Czego szukasz

Cieszę się, że mogę tu wychowywać dzieci – historia Kasi z Prowansji

Na co dzień mieszkamy w Prowansji, ale jedną nogą jesteśmy wciąż w Barcelonie, bo przynajmniej raz w miesiącu odwiedzamy Hiszpanię, skąd pochodzi mój partner i gdzie urodziły się nasze bliźniaki. Do Francji przyjechaliśmy w związku z projektem, przy którym pracuje firma mojego partnera, a teraz także moja. Może to nie jest praca moich marzeń, ale bardzo cenię sobie panujące tu warunki kids friendly, a brak kreatywnej pracy odbijam sobie na blogu, który prowadzę od jakiegoś czasu – Kids&Go – mówi Kasia – nasza kolejna bohaterka cyklu #mama za granicą.

  • Ewa Moskalik - Pieper - 30/05/2018

Kasiu, z partnerem i dwójką dzieci mieszkasz na południu Francji, w Prowansji. Co Cię tam sprowadziło?

Do Francji przyjechaliśmy w związku z projektem, przy którym pracuje firma mojego partnera, a od jakiegoś czasu i moja. To ogromna międzynarodowa inwestycja – ITER, w którą zaangażowane są m.in UE, Indie, Japonia, Chiny, Rosja. Mieszkamy na prowincji, w małym miasteczku, ale dzieci w przedszkolu mają koleżanki i kolegów z całego świata.

W Polsce i w Hiszpanii pracowałam w komunikacji i marketingu. Do Barcelony wyjechaliśmy razem, gdy mój partner skończył projekt w Polsce. W Prowansji bez idealnej znajomości francuskiego, nie udało mi się znaleźć pracy w mojej branży.

Tak wygląda Południe Francji, w Paryżu przypuszczam, jest trochę łatwiej. Po 2,5 latach z dziećmi, gdy w końcu dostałam miejsce w żłobku na 3 całe dni i już się zabierałam do rozpoczęcia działalności freelance zwolniło się miejsce przy projekcie w dziale zakupów i kontraktów.

Skorzystałam z okazji ze względu na język, poza tym miałam ogromne pragnienie wrócić do pracy, nawet jeśli nie byłaby to praca marzeń. Wciąż tu pracuję. Jestem coraz mniej zadowolona, ponieważ po prostu tu się nie realizuję. Prawda jest taka, że trzymają mnie przyjazne warunki bardzo kids friendly.

Jeśli potrzebuję więcej dni wolnego, biorę urlop bezpłatny. Brak pracy kreatywnej odbijam sobie na blogu, który prowadzę od jakiegoś czasu. Kids&Go (www.kidsandgo.pl), to przewodnik i inspiracje z miejscami idealnymi na wypady z dziećmi.

Głównie opisuję nasze okolice, Katalonię i La Manchę, do których często jeździmy, ale także wszystkie te miejsca, do których docieramy. Bo prawda jest taka, że nie potrafię usiedzieć w miejscui od pierwszych miesięcy życia nasze dzieci gdzieś jeżdżą. Nie bez znaczenia jest także nasza sytuacja rodzinna

Zatem swoje pierwsze doświadczenia jako mama zdobywałaś w Hiszpanii. Stamtąd też pochodzi Twój partner. Jakie to były doświadczenia? Zwłaszcza, że zostałaś mamą bliźniąt, więc wszystko przeżywane podwójnie 🙂

Jak najbardziej pozytywne. Byłam oczywiście wszystkim bardzo przerażona, ale fantastyczne podejście lekarzy dodawało mi otuchy. Do tego akurat się tak złożyło, że w moim dziale były to już kolejne bliźnięta, więc miałam bardzo dużo wsparcia ze strony koleżanek i kolegów w pracy.

Chyba najlepsze, co wyniosłam z tamtego okresu to podejście moich dwóch ginekolog. Bardzo uspokajające z jednej strony, z ogromną dawką empatii z drugiej.

#mama za granicą

Jak wygląda opieka nad przyszłą mamą w Hiszpanii? A potem opieka nad świeżo upieczoną mamą i jej dziećmi?

Zarówno publiczna, jak i prywatna służba zdrowia w Hiszpanii jest na bardzo wysokim poziomie, jednym z najwyższych w Europie. Przed i w czasie ciąży korzystałam z prywatnej, jest po prostu wygodniej.

Dodatkowe ubezpieczenie to niewielki wydatek miesięcznie dający dostęp do najlepszych szpitali i specjalistów. Często pracownicy dostają takie ubezpieczenie od firm. Gdy tylko minęły pierwsze 12 tygodnie ciąży, moja doktor przekazała mnie w ręce specjalistki od wieloraczków, co napawało mnie spokojem. W ramach ubezpieczenia korzystałam także ze szkoły rodzenia.

Już po porodzie obowiązują cykliczne wizyty u pediatry. Tu już korzystałam z państwowej służby zdrowia ze względu na szczepienia. Mieliśmy wspaniałą pediatrę. Bardzo mi się podobało jej podejście – nie należy się trząść ani nad dziećmi ani nad dietą mamy.

Podobnie przy rozszerzaniu diety maluchów nie ma ceregieli. Od początku łączy się różne owoce, w tym pomarańcze. Dzieci się nie przegrzewa, żadnych czapeczek czy nadmiaru innych otulaczy. Od pierwszych tygodni życia dzieci biorą udział w życiu społeczności, czyli dużo wyjść i życia na zewnątrz domu 🙂

Z jakich przywilejów mogą korzystać kobiety w ciąży i po urodzeniu dziecka w Hiszpanii?

Urlop jest bardzo krótki, tylko 16 tygodni plus dwa tygodnie więcej w przypadku bliźniąt. Do tego oczywiście mamy dodają wakacje i łączą godziny wolnego na karmienie piersią. Można wziąć bezpłatny urlop wychowawczy, maksymalnie 3 lata. Po tym okresie firma ma obowiązek przyjąć mamę do pracy, nawet jeśli jej stanowisko jest zajęte.

Na jakie urlopy i zasiłki może liczyć młoda mama, czy jeszcze kobieta oczekując dziecka?

W czasach rządów socjalistów każde nowonarodzone dziecko otrzymywało 2.500 euro. Kryzys zabrał tę pomoc, ale zostawił przy narodzinach wieloraczków. Już nie na każde dziecko, tylko na poród. Także lokalne rządy przyznają swoje becikowe. Gdy urodziły się nasze bliźniaki otrzymaliśmy niewielkie becikowe od rządu Katalonii i wypłacono je po roku z uwagi na problemy finansowe regionu.

Wszystkie mamy pracujące otrzymują 100 euro miesięcznie na każde dziecko poniżej 3 roku życia. Jest to rodzaj ulgi podatkowej, którą można otrzymać w postaci miesięcznej wypłaty.

Od 4,5 roku mieszkasz w Prowansji i wspomniałaś, że bardzo cenisz sobie, że właśnie tu możesz wychowywać swoje dzieci? Dlaczego?

Powtarzam to chyba codziennie, to jest najlepsze miejsce na świecie do wychowywania małych dzieci. Chociaż zawsze lubiłam duże miasta, teraz delektuję się życiem na prowincji. A gdy zatęsknię za miastem, wsiadamy w samochód i jedziemy do Marsylii. Często także jeździmy do Barcelony.

Wracając do naszych okolic, po pierwsze zanieczyszczenie powietrza wynosi 0! Do tego mamy tu w miarę łagodny klimat i wynik jest taki, że w tym sezonie zimowym nie byliśmy z dziećmi ani razu u lekarza. Antybiotyki w całym swoim życiu dzieci brały może 3-4 razy. Jest to dla mnie bardzo ważny aspekt w ich rozwoju.

Mieszkamy w przepięknym miejscu i w wolnych chwilach aktywnie spędzamy czas na wędrówkach po górach lub zwiedzając okoliczne miasta i miasteczka. Na wyciągnięcie ręki mamy góry, jeziora, kawałek dalej morze. Jestem zwolenniczką tezy, że aktywne dzieci to radosne dzieci i staramy się to praktykować.

Oczywiście nasza sytuacja jest wyjątkowa ze względu na projekt, przy którym pracujemy. Bardzo sobie cenię możliwość wysyłania dzieci do międzynarodowej szkoły, gdzie od najmłodszych lat obcują z najróżniejszymi kulturami.

Z jakich praw i przywilejów może korzystać mama we Francji?

Przez pierwsze lata dziecka mamy mogą liczyć na zasiłki, jeśli udowodnią, że zrezygnowały z pracy zawodowej na rzecz pozostania w domu z maluchem. Jednak pracujące mamy nie mają specjalnych ulg. W ciągu roku można wziąć do 5 dni wolnego na dziecko poniżej 1 roku i 3 dni na starsze. Poza tym wiele kobiet redukuje godziny pracy, żeby mieć wolną środę.

Jak wygląda opieka nad dziećmi? Gdzie przebywają najczęściej dzieci w czasie gdy rodzice są w pracy (żłobek, niania, przedszkole, kluby malucha)?

Prawda jest taka, że we Francji na początku rodzicom jest trudno. Do żłobka należy zapisać się jeszcze w ciąży. Jest ich bardzo mało. Państwo wspiera system żłobków domowych, prowadzonych przez tzw. assistantes maternelles, popularnie nazywanymi nunu. Aby zostać opiekunką trzeba przejść szkolenie zakończone egzaminem oraz mieć odpowiednio wyposażone mieszkanie.

Praca opiekunek jest nadzorowana przez koordynatorki. Mogą w czasie godzin pracy w każdej chwili przyjść na kontrolę. Nunus w zależności od warunków mogą opiekować się nawet kilkorgiem dzieci. Mają własne lokale, do których zabierają dzieci i tam organizują im różne zajęcia.

Oczywiście opieka nunu wychodzi dużo drożej niż żłobek. Oprócz wynagrodzenia netto opiekunki, należy odprowadzić odpowiednie składki do tutejszego ZUS- u. Część wydatków można odpisać od podatku.

My pierwszy żłobek dostaliśmy na godziny, najpierw dwa, a z czasem trzy przedpołudnia w tygodniu. Po przeprowadzce do mniejszego miasteczka dostałam 3 dni, a gdy zaczęłam pracować 4 dni.

W każdym mieście i miasteczku są także miejsca, do których rodzice mogą przyjść z dziećmi pobawić się. Na miejscu są wykwalifikowani wolontariusze, z którymi można pogawędzić o rozwoju dziecka i różnych wątpliwościach i obserwacjach.

Zanim zaczęłam pracę, często korzystałam z tych miejsc. Ponieważ te osoby są bardzo nastawione na kontakt z rodzicami, z uwagą wysłuchiwały mojego dukania o podwójnym macierzyństwie. Języka uczyłam się dopiero na miejscu, po przyjeździe do Francji. Na Południu z angielskim jest słabo, więc nie za bardzo miałam możliwość kontaktu z innymi mamami.

Gdy tylko dziecko kończy 3 lata rozpoczyna naukę w przedszkolu. Przedszkola są wpisane w system szkolnictwa, są to tzw ecoles maternelles. Nie są obowiązkowe, ale chyba nie ma dziecka, które nie chodziłoby do przedszkola. W przedszkolu obowiązuje kalendarz szkolny.

Nabór odbywa się w marcu dla dzieci kończących 3 lata w danym roku. Występuje rejonizacja, oczywiście istnieją także przedszkola przy szkołach prywatnych. Zajęcia zaczynają się we wrześniu i trwają do początku lipca. Poza tym nie ma zajęć w środy! Ani w przedszkolu ani w szkole podstawowej. Co wtedy? Pracujący rodzice zostawiają dzieci w centrum prowadzonym przez ratusz. W środy odbywają się wszelkiego typu zajęcia, na które trzeba jednak dzieci dowozić.

Ja zredukowałam godziny pracy i środy mam wolne. To taki nasz dzień – spędzamy leniwy ranek w domu, a od południa zaczyna się jeżdżenie. Biorę jeszcze dzieci zaprzyjaźnionych rodzin i robię tour de France – chłopcy na piłkę, dziewczynki na gimnastykę, a potem wszyscy razem na judo.

W międzyczasie przerwa na park lub zimą na zabawę w domu i podwieczorek. Bardzo to lubię i jestem szczęśliwa, że nie umyka mi dzieciństwo moich maluchów. To niesamowita historia spędzać popołudnie z roześmianymi, rozbawionymi pięciolatkami. Dla nich to frajda mieć taki inny dzień, a ja się cieszę ich radością.

Jak pracodawcy wspierają rodziców? Jakie mają obowiązki wobec rodziców, a na jakie jeszcze dodatkowe przywileje może liczyć rodzic/mama?

We Francji cały system opieki społecznej jest zorganizowany tak, żeby pomagać rodzinie. Tak więc to państwo, a nie pracodawcy dbają o rodziny. Na każde dziecko przysługuje miesięczny zasiłek, którego wysokość zależy od zarobków rodziny. Dodatkowo rodziny o skromniejszych zarobkach mogą liczyć na dopłaty do półkolonii, wyjazdów na wakacje i mnóstwo innych pomocy, o których pewnie nie wiem.

W dużych firmach pracownicy mają wiele przywilejów związanych z dodatkowymi dniami wolnymi tzw RTT. To skomplikowany system przeliczania godzin przepracowanych ponad 35 tygodniowej normy na dni wolne. Mnie nie dotyczy, ponieważ mam umowę na 35 godzin. Zupełnie naturalne jest to, że wiele kobiet nie pracuje w środy.

Kolejny przywilej rodziców to rozliczenie z fiskusem. Po pierwsze od podatku odlicza się wydatki związane ze żłobkiem, świetlicą itp. Dochody rodziny, dotyczy to także związków partnerskich, dzieli się na ilość osób mieszkających pod jednym dachem. Osoby bezdzietne płacą więc większy podatek niż rodzice.

Za co jeszcze cenisz sobie bycie mamą we Francji i co przeniosłabyś na nasz polski grunt?

Jest tyle rzeczy, które mi się tu podobają. Przede wszystkim sposób, w jaki się traktuje dzieci. Bardzo po partnersku, od najmłodszych lat. To widać wszędzie, na placach zabaw, w salach zabaw – dorośli dużo z dziećmi rozmawiają i tłumaczą zamiast nakazywać i zakazywać.

Od najmłodszych lat zaszczepia się zasady dobrego wychowania. Francuzi może nie są najbardziej serdecznym narodem, ale na co dzień są bardzo uprzejmi, co powoduje, że po prostu jest miło – w sklepie, urzędzie i na poczcie. Dzieci od najmłodszych lat chłoną tę uprzejmość.

Od momentu pójścia dzieci do przedszkola, życie rodzinne jest bardzo ułożone i można sobie śmiało radzić bez wsparcia dziadków czy innej rodziny. Godziny zajęć są wszędzie takie same 8.30-11.30 i 13.30-16.30. W przerwie na obiad można zabrać dziecko do domu lub wykupić obiady w szkole.

Do tego jest możliwość zostawienia dzieci w świetlicy przed zajęciami i po zajęciach do 18.15. Wszystko to za symboliczną opłatą. Ja na początku miałam wyrzuty sumienia, że dzieci spędzają tyle czasu w przedszkolu. Ale gdy czasami przyjeżdżam po nie wcześniej i zaczynają mi płakać, że po co już przyjechałam, to myślę sobie, że chyba nic złego im się nie dzieje. Uwielbiają przedszkole.

Pamiętam, że gdy przyjechała do nas moja mama i zaprowadzałyśmy maluchy na zajęcia w poniedziałek po feriach jesiennych, stwierdziła, że nigdy jeszcze nie widziała dzieci idących do szkoły/przedszkola w podskokach, a tak to dosłownie wyglądało.

Poza tym jestem zachwycona ofertą zajęć dla dzieci od momentu rozpoczęcia przedszkola. To kolejna machina systemowa, która działa tutaj świetnie. Wszystko opiera się na stowarzyszeniach, które otrzymują dopłaty z budżetu państwa. Dzieci, ale także dorośli, mają więc dostęp do profesjonalnie prowadzonych zajęć za niewielkie pieniądze. W naszym małym miasteczku można uprawiać prawie wszystkie możliwe sporty, może z wyjątkiem hokeja i łyżwiarstwa, bo nie ma lodowiska. Ale całą resztę jak najbardziej. Korzystamy z tego pełnymi garściami 🙂

Podoba mi się także system wakacji. Już od przedszkola obowiązuje ten sam system, co w szkołach, czyli 2 tygodnie wolnego co 2 miesiące. I tak mamy wakacje na Wszystkich Świętych, Boże Narodzenie, ferie zimowe i 2 tygodnie ferii wiosennych. Wakacje letnie zaczynają się przez to trochę później niż w Polsce.

Dlaczego to lubię? Bo lubię wyjeżdżać i wakacje dzieci są świetnym pretekstem do bliższych i dalszych wypadów. Ale ponieważ nie mamy aż tyle dni urlopu, resztę czasu dzieci spędzają na półkoloniach, które organizuje ratusz. Oczywiście w bardzo atrakcyjnych cenach. Im starsze dzieci, tym oferta półkolonii jest większa i można wybrać tzw. staże zgodne z zainteresowaniami. To, co mnie osobiście odpowiada, to ogromny wybór zajęć sportowych.

No i nie można zapomnieć o wolnych środach, które bardzo sobie cenię. Przy naszym trybie życia dzieci nie chodzą za wcześnie spać, bo inaczej nie widziałyby praktycznie swojego taty w tygodniu, taki dzień przerwy dobrze im robi.

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcia: archiwum Katarzyny.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Moskalik - Pieper
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj

Jak skutecznie realizować założone cele?

Ile razy zaczynałaś realizować swój cel? Ile razy obiecałaś sobie, że tym razem doprowadzisz sprawy do końca? Jak często obiecujesz sobie, że tym razem będziesz skuteczna? Chcieć to jedno, a bycie skutecznym to coś innego!
  • Joanna Walkowiak - 22/11/2020
młoda kobieta siedzi i patrzy przed siebie przez lunetę zrobioną z papieru

Jak realizować założone cele?

Dobrze się mówi, jeszcze łatwiej czyta na temat bycia skutecznym podczas realizacji celów, a życie pokazuje, że to nie takie proste, prawda? Pokusy, wymówki, przyjemności małe i duże, rozpraszacze – wszystko to powoduje, że oddalasz się od zrealizowania założonego celu.

I tu Cię zaskoczę, ponieważ istnieje zależność między byciem w pełni zaangażowaną, a uleganiu pokusie „odpuszczenia”, czyli im bardziej jesteś zaangażowana, tym mniej działają na Ciebie wszelkiego rodzaju zachcianki! Ale dość o odpuszczaniu, gdyż nie to jest naszym celem!
Skupmy się na tym, jak postępować, aby być skuteczną w realizacji.

Zacznijmy od tego czy obrany cel jest dobrze sprecyzowany. Abyś mogła być skuteczna w realizacji, potrzebne jest jego określenie. To bardzo ważne z wielu powodów, gdyż jak być skuteczną jeśli coś jest zbyt lakoniczne?

Przeczytaj także: Wyciągnij na wierzch pewność siebie i osiągaj swoje cele

Czy dobrze wybrałam cel?

Aby być pewną, że cel był dobrze postawiony, odpowiedz na poniższe pytania:

  • Czy Twój cel jest konkretny? Co chcesz osiągnąć? Szczegółowo opisz rezultaty oraz planowany czas na jego realizację (np. za 4 miesiące tj. i tu data, będę znała 1000 nowych słówek z języka angielskiego, po to, aby….)
  • Czy jest do zmierzenia w liczbach? Podaj konkretne wartości, po których poznasz, że został osiągnięty (np. schudnę 7 kg w ciągu 90 dni, a nie – chcę schudnąć w najbliższym czasie)
  • Czy założony cel jest dla Ciebie ambitny i ekscytujący? (czy jest na tyle ważny i pociągający, że gdy pojawią się trudności i komplikacje to znajdziesz w sobie motywację do działania, czy na tyle ambitny, aby był wyzwaniem?)
  • Czy realne jest, że go osiągniesz za pomocą swoich możliwości, kompetencji oraz posiadanych zasobów? (schudnę 25 kg przy wadze 50 kg – to nie jest możliwe!)
  • Czy jest osadzony w czasie? (czyli od kiedy zaczynasz oraz jaki jest termin na zrealizowanie założeń). Z tak uszczegółowionym celem, Twoja skuteczność będzie zdecydowanie na wyższym poziomie.

Przeczytaj także: Mama wraca do pracy – 5 kroków do celu

A zatem co dalej?

„Nic nie jest szczególnie trudne do zrobienia, jeśli rozłożyć to na etapy” Henry Ford

  • Zastosuj metodę małych kroków, dzieląc Twój główny cel na etapy oraz dokładnie zaplanuj każdy z nich, pamiętając o terminach na realizację.
  • Sprawdź dokładnie, czy jest on spójny z rolami jakie pełnisz w życiu, czy jest zgodny z potrzebami Twojego otoczenia.
  • Pamiętaj, że kiedy wprowadzasz nowe działania do swojego życia, istnieje potrzeba zrezygnowania z innych, wykonywanych do tej pory. Jasnym jest, że coś jest kosztem czegoś.
  • Wyeliminuj rozpraszacze, np. media społecznościowe.
  • Poszukaj wsparcia u innych – fizycznego, emocjonalnego i być może finansowego. Może to być coach, trener, bliska osoba, doradca kredytowy, nauczyciel, mentor rozwoju.
  • Znajdź współtowarzyszy korzystając z grup lub osób, które przechodzą, bądź przeszły podobną drogę, realizując swój cel. Mogą to być grupy na Facebooku bądź Instagramie o tematyce bliskiej Tobie (zachęcam do zainspirowania się projektem, w którym jestem ambasadorką www.przedsiebiorczoscjestkobieta.pl gdzie poruszana jest tematyka z zakresu rozwoju osobistego, biznesu, aktywności fizycznej, finansów, zdrowia psychicznego oraz dobrego żywienia).
  • Wzmacniaj motywację do realizacji poprzez nagradzanie się po każdym zakończonym etapie.
  • Potraktuj swój cel jak kogoś bliskiego, kogo nie chcesz stracić, dbając o niego i troszcząc odpowiednio.
  • Umów się z samą sobą na to, że będziesz systematyczna i konsekwentna, budując tym samym zaufanie do siebie.
  • Korzystaj z kursów i szkoleń, po to, aby zdobywać umiejętności do realizacji swojego celu.
  • Otaczaj się ludźmi, którzy mają podobne wartości w życiu.
  • Nie czekaj na nowy rok, miesiąc czy tydzień – zacznij od zaraz.
  • Wyobraź sobie jakie przeszkody mogą Cię spotkać na drodze do realizacji, zaplanuj jak się zachowasz, po jakie zasoby sięgniesz, jakie działania podejmiesz, aby się nie poddać.
  • Samokontrola i szczerość ze samą sobą będzie nieodzowna.

Wiedz, że nawet jeśli na początku Twojej drogi, realizacja celu sprawia wrażenie trudnego, to jest to tylko wrażenie. Będąc w pełni zaangażowaną, ze wsparciem, ze świadomością swoich zasobów, z konkretnym planem działania, z doprecyzowanymi szczegółami oraz wewnętrzną motywacją, zrealizujesz go skutecznie.

Nagrodą oprócz osiągniętego celu, będzie ogromna satysfakcja, radość, zadowolenie oraz zwiększona pewność siebie.

Zachęcona? Zaczynasz od zaraz? Gotowa?
Trzymam mocno kciuki!

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Walkowiak
Manager, certyfikowany trener gry coachingowej "Podróż bohatera"®, pasjonatka rozwoju osobistego, życia i morsowania, Wspiera kobiety w realizacji ich życiowych celów. Jest ambasadorką projektu "Przedsiębiorczość jest kobietą".

Jak znaleźć pracę po przebranżowieniu? Wyróżnić się z tłumu!

„Zmiana branży to trudna droga, na której czasami trzeba zwolnić, aby potem móc przyspieszyć” - mówi Ola Gonta-Kacperska, która po urodzeniu drugiego dziecka, zdecydowała się zmienić branżę na IT. Obecnie pracuje na stanowisku Junior Salesforce Developer i wie, że decyzja o przebranżowieniu była strzałem w dziesiątkę! Serdecznie zapraszamy do lektury!
  • Klaudia Urban - 17/11/2020
Aleksandra Gonta-Kacperska

Olu, raz jeszcze dziękuję, że zgodziłaś się na wywiad. Takie historie jak Twoja, są ogromną motywacją dla osób, które marzą o wejściu do branży IT, ale wciąż mierzą się z obawami i niepewnością. Powiedz, co dla Ciebie było największą motywacją? Jak przeszłaś od tej pierwszej myśli o zmianie, do konkretnego działania?

Pojawienie się dziecka uświadomiło mi, że nie do końca jestem zadowolona ze swojej pracy. To właśnie macierzyństwo popchnęło mnie do działania. 🙂

Kiedy sześć lat temu urodziła się moja córka, stwierdziłam, że chciałabym coś zmienić, spróbować nowej ścieżki kariery. Zaczęłam wtedy pisać książki dla dzieci i szukać nowych możliwości rozwoju. Były to pierwsze próby odkrycia tego, co mogłoby mnie zainteresować. Nie byłam wtedy jeszcze gotowa na radykalne zmiany i po urlopie macierzyńskim, wróciłam do swojej pracy jako nauczyciel języka angielskiego. Jednak poczucie tego, że potrzebuję zmiany branży, nie dawało mi spokoju.

Pomimo, że uwielbiam nauczanie, to specyfika tej pracy była dla mnie coraz trudniejsza do zaakceptowania. Trudności w kontakcie z rodzicami, brak stabilizacji i możliwości rozwoju kariery, a także olbrzymia frustracja związana z postrzeganiem nauczycieli wśród społeczeństwa, ostatecznie utwierdziły mnie w przekonaniu, że po kolejnym porodzie nie wrócę już do starej pracy.

Mój mąż, który pracuje w branży IT, podsunął mi pomysł na naukę programowania, która była coraz bardziej popularna. Ponad dwa lata temu urodził się mój syn. To właśnie wtedy zaczęłam robić swoje pierwsze zadania programistyczne i podjęłam decyzję: wchodzę w to!

kobieta z dziećmi

Jak zaplanowałaś swoje działania? Od początku wiedziałaś, co konkretnie powinnaś zrobić, aby osiągnąć założony cel? W końcu byłaś już wtedy mamą dwójki małych dzieci. Wydaje się, że organizacyjnie było to spore wyzwanie!

Na początku próbowałam samodzielnej nauki. Zaczęłam od aplikacji na telefonie, żeby poznać podstawy języka programowania. Później kupiłam kilka książek do nauki Javy, ale nie byłam w stanie zrozumieć coraz trudniejszych zagadnień. Dlatego znalazłam mentora, który na cotygodniowych zajęciach online, omawiał ze mną kolejne zagadnienia i dawał mnóstwo zadań praktycznych do wykonania. Nie zdecydowałam się na kurs czy bootcamp ze względu na to, że chciałam uczyć się na spokojnie, w tempie dopasowanym do mojego codziennego życia z dwójką małych dzieci.

W międzyczasie śledziłam rynek pracy, zapisywałam się na spotkania techniczne dla kobiet i dołączyłam do wielu grup na Facebooku, dzięki którym od początku wiedziałam, że znalezienie pracy nie będzie łatwe.

Przeczytaj także: Zmiana branży na IT. Od czego zacząć i o co zadbać, aby to było możliwe?

W końcu nastąpił moment, kiedy zdecydowałaś się wysłać pierwsze CV. Opowiedz, jak przebiegał Twój proces poszukiwania pracy?

Zaczęłam wysyłać CV wiedząc, że nie jestem jeszcze w pełni gotowa. Chciałam potrenować rozmowy rekrutacyjne i rozeznać się w wymaganiach pracodawców. Aplikowałam na stanowisko Junior Java Developer, ale konkurencja i wymagania były tak olbrzymie, że nie dostałam nawet szansy na przejście przez pierwszy etap rekrutacji.

Postanowiłam poszukać innych możliwości i doszkolić się, aby wyróżnić się z tłumu konkurencji. Udało mi się dostać do programu Geek Girls Carrot Academy, gdzie mogłam podejrzeć świat IT i zdobyć cenne umiejętności. Przy okazji rozmów z jednym z prowadzących, natknęłam się na platformę Salesforce, w której programuje się w języku Apex bazującym na Javie. Odkryłam, że jest to dla mnie ciekawa opcja, a konkurencja osób początkujących jest znacznie mniejsza.

Postanowiłam zatem aplikować na stanowisko Junior Salesforce Developer, które nie jest tak popularne. Na trzy wysłane aplikacje miałam trzy rozmowy, a potem dwie oferty. 🙂 Znalazłam pracę szybciej niż planowałam i to wtedy, gdy w Polsce rozpoczęła się pandemia.

Kursy

Jak wyglądały początki Twojej pracy w nowym zawodzie? Od razu poczułaś, że jesteś na odpowiednim miejscu czy musiałaś zmagać się z kryzysem początkującego?

Trafiłam do wspaniałej firmy i to z pewnością ułatwiło mi przystosowanie się do nowego zawodu. Początkowe miesiące mogłam poświęcić na naukę i pracę z doświadczonym programistą. Mogłam powoli wdrożyć się w nowe obowiązki i coraz bardziej samodzielnie wykonywać powierzone mi zadania. Oczywiście, byłam trochę zestresowana, bo zależało mi na tym, aby jak najlepiej sprawdzić się w nowej roli, ale nigdy nie był to tak duży stres, jaki towarzyszył mi w pracy nauczyciela. Od początku czułam, że dokonałam dobrego wyboru i ani przez chwilę nie żałowałam decyzji o przebranżowieniu.

Przeczytaj także: Zmiana zawodu po 30-tce? Nie daj sobie wmówić, że jest za późno

Dziękuję serdecznie za tę rozmowę! Czy jest coś, co chciałabyś na koniec powiedzieć wszystkim tym, którzy są dopiero na początku drogi do realizacji swoich marzeń o pracy w IT?

Zmiana branży to trudna droga, na której czasami trzeba zwolnić, aby potem móc przyspieszyć.

Dajcie sobie czas na naukę, która musi być przecież godzona z życiem rodzinnym i wieloma innymi obowiązkami. Szukajcie nowych możliwości rozwoju i skoncentrujcie się na obranym celu. Powodzenia!

Przeczytaj także: Czy humanistka może odnaleźć się w branży IT?

Zdjęcia: prywatne archiwum

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Klaudia Urban
Mama trójki fantastycznych dzieci i szczęśliwa żona. Uwielbia, gdy wokół dużo się dzieje i nieustannie uczy się czegoś nowego o świecie. Baczna obserwatorka zmieniającej się rzeczywistości. Pasjonatka dobrej kuchni, muzyki i podróży.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×