ZAINSPIRUJ SIĘ
Gdy tata bierze urlop: korzyści, o których rzadko się mówi
- Dominika Cienkiewicz
- 5 grudnia 2025
- 10 MIN. CZYTANIA

Cześć Piotrze, cieszę się bardzo na nasza rozmowę.
PP. Dziękuję za zaproszenie.
Jak to było z tą decyzją o urlopie rodzicielskim u Ciebie?
Chciałem naprawdę uczestniczyć w pierwszych miesiącach życia córki, a nie tylko być obserwatorem. Wiedziałem, że to wyjątkowy czas, którego nie da się nadrobić.
I podjąłeś ją tak po prostu? Bez obaw?
Początkowo oczywiście miałem obawy – głównie związane z pracą. Jak długo mogę całkowicie odłączyć się od pracy? Czy nie wpłynie to negatywnie na zespół? Jak każdy menedżer miałem w głowie myśl, że wiele może się wydarzyć. Ale zaufałem zespołowi. Uświadomiłem sobie, że jest to moment próby i jeśli zespół będzie potrafił działać bez mojego codziennego udziału, to znaczy, że dobrze wykonałem swoją rolę jako lider.
Rozumiem jednak, że nie stało się to samoistnie?
Oczywiście. To wymagało tak ode mnie jak i od zespołu po prostu dobrego planu i przygotowania.
Co to znaczy w praktyce?
Dokładnie omówiliśmy zakres odpowiedzialności, ustaliliśmy priorytety i podzieliliśmy zadania tak, by każdy wiedział, za co odpowiada i miał przestrzeń do działania. Ustaliliśmy również zakresy wzajemnego wsparcia – aby nikt nigdy nie został sam z zadaniem czy decyzją. Co ważne, przygotowania rozpoczęliśmy z dużym wyprzedzeniem, jeszcze w czasie mojej pełnej aktywności zawodowej. Dzięki temu mogliśmy wspólnie przetestować nowe rozwiązania, skorygować je w praktyce i dać zespołowi realny komfort działania.
W mojej pracy odpowiadam za zespół i jego pracę, ale też za wsparcie procesów biznesowych, oraz wdrażanie projektów związanych ze standaryzacją i cyfryzacją obszaru prawnego.
Istotnym elementem wiec była aktywna komunikacja z naszymi partnerami biznesowymi. Zależało mi, by ta zmiana nie była dla nich zaskoczeniem i by nie stawiała zespołu w niekomfortowej sytuacji.
I jak dziś patrzysz na te działania? Jakie przyniosły efekty?
Zespół stał się bardziej samodzielny. W mojej nieobecności wiele osób rozwinęło się, biorąc większą odpowiedzialność. To paradoksalnie wzmocniło nas jako zespół.
Twój zespół rozwinął się, a Ty sam? Znalazłeś w tym doświadczeniu jakieś korzyści dla siebie?
Na pewno zyskałem świeże spojrzenie, po powrocie do pracy miałem więcej energii, pomysłów i dystansu do wielu spraw.
Zrozumiałem też, że w JTI GBS work-life balance to nie tylko hasło, ale realna wartość, która przekłada się na codzienne doświadczenia pracowników. Ta przerwa znacząco wpłynęła na mój komfort pracy i sposób, w jaki postrzegam organizację.
No i zdałeś egzamin jako leader swojego zespołu! 😊
No tak 😊. Ważne w tym jest to poczucie, że firma potrafi wesprzeć w kwestiach wykraczających poza zawodowe obowiązki. Często słyszymy, że „ludzie są najważniejsi”, w moim przypadku JTI GBS pokazało, że to nie puste słowa, ale rzeczywistość. Umożliwienie takiej nieobecności było dla mnie dowodem, że firma naprawdę potrafi postawić potrzeby pracownika ponad chwilowe cele biznesowe. To doświadczenie umocniło moje zaufanie i poczucie przynależności do organizacji.
Do kwestii tego, jakie rozwiązania ma dla rodziców JTI GBS jeszcze wrócimy, chcę zatrzymać się jeszcze na chwilę na Twoim osobistym doświadczeniem rodzicielskim. Powiedziałeś, że chciałeś uczestniczyć, nie obserwować. Co daje obecność ojca od początku życia dziecka?
Na pewno dużo większy spokój dla mnie, dla mojej partnerki i jestem już pewien, że dla samego dziecka, niż gdybym chodził do pracy, jak gdyby nigdy nic. A było intensywnie 😉. Zrozumiałem, jak wymagające – fizycznie i psychicznie, trudne, ale jednocześnie satysfakcjonujące – jest bycie rodzicem. Możliwość skupienia się na dziecku, ten czas na zaadaptowanie się do nowej sytuacji, bez konieczności myślenia o pracy, to pozwoliło mi nie tylko zaangażować się w tą role, ale też odczuwać przyjemność w tych pierwszych zwariowanych miesiącach rodzicielstwa.
„Czas na wyłączność” by zaadaptować się do nowej sytuacji – czy to kluczowa kwestia w tej zmianie, przez którą przechodziliście?
Nie wiem czy kluczowa, ale na pewno bardzo ważna. Te pierwsze miesiące we troje, bez pracy, umożliwiły kształtowanie naszej relacji w nowych warunkach i spokojnie. Razem doświadczaliśmy co znaczy opieka nad noworodkiem i jakie towarzyszą temu wyzwania, razem umeblowaliśmy pokój dziecka, razem robiliśmy pierwszą kąpiel i razem byliśmy, jak córka miała pierwszą gorączkę. Przykładów można mnożyć, budowało to nasze wzajemne wsparcie i zaufanie.
Potem okazało się też, że w pracy zyskałem więcej empatii i zrozumienia dla ludzi, ich różnych sytuacji życiowych i potrzeb balansu między życiem zawodowym a prywatnym.
Czyli są benefity tak osobistej decyzji również w sferze zawodowej?
Ogromne! Zdecydowanie poprawiłem swoje umiejętności zarządzania czasem, priorytetyzacji, empatii.
Każdy dzień z małym dzieckiem to intensywna lekcja organizacji, ustalania priorytetów i elastyczności. Wie to każdy rodzic. Szybko zrozumiałem, że nawet najlepiej ułożony plan potrafi się rozsypać w kilka minut, a kluczowe staje się umiejętne reagowanie na zmiany i zachowanie spokoju w dynamicznej sytuacji. Dokładnie te same umiejętności są nieocenione w pracy z ludźmi, w zarządzaniu zespołem, budowaniu relacji czy rozwiązywaniu trudnych sytuacji. Dzięki temu stałem się bardziej efektywny, ale też bardziej świadomy, jak ważna jest elastyczność w podejściu do ludzi i codziennych wyzwań.
Takie jakby szkolenie liderskie?
W zasadzie można tak powiedzieć. Urlop rodzicielski okazał się jednym z najbardziej rozwijających doświadczeń w moim życiu – zarówno prywatnie, jak i zawodowo. To doświadczenie bardzo rozwinęło moją empatię i komunikację. Dziecko nie powie wprost, czego potrzebuje, trzeba nauczyć się uważnie słuchać, obserwować i reagować z wyczuciem.
Ogromnym impulsem rozwojowym było też codzienne „czytanie z sytuacji” – obserwowanie i próba zrozumienia potrzeb dziecka, które nie potrafi jeszcze mówić. To uczy uważności, cierpliwości i wyczulenia na sygnały, które często są subtelne, ale bardzo znaczące. Dziś widzę, że te same kompetencje pomagają mi lepiej słuchać, rozumieć i reagować w pracy – zwłaszcza w relacjach z ludźmi.
Czy myślisz, że taka decyzja o 20-tygodniowym urlopie rodzicielskim byłaby możliwe z inną firma?
Nie wiem tego, wiem natomiast, jak ogromnym wsparciem w tej decyzji była kultura firmy, w której pracuję. Jasne zasady i wsparcie organizacyjne sprawiły, że decyzja o urlopie była po prostu łatwiejsza. Doceniam, że firma realnie wspiera rodziców – nie tylko deklaratywnie, poprzez konkretne rozwiązania i narzędzia. Na przykład baza informacji o wszelakich kwestiach pracowniczych w tym o dostępnych urlopach z informacjami jak na nie aplikować. Świetnym rozwiązaniem jest też program „reboarding” dedykowany wszystkim osobom wracającym np. z takich urlopów. To program, który niejako wdraża pracownika na nowo – przypominane są niezbędne dla pracownika informacje, omawiane zmiany, które potencjalnie pojawiły się podczas nieobecności. To na prawdę bardzo pozytywnie przekłada się na efektywność po powrocie do pracy.
Bazując na swoim doświadczeniu – jakie elementy polityki firmy i wsparcie dla rodziców uważasz zatem za kluczowe?
Uważam, że kluczowymi elementami polityki wspierającej rodziców są: pełne wynagrodzenie za cały okres nieobecności oraz wydłużony czas urlopu. Fakt, że moja nieobecność była w 100% płatna, zapewnił mi poczucie stabilności finansowej.
Drugim istotnym aspektem jest czas – aż 20 tygodni urlopu, podczas gdy zgodnie z przepisami prawa pracy przysługiwałyby mi wtedy jedynie 2 tygodnie. To ogromna różnica, realny benefit ze strony firmy.
Brzmi to nie tylko jak benefit, ale w ogóle jak element strategii organizacji.
Zdecydowanie tak. I dodam, że to też realny czynnik budujący kulturę zaufania i zaangażowania pomiędzy pracownikiem a pracodawcą. Firma, która wspiera rodziców, wzmacnia lojalność i przyciąga talenty — to inwestycja w ludzi i długofalowy sukces organizacji. Dzięki takim inicjatywom pracownicy widzą, że firma myśli o nich w dłuższej perspektywie, a nie jedynie przez pryzmat bieżących wyników czy projektów. To wyraźny sygnał, że organizacja dostrzega i rozumie potrzeby swoich ludzi na różnych etapach życia zawodowego i osobistego.
Bardzo doceniam również podejście JTI do nowych rodziców – pełne zrozumienia i życzliwości. Szczególne podziękowania należą się ode mnie koleżance z działu kadr, która zawsze chętnie służyła pomocą i rozwiewała wszelkie wątpliwości, jakie pojawiały się w trakcie tego procesu.
Chcę z Tobą poruszyć jeszcze jeden ważny wątek „urlopowy” – jak Twój urlop wpłyną na decyzję żony o powrocie do pracy?
Ciekawe pytanie. To, że od samego początku byłem obecny na pewno sprawiło, że poznałem siebie jako rodzica, wiedziałem, że poradzę sobie ze wszystkim – od codziennej rutyny po trudniejsze momenty jak choroba. Wiedziałem, bo zdobyłem w tym doświadczenie. A to doświadczenie i nabranie pewności siebie jako ojciec było bardzo cenne i pomagało nam dzielić się obowiązkami, szczególnie jak oboje wróciliśmy do pracy na pełen etat. Z perspektywy mojej partnerki stanowiło to też komfort, że nie jest sama, może na mnie liczyć więc z tego powodu powrót do pracy dla niej był łatwiejszy.
Bardzo chciałabym, by to zdanie mocno wybrzmiało w naszej rozmowie. Zaangażowanie ojców wspiera bardzo realnie matki nie tylko w opiece nad dziećmi, ale – i ta idea jest nam w Fundacji bardzo bliska – w ich powrocie do pracy. I Ty dajesz temu najlepszy dowód.
Tak. A co więcej to w ogóle było bardzo cenne doświadczenie dla budowania relacji między nami – partnerami. Obserwowanie, jak razem mierzymy się z nowymi wyzwaniami, dzielimy obowiązki i wspieramy się nawzajem. Łatwo w natłoku rodzicielskich obowiązków skupić się wyłącznie na dziecku, a później – po powrocie do pracy – niemal całkowicie oddać się zawodowym sprawom i zapomnieć, że równie ważne jest dbanie także o siebie nawzajem.
To doświadczenie jeszcze bardziej ugruntowało przekonanie, że relacje – zarówno w domu, jak i w pracy – są fundamentem wszystkiego.
Dziękuję za rozmowę.
Artykuł powstał we współpracy z partnerem portalu




