Czego szukasz

Cieszę się, że mogę tu wychowywać dzieci – historia Kasi z Prowansji

Na co dzień mieszkamy w Prowansji, ale jedną nogą jesteśmy wciąż w Barcelonie, bo przynajmniej raz w miesiącu odwiedzamy Hiszpanię, skąd pochodzi mój partner i gdzie urodziły się nasze bliźniaki. Do Francji przyjechaliśmy w związku z projektem, przy którym pracuje firma mojego partnera, a teraz także moja. Może to nie jest praca moich marzeń, ale bardzo cenię sobie panujące tu warunki kids friendly, a brak kreatywnej pracy odbijam sobie na blogu, który prowadzę od jakiegoś czasu – Kids&Go – mówi Kasia – nasza kolejna bohaterka cyklu #mama za granicą.

  • Ewa Moskalik - Pieper - 30/05/2018

Kasiu, z partnerem i dwójką dzieci mieszkasz na południu Francji, w Prowansji. Co Cię tam sprowadziło?

Do Francji przyjechaliśmy w związku z projektem, przy którym pracuje firma mojego partnera, a od jakiegoś czasu i moja. To ogromna międzynarodowa inwestycja – ITER, w którą zaangażowane są m.in UE, Indie, Japonia, Chiny, Rosja. Mieszkamy na prowincji, w małym miasteczku, ale dzieci w przedszkolu mają koleżanki i kolegów z całego świata.

W Polsce i w Hiszpanii pracowałam w komunikacji i marketingu. Do Barcelony wyjechaliśmy razem, gdy mój partner skończył projekt w Polsce. W Prowansji bez idealnej znajomości francuskiego, nie udało mi się znaleźć pracy w mojej branży.

Tak wygląda Południe Francji, w Paryżu przypuszczam, jest trochę łatwiej. Po 2,5 latach z dziećmi, gdy w końcu dostałam miejsce w żłobku na 3 całe dni i już się zabierałam do rozpoczęcia działalności freelance zwolniło się miejsce przy projekcie w dziale zakupów i kontraktów.

Skorzystałam z okazji ze względu na język, poza tym miałam ogromne pragnienie wrócić do pracy, nawet jeśli nie byłaby to praca marzeń. Wciąż tu pracuję. Jestem coraz mniej zadowolona, ponieważ po prostu tu się nie realizuję. Prawda jest taka, że trzymają mnie przyjazne warunki bardzo kids friendly.

Jeśli potrzebuję więcej dni wolnego, biorę urlop bezpłatny. Brak pracy kreatywnej odbijam sobie na blogu, który prowadzę od jakiegoś czasu. Kids&Go (www.kidsandgo.pl), to przewodnik i inspiracje z miejscami idealnymi na wypady z dziećmi.

Głównie opisuję nasze okolice, Katalonię i La Manchę, do których często jeździmy, ale także wszystkie te miejsca, do których docieramy. Bo prawda jest taka, że nie potrafię usiedzieć w miejscui od pierwszych miesięcy życia nasze dzieci gdzieś jeżdżą. Nie bez znaczenia jest także nasza sytuacja rodzinna

Zatem swoje pierwsze doświadczenia jako mama zdobywałaś w Hiszpanii. Stamtąd też pochodzi Twój partner. Jakie to były doświadczenia? Zwłaszcza, że zostałaś mamą bliźniąt, więc wszystko przeżywane podwójnie 🙂

Jak najbardziej pozytywne. Byłam oczywiście wszystkim bardzo przerażona, ale fantastyczne podejście lekarzy dodawało mi otuchy. Do tego akurat się tak złożyło, że w moim dziale były to już kolejne bliźnięta, więc miałam bardzo dużo wsparcia ze strony koleżanek i kolegów w pracy.

Chyba najlepsze, co wyniosłam z tamtego okresu to podejście moich dwóch ginekolog. Bardzo uspokajające z jednej strony, z ogromną dawką empatii z drugiej.

#mama za granicą

Jak wygląda opieka nad przyszłą mamą w Hiszpanii? A potem opieka nad świeżo upieczoną mamą i jej dziećmi?

Zarówno publiczna, jak i prywatna służba zdrowia w Hiszpanii jest na bardzo wysokim poziomie, jednym z najwyższych w Europie. Przed i w czasie ciąży korzystałam z prywatnej, jest po prostu wygodniej.

Dodatkowe ubezpieczenie to niewielki wydatek miesięcznie dający dostęp do najlepszych szpitali i specjalistów. Często pracownicy dostają takie ubezpieczenie od firm. Gdy tylko minęły pierwsze 12 tygodnie ciąży, moja doktor przekazała mnie w ręce specjalistki od wieloraczków, co napawało mnie spokojem. W ramach ubezpieczenia korzystałam także ze szkoły rodzenia.

Już po porodzie obowiązują cykliczne wizyty u pediatry. Tu już korzystałam z państwowej służby zdrowia ze względu na szczepienia. Mieliśmy wspaniałą pediatrę. Bardzo mi się podobało jej podejście – nie należy się trząść ani nad dziećmi ani nad dietą mamy.

Podobnie przy rozszerzaniu diety maluchów nie ma ceregieli. Od początku łączy się różne owoce, w tym pomarańcze. Dzieci się nie przegrzewa, żadnych czapeczek czy nadmiaru innych otulaczy. Od pierwszych tygodni życia dzieci biorą udział w życiu społeczności, czyli dużo wyjść i życia na zewnątrz domu 🙂

Z jakich przywilejów mogą korzystać kobiety w ciąży i po urodzeniu dziecka w Hiszpanii?

Urlop jest bardzo krótki, tylko 16 tygodni plus dwa tygodnie więcej w przypadku bliźniąt. Do tego oczywiście mamy dodają wakacje i łączą godziny wolnego na karmienie piersią. Można wziąć bezpłatny urlop wychowawczy, maksymalnie 3 lata. Po tym okresie firma ma obowiązek przyjąć mamę do pracy, nawet jeśli jej stanowisko jest zajęte.

Na jakie urlopy i zasiłki może liczyć młoda mama, czy jeszcze kobieta oczekując dziecka?

W czasach rządów socjalistów każde nowonarodzone dziecko otrzymywało 2.500 euro. Kryzys zabrał tę pomoc, ale zostawił przy narodzinach wieloraczków. Już nie na każde dziecko, tylko na poród. Także lokalne rządy przyznają swoje becikowe. Gdy urodziły się nasze bliźniaki otrzymaliśmy niewielkie becikowe od rządu Katalonii i wypłacono je po roku z uwagi na problemy finansowe regionu.

Wszystkie mamy pracujące otrzymują 100 euro miesięcznie na każde dziecko poniżej 3 roku życia. Jest to rodzaj ulgi podatkowej, którą można otrzymać w postaci miesięcznej wypłaty.

Od 4,5 roku mieszkasz w Prowansji i wspomniałaś, że bardzo cenisz sobie, że właśnie tu możesz wychowywać swoje dzieci? Dlaczego?

Powtarzam to chyba codziennie, to jest najlepsze miejsce na świecie do wychowywania małych dzieci. Chociaż zawsze lubiłam duże miasta, teraz delektuję się życiem na prowincji. A gdy zatęsknię za miastem, wsiadamy w samochód i jedziemy do Marsylii. Często także jeździmy do Barcelony.

Wracając do naszych okolic, po pierwsze zanieczyszczenie powietrza wynosi 0! Do tego mamy tu w miarę łagodny klimat i wynik jest taki, że w tym sezonie zimowym nie byliśmy z dziećmi ani razu u lekarza. Antybiotyki w całym swoim życiu dzieci brały może 3-4 razy. Jest to dla mnie bardzo ważny aspekt w ich rozwoju.

Mieszkamy w przepięknym miejscu i w wolnych chwilach aktywnie spędzamy czas na wędrówkach po górach lub zwiedzając okoliczne miasta i miasteczka. Na wyciągnięcie ręki mamy góry, jeziora, kawałek dalej morze. Jestem zwolenniczką tezy, że aktywne dzieci to radosne dzieci i staramy się to praktykować.

Oczywiście nasza sytuacja jest wyjątkowa ze względu na projekt, przy którym pracujemy. Bardzo sobie cenię możliwość wysyłania dzieci do międzynarodowej szkoły, gdzie od najmłodszych lat obcują z najróżniejszymi kulturami.

Z jakich praw i przywilejów może korzystać mama we Francji?

Przez pierwsze lata dziecka mamy mogą liczyć na zasiłki, jeśli udowodnią, że zrezygnowały z pracy zawodowej na rzecz pozostania w domu z maluchem. Jednak pracujące mamy nie mają specjalnych ulg. W ciągu roku można wziąć do 5 dni wolnego na dziecko poniżej 1 roku i 3 dni na starsze. Poza tym wiele kobiet redukuje godziny pracy, żeby mieć wolną środę.

Jak wygląda opieka nad dziećmi? Gdzie przebywają najczęściej dzieci w czasie gdy rodzice są w pracy (żłobek, niania, przedszkole, kluby malucha)?

Prawda jest taka, że we Francji na początku rodzicom jest trudno. Do żłobka należy zapisać się jeszcze w ciąży. Jest ich bardzo mało. Państwo wspiera system żłobków domowych, prowadzonych przez tzw. assistantes maternelles, popularnie nazywanymi nunu. Aby zostać opiekunką trzeba przejść szkolenie zakończone egzaminem oraz mieć odpowiednio wyposażone mieszkanie.

Praca opiekunek jest nadzorowana przez koordynatorki. Mogą w czasie godzin pracy w każdej chwili przyjść na kontrolę. Nunus w zależności od warunków mogą opiekować się nawet kilkorgiem dzieci. Mają własne lokale, do których zabierają dzieci i tam organizują im różne zajęcia.

Oczywiście opieka nunu wychodzi dużo drożej niż żłobek. Oprócz wynagrodzenia netto opiekunki, należy odprowadzić odpowiednie składki do tutejszego ZUS- u. Część wydatków można odpisać od podatku.

My pierwszy żłobek dostaliśmy na godziny, najpierw dwa, a z czasem trzy przedpołudnia w tygodniu. Po przeprowadzce do mniejszego miasteczka dostałam 3 dni, a gdy zaczęłam pracować 4 dni.

W każdym mieście i miasteczku są także miejsca, do których rodzice mogą przyjść z dziećmi pobawić się. Na miejscu są wykwalifikowani wolontariusze, z którymi można pogawędzić o rozwoju dziecka i różnych wątpliwościach i obserwacjach.

Zanim zaczęłam pracę, często korzystałam z tych miejsc. Ponieważ te osoby są bardzo nastawione na kontakt z rodzicami, z uwagą wysłuchiwały mojego dukania o podwójnym macierzyństwie. Języka uczyłam się dopiero na miejscu, po przyjeździe do Francji. Na Południu z angielskim jest słabo, więc nie za bardzo miałam możliwość kontaktu z innymi mamami.

Gdy tylko dziecko kończy 3 lata rozpoczyna naukę w przedszkolu. Przedszkola są wpisane w system szkolnictwa, są to tzw ecoles maternelles. Nie są obowiązkowe, ale chyba nie ma dziecka, które nie chodziłoby do przedszkola. W przedszkolu obowiązuje kalendarz szkolny.

Nabór odbywa się w marcu dla dzieci kończących 3 lata w danym roku. Występuje rejonizacja, oczywiście istnieją także przedszkola przy szkołach prywatnych. Zajęcia zaczynają się we wrześniu i trwają do początku lipca. Poza tym nie ma zajęć w środy! Ani w przedszkolu ani w szkole podstawowej. Co wtedy? Pracujący rodzice zostawiają dzieci w centrum prowadzonym przez ratusz. W środy odbywają się wszelkiego typu zajęcia, na które trzeba jednak dzieci dowozić.

Ja zredukowałam godziny pracy i środy mam wolne. To taki nasz dzień – spędzamy leniwy ranek w domu, a od południa zaczyna się jeżdżenie. Biorę jeszcze dzieci zaprzyjaźnionych rodzin i robię tour de France – chłopcy na piłkę, dziewczynki na gimnastykę, a potem wszyscy razem na judo.

W międzyczasie przerwa na park lub zimą na zabawę w domu i podwieczorek. Bardzo to lubię i jestem szczęśliwa, że nie umyka mi dzieciństwo moich maluchów. To niesamowita historia spędzać popołudnie z roześmianymi, rozbawionymi pięciolatkami. Dla nich to frajda mieć taki inny dzień, a ja się cieszę ich radością.

Jak pracodawcy wspierają rodziców? Jakie mają obowiązki wobec rodziców, a na jakie jeszcze dodatkowe przywileje może liczyć rodzic/mama?

We Francji cały system opieki społecznej jest zorganizowany tak, żeby pomagać rodzinie. Tak więc to państwo, a nie pracodawcy dbają o rodziny. Na każde dziecko przysługuje miesięczny zasiłek, którego wysokość zależy od zarobków rodziny. Dodatkowo rodziny o skromniejszych zarobkach mogą liczyć na dopłaty do półkolonii, wyjazdów na wakacje i mnóstwo innych pomocy, o których pewnie nie wiem.

W dużych firmach pracownicy mają wiele przywilejów związanych z dodatkowymi dniami wolnymi tzw RTT. To skomplikowany system przeliczania godzin przepracowanych ponad 35 tygodniowej normy na dni wolne. Mnie nie dotyczy, ponieważ mam umowę na 35 godzin. Zupełnie naturalne jest to, że wiele kobiet nie pracuje w środy.

Kolejny przywilej rodziców to rozliczenie z fiskusem. Po pierwsze od podatku odlicza się wydatki związane ze żłobkiem, świetlicą itp. Dochody rodziny, dotyczy to także związków partnerskich, dzieli się na ilość osób mieszkających pod jednym dachem. Osoby bezdzietne płacą więc większy podatek niż rodzice.

Za co jeszcze cenisz sobie bycie mamą we Francji i co przeniosłabyś na nasz polski grunt?

Jest tyle rzeczy, które mi się tu podobają. Przede wszystkim sposób, w jaki się traktuje dzieci. Bardzo po partnersku, od najmłodszych lat. To widać wszędzie, na placach zabaw, w salach zabaw – dorośli dużo z dziećmi rozmawiają i tłumaczą zamiast nakazywać i zakazywać.

Od najmłodszych lat zaszczepia się zasady dobrego wychowania. Francuzi może nie są najbardziej serdecznym narodem, ale na co dzień są bardzo uprzejmi, co powoduje, że po prostu jest miło – w sklepie, urzędzie i na poczcie. Dzieci od najmłodszych lat chłoną tę uprzejmość.

Od momentu pójścia dzieci do przedszkola, życie rodzinne jest bardzo ułożone i można sobie śmiało radzić bez wsparcia dziadków czy innej rodziny. Godziny zajęć są wszędzie takie same 8.30-11.30 i 13.30-16.30. W przerwie na obiad można zabrać dziecko do domu lub wykupić obiady w szkole.

Do tego jest możliwość zostawienia dzieci w świetlicy przed zajęciami i po zajęciach do 18.15. Wszystko to za symboliczną opłatą. Ja na początku miałam wyrzuty sumienia, że dzieci spędzają tyle czasu w przedszkolu. Ale gdy czasami przyjeżdżam po nie wcześniej i zaczynają mi płakać, że po co już przyjechałam, to myślę sobie, że chyba nic złego im się nie dzieje. Uwielbiają przedszkole.

Pamiętam, że gdy przyjechała do nas moja mama i zaprowadzałyśmy maluchy na zajęcia w poniedziałek po feriach jesiennych, stwierdziła, że nigdy jeszcze nie widziała dzieci idących do szkoły/przedszkola w podskokach, a tak to dosłownie wyglądało.

Poza tym jestem zachwycona ofertą zajęć dla dzieci od momentu rozpoczęcia przedszkola. To kolejna machina systemowa, która działa tutaj świetnie. Wszystko opiera się na stowarzyszeniach, które otrzymują dopłaty z budżetu państwa. Dzieci, ale także dorośli, mają więc dostęp do profesjonalnie prowadzonych zajęć za niewielkie pieniądze. W naszym małym miasteczku można uprawiać prawie wszystkie możliwe sporty, może z wyjątkiem hokeja i łyżwiarstwa, bo nie ma lodowiska. Ale całą resztę jak najbardziej. Korzystamy z tego pełnymi garściami 🙂

Podoba mi się także system wakacji. Już od przedszkola obowiązuje ten sam system, co w szkołach, czyli 2 tygodnie wolnego co 2 miesiące. I tak mamy wakacje na Wszystkich Świętych, Boże Narodzenie, ferie zimowe i 2 tygodnie ferii wiosennych. Wakacje letnie zaczynają się przez to trochę później niż w Polsce.

Dlaczego to lubię? Bo lubię wyjeżdżać i wakacje dzieci są świetnym pretekstem do bliższych i dalszych wypadów. Ale ponieważ nie mamy aż tyle dni urlopu, resztę czasu dzieci spędzają na półkoloniach, które organizuje ratusz. Oczywiście w bardzo atrakcyjnych cenach. Im starsze dzieci, tym oferta półkolonii jest większa i można wybrać tzw. staże zgodne z zainteresowaniami. To, co mnie osobiście odpowiada, to ogromny wybór zajęć sportowych.

No i nie można zapomnieć o wolnych środach, które bardzo sobie cenię. Przy naszym trybie życia dzieci nie chodzą za wcześnie spać, bo inaczej nie widziałyby praktycznie swojego taty w tygodniu, taki dzień przerwy dobrze im robi.

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcia: archiwum Katarzyny.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj

Wynagrodzenie po urlopie macierzyńskim

Jednym z najczęściej pojawiających się pytań na etapie powrotu do pracy po urlopie, jest kwestia wynagrodzenia. Na jakie wynagrodzenie może liczyć? Co z dodatkami i premiami? Czy nadal przysługuje samochód służbowy?
  • Marzena Pilarz-Herzyk - 14/04/2019
mama z córeczką

W powyższej sytuacji należy rozpatrzyć kilka różnych sytuacji.

Powrót do pracy po urlopie macierzyńskim

W sytuacji, w której wracasz do pracy po urlopie macierzyńskim/rodzicielskim pracodawca ma obowiązek zapewnienia Ci wynagrodzenia takiego, jakie byś posiadała nie mając przerwy w pracy spowodowanej urlopem. W praktyce więc przysługują Ci również podwyżki, które otrzymałabyś, gdybyś nie była na urlopie.

Poniżej sprawdź kilka przykładów.

W czasie, gdy przebywałaś na urlopie, Twój zespół otrzymał 5% podwyżkę. Nie miały na nią wpływu wyniki indywidualne. Czy taka podwyżka wynagrodzenia powinna zostać uwzględniona po powrocie do pracy? TAK.

Przed przerwą urlopową miałaś wypracowane wyniki, przeszłaś pozytywnie ocenę roczną, ale zmiany umów nastąpiły w czasie, gdy Ty byłaś już na urlopie.
Czy Twoja umowa mogła zostać zmieniona podczas urlopu? TAK. Zmiana umowy może zostać dokonana w czasie urlopu. Podwyżka jednak nie przełożyłaby się na  wysokość zasiłku.

Czy Twoje wynagrodzenie powinno zostać zmienione po urlopie? TAK. Jeśli Twoja umowa nie została zmieniona w czasie urlopu, powinno to zostać zrobione tuż po Twoim powrocie do pracy.

Przed urlopem awansowałaś na stanowisko managerskie i zgodnie ze stopniami awansu w firmie od tego stanowiska przysługuje samochód. Po powrocie do pracy zmieniono Ci stanowisko pracy, ale w nowym dziale nie ma samochodów służbowych. Co z Twoim samochodem? Pamiętaj, że nadal masz ten sam stopień managerski, gdyż po powrocie nie można obniżyć stanowiska pracy (nowe stanowisko musi być zgodne z kompetencjami). To oznacza więc, że nadal zachowujesz
prawo do korzystania z samochodu służbowego.

Przed urlopem otrzymywałaś premię za określone dodatkowe zadania, zlecane przez przełożonego. Po powrocie z urlopu nie otrzymujesz już tych zadań, z racji powiększenia zespołu pracowniczego. Czy premia nadal Ci przysługuje? NIE. Nawet jeśli przed urlopem był to długi okres, mimo wszystko były to zadania ponad Twój standardowy zakres obowiązków i z tym wiązała się premia. Jeśli pracodawca nie ma w tej chwili dodatkowych zadań premiowanych dla Ciebie, premia nie będzie przysługiwała.

Powrót do pracy po urlopie wychowawczym

Nieco inaczej, niż powyżej wygląda sytuacja Twojego powrotu po urlopie wychowawczym. Tutaj bowiem, pracodawca nie może obniżyć Twojego wynagrodzenia. Nie ma jednak obowiązku uwzględniania ewentualnych podwyżek, które otrzymałabyś, gdybyś nie przebywała na urlopie.
A co zrobić w sytuacji, gdy bezpośrednio po urlopie macierzyńskim, wykorzystałaś urlop wychowawczy? Czy podwyżki za ten czas przysługują? Przepisy nie regulują wprost tej sytuacji.

Moim zdaniem należy jednak uwzględnić podwyżki, które przysługiwałyby za czas urlopu macierzyńskiego, natomiast już nie za okres urlopu wychowawczego.
Nie ma tutaj znaczenia, że formalnie wracasz z urlopu wychowawczego, gdyż wykorzystałaś go bezpośrednio po macierzyńskim.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Marzena Pilarz-Herzyk
Na co dzień mama dwóch synów Oskara i Oliwiera. Z wykształcenia prawnik. Z zamiłowania artystka. Zawodowo przez kilka lat związana z zarządzaniem przedsiębiorstwami, procedurami prawnymi i finansowymi. Od 2018 postanowiła zawodowo zająć się doradztwem prawnym przede wszystkim kobietom, mamom, rodzicom, ale również mniej świadomym swoich obowiązków pracodawcom. Prowadzi stronę mamaprawniczka.pl.

Szczera do bólu, prawdziwa, piękna i zatroskana – Dagmara Hicks, mama trojaczków, żona i blogerka calareszta.pl

"Chcę dla swoich dzieci fajnego świata" - mówi Dagmara Hicks, mama trojaczków, żona i blogerka. A ja się pod tym podpisuję! Zapraszam Was do rozmowy z niezwykle ciekawą, odważną i mądrą kobietą, która nie boi się marzyć i spełniać swoje marzenia, przyznawać do błędów i słabości, która jest do bólu autentyczna, i można ją albo pokochać albo... Przekonaj się sama!
  • Agnieszka Kaczanowska - 10/04/2019
Dagmara Hicks blogerka całareszta.pl z rodziną

Szczera do bólu, prawdziwa, piękna i zatroskana – Dagmara Hicks, mama trojaczków, żona i blogerka calareszta.pl – kim jest? O czym marzy a czego się boi? I skąd czerpie siłę?

Dagmaro, Ty nie ściemniasz, prawda? Kawę na ławę. Piszesz o trudnych momentach macierzyństwa, czasem o takich emocjach, które wiele z nas ukrywa… Skąd czerpiesz siłę i odwagę?

Boję się bardzo wielu rzeczy, ale niestety na te, których boję się najbardziej, mam niewielki wpływ. Jeśli zaś chodzi o słowo, którym się na co dzień posługuję – wierzę w wolność wypowiedzi. Nie boję się powiedzieć tego, co większość myśli. Czego miałabym się bać? Już dawno przestałam się przejmować jednostkowymi krytycznymi opiniami.

Mam nadzieję, że społeczność, którą zbudowałam, to osoby podobne do mnie – mogę poznać każdy światopogląd, przyjaźnię się z osobami o skrajnie różnych poglądach, innych niż moje własne, potrafię to rozdzielić. Nudno by było, gdybyśmy wszyscy myśleli identycznie. Poznawanie innych opinii czy sądów często skłania do myślenia i mam nadzieję, że tak jest w przypadku mojego bloga, który wychodzi poza ramy parentingu, zahacza o publicystykę, bywa dziennikiem.

Ludzie, którzy czytają mnie regularnie, znają moje poglądy na temat Kościoła, homoseksualizmu, aborcji, małżeństw jednopłciowych, polityki. Wydaje mi się to naturalne, że poruszam takie tematy. Pisanie o kocykach i smoczkach mnie nie interesuje. Wraz z urodzeniem dzieci nie pozbawiłam się umysłu, wręcz odwrotnie – chcę dla swoich dzieci fajnego świata. Te mamy, do których piszę, tworzą ten świat w głowach swoich dzieci, w domu, w swoim środowisku.

Zmiany trzeba zacząć od tych najmniejszych. Jeśli moje słowo skłoni kogoś do przemyśleń – cudownie.

A kim jest Dagmara Hicks? Pytam trochę przewrotnie, bo ja mogę napisać, że mamą trojaczków, żoną i mieszkasz w Australii ale jak sama o sobie napiszesz to będzie bardziej ciekawe! 😉

Jestem kobietą, obywatelką świata, dumną mamą, Polką, biegaczką, miłośniczką kina i jedzenia. Jak to powiedziała Madeleine Albright – jestem optymistką, ale zatroskaną. Noszę w sobie sprzeczności. Potrafię w jednym zdaniu wypowiedzieć dwie wykluczające się tezy i uznać je za słuszne. Bywa to męczące, podobnie jak mój charakter, który każe mi się nie zatrzymywać, przeć do przodu, jak to typowy Strzelec.

Zawsze byłaś taka odważna i bezpośrednia?

Bezpośrednia chyba tak.

Bardzo rzadko zapala mi się czerwona lampka, nie aplikuję filtra, nie bywam dyplomatką, nie znoszę fałszu, udawania, podstępów. Niektórzy to we mnie kochają, inni nienawidzą.

Nie mogę nadal uwierzyć w to, że ludzie w 2019 roku wolą piękne kłamstwo od prawdy.

Sama ponad wszystko cenię sobie szczerość. Wolę konfrontację i oczyszczenie atmosfery niż kiszenie się w żalach i frustracjach. Uwielbiam jasne sytuacje. Wydaje mi się, że gdybyśmy nauczyli się szczerości, świat stałby się dużo prostszy.

Nie uważam się za osobę odważną. Boję się rekinów, pająków, węży. To dlatego mieszkam w Australii. Hahahaha. A tak na serio – nie boję się żyć po swojemu, ale z tego, co widzę, przychodzi to chyba z wiekiem i doświadczeniem, więc pewnie nie jest to nic szczególnie w moim przypadku wyjątkowego.

Ja wiem, że moje dzieci dodały mi odwagi, takiej pewności, waleczności i gotowości do…. wszystkiego. A skąd Australia?

Mój mąż jest Australijczykiem. Mieszkał 10 lat w Polsce, teraz czas na mnie, żeby się tu trochę „pomęczyć”. Chcieliśmy, aby dzieci nauczyły się angielskiego i pomieszkały w swoim drugim domu, w Polsce akurat sytuacja polityczna nieciekawa, w moim ukochanym Krakowie smog, więc mieszkamy chwilowo blisko Oceanu, w kraju wiecznego słońca.

Ja uwielbiam Twojego bloga, i czasem wystarczą mi Twoje leady 😉 aby wiedzieć „kurcze, ale ma rację kobieta!” – gratuluję! Teraz blog to Twoja praca, prawda? Lubisz? Zamieniłabyś na inną?

Bardzo lubię, bo kocham pisać, ale chętnie „wyszłabym z domu” i coraz częściej szukam takiej opcji. A jednocześnie za każdym razem, kiedy o tym myślę, lista plusów, które ma w sobie ten rodzaj pracy jest oszałamiająca i ciężko z tego zrezygnować. Niemniej jednak chciałabym czasami wyjść z domu, do biura, do znajomych z pracy.

Niestety aktualnie wymagałoby to ogromnych poświęceń całej naszej rodziny, więc robię to, co lubię i co nam pasuje najbardziej. Nie mogę myśleć już tylko o sobie. Gdybym wróciła na etat, pisanie musiałabym odłożyć, a mam wrażenie, że nie postawiłam jeszcze ostatniej kropki.

A jak to jest z hejtem, dostajesz czasem? Jak sobie z nim radzisz?

Bardzo rzadko, właściwie wcale. Kasuję komentarz (często całego nawet nie czytam), blokuję użytkownika i tyle się tym przejmuję. Osoby, które uprawiają hejt, marzą o słownej potyczce, nie daję im tej satysfakcji. Zablokowałam też osoby, które szukały dziury w całym, ciągle się czepiały, ironizowały na granicy bezczelności.

Szkoda mi na takich ludzi czasu i energii. Niech sobie idą gdzie indziej psuć klimat. Hejt mnie nie dotyka, bo do absolutnie wszystkiego można się przyczepić. Trzeba być twardym i wiedzieć swoje, a nie przejmować się innymi. Przecież nawet w rodzinie musimy wykazać się asertywnością.

Pracowałaś w korporacji, prawda? Przed erą dzieci, czy po? No i opowiedz proszę jaka była Twoja droga do bloga – ale rym… o matko! Kiedy z bloga dla siebie stworzyłaś swoje miejsce pracy? Po jakim czasie? A może od razu plan był – bloguję bo chcę mieć z tego swoje pieniądze?

Pracowałam w korpo i przed i po dzieciach. Na dłuższą metę nie dałam rady pogodzić pracy na pełny etat z byciem mamą. Oboje z mężem byliśmy na kierowniczych stanowiskach w wielkich firmach, które wymagają od pracownika elastyczności, czytaj: ciągłych nadgodzin i dyspozycyjności 24/7. Byłam jedyną osobą na 100 osób w naszym biurze, która miała dzieci, mimo najszczerszych chęci, nikt nie rozumiał moich problemów.

Niektórzy ludzie są pracoholikami i nie wiedzą co to równowaga pomiędzy pracą a życiem. Ja wiem. Niestety uważam, że to prawda, że od kobiet oczekuje się, aby pracowały tak, jakby nie miały dzieci, a wychowywały dzieci tak, jakby nie pracowały. Kobiety nadal są dyskryminowane.

W przedszkolu oczekuje się, że mama będzie siedziała w pierwszym rzędzie na przedstawieniu, które organizuje się o godzinie 13 we wtorek. Jednocześnie w tym samym czasie ma w pracy prowadzić konferencję z pracownikami w 4 różnych krajach. To były moje realia.

Nawalałam na obu frontach, a z mężem mijałam się w drzwiach. Poza tym dzieci mi chorowały, nie mogliśmy znaleźć niani dla trojaczków w podkrakowskiej wsi z kiepskim dostępem do publicznego transportu, czułam się zmęczona wiecznym rozkrokiem – nigdzie nie byłam na 100%.

Bloga pisałam już wcześniej, bardziej jako pamiętnik, na pamiątkę i dla znajomych, żeby wiedzieli, co u nas słychać, ale jak zaczęłam myśleć o rezygnacji z pracy, rozwinęłam go. Właściwie nie miałam wtedy pojęcia co z tego wyjdzie, nie miałam planów na uczynienie go pracą. Stało się to jakby samo z siebie, naturalnie i w miarę szybko. Nadal nie mam biznes planu, bo ten blog to dla mnie wielka, życiowa pasja, nie maszynka do robienia pieniędzy.

Nie brakuje Ci czasem zespołu, osób „z pracy”? A może masz kogoś z kima stale współpracujesz?

Bardzo mi tego brakuje! Szczególnie od czasu, kiedy przeprowadziłam się na drugi koniec świata i nie bywam na spotkaniach z fanami, konferencjach, branżowych eventach itp. No ale przecież nie można mieć wszystkiego. Nie mam na przykład głupiego szefa, czy to nie plus? 😊

No ba! I To jaki! 😉 Zawsze chciałam o to zapytać: jak wygląda dzień znanej blogerki? 😉 Ile czasu zajmuje Ci praca nad blogiem? Masz jakieś „złote rady” dla innych mam, początkujących blogerek?

Praca nad blogiem nigdy się nie kończy. Zawsze szukam pomysłów, zapisuję różne inspiracje. Bywa, że pracuję 10h dziennie kilka dni pod rząd, bywa, że nie pracuję w ogóle przez 3 dni, choć takiego czasu już nie pamiętam. Blog nigdy nie śpi, nie robię sobie urlopów, bo to właśnie na wakacjach materiał jakby sam się robi, bez wysiłku.

Konkurencja jest ogromna, a fani chimeryczni. Trzeba publikować, pisać, codziennie o sobie przypominać i co krok szukać sposobów na przybicie się w masie blogów. Blog to codzienna praca, a jego powodzenie uzależnione od tylu czynników, że to temat na odrębną rozmowę. Wiele osób sądzi, że tu się komuś coś udaje, ma szczęście, farta, czy zna odpowiednie osoby. No nie.

To praca, czasami żmudna i niewdzięczna, piszesz tekst kilka dni, a on potem nikomu się nie podoba. Zamiast się obrażać, trzeba na następny dzień znowu pisać, może inaczej, może na inny temat?

Kiedy nie jesteś z dziećmi, nie pracujesz nad blogiem, to co robisz? Jak się relaksujesz?

Ćwiczę. Uwielbiam sport, dużo biegam, chodzę codziennie na siłownię. Moją miłością jest kino. Lubię też gotować, choć ostatnio trochę zaniedbałam tą pasję, co zauważyli nawet czytelnicy – upominają się o przepisy. Tęsknię za górami, ale tutaj niestety nie mam tej przyjemności.

Myślisz, że mamy a Australii są bardziej wyluzowane niż w Polsce?

Myślę, że na pewno dorosły już do zawieszenia broni i raczej się wspierają, zamiast oceniać i wszystkim ciągle udowadniać, że w macierzyństwo na pewno umieją lepiej. To jest głęboko zakorzenione tutaj w osobowości, wypijane z mlekiem matki – Australijczycy są po prostu pewni siebie, znają swoją wartość, nie muszą jej więc zdobywać dokopując innym. Matki mają jednak i tutaj swoje bolączki. Macierzyństwo, według mnie, stawia przed kobietami na całym świecie bardzo podobne dylematy.

A jakie masz plany? O czym marzysz?

Chciałabym wejść na Mont Blanc, napisać książkę, przebiec maraton w Nowym Jorku, wybudować dom, kupić psa, zrobić sobie kolejny tatuaż, pojechać na narty do Francji, mieć dom w górach, posłuchać Dawida Podsiadło na żywo, zobaczyć kwitnąca wiśnię i Japonię śladami Murakamiego.

Marzę o tym, aby mój blog niósł nadzieję i głębsze przesłanie. Nie jesteśmy w tym same. Jest nas więcej, wszystkie mamy tak samo, możemy, mimo trudności, żyć tak, jak nam pasuje, nawet wtedy, jeśli wybieramy życie dla innych trudne do zaakceptowania, jest nasze, jedyne, najlepsze jakie będziemy miały. Chcę, żeby moje dzieci były ze mnie dumne, a mąż kochał do końca. Marzę o tym, aby mieć już taką pewność, o którą wszystkim nam chodzi…

Dziękuję za rozmowę! No i spełnienia marzeń!

Zdjęcia: wszystkie zdjęcia własność Dagmary Hicks, autorki bloga calareszta.pl, niektóre pochodzą z Facebook’a, inne z Instagrama.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Może Cię zainteresować także:
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail