Czego szukasz

Do tanga trzeba dwojga. Jak być razem i nie zwariować?

Dorota Kocot-Rzepka od dawna marzyła o stworzeniu start-upu. Gdy pojawiły się dzieci, pomyślała że to dobry moment, aby wystartować. Karolina Obremska i Katarzyna Gryl-Stopa, psycholożki, psychoterapeutki, dołączyły do Doroty i teraz razem tworzą nowy portal dla wszystkich tych, którym nie jest obojętne jak budować związek, jak go rozwijać i jak czerpać radość z bycia razem, na całe życie – motivita.pl. Poznajcie dziewczyny, które podpowiadają jak zatrzymać miłość…

  • Agnieszka Kaczanowska - 02/06/2016
Dwoje trzymających się zakochanych za ręce

Dziewczyny, jak to jest z tym byciem w parze, skąd się biorą konflikty, niedomówienia i wzajemne pretensje?

Karolina: Kiedyś pewna mądra kobieta powiedziała:

W małżeństwie trzeba dwóch rzeczy. Chęci żeby się udało i umiejętności pójścia na kompromis.

Nietrudno jest mieć rację, ale możesz ze swoją racją zostać sama. I z chęcią i z kompromisem miewamy problemy. Dziś tak łatwo mieć lepsze, szybsze, bardziej trafione, dostosowane do indywidualnych potrzeb klienta właściwie WSZYSTKO. Partnera też. Taki przekaz słyszymy. Jesteśmy kuszeni „że może niekoniecznie warto się starać i chcieć…”. Skoro nie tak trudno wymienić na… inny, lepszy model…

Często ulegamy pokusie forsowania na siłę swojej prawdy. Albo szukania prawdy obiektywnej. Bywa, że łudząco podobnej do tej naszej. I chcemy by Ona/On się pod nią podpisali. Umiera w nas, albo nigdy się nie rozwija zaciekawienie Tym Drugim. Zaciekawienie JEJ opowieścią, JEGO przeżyciem a nie swoją prawdą daje szansę na prawdziwy kontakt. Ale bywa, że atrakcyjniejsza od kontaktu jest moja racja. Dlatego łatwo przyjąć interpretację: on nie zmywa bo jest narcystycznym draniem, który ma gdzieś moje uczucia. Niż uznać, że żeby np. zarabiać przyjemne pieniądze w ( które wydajemy razem) jest potrzebny umysł, który potrafi odlecieć w świat tak abstrakcyjny, wielopoziomowy i kontrolować go że nie zauważa się drobiazgów. Przemawia za tym fakt, że On nie mówi: pozmywaj. On nie myśli o naczyniach! On myśli: Wolałbym, żeby Ona była wypoczęta niż porządek w kuchni. Tylko, która z nas to przyjmie?

motivita_dorota_kasia_razem_640

Czyli warto rozmawiać?

Karolina: Odpowiem prowokacyjnie – Niekoniecznie. Rozmowy bywają przereklamowane. To hasło z naszych kubków, w które naprawdę wierzę.

To odpowiedź niepasująca do terapeuty…

Karolina: Żyjemy w świecie gloryfikacji komunikacji werbalnej, która przyjęła charakter niemal religijny. Mówię więc jestem! Naiwnie ufamy, że to kim jesteśmy najlepiej wyrazić słowami. Rozmawianie jest niezwykle ważne. Ale wiara w to, że to wystarcza do ekspresji siebie i rozwoju związku jest niebezpieczna. Napisano wiele o wyższości kompetencji werbalnych u kobiet. A przez obowiązujący kult werbalizacji, milczący bardziej ze swej natury mężczyźni są na pozycji oskarżonych o różne braki w wyrażaniu. Wychowałam się na wsi, tam przetrwał częściowo taki stary świat, w którym razem się też pracowało. Godzinami. Każdego dnia. Rozmawiało przy okazji wspólnej pracy. Ludzie z konieczności robili różne rzeczy razem.

Dziś wychodzimy do pracy z innymi, z obcymi. Wracamy zmęczeni do ergonomicznego mieszkania, ze zmywarką i musimy sprostać pytaniu co tu razem robić? Ok rozmawiać. Ale nasze ciało składa się z różnych części, nie tylko ust. Dlaczego w związku mielibyśmy wykorzystywać tylko aparat gębowy? Bo o uszach to już nie zawsze pamiętamy (śmiech). Często wspólne zrobienie kolacji,  oko puszczone w dobrym momencie czy nawet milczący nieco spacer albo piszcząca jazda na torze kartingowym  mogą dać więcej przyjemności i bardziej budować bliskość niż godziny rozmów.

Kasia: to ja muszę być przeciwwagą, i powiem, że czasem rzeczywiście rozmowy bywają przereklamowane, jednak więcej korzyści odniesiemy z rozmawiania niż z jego braku, bo jednak więcej osób ma kłopot z rozmawianiem, które buduje bliskość.  Dla mnie rozmowy są przereklamowane jeśli do niczego nie prowadzą. Gdy są tylko odreagowaniem emocji bez pomysłu na to, co dalej. Znamy wszyscy powiedzenie „czyny nie słowa”, idąc tym tropem, przereklamowana rozmowa to taka, gdy rozwiązania pozostają tylko  sferze słów, a nie prowokują działania, jakiejś zmiany na lepsze, gdy nie ma „czynów” po niej, gdy miłość nie wzrasta, ale więdnie.  Mówię tu o poważnych rozmowach, bo przecież są jeszcze te przelotne, informacyjne, zabawne…, ale to inna kategoria.

Może właśnie dobrym pomysłem jest równowaga pomiędzy rozmawianiem i działaniem. Gdy myślę o tym, przychodzą do mnie wspomnienia takich rozmów, w których poznawałam czyjąś historię, głębię przeżyć, byłam świadkiem zmagań wewnętrznych czy mówić, czy nie. Pamiętam uczucia jakie temu towarzyszyły: wzruszenie, zachwyt, poczucie bliskości. Trudno za tym nie tęsknić. Musimy pamiętać, że różnimy się od siebie, nie tylko płcią, temperamentem, osobowością, typem umysłu, doświadczeniami itd. Co oznacza, że dla każdego z nas optymalne proporcje rozmawiania i działania mogą być inne. Warto znaleźć w parze swój klucz do bliskości, czy to przez słowa czy działanie.

No a skąd pomysł na portal Motivita.pl – platformę wiedzy psychologicznej dla par – którą stworzyłyście… No właśnie dużo Was! Jak to się zaczęło?

Dorota: Jak to się zaczęło? Chyba ode mnie. Od dłuższego już czasu jestem zafascynowana intensywnym rozwojem branży internetowej, szczególnie szkoleń online. Zawsze lubiłam i chciałam się rozwijać, zdobywać wiedzę. Pojawianie się na świecie dzieci skłoniło mnie do poszukiwań sposobów na robienie tego w czasie, kiedy mogę i chcę. A wszystko na dobre zaczęło się w momencie, kiedy odkryłam platformę bezpłatnych kursów Coursera. Potem przyszła kolej na płatne kursy, głównie na rynku amerykańskim. Sama wydałam już na nie fortunę 😉 I podczas kolejnych szkoleń, coraz bardziej specjalistycznych, postanowiłam coś z tą wiedzą zrobić. Opowiadałam Kasi i Karolinie o możliwościach rozwoju biznesu internetowego. Z tych rozmów, wzajemnej inspiracji zrodził się pomysł stworzenia platformy wiedzy psychologicznej dla par. Nasza strefa wiedzy pozwala na zdobywanie wiedzy w komfortowych, anonimowych warunkach  (artykuły, ebooki, szkolenia on-line).

W naszym zamyśle Motivita ma działać w 2 nurtach:

  1. Rozwój związków – czyli inspirowanie do pogłębiania relacji, do wchodzenia „ na wyższy poziom”, zachęcanie do poszukiwań i pracy nad rozkwitaniem związku
  2. Pomoc związkom – czyli dostarczanie odpowiedzi na delikatne, czasem trudne pytania. To taki krok przed terapią. Zanim pojawią się poważne problemy.

Przyświeca nam hasło przewodnie: odkryj, zrozum, działaj.

I tak to się zaczęło 😉

Pytasz, czy jest nas dużo. I tak i nie. Trzon stanowimy w trójkę ale sukcesywnie zwiększa się grupa ekspertów współpracujących z nami. Do współpracy zaprosiłyśmy seksuologa, eksperta NVC (porozumienie bez przemocy), coachów oraz kolejnych psychoterapeutów. Zależy nam na wysokim poziomie merytorycznym.

motivita_kubki_dla_par_640

Portal, kubki, warsztaty… co jeszcze? Brzmi jak… dużo pracy.

Dorota: Rzeczywiście jest sporo pracy. Chyba więcej niż zakładałyśmy 😉 Ale tak jest z każdym nowym projektem. Planujemy skupić się na 3 obszarach:

  • szkolenia on-line,
  • rozbudowa portalu (artykuły, ebooki),
  • akcesoria dla par (kubki komunikacyjne, gry dla par).

Obecnie aktywnie poszukujemy partnerów, czyli ekspertów którzy dołączą do naszego zespołu.

Kasia: Dorota jest mózgiem naszego przedsięwzięcia, systematycznie zapalała nas pomysłem i podczas tych rozlicznych, inspirujących rozmów, wreszcie Motivita obrała kierunek „pary” i wkrótce wypłynie na szerokie wody.

To opowiedzcie proszę o tych kubkach. Jak wpadliście na to? Ja chętnie przetestuję na sobie i mężu – bo czasem to mam ochotę takim kubkiem w niego rzucić…

Dorota: Kubki, to pomysł Kasi. Pojawił się po warsztatach dla mam.

Kasia: Tak, ja prowadziłam te warsztaty. Tytuł „Jak miłość się zmienia po urodzeniu dziecka”. Zauważyłyśmy, że przy części poświęconej komunikacji, mamy wzdychały, śmiały się, komentowały. Ankiety pokazały również tą samą tendencję – wyjątkowe ożywienie przy tym temacie. Byłyśmy zaskoczone, bo przecież temat „oklepany”, każdy zna te zasady, ale jak się okazało, bardzo trudno wcielać je w życie. Potem rozmawiałyśmy jeszcze o tym przez  telefon i tak „od słowa do słowa” powstał pomysł na pomoc bezpośrednio w domu – kubki komunikacyjne dla Par. Potem wybór treści i debaty co ma być, co wyciąć, jaka grafika itd., aż wreszcie powstały, nasze pierwsze wspólne dziecko 😉

motivita_kubki_dla_par_zamowienie_640

A jak się dzielicie pracą. Piszesz my, a jak jest? Wypracowałyście sobie system współpracy?

Dorota: My czyli: Kasia, Karolina – psycholożki, psychoterapeutki, trenerki, taka nasza rada naukowa ;-). A ja jestem od szeroko rozumianej organizacji. Staram się prowadzić nasze działania jako projekt, czyli praca zgodna z harmonogramem i metodą kamieni milowych.

Kasia: Innym językiem mówiąc – Dorota trzyma nas w ryzach. Nigdy się o to nie posądzałam, ale bardzo mi to pasuje. Wyznacza ramy, a my malujemy wnętrze. To jest też bardzo ciekawe połączenie, bo każda z nas jest inna i obraz jaki powstaje jest mieszanką różnych stylów. Z mojej perspektywy te style się mocno uzupełniają, ale też podlegają życzliwej ocenie nas samych. Więc jest bardzo rozwojowo i twórczo.

A nie lepiej samemu robić coś niż jeszcze się użerać ze współpracownikami… Pytam zaczepnie, bo mamopracuj.pl nie istniałoby gdybym miała prowadzić je sama…

Dorota: Ja mam za sobą 10-letnie doświadczenie zawodowe wyniesione z korporacji, gdzie praca zespołowa jest czymś naturalnym. Wielokrotnie przetestowałam, że praca zespołowa, mimo wielu trudności, jest bardzo rozwojowa i pozwala na poszukiwanie optymalnych rozwiązań. Od początku wiedziałam, że szukam wspólników. Tylko problemem było dobranie sobie odpowiednich osób 😉 I wtedy pojawił się pomysł współpracy z Kasią i Karoliną.

Jaki jest Wasz zasięg. Czy para ze Szczecina może się do Was zgłosić? Gdzie prowadzicie warsztaty?

Dorota: Chcemy mieć zasięg ogólnopolski, co będzie możliwe za pomocą szkoleń on-line. Warsztaty stacjonarne prowadzimy na Śląsku. Terapię we własnych gabinetach dziewczyn Dąbrowa Górnicza, Rybnik.

A jak Ty sobie organizujecie czas? Ile godzin pracujecie? Jak z czasem dla rodziny? Jak wszystko łączycie?

Dorota: Bardzo trudne pytanie. Na pewno pracuję inaczej niż w korporacji, bo jednak mam możliwość elastycznego dostosowania zadań do możliwości. Cieszą mnie małe rzeczy: to że mogę odebrać syna z przedszkola, to że nie muszę brać dnia wolnego na festyn, to że nie znikam na kilkudniowe delegacje. Ale oczywiście, żeby pracować korzystam z pomocy innych: niania, babcie. Bez ich pomocy praca byłaby niemożliwa. Nie mam jednak przekonania, czy pracuję mniej. No i bezpieczeństwo finansowe jest nieporównywalne, na niekorzyść własnej działalności.

Gdybyście miały w dwóch zdaniach napisać dlaczego warto do Was zaglądać to odpowiecie?

Karolina: Nasz portal to taki przystanek kilka kroków przed gabinetem terapeutycznym. Propozycja dla osób chcących rozwijać związek i tych, które szukają wsparcia zanim będzie na tyle trudno, że potrzebna okaże się terapia. Staramy się by Motivita wzbudzała zaciekawienie. Zaciekawienie Nią, Nim, Nami. By zachęcać do poszukiwania, obmacywania wspólnej rzeczywistości, do smakowania jej bez założeń: Wiem o Nim/ O Niej wszystko! Wiem jaki/ jaka powinien być by było nam ze sobą dobrze. Trochę do wysadzenia w powietrze sztywnych, skostniałych przekonań i sposobów działania.

To jedyny portal, który warto czytać w łóżku!

motivita_w_akcji400

No tak 😉 Dziękuję bardzo za rozmowę! Mocno trzymam kciuki za start!

Rozmawiała Agnieszka Czmyr-Kaczanowska

Zdjęcia: własność motivita.pl – na pierwszy zdjęciu Dorota i Kasia a na ostatnim, Karolina.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  
Podyskutuj

Idealny sernik nieidealnej Pani domu

Nadal nie wierzę, że to piszę... Ale naciski były przeogromne, więc... Nie jestem idealną Panią domu, rzadko piekę, chyba że brownie (25 minut roboty) lub inne "coś", równie prostego z gwarancją pyszności. Nie wdaję się w rozmowy na temat przepisów bo niewiele mam w tym zakresie do powiedzenia, choć... jest jeden wyjątek! Jego wysokość Sernik! 13 lat temu znalazłam przepis, którego się trzymam, który zawsze gwarantuje "ochy i achy" tych, którzy mają okazję załapać się na kawałek. Bo znika szybko...
  • Agnieszka Kaczanowska - 17/04/2019
produkty do pieczenia: mąka, mleko, masło, ser

Z dedykacją dla Marzeny 😉

Ten sernik piekę wyłącznie dwa razy do roku. Trudno nie zgadnąć, na jakie okazje, ale udaje się zawsze, a nawet jeśli nie jest idealny w wyglądzie, to smakuje zacnie! No i sam przepis napisany jest tak, że mam z tego kupę zabawy. Dodam tylko, że ja sernika sama nie jadam… nie mój smak, wolę suche ciasta np. makowiec, ale z reguły spełnieniem moich marzeń jest makowiec z cukierni, albo orzechowiec od mamy Asi, mniam.

Natomiast sernik robię z miłości do męża 😀

Składniki:

  • kilogram dobrze odciśniętego tłustego białego sera (nie może być kwaśny). Ja kupuję gotowy, mielony, ale taki, który jest w miarę suchy (bez ekstra śmietany) i zawsze twaróg sernikowy Piątnica (choć producent nic nie wie, że go polecam ;-)). To jest o tyle ważne, że inne miękkie sprawiają, że sernik pływa… Oczywiście możesz także zmielić sama ser. Ja nie mam nawet odpowiedniej maszynki…
  • 2 niepełne szklanki cukru (można ciut mniej jeśli budyń jest z cukrem i wanilia… ale nie dużo mniej, próbowałam z mniejszą ilością, ale jednak lepiej dać więcej…),
  • 8 jaj, z 7 jaj też wyszedł 😉
  • kostkę masła,
  • budyń waniliowy (z reguły daję ten z cukrem, ale przypuszczam, że nie ma tu różnicy,
  • torebkę cukru z prawdziwą wanilią (w odróżnieniu od cukru wanilinowego!) a jeszcze lepiej laskę prawdziwej wanilii, tych czarnych kuleczek oczywiście,
  • cytrynę, a dokładniej sok z jednej połówki,
  • szczypta soli,
  • bakalie: torebkę (10 dag) rodzynek, najlepiej jasne, malutkie, 3 dag płatków migdałowych, 5 dag smażonej skórki pomarańczowej (wg. mnie najlepszego składnika sernika ;-)).

Niezbędne sprzęty:

  • mikser (wiem, wiem można w makutrze, jak masz to super)
  • spora miska do ucierania masy serowej
  • garnuszek/miseczka na białka
  • rondelek na topione masło
  • duża tortownica

Dodałabym lampka dobrego wina, ale odkąd sernik piekę razem z dziećmi atrakcji dodatkowych nie potrzebuję ;-).

Sprawdzony algorytm działania

  1. W rondelku na małym ogniu topisz masło pokrojone na małe kawałki. Ciepłe masło (niech się, broń Boże, nie przypali!) odstawiasz do wystygnięcia.
  2. W tym czasie przygotowujesz bakalie, tzn. płuczesz rodzynki, odsączasz, suszysz ręcznikiem papierowym i razem z płatkami migdałowymi wsypujesz do miseczki, dodajesz skórkę pomarańczową. Zostawiasz.
  3. Smarujesz tortownicę masłem, wysypujesz bułką tartą, odstawiasz na bok, żeby nie przeszkadzała.
  4. W tym miejscu możesz skosztować tej lampki wina, jeśli już nalałaś 😉
  5. Teraz kluczowa sprawa: rozbijasz jajka nad garnuszkiem/miską, w którym potem ubijesz pianę. Białka lądują w właśnie w nim/niej, a żółtka w dużej misce.Garnek z białkami ląduje w lodówce.
  6. Do żółtek dodajesz cukier, szczyptę soli, wanilię/cukier z prawdziwą wanilią, sok z połówki cytryny.
  7. Ucierasz puszysty kogel-mogel, starając się nie podjadać…. jest pyszny…
  8. Włączasz piekarnik. Ma mieć idealnie 180 stopni C, kiedy wjedzie do niego sernik.
  9. Otwierasz wiaderko 😉 sera gotowego lub bierzesz idealnie zmielony i do kogla-mogla dodajesz łyżkami na zmianę z proszkiem budyniowym, wciąż ucierając masę mikserem. Masa ma być gładka, jasno żółta i puchata.
  10. Następnie delikatnie wlewasz zimne masło (wcześniej roztopione) i miksujesz do chwili, aż się całkowicie wchłonie.
  11. Dodajesz bakalie i już nie mikserem a łyżką z resztką masy serowej (nie pytaj dlaczego, ale działa…) mieszasz starannie ale delikatnie.
  12. Wyjmujesz z lodówki garnek/miskę z białkami i mikserem (z czystymi końcówkami) ubijasz sztywną pianę.
  13. Ważne: teraz odstawiasz mikser na bok i więcej nie wolno go użyć 😉
  14. Łyżką od sera i bakalii mieszasz białka z masą serową. Delikatnie, z czułością aż się połączą.
  15. Teraz już bez ociągania, zgarniasz masę do tortownicy, wygładzasz wierzch.
  16. I wkładasz sernik delikatnie do piekarnika w idealnej temperaturze 180 stopni. Nie używam tutaj termoobiegu, gdybyś chciała mnie o to zapytać.
  17. Teraz też jest idealny moment, aby zamiast mycia garów napić się wina bo…
  18. Od teraz przez 40 minut nie otwierasz piekarnika, nie zaglądasz co chwilę i nie myślisz o serniku.
  19. Po 40 minutach zerkasz przez szybkę, czy aby w wierzchu nie za bardzo się przypiekł. Jeśli tak, otwierasz delikatnie piekarnik i przykrywasz ciasto płatem folii aluminiowej. Szybko zamykasz drzwiczki, ale uważaj (!) aby nie klapnęły, bo sernik się może „przestraszyć” i opaść. Serio. zawsze ten fragment mnie rozczula ale nie próbowałam straszyć sernika i zawsze wychodzi 😉
  20. Gdy minie kolejne 15-20 minut a czasem dłużej (wiem, to mało precyzyjne ale lepiej dłużej, aby sernik był upieczony), wyłączasz dopływ ciepła i uchylasz drzwiczki, aby zahartować sernik i uchronić przed opadnięciem przy gwałtownej zmianie temperatury. Po kolejnych 10 minutach wyjmujesz ciasto na blat i pozwalasz ostygnąć w pokojowej temperaturze.
  21. Ja zwykle rozkrawam go na drugi dzień, wtedy brzegi sernika trzeba oddzielić ostrzem noża od brzegów tortownicy i gotowe.
  22. Idealny sernik to taki, który ma szansę stężeć w lodówce, ale nie zawsze mu się udaje…

Z życia sernika: bywa z nim różnie, czasem ma fantazyjne fale, czasem rośnie idealnie równomiernie, ale potem, kiedy wyjmuję go z piekarnika zawsze zmienia swój kształt na taki idealnie sernikowy. Bywa, że pęka… ale w smaku pozostaje idealny i wierzcie mi nikt nie narzeka.

Smacznego!

I wielkiej frajdy z pieczenia Wam życzę.

Przepis jest moją wariacją na temat przepisu znalezionego 8 lat temu w sieci, bodajże z tego linku >. Tym bardziej dziękuję jego autorce za cudowne przeżycia smakowe mojej rodziny!

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  
Podyskutuj

Poradnik i bezradnik mamy-freelancerki

Wpatruję się w pustą kartkę. Co miałabym napisać na temat work-life balance w ujęciu pracującej mamy? Nie jestem przecież ekspertką od zarządzania czasem, nie mam żadnej recepty, sama nieraz się dziwię, jak udaje mi się to wszystko ogarnąć i nie zwariować. Nie umiałabym napisać poradnika, od udzielania rad lepiej wychodzi mi opisywanie ludzkich emocji i kreowanie rzeczywistości. Zatem może to właśnie zrobię? Opowiem moją historię.
  • Magdalena Majcher - 28/02/2019
mama freelancerka pracuje z domu, laptop na kolanach

Jeszcze pięć lat temu nie miałam pojęcia, czego chcę od życia. Miałam kilkuletniego syna i pracę, do której jeździłam, delikatnie mówiąc, niechętnie. W żadnym miejscu nie zagrzałam miejsca na dłużej. Myślałam: co jest ze mną nie tak? Miałam dopiero dwadzieścia kilka lat, a już czułam się wypalona. Nie wyobrażałam sobie, że tak miałabym żyć, pracować przez następnych kilkadziesiąt lat.

Spełniać marzenia

Po urodzeniu drugiego dziecka zrobiłam swoisty rachunek sumienia. Zastanowiłam się, gdzie popełniałam błędy, i doszłam do wniosku, że po prostu nigdy nie robiłam tego, co chciałam robić, tego, co kochałam. Czego więc bym chciała? Co potrafię? Pisać, to pierwsze co przyszło mi na myśl. Ale co mam z tym pisaniem zrobić? Że niby książkę napisać?

Wszystko fajnie, ale wydawało mi się to czynem na miarę lotu w kosmos. Każdy by chciał, ale nie każdy wie, jak. Dojrzewałam jeszcze przez chwilę, w międzyczasie prowadząc bloga i szukając pojedynczych zleceń jako copywriter. I dojrzałam, wiecie? Dojrzałam do tego, żeby pomóc marzeniom, żeby w końcu robić to, co kocham.

Nazbyt pompatycznie, prawda? Żeby nie było tak kolorowo, mój młodszy syn okazał się typowym przykładem high need baby. Każdej nocy budził się po kilkanaście razy, w dzień nie chciał spać, nawet spacery były czasem stresu i zastanawiania się, czy tym razem prześpi choć godzinę czy może raczej będzie się wydzierał wniebogłosy. I w samym środku tego szaleństwa odnalazłam swoją pasję.

Napisałam jedną książkę, drugą, zaczęłam trzecią, nie wiedząc, czy ktokolwiek mi to wyda. Dałam sobie czas do końca urlopu macierzyńskiego, w międzyczasie biorąc zlecenia jako copywriter. No i stało się. Kiedy mój młodszy syn miał jedenaście miesięcy, poleciałam w kosmos. Dostałam długo oczekiwanego maila od potencjalnego wydawcy. Kilka tygodni temu synek skończył cztery lata, a ja nadal lecę. I absolutnie nie zamierzam wracać z tej podróży!

Jestem w miejscu, w którym powinnam być

Praca w charakterze wolnego strzelca wymaga przede wszystkim… twardego tyłka i umiejętności planowania przychodów na trzy miesiące w przód. Bo wypłata nie przychodzi dziesiątego, i nie zawsze jest taka sama. Ale muszę się do czegoś przyznać. Odkąd poleciałam w ten kosmos, cały wszechświat mi sprzyja. Kiedy zamykają się drzwi, otwiera się przede mną okno. Szczęście? Być może. Ja nazywam to inaczej. Po prostu jestem w miejscu, w którym powinnam być, dlatego się układa. Robię to, do czego zostałam stworzona i chociaż pracuję jako freelancer ponad trzy lata, nadal nie potrafiłabym napisać poradnika dla osób, którym marzy się właśnie takie wolne strzelectwo.

Przede wszystkim to ja jednak żyję

Nie udzielę Wam więc gotowych rad. Nie powiem, jak to zrobić, żeby gdzieś pomiędzy rozwieszeniem prania a odebraniem dziecka z przedszkola ogarnąć siebie i zlecenia. Każda z nas musi wypracować sobie własny system pracy. Ile osób, tyle rad. Moja koleżanka pisze, kiedy wszyscy jeszcze śpią, bladym świtem. Inna pracuje do nocy. Ja od dziesiątej do szesnastej. Oddaję teksty trzy miesiące przed deadlinem, znajoma zawsze wyrabia się dzień przed terminem.

Nie sposób określić, który wariant jest najlepszy. I wcale nie zamierzam tego robić. Chcę Wam tylko powiedzieć, że work-life balance jest wtedy, kiedy robimy to, co kochamy. Wtedy to życie samo się balansuje, a wszystko się dzieje „samo”. No, prawie… Bo przecież ktoś to pranie musi rozwiesić i ktoś tę książkę musi skończyć! Ale to w tak zwanym międzyczasie. Bo przede wszystkim to ja jednak żyję.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Magdalena Majcher
Pisarka, freelancerka, mama. Robi w życiu to, co kocha, czyli pisze. Aby spełniać swoje marzenia, zrezygnowała z pracy na etacie. Dziś jest autorką poczytnych i lubianych przez czytelniczki powieści, m.in. "Cudu grudniowej nocy", "W cieniu tamtych dni", "Matki mojej córki", "Stanu nie!błogosławionego", "Jeszcze jednego uśmiechu” oraz bestsellerowej sagi "Wszystkie pory uczuć". Niedługo ukaże się kolejna seria autorki.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail