Czego szukasz

Czy rezygnacja ze swoich projektów boli?

Myślisz: „Rzucę to w cholerę”, albo „Już tak bardzo chcę z tym skończyć, ale przecież klienci, przecież szkoda, tyle lat pracy i zaangażowania…”, „No i wyjdzie na to, że się myliłam, że nie potrafię, że nie umiem być konsekwentna…”. Decyzja o rezygnacji z wszelakich projektów, w jakie jesteśmy zaangażowane, to jedna z trudniejszych… I nie ma znaczenia, czego ta decyzja dotyczy – rezygnacja to trudne zadanie. Do takiej ważnej i trudnej rozmowy namówiłyśmy Olę Budzyńską, Panią Swojego Czasu. Z czego zrezygnowała Ola? 

  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 22/06/2015

Olu, tak sobie pomyślałam, że pewnie nawet nie trzeba Cię przedstawiać, ale mimo to, dla zachowania porządku 😉 Jesteś Panią Swojego Czasu, żoną i mamą dwóch urwisów, właścicielką firmy, blogerką… na pewno coś pominęłam… Zatem, gdybym zapytała czym sie zajmujesz to co odpowiesz?

Zgodnie z tym, czego uczę (a uczę, by skupiać się na rzeczach najważniejszych) odpowiedziałabym, że zajmuję się czasem. Uczę Kobiety jak wziąć czas w swoje ręce i zarządzać nim po swojemu. To obecnie moja najważniejsza funkcja, choć faktycznie pełnię też wiele innych.

A ja, pisząc do Ciebie z prośbą o rozmowę chciałam zapytać Cię tak naprawdę o to czego już nie robisz. To znaczy, wiem, że ostatnio z czegoś zrezygnowałaś. Jak to jest? jak doszłaś do tego aby czemuś powiedzieć koniec a czemuś witaj?

To prawda, kilka miesięcy temu podjęłam decyzję o zamknięciu jednej z moich firm, a nie była to łatwa decyzja, gdyż firma przynosiła dochody i to spore. Podejrzewam, że wiele osób nazwałoby tę decyzję niemądrą, ale ja w działaniu kieruję się swoimi priorytetami, a nie opiniami innych osób.

W marcu podjęłam decyzję o zamknięciu jednej z moich firm „Governess Lane” dlatego, że pochłaniała zbyt dużo mojego cennego czasu, choć tak jak mówię – przynosiła dochody. Jednak dla mnie, oprócz pieniędzy, najważniejsza jest pasja, możliwość rozwoju i robienie czegoś, co kocham. Wszystko to mam budując obecnie moją markę Pani Swojego Czasu, więc nie widzę powodu, by się rozmieniać na drobne 😉

Pytam oto, bo mam poczucie, że my kobiety staramy się za wszelką cenę być konsekwentne, i że jak cos zaczniemy to trudno nam zrezygnować, bo albo się boimy, co to będzie, albo że inni ocenią – „A nie mówiłam/łem?” Albo jeszcze tak, że nasze projekty/firmy traktujemy jak dzieci a dzieci się nie porzuca… Zawsze znajdziemy tysiące powodów, dla których warto coś robić nadal… Proszę Cię o komentarz do tych moim przemyśleń 😉

Zgadzam się z Twoimi przemyśleniami – widzę również takie zachowania u Kobiet, z którymi pracuję. Jednak ja działam zupełnie inaczej. Po pierwsze zawsze daję sobie prawo do błędów i porażek, bo są one czymś zupełnie normalnym i  z nich składa się życie. Dobrym przykładem są tu sportowcy. Gdyby porzucali swoje nadzieje za każdym razem gdy przegrają, to nigdy by nie doszli do wygranej.

Gdy ktoś mówi mi „a nie mówiłem”, odpowiadam: „Owszem – mówiłeś. Miałeś rację. Ale ja chciałam spróbować i nie żałuję”. Bo ja swoich błędów nie żałuję – na nich się uczę i myślę, że głównie dzięki nim odnoszę sukcesy!

Jeśli chodzi o drugą sprawę, czyli konsekwencję to jest to stary jak świat mechanizm społeczny – lubimy siebie postrzegać jako osoby konsekwentne, bo to przecież coś dobrego. Otóż nie zawsze – czasami konsekwencję warto „przeliczyć” na kalkulatorze i zobaczyć czy wychodzi nam ona na dobre.

Mówisz, ze zawsze znajdziemy tysiące powodów, by robić coś nadal. To prawda. Ale jak pracuję z Kobietą, która ma problem z tym czy kontynuować jakieś działanie czy je porzucić (bo przecież zabiera czas) to nigdy nie pytam o te tysiące powodów do kontynuowania tego. Pytam o to, co by się stało gdyby tego NIE robiła. To zupełnie zmienia perspektywę i otwiera nowe klapki w głowie.

Czy możesz powiedzieć mi, jak dokonałaś takiej kalkulacji – robisz sobie matrycę, jakąś analizę? Pytam już tak czysto technicznie. A może to po prostu myśl? Albo rachunek finansowy?

Wszystko po trochu. No może poza matrycą J Najważniejsze jest dla mnie to jak ja się z czymś czuję i jakie mam emocje, gdy zabieram się za daną pracę. Gdy moje emocje są negatywne to jest to dla mnie sygnał, że coś jest nie tak i trzeba wdrożyć zmianę. I tak naprawdę większość ludzi właśnie w tym momencie podejmuje decyzje, choć o tym nie wie. Bo my decyzje podejmujemy na podstawie emocji (nie tylko Kobiety, mężczyźni również) ale jej podjęcie uzasadniamy racjonalnymi argumentami.

Ja zrobiłam tak samo. Czułam już, że to nie moja droga, ale żeby przekonać siebie samą w 100% zrobiłam kalkulację. A z tej kalkulacji wyszło mi, że „Governess Lane” jest biznesem stacjonarnym, w którym mogę na pieniądze przeliczać swoje godziny pracy. Oznacza to, że żeby więcej zarabiać muszę więcej pracować i muszę być fizycznie obecna. Podczas gdy moim docelowym modelem, który realizuję jako Pani Swojego Czasu, jest biznes online, w którym mogę zarabiać  z każdego miejsca na świecie, i w którym nie muszę wyceniać godzin swojej pracy (i tak to się dzieje przy sprzedaży moich kursów online).

A jakie są sygnały, które świadczą o tym, że czas zakończyć dany projekt?

Szczerze Ci powiem, że nie mam pojęcia co nauka ma do powiedzenia na ten temat, napiszę więc jakie są moje odczucia i po czym ja poznaję, że czas już porzucić dany projekt (a robiłam w swoim życiu już wiele rzeczy) Po pierwsze emocje – czuję się źle i mam wrażenie, że coś jest nie tak, choć początkowo nie umiem tego nazwać. Przestaję czerpać radość z tej pracy i przestaję odczuwać stan flow (to wtedy gdy robiąc jakąś czynność zapominasz o całym świecie i płynącym czasie).

Po drugie fizyczne zmęczenie, które zaczynasz odczuwać gdy zabierasz się za cokolwiek związanego z tym projektem. To tak jakby cały organizm krzyczał „nie chcęęę, nie zmuszaj mnie do tego”.

I po trzecie – wszystkie przesłanki racjonalne, które za tym stoją. Spędzasz na tym za dużo czasu, a masz z tego za mało korzyści. Wydajesz na to mnóstwo pieniędzy a nie sprawia Ci to radości.

A co mogłabyś poradzić wszystkim tym Czytelniczkom, które codziennie rozważają „zakończyć czy nie?” „zacząć coś nowego”. Słowem jak nie bać się zmiany?

Każdy człowiek z definicji boi się zmiany. Jest to atawizm bardzo mocno w nas „wdrukowany”, który kiedyś miał nas chronić przed niebezpieczeństwem (bo zmiany były niedobre), ale dzisiaj nam przeszkadza. Lęk przed zmianami można zmniejszyć, a do zmian się przekonać, poprzez częstsze ich doświadczanie. Czyli po prostu trening. Nie trzeba zaczynać od zmiany pracy, można zacząć od zmiany wystroju mieszkania. Przekonywanie się do zmian to ciągłe wychodzenie poza własną strefę komfortu i by to przetrwać potrzebujemy wsparcia. Takiego prawdziwego czyli kogoś kto nas zmobilizuje do wejścia w zmianę, a potem będzie czuwał, pocieszał i motywował zamiast mówić „a nie mówiłem”. Niewielu osobom udaje się zrealizować taką zmianę bez tego wsparcia, więc zachęcam, żeby poszukać w swoim otoczeniu takich ludzi.

Dziękuję Ci bardzo i życzę wszelkiego powodzenia!

Z Olą Budzyńską, Panią Swojego Czasu, rozmawiała Agnieszka Czmyr-Kaczanowska

Zdjęcie: archiwum Oli Budzyńskiej

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Podyskutuj

Czy mogę pracować na macierzyńskim i jak wydłużyć rodzicielski?

Czy na urlopie macierzyńskim i rodzicielskim można pracować i pobierać zasiłek? W jakim wymiarze? Jak wydłużyć urlop rodzicielski i więcej czasu spędzić z dzieckiem? Łącząc pracę z urlopem. Jeśli chcesz wiedzieć czy można pracować na macierzyńskim, zobacz aktualne przepisy.
  • Aneta Szczycińska - 09/12/2019

Czy mogę pracować podczas urlopu macierzyńskiego i rodzicielskiego?

Tak, jak dotychczas, można. W nawiązaniu do artykułu Czy mogę pracować na urlopie macierzyńskim i rodzicielskim? „Przepisy nie ograniczają podejmowania w trakcie urlopu rodzicielskiego pracy na innej podstawie niż umowa o pracę (np. na umowę o dzieło lub umowę zlecenie). O fakcie tym należy poinformować dotychczasowego pracodawcę.”

Podobnie w przypadku zasiłku macierzyńskiego: „Zatrudnienie na podstawie umowy cywilnoprawnej w trakcie przebywania na urlopie rodzicielskim nie pozbawi pracownika prawa do zasiłku macierzyńskiego, który przysługuje zgodnie z treścią podania złożonego u pracodawcy przed rozpoczęciem urlopu.”

W obu przypadkach ważne, aby w/w praca zajmowała maksymalnie 1/2 etatu i była zawarta na umowę cywilnoprawną (umowa zlecenie, umowa o dzieło).

Jak wydłużyć urlop rodzicielski?

Do końca 2015 roku łączenie urlopu rodzicielskiego (lub dodatkowego macierzyńskiego) z pracą nie wydłużało tych urlopów (proporcjonalnie do przepracowanego czasu).

Od 2016 roku nastąpiły korzystne dla rodziców zmiany w przepisach. W przypadku łączenia przez pracownika urlopu rodzicielskiego z wykonywaniem pracy u pracodawcy udzielającego tego urlopu w wymiarze nie wyższym niż połowa pełnego wymiaru czasu pracy,

wymiar urlopu rodzicielskiego ulega wydłużeniu proporcjonalnie do wymiaru czasu pracy wykonywanej przez pracownika w trakcie korzystania z urlopu lub jego części.

W przypadku łączenia urlopu z pracą całkowity wymiar urlopu rodzicielskiego nie może przekroczyć:

  • 64 tygodni – w przypadku urodzenia jednego dziecka przy jednym porodzie lub przyjęcia jednego dziecka na wychowanie;
  • 68 tygodni – w przypadku urodzenia przy jednym porodzie dwojga lub więcej dzieci lub równoczesnego przyjęcia na wychowanie więcej niż jednego dziecka.

O ile wydłuży się urlop rodzicielski?

Okres, o który urlop rodzicielski ulega wydłużeniu, stanowi iloczyn liczby tygodni, przez jaką pracownik łączy korzystanie z urlopu rodzicielskiego z wykonywaniem pracy u pracodawcy udzielającego tego urlopu i wymiaru czasu pracy wykonywanej przez pracownika w trakcie korzystania z urlopu rodzicielskiego, czyli:

Ilość tygodni kiedy pracujemy i korzystamy z urlopu x wymiar czasu pracy w trakcie urlopu = o tyle dłuższy urlop rodzicielski.

Przykład 1:

Pracownik łączy 8 tygodni urlopu rodzicielskiego z pracą w wymiarze pół etatu i w okresie, o który nastąpi proporcjonalne wydłużenie urlopu nie zamierza pracować.

Obliczenia: 8 tygodni urlopu rodzicielskiego x  ½ etatu (wymiar czasu pracy, w którym pracownik zamierza wykonywać pracę) = 4 tygodnie (wymiar urlopu rodzicielskiego, o który nastąpi proporcjonalne wydłużenie urlopu rodzicielskiego). W takim przypadku pracownikowi wydłuży się wymiar urlopu rodzicielskiego (niełączonego z wykonywaniem pracy) o 4 tygodnie.

Przykład 2:

Pracownica, zatrudniona na 1/2 etatu, wystąpiła z wnioskiem o udzielenie jej urlopu macierzyńskiego i urlopu rodzicielskiego w pełnym wymiarze (32 tygodnie). Przez cały okres urlopu rodzicielskiego pracuje na 1/4 etatu u pracodawcy udzielającego tego urlopu. Pracownica w trakcie wydłużonego urlopu nie będzie pracowała.

Udzielony pracownicy urlop rodzicielski ulega wydłużeniu o 8 tygodni (32 tygodnie x 1/4). Przez 32 tygodnie pracownicy przysługuje zasiłek macierzyński pomniejszony o połowę (1/4 : 1/2 = 1/2), natomiast przez okres 8 tygodni, o które ulega wydłużeniu urlop rodzicielski, pracownicy przysługuje zasiłek w pełnej miesięcznej kwocie (gdyż podczas wydłużonego urlopu rodzicielskiego nie wykonuje ona pracy). De facto, w całym okresie dostanie pieniądze w takiej samej wysokości. Przez 32 tygodnie 1/2 zasiłku i 1/2 pensji, a przez dodatkowe 8 tygodni cały przysługujący jej zasiłek.

Źródła:

www.rodzicielski.gov.pl

kadry.infor.pl/

www.zus.pl/

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Aneta Szczycińska
Radca prawny, członek Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie, mama trzech uroczych córeczek, prowadzi jednoosobową kancelarię prawną. Miłośniczka filmów Woody’ego Allena, Audrey Hepburn, teatru, kulinarnych eksperymentów, podróży, przez długie lata aktywna harcerka.
Podyskutuj

Nowe zawody – krótkie historie o naszych rozmowach z dziećmi o pracy

Rynek pracy nieustannie się zmienia. Pojawiają się nowe profesje, znikają stare zawody. Przeglądając portale pracy, co rusz napotykamy nazwy stanowisk, które nic nam nie mówią. Wielu z nas pracuje w zawodach, o których nie słyszeliśmy podczas edukacyjnej wędrówki, ponieważ zwyczajnie nie istniały. Bywa, że trudno nam wytłumaczyć naszym znajomym czy rodzicom, czym się zawodowo zajmujemy. A jeśli dodamy do tego obcojęzyczne nazwy stanowisk, sprawa robi się jeszcze bardziej skomplikowana...
  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 09/12/2019
Pracownicy Franklin Templeton

No właśnie.

Jak rozmawiać z dziećmi, żeby rozumiały, na czym polega nasza praca i po co ją wykonujemy – tak, by było to coś więcej niż „pracuję przed komputerem” czy „jestem na spotkaniach”? W jaki sposób możemy pomóc dzieciakom w zrozumieniu naszej profesji?

Zapytałyśmy pracowników firmy Franklin Templeton o to, jak rozmawiają z dziećmi o swojej pracy. Oto cztery historie.

Agnieszka – Health & Safety Specialist. Prywatnie mama dwóch chłopców.

Jemy sobotni obiad. Rozmawiamy z naszą dwójką chłopaków o poważnych sprawach: jak wyobrażają sobie przyszłość. Pięcioletni Krzysiek snuje opowieści o tym, jak jego koleżanka z przedszkola zamieszka w naszym domu, urodzi dzieci, a on zostanie szefem policji. Sześcioletni Adam skupia się na opowieściach o pościgach policyjnych, w których będzie brał udział.

— Bardzo pożyteczny zawód sobie wybraliście — mówię. — Pamiętam, jak kiedyś mówiliście, że chcielibyście pracować tak jak wasz tata albo tak jak ja.
Na co Krzyś odpowiada:
— Jak czasem pójdę do mamy pracy (do Franciszka – tak kojarzą nazwę) i posłucham, to już mam dosyć. Oni tam tylko o „pieniędzach” rozmawiają. Oni potem muszą długo język szorować i podniebienie też. Od tych dziwnych słów. Wszystko przez te bankomaty.

Innym razem starszy syn spytał:
— Mama Mateusza (kolegi z przedszkola) produkuje ketchup, a co u ciebie w pracy produkujesz?
Jak pięcio- i sześciolatkowi wytłumaczyć, co znaczy pracować na stanowisku „Health and Safety Specialist” w firmie, w której większość pracowników jest finansistami? Świetną okazją do przybliżenia określenia „muszę iść do pracy” były rodzinne warsztaty zorganizowane w naszym biurze, w których dzieci pracowników mogły dowiedzieć się, jak zachowywać się w niebezpiecznej sytuacji i jak udzielać pierwszej pomocy oraz zobaczyć, gdzie mama lub tata pracuje.

Chłopcy mogli wówczas nie tylko zobaczyć biuro, ale również pomagali mi w przygotowywaniu całego wydarzenia. Przynosili fantomy, bandaże oraz defibrylator AED. Widzieli jak powstaje prezentacja o zasadach bezpieczeństwa na drodze do przedszkola, zasadach bezpieczeństwa podczas pożaru itp. Te warsztaty zdecydowanie pomogły mi pokazać synom, czym zajmuję się, kiedy mówię „idę do pracy”. Mogli zrozumieć, co kryje się pod pojęciami „prezentacja”, „szkolenie”, „ewakuacja” i „defibrylator” (trudne słowo ☺).

Myślę, że wycieczka po biurze, podczas której koleżanka opowiadała o naszej pracy, przyniosła skojarzenie bankomatów z branżą, w której pracuję. A starszemu wytłumaczyłam, że w pewnym sensie u mnie w pracy produkuje się pieniądze – gdy ktoś posiada oszczędności (pewien kapitał), to można sprawić, aby pieniądze dawały nam kolejne pieniądze.

Kuba – Manager PMO (Project Management Office). Tata dziesięcioletnich Zosi i Marysi.

Z czasów swojego dzieciństwa pamiętam, że zawody rodziców nie były czymś skomplikowanym. Moi rodzice byli wówczas nauczycielką i marynarzem, a wśród kolegów i koleżanek były dzieci strażaków, żołnierzy czy lekarzy. Dziś wydaje się to dużo trudniejsze.

Moja historia wytłumaczenia córkom, czym się zajmuję była dość przypadkowa i stało się to jeszcze kiedy byłem Project Managerem. Razem z dziewczynkami często oglądaliśmy ich ulubioną wówczas kreskówkę, „My Little Pony”. Pewnego dnia, kiedy miały jeszcze jakieś pięć czy sześć lat, oglądaliśmy odcinek „Pożegnanie zimy” (sezon 1, odcinek 11).

W tym odcinku kucyki przygotowują swoją wioskę do przyjścia wiosny, budzą zwierzątka, przeganiają chmury czy usuwają lód z jeziora. Niestety w wyniku różnych zdarzeń mają opóźnienie i mogą nie być gotowe na czas. Wtedy z pomocą przychodzi główna bohaterka, Twilight Sparkle, która jest świetna w koordynacji. Rozdziela zadania pomiędzy kucykami i kontrolując na swojej liście ich wykonanie, pomaga zdążyć ze wszystkim przed przyjściem wiosny.

Wtedy mnie olśniło:
— Dziewczyny, ja właśnie zajmuję się w pracy tym, co tu robi Twilight. Pomagam innym w zrobieniu ich zadań, które mają wspólnie jakiś większy cel. To właśnie robi Project Manager.
Jakiś czas później awansowałem i zostałem Kierownikiem PMO, Biura Zarządzania Projektami. Nawiązując do wcześniejszej historii, wytłumaczyłem córkom, że teraz jestem szefem takich Twilight Sparkle. Dziewczynki od razu zrozumiały i były ze mnie bardzo dumne, ponieważ ich tata właśnie został Księżniczką Celestią.

Monika – Talent Acquisition Lead. Mama siedmioletniej Hani.

Na co dzień zajmuję się rekrutacją pracowników i wszystkim, co się z nią wiąże – od dotarcia do odpowiednich kandydatów, przez rozmowy rekrutacyjne, wsparcie liderów z różnych krajów w procesie rekrutacyjnym, po przygotowanie oferty dla kandydata. Ta część jest dosyć prosta do wytłumaczenia i rozmawiając o mojej pracy mówię prosto: szukam kandydatów, którzy chcieliby u nas pracować, spotykam się z nimi, sprawdzam czy pasujemy do siebie, jestem częścią zespołu, ktoś nami zarządza itp.

Po jej zabawie z koleżankami mogę wnioskować, że tę część o zarządzaniu zespołem córka rozumie bardzo dobrze, a po pytaniach, jakie zadaje mi po pracy, mam poczucie, że mniej więcej wie, co to rekrutacja i po co się ją robi. Na pewno w zrozumieniu, czym się zajmuję w pracy pomogła wizyta córki w biurze czy na stoisku „u mamy” na targach pracy. Łatwiej jest wytłumaczyć, co robimy na co dzień, kiedy dziecko zna otoczenie i ma szansę uczestniczyć w jakiejś sytuacji zawodowej chociaż przez chwilę.

Drugim obszarem, za który jestem odpowiedzialna jest koordynacja projektów Employer Brandingowych. I tutaj robi się już trochę trudniej…
W ubiegłym roku przygotowywaliśmy po raz pierwszy kampanię outdorową promującą nas jako pracodawcę. Duży billboard na Śródce (kto z Poznania, ten wie). Więc zbliżając się do punktu, opowiadam, że mamy taką kampanię, że promujemy firmę, żeby kandydaci chcieli u nas pracować. Widzę lekką ekscytację. Wjeżdżamy na rondo i mina rzednie.

— Nie podoba Ci się? — pytam.
— …Ughh. Nie… Bo ja myślałam, że ty tam będziesz tak stała i machała ręką: chodźcie, chodźcie do nas!
Cudownie prosta parafraza tego, co robię na co dzień ☺.

Łukasz – GPAS Supervisor. Tata siedmioletniego Gustawa i pięcioletniej Heleny.

Zanim dołączyłem do Franklina, przez wiele lat pracowałem jako radca prawny. Dzieci już w wieku przedszkolnym mają ogólne pojęcie na temat tego, czym jest prawo i z dużym zainteresowaniem słuchają, gdy oznajmi im się, że mają jakieś prawa. Dużo mniej interesuje je, gdy chwilę później dostają komunikat, że mają też i obowiązki, ale to już inna historia.

W każdym razie mają jakieś wyobrażenie – sądy i sędziowie pojawiają się w bajkach. Wiedzą też, czym jest umowa, więzienie itp., więc w rozmowie jest do czego nawiązać. Znacznie trudniej jest wytłumaczyć, czym zajmuję się taraz, pracując w globalnej firmie, w której stanowiska są wąsko wyspecjalizowane i zazwyczaj pokrywają wycinek czegoś bardzo charakterystycznego dla sektora finansowego.

— Tato, jak to jest, że się siedzi przed komputerem i z tego są pieniądze? — zapytał kiedyś mój syn.
Otworzył tym sposobem puszkę Pandory z napisem „komputer jako narzędzie pracy”. Temat rozległy, bo przecież nie tylko ja „siedzę przed komputerem”, ale też mama, architekt, który projektuje domy i nawet pani nauczycielka, która zaznacza obecność w dzienniku elektronicznym.

Problem z tymi dyskusjami jest taki, że jedno pytanie rodzi kolejne i bardzo łatwo jest dziecko zarzucić informacjami. Dlatego staram się (nie zawsze skutecznie) formułować wypowiedzi krótkie, zwięzłe i zawierające pojęcia dla dziecka zrozumiałe.

Łatwiej to napisać, niż zastosować w praktyce, dlatego gdy kończą mi się porównania do zabawek, zwierzątek i innych rzeczy, które są dziecku znane, zaczynam do niego mówić jak do dorosłego. Tak, jakbym mówił do kolegi czy koleżanki. I ta metoda bywa zaskakująco skuteczna, bo zazwyczaj sami nie doceniamy własnych dzieci.
Moja mama kiedyś tłumaczyła mojemu synowi, że pracuję u „pana Franklina”. Myślę, że w jego głowie wyglądało to mniej więcej tak:

Sprawdź najnowsze oferty Franklin Templeton i dołącz do zespołu! >>>

Śledź profil firmy na LinkedIn

www.franklintempletoncareers.com

Zdjęcia: własność Franklin Templeton a okładka „Franklin się rządzi” pochodzi ze strony Wydawnictwa Debit

Artykuł opublikowany w styczniu 2019 r. edytowany i zaktualizowany w grudniu 2019 r.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail