Zajmowałam się tłumaczeniami ustnymi, pisemnymi, po paru miesiącach nawiązałam współpracę z kancelarią prawną zajmującą się odszkodowaniami za wypadki komunikacyjne i w miejscach pracy. I to był mój największy zleceniodawca.

Przez półtora roku robiłam dla nich tłumaczenia, spotykałam się z klientami, głównie polskimi, w ich domach, wypełniałam z nimi formularze w języku angielskim, bo wielu nie mówiło po polsku, zbierałam niezbędną dokumentację i cały pakiet odsyłałam je do kancelarii. Byli bardzo prężną firmą, a ja byłam ich jednym przedstawicielem w obrębie trzech hrabstw, więc zlecenia sypały się tak, że czasem musiałam odmawiać, bo nie nadążałam z obowiązkami domowymi i podróżami do klientów. Pomagałam też Polakom w wizytach w szpitalach, bankach, załatwianiu różnych formalności urzędowych. Prowadzenie jednoosobowej działalności w UK jest łatwe, przyjemne i kosztuje nieco mniej niż w Polsce.

Czyli jednak dla Ciebie pozostanie z dzieckiem w domu nie oznaczało braku działań zawodowych. Byłaś i jesteś bardzo aktywną mamą.

Moją największą pasją jest pisanie, mam specjalność edytorską, zawsze pisałam, a to do gazetek szkolnych, a to do wewnętrznych biuletynów w pracy, a to teksty naukowe w pracy, dlatego też szybko nawiązałam współpracę z polskimi magazynami, pisałam dla nich artykuły, felietony, razem z koleżanką prowadziłyśmy też portal dla kobiet w naszym hrabstwie, pisałam tam artykuły na temat historii i atrakcji turystycznych naszego hrabstwa. Stało się to zaczątkiem ebooka, jaki stworzyłam wspólnie z mężem, pierwszego polskiego przewodnika po Northamptonshire.

Oboje uwielbiamy podróże, zwiedziliśmy pół Anglii, ja pisałam o tych miejscach, przeczesywałam źródła w bibliotece, by zebrać jak najwięcej informacji, mąż robił zdjęcia. Chciałam, żeby zostało nam coś na pamiątkę, z pobytu w Northamptonshire, bo tam spędziliśmy pierwsze chwile naszego małżeństwa i życia rodzinnego. Oboje jako niespokojne duchy nie lubimy siedzieć w jednym miejscu i wiedzieliśmy, że prędzej czy później zmienimy miejsce zamieszkania i nie będziemy wiecznie mieszkać w Northamptonshire.

Publikacja Waszego ebooka zbiegła się z narodzinami drugiego dziecka, synka, który urodził się z ciężką postacią alergii pokarmowej. Wiem, że nie miałaś już tyle czasu na pracę i też nastąpiły w Waszym życiu kolejne zmiany…

Tak, nasz synek w zasadzie niewiele mógł jeść, miał też bardzo silną postać AZS. Nie miałam już czasu na pracę, mały wymagał opieki przez całą dobę, kąpieli po kilka razy dziennie, smarowania specjalnymi kremami, również w nocy, bo nie mógł z tego powodu spać. Zrezygnowałam z wszystkich zawodowych zajęć.

Kilka miesięcy później mąż otrzymał ciekawą propozycję pracy w Irlandii. Starsza córka miała prawie 4 lata, w Anglii musiałaby zacząć już szkołę, dlatego był to odpowiedni czas by wyjechać, zanim została wciągnięta w system edukacyjny. Najpierw pojechał mąż, poszukał dla nas domu i za kilka tygodni dołączyliśmy do niego.

To był czerwiec 2014 roku, dokładnie w dniu jego wyjazdu dowiedziałam się, że będziemy mieli trzeciego dzidziusia, też to nam trochę zmieniało plany, bo znalazłam się w obcym kraju, z zupełnie innym, bo prywatnym systemem służby zdrowia, w ciąży, bez lekarza, ale szybciutko to ogarnęliśmy. Moje plany zawodowe też trochę się zmieniły, bo z trójką dzieci już nie mogłam być tak dyspozycyjna jakbym chciała i zrobiłam sobie zupełną przerwę na macierzyństwo.

Najstarsza jeszcze nie musiała tu iść do szkoły, panują inne zasady niż w UK, chodziła do przedszkola, gdzie szlifowała angielski, ja byłam tylko mamą, zajmowałam się nią i młodszym dzieckiem, który nadal chorował na alergię i AZS ( w sumie poprawa skóry następuje dopiero teraz, a z jedzeniem nadal jest problem, dlatego musimy gotować mu specjalne dania, unikając alergenów).

Urodziłam trzecie dziecko, i przez ponad dwa lata zawodowo nie robiłam nic, z braku czasu. Wykorzystałam ten czas na rozwój własny, na swoje pasje, np. nauczyłam się szyć, spędzałam też dużo czasu z dziećmi, zwiedzaliśmy Irlandię. Czytałam im, z małą poznawałam polskie literki, polskie książki. Gdy zaczęła szkołę irlandzką, uczestniczyłam w wielu kursach dla rodziców, bo są takie od językowych, komputerowych, po zupełnie hobbystyczne. Uczęszczałam na kurs kreatywnego pisania, rozwijałam swoje literackie i pisarskie pasje w języku angielskim.

Twoja najmłodsza córka skończyła dwa latka, a Ty stwierdziłaś, że czas by zrobić coś jeszcze, by za parę lat wrócić na rynek pracy.

Poszperałam w sieci, w biurach doradztwa zawodowego i rozpoczęłam studia z księgowości i biznesu na jednym z dublińskich college – studia w trybie online, w dogodnym dla siebie czasu, które wyglądają naprawdę imponująco jeśli chodzi o poziom zajęć, materiały, ćwiczenia i kontakt z wykładowcami, przygotowanie praktyczne.

Takie studia równocześnie przygotowują do zdawania egzaminów ACCA – jednej z najstarszych instytucji zrzeszającej księgowych, zdaję je jednym w certyfikowanych centrum egzaminacyjnych w Dublinie, również w dowolnie wybranych przeze mnie terminach, gdy czuję się gotowa, zapisuję się i podchodzę do egzaminu. Na razie zdałam pięć takich egzaminów, z siedmiu, które planuję.

Mam już cztery certyfikaty, jak na razie uprawniają mnie one do wykonywania czynności księgowego w małych i średnich przedsiębiorstwach – i właśnie kilka miesięcy temu, zupełnie przypadkiem, otrzymałam propozycję prowadzenia finansów średniej irlandzkiej spółki handlowej. Zostałam rzucona na dość głęboką wodę, przejęłam ten dział tuż pod koniec roku finansowego, który w Irlandii kończy się 31 marca. Moja poprzedniczka odeszła nagle i zostawiła nieco nieuporządkowane papiery, a ja weszłam w to i praktycznie z dnia na dzień zostałam sama. Miałam z nią tylko kilkugodzinne spotkanie na omówienie najważniejszych kwestii, reszta została dla mnie, ale poradziłam sobie, udało mi się wszystko uporządkować, uzupełnić, zamknąć rok.

Księgowość w Irlandii jest łatwiejsza, jest mniej przepisów, irlandzki Urząd Skarbowy również jest łaskawszy niż ten w Polsce. Deklaracje roczne, miesięczne i kwartalne składa się online, nie ma setek stron do wypełnienia, jest tylko kilka rubryk, wpisuję dane, zatwierdzam i już. Nie ma też tylu kontroli skarbowych.

Równocześnie nadal studiuję, by zdobyć dyplom, choć teraz, w natłoku obowiązków domowych i zawodowych mam mniej czasu na naukę, ale daję radę. Od ponad 10 lat nie mam telewizora, to bardzo dobry sposób na zajęcie się tym co ważne i nie tracenie czasu.

Posiadam uprawnienia pedagogiczne z zakresu nauk humanistycznych i od roku, w soboty uczę dzieci w wieku 10-12 lat języka polskiego, historii i polskiej przyrody w jednej z polskich szkół działających na terenie Irlandii. Nauczanie to też jedna z moich pasji i cieszę się, że mogę współtworzyć to miejsce i przekazywać młodym potomkom Polaków wiedzę o Polsce.

Jak sobie radzisz z takim natłokiem obowiązków, zarówno tych domowych, jaki i tych związanych z pracą zawodową? Jak to wszystko godzisz?

Studia z dziećmi to trudna sprawa, ale z pomocą męża daję rade. Praca i natłok zajęć pomagają mi w lepszym planowaniu czasu i paradoksalnie mam teraz więcej czasu dla dzieci i dla domu, bo idąc do pracy skupiam się na zadaniach, robię swoje, a wracając do domu, skupiam się na domu, dzieciach, ich rozwoju, rozrywkach, zajęciach dodatkowych.

Czuję się spełniona, bo godzę obie role – pracownika i mamy. No i trzecią – żony. Ale bez pomocy męża niedaleko bym zaszła. Uzupełniamy się i wspieramy. Nie pracuję na pełen etat, łącznie ze szkołą spędzam w pracy niewiele ponad 20 godzin w tygodniu, ale odciążyłam na tyle męża, że mógł zrezygnować z jednego dnia pracy i spędzamy teraz więcej czasu razem 🙂

Moje średnie dziecko we wrześniu kończy 5 lat i zaczyna szkołę, najmłodsza od pół roku jest w przedszkolu. Skupiam się też na nich, chcę spędzać z nimi czas. Małego przygotowuję do szkoły, dużo czytamy i rozmawiamy po angielsku, żeby rozwijał język, bo w domu mówimy głównie po polsku, ale po starszej córce widzę, że parę godzin dziennie w przedszkolu oraz irlandzcy znajomi, z którymi dużo rozmawiamy u dzieci czynią cuda – uczą się języka i akcentu błyskawicznie, więc myślę, że i on sobie poradzi.

Irlandzkie przedszkola są dość drogie, jedne z najdroższych w Europie, dlatego też niewiele mam wraca do pracy. Zostają z dziećmi przez kilka lat, a te lata również są kredytowane do emerytury. Przy dwójce czy trójce dzieci, nawet całym etatem nie zarobiły na opłaty, finansowo opłaca więc się siedzieć w domu i spędzać czas z dziećmi, dlatego Irlandki siedzą w domu.

W sumie większość Polek pracuje, dzieci zostawiają z opiekunkami, często przypadkowymi osobami, bez przygotowania, licencji, ubezpieczenia, ale za to biorącymi dużo mniej niż opiekunki z prawdziwego zdarzenia. To już indywidualna decyzja czy warto podjąć takie ryzyko dla paru groszy zarobionych poza domem.

A czy rząd w jakiś sposób wspiera kobiety, które chcą wrócić na rynek pracy po urodzeniu dziecka?

Są programy aktywizujące kobiety do powrotu na rynek pracy po przerwie, kursy, szkolenia, studia finansowane przez rząd. Wiele kobiet decyduje się na wolontariat. Na irlandzkim rynku pracy bardzo liczą się referencje, polecenia, opinie, a wolontariat oprócz zdobywania umiejętności potrzebnych na rynku pracy, daje też rekomendacje i potwierdzenie współpracy.

Wiek nie ma znaczenia w Irlandii, osoby po 40 czy 50 też pracują i również znajdują zatrudnienie. Prowadzenie działalności też jest łatwiejsze i tańsze niż w Polsce, mnóstwo ludzi decyduje się na świadczenie usług.

Jakie masz plany na przyszłość? Co zamierzasz robić jak dzieci już pójdą do szkoły?

Mam taki plan, gdy dzieci pójdą do szkoły i zyskam więcej czasu w ciągu dnia, by rozpocząć działalność świadczącą usługi dla small businessu, coś na kształt wirtualnego asystenta, zajmującego się prowadzeniem dokumentacji firmy, korespondencji, copywritingu, nadzoru nad serwisami www, social mediami, księgowością, wszystkim tym, co pożera w małej firmie najwięcej czasu, który można poświęcić na rozwój działalności, świadczenie usług.

Wiem, że wielu przedsiębiorców nie cierpi papierkowej roboty, a ja ją uwielbiam, więc myślę powoli o tym. Spełniałoby to moją potrzebę niezależności oraz możliwość wykorzystania moich umiejętności i doświadczeń, które nabyłam przez lata.

Myślałam też o kursach językowych dla Polaków, ale z własnego doświadczenia wiem, że oni niechętnie uczą się angielskiego, bo bez niego na Wyspach również można sobie poradzić, teraz gdy większość tam mieszkających to Polacy. No i nauka wymaga od kursanta nakładu pracy, a to też zniechęca.

W zasadzie ciągle się rozwijam, ciągle czegoś się uczę, mam kilka zawodów, a uważam, że im więcej umiejętności ma człowiek, tym większe ma szanse w świecie, szanse na ciekawe życie, na ciekawą pracę. I tego też uczę swoje i nie swoje, bo szkolne dzieci.

Bardzo Ci dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcia: archiwum Agnieszki

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Jak zacząć przygodę z planowaniem i skutecznie realizować swoje plany?

Kiedy na świecie pojawia się dziecko wielu rodzicom może wydawać się, że ogarnięcie rzeczywistości nie jest możliwe. Oczywiście, dzieci są różne, ale pewne jest, że trzeba wszystko zorganizować inaczej, od nowa. I chociaż każdy tydzień wymaga modyfikacji nie tylko planów, ale też sposobu planowania, to jestem zdania, że wprowadzenie pewnych zmian i nawyków może usprawnić życie całej rodziny.

Planowanie dla Mam – czy to dla każdej z nas?

Takie pytanie padało często pod postami, kiedy założyłam bloga i social media Mama Manager. Odpowiadam na to zawsze tak samo: nie, planowanie nie jest dla każdej Mamy. Już tłumaczę dlaczego.

Efektywne planowanie jest procesem, który wymaga zaangażowania, wprowadzania zmian, szybkich reakcji i analizy rezultatów. Nie każdy młody rodzic ma na to czas, chęci lub zwyczajnie woli działać idąc na tzw. “żywioł”. I to jest ok, ważne, aby dobrze czuć się w wybranym rozwiązaniu. Jeśli nie chcesz poświęcać czasu na analizę lub zwyczajnie Twoje zadania nie są wymagające i samo planowanie zajmie więcej niż ich realizacja, odpuść.

Które Mamy powinny pomyśleć o planowaniu?

Temat organizacji może być ciekawy na każdym etapie macierzyństwa, a to dlatego, że każdy z nich jest inny i bardzo wymagający. Jeśli czujesz, że ciągle brakuje Ci na coś czasu, nie wyrabiasz się z zadaniami, a o chwili dla siebie możesz tylko pomarzyć, zdecydowanie powinnaś ułatwić sobie życie planując.

Nieważne czy w Twoim przypadku planowanie będzie dotyczyło domowych czynności, planu sprzątania, czy dużych projektów życiowych jak np. powrót do pracy. Wykorzystując metody planowania, będziesz w stanie działać efektywniej i przede wszystkim będziesz w stanie zminimalizować stres.

Co można planować będąc Mamą?

Planować można wiele, od zwykłych i prostych domowych czynności, po bardziej złożone domowe projekty, jak np. wyjazd na wakacje. Planowanie zacznij od zadania sobie pytania: Jaki chcę osiągnąć efekt końcowy?

A co zrobić, żeby mieć więcej czasu dla siebie?

Co więc możemy planować w domu, aby żyło nam się prościej?

  • zadania dnia,
  • budżet domowy,
  • plany posiłków (miesiąc, tydzień, dzień),
  • plany sprzątania,
  • listy zakupów i harmonogram zakupów,
  • randki z partnerem,
  • rutyny,
  • plany wakacji,
  • plany wyjścia do kosmetyczki, fryzjera,
  • plany spotkań ze znajomymi,
  • czas tylko dla siebie,
  • i inne.

Jak możesz planować?

Wybierz dogodną dla siebie formę i okres w jakim chcesz planować. Możesz robić to codziennie, jeden raz w tygodniu czy miesiącu. Zależy od tego co i w jakiej formie planujesz i jak Tobie jest najwygodniej. Poza okresem planowania musisz zdecydować się na formę, są to np.:

  • kalendarz online,
  • planer czasu,
  • bullet journal,
  • kartki “checklisty”,
  • aplikacja np. Trello,
  • kalendarz papierowy,
  • kalendarz czy notatnik w telefonie.

Usystematyzowane planowanie w jednym miejscu pomaga np. kiedy chcesz powrócić do danego zadania, dnia, celu. Dziennie planowanie ułatwi Ci mój autorski Mamuśkowy Planer, czyli planer dzienny dla Mam.

Przeczytaj jeszcze: Brak czasu – czyli brak czego?

Jakie zadania wpisywać?

Tutaj również jest wiele opcji. Na początku mojej przygody z macierzyństwem wpisywałam sobie wszystkie zdania, a były one głównie związane z opieką nad maleństwem. Jednak odznaczanie zrealizowanych czynności dawało mi poczucie chociaż tej minimalnej kontroli i różnorodności.

Były dni, kiedy wstawienie zmywarki czy pralki było dla mnie wyzwaniem niczym zdobycie masywu górskiego. W miarę upływu miesięcy zadania zmieniały się, a moja taktyka wpisywania ich również ulegała modyfikacji.


Realizowanie zadań

Samych sposobów na zarządzania swoimi zadaniami jest przynajmniej kilkadziesiąt. Wybrałam dla Ciebie kilka propozycji.

Priorytety

Zadania wpisuj od ogółu do szczegółu. Kiedy masz więcej czasu i możesz wykonać więcej zadań, nadaj im priorytety i wykonuj te, które dadzą Ci możliwie największe korzyści. Zgodnie z macierzą Eisenhowera zadania dzielimy na:

  • pilne i ważne,
  • pilne i nieważne,
  • niepilne i ważne,
  • niepilne i nieważne.

W oryginale każdy z punktów ma ramy czasowe, jednak na potrzeby planowania zadań rodzica małego dziecka proponuję priorytety własnych zadań nadawać intuicyjnie.

80:20

Zasada Pareto w przypadku zarządzania swoimi zadaniami jest powiązana z nadawaniem priorytetów. Zgodnie z tą zasadą 80% wyniku generuje zaledwie 20% naszych zadań. Jeśli uda Ci się dobrze wybrać te, które dadzą potencjalnie największy efekt, jesteś w stanie osiągnąć dużą część wymarzonego efektu.

Technika Pomodoro

To jedna z nazywanych przeze mnie “kuchennych” metod zarządzania czasem (są jeszcze techniki: Salami i Sera szwajcarskiego). Pomodoro idealnie sprawdza się w życiu młodych rodziców, ponieważ zakłada realizowanie zadań bez przerw w danym czasie.

W oryginale jest to 25 minut pracy na 5 minut przerwy, jednak na nasze potrzeby przyjmijmy, że czasem działania mogą być drzemki dziecka. Jednak ważne, aby w tym czasie faktycznie działać na 100%, nie zapominając o zrobieniu sobie chwili przerwy.

A co z celami?

Możecie zdziwić się, dlaczego nie napisałam w tekście praktycznie nic o celach. O ile jestem wielką fanką definiowana celów, to jednak uważam, że przy planowaniu np. sprzątania czy robienia zakupów, cel jest bardzo oczywisty. Jeśli jednak zadania będą bardziej złożone, a cel inny, jak najbardziej zachęcam do postawienia celów zgodnie z zasadą SMART. O tym, jak Mamy mogą realizować swoje cele pisałam na moim blogu.

Pamiętaj o wnioskach

Bardzo ważne przy planowaniu jest wyciąganie wniosków. To ważne, aby analizować każdy swój dzień i zastanowić się jaki był sukces mojego dnia, a co można zrobić lepiej i efektywniej następnym razem. ZAPISUJ JE 🙂

Wnioski przy swojej liście zadań

Nieważne jak planujesz, ważne, abyś wzięła sprawy w swoje ręce i znalazła sposób na oszczędność czasu, znalezienie chwili dla siebie i wybierała zadania z myślą, o tych przynoszących potencjalnie największe korzyści. Po więcej tekstów dla Mam zapraszam na mojego bloga www.mamamanager.eu Powodzenia!

Artykuł dedykuję młodym stażem rodzicom, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z rodzicielstwem i są na etapie organizowania swojego życia na nowo.

Przeczytaj jeszcze: Jak ogarnąć wiele spraw i zyskać mnóstwo czasu?

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Aktywna Mama, zawodowo managerka projektów marketingowych, założycielka bloga Mama Manager. Pomaga Mamom w efektywniejszym zarządzaniu czasem, aby mogły znaleźć go na wszystko o czym marzą. Odkąd została mamą, codziennie odkrywa życie na nowo :)

10 rzeczy, które warto zrobić z dziećmi w wakacje

Wakacje to dla dzieci zdecydowanie najfajniejszy czas w roku. Bez szkoły, bez odrabiania lekcji i zajęć pozalekcyjnych. Samo to już bywa niezłą atrakcją. :) A jak sprawić, żeby konkretnie TE wakacje Twoje dziecko zapamiętało na długo, a może nawet na zawsze?

1. Wakacyjny pamiętnik

Czy da się zatrzymać czas? Niestety nie. Możemy zachować wspomnienia i zamknąć je w specjalnym miejscu. Jeśli zechcemy w czasie jesiennej pluchy lub długich zimowych wieczorów powrócić do szczęśliwych, beztroskich dni pełnych słońca to wystarczy, że sięgniemy po wakacyjny pamiętnik. Jak go przygotować?

Forma jest tu zupełnie dowolna, wszystko zależy od tego, jakie wydarzenia uznamy za cenne i w jaki sposób będziemy chcieli wspomnienia o nich przechowywać. Może to być zeszyt z notatkami i rysunkami lub album ze zdjęciami i pocztówkami, ale chyba największe pole do popisu daje pudełko/skrzynka z wakacyjnymi skarbami. Umieszczamy w nim i zapiski i fotografie, a poza tym także np. zasuszony kłos zboża zerwany podczas rowerowej wycieczki, woreczek lub buteleczkę z piaskiem z plaży, rysunki z wakacyjnymi motywami, bilety z zoo lub parków rozrywki.

Pamiętnik jest numerem 1 na liście, ponieważ mając świadomość jego tworzenia będziemy bardziej otwarci na zbieranie i tworzenie rzeczy związanych z kolejnymi podpowiedziami.

Przeczytaj także: Gdzie spędzić niezapomniane wakacje w Polsce?

2. Wyjazd nad jezioro, morze lub na basen

Woda to coś, co nieodłącznie kojarzy się z latem. Daje ukojenie w upalne dni, a także mnóstwo radości w czasie zabaw z nią i w niej 🙂 Dlatego myślę, że nikogo nie trzeba namawiać do tego, aby taki wyjazd zorganizować. Lista zabaw i zajęć, które można w takich miejscach przeprowadzić wystarczyłaby pewnie na osobny artykuł, ale jeśli znudzi nam się już moczenie w wodzie to można:

  • zakopywać się nawzajem w piasku („znikające stopy”),
  • robić i „sprzedawać” piaskowe lody,
  • liczyć, ile samolotów przeleci nad nami w ciągu 15 minut,
  • rysować wzorki na skórze kremem do opalania,
  • pisać patykiem po rozmywanym przed wodę piasku,
  • robić „zawody” pływackie, podglądać lub naśladować podwodne stworzenia 🙂

Pamiętajmy o zdjęciach do wakacyjnego albumu. Im bardziej szalone tym lepsze. I zawsze nad wodą stosujmy się do zasad bezpieczeństwa, bezwzględnie!

3. Wycieczka rowerowa

Dostępność sprzętu jest w tej chwili tak duża, że nawet osoby nie posiadające rowerów mogą spokojnie na taką wycieczkę się wybrać. Wypożyczamy lub wyjmujemy z garażu/piwnicy rowery (dla maluchów krzesełka dla dzieci lub przyczepkę rowerową plus obowiązkowo zakładamy im, a najlepiej sobie również, kaski), wyznaczamy trasę lub wybieramy ją spontanicznie i ruszamy w drogę!

Jeśli na naszej trasie nie ma spektakularnych atrakcji, jak np. ruiny zamku czy most nad rzeką, to tworzymy je sami – dzieci równie mocno zainteresuje opowieść o panu leśniczym, który pilnuje porządku w lesie czy o wojskowym samochodzie, który mijał nas przed postojem.

Przeczytaj także: 101 pomysłów na wakacje dla każdego

4. Domowe lody

Czas spędzony na wspólnym przygotowaniu posiłków jest bezcenny w ciągu całego roku, ale chyba nic nie cieszy dzieci tak jak zjedzenie samodzielnie przygotowanych lodów. Wystarczą świeże (ewentualnie mrożone) owoce, w opcji nie-sorbetowej trochę jogurtu lub śmietanki, odrobina miodu lub syropu, mikser lub blender, foremki lub plastikowe kubeczki i voilà!

Gwarantuję, że dzieci szybko upomną się o tę „zabawę”, więc jeśli, droga mamo, nie lubisz spędzać czasu w kuchni, to może lepiej nie proponuj jej wcale 😉

warto robić z dziećmi w wakacje

5. Wycieczka do sadu

Czy miałaś kiedyś okazję odwiedzić sad owocowy w środku lata? Ja, jako dziecko, nie raz – stąd wiem, jaka to frajda. Dojrzałe, soczyste czereśnie i niektóre gatunki jabłek na wyciągnięcie dłoni.. Pycha! Przy okazji można pokazać dzieciom jak owoce się zrywa, zbiera, sortuje i opowiedzieć co się będzie dalej z nimi działo (że pojadą na targ lub do przetwórni i co z nich może powstać). I jeszcze pstryknąć zdjęcie z czereśniowymi „kolczykami” 🙂

6. Piknik

Piknik to must-do każdych wakacji. Można go zorganizować podczas podpowiedzi 2, 3 i 5, a można zrobić z niego osobne, piknikowe święto. Wspólne szykowanie i pakowanie przekąsek w śniadaniowy, szeleszczący papier, przygotowywanie koszyka z talerzykami i sztućcami, wybór miejsca biesiadowania (można zrobić własną mapkę i urządzić poszukiwania) – samo to będzie atrakcją dla dzieci. A potem już tylko rozkładamy koc lub matę i cieszymy się piękną pogodą, smakołykami i swoim towarzystwem.

Przeczytaj także: 20 dni do lata. Jak wejść w kolejną porę roku z lepszym samopoczuciem?

7. Odwiedziny u rodziny lub znajomych

Wakacje to często moment, kiedy mamy odrobinę więcej wolnego czasu lub, kiedy mamy więcej okazji, żeby uciec od codzienności. Jedną z ciekawych opcji będzie na pewno wizyta (może z noclegiem) u dawno niewidzianej (ale tej lubianej) cioci lub naszych znajomych. Nadrobimy w ten sposób zaległości towarzyskie, a przy okazji pokażemy dzieciom trochę inny region, może styl życia lub kulturę. To także okazja do wakacyjnych opowieści i rodzinnych historii, które spisane, urozmaicą nasz kuferek wspomnień.

8. Budowanie statków

Jeśli wakacje to woda, a jeśli woda to… statki! Wymieniam to jako osobny punkt, bo wykonanie skomplikowanego projektu może nam zająć przecież całe lato 🙂 Najpierw trzeba rozrysować i opracować projekt, dobrać materiały (np. z recyklingu) i narzędzia, a potem przystąpić do realizacji.

Statek możemy tworzyć jeden, rozbudowany, wspólnymi siłami lub (zwłaszcza ze starszymi dziećmi to się sprawdzi) każdy swój mniejszy, który weźmie udział w rodzinnym wyścigu. Inspiracji możemy szukać w internecie lub na wycieczkach nad akweny wodne. Nie zapomnijcie nagrać momentu wodowania!

Przeczytaj także: Muzea i centra nauki w Polsce – 10 propozycji na weekend

9. Kolorowe szaleństwa

Lato ma w sobie coś takiego, że zachęca do eksperymentów z kolorami. Pozwólmy dzieciom i sobie na odrobinę szaleństwa i pofarbujmy sobie pasemka lub całe włosy na różowo, fioletowo albo niebiesko. Wybór w drogeriach pod tym względem jest ogromny. Kupmy jasne t-shirty dla całej rodziny i pomalujmy je flamastrami w wakacyjne motywy.

A jeśli włosy i ubrania to za mało, to można też pokusić się o zmywalne tatuaże (do kupienia w sklepach papierniczych lub wykonane własnoręcznie… tradycyjnym długopisem). Zachowajmy tutaj jednak ostrożność z uwagi na możliwe reakcje alergiczne.

10. „Dzień leniwca”

Czy któraś z Was nie ma ochoty czasem robić NIC? Nawet (a zwłaszcza) mając dzieci? No właśnie… Znajdujemy odpowiedni dzień w kalendarzu, planujemy nicnierobienie (w domu lub na wyjeździe, w ogrodzie, gdziekolwiek) i kiedy upragniona data następuje – przystępujemy do realizacji. Wcześniejszy plan był potrzebny choćby po to, żeby:

  • gotowe śniadanie czekało już na nas w lodówce lub w bufecie,
  • każdy miał odpowiednią ilość miejsca do leżenia i odpoczywania (np. leżak, hamak czy kanapę),
  • wiedzieć, gdzie najlepiej zamówić i zjeść obiad (a być może też deser i kolację) i
  • żeby każdy członek rodziny przyszykował sobie zapas książeczek, gier, zabawek, filmów, bajek itd. 🙂

Jako całodobowe leniwce powstrzymujemy się od wszelkich obowiązków i zadań, których nie można byłoby wykonać dzień wcześniej lub dzień później.

Powyższe pomysły to tylko sugestie – możecie je dowolnie urozmaicać i modyfikować. Bawcie się dobrze. 🙂

A jakie są Wasze sprawdzone sposoby na udane wakacje?

Przeczytaj także: Magiczne wakacje w Polsce szlakiem Parków Narodowych

Zdjęcie: 123 rf, Canva

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Spełniona żona i mama dwójki maluchów. Freelancerka z wieloma pasjami, ambitnymi celami i marzeniami. Największe z nich właśnie spełnia budując markę https://oszczedzamczas.pl/
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×