Czego szukasz

Dzień z życia pracującej matki. Odcinek 1 – przed urlopem

Historia bez retuszu. Jak pracować i nie zwariować – w wakacje? Kiedy dzieci są pod naszą opieką przez cały dzień, a życie stara się jak może, żeby nie było nudno? Prawdziwa historia od kuchni. A Ty masz swoją? Przyślij nam do końca wakacji Twoje perypetie z wakacjami i dziećmi w roli głównej. Najciekawsze historie opublikujemy na portalu.

Rodzina na wakacjach - kemping

Dobry plan musi być

Lipcowy pochmurny piątek. Właśnie składamy z Agnieszką wniosek w ważnym dla nas projekcie. Siedziałyśmy nad nim kilka dni, bardzo nam zależy. Piątek to ostatni dzień, kiedy jesteśmy razem w Krakowie, żeby podpisać różne dokumenty i przekazać  mi cały biznes.

Agnieszka następnego dnia rusza na prawdziwy urlop, bez komputera i internetu, a ja w piątek wyjeżdżam z dzieckiem na workation, 200 km poza Kraków.

Umawiamy się na 10 rano w piątek, w okolicach Galerii Krakowskiej (w naszej ulubionej kawiarni, w której dobrze się nam razem pracuje). Ja przyjadę z młodszą córką, która będąc za mała na samodzielne wyjazdy i kolonie, jest w wakacje pod moją opieką. Agnieszka przyjedzie sama, a jej dziećmi zajmie się niania.

Zaplanuj sobie matko coś, zaplanuj…

W piątek o 8 dzwoni Agnieszka, że niania jest chora i ona nie ma z kim zostawić dzieci… sprawdza czy może babcia? Ale babcia też nie może. A my musimy się spotkać.

Już wiemy, że zaplanowane 3 godziny spotkania na pewno się nie wydarzą. Będzie dobrze jeśli godzinę przeznaczymy na pracę. Przesuwamy spotkanie z 10 na 11… kawiarnię dla dorosłych zamieniamy na pobliski park. Na szczęście nie pada. Zamiast jednego dziecka przywozimy ze sobą czwórkę (moja starsza córka jest na obozie zuchowym).

Ja do miasta docieram tramwajem, bo bezpośrednio po naszym spotkaniu wyjeżdżam autobusem z Krakowa. Cały czas pilnuję, żeby niczego nie zgubić. Pamiętam, że mam pod opieką jedno dziecko i 4 torby: mała torebka z dokumentami, mały plecak z laptopem, walizka z ciuchami i mały plecak dziecka. Plecak dziecko niesie na plecach samo, ale na wszelki wypadek też go liczę.

Siadamy na ławce w parku, za chwilę nadjeżdża Agnieszka – 3 dzieci, wózek, torebka, torba. Siadamy na ławce. Otwieram laptopa. Miejski internet nie działa… aaa… ale to nic, dajemy radę.

Okiem kamery…

Dzieci biegają po parku, gonią gołębie, rysują, rozwiązują krzyżówki, ozdabiają list do mojej starszej córki. Mamy je na oku w bezpiecznej odległości. Pracujemy.

– Mamo proszę uczesz mi włosy…
– Mamo, czy masz coś do jedzenia?
– Mamo, a dlaczego ta fontanna nie działa? (to nie fontanna, to zegar słoneczny).
– Mamo, czy mogę zdjąć buty?
– Mamo, tu są kupy gołębi!

Zmóżdżamy się na maksa i pracujemy. Obok nas przechadza się elegancka pani, w wieku około 50+ i uważnie się nam przygląda.

Chwilę później Agnieszka z najmłodszym dzieckiem rusza w poszukiwaniu punktu ksero, a ja z trzema dziewczynkami i laptopem siedzę na ławce. Oprócz moich 4 toreb mam jeszcze piątą, Agnieszki.

– Ciociu, a kiedy mama wróci?
– Czy to wszystko pani dzieci? Pyta elegancka pani przechodząc obok mnie czwarty raz.

Dobra karma

Stukam nadal w klawiaturę. Po 15 minutach wraca Agnieszka i przynosi  4 obwarzanki. Hurra!!! – cieszą się dzieci. Siadamy i pracujemy dalej. Dzieci przez minutę jedzą obwarzanki, a przez kolejne minuty czas na obiad dla gołębi.

Jest bardzo wesoło i bardzo głośno.

– Mamo, a ten gołąb ma chorą nogę, ja mu dałam specjalny kawałek obwarzanka.
– Mamo, a masz więcej obwarzanków?

Finito

Zamykam komputer, po około 50 minutach wyczerpuje się limit naszego skupienia. Żegnamy się. Agnieszka wraca z dziećmi do domu, dokończy pracę wieczorem. My idziemy na autobus. W autobusie pracuję offline (obiecywane wi-fi też nie działa), córka słucha sobie muzyki i zachwyca się czerwonym piętrowym busem.

Nawet zdjęcia nie zrobiłyśmy, które pokazałoby jak wyglądała nasza ekipa podczas pracy. Nie dało się, nie było wolnej ręki, a czas był zbyt cenny, żeby poświęcać go na pstrykanie fotek. Ale umiesz to sobie wyobrazić, prawda?

A jaka jest Twoja historia?

Czekamy na Twoją historię – pracy z dziećmi przy boku, nieprzewidzianych sytuacji, wakacyjnych wyzwań. Jak wygląda Twój dzień z życia matki na wakacjach? Napisz do mnie na adres: joanna.[email protected] Najciekawsze historie opublikujemy na portalu.

Zdjęcie: Pixabay

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Podyskutuj

Czy warto iść do szkoły rodzenia? Co trzeba wiedzieć?

Zdania na ten temat są podzielone i pewnie sama słyszałaś różne opinie. Jedni mówią, że szkoła rodzenia to punkt obowiązkowy w ciąży, a inni że szkoda na to czasu. Decyzji nie ułatwia fakt, że do wyboru mamy różne formy i długości zajęć: kilkutygodniowe, weekendowe lub całkowicie online ;) Zatem, czy warto iść do szkoły rodzenia? Opowiem Ci o moich doświadczeniach.
kobieta w ciąży

Temat szkoły rodzenia pojawił się naturalnie. I naturalnie pojawiły się pytania:

  • czy warto?
  • jeśli warto, to gdzie i jaką formę wybrać?
  • i na czym nam właściwie zależy? Czego my oczekujemy od szkoły rodzenia?

Kluczowe okazało się oczywiście ostatnie pytanie. Zwłaszcza, że mieliśmy z mężem trochę inne zdania. Ja potrzebowałam nabrać spokoju i przekonania co do miejsca, które wybraliśmy na poród. Mąż natomiast bardzo chciał dowiedzieć się jak mogę przygotować się fizycznie przed porodem i jak on może mi pomagać.

W związku z różnymi oczekiwaniami, nasze odczucia po, także były inne 😉 Ale o tym napiszę później.

Ostatecznie wybraliśmy wersję weekendową (dwa weekendy), prowadzoną przez personel szpitala, w którym będę rodziła.

Czy warto iść do szkoły rodzenia?

Według mnie… zależy 😉 Najważniejsze co odpowiesz sobie na ostatnie z pytań, które napisałam powyżej. Ja jestem zadowolona z podjętej decyzji i zaraz odpowiem dlaczego.

1. Poznajesz personel szpitala

Według mnie to największa zaleta szkoły rodzenia. Wiadomo, nie poznałam całego personelu, ale te kilka osób pozwoliło nabrać mi trochę wewnętrznego spokoju. Wykłady były prowadzone przez położne, fizjoterapeutów, lekarzy, do których można było później podejść i jeszcze chwilkę porozmawiać. W ich wypowiedziach dało się odczuć jakie zasady preferują, a ponieważ zgadzały się mniej więcej z moimi wyobrażeniami, to utwierdziłam się w wyborze tego konkretnego szpitala.

Podsumowanie: szkoła rodzenia pozwoliła mi zweryfikować wybór miejsca, w którym zamierzam powitać na świecie swoje maleństwo.

2. Dowiadujesz się jakie jest podejście szpitala do ważnych dla Ciebie kwestii

Podczas zajęć w szkole rodzenia poznałam odpowiedzi na kwestie, które interesują chyba każdą kobietę w ciąży:

  • znieczulenie – jakie, kiedy, jak się podaje, przeciwwskazania itd.
  • nacięcie krocza – też kiedy, w jaki sposób, jak później zadbać, żeby wszystko dobrze się zagoiło itd.
  • cesarka – wskazania, przebieg, możliwość kangurowania, postępowanie po itd.
  • karmienie – czy na miejscu są specjaliści do pomocy itd.

Oprócz tego dowiedziałam się m.in. ile jest położnych na dyżurze, ile jest sal porodowych, kto będzie się mną zajmował (pomagał/doradzał) podczas i po porodzie, kto może być ze mną w trakcie porodu itd.

Podsumowanie: szkoła rodzenia okazała się świetnym miejsce na zadawanie nurtujących mnie pytań (i uzyskiwania rzetelnych odpowiedzi od specjalistów w swoich dziedzinach).

3. Wiesz co będzie oczekiwane od Ciebie – przy przyjęciu, po porodzie…

… czyli trochę papierologii i nie tylko 😉

Bardzo dokładnie zapisywałam wszystko, co mówiła położna:

  • jakie dokumenty będą potrzebne przy przyjęciu do szpitala i co będę wypełniać na miejscu,
  • jak powinnam spakować się do porodu oraz co ze swojej strony zapewnia szpital.

Podsumowanie: myślę, że szkoła rodzenia zaoszczędzi mi sporo stresu przy przyjęciu do szpitala oraz zmniejszy rozmiary mojej torby do porodu.

4. Twój partner dostaje sporą dawkę wiedzy o tym, co będzie się działo

Poród, połóg, karmienie, huśtawka nastrojów, opieka nad noworodkiem…

Mój mąż bardzo interesuje się rozwojem i wychowaniem dziecka, a także fizjoterapią. Tutaj jest zdecydowanie większym specjalistą ode mnie. Są jednak tematy, które pomimo mojego ciągłego gadania o nich, odkrywał dopiero podczas szkoły rodzenia 😉

Na pewno dużo dało nam to, że mogliśmy razem słuchać o etapach porodu, o trudnościach związanych z połogiem czy o podstawowej opiece nad naszym maleństwem i wspólnie wczuwać się w rolę przyszłych rodziców.

Podsumowanie: wartość dodana szkoły rodzenia to to, że mogłam ją przeżywać razem z mężem.

5. Otrzymujesz podstawową wiedzę… wśród innych tak samo zagubionych par jak ty

Trafiłam na niezbyt aktywną grupę w szkole rodzenia. Wszyscy raczej słuchali i tylko od czasu do czasu zadawali pytania. Myślę, że w czołówce pytających był mój mąż, który próbował też rozluźnić trochę atmosferę 😛

Pomimo tego, dobrze było usłyszeć, że inne pary mają podobne problemy i obawy oraz zobaczyć, że podczas kilku warsztatów praktycznych tak samo „ostrożnie” obchodzą się z lalką, nie wiedzą jak ją ułożyć czy umyć w wanience.

Podsumowanie: mogłam poczuć więź z innymi początkującymi rodzicami i nie martwić się już tak bardzo, że sobie nie poradzę.

Czego nie oczekuj od szkoły rodzenia?

Tutaj będzie krótko. Szkoła rodzenia nie odpowie Ci na pytania:

1. Jak idealnie postępować z noworodkiem/niemowlakiem – to trochę tak jakby próbować odpowiedzieć na pytanie „Jak idealnie wychować dziecko?” – nie ma jednej odpowiedzi, wszystko i tak trzeba będzie dostosować pod potrzeby naszego maluszka.

2. Jak będzie wyglądał poród – ok, dużo przydatnych informacji się pojawi. Ja wyszłam z przekonaniem, że każdy poród jest inny i nie da się go ani zaplanować, ani przewidzieć, ani do niego tak do końca przygotować. Zwłaszcza, gdy rodzi się pierwszy raz i nawet wyobraźnia nie pomaga.

Teraz już sama musisz odpowiedzieć sobie na pytanie: czy warto iść do szkoły rodzenia?

Ja nie żałuję. Mąż raczej też, chociaż był rozczarowany, że tak mało czasu poświęcone było na jego udział/pomoc przy porodzie. Rzeczywiście część z porodu rodzinnego ograniczyła się do około godzinnych zajęć, podczas których każde ćwiczenie czy technika masażu były pokazane tylko raz. Jeśli więc chcielibyśmy się porządnie do tego przygotować, to musielibyśmy zapisać się na osobne zajęcia.

Ale… nabraliśmy z mężem przekonania (i spokoju), że nie skrzywdzimy naszego dziecka, bo nie istnieją idealne metody postępowania. Każdy ze specjalistów wypowiadał się ze swojego punktu widzenia, czasami wyrażając sprzeczne opinie, np. inaczej na kwestię chustonoszenia patrzyła położna i psycholog, a inaczej fizjoterapeutka.
A i tak najważniejsza jest miłość, którą otoczymy naszego maluszka 🙂

Powodzenia!

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Jestem osobą, która nie potrafi się nudzić. Lubię różnorodność, dlatego skończyłam studia łączące zajęcia humanistyczne, graficzne i informatyczne. Odpoczywam podczas długich spacerów, a znajomi wiedzą, że dobrej herbaty w miłym towarzystwie nigdy nie odmówię.

5 rytuałów tybetańskich – podpowiedzi, inspiracje i linki do ćwiczeń

Lecąc samolotem zawsze mnie wzrusza informacja o tym, że maseczkę z tlenem mam założyć najpierw sobie a nie dziecku. Przecież w tysiącu innych spraw sobą zajmuję się na końcu... Tak jest ze znajdowaniem czasu na ćwiczenia, wyjścia na pilates czy czytanie książek. Postanowiłam to zmienić zaraz po powrocie z Indii. A pomogła mi w tym pamiątka jaką sobie przywiozłam...
Mata do ćwiczeń 5 rytuałów tybetańskich

5 rytuałów tybetańskich – czyli zacznij ćwiczyć i zobacz co się stanie!

„Co mam do stracenia?”

Ja sobie tak właśnie pomyślałam, kiedy w Indiach, zaprzyjaźniony masażysta powiedział, że mam za słabe mięśnie i muszę je wzmocnić, a moje ciało młodsze nie będzie, więc nie mam na co czekać… polecił abym zaczęła ćwiczyć rytuały tybetańskie.

Powiedział tylko tyle, że zaczyna się od 3, potem 5, 7, 9 aż do 21 powtórzeń każdego z ćwiczeń – co kilka dni. I kiedy przerwę to muszę zacząć od początku. Trochę mało aby zacząć 😉

Ale poszperałam w internecie i tak zaczęła się moja przygoda z nauką systematyczności, regularności ćwiczeń fizycznych, moim czasem tylko dla mnie i wcześniejszym wstawaniem… A efekty czuję każdego dnia!

Poszperaj i Ty – może Ci się spodoba? A jak to nie Twoja bajka to ja zrozumiem 😉

„Fontanna młodości” „Źródło wiecznej młodości”

To inne określenia zestawu pięciu, dość prostych ćwiczeń, w oparciu o jogę. Nie chcę tutaj opisywać całej filozofii. Jeśli masz ochotę i Cię zaciekawiłam zaglądnij do poniższych linków podzielonych tematycznie. Jeśli nie, poszukaj swojego zestawu i zacznij ćwiczyć cokolwiek 😉

Ja wierzę, że w zdrowym ciele zdrowy duch!

O rytuałach (po polsku i po angielsku) jak działają:

Jak wykonywać ćwiczenia?

A co można usprawnić aby łatwiej się ćwiczyło?

Ćwiczę dopiero 3 miesiące.

Na razie nie opuściłam ani jednego dnia. Jeśli rano nie uda mi się poćwiczyć, to do 20:00 podobno można, choć to już późno. Ale czasem nadrabiam popołudniem 😉

Cieszy mnie moja systematyczność.

Prawie zrezygnowałam z kawy – bo ćwiczenia budzą mnie o wiele lepiej! Czuję także, że zaczęłam od siebie, a nie od śniadania dla dzieci, przy którym zapewne się pokłócą, a ja zdenerwuję…

Czy jestem spokojniejsza? Pełniejsza energii? Mam taką nadzieję! Pewnie jeszcze za wcześnie na werdykt!

Czy młodsza? To się okaże 😉

Może i Ty znajdziesz w ćwiczeniach przyjemność? Tych lub jakichkolwiek innych!

Powodzenia!

Zdjęcie: 123rf.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×