Czego szukasz

7 organizacyjnych trików dla pracującej mamy

Być pracującą mamą to jakby mieć trzy pełne etaty, bez porządnej przerwy na lunch. Musisz być wszędzie, najlepiej jednocześnie i zawsze w pełnej gotowości. Pomimo że pracujemy zawodowo, obowiązki związane z domem i z dziećmi są, były i będą. Możemy na nie narzekać i się nad nimi rozczulać. Możemy też wziąć sprawy w swoje ręce i poszukać sposobów, które ułatwią nam życie.

Gosia Hajnysz - zorganizowana mama

Znam sprawę od podszewki. I wiem, że gdyby nie Ty i ja, aż strach pomyśleć, co poczęłyby nasze rodziny. Z jednej strony niezaprzeczalnie jesteśmy wszechogarniającymi istotami i chwała nam za to. Ale z drugiej –każda z nas wie, że wcale nie jest to proste zadanie.

Przygotowałam dla Ciebie listę niezawodnych tricków, które na przestrzeni ostatnich lat pomagały mi nad wszystkim zapanować, pozwalały mi spędzać więcej czasu z rodziną i mniej zaprzątać sobie i wszystkim głowę.

1. Nie bój się łatki dziwaka – planuj posiłki

Przestrzeganie tej zasady stanowi jeden z fundamentów do spokojniejszego życia każdej mamy. Rodzina jeść musi. I o ile Twoja druga połówka nie przejęła obowiązku gotowania lub nie jesteś miłośniczką pichcenia i nie przeszkadza Ci stanie w kuchni, to jakoś te posiłki organizować trzeba.

Do wyboru mamy dwie opcje:

Możemy podążać za codziennymi zachciankami i jadać to, na co aktualnie mamy ochotę. Przy okazji będziemy tracić czas na codzienne zakupy, myślenie o przepisach, szperanie w Internecie itp.

Możemy także planować posiłki na cały tydzień. Tym samym raz obmyślamy plan, raz wybieramy się do sklepu i raz zaprzątamy sobie tym głowę.

Z początku planowanie posiłków na cały tydzień przerażało mnie i całą moją rodzinę. Gdy pytałam męża w sobotę, co chciałby jeść na obiad w kolejny piątek, patrzył na mnie, jakbym postradała zmysły.

Ja natomiast czułam się jak fanatyczka planowania, która wpadła we własne sidła. Ale z czasem wszyscy przywykliśmy i obecnie nie stanowi to dla nas większego problemu.

Może to wszystko brzmi nieco dziwacznie i może się wydawać, że taki system odbiera nam przyjemność jaka płynie z jedzenia. Jednak trzeba pamiętać, że w życiu zawsze coś dzieje się kosztem czegoś.

Mam wybór albo zrobić jadłospis i gotować to, co jest w grafiku, a co za tym idzie – mieć więcej czasu na wszystko i dla wszystkich, albo codziennie zastanawiać się, co dziś na obiad.

Tym samym tracę cenny czas po pracy, który dla mnie i mojej rodziny jest na wagę złota. Wszytko zależy od Waszego podejścia i wyboru tego, co dla Was najważniejsze.

2. Nie szwendaj się po sklepach – zakupy rób raz w tygodniu

Jeżeli zdecydujecie się planować posiłki, nie ma nic, co bardziej ułatwia życie jak robienie zakupów raz w tygodniu. Połączenie tych dwóch zasad było dla mnie kamieniem milowym w domowej organizacji. Dziś najpierw planuję posiłki na cały tydzień, a następnie robię odpowiednie zakupy. Dzięki temu:

  • wydaję mniej, bo kupując raz w tygodniu, nie chadzam spontanicznie do sklepów 😉
  • oszczędzam czas, bo każda wizyta w supermarkecie trwa minimum pół godziny,
  • zachowuję energię, bo zamiast krzątać się między sklepowymi półkami, mogę zrobić coś pożyteczniejszego dla siebie i swoich bliskich.

Jeśli chciałabyś zacząć, pamiętaj, że najważniejszy jest plan jedzeniowy na tydzień i orientacyjne ilości.

Przy pierwszych kilku razach możesz doświadczyć sytuacji, w których popsują Ci się jakieś produkty lub czegoś Ci zabraknie i trzeba będzie jeszcze dokupić. To zupełnie normalne.

Dopracowanie takiego systemu wymaga czasu. Nic nie dzieje się od razu. Ważne jest, żeby się nie zniechęcać i szukać własnego optymalnego sposobu.

3. Wieczorem myśl o jutrze – czyli bądź gotowa na kolejny dzień

Gdy będziemy mieć pod kontrolą posiłki i zapasy w lodówce, przyszedł czas na kolejny trick, który zapewni spokój ducha od samego rana.

Czy przeżyłaś kiedyś poranek, podczas którego:

  • wszyscy latacie po domu jak kot z pęcherzem,
  • dzieci nie mogą znaleźć skarpetek i, o zgrozo, koszulki z Elsą czy ze Spidermanem,
  • w pośpiechu prasowałaś swoją koszulę, jednocześnie szykując śniadanie?

Takie sytuacje zdarzały się u nas na co dzień. Wszyscy od rana byliśmy poddenerwowani, a w domu panowała napięta atmosfera. Brakowało tylko zapalnika w postaci niespakowanego plecaka czy braku czystych spodni, aby rozpętała się prawdziwa burza.

Postanowiliśmy to zmienić. Okazało się, że cały sukces spokojnego poranka tkwił w wieczornym szykowaniu się na kolejny dzień.

Im mniej rzeczy na liście o poranku, tym większa szansa, że każdy wyjdzie z domu z uśmiechem na twarzy i dotrze tam, gdzie trzeba, o czasie.

Aby rano lista była krótsza, trzeba się za nią zabrać już wieczorem. Pomyśl o tym, co możecie przygotować z wyprzedzeniem. Mogą to być ubrania, zeszyty do szkoły, torba do pracy, produkty na śniadanie. Cokolwiek, co jest newralgiczne o poranku.

U nas wieczorem szykujemy ubrania, plecak Ignasia, ubrania na zmianę dla Julii do żłobka, a czasem nawet kroimy owoce do owsianki, żeby szybciej rano przygotować śniadanie.

Wieczorne szykowanie zajmuje nam raptem 15–20 minut, a efekt, jaki odczuwamy następnego dnia, jest po prostu nie do opisania 😉

4. Bądź menadżerem w swoim domu – deleguj obowiązki

Chcesz być dobrze zorganizowana – deleguj. Powiedz innym, co mają zrobić i będziesz mieć wiele problemów z głowy 😉

Ale tak na poważnie. Nie wiem, dlaczego, ale mam wrażenie, że skoro czytasz ten artykuł, to pewnie większość domowych spraw ciąży właśnie na Tobie.

I tak samo jest u mnie, pomimo że mój mąż bardzo czynnie uczestniczy w obowiązkach, to i tak ja muszę mu je zorganizować. Zapewne wiesz, o czym mówię 😉

Po pierwsze, jeśli chcesz, żeby mąż i dzieci bardziej się zaangażowały, musisz im o tym powiedzieć i wskazać palcem. Inaczej nie masz co liczyć, że ktoś sam na to wpadnie.

Po drugie, nie proś ich o pomoc, tylko porozmawiajcie o współpracy w rodzinie. Wtedy przekaz nabierze większego znaczenia dla wszystkich i jest spora szansa, że zaangażowanie domowników wzrośnie.

Ustalcie wspólnie, jakie konkretnie obowiązki należą do Ciebie, a jakie do męża i dzieci. Transparentność i klarowny przekaz stanowią klucz do sukcesu. Pamiętaj, jesteście rodziną i musicie dbać razem, aby dobrze funkcjonowała.

Do standardowych obowiązków mojego męża należy np. szykowanie śniadań, wynoszenie śmieci, ładowanie zmywarki.

Ja zajmuję się ogólnym porządkiem w domu, obiadokolacjami i zakupami. Dzieci dbają o własną przestrzeń, a także uczestniczą w szykowaniu posiłków i nakrywaniu do stołu.

Każdy zna swój zakres zadań i się z niego „w miarę” wywiązuje. A mnie niesamowicie ułatwia to życie.

5. Zrobione? Odhacz, czyli twórz checklisty dla każdego

Czasem zastanawiam się, co poczęłaby moja rodzina, gdyby nie ja i wszechobecne checklisty. Znajdziesz je w każdym zakątku naszego domu. Występują w różnych miejscach pod różnymi postaciami. Najwięcej z nich dotyczy dzieci 😉 Z niektórych z nich korzystają same, inne służą nam jako „przypominajki”.

Ignaś ma np. codzienną checklistę w postaci kart Rutynek sprawdzającą, czy wykonał wszystkie poranne, popołudniowe i wieczorne obowiązki. Tym sposobem „w miarę” samodzielnie zabiera się za ubieranie, sprzątanie pokoju czy ścielenie łóżka.

Na jego szafie w pokoju wisi spis rzeczy potrzebnych na basen. A na drzwiach wyjściowych spis wszystkiego, co powinno przed wyjściem znaleźć się w plecaku.

Dla nas, rodziców, przygotowałam np. listy z lekarstwami lub listy wyjazdowe z rzeczami niezbędnymi przy każdej podróży.

Checklisty pozwalają nam szybko i bez większego wysiłku sprawdzić, czy wszystko, co potrzebne, jest zrobione lub zabrane.

Nie musimy się za każdym razem głowić nad tym, co jeszcze, dopytywać dzieci setki razy, czy zrobiły to czy tamto lub wydzwaniać do siebie w sprawie wieczornych witamin. Po prostu sprawdzamy to, co wcześniej spisaliśmy. Et voilá, zaoszczędziliśmy czas i energię (mamy – w szczególności) 🙂

6. Nie trać czasu na sprzątanie, czyli rób to szybko i z głową

Sprzątanie często spędzało mi sen z powiek, kiedy na świecie pojawiły się moje dzieci. Lubię porządek, ale jego utrzymanie przy dwójce szkrabów to niekiedy syzyfowa praca. Wkładasz w to mnóstwo wysiłku, a za chwile i tak nie widać efektów. Wiesz, o czym mówię, prawda?

Przyjęłam więc trzy bardzo ważne zasady:

  1. Odpuściłam i już nie przejmuję się tak bardzo. To dla mnie dość duże osiągnięcie, bo kiedyś potrafiłam podnosić każdy paproch z podłogi. Dziś po prostu zamykam oczy, przechodzę obok niego obojętnie i każę mu czekać na swoja kolej 😉
  2. Nie sprzątam wszystkiego jednego dnia, tylko każdego dnia po trochu. System sprzątania jednego pomieszczenia dziennie sprawdza się u mnie rewelacyjnie. Zajmuje mi to mniej więcej 20–30 minut. Włączam muzykę i łączę to z tanecznym minitreningiem. Nie zdążę się zmęczyć i zniechęcić, a coś z listy jest już odhaczone.
  3. Nie lubię budzić się w bałaganie, dlatego wieczorem poświęcam razem z mężem ok 15 min na ogólne uprzątniecie domu. Sprzątamy po kolacji, roznosimy porozrzucane rzeczy po pokojach i rozwieszamy pranie.

Przy punkcie 2 i 3 ważne jest, żeby pilnować czasu. Wiesz, jak to jest – zawsze jest coś jeszcze do zrobienia i łatwo jest przekroczyć założony czas.

Możesz nastawić sobie budzik lub puszczać kilka utworów, w trakcie których powinnaś skończyć sprzątanie. Pamiętaj, są ważniejsze sprawy w życiu pracującej mamy niż lśniący dom. Czasem lepiej się wyspać lub po prostu poczytać książkę.

7. Oczyszczaj umysł – planuj i spisuj

Każda mama na co dzień ogarnia milion spraw związanych z dziećmi i z domem. Gdy dodamy do tego jeszcze obowiązki zawodowe, to w głowie może nam się nieźle zagotować.

Dlatego tak ważne jest, aby wyrzucać z nich wszystko, co tylko możliwe. Zapisywać na kartce, w planerze, kalendarzu czy aplikacji. Nie ma większego znaczenia, gdzie, ważne, żeby spisać, zapomnieć i wrócić do notatek, kiedy jest na to odpowiedni czas.

Jeśli przypomni Ci się wieczorem jakaś sprawa do załatwienia w pracy – zanotuj ją na kartce i wróć do niej następnego dnia, jak będziesz w biurze. Jeśli w pracy przypomni Ci się, że nie masz w lodówce mleka – wrzuć to na listę zakupów i wyjmuj ją, jak będziesz w sklepie.

Najgorsze, co możesz zrobić, to mielić w głowie wszystkie najdrobniejsze zadania i cały czas wracać do nich myślami. Tym sposobem utrudniasz sobie skupienie się na danej chwili i na danym zadaniu. Jesteś bardziej rozproszona i tracisz niepotrzebnie energię.

Dodatkowo, dopóki nie spiszesz, nie zobaczysz, ile rzeczywiście jest do zrobienia. Trzymanie wszystkiego w głowie sprawia, że czasem nawet najdrobniejsze sprawy nabierają wielkiej rangi i przytłaczają.

Ja obecnie nie ruszam się z domu bez planera i aplikacji do zadań, a cała moja kuchnia poobklejana jest kalendarzami i tablicami do notowania;). Może nie jest to najładniejsza dekoracja domu, ale gwarantuje spokojną głowę 🙂

Gdy wracałam do pracy po urodzeniu pierwszego dziecka, byłam pełna nadziei, że połączenie kariery zawodowej i macierzyństwa to nic wielkiego. Już pierwsze miesiące dały mi do zrozumienia, że grubo się myliłam.

Moje dni od świtu do nocy wypełnione były zadaniami, a ja miałam poczucie, że wciąż robię za mało. Nie chciałam, żeby moje życie kręciło się jedynie wokół codziennych obowiązków. Wiedziałam też, że przed nimi nie ucieknę. Sfrustrowana całą tą sytuacją, zaczęłam szukać sposobów, które pomogą mi w codziennej organizacji, odciążą i pozwolą cieszyć się czasem wolnym z rodziną. Może chcesz poznać ich więcej?

A czy Ty masz jakieś sposoby, które na co dzień ułatwiają Ci życie?

Zdjęcie: archiwum autorki

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Autorka kart Rutynek. Pomaga zabieganym mamom ułatwić sobie życie. Zapanować nad codziennym chaosem i nadmiarem piętrzących się obowiązków. Tworzy UŁATWIACZE CODZIENNOŚCI, które usprawniają domowo-rodzinną organizację i sprawiają, że wszystko staje się choć trochę łatwiejsze. (Blog - www.latwiejszezyciemam.pl, Rutynek)
Podyskutuj

Edukacja zdalna Cię przytłacza? Sprawdź jak możemy Ci pomóc!

Chyba większość rodziców czuje się już przytłoczona nauką zdalną. Czy Ty też potrzebujesz odpocząć od edukacji domowej? Przeczytaj, co nam pomaga przetrwać ten trudny czas i zadbaj też o siebie!

Jak sobie radzisz po ponad roku pandemii?
Czy tak jak ja wypatrujesz końca tej ciągłej niepewności, nauki i pracy zdalnej? Żeby wreszcie skończył się ten czas i dzieci wróciły do szkoły? Do rówieśników i spotkań offline?

A może się cieszysz, bo dzięki temu, że jesteście w domu, czujesz się bezpieczniej? I właśnie praca w domu odkryła przed Tobą swoje uroki?

Szkoła w czasie pandemii

Przyznaję, że dla mnie najtrudniejsza w tej całej pandemii jest właśnie edukacja zdalna. Na szczęście jesteśmy zdrowi i nikt z naszych bliskich nie zachorował. Na szczęście. Ale myśl o zdalnej szkole skutecznie burzy mój spokój. Moje córki są już zmęczone, marzą o otwarciu szkół (no dobra, tylko starsza chciałaby, żeby wróciły normalne lekcje) i coraz trudniej wykrzesać im w sobie entuzjazm i motywację. Ja też jestem zmęczona pomaganiem w nauce, drukowaniem zadań, odsyłaniem zadań i sprawdzaniem i tłumaczeniem.

I choć dla własnego spokoju można powiedzieć, że pogodziliśmy się z tym jak wygląda teraz nasza codzienność, to jednak wciąż zastanawiam się czy dzieci wrócą do szkół w tym roku szkolnym. Może te najmłodsze tak. Niestety nie będzie to dotyczyło moich córek.

Trochę dodają mi optymizmu i pomagają złapać oddech, rozmowy takie jak ta z Marzeną Żylińską. Może dla Ciebie też będzie ona wspierająca?

Co sprawdza się lub sprawdzało się na początku nauki zdalnej?

Zdalna pomoc innych członków rodziny. Lekcje matematyki z Dziadkami, angielski z Ciocią – każdy dodatkowy „Nauczyciel” to nowe pokłady cierpliwości, inne spojrzenie i sposób tłumaczenia oraz uwolnienie mojego czasu na inne zadania.

Coraz trudniej jest wytrzymać w domu, przed ekranem komputera. Zwłaszcza gdy za oknem świeci słońce, a wiosna przypomina, że wkrótce to to ona rozgości się na dobre. W tych najcieplejszych dniach pewnie znowu jeszcze trudniej będzie się skupić. Zwłaszcza, że większość naszych dzieci uczy się zdalnie od października.

Rok temu zrobiłyśmy live pt: Jak przeżyć ostatni miesiąc w szkole i wspierać dzieci w nauce?
Naszym gościem – ekspertem była Elżbieta Manthey z portalu Juniorowo.
Podczas live Ewa pytała o to:

  • jak zachęcać dzieci do nauki?
  • w jaki sposób pomagać pokonywać trudności w nauce?
  • jak wspierać nastolatka, który nie chce współpracować?
  • w jaki sposób mówić do dzieci, żeby chciały się uczyć?
  • co zrobić gdy nie potrafimy pomóc dziecku w nauce?
  • co jeśli nie każdy rodzic ma kompetencje, cierpliwość żeby pomóc swojemu dziecku?
  • czy odpuszczać i jak radzić sobie potem z zaległościami?

Mam nadzieję, że ten temat live przyda się także Tobie, dlatego koniecznie odsłuchaj nagrania.

Zmiany w życiu

Czas izolacji to też dla wielu z nas zmiany w codziennym funkcjonowaniu, ważne zmiany – może więcej uważności dla dzieci czy partnera, może więcej docenienia tego co mamy, może trudna utrata pracy albo inne przykre wydarzenie. I mocne postanowienie, że jak tylko wszystko wróci do normy to:…. A tymczasem wiele zmian można wprowadzić tu i teraz. Zadbać o swoje zdrowie, relację z dziećmi, mężem, czy wymyślić nowy biznes albo zdobyć nowe kompetencje.

Przeczytaj też: O co powinnaś zadbać po 20-tce, 30-tce i 40-tce?

Ładuj też swoje baterie

Ważnym jest, aby w tym trudnym dla nas wszystkich czasie wspierać dzieci, ale zdecydowanie nie możemy zapominać o sobie. Dobrze jest znaleźć coś, co pozwoli nam odpocząć i naładować baterie. Specjalnie dla naszych czytelniczek zrobiłyśmy bezpłatny webinar z psycholożką Anią Gut – Gofroń pt. „Jak naładować swoje wewnętrzne baterie, nie tylko w czasach koronawirusa”. Może znajdziesz tam inspirację dla siebie?

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.

381 dni pandemii: jak dziś radzą sobie pracujące mamy?

Kiedy w styczniu 2020 roku zaczęto wspominać o niebezpiecznym wirusie, który pojawił się „gdzieś w Chinach”, nie poświęcały sprawie szczególnej uwagi – jak zresztą większość z nas. Miały na głowie pracę, dzieci, dom, a w wolnych chwilach planowały wakacje, rezerwowały miejsca w restauracji na spotkania z przyjaciółmi albo szukały kreacji na zbliżające się imprezy. Ot, zwykłe życie, za którym wszystkie już bardzo tęsknią. One, czyli trzy „zwykłe” kobiety, kobiety takie jak Ty. Starające się godzić rolę mamy, żony, pracownika albo właściciela firmy. Jak radzą sobie po roku?
mama z córką na górskim szlaku

381 dni pandemii: jak dziś radzą sobie pracujące mamy?

Oto trzy historie trzech mam. Ich refleksje, garść doświadczeń i wspomnień ubranych w słowa i podsumowujących 381 dni pandemii. Tyle właśnie mija od ogłoszenia pierwszego lockdownu w Polsce. Czy zdołały się przyzwyczaić, czy czekają na powrót „normalności”, którą wcześniej znały? Czy można się pogodzić z taką rzeczywistością, czy ich codzienność opiera się na czekaniu aż to wszystko się skończy?

Zapytałyśmy o to Kamillę, Magdę i Martę. A jaka jest Twoja historia? Może chcesz nam ją opowiedzieć?

Kamilla, mama dwóch córek, rejestratorka medyczna: „Czas pandemii zdecydowanie nie jest moim sprzymierzeńcem”


Kamilla, jakie było Twoje życie przed pandemią?

Kamilla: Krótko mówiąc: cudowne i wspaniałe, choć wcześniej tak tego nie postrzegałam. Jak pewnie każdy z nas miałam różne zastrzeżenia do własnego trybu życia, w efekcie czego na początku ubiegłego roku postanowiłam, że zmienię pracę. Na przełomie lutego i marca zakończyłam współpracę z firmą z branży medycznej, w której pracowałam kilka lat.

Nastawiłam się na zmiany, na coś nowego, na nowe doświadczenia i możliwości. Ale najpierw chciałam odetchnąć. Wspólnie z mężem postanowiliśmy, że do nowej pracy pójdę dopiero po wakacjach, zwłaszcza że trudno byłoby mi wziąć urlop od razu po zatrudnieniu.
To był fantastyczny czas z pięknymi planami: w maju wyjazd z przyjaciółkami do Włoch, w czerwcu romantyczny wypad na Maltę z mężem. Bilety – jak nigdy! kupione już ponad pół roku wcześniej. Planowaliśmy też spędzić trochę czasu z dziećmi nad morzem. Córki z niecierpliwością czekały na wakacyjny obóz sportowy. W perspektywie mieliśmy tyle cudownych wydarzeń!


To właśnie wtedy zarządzono lockdown?

Kamilla: Tak. Nie zdawałam sobie sprawy, że jakiś wirus może wprowadzić w moim życiu taki chaos. Pojawiła się złość, frustracja, rozgoryczenie. Jestem osobą dorosłą, a mimo wszystko bardzo ciężko było pogodzić się z tym, że na nic tak naprawdę nie mam wpływu, nie mogę nic zaplanować i ktoś decyduje za mnie (tu patrz: rząd). Zdawałam sobie rzecz jasna sprawę, że jest to konieczne dla dobra nas wszystkich, ale bardzo trudno było mi to zaakceptować. W mediach przez cały czas podawane były rosnące liczby zachorowań i zgonów na COVID. Cały czas żyliśmy nadzieją, że sytuacja się poprawi i zniosą restrykcje. Tak się jednak nie stało. Nasze plany legły w gruzach.

Co było najtrudniejsze?


Kamilla: Najgorsze z tego wszystkiego było oznajmić dziewczynkom, że obóz się nie odbędzie. Strasznie to przeżyły. Zawody, na które bardzo długo się przygotowywały, też zostały odwołane. Ta sytuacja i cały lockdown wpłynęła niekorzystnie na nasze relacje. Ciągle siedzieliśmy razem w domu. Znudzeni i źli. Nikt ze znajomych, a nawet znajomych naszych znajomych nie chorował na koronawirusa, dlatego niezrozumiałe były dla nas te wszystkie obostrzenia. Jednak pod koniec lata były już pierwsze zachorowania wśród bliskiej rodziny. Nie ukrywam, że pojawił się lekki niepokój. Zaczęłam uświadamiać dobie, że wszystkie zakazy i nakazy zasłaniania ust i nosa są potrzebne. Gdybyśmy nie stosowali się do zaleceń, to może ktoś z nas byłyby już osobą zakażoną.

A jak z pracą? Udało Ci się coś znaleźć w tym trudnym czasie?

Kamilla: Czas pandemii zdecydowanie nie jest moim sprzymierzeńcem, także pod tym kątem. Byłam pewna, że szybko coś znajdę. To jednak nie było wcale takie łatwe, szukałam pracy ponad 3 miesiące. Ofert jak na lekarstwo, bo to był czas redukcji etatów. W końcu dostałam pracę w przychodni, która współpracuje z NFZ, zatrudniłam się jako rejestratorka medyczna. Trochę szalony krok w czasie szalejącej pandemii zatrudniać się właściwie w epicentrum, ale nie żałuję. Ogrom pracy sprawił, że przestałam myśleć o błahych rzeczach dnia codziennego. Skupiłam się w 100% na pracy i na rodzinie. Wiem, że do zupełnej normalności pewnie nigdy już nie wrócimy, ale cierpliwie czekam na moment, kiedy będzie można normalnie podróżować, wyjść ze znajomymi do kina czy na kolację. Bardzo mi tego brakuje.

Marta, mama dwóch synów, psycholog: „Najgorsza jest bezsilność. Ale staram się tworzyć namiastki normalności”

Marta, na jakim etapie życia byłaś, gdy stało się jasne, że mamy do czynienia z epidemią?

Marta: Gdy rok temu pandemia oficjalnie zagościła w życiach ludzi na całym świecie, ja byłam jeszcze w trakcie urlopu macierzyńskiego. Część obostrzeń była dla mnie odczuwalna bardziej, chociażby konieczność pamiętania o noszeniu maseczki, inne były mniej dokuczliwe, bo będąc na urlopie macierzyńskim większość czasu spędzałam i tak z dziećmi w domu, bądź na naszym podwórku. Najtrudniejsze zarówno wtedy, jak i teraz, było dla mnie ograniczenie kontaktu z bliskimi osobami, szczególne odczuwalne w czasie świąt.

A jak wyglądał Twój powrót do pracy?

Marta: Słyszałam o nauczaniu zdalnym, ale pomyślałam, że młoda jestem, na komputerze się znam, więc poradzę sobie, gdy już będzie trzeba. Dlatego przeżyłam mały szok, gdy okazało się, że to wszystko wcale nie jest takie proste. Trudno pomagać i wspomagać uczniów, gdy są oni daleko, gdzieś po drugiej stronie komputera, nie zawsze widoczni czy słyszalni.

Jak sobie radzisz – jako mama, jako pracownik?

Marta: Myślę, że najważniejsze jest, żeby starać się dostosować do zmiany i oswajać lęk, który niestety sytuacja epidemiczna ciągle podsyca. Pierwsza, druga, teraz trzecia fala – to ciągle do nas wraca i końca nie widać. Brak takiej normalności czasem powodował u mnie poczucie bezsilności i braku wpływu na cokolwiek. Jednak po takich trudniejszych momentach łapałam wiatr w żagle i starałam się tworzyć tę normalność: w domu organizowałam wspólne aktywności, np. zabawy w domki z prześcieradeł. Gotowałam obiady, mając dwóch małych pomocników: jeden skrobał marchewkę, a drugi nadzorował moje mieszanie w garnku. Cieszyłam się z zimy, śniegu, sanek, bałwanów. Idealna zima na okres pandemii!

A dzieci? Wpływ pandemii na ich psychikę zauważasz nie tylko w domu, ale i w pracy…

Marta: Myślę, że trudności związane z pandemią częściowo odczuwa mój starszy, czteroletni syn, szczególnie w sytuacjach, gdy nie może jechać ze mną do sklepu lub gdy z powodu kwarantanny nie może zobaczyć się z babcią czy dziadkiem. Ale z drugiej strony widzę, że szybko przyswoił zasady higieny, więc gdy np. pojawimy się w razem kościele czy w sklepie, pierwszy szuka urządzenia do dezynfekcji. Uczy mnie też, że kiedy chcę kichnąć, to muszę przysunąć rękę w okolicy łokcia do nosa. To też są efekty uczęszczania przez niego do przedszkola, bo na szczęście przedszkola były otwarte.

W pracy, kiedy już we wszystko się wdrożyłam, a chwilę mi to zajęło, bo miałam wrażenie, że po urlopie macierzyńskim wracam do pracy jakby z połową mózgu (śmiech), to z chęcią organizowałam spotkania indywidualne z uczniami, oczywiście zachowując wszystkie zasady reżimu sanitarnego. Jednak praca twarzą w twarz ma zupełnie inny, o wiele lepszy charakter….

Ucieszyłam się niezmiernie, gdy klasy 1-3 wróciły do szkół, to był taki trochę powrót do normalności. Uczniowie też się cieszyli. Widać jak trudny jest też dla nich ten okres pandemii, brak kontaktu z rówieśnikami, ciągle zdalne lekcje, zmęczenie komputerem, trudności ze skupieniem.

Szczególnie trudne wydaje się to być dla uczniów klas starszych, którzy już bardzo długo funkcjonują zamknięci w domach. Niestety nie bez wpływu jest to na zdrowie psychiczne dzieci i młodzieży, nierzadko rozluźnienie związane z nauką zdalną, spędzanie lekcji w piżamach w łóżku doprowadza do marazmu, braku chęci do jakichkolwiek aktywności, wyjść z domu, kontaktów nawet telefonicznych z innymi, zamknięcia w sobie i ostatecznie do pojawienia się objawów depresji.

Interesują Cię nasze propozycje dla rodziców?

Zapisz się do newslettera Mamo Pracuj i nie przegap żadnych nowości!

Zapisując się na newsletter, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych na zasadach określonych w polityce prywatności. W każdej chwili zgodę możesz wycofać.


Jak postrzegasz ten trudny rok?

Marta: Myśląc o tym całym roku, dostrzegam całe mnóstwo zmian, do których wiem, że można się dostosować i je oswoić. Jednak jedno towarzyszy mi cały czas – to lęk o zdrowie i życie moich najbliższych. Doświadczyliśmy koronawirusa w najbliższej rodzinie, co przyniosło mnóstwo strachu, niepokoju, bezsilności. Chorują moi bliscy, znajomi i członkowie ich rodzin. Zachorowania z różnym przebiegiem, niektóre bardzo poważne. Niektórym nie udało się wyzdrowieć. Martwię się o rodziców, dzieci.

Jednak pomimo tych niepokojów, będą raczej optymistką. Staram się bardziej doceniać każdy wspólny dzień z moimi bliskimi, znajdować czas dla dzieci, przytulać je i całować, żeby „wyrzucać” w naszych organizmach hormony szczęścia. Z utęsknieniem czekam na cieplejsze dni i wierzę, że wszystko będzie w końcu dobrze.

Magda, matka dwóch córek, właścicielka Pracowni Cukierniczej: „Teraz widzę, co jest w życiu najważniejsze”

Magda, jak oceniasz dziś swoje życie?

Magda: Ogólnie rzecz biorąc, jestem szczęściarą. Mam dwie cudowne córki (prawie 9-letnią Agatę oraz niespełna 6-letnią Zuzkę) i kochanego męża. W tych dziwnych czasach to jest podstawą naszego szczęścia, bo wszystko inne jest zmienne i niepewne.

Wiem jednak, że pandemia uderzyła w Twoje życie zawodowe. Jak się trzyma „Tartaletka”?

Magda: Kiedy wybuchła pandemia, moja firma istniała na rynku zaledwie 1,5 roku. Jej założenie było krokiem milowym w moim życiu. Kobieta po 30-tce, ukończone dwa kierunki studiów, ale zachciało mi się pójść w inną stronę. Otworzyłam Pracownię Cukierniczą. Postawiłam wszystko na jedną kartę i wynajęłam lokal.

Udało się! Zainteresowanie moimi wypiekami było bardzo duże. Niestety wiosenny lockdown wszystko postawił pod znakiem zapytania. Zlecenia nagle zaczęły znikać. Stała współpraca z zaprzyjaźnioną kawiarnią ostatecznie utrzymała się na minimalnym poziomie i tak już mija rok. Mimo niewielkich dochodów mam nadzieję, że kiedyś wszystko wróci do normy. Kocham to co robię i nie wyobrażam sobie innego życia.

A dzieci? Jak sobie radzą?

Magda: Brakuje nam wcześniejszego życia, podróży, wyjść do kina, do restauracji. Dzieci wciąż pytają, kiedy będzie normalnie. Starsza córka tęskni za szkołą. Ja w tym wszystkim widzę jednak jakiś sens. Tak już mam. Teraz widzę, co jest w życiu najważniejsze. Czy naprawdę muszę iść do galerii wydać lekką ręką pieniądze na rzeczy, bez których mogłabym się obejść? Czy tak ważna jest kolejna zabawka dla dzieci? Otóż nie. Najważniejsza jest rodzina i zdrowie. Tego staram się nauczyć moje córki. Spędzamy teraz razem więcej czasu.

Jesienią cała nasza czwórka przeszła zakażenie koronawirusem. Nie było łatwo. Bardzo to przeżyłam – fizycznie i psychicznie. Czas kwarantanny wykorzystaliśmy na bycie razem. Tak po prostu. Ale teraz jesteśmy zdrowi. Nam się udało, ale niestety nie wszystkim naszym bliskim jest dane dalej cieszyć się dobrym zdrowiem, a nawet życiem. Myślę, że pandemia zmieni nas na zawsze. Od nas tylko zależy, jak będzie wyglądał świat, gdy w końcu wirus zniknie.

Zdjęcie główne: Canva

Pozostałe zdjęcia: archiwa prywatne bohaterek wywiadu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Mama, żona, psycholog i redaktor. Spełniona zawodowo dzięki miłości do pisania, szczęśliwa prywatnie dzięki mężowi i dwóm cudownym synom. W krótkim czasie "tylko dla siebie” czyta, szyje… albo znowu pisze.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×