Czego szukasz

W biznesie pomogły mi znane blogerki, a ja to kobiece wsparcie podam dalej

Kiedy urodziłam dziecko zrozumiałam, że równość w pracy nie istnieje. Szukając sposobu na work life balance, założyłam własną firmę. Początki były bardzo trudne. Dopiero dzięki wsparciu znanych kobiet mój biznes ruszył w miejsca. Kobiety, pomagajmy sobie – mówi Agnieszka, przedsiębiorcza mama, założycielka Jadłosfery – i obiecuje, że kiedyś poda dalej dobro, które dostała na starcie od innych.

  • Agnieszka Szynal-Majewska - 23/02/2020
Agnieszka Szynal-Majewska

Zawsze wolałam pracować z mężczyznami

Nieco się to gryzło z moim feministycznym zacięciem, ale takie były fakty i nic nie mogłam na to poradzić. Już w szkole podstawowej czułam, że jest mi po drodze raczej z chłopcami, którzy stawiali na prostotę i logikę.

Skomplikowane rozgrywki wewnątrz dziewczyńskich grup były dla mnie odległe niczym inne galaktyki we wszechświecie. Nie chciałam zostać ani aktorką, ani fryzjerką, jak moje koleżanki, za to wymyśliłam sobie, że cudownie byłoby prowadzić życie detektywa, niczym bohaterowie uwielbianych przeze mnie książek Chmielewskiej i Bahdaja. To były moje początki wchodzenia w męskie buty.

Gdy rozpoczęłam swoją pierwszą pracę wcale, ale to wcale nie zmieniłam zdania. Lubiłam proste dążenie do celu, przy użyciu jak najbardziej optymalnych środków, bez komplikacji i wydawało mi się, że o wiele łatwiej o takowe właśnie wśród mężczyzn. Chciałam pracować w ten sposób.

Parytety? To absolutnie kosmiczny pomysł, myślałam wtedy. Do roboty! Inteligencja w połączeniu z ciężką pracą i dobrym zorganizowaniem wydadzą plony. Żadnych forów! Wszystko osiągniemy same.

Kiedy zostałam mamą zmieniłam punkt widzenia

Bycie matką sprawiło, że nagle moje pielęgnowane wcześniej czule przekonania stanęły na głowie. Już w ciąży musiałam dostosować się do nowej sytuacji. Miałam anemię, przeszłam ciężkie zapalenie oskrzeli, pojawiły się również inne poważniejsze problemy zdrowotne. Znosiłam tę ciążę źle pod każdym względem.

Po urodzeniu syna wcale nie było lżej. Wysoko wrażliwe niemowlę, pomimo że kochane najmocniej jak się tylko da, potrafiło doprowadzić mnie na skraj rozpaczy. Pierwszy raz w życiu zupełnie sobie nie radziłam.

Ogarnęła mnie dzika zazdrość w stosunku do mężczyzn! Znienacka okazało się, że już nie jesteśmy równi, że to my nosimy dzieci w brzuchu i przeżywamy wszystkie związane z tym niedogodności (choć szczęście oczywiście też), że to my je w bólach rodzimy, że to my mamy piersi pełne mleka, którym możemy je wykarmić.

Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia! Dotarło do mnie, że wraz z macierzyństwem nasza równość się kończy. To tu tak naprawdę zaczyna się prawdziwy szklany sufit! Chciałam być z moim dzieckiem najbardziej na świecie, ale nie zmieniało to faktu, że zaczynałam sobie zdawać sprawę jak bardzo wpłynie to na moje życie zawodowe.

Mężczyźni mają łatwiej i lepiej?

Bielmo spadało mi powoli z oczu, również jeśli chodzi o inne sprawy związane z pracą. Odkryłam, że byłam do tej pory w mocno uprzywilejowanej sytuacji, bo prezes firmy, w której przez lata pracowałam nigdy nie faworyzował własnej płci i miał w tej kwestii bezdyskusyjnie równościowe podejście.

Awansowałam na dyrektorskie stanowisko nawet nie dostrzegając szklanego sufitu. Nie taka jednak była nasza polska rzeczywistość. Statystyki były bezlitosne – według Deloitte, w kraju nad Wisłą w 2017 roku, kobiety stanowiły tylko 13% w zarządach firm! Jeśli chodzi o własne firmy, to tylko co trzecia prowadzona jest przez kobietę, a i tak większość z nich to firmy jednoosobowe.

Rozejrzałam się po rodzimej dla mnie branży reklamowej i dostrzegłam, że choć wprawdzie jest sporo kobiet na wyższych stanowiskach, to i tak do równości jeszcze daleko. Istotne sprawy (czytaj: takie, w których chodzi o duże pieniądze), załatwia się wciąż w „swoim gronie”, to znaczy między mężczyznami.

Przypomniałam sobie opowieść koleżanki, która awansując na ważną pozycję w dużej korporacji, musiała tłumaczyć się prezesowi, jak zamierza sobie poradzić skoro ma dziecko. Tu jest pies pogrzebany!

Czy zatem jesteśmy skazane na przegraną? Czy zawodowy sukces to męska sprawa? Czy trzeba wejść w męskie buty, żeby go osiągnąć?

Moja własna firma i pierwsze porażki

W końcu – stało się! Nie wyobrażałam sobie siebie nie pracującej, ale też nie chciałam zrezygnować z wychowania moich dzieci. Miałam plan ułożyć swoje życie tak, żeby było w nim dostatecznie dużo miejsca na obie części mnie samej.

Założyłam własną firmę. Sklep internetowy Jadłosfera, z lokalną i naturalną żywnością. Obmyśliłam starannie, że wszystko w nim będzie testowane na sobie i bliskich, a w opisach produktów pojawią się sprawdzone i proste przepisy na ich wykorzystanie.

Przeczytaj także: Jakie były początki Jadłosfery!

Ruszyłam! Niestety moje plany (a uważałam się za wirtuozkę realizowania planów), wzięły w łeb. Źle oszacowałam zasoby czasowe potrzebne do realizacji zadań. Źle oceniłam także konieczne zasoby finansowe (zwłaszcza te marketingowe).

Nie domyślałam się nawet, jak bardzo jest się na cenzurowanym próbując stworzyć coś swojego i jak czasem ci wszyscy, którzy na podobne szaleństwo nie mają odwagi, potrafią czekać na Twój upadek (najlepiej taki z wielkim hukiem!); wspierających jest zdecydowanie mniej.

Skala mojego biznesu była wciąż za mała, Jadłosfera nie rosła w takim tempie jak sobie wyobrażałam.

Poprosiłam o wsparcie inne kobiety – i je dostałam!

Próbowałam różnych sposobów na rozruszanie swojego biznesu. Jedne pomagały, inne przeciwnie, wręcz oddalały mnie od celu. Pchałam ten wózek dzięki własnemu uporowi, który odziedziczyłam po dziadku z Galicji i bezustannemu wsparciu męża (stokrotne dzięki!).

Aż kiedyś odważyłam się poprosić o pomoc inne kobiety. Blogerki, które wiedzą dobrze, co to znaczy prowadzić swoją firmę i jakie to czasem bywa żmudne zadanie.

Początkowo bałam się nawet myśleć o tych najważniejszych, tych ze świecznika. Jadłosfera była mała, nie równała się wielkim korporacjom, które często gościły na łamach ich blogów i które (wiedziałam to dobrze pracując przez lata w branży reklamowej) dysponowały ogromnymi budżetami. Opanowałam jednak strach i zapytałam.

I to był moment, od którego wszystko się zmieniło. Jadłosfera zaczęła rozrastać się w tempie, o którym wcześniej mogłam tylko pomarzyć, i wciąż się rozrasta…

Duże i znaczące blogerki zdecydowały się mnie wesprzeć na zupełnie specjalnych warunkach. Dostrzegły, jak wiele włożyłam serca i pracy w stworzenie Jadłosfery i wyciągnęły do mnie pomocną dłoń; a konkretniej zaprzęgły do roboty swoje pisarskie i fotograficzne umiejętności i wsparły mnie dobrym słowem oraz przepięknymi zdjęciami moich produktów umieszczonymi na swoich bardzo poczytnych blogach.

Jak to zadziałało!

Kłaniam się w pas zwłaszcza Kasi Tusk z Make Life Easier i Zosi Cudny z Make Cooking Easier, czyli blogerkom, które są absolutnie „top of the top” w swoich kategoriach. Pięknie dziękuję również Life Managerce, autorce cudownego bloga o życiu w rytmie „slow”.

Celowo wymieniam je personalnie, bowiem jest we mnie wdzięczność, zwłaszcza, że nie wszyscy (i nie wszystkie) potrafią zejść z wyżyn swojego wysokiego mniemania o sobie i zauważyć debiutantów.

Kołacze się teraz we mnie nieśmiała myśl, że truizmy wypowiadane wielokrotnie na łamach prasy, te o siostrzanej pomocy i siostrzanej życzliwości, z którą powinny się nawzajem traktować kobiety są tak bardzo prawdziwe.

Jeśli chcemy osiągać sukcesy, to kto nam pomoże jeśli my same sobie nawzajem nie pomożemy?

Dajmy sobie wsparcie na kobiecych zasadach!

Mamy chrapkę na męskie flanki? Nie wchodźmy w męskie buty.

Dziękując jednej z blogerek za pomoc i życząc jej wesołych świąt, tak dobrze rozumiałam, jakie to ważne dla niej święta. Pierwsze ze swoim dzieckiem. Sama przypomniałam sobie szał, który mnie ogarnął, gdy urodził się mój pierworodny syn.

Hormony rozszalały się do tego stopnia, że na gwiazdkę podarowałam albumy ze zdjęciami mojego potomka nie tylko Dziadkom (którzy owszem, byli zadowoleni), ale też mojemu młodszemu Bratu, który w owym czasie w głowie miał raczej jeszcze wieczorne wyjścia „w miasto”, niż rodzinne ckliwości…

Kto tak dobrze zrozumie kobietę, jak nie inna kobieta?

Kto tak dobrze będzie wiedział, jaki trud kryje się za stwierdzeniem „łączenie macierzyństwa z karierą zawodową”? Nikt nie zrobi tego za nas! To my musimy sobie nawzajem pomagać, jeśli chcemy osiągać sukcesy.

Dobro wraca. W tym artykule solennie się zatem zobowiązuję, że jeśli kiedyś osiągnę pozycję, która pozwoli na pomaganie innym kobietom i zgłosi się do mnie debiutantka z pomysłem, w który uwierzę (bez tej wiary bowiem się nie obejdzie, tak jak nie obeszłoby się bez wiary blogerek, które mi pomogły w Jadłosferę), pomogę jej na tyle, na ile tylko dam radę.

Zostawiam Was z takim oto apelem – niech kobiety rozmawiają z kobietami o swoich „kobiecych biznesach”. Róbmy to w swoim gronie. Tak jak mężczyźni. Zawalczmy wspólnie o szacunek do tego, co tworzymy! Wtedy zaczniemy się liczyć (również w grze o pieniądze, które dają przecież niezależność i uznanie).

Zdjęcie: archiwum prywatne Agnieszki

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Szynal-Majewska
Właścicielka sklepu z lokalną i naturalną żywnością www.jadlosfera.pl. Kilkanaście lat pracowała w branży reklamowej, gdzie zdobywała doświadczenie biznesowe. Doświadczenia kuchenne nabywała testując proste i zdrowe przepisy na osobistych synach i mężu.Matka dzieciom. Kobieta sobie. Żarłacz literacki.

Rękodzieło to moja pasja i praca – historia Pauliny, laureatki konkursu Rossmann

Paulina jest mamą dwóch chłopców i prowadzi firmę Pink&Grey, szyjac piękne książeczki sensoryczne dla najmłodszych dzieci. 3 nagroda w konkursie Stań na własnych nogach dodała jej skrzydeł i sprawiła, że jej biznes szybciej się rozwija. Jakie ma plany na przyszłość i co radzi mamom, które myślą o własnym biznesie?
  • Joanna Gotfryd - 25/03/2020

Paulina Famielec jest Laureatką konkursu Stań na własnych nogach (tu dowiesz się więcej o konkursie Stań na własnych nogach), który współorganizowaliśmy z firmą Rossmann Polska w 2019 roku. Paulina zajęła 3 miejsce w konkursie i zdobyła nagrodę w wysokości 10 tysięcy na rozwój swojego biznesu.

Paulino, opowiedz czym zajmuje się Twoja firma – co robisz, jaki asortyment sprzedajesz?

Zajmuję się szyciem „cichych książek” dla dzieci wykonanych z tkanin oraz filcu. Jak wskazuje nazwa „cicha książka” (z j. angielskiego „quiet book”) to zabawka, którą dzieci bawią się zwykle w ciszy i skupieniu. Staram się, aby książki, które tworzę zapewniały dzieciom świetną zabawę, a przy okazji dostarczały walorów edukacyjnych.

Dzięki zabawie książeczkami dzieci poznają cyfry, litery, kolory, przy pomocy lalek odgrywają sceny z codziennego życia, a także doskonalą motorykę małą podczas zapinania guzików czy zasuwania zamków. Książki stwarzają nieograniczone możliwości zabawy i nauki.

Wzięłaś udział w konkursie Stań na własnych nogach, kiedy miałaś już własną firmę. Co dał Ci udział w tym konkursie?

To było bardzo miłe doświadczenie. Dzięki konkursowi wiele nowych osób dowiedziało się o tym co robię, poznało moje produkty. Usłyszałam bardzo dużo ciepłych słów na temat moich książek i zdobyłam wielu nowych klientów.

Przeczytaj także historię finalistki konkursu, Sylwii – Szyję lniane pościele dla dzieci.

Dostałam również ogromne wsparcie rodziny, przyjaciół i znajomych i

uświadomiłam sobie, że mam wokół siebie ludzi, którzy są mi życzliwi i zawsze mogę na nich liczyć.

Pomimo tego, że firmę prowadzę już od kilku lat, taki pozytywny odbiór mojego udziału w konkursie dał mi bardzo dużo energii do dalszego działania i rozwoju.

Co zachęciło Cię do udziału w konkursie?

Kiedy zobaczyłam ogłoszenie o konkursie, pomyślałam, że jest idealnie skrojony dla mnie. Rękodzieło to moja pasja, która jest jednocześnie moją pracą. Cały czas staram się rozwijać i szukam pomysłów na urozmaicenie moich produktów. Wiedziałam, że dzięki atrakcyjnym nagrodom miałabym szansę na rozwój firmy. Pomyślałam więc, że nie mam nic do stracenia i spróbuję sił w konkursie.

I zdobyłaś 3 miejsce! Gratuluję! Od wypłaty nagrody mija właśnie pół roku. Jak wpłynęła ona na rozwój Twojego biznesu?

Za wygraną w konkursie kupiłam maszyny i narzędzia, które znacznie usprawniły moją pracę przy tworzeniu książeczek, a także stworzyły wiele możliwości rozwoju moich produktów. Zaopatrzyłam się także w piękne tkaniny oraz ekologiczne materiały do pakowania.

Przeczytaj także historię Ani i Oli, finalistek konkursu, które robią tablice manipulacyjne dla dzieci.

Wierzę, że dzięki temu, moje produkty stały się bardziej atrakcyjne i estetyczne. Jeżeli chodzi o nowe produkty, wprowadziłam zestawy kontrastowe dla maluszków składające się z małej książeczki oraz zabawek idealnych na pierwsze miesiące życia.

Mam jeszcze wiele pomysłów związanych z książeczkami i nie mogę się doczekać, aż czas pozwoli mi je zrealizować.

Wiele mam marzy o własnym biznesie, nie każda decyduje się na założenie firmy – co powiedziałabyś takim „długodystansowym marzycielkom”?

Uważam, że zawsze warto spróbować swoich sił, jeżeli o czymś marzysz. Wiele kobiecych biznesów, zwłaszcza związanych z rękodziełem nie wymaga od razu ogromnych nakładów finansowych. I aby wystartować wystarczy po prostu odważyć się pokazać światu to, w czym czujemy się świetnie, co nam dobrze wychodzi.

Jeśli jesteś w czymś dobra i kochasz to co robisz, to szanse na powodzenie biznesu są naprawdę duże. Na starcie nieocenione jest także wsparcie bliskich osób. Jeżeli je masz – od razu wszystko staje się łatwiejsze.

Zachęcam więc rodziny i przyjaciół zdolnych kobiet marzących o własnych biznesach, aby motywowali je i dawali im wsparcie, które zwłaszcza na początku jest bardzo potrzebne.

Bycie na swoim ma wiele zalet, ale dla mnie najcenniejsza jest elastyczność. Sama decyduję o tym kiedy i ile pracuję, jakie produkty chcę tworzyć i sprzedawać. Bardzo ważne jest dla mnie to, że pracując w domu i na własnych warunkach mogę dać dużo czasu rodzinie.

Z czego jesteś dumna jako biznesmama?

Cieszę się bardzo, że dzięki prowadzeniu własnego biznesu udaje mi się godzić życie rodzinne z pracą. Moi synowie z zaciekawieniem zaglądają do mojej pracowni i widzę, że przebywanie ze mną w tym twórczym miejscu daje im dużo radości. Mam nadzieję, że przyglądanie się mamie przy pracy przełoży się w przyszłości na ich kreatywność i poczucie estetyki.

A co w biznesie, prowadzeniu firmy jest trudne, co jest dla Ciebie największym wyzwaniem?

To, co sobie cenię w prowadzeniu firmy w domu, czyli elastyczność i możliwość pogodzenia opieki nad dziećmi z pracą jest dla mnie jednocześnie bardzo dużym wyzwaniem.

To w jaki sposób pracuję, wymaga ode mnie bardzo dobrej organizacji i dyscypliny, nie chciałabym jednak zamienić tego systemu na inny.

Gdybyś miała wskazać kroki milowe w rozwoju Twojego biznesu, które sprawiły, że Twoja działalność wskoczyła na wyższy poziom, to co by to było?

Takich kroków milowych było kilka i były one zwykle związane z tym, że odważyłam się opublikować moje prace w sieci. Kilka filmów, które pokazywały jak można bawić się moimi książkami, zostało bardzo ciepło przyjętych i dzięki temu zyskałam pierwszych klientów. Duża ilość zamówień przełożyła się na nowe pomysły i tak stopniowo moja oferta się rozrastała.

Jakie masz plany na przyszłość?

Chciałabym trochę więcej czasu poświęcić na pracę i realizację moich pomysłów oraz nadal cieszyć się z każdego dnia spędzonego w pracowni. Będę także dążyła do tego, by w pełni wykorzystać potencjał urządzeń, które kupiłam dzięki wygranej w konkursie.

Paulino, gdzie można znaleźć w sieci Twoje piękne książeczki sensoryczne?

Moje prace można obejrzeć na moim fanpage na Facebooku, a także na Instagramie.

Dziękuję Ci za rozmowę.

Przeczytaj także historię Dominiki, finalistki konkursu, która robi kosmetyki naturalne.

Zdjęcia: Agata Famielec fotografia

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.

Wiem, że moja praca ma sens. I to napędza mnie do działania!

„Myślę, że aby spełniać się zawodowo, trzeba lubić to, co się robi. Staram się zbudować relację i wzajemne zaufanie z każdym ze swoich klientów. Cieszę się, kiedy w trudnych chwilach jestem dla nich wsparciem. To pewnego rodzaju misja.” – Jak robić to, co się lubi, zarabiać i jednocześnie wychowywać małe dziecko? Na te pytania odpowiada nam Natalia Batko, doradca ubezpieczeniowy w firmie MetLife. A może chcesz porozmawiać o pracy? Wyślij zgłoszenie >>>
  • Agnieszka Kaczanowska - 18/03/2020
Natalia Batko, doradca ubezpieczeniowy w firmie MetLife

Natalio, bardzo dziękuję że znalazłaś czas na rozmowę ze mną, tym bardziej, że masz obecnie sporo obowiązków. Jestem przekonana, że Twoja historia będzie bardzo ciekawa dla naszych czytelniczek! Pracujesz na stanowisku doradcy ubezpieczeniowego od wielu lat, ale teraz o Twoim dniu decyduje jednak ktoś inny. Ile miesięcy ma Twój maluszek?

Ja również dziękuję, cieszę się, że mogę opowiedzieć o sobie Mamo Pracuj. W branży ubezpieczeniowej pracuję od prawie 10-ciu lat, a mój obecny „szef” to moja córeczka. Ma na imię Julia i ma niespełna rok.

Gratuluję! Taka szefowa to skarb! 😉 A co Cię przyciągnęło do pracy w MetLife na początku Twojej kariery?

Kiedy zaczynałam pracę w ubezpieczeniach miałam 20 lat. Już wtedy wiedziałam, że sprzedaż bezpośrednia, to coś dla mnie. Dobrze czułam się w kontakcie z ludźmi, imponowało mi to, że mogę decydować o wysokości swoich zarobków, dodatkowo sama organizowałam swój czas pracy.

W rozmowie powiedziałaś, że dzięki umowie agencyjnej, cały czas zarabiasz, choć chwilowo rodzina jest najważniejsza. Jak to wygląda? Na czym polega umowa agencyjna?

Umowa agencyjna to jeden z najważniejszych atutów, dzięki  któremu zdecydowałam się na współpracę z MetLife. Umowa jest jasno skonstruowana, przejrzysta, a co najważniejsze, stanowi zabezpieczenie dla doradcy. Pracując w MetLife  przez lata budowałam swoją bazę klientów, dzięki czemu wypracowałam stałą prowizję. Otrzymuję ją zarówno wtedy, kiedy pracuję, jak i będąc na zwolnieniu lekarskim, czy jak obecnie, na urlopie macierzyńskim.

Weź udział w naszym webinarze pt. „Obalamy mity na temat pracy doradcy ubezpieczeniowego!”

W wywiadzie z Anitą Majchrzak, Kierownik Zespołu w MetLife (do przeczytania tutaj) pojawia się temat wsparcia i zrozumienia rodziny. Miałaś takie wsparcie?

Kiedy moja rodzina dowiedziała się, że chcę zostać Doradcą Ubezpieczeniowym, komentarze były różne, od tych pozytywnych do takich pełnych obaw i wątpliwości. Jednak znając mój upór, bliscy doskonale wiedzieli, że mimo wszystko postawię na swoim.

A jak jest teraz? Masz wsparcie najbliższych?

Zarówno na początku mojej kariery, jak i teraz, moja rodzina bardzo mi pomaga. Mam wspaniałego męża i córeczkę – to oni są dla mnie największym wsparciem i motywacją. Mąż jest ze mną, w tych dobrych, jak i gorszych momentach. Mocno we mnie wierzy i trzyma kciuki za rozwój mojej kariery zawodowej.

Co jest Twoim zdaniem kluczowe w pracy doradcy?

Myślę, że aby spełniać się zawodowo, trzeba lubić to, co się robi. Staram się zbudować relację i wzajemne zaufanie z każdym ze swoich klientów. Cieszę się, kiedy w trudnych chwilach jestem (lub mogę być) dla nich wsparciem.

Kilka miesięcy temu, skontaktowała się ze mną moja wieloletnia klientka. Jej drżący głos wskazywał, że coś jest nie tak. Jak się później  okazało, zachorowała na złośliwy nowotwór piersi. Klientka otrzymała z polisy zdrowotnej dodatkowe świadczenie, które pozwoliło jej na skorzystanie z najnowszej terapii aby szybko wrócić do zdrowia. 

W takich sytuacjach wiem, że to co robię, ma sens. To pewnego rodzaju misja.

To takie sytuacje życiowe, których nie przewidzimy… Natalio, opowiedziałaś mi także, że po dwóch latach zorientowałaś się, że w Twoim przypadku najlepiej sprawdza się współpraca z klientami firmowymi. I to dodało Ci wiatru w skrzydła. Rozumiem, że to Ty sama decydujesz z kim lepiej Ci się współpracuje?

Portfel moich klientów jest bardzo zróżnicowany. Są to rodziny z dziećmi, seniorzy, ale też lekarze, prawnicy, a nawet pracownicy platform wiertniczych pracujący na morzu. Jednak znaczną część stanowią klienci biznesowi, właściciele mniejszych i większych firm. Praca z nimi wszystkimi daje mi ogromną satysfakcję i poczucie spełnienia zawodowego.

Co jeszcze daje Ci ta praca, co cenisz najbardziej?

Najwięcej satysfakcji dają mi dobre relacje z moimi klientami, niezależność oraz elastyczne warunki pracy. Dzięki temu, mogę łączyć pracę zawodową z życiem rodzinnym i wychowaniem córeczki Julki.

Dziękuję! I życzę Ci wielu radości i dużo satysfakcji z bycia mamą i dalszego rozwoju kariery!

I już teraz zapraszam na wspólny webinar MetLife i Mamo Pracuj pt. „Obalamy mity na temat pracy doradcy ubezpieczeniowego!”

A jeśli chciałabyś /chciałbyś dowiedzieć się więcej o pracy w firmie MetLife – wypełnij formularz i porozmawiaj o swojej przyszłej pracy!

Zdjęcia: archiwum domowe Natalii Batko.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail