Czego szukasz

Akceptacja pewnego chaosu – wywiad z Grażyną – przedsiębiorczą mamą 5 dzieci

– Sztukarnia pomogła mi w macierzyństwie. Miałam odskocznię, mogłam oderwać się od „pieluchowej” rzeczywistości. To mi też dawało pewną moc. Jak załatwiałam coś w urzędach i wracałam do dzieci, to czułam, że jestem cała dla nich, bo swoje potrzeby na dziś zrealizowałam – opowiada Grażyna, mama 5 dzieci.

  • Natalia Gozdowska - 04/03/2020
Grażyna Tynel

Grażyno, jesteś ekonomistką, masz wykształcenie ścisłe. Jak to się stało, że zawodowo związałaś się z zupełnie z innym obszarem?

Kończyłam SGH i po studiach zaczęłam od razu pracę w banku. W międzyczasie urodziłam dwójkę dzieci. Miałam jednak poczucie, że bankowość to nie jest coś, czym chciałabym się zajmować. Pierwszym impulsem do założenia pracowni artystycznej był pomysł namalowania obrazu dla mojego męża na trzydzieste urodziny.

Skąd taki oryginalny pomysł?

Pracując w banku czułam, że brakuje mi czegoś w życiu, że nie jest pełne. W pracy szło mi bardzo dobrze. Wprowadzałam rozwiązania, które się sprawdzały, a firma dawała mi ścieżkę rozwoju. Ja jednak zaczęłam poszukiwać różnych opcji, jakiegoś elementu, który by sprawił, że poczuję, że jestem kompletna. Stąd może ten pomysł, żeby coś stworzyć. Chciałam dać mężowi coś od siebie, coś co sama zrobię. Ten obraz to był mój pierwszy kontakt z pędzlem od czasu podstawówki.

Interesowałaś się sztuką?

Nie, bardziej sportem, matematyką… Zobaczyłam jednak pewną niszę w Warszawie. Chciałam nauczyć się malować, przygotować się do zrobienia tego obrazu. Szukałam osoby, która wprowadzi mnie w ten świat. Do wyboru miałam domy kultury, gdzie uczyła się młodzież i seniorzy albo instytucje, przygotowujące profesjonalistów. Nie znalazłam miejsca dla siebie.

Ostatecznie poszukałam w Internecie instruktora, który mi pomógł. Wtedy poczułam, że dzieje się ze mną coś, czego szukałam: to był moment głębszej refleksji, wyrażenia się w inny sposób, nie taki konkretny, liczbowy. To był też fantastyczny relaks. Pomyślałam, że dużo ludzi tego nie doświadcza, bo właśnie nikt im tego nie organizuje.

Postawiłam na jedną kartę. Byłam na urlopie wychowawczym, ale miałam też dwójkę malutkich dzieci, więc to było ogromne wyzwanie. Wynajęłam najpierw jeden lokal w starej kamienicy na Mokotowie. Potem kolejne.
Pierwszą stronę internetową zrobiłam sama, chociaż się na tym nie znałam. Odnowiłam pracownię, prowadziłam księgowość, kadry, rozwiązywałam sprawy prawne. Myślałam też nad koncepcją samego miejsca.

Ostatecznie powstała szkoła artystycznego rozwoju dla dorosłych, w której skupiamy się na procesie tworzenia, a nie na jego efektach. To jest dla mnie kluczowe.

Dlaczego tak jest? Co ten proces może w nas zmieniać?

To jest otworzenie się na własne potrzeby, swoboda, pozbycie się szablonów. Jeśli skupiamy się na efekcie i chcemy, żeby coś było ładne, to już wprowadzamy pewien element stresu i cenzury. A my chcemy, żeby działania artystyczne kojarzyły nam się z myśleniem, zmienianiem, reagowaniem na własne emocje i odczucia. To jest praca ze sobą. Mogę dwie godziny lepić i nie będzie efektu, ale dużo może mi to dać.

Jakiś czas temu zaczęliśmy też robić zajęcia dla dzieci. Osoby, które do nas przychodziły, wierzyły w ten proces, w działanie twórcze. Klienci pytali nas, czy mogliby przyjść z dzieckiem. Odpowiedzieliśmy więc na ich potrzeby.

Jak zaczynałaś, to miałaś dwójkę małych dzieci – Hania miała 2,5 roku, a Kuba rok. Przecież to już jest spore wyzwanie. Jak radziłaś sobie jeszcze organizacyjnie z nowym biznesem?

Mam dość spokojne dzieci. Poza tym nie miałam presji, że szybko muszę coś osiągnąć. Dla mnie to był też proces. Dałam sobie dużo czasu, żeby rozwijać Sztukarnię.

Pracowałaś z domu?

Dużo pracowałam zdalnie, to co mogłam załatwiałam z dziećmi. Pomagała nam babcia. Angażowałam się bardzo w pracę, to wszystko niezwykle mnie cieszyło, ale z drugiej strony mierzyłam się z nieprzespanymi nocami i nie miałam fizycznie dużo sił oraz jasności intelektualnej.

Przeczytaj także: 12 podpowiedzi, jak założyć biznes bez pieniędzy!

Myślę jednak, że Sztukarnia pomogła mi w macierzyństwie. Miałam odskocznię, mogłam oderwać się od „pieluchowej” rzeczywistości. To mi też dawało pewną moc. Jak załatwiałam coś w urzędach i wracałam do dzieci, to czułam, że jestem cała dla nich, bo swoje potrzeby na dziś zrealizowałam.

Imponujące jest to, że znalazłaś nie tylko czas, ale przede wszystkim siłę i energię.

Dzieci jak to dzieci – nie przesypiały nocy, chorowały, wymagały zabawy, tulenia, spaceru i placu zabaw. To wszystko trzeba było im dostarczyć, a w głowie miałam mnóstwo pomysłów, związanych ze sprawami firmowymi. Ta sytuacja nauczyła mnie pokory. Miałam myśl, chciałam ją natychmiast sprawdzić, wdrożyć, ale nie mogłam – ze względu na obowiązki domowe.

Bardzo wspierał mnie mąż. Zajmował się dziećmi, ale też pomagał merytorycznie. Zadawał mi trudne pytania, pytał o biznesplan… Tylko, że wtedy wszystkie wskaźniki pokazywały, że ta placówka nie ma racji bytu, nawet przy pełnym obłożeniu. Ale ja w to szłam i cały czas szukałam możliwości, żeby firma była niezależna finansowo.

Otwierały się nowe perspektywy, szkoliliśmy bezrobotnych, firmy, ktoś zapytał czy wynajmę sztalugi. Kupiłam więc zestaw nowych sztalug i zaczęłam je wypożyczać. W tej pracy podobało mi się zawsze to, że mam dużą elastyczność, coś wymyślę i mogę po prostu to wdrożyć. Mam też duże szczęście do ludzi, zawsze miałam taki zespół, że chciało mi się przychodzić do firmy.

Cztery lata później pojawia się mały Antek, a Sztukarnia rozwija się…

Tak, powiedzmy, że już w tym okresie jestem na bezpiecznych torach, nie stresuję się pod koniec miesiąca, czy będę miała na wypłaty, czynsze, podatki… Mam ułożone procesy, zaufaną kadrę. I mój mąż dostaje propozycję wyjazdu…

Twoje życie znowu się przewraca?

Tak, decyzja o przeprowadzce do Krakowa zapadła, jak Antek miał 2 miesiące. Przez 5 lat zarządzałam więc firmą zdalnie. Do Warszawy podróżowałam czasami z trójką, a potem – jak urodziła się Helenka – z czwórką dzieci. Na szczęście tych wyjazdów nie było dużo. Dużo rzeczy delegowałam albo po prostu odpuszczałam.

Miałam w tym czasie różne ciekawe propozycje, ale jeśli czułam, że zaburzy to moje życie prywatne, myślałam: „Widocznie, to nie jest ten moment. Spróbuję za rok, dwa.” Rozwój firmy mógłby więc nastąpić szybciej, ale też większym kosztem moim i dzieci.

Zawsze chcieliście mieć taką dużą rodzinę?

Wierzę, że taka duża rodzina to pełnia szczęścia, że to jest też dobre dla dzieci. To na pewno też wielki trud, ale dla mnie to ogromna wartość. Nigdy co prawda nie zakładałam, że będę miała czwórkę czy tym bardziej piątkę dzieci (śmiech).

Fajna z nich ekipa, która się czasem kłóci, ale najczęściej wspiera. Dzieci są żywiołowe, ale nie mamy wielkich problemów wychowawczych. Mają dobre relacje między sobą. To ogromna przyjemność widzieć, że oni w swoim towarzystwie tak dobrze się odnajdują.

Kiedy wróciliście z Krakowa?

Jak Antek poszedł do pierwszej klasy. Mężowi skończył się 5-letni kontrakt. Ja coraz częściej też bywałam w Warszawie – wtedy już zupełnie biznesowo, bez dzieci. Któregoś razu spotkaliśmy się z Pawłem na Dworcu Centralnym. On przyjechał z Krakowa, a ja wracałam. Mój pociąg miał półtorej godziny opóźnienia. My oboje w Warszawie, a czwórka naszych dzieci w szkole i przedszkolu w Krakowie. Dojechałam na czas, ale uznaliśmy, że to chyba pora na powrót. Czułam, że mniej dostaję energii z firmy, bo jestem gdzieś daleko. Traciłam motywację. Chciałam znowu uczestniczyć w tym wszystkim.

Czy w trakcie ciąży wyłączałaś się z życia Sztukarni?

Ciąża to był czas największej aktywności, bo wiedziałam, że zaraz na trochę zniknę. Zawsze chciałam mieć choć trochę urlopu macierzyńskiego, skupić się na potrzebach dzieci. Oczywiście tu jest inaczej niż w korporacji, gdzie można się odciąć na wiele miesięcy.

Co miesiąc trzeba rozliczyć firmę, reagować na pojawiające się problemy, czy trudne sytuacje. Z drugiej strony można samemu regulować swój czas. Teraz Łucja ma 1,5 roku i wciąż mam wrażenie, że jestem na „pół gwizdka”, nie wróciłam jeszcze do pełnych obrotów. Staram się pracować krócej, ale jak jestem na miejscu to działam bardzo intensywnie.

Jak wygląda Twoja codzienność, poranki? Jak radzisz sobie z piątką dzieci? Dla mnie dwójka rano to wyzwanie.

Postawiliśmy na dużą samodzielność dzieci i współpracę. Starsze odprowadzają młodsze do szkoły. Starszaki wstają same, budzimy dzieci młodsze, przygotowujemy duże śniadanie, jest taśma robienia kanapek i spory harmider. Mamy wypracowane pewne mechanizmy. Kto idzie rano z psem na spacer to kupuje pieczywo i podstawowe produkty w budce z warzywami.

Czyli jeszcze jest pies?

Tak. 🙂 Mamy za to łatwiej ze szkołą, bo trójka dzieci chodzi do tej samej placówki i naszą Helenkę odprowadzają starsi bracia. Dzieci włączają się w zakupy i pomagają w codziennych obowiązkach. Poza tym mieszkamy blisko szkoły i mojej pracy. Jeśli chodzi o zajęcia dodatkowe, to postawiłam na rzeczywiste wybory dzieci, samodzielne działania w domu, nie wszystko musi być pod okiem instruktora. Ufamy też dzieciom, nasz 10-letni Antek już wszędzie chodzi sam, z czego jest bardzo dumny.

Chciałabym Cię jeszcze zapytać o trudne momenty w macierzyństwie…

Przy takiej ekipie, jaką mamy, praktycznie każdy dzień jest w pewien sposób trudny. Poranne wychodzenie pod presją czasu, szukanie wszystkich zgubionych rzeczy, zastanawianie się, gdzie kto zostawił rower. To jest taka dawka adrenaliny, po której ja o 8.00, jak wszyscy wyjdą, siadam i czuję, że przeciągnęłam jakiś ciężki wóz.

Wszystkie momenty ciąży, stany hormonalne, karmienie, zajmowanie się małymi dziećmi – to trwa już 16 lat. Czuję jednak wiele empatii od dzieci. Jak mam migrenę, to Kuba potrafi podejść i powiedzieć, że wykąpał i nakarmił swoje rodzeństwo. Mogę na nich liczyć. Poza tym współpracujemy z moim mężem, Pawłem. Dużo pracuje, ale jak już jest, to jest dla rodziny.

Dzielimy się obowiązkami. Ja też nie jestem typem, który czuje, że wszystko robi najlepiej. Akceptuję niedoskonałości, cieszę się z każdej formy wsparcia. Odpuściłam pewien poziom kontroli.

Po intensywnym poranku rozchodzicie się do swoich miejsc… A jak wygląda popołudnie?

Starsze dzieci potrzebują więcej czasu na samotność i skupienie nad nauką. Helenka z Antkiem bawią się, gdzieś obok jest Łucja. Ja lubię wszelkie aktywności, kiedy jesteśmy wszyscy w dużej grupie. Jak czytam książki młodszym dzieciom, to i starsze przyjdą posłuchać, żeby z nami być. Nawet jeśli tę historię znają na pamięć.

Gramy wspólnie w gry planszowe. Młodsze dzieci wtedy bardzo korzystają, na wczesnym etapie poznają gry strategiczne, które wymagają logicznego myślenia, skupienia.

Mamy otwarty dom, przychodzi do nas dużo gości. Jak ktoś odwiedzi Antka, to bawi się z nimi reszta rodzeństwa.

Czy Ty jeszcze się stresujesz kwestiami, związanymi z opieką nad dziećmi?

Im mam więcej dzieci, tym bardziej wierzę w ich zmysł samozachowawczy. Im mniej angażuję się w ochronę dzieci, tym większą biorą oni za siebie odpowiedzialność. Same organizują sobie czas w domu, więc są też bardziej świadome tego, co im się podoba, co lubią.

Przy najstarszej dwójce miałam wrażenie, że animuję ten czas, zachęcam, namawiam, pokazuję… byłam z tego dumna, że tak inspiruję moje dzieci, ale z drugiej strony oni nie mieli powodu by zastanowić się, czego naprawdę chcą. Uczestniczyli chętnie w tym, co ja im miałam do zaproponowania, ale dużo później musieli dochodzi do tego na czym im zależy.

A jak z poczuciem odpowiedzialności w kontekście obowiązków domowych takich jak sprzątanie? Trudno jest dzieci zmobilizować do takich czynności?

Mam już w sobie pewną akceptację bałaganu w trosce o moje zdrowie psychiczne. Gorzej znosi to Paweł… Część moich dzieci ma wewnętrzną potrzebę ładu i próbuje swoją przestrzeń porządkować. Części nic nie przeszkadza, ale wszyscy organizują swoje przestrzenie, za które odpowiadają.

Poza tym, ja nie jestem super zorganizowana, o terminach klasówek i kartkówek dzieci pamiętają. Jak potrzebują, to przychodzą i proszą o pomoc. Przypominają mi, że jest wywiadówka, że muszę dostarczyć zaświadczenie. Mam wyrzuty sumienia z tego powodu, bo wiem, że inni rodzice tego pilnują.

Grażyno, czy Ty masz czas dla siebie? Jak dbasz o swoją przestrzeń w tym wszystkim?

Staram się kontynuować grę w koszykówkę, moją pasję z młodości. Raz w tygodniu chodzę na treningi, daje mi to dużo radości i energii. Co prawda odbywają się wieczorem, więc ciężko mi czasem wykrzesać energię i się zebrać, ale ostatecznie jestem zadowolona, że się udało.

Bardzo lubię czytać książki, relaksuje mnie to. Długo musiałam walczyć ze sobą, żeby zacząć lekturę, zanim dokończę rzeczy zawodowe lub porządkowe. Nauczyłam się tego. Niektórzy nie potrafią czytać w bałaganie, ale ja czułam, że jeśli będę skupiać się na wszystkich bieżących obowiązkach, to nigdy nie znajdę czasu na książkę albo zacznę czytać ją w takim momencie, że zasnę przy pierwszym zdaniu.

Dzieci bardzo mnie motywują, żeby być na bieżąco z tym, co dzieje się na świecie. Pytają mnie o wiele spraw, więc ja też muszę mieć czas, żeby się rozwijać. Chcę im pokazać, że fajnie jest mieć takie „swoje rzeczy”, coś, oprócz bieżących obowiązków. Trzeba też wygospodarować czas na przyjaźnie.

Masz w ogóle przestrzeń na spotkania z koleżankami?

Czasami odbywają się w trudnych warunkach, przy dzieciach. Moim sposobem na utrzymywanie relacji są spotkania w porze lunchu – nawet dość rzadkie i szybkie, ale też wieczorne spacery z psem na Mokotowie. Łączę wiele rzeczy: obowiązek, trochę ruchu i spotkanie towarzyskie. W tym wszystkim jest też akceptacja pewnego chaosu.

A jak radzicie sobie z wakacjami?

W wakacje biorę dużo urlopu, Helenka z Antkiem spędzają część wolnego czasu na zajęciach w Sztukarni. Wyjeżdżamy w siódemkę – to są dla mnie najfajniejsze wakacje, jak jesteśmy razem, szczególnie, że mam świadomość, że starsze dzieci już wkrótce będą chciały jeździć na wycieczki tylko ze swoimi znajomymi. Staramy się przebywać w miejscach, gdzie jest dużo natury, gdzie mamy przestrzeń i możemy realizować nasze wspólne rodzinne pasje sportowe. Podróżujemy też ze znajomymi. Czas wakacji to moment na budowanie relacji, przyjaźni. W tym roku myślimy o kamperze, chociaż przy takiej liczebności to może być wyzwanie!

Dziękuję za rozmowę. 🙂

Rozmawiała: Natalia Gozdowska

Zdjęcia: archiwum prywatne Grażyny

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Natalia Gozdowska
Zawodowo zajmuje się rozwojem, coachingiem, projektami HR, kulturą organizacyjną i budowaniem marki pracodawcy. Prywatnie mama dwóch wrażliwców, zakochana żona, pasjonatka reportaży, teatru tańca i psychologii. Pisze, fotografuje i wspiera tych, którzy tego potrzebują :)

Wakacje 2020. Jak mogą wyglądać i jak je zaplanować?

Dokąd pojechać w tym roku na wakacje, żeby uniknąć tłumów? Czy to dobry moment, aby planować wakacyjne wyjazdy? I jak zapewnić atrakcje dzieciom, gdy nie będzie wakacyjnych kolonii? Na pytania o wakacje 2020 odpowiedziała nam Justyna Wiśniewska. Miłośniczka podróży, mama Michaliny i właścicielka kameralnego biura podróży. Sprawdź jak można wypocząć w wakacje inne niż do tej pory.
  • Joanna Gotfryd - 28/05/2020
dwoje dzieci, siedzą w niebieskiej walizce na zielonej łące

Jak zaplanować wakacje 2020? Wakacje 2020 jak będą wyglądać?

Za nami długi majowy weekend, przed nami kolejne, no i wakacje, które będą na pewno inne niż to, co znamy. O rozmowę poprosiłyśmy Justynę Wiśniewską, miłośniczkę podróży i właścicielkę kameralnego biura podróży lemon&lime, mamę małej Michaliny.

Justyna Wiśniewska foto

Justyna, powiedz jak myśleć o wakacjach w tym roku? Planować czy nie planować?

Na pewno te wakacje będą inne niż zwykle, przede wszystkim ze względu na zasady bezpieczeństwa, a po drugie, że większość z nas spędzi je w Polsce, a nie zagranicą.

Przeczytaj także: Magiczne wakacje szlakiem parków narodowych

Myślę, że warto pomyśleć o wakacjach, ponieważ siedzimy już tyle czasu w naszych domach, że tęsknimy za wycieczkami, podróżami, wakacjami. Bardzo brakuje nam też możliwości spotykania się z innymi osobami. Ja w szczególności dostrzegam to u dzieci. Moja 3,5 letnia córeczka, bardzo chciałaby się znowu bawić z innymi dziećmi.

No własnie, bardzo brakuje nam kontaktu z innymi ludźmi… ale na co warto się nastawić i przygotować?

Wakacyjny wyjazd dobrze zrobi nam wszystkim, po takim okresie izolacji. Musimy jednak być przygotowani na obostrzenia, nowe regulaminy, zasady, które będą obwiązywały choćby w miejscach noclegu.

Trudno mi teraz powiedzieć jak to dokładnie będzie wyglądało, ponieważ rozporządzenia ulegają zmianom. Czekamy na ostateczne wersje rozporządzeń, które będą obowiązywały podczas wakacji.

Czy to jest dobry moment by już planować, robić rezerwacje?

Jeśli chodzi o planowanie i rezerwację, nie chcę tutaj nikogo pośpieszać jednak wiem (jestem na wielu branżowych grupach), że wielu miejscach jak małe, klimatyczne agroturystyki, pensjonaty, domki, domy nie mają już żadnych wolnych terminów w lipcu i sierpniu.

Przeczytaj także: Bon turystyczny na wakacje 2020 – kto może go otrzymać?

Wiem, że to może brzmi niewiarygodnie, ale tak jest. Myślę, że warto już teraz pomyśleć o rezerwacji, żeby później zaoszczędzić sobie czasu i energii oraz żeby nie stresować się i frustrować, że już nigdzie nie ma wolnych miejsc.

Może to pytanie to wróżenie z fusów, ale na pewno śledzisz informacje branżowe – czego możemy się spodziewać „po” epidemii? Jak będzie wyglądał wypoczynek w tym roku?

Po epidemii….? Tak naprawdę nie wiadomo kiedy ona się skończy. Jedni mówią, że być może ciepło, które przyjedzie latem pomoże w jej zwalczeniu inni twierdzą, że nie ma szans żeby epidemia odpuściła w tym roku. Dokładnie to jest wróżenie z fusów, sama wiem, jak to teraz wygląda.

Przeczytaj także: 10 rzeczy, które warto zrobić z dziećmi w wakacje

My jako organizatorzy, właściciele biur, nie mamy żadnych wytycznych, kiedy będzie można podróżować po kraju, za granicą, kiedy będziemy mogli powrócić do organizacji naszych wyjazdów. Myślę, że nawet rządzący nie znają na ten moment odpowiedzi na wiele nurtujących nas pytań.

Jak dokładnie będzie wyglądał wypoczynek w tym roku niestety jeszcze nikt nie wie. Zaczęliśmy trzeci etap odmrażania gospodarki, w tym tygodniu Premier podał już informacje o czwartym etapie. Czekamy na rozporządzenia i wytyczne. Miejmy nadzieję, że powiedzą więcej o możliwości organizacji kolonii i obozów.

Moje córki są smutne, że nie pojadą na obóz harcerski, który już został oficjalnie odwołany. Jaki wakacyjny wypoczynek możemy zaproponować naszym dzieciom? Przecież po tym zamknięciu i trudach nauki zdalnej będą podwójnie potrzebować naładowania baterii.

Dokładnie tak. Dzieci potrzebują ruchu, słońca, zabaw, bycia w naturze, kontaktów z rówieśnikami.

Z tego co widzę bardzo dużo biur i różnych organizacji proponuje półkolonie. Każdego dnia pojawiają się nowe oferty. Może to będzie dobre rozwiązanie i alternatywa dla kolonii i obozu. Na dzień dzisiejszy nie mamy jeszcze 100% zgody na organizację takiego typu zajęć, jednak myślę, że to się na dniach zmieni i zostanie uwolniona turystyka krajowa, a co za tym idzie możliwość organizowania wypoczynku w kraju.

Czyli stawiamy na wypoczynek w gronie rodziny?

Zdecydowanie tak. Ja własnie takie wyjazdy proponuję. Mamy świetne bazy noclegowe w Zieleńcu, Bieszczadach i nad jeziorem w województwie wielkopolskim. Małe, kameralne pensjonaty i domki. Dostępne w danym terminie tylko dla naszej grupy. Oferujemy nocleg z wyżywieniem i dodatkowo atrakcje dla dzieci. Organizuję leśne wakacje, gdzie dzieci będą przebywały na świeżym powietrzu, a rodzice będą mogli się relaksować i wypoczywać.

Przeczytaj także: Wakacje z dziadkami – o czym warto pamiętać?

Myślę, że to jest super alternatywa dla kolonii i obozów, a dodatkowo wspaniała okazja do rodzinnej, wakacyjnej wyprawy. Czekam tylko jeszcze na decyzję o zniesieniu zakazu zgromadzeń. Wtedy dzieci będą mogły się swobodnie bawić, a my organizować im fantastyczne zajęcia.

Z tego co widzę wiele miejsc noclegowych również wzbogaca swoją ofertę o różnego typu atrakcje dla dzieci.

Trzeba szukać i pytać w obiektach noclegowych czy mają jakieś wakacyjne pakiety. Trzeba też na bieżąco śledzić informację odnośnie organizacji usług w hotelach, pensjonatach, agroturystykach, żeby finalnie nie okazało się, że dzieci muszą zachowywać od siebie odległość 2 metrów lub więcej. Wtedy takie wakacje znowu będą dla nich katorgą.

Wszyscy z branży mamy nadzieję, że do połowy czerwca wszystko będzie jasne i klarowne. Wtedy też będzie można już oferować bez problemów nasze rodzinne wakacje, czy inne atrakcje dla dzieci.

Jak jeszcze myśleć o wyjazdach wakacyjnych. Co proponujesz?

Kolejnym pomysłem jest po prostu zorganizowanie samemu wakacji dla siebie i swojej rodziny. Ja robię to co weekend 🙂 Na razie jeździmy po okolicy i korzystamy z lokalnego piękna. Nasza córeczka uwielbia każdy wyjazd, wycieczkę czy wyprawę. Na pewno ciekawiej by było dla niej, gdyby były dzieci, więc robimy co możemy, żeby nasze wprawy były też ciekawe.

Znowu odniosę się do swojej działalności, bo mam znowu propozycję dla rodzin. Wczoraj ruszyłam z nową inicjatywą w moim biurze: Projekt Twoja Podróż (warto polubić na facebooku). Chcę proponować rodzinom gotowe pakiety zwiedzania polskich miast.

Znam fantastycznych przewodników, z którymi przygotowujemy obecnie taką ofertę. Będzie nocleg, wyżywienie, zwiedzanie z przewodnikiem, plan na samodzielne zwiedzanie, polecenie atrakcji, rezerwacja biletów wstępu, w niektórych ofertach będzie też rodzinna gra terenowa. Myślę, że warto skorzystać z tej oferty, albo też samemu lub z pomocą dziecka ułożyć plan takiego wyjazdu.

Dla tych, którzy nie mają dziadków / rodziny w innym mieście – jak spędzić czas bez wyjeżdżania ze swojej miejscowości? 

Jeśli otworzą się lokalne atrakcje i biura czy inne organizacje będą mogły prowadzić półkolonie lub różnego typu zajęcia, to będziemy mieli mnóstwo możliwości. Myślę, że pomysłów i ofert będzie o wiele więcej niż rok temu. Jednak tak jak w wielu innych kwestiach czekamy na rozporządzenia i decyzje. Gorzej na pewno będzie jeśli wszystko będzie funkcjonowało tak jak teraz. Wtedy w mieście nie będzie za wiele możliwości.

Justyna, uchyl rąbka tajemnicy i powiedz dokąd warto wybrać się w Polsce, żeby nie natrafić na tłumy i trochę odpocząć?

🙂 To dobre pytanie, ale znam na nie odpowiedź, ponieważ sama dużo podróżuję po Polsce, unikam tłumów i lubię odpoczywać z dala od miejskiego hałasu.

Najlepszą moją radą jest to, żeby najpierw znaleźć najbardziej popularne, turystyczne miejsca w Polsce i zdecydować, że do nich nie pojedziemy. Nawet na Mazurach czy w Bieszczadach są miejscowości mniej uczęszczane.

Kolejną moją radą jest to, żeby podróżować w tygodniu, nie podczas weekendu. To moja sprawdzona metoda. Wiele osób wyjeżdża na krótki weekend i wtedy prawie wszędzie są tłumy turystów. Wielokrotnie zaczynałam swoje wyprawy w niedzielę, a w poniedziałek rano w wielu miejscach nikogo nie ma.

Jeśli chodzi o Polskę zdecydowanie polecam:

  • województwo lubuskie
  • Pojezierze Drawskie
  • województwo lubelskie
  • Zachodnią Małopolskę
  • województwo wielkopolskie z pięknymi jeziorami

Czy możemy się spodziewać wzrostu cen wypoczynku w Polsce, w związku z tym, że będziemy wypoczywać tylko w Polsce? 

W tej kwestii pojawiają się również różne opinie. Z jednej strony uzasadniony byłby wzrost cen – cała branża turystyczna nie funkcjonuje od połowy marca i niestety nie wiadomo kiedy na dobre zacznie działać. Z drugiej też strony może będziemy obserwować walkę o klienta. Teraz każdy będzie chciał żeby to właśnie ludzie korzystali z jego usług.

Na razie przyznam, że nie widzę drastycznych podwyżek w branży turystycznej, jednak nie wiemy też jaką strategię przyjmą zagraniczni kontrahenci (jeśli otworzą granice): linie lotnicze, hotele, restauracje czy inne miejsca noclegowe. Czas pokaże. Na chwilę obecną np. bilety lotnicze oferowane przez tanie linie lotnicze mają korzystne ceny, z których warto korzystać.

Jak Ty sobie radzisz w tym czasie – Twoje biuro podróży praktycznie z dnia na dzień musiało zawiesić działalność – co robisz i co planujesz na najbliższe miesiące? 

Nie zawiesiłam działalności. Moje biuro podróży nadal funkcjonuje, a ja pracuję. Oczywiście nie wykonuję żadnych wyjazdów na ten moment. Jednak przygotowuję nową strategię i ofertę na najbliższe miesiące.

Przyznam, że jako właścicielka biura podróży jestem w dość trudnej sytuacji. Musiałam odwołać większość wyjazdów zaplanowanych na ten rok. Wszystkie wpłacone przez klientów pieniądze jestem zobowiązana zwrócić. Spora część pieniędzy jest u moich krajowych i zagranicznych kontrahentów, którzy nie śpieszą się z ich oddawaniem.

Większość mojej obecnej pracy to korespondencja z klientami i zagranicznymi kontrahentami. Najtrudniejsze w tej całej sytuacji jest to, że wciąż nie wiem czy uda mi się zorganizować jakikolwiek zagraniczny wyjazd w tym roku. Sprawdzam informacje z kraju i ze świata. Sytuacja zmienia z dość dynamicznie, jednak uwolnienie turystyki jest chyba na samym końcu listy odmrażania gospodarki.

Całe szczęście jestem współczesną kobietą renesansu 🙂 ( tak kilka razy nazwali mnie klienci). Mam w głowie sporo pomysłów i energii. W międzyczasie otworzyłam nową usługę, o której wcześniej wspominała: Projekt Twoja Podróż, zrealizowałam podróż kulinarną on-line w postaci kursu gotowania, zaczynam działać lokalnie, przygotowuje oferty wakacyjne, pracuję jeszcze nad jednym wielkim projektem. Co będzie dalej… zobaczymy. Na razie się nie poddaję, idę za głosem serca, za swoją pasją i za tym co kocham w życiu najbardziej.

Dziękuję Ci za rozmowę!

Zdjęcia: Storyblocks, prywatna galeria Justyny Wiśniewskiej

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.

Mama mamie…wilkiem, a raczej wilczycą?

Kiedy dopada nas jakiś kryzys, trudny czas, potrzebujemy empatii, zrozumienia i wsparcia. A czy my w takich sytuacjach jesteśmy dla innych oparciem? Czy choć w części jesteśmy w stanie zrozumieć innych, czy może łatwiej jest nam oceniać? Przeczytaj!
  • Anna Łabno - Kucharska - 27/05/2020
piękna młoda kobieta

Ostatnio dopadła mnie (i to dosłownie) refleksja. Zauważyłam, że w czasie kwarantanny powstało nowe zjawisko w „internetach”. Było już ocenianie kobiet i decydowanie czy ktoś jest dobrą mamą na podstawie tego, czy: któraś z nich urodziła siłami natury, czy poprzez cesarskie cięcie, czy karmi piersią czy mieszanką, czy wraca do aktywności zawodowej po „urlopie” macierzyńskim, czy decyduje się zostać dłużej z dziećmi.

Teraz surowej ocenie podlega to, czy jakaś mama ośmieli się ponarzekać i napisać, że jest jej trudno połączyć rolę mamy, nauczycielki, opiekunki, lekarki, kucharski, świetnej i efektywnej pracowniczki, dobrej żony, wspaniałej przyjaciółki i … długo by jeszcze wymieniać. Również pod postami na naszym fanpage’u zaczęły pojawiać się bardzo oceniające i krzywdzące opinie. Na początku czytając komentarze było mi przykro, ale szybko ten stan zmienił się w złość. Ba! Powiedzieć, że byłam wkurzona to zdecydowanie za mało. Mama mamie… przysłowiową wilczycą?!

Każda sytuacja jest inna

Rozumiem, że nie wszystkie mamy są aktualnie aktywne zawodowo (z różnych powodów). Część mam pracuje zdecydowanie więcej – zarówno zawodowo (często zdalnie), jak i realizując obowiązki domowe.
Rozumiem, że część mam przebywa całe dni (albo i tygodnie) z dziećmi, bez wsparcia męża, partnera, rodziny, opiekunki.

Rozumiem, że nie dla wszystkich sytuacja zamknięcia i odizolowania jest trudna. Ja też cieszę się, że mam więcej czasu dla rodziny. Co nie zmienia faktu, że wolałabym spędzać ten czas na przykład nad Bałtykiem. I nie oszukujmy się – nie każdą sekundę spędziłabym z nimi nad tym morzem.

Przeczytaj też: Jak naładować swoje wewnętrzne baterie, nie tylko w czasach koronawirusa

Czego nie rozumiem?

Oceniania, pokazywania swojej wyższości i wspaniałości oraz stwierdzeń w stylu „jeśli ja połączyłam pracę zdalną i opiekę nad dzieckiem, to każda matka może”; „nienormalne jest to, że mama mówi, że ma dość ciągłego siedzenia z dziećmi”; „jak można nie chcieć patrzeć jak dziecko się rozwija i wspólnie wymyślać kreatywnych zabaw? Co to za matka?”. I długo by jeszcze wymieniać.

Po pierwsze – praca zdalna pracy zdalnej nie jest równa. Niektórzy online piszą teksty, inni nagrywają nowe podcasty lub kursy. Jeszcze inni piszą kody, a jeszcze inni mają kilka rozmów z ważnymi klientami.

Po drugie – wyobrażam sobie, że na przykład 4 osobowa rodzina zamknięta na 45 metrach w bloku, z 2 komputerami, które mają służyć w tym samym czasie do pracy i do nauki po prostu ma siebie serdecznie dość.

Po trzecie – zdecydowanie widzę oczyma swojej wyobraźni mamy małych dzieci, które w pocie czoła przeszukują internet. Tylko po to, aby znaleźć mega kreatywne i rozwojowe zabawy. Przygotowują wszystkie składniki, tworzą i zachęcają do kreatywności swoje dzieci a one…po 3 minutach zachwytu chcą robić coś innego.

I tak, zdecydowanie rozumiem to, że żeby się umyć, przygotować coś do jedzenia lub w spokoju usiąść na 5 minut, włącza się Świnkę Peppę i to niekoniecznie w języku angielskim, żeby „dziecko obyło się z językiem”.

Mamo pamiętaj, jeśli…

  • jesteś zmęczona,
  • nie masz ochoty na kolejną kreatywną zabawę,
  • nie masz siły być efektywną pracowniczką, najlepszą nauczycielką dla swoich dzieci oraz kucharką rodem z restauracji z wszelkimi, możliwymi gwiazdkami Michelin,
  • masz ochotę krzyczeć i płakać.

To wszystko – Nie czyni z Ciebie złej mamy!

  • to nie znaczy, że nie kochasz swoich dzieci!
  • to nie znaczy, że jesteś beznadziejna i do niczego się nie nadajesz!

To oznacza, że jesteś w sytuacji, której jeszcze kilka tygodni temu nikt się nie spodziewał!

W sytuacji, w której dostosowujemy się do nowych warunków, ale jesteśmy zmęczeni niepewnością. Boimy się o zdrowie i życie naszych bliskich.
Jeśli sobie świetnie radzisz w tym dziwnym czasie, to wspaniale. Jeśli odkrywasz w sobie nowe talenty związane z zarządzaniem wszelakim, dziel się swoją wiedzą i wskazówkami z innymi! Podpowiadaj, co się u Ciebie sprawdza.

Ale miej też świadomość, że jeśli coś działa u Ciebie, nie koniecznie będzie działać w innej rodzinie. Mama mamie też może pomóc!

Przeczytaj także: Jak mieć więcej czasu dla siebie?

Bądźmy dla siebie dobre

Nikt z nas nie wie w jakiej sytuacji jest ta druga osoba. Co już przeżyła. Czy jej „internetowe narzekanie”, to jedyna chwila odskoczni. A może mechanizm obronny, albo takie wołanie o wsparcie i pomoc?

Przeczytaj także: Dbanie o siebie zaczyna się w głowie

Bądź też dobra dla siebie.

Doceń siebie – nawet małymi gestami czy wzmacniającymi myślami.
Głęboko wierzę właśnie w te drobne gesty. A także w to, że warto zastanowić się dwa lub nawet trzy razy zanim się coś napisze lub powie. I nie, nie oznacza to naruszania wolności słowa. 😉

I na koniec zostawiam Cię z fragmentem piosenki mojego ulubionego zespołu:

Depeche Mode – „Walking in my shoes”:

„Now I’m not looking for absolution
Forgiveness for the things I do
But before you come to any conclusions
Try walking in my shoes
Try walking in my shoes”

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Anna Łabno - Kucharska
Jestem mamą mądrej indywidualistki. Posiadam doświadczenie w koordynacji projektów, prowadzeniu szkoleń oraz doradztwa. Uwielbiam spędzać czas z rodziną, podróżować, czytać książki i celebrować picie kawy. W "wolnym" czasie wspieram osoby chore onkologicznie.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail