Czego szukasz

Co trzeba wiedzieć o kredycie hipotecznym?

Planujesz wziąć kredyt hipoteczny, ale czujesz się zupełnie pogubiona w tych wszystkich obcych Ci definicjach, procedurach, a przede wszystkim w podjęciu ostatecznej decyzji, jaką wersję kredytu wybrać i w jakim banku będzie on dla Ciebie najkorzystniejszy. Nie zdecydujemy za Ciebie, ale przybliżymy kilka pojęć, które mogą pomóc Ci podjąć ostateczną decyzję.

Kredyt hipoteczny to dość skomplikowany produkt finansowy. Istnieje wiele powielanych mitów i przekłamań na jego temat. Banków oferujących kredyt hipoteczny na skalę ogólnopolską jest ponad 15. Każdy z nich oferuje kredyt w różnego rodzaju wersji.

Prowizje, marże, kilka rodzajów ubezpieczeń, wycena nieruchomości, produkty dodatkowe i inne mogą naprawdę namieszać w głowie, powodując niepewność w chwili, gdy dokonanie wyboru staje się konieczne.

Nie będąc w temacie kredytów hipotecznych „od środka”, można się zwyczajnie zagubić. Będąc świadomą uczestniczką gry, popełnisz mniej błędów i będziesz mieć większą szansę na prawidłowy wybór produktu dopasowanego do Twojej indywidualnej sytuacji.

W dzisiejszym wpisie przedstawię najważniejsze parametry kredytu mieszkaniowego. Metodą małych kroczków zaczniemy edukację i zdobędziemy stabilne fundamenty do wpisów o wyższym poziomie zaawansowania. Zachęcam zatem do śledzenia moich wpisów. Mam nadzieję, że dzięki temu mój świat zawodowy będzie dla Ciebie bardziej zrozumiały 😉

Prowizja za udzielenie kredytu

Prowizja jest jednorazową opłatą za uzyskanie kredytu. Jest to procentowa wartość liczona od wysokości kredytu hipotecznego. W zależności od banku najczęściej kształtuje się w zakresie 0–2%, choć zdarzają się instytucje wymagające wpłaty nawet do 5% wartości kredytu.

Prowizję najczęściej można skapitalizować, czyli doliczyć do kwoty kredytu. Zdarzają się jednak wyjątki od tej zasady, ponieważ część banków z założenia wymaga zapłacenia środków gotówką lub w sytuacji, gdy wnosisz tylko 10% wkładu, czyli minimalną ilość środków własnych. W takich wypadkach środki na uruchomienie kredytu musisz zabezpieczyć sama.

Jaki jest minimalny wymagany wkład własny?

Kilka lat temu KNF (Komisja Nadzoru Finansowego) rekomendacją S narzuciła kredytobiorcom konieczność wniesienia wkładu własnego. W chwili obecnej wymagane jest minimum 10% od wartości zakupu. Czyli kupując mieszkanie o wartości 300 000 PLN, należy wnieść minimum 30 000 PLN w gotówce.

Istnieją jednak pewne możliwości zamiany gotówki na chociażby środki pochodzące z książeczki mieszkaniowej, zabezpieczenie na drugiej nieruchomości, czy w formie dopłat, jak to niedawno jeszcze było w przypadku programu „Mieszkanie dla Młodych”.

Część banków idzie jednak dalej, wymagając, by wnieść minimum 20% wkładu własnego. W przypadku wspomnianego kredytu będzie to aż 60 000 PLN, co dla wielu osób jest znaczną sumą.

Co to jest marża i WIBOR?

W Polsce, na dobrą sprawę, kredyty hipoteczne są udzielane w oparciu o oprocentowanie zmienne. Oprocentowanie tworzą marża i WIBOR. Od wysokości oprocentowania zależy wysokość Twoich comiesięcznych rat i ostateczna suma odsetek.

Marża jest zazwyczaj stała przez cały okres kredytowania. Częścią zmienną jest wskaźnik WIBOR (ang. Warsaw Interbank Offered Rate). Jest to czynnik rynkowy mogący ulegać zmianom w trakcie całego okresu kredytowania.

Twoja rata i odsetki będą zmieniały się zgodnie z kierunkiem zmian wskaźnika. WIBOR wzrasta – niestety wszystkie koszty się podwyższają. WIBOR maleje – koszty również są mniejsze. Banki stosują najczęściej WIBOR 3M, rzadziej WIBOR 6M.

Różnice między stosowanymi wskaźnikami mogą różnić się w wartościach oraz cyklach ewentualnych zmian. WIBOR 3M może zmieniać się co trzy miesiące, WIBOR 6M, co sześć miesięcy.

Wcześniejsza spłata kredytu – sposób na obniżkę rat

W mojej opinii ten czynnik jest bardzo niedoceniany. Na pierwszym planie zazwyczaj skupiamy się na prowizji i marży. To na podstawie tych parametrów większość wnioskodawców dokonuje wyboru kredytu. Jednakże dobrze dobrana oferta finansowania hipotecznego pod kątem wcześniejszej spłaty pozwoli zaoszczędzić znaczne kwoty.

Od 23 lipca 2017 roku weszła w życie ustawa, potocznie zwana ustawą o kredycie hipotecznym. Reguluje ona, że prowizja za wcześniejszą spłatę może wynosić maksymalnie 3% przez pierwsze 3 lata kredytu. To zdecydowany plus, gdyż przed wejściem nowych zasad część banków potrafiła narzucać wysoką opłatę za dokonanie jakiejkolwiek nadpłaty przez cały okres kredytowania.

Dobre warunki wcześniejszej spłaty to jak najniższa prowizja (lub wręcz jej brak) od momentu udzielenia kredytu, możliwość dokonania nadpłaty przez bankowość elektroniczną (niewiele banków oferuje taką opcję) oraz możliwość skracania okresu kredytowego bez aneksowania umowy kredytowej i ponownego liczenia zdolności płatniczej.

Ubezpieczenie nieruchomości

Ubezpieczenie jest obligatoryjne, jeśli zabezpieczeniem kredytu jest lokal mieszkalny, dom lub lokal usługowy. Jeśli zabezpieczeniem jest sama działka, banki nie wymagają ubezpieczenia nieruchomości.

Minimalny wymóg w odniesieniu do ubezpieczenia to zabezpieczenie nieruchomości na tzw. mury i przed zdarzeniami losowymi. Najczęściej ubezpieczenie nieruchomości można wykupić w dowolnym towarzystwie ubezpieczeniowym, choć część banków bardzo chętnie zaproponuje swoje rozwiązanie.

Nie lubię generalizować, ale w tej sytuacji zdecydowanie polecam zrobić to we własnym zakresie. Ubezpieczenia bankowe są droższe, mają mniejszy zakres oraz większą liczbę wyłączeń z odpowiedzialności. Jedyny plus to trochę mniej formalności.

Ubezpieczenie pomostowe

Ubezpieczenie pomostowe to koszt dodatkowy do czasu wpisu do hipoteki, który będzie Ci towarzyszył przez krótszy lub dłuższy czas. Udzielając kredytu, bank nie ma docelowego zabezpieczenia, czyli wpisu w hipotece księgi wieczystej.

Od momentu wypłaty środków do momentu założenia księgi wieczystej i dokonania w niej wpisu może minąć na rynku wtórnym kilka miesięcy, a na rynku pierwotnym nawet 3 lata. W tym czasie będziesz zobowiązana do płacenia za podwyższone ryzyko banku w związku z brakiem zabezpieczenia kredytu.

Koszty są bardzo różne, zaczynając od podwyżki marży o 0,3 p.p aż do 2,5 p.p, a pisząc po ludzku, jest to zakres między 17 PLN/mc a 90 PLN/mc od każdych 100 000 PLN kredytu.

Ubezpieczenie na życie

W tej kwestii panuje bardzo duża różnorodność co do wymogów, kosztów i sytuacji, w których polisa na życie jest wymagana. Część banków zrobiła sobie z ubezpieczenia na życie sposób na zarabianie dodatkowych pieniędzy.

Stawki ubezpieczenia bankowego wahają się od 20 PLN/mc do nawet 60 PLN/mc za każde 100 000 PLN kredytu. Ja sam uważam, że ubezpieczenie na życie jest potrzebne. Kredyt hipoteczny to zazwyczaj duże zobowiązanie. Doskonale zdaję sobie sprawę, że nikt świadomie „nigdzie się nie wybiera”, ale większość z Was również wie, że „licho nie śpi”.

Polisa, owszem, kosztuje, ale w mojej opinii bezpieczeństwo naszych najbliższych jest ważniejsze. Szczególnie jest to ważne, gdy w dochodach gospodarstwa są dysproporcje, np. jeden z małżonków zarabia zdecydowanie więcej lub gospodarstwo domowe nie dysponuje żadnym majątkiem w razie „godziny W”. W momencie śmierci osoby ubezpieczonej ubezpieczenie na życie pozwala na całkowitą spłatę zadłużenia.

Wycena nieruchomości

Każda nieruchomość, mająca być docelowo zabezpieczeniem kredytu, musi zostać wyceniona. Wyceny dokonuje rzeczoznawca majątkowy dysponujący odpowiednim wykształceniem i państwową licencją. W zdecydowanej większości koszty wyceny ponosi wnioskodawca, choć jest to wymóg banku.

Ceny operatu szacunkowego, bo tak fachowo nazywa się wycena, są zróżnicowane w zależności od banku i rodzaju nabywanej nieruchomości. Za wycenę mieszkania i działki trzeba zapłacić od 140 PLN do 500 PLN, natomiast za dom mieszkalny górna granica jest wyższa, bo wynosi nawet 1 0000 PLN.

Przy składaniu kilku wniosków warto zatem pomyśleć o własnej wycenie nieruchomości, którą będzie można rozdysponować do wszystkich banków.

Produkty dodatkowe

Bardzo ważna kwestia w procesie doboru finansowania nieruchomości. Zasadniczo banki nie mogą uzależniać udzielenia kredytu od podpisania umowy o dodatkowe produkty typu rachunek, wpływ z wynagrodzenia czy ubezpieczenie na życie. Jednakże nigdzie nie jest zakazane skonstruowanie oferty w taki sposób, żeby kredyt hipoteczny bez dodatków, był zwyczajnie bardzo drogi. Tak drogi, że te produkty nagle okazują się nie takie złe 🙂

Banki w białych rękawiczkach załatwiają kilka dodatków za jednym zamachem. Dostajesz kredyt hipoteczny w pakiecie z czymś ekstra. Standardem można rzec, jest konieczność założenia rachunku i deklaracja wpływu na tenże rachunek w określonej wysokości.

Poszczególne banki próbują ze swojej strony dorzucić różnego rodzaju ubezpieczenia, karty kredytowe, a nawet plany inwestycyjne. Co grozi za brak spełnienia posiadania określonych warunków produktowych? Niestety najczęściej jest to podwyżka marży. Może to znacznie odbić się na Twojej racie i ogólnym koszcie kredytu. Koniecznie zatem należy rozważyć możliwość utrzymania obowiązku dodatkowych produktów.

Podsumowanie

Kredyt hipoteczny uznaję za jedną z niewielu sensownych opcji finansowania. Patrząc na ceny i niedogodności związane z wynajmem nieruchomości, stwierdzam, że w pewnych warunkach zakup nieruchomości przy wykorzystaniu kredytu hipotecznego jest sensownym krokiem naprzód.

Decyzję musisz podjąć świadomie, biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw. Wbrew obiegowej opinii uzyskanie finansowania na zakup wymarzonej nieruchomości wcale nie jest takie trudne. Trudne jest natomiast, żeby zrobić to prawidłowo i żeby kredyt był odpowiednio dopasowany do naszej indywidualnej sytuacji.

Zdjęcie: Storyblocks.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Autor blogkredytowy.pl, czyli tłumaczę kredyty hipoteczne w przystępny sposób, czego nie potrafią robić w bankach. Zawodowo organizuję ludziom życie na następne 30 lat :) Wierzę w ciężką pracę i to, że sami kreujemy swoją przyszłość. W życiu prywatnym zapaleniec sportu, książki i dobrego wina.
Podyskutuj

Akcesoria do drewnianego domku dla lalek, które zachwycą każdą dziewczynkę

Sam drewniany domek dla lalek nie wystarczy, by zabawa była naprawdę ekscytująca i umożliwiała realizację najśmielszych scenariuszy. Domek z lalkami trzeba odpowiednio wyposażyć! Jakie dodatki i mebelki dla lalek zachwycą każdą dziewczynkę?
Dziewczynka siedzi przy swoim domku dla lalek

Czym kierować się, kupując drewniany domek i mebelki dla lalek?

Półki sklepów z zabawkami uginają się pod różnorodnymi domkami i akcesoriami dla lalek. Decyzja o wyborze konkretnego domku dla lalek powinna opierać się na kilku kryteriach, spośród których najważniejsze jest kryterium jakościowe.

Producenci zabawek często kuszą kolorowymi, bogato wyposażonymi konstrukcjami, których jakość pozostawia jednak wiele do życzenia. Kupując domek dla lalek drewniany, zwróć uwagę przede wszystkim na:

  • materiały użyte do produkcji – czy zarówno sam domek, jak i akcesoria wykonano z drewna (najlepiej litego);
  • bezpieczeństwo – kupuj zabawki pokryte atestowanymi powłokami i starannie wykończone;
  • komfort zabawy – czy konstrukcja domku zapewnia wygodny dostęp do wszystkich pomieszczeń (również do poddasza);
  • rozmiar – czy tak duży domek dla lalek na pewno zmieści się w pokoju Twojej córki. Jeśli w pomieszczeniu jest mało miejsca, a wybór padł na kilkukondygnacyjną rezydencję, to zabawa szybko przeniesie się do… salonu.

Jeżeli dokupujesz same akcesoria, zastanów się, czy będą one pasować do domku Twojej córki nie tylko pod względem rozmiaru, ale również estetyki.

Czy można kupić domek dla lalek od razu z pełnym wyposażeniem?

Akcesoria możesz kupić niezależnie od samego domku z lalkami albo zdecydować się od razu na kompletny zostaw. W sklepach z zabawkami znajdziesz drewniane domki dla lalek wraz z bogatym wyposażeniem

Niektóre zestawy są bardzo rozbudowane. Zawierają praktycznie wszystkie potrzebne mebelki i dodatki do poszczególnych pomieszczeń. Inne oferują zaledwie kilka elementów. Pozwól córce samej zadecydować, czy woli „pusty” budynek, czy duży, drewniany domek dla lalek z kompletnym wyposażeniem – taki, jak np. w sklepie Dollo.

Złotym środkiem może się okazać domek dla lalek ze zjeżdżalnią, schodami i oświetleniem, ale bez mebelków, dodatków i dekoracji. Te możesz dokupić osobno albo… wykonać ręcznie razem ze swoim dzieckiem.

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: partnera portalu

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:

Jak wykorzystać kompetencje rodzicielskie w pracy? Rozmowa z Pawłem i Radkiem, menedżerami z firmy Franklin Templeton

„Mimo że mówimy tu o dwóch zupełnie innych światach, umiejętności zdobyte w jednym z nich, przydają się w tym drugim”. Do ciekawej rozmowy o byciu ojcem i menedżerem zaprosiliśmy Pawła Rybickiego i Radosława Duszyńskiego, którzy - kiedy nie zajmują się dziećmi - są menedżerami w firmie Franklin Templeton i zarządzają zespołami. Zapytałyśmy, jak przeplatają się w ich życiu role ojców i menedżerów, co jest dla nich największym wyzwaniem, i co zmieniła pandemia?
Radek Duszyński z synkiem



Pytanie na rozgrzewkę: jaki jest pracujący tata?

Radek: Zabiegany i dobrze zorganizowany, szczególnie teraz, kiedy pracujemy z domu z dziećmi.

Paweł: Pracujący tata jest… często niewyspany. A odpowiadając bardziej poważnie – zorganizowany i przewidujący.

Pawle, Radku, obaj jesteście menedżerami. Zarządzacie zespołami w firmie Franklin Templeton. Obaj macie po dwójce dzieci. Czy kompetencje menedżerskie przydają się w domu? Czy to zupełnie inna bajka?

Radek: Na pewno się przydają, chociaż jeśli używam kompetencji menedżerskich w domu, to raczej bezwiednie. Ale to działa w obie strony i czasem w ramach autorefleksji dochodzę do wniosku, że to, jak rozmawiam z moim zespołem, często wynika z moich doświadczeń z dziećmi. Natomiast dynamika tych kontaktów jest zupełnie inna!

Paweł: Mimo że mówimy tu o dwóch zupełnie innych światach, umiejętności zdobyte w jednym z nich przydają się w tym drugim.
Pierwszym, o czym pomyślałem, są jednak umiejętności menedżerskie rozwinięte dzięki byciu rodzicem, a nie na odwrót. Elastyczność, spokój i opanowanie w kryzysowych sytuacjach, samodyscyplina, większa empatia, lepsza organizacja pracy – to zaledwie początek długiej listy cech, które rozwinąłem dzięki byciu ojcem.

Z drugiej strony, w domu staram się odchodzić jak najdalej od bycia menedżerem, choć niewątpliwie opanowanie, odporność na stres, umiejętność szybkiego podejmowania decyzji czy zarządzanie czasem też bardzo się tu przydają.

Radek Duszyński z córką

Macie już troszkę starsze dzieci. Być może pewne rzeczy się zatarły w Waszej pamięci, ale czy było coś, co szczególnie zaskoczyło Was w ojcostwie?

Radek: Na początku wszystko było zaskakujące. Nie wiem, jakie było doświadczenie Pawła w tym temacie, ale ja, szczególnie przy pierwszym dziecku, miałem wrażenie, że błądzimy we mgle. I chociaż teraz jest łatwiej, to nadal jest to nieustająca nauka. Jeśli chodzi o stereotypy – nie. Myślę, że mamy to szczęście z Pawłem, że nasza firma raczej z nimi walczy. Na przykład jak w moim przypadku – udało mi się z pełnym poparciem przełożonych wziąć trzy miesiące urlopu, którym podzieliła się ze mną żona po narodzinach drugiego dziecka.

Paweł: Mnie w byciu ojcem zaskoczyła gwałtowność, z jaką ono przyszło, z przewartościowaniem dotychczasowych osiągnięć czy zmianą priorytetów niemal z dnia na dzień. Pamiętam szczególnie pierwsze dni, tygodnie po narodzeniu dzieci – wypełnione mieszanką dumy i obaw, euforii i wyczerpania, radości i stresu, a także wielu innych emocji, których wcześniej nie odczuwałem w takim natężeniu. Pamiętam, że czułem się wtedy, jakby ktoś uczył mnie pływać, wrzucając do oceanu podczas sztormu. Po kilku latach, na szczęście, można się do tego sztormu przyzwyczaić, a może nawet nieźle surfować po niektórych z fal…

Radku, wspomniałeś w rozmowie z nami, o dobrych wzorcach, które otrzymałeś od swoich przełożonych, w kontekście łączenia roli rodzica i pracownika. Jakie znaczenie ma to Twoim zdaniem? I jak zmieniło Twoje postępowanie?

Radek: Od małych rad, jak radzić sobie z silną osobowością córki, po zwykłe zrozumienie dla sytuacji, w której trzeba nagle opuścić biuro – takie ludzkie podejście ma ogromne znaczenie dla komfortu pracy. Dzięki temu mam zrozumienie dla wszystkich możliwych i (wydawałoby się) niemożliwych sytuacji związanych z posiadaniem dzieci. I nie tylko. Moi pracownicy wiedzą, że mogą liczyć na moje wsparcie i elastyczność w związku z różnymi życiowymi sprawami.

Radek Duszyński z synem

Pawle, Ty wspomniałeś, że w łączeniu bycia tatą z pracą zawodową pomaga Ci dzielenie się historiami. Jak wyglądają takie rozmowy? Co jeszcze pomaga Ci i jest dla Ciebie takim wentylem bezpieczeństwa?

Paweł: Tak, to swego rodzaju terapia przez śmiech. Często sprowadza się to po prostu do wymiany doświadczeń z innymi rodzicami na temat tego, kto miał bardziej koszmarniejszy poranek, kto musiał w środku nocy, tłukąc coś po drodze, biec z interwencją do dziecka, czego które dziecko omal sobie nie zrobiło, co dziwnego tym razem połknęło, itp. Ciekawe jest to, że większość anegdot spotyka się z natychmiastowym zrozumieniem i opowiedzeniem podobnej historii, która spotkała innego rodzica i jego dziecko. Czasem przybiera to wręcz formę licytowania się, kto miał gorzej, ale kluczowe jest to, że są to historie opowiedziane ze śmiechem (bardzo rzadko przez łzy). Pomaga to nieco odreagować, spojrzeć na te „uroki” rodzicielstwa i drobne dramaty życia codziennego z dystansu i poczuć, że nie jest się osamotnionym.

Jeśli chodzi o inne „wentyle”, paradoksalnie jest to wspólny czas z rodziną: zabawa, wypad do lasu, w góry, wspólne czytanie, rysowanie, odwiedziny u znajomych. Po prostu – oderwanie się od pośpiechu i chwile beztroski. Jeśli uda się to uzupełnić sporadycznym wypadem ze znajomymi (bez dzieci) – mam zapewnioną równowagę psychiczną.

Paweł Rybicki z dziećmi

Co Wam pomaga w codziennych wyzwaniach, w byciu tatą i menedżerem w firmie Franklin Templeton?

Radek: Dla mnie ogromnie ważna jest elastyczność, którą daje mi firma i mój przełożony, oraz dbanie o ogólnie pojęty work-life balance. I tu znów mój szef ma dla mnie dużo zrozumienia, na przykład kiedy potrzebuję wyjść wcześniej, by odebrać dzieci ze szkoły czy wziąć wolne na czytanie bajek w przedszkolu. Wszystko, jak mówiłem wcześniej, wymaga też dobrego planowania i podziału obowiązków między mnie i żonę.

Paweł: Od strony równowagi psychicznej, są to właśnie te “wentyle”, o których wspominałem wcześniej. Od strony bardziej praktycznej, kluczem jest dla mnie dobre rozplanowanie dnia oraz podział zadań i obowiązków. Wzajemne wspieranie się z żoną i zastępowanie przy codziennych obowiązkach bardzo pomaga nam obojgu w realizacji celów prywatnych i zawodowych.

Oczywiście mając małe dzieci, nie sposób wszystkiego zaplanować, więc równie ważne jak dobra organizacja bywają umiejętności zarządzania kryzysowymi sytuacjami oraz wyrozumiałość ze strony przełożonego.
Pracując w firmie Franklin Templeton już kilkanaście lat, ale też obserwując i słuchając wielu pracujących tu rodziców, mogę z całą pewnością stwierdzić, że jest to miejsce bardzo przyjazne rodzicom i dobrze rozumiejące codzienne wyzwania, które przed nimi stają.

Właśnie ta wyrozumiałość i wspieranie rodziców są częścią kultury tej firmy, co zawsze uważałem za istotne, ale co teraz, odkąd sam jestem ojcem, jest dla mnie nie do przecenienia. Przejawia się to na wielu płaszczyznach – w postawie przełożonych, w udogodnieniach i benefitach, w organizowanych wydarzeniach (jak choćby rodzinne pikniki, zwiedzanie firmy z dziećmi), w wewnętrznych i zewnętrznych inicjatywach.

Poznaj lepiej firmę Franklin Templeton!

Od ponad roku wszyscy zmagamy się z pandemią. Zmieniła nasze życie. Jak z Waszej perspektywy pandemia wpłynęła na ludzi w Waszych zespołach? Czy coś uwidoczniła?

Radek: Wszyscy pracujemy z domu, więc siłą rzeczy mamy dużo bardziej nieformalny kontakt. Naturalne stało się to, co wcześniej bywało wyjątkiem – dzieci wchodzące w kadr spotkania online, zwierzęta domowe kradnące show podczas prezentacji, itp. Dzięki temu ludzie są dużo bardziej skłonni mówić o sprawach, o których wcześniej się nie rozmawiało. Okazało się, że wszyscy jesteśmy bardziej ludzcy, mamy problemy i trudności związane z pandemią (i nie tylko). I potrzebujemy wsparcia.

Paweł: Odnoszę wrażenie, że większość osób zdążyła się oswoić z zaistniałą sytuacją i uczy się efektywnie korzystać z udogodnień, jakie pojawiły się chociażby w związku z pracą zdalną i zaoszczędzonym czasem.

Wyzwaniem, które dotknęło wszystkich w znacznym stopniu, jest brak wzajemnego, bezpośredniego kontaktu. Większość osób z mojego zespołu od ponad roku nie była w biurze, a codzienne przerwy na kawę, spontaniczne rozmowy, czy wyjście na lunch z kolegami z pracy zniknęły zupełnie. Na szczęście kreatywność mojego zespołu nie zna granic i w miejsce dawnych spotkań pojawiły się wirtualne przerwy na kawę, wspólne inicjatywy (niekoniecznie związane z pracą), wirtualne świętowanie urodzin połączone z zamówieniem pizzy-niespodzianki dla jubilata, itp. Muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem pomysłowości zespołu w tych kwestiach.

Patrząc ze strony pracodawcy, dodam, że kluczowa jest przy tym również rola przełożonego, który powinien dodatkowo dbać o jak najczęstszy kontakt i spotykać się z zespołem zarówno indywidualnie, jak i w grupie.

Zainteresowały Cię benefity dla rodziców (i nie tylko), jakie oferuje Franklin Templeton? Przeczytaj wywiad!

Dziękuję! A przechodząc na trochę bardziej prywatną stronę: jak wygląda w Waszych domach podział obowiązków?

Radek: Pytanie dla mojej żony, bo mam mocne przeświadczenie, że różnimy się w ocenie (śmiech). Chciałbym powiedzieć, że dzielimy się po połowie, ale niestety tak nie jest, bo to moja Zuza głównie gotuje, a to kawał pracy. Staram się więc nadrabiać w innych dziedzinach. Dużo czasu spędzam z dziećmi. Teraz to tematy szkolne, lekarz, spacery, zabawa. Wcześniej – przebieranie pieluch, kąpanie i usypianie. Nadal czytam im wieczorem. Do tego sprzątam, robię zakupy, załatwiam sprawy urzędowe, drobne naprawy domowe, itp. Uzupełniamy się.

Paweł: Najważniejszą zasadą, której trzymamy się z żoną, jest wzajemne wspieranie się i zastępowanie przy codziennych obowiązkach, jeśli tylko sytuacja tego wymaga. Bardzo pomaga to nam obojgu w realizacji celów prywatnych i zawodowych.

Kolejną bardzo ważną rzeczą jest dobre rozplanowanie zadań na najbliższe godziny, czasem dni, co ma bezpośredni wpływ na obowiązki każdego z nas.

W praktyce może oznaczać to, że w niektóre dni to ja odwożę i odbieram dzieci z zajęć, a w inne moja żona. Podobne podejście mamy do innych obowiązków – sprzątania, zadbania o zakupy czy posiłek.

Niemniej jednak są pewne czynności, które każde z nas wykonuje częściej od drugiego. Dla przykładu – moją główną domeną jest logistyka domowa (codzienne zakupy i transport), mycie naczyń czy sprzątanie łazienki, a żony – przygotowywanie posiłków, dbanie o wystrój i brak kurzu na półkach. Ten podział nie oznacza jednak, że żona nigdy nie zrobi zakupów, a ja nie ugotuję obiadu. Taki układ po prostu na przestrzeni lat sprawdził się bardziej i pozwala nam oszczędzić sobie czasu i frustracji – zakupy to dla mojej żony męczarnia, a moje gotowanie trwa wieki.

Tym, do czego dążymy, jest dzień, który nie kręci się wokół obowiązków, a wokół wspólnie spędzonego czasu.

Przedszkole i żłobek w firmie Franklin Templeton!

Co wyjątkowo zaczęliście sobie cenić od momentu zostania ojcem? A jak z czasem dla siebie?

Radek: Ciszę. Drugie pytanie przemilczę…

Paweł: Odkąd jestem tatą, trudniej mi znaleźć czas dla siebie. Nie zniknął on jednak zupełnie i nadal ze sporym powodzeniem udaje mi się wygospodarować czas na swoje rytuały i pasje. Wymaga to jednak dobrej organizacji, planowania i podziału obowiązków, o których wspominałem wcześniej.

Poza dodatkowymi obowiązkami, przyszedł jednak równie ważny czas: czas „dla nas”. To właśnie on jest tą rzeczą, którą cenię szczególnie od momentu zostania ojcem.

Czas wspólnych gier i zabaw, czytania książek i odkrywania przed dziećmi świata pochłania mnie niekiedy całkowicie, a mnie samego przenosi do dzieciństwa. W tych chwilach czuję się beztrosko i mam poczucie, że mogę więcej. Dzięki dzieciom na powrót czerpię radość z drobiazgów, jak budowa szałasu dla Kłapouchego, sus do wody, ratowanie robaków czy skakanie wokół bloku na jednej nodze… Dzięki nim lepiej dostrzegam świat i robię rzeczy, o których zapomniałem jako dorosły.

W jakim kierunku chcielibyście, aby zmierzało rodzicielstwo i praca? Jaka byłaby idealna symbioza tych dwóch ważnych sfer naszego życia?

Radek: Najlepiej niech to będą kierunki odwrotne. To, że nie da się uniknąć przenikania się tych dwóch sfer w pandemii, uznaję za tymczasowe. Byłoby kapitalnie, gdyby obie te dziedziny życia sobie nie przeszkadzały. Ostatnie czego chcę, to myśleć o pracy, kiedy jestem z dziećmi i martwić się o rodzinę, kiedy pracuję. Nie zawsze da się tego uniknąć, ale warto próbować, bo wtedy można na sto procent angażować się w jedno albo w drugie.

Paweł: Idealnym światem jest dla mnie ten, w którym praca nie koliduje z rodzicielstwem, a rodzicielstwo z pracą; gdy udaje się zapewnić dzieciom poczucie, że zawsze, gdy tego potrzebują, jesteśmy dla nich, nie zawalając jednocześnie obowiązków w pracy.

Myślę, że pandemia przyspieszyła drogę ku takiej symbiozie i pozwoliła w dużym stopniu łączyć oba światy, przynosząc pracę zdalną, nowe narzędzia, ale też większą wyrozumiałość otoczenia na przeplatanie się tych sfer.

Moim osobistym zadaniem domowym, nad którym pracuję, jest nieprzenoszenie frustracji z jednej z tych sfer do drugiej i dalszy rozwój tych cech, które czynią mnie lepszym w domu i w pracy.

Dziękuję za rozmowę.

Po więcej informacji o firmie Franklin Templeton i do ich najświeższych ofert pracy, zapraszamy na profil firmy w Bazie Pracodawców Przyjaznych Rodzicom!

A także do innych wywiadów, które doskonale pokazują atmosferę pracy w firmie:

Wsparcie męża i wyrozumiałość pracodawcy – bez tego nie dałabym rady pracować i opiekować się dziećmi

Jak pracodawca może wspierać powrót do pracy po urlopie macierzyńskim?

Być mamą, pracować i podróżować. Jak to można pogodzić?

Nowe zawody – krótkie historie o naszych rozmowach z dziećmi o pracy

Zdjęcia: archiwa prywatne Pawła i Radka.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×