Czego szukasz

W biznesie pomogły mi znane blogerki, a ja to kobiece wsparcie podam dalej

Kiedy urodziłam dziecko zrozumiałam, że równość w pracy nie istnieje. Szukając sposobu na work life balance, założyłam własną firmę. Początki były bardzo trudne. Dopiero dzięki wsparciu znanych kobiet mój biznes ruszył w miejsca. Kobiety, pomagajmy sobie – mówi Agnieszka, przedsiębiorcza mama, założycielka Jadłosfery – i obiecuje, że kiedyś poda dalej dobro, które dostała na starcie od innych.

Agnieszka Szynal-Majewska

Zawsze wolałam pracować z mężczyznami

Nieco się to gryzło z moim feministycznym zacięciem, ale takie były fakty i nic nie mogłam na to poradzić. Już w szkole podstawowej czułam, że jest mi po drodze raczej z chłopcami, którzy stawiali na prostotę i logikę.

Skomplikowane rozgrywki wewnątrz dziewczyńskich grup były dla mnie odległe niczym inne galaktyki we wszechświecie. Nie chciałam zostać ani aktorką, ani fryzjerką, jak moje koleżanki, za to wymyśliłam sobie, że cudownie byłoby prowadzić życie detektywa, niczym bohaterowie uwielbianych przeze mnie książek Chmielewskiej i Bahdaja. To były moje początki wchodzenia w męskie buty.

Gdy rozpoczęłam swoją pierwszą pracę wcale, ale to wcale nie zmieniłam zdania. Lubiłam proste dążenie do celu, przy użyciu jak najbardziej optymalnych środków, bez komplikacji i wydawało mi się, że o wiele łatwiej o takowe właśnie wśród mężczyzn. Chciałam pracować w ten sposób.

Parytety? To absolutnie kosmiczny pomysł, myślałam wtedy. Do roboty! Inteligencja w połączeniu z ciężką pracą i dobrym zorganizowaniem wydadzą plony. Żadnych forów! Wszystko osiągniemy same.

Kiedy zostałam mamą zmieniłam punkt widzenia

Bycie matką sprawiło, że nagle moje pielęgnowane wcześniej czule przekonania stanęły na głowie. Już w ciąży musiałam dostosować się do nowej sytuacji. Miałam anemię, przeszłam ciężkie zapalenie oskrzeli, pojawiły się również inne poważniejsze problemy zdrowotne. Znosiłam tę ciążę źle pod każdym względem.

Po urodzeniu syna wcale nie było lżej. Wysoko wrażliwe niemowlę, pomimo że kochane najmocniej jak się tylko da, potrafiło doprowadzić mnie na skraj rozpaczy. Pierwszy raz w życiu zupełnie sobie nie radziłam.

Ogarnęła mnie dzika zazdrość w stosunku do mężczyzn! Znienacka okazało się, że już nie jesteśmy równi, że to my nosimy dzieci w brzuchu i przeżywamy wszystkie związane z tym niedogodności (choć szczęście oczywiście też), że to my je w bólach rodzimy, że to my mamy piersi pełne mleka, którym możemy je wykarmić.

Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia! Dotarło do mnie, że wraz z macierzyństwem nasza równość się kończy. To tu tak naprawdę zaczyna się prawdziwy szklany sufit! Chciałam być z moim dzieckiem najbardziej na świecie, ale nie zmieniało to faktu, że zaczynałam sobie zdawać sprawę jak bardzo wpłynie to na moje życie zawodowe.

Mężczyźni mają łatwiej i lepiej?

Bielmo spadało mi powoli z oczu, również jeśli chodzi o inne sprawy związane z pracą. Odkryłam, że byłam do tej pory w mocno uprzywilejowanej sytuacji, bo prezes firmy, w której przez lata pracowałam nigdy nie faworyzował własnej płci i miał w tej kwestii bezdyskusyjnie równościowe podejście.

Awansowałam na dyrektorskie stanowisko nawet nie dostrzegając szklanego sufitu. Nie taka jednak była nasza polska rzeczywistość. Statystyki były bezlitosne – według Deloitte, w kraju nad Wisłą w 2017 roku, kobiety stanowiły tylko 13% w zarządach firm! Jeśli chodzi o własne firmy, to tylko co trzecia prowadzona jest przez kobietę, a i tak większość z nich to firmy jednoosobowe.

Rozejrzałam się po rodzimej dla mnie branży reklamowej i dostrzegłam, że choć wprawdzie jest sporo kobiet na wyższych stanowiskach, to i tak do równości jeszcze daleko. Istotne sprawy (czytaj: takie, w których chodzi o duże pieniądze), załatwia się wciąż w „swoim gronie”, to znaczy między mężczyznami.

Przypomniałam sobie opowieść koleżanki, która awansując na ważną pozycję w dużej korporacji, musiała tłumaczyć się prezesowi, jak zamierza sobie poradzić skoro ma dziecko. Tu jest pies pogrzebany!

Czy zatem jesteśmy skazane na przegraną? Czy zawodowy sukces to męska sprawa? Czy trzeba wejść w męskie buty, żeby go osiągnąć?

Moja własna firma i pierwsze porażki

W końcu – stało się! Nie wyobrażałam sobie siebie nie pracującej, ale też nie chciałam zrezygnować z wychowania moich dzieci. Miałam plan ułożyć swoje życie tak, żeby było w nim dostatecznie dużo miejsca na obie części mnie samej.

Założyłam własną firmę. Sklep internetowy Jadłosfera, z lokalną i naturalną żywnością. Obmyśliłam starannie, że wszystko w nim będzie testowane na sobie i bliskich, a w opisach produktów pojawią się sprawdzone i proste przepisy na ich wykorzystanie.

Przeczytaj także: Jakie były początki Jadłosfery!

Ruszyłam! Niestety moje plany (a uważałam się za wirtuozkę realizowania planów), wzięły w łeb. Źle oszacowałam zasoby czasowe potrzebne do realizacji zadań. Źle oceniłam także konieczne zasoby finansowe (zwłaszcza te marketingowe).

Nie domyślałam się nawet, jak bardzo jest się na cenzurowanym próbując stworzyć coś swojego i jak czasem ci wszyscy, którzy na podobne szaleństwo nie mają odwagi, potrafią czekać na Twój upadek (najlepiej taki z wielkim hukiem!); wspierających jest zdecydowanie mniej.

Skala mojego biznesu była wciąż za mała, Jadłosfera nie rosła w takim tempie jak sobie wyobrażałam.

Poprosiłam o wsparcie inne kobiety – i je dostałam!

Próbowałam różnych sposobów na rozruszanie swojego biznesu. Jedne pomagały, inne przeciwnie, wręcz oddalały mnie od celu. Pchałam ten wózek dzięki własnemu uporowi, który odziedziczyłam po dziadku z Galicji i bezustannemu wsparciu męża (stokrotne dzięki!).

Aż kiedyś odważyłam się poprosić o pomoc inne kobiety. Blogerki, które wiedzą dobrze, co to znaczy prowadzić swoją firmę i jakie to czasem bywa żmudne zadanie.

Początkowo bałam się nawet myśleć o tych najważniejszych, tych ze świecznika. Jadłosfera była mała, nie równała się wielkim korporacjom, które często gościły na łamach ich blogów i które (wiedziałam to dobrze pracując przez lata w branży reklamowej) dysponowały ogromnymi budżetami. Opanowałam jednak strach i zapytałam.

I to był moment, od którego wszystko się zmieniło. Jadłosfera zaczęła rozrastać się w tempie, o którym wcześniej mogłam tylko pomarzyć, i wciąż się rozrasta…

Duże i znaczące blogerki zdecydowały się mnie wesprzeć na zupełnie specjalnych warunkach. Dostrzegły, jak wiele włożyłam serca i pracy w stworzenie Jadłosfery i wyciągnęły do mnie pomocną dłoń; a konkretniej zaprzęgły do roboty swoje pisarskie i fotograficzne umiejętności i wsparły mnie dobrym słowem oraz przepięknymi zdjęciami moich produktów umieszczonymi na swoich bardzo poczytnych blogach.

Jak to zadziałało!

Kłaniam się w pas zwłaszcza Kasi Tusk z Make Life Easier i Zosi Cudny z Make Cooking Easier, czyli blogerkom, które są absolutnie „top of the top” w swoich kategoriach. Pięknie dziękuję również Life Managerce, autorce cudownego bloga o życiu w rytmie „slow”.

Celowo wymieniam je personalnie, bowiem jest we mnie wdzięczność, zwłaszcza, że nie wszyscy (i nie wszystkie) potrafią zejść z wyżyn swojego wysokiego mniemania o sobie i zauważyć debiutantów.

Kołacze się teraz we mnie nieśmiała myśl, że truizmy wypowiadane wielokrotnie na łamach prasy, te o siostrzanej pomocy i siostrzanej życzliwości, z którą powinny się nawzajem traktować kobiety są tak bardzo prawdziwe.

Jeśli chcemy osiągać sukcesy, to kto nam pomoże jeśli my same sobie nawzajem nie pomożemy?

Dajmy sobie wsparcie na kobiecych zasadach!

Mamy chrapkę na męskie flanki? Nie wchodźmy w męskie buty.

Dziękując jednej z blogerek za pomoc i życząc jej wesołych świąt, tak dobrze rozumiałam, jakie to ważne dla niej święta. Pierwsze ze swoim dzieckiem. Sama przypomniałam sobie szał, który mnie ogarnął, gdy urodził się mój pierworodny syn.

Hormony rozszalały się do tego stopnia, że na gwiazdkę podarowałam albumy ze zdjęciami mojego potomka nie tylko Dziadkom (którzy owszem, byli zadowoleni), ale też mojemu młodszemu Bratu, który w owym czasie w głowie miał raczej jeszcze wieczorne wyjścia „w miasto”, niż rodzinne ckliwości…

Kto tak dobrze zrozumie kobietę, jak nie inna kobieta?

Kto tak dobrze będzie wiedział, jaki trud kryje się za stwierdzeniem „łączenie macierzyństwa z karierą zawodową”? Nikt nie zrobi tego za nas! To my musimy sobie nawzajem pomagać, jeśli chcemy osiągać sukcesy.

Dobro wraca. W tym artykule solennie się zatem zobowiązuję, że jeśli kiedyś osiągnę pozycję, która pozwoli na pomaganie innym kobietom i zgłosi się do mnie debiutantka z pomysłem, w który uwierzę (bez tej wiary bowiem się nie obejdzie, tak jak nie obeszłoby się bez wiary blogerek, które mi pomogły w Jadłosferę), pomogę jej na tyle, na ile tylko dam radę.

Zostawiam Was z takim oto apelem – niech kobiety rozmawiają z kobietami o swoich „kobiecych biznesach”. Róbmy to w swoim gronie. Tak jak mężczyźni. Zawalczmy wspólnie o szacunek do tego, co tworzymy! Wtedy zaczniemy się liczyć (również w grze o pieniądze, które dają przecież niezależność i uznanie).

Zdjęcie: archiwum prywatne Agnieszki

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Właścicielka sklepu z lokalną i naturalną żywnością www.jadlosfera.pl. Kilkanaście lat pracowała w branży reklamowej, gdzie zdobywała doświadczenie biznesowe. Doświadczenia kuchenne nabywała testując proste i zdrowe przepisy na osobistych synach i mężu.Matka dzieciom. Kobieta sobie. Żarłacz literacki.

Wspieramy biznesy w sieci. Przyłącz się do naszej akcji #Mamy kupują u Mam!

Opowiedz nam jak sobie poradziłaś z prowadzaniem biznesu w czasie pandemii. Czy to był dla Ciebie bardzo wymagający okres, który z trudem, ale jednak sukcesem pokonałaś, czy może wręcz odwrotnie, pandemia pokazała, że właśnie teraz Twój biznes nabrał wiatru w żagle. Wypełnij naszą ankietę i pokaż swoje rozwiązania innym. Dołącz do akcji, zainspiruj inne mamy i wspólnie z nami wspieraj mamowe biznesy w sieci!
kobieta cukiernik ozdabia muffinki

Wspieramy biznesy w sieci

Przyłącz się do naszej akcji #MamyKupująUMam i wspieraj biznesy w sieci. Pokaż nam swój biznes i opowiedz jak radziłaś sobie w czasie pandemii. Z jakich rozwiązań skorzystałaś. Wypełnij ankietę i bądź inspiracją dla innych. Może Twoje podpowiedzi, Twoja historia pomoże innej Mamie, która właśnie walczy, aby jej biznes przetrwał.

A może Twój biznes nie przetrwał, a Ty wybrałaś nowy kierunek dla swojego rozwoju zawodowego, zmieniłaś branżę i czujesz, że to jest Twój sukces, którym mogłabyś zainspirować, podzielić się z innymi. Zrób to!

Dołącz do naszej akcji!

Przeczytaj także: Planujesz założyć biznes w 2021 roku? Wybierz nasze pomysły!

Mamy kupują u Mam

Rok temu opublikowałyśmy blisko 60 historii kobiet – mam prowadzących własne biznesy. Niektóre z nich pandemia zastała w momencie rozpoczęcia działalności firmy, a niektóre działały od lat i szukały pomysłów jak odnaleźć się na tym nowym, pandemiczno-biznesowym rynku.

Dzisiaj ponownie reaktywujemy naszą akcję #MamyKupująUMam z myślą o małych, mamowych biznesach, które znalazły narzędzia i rozwiązania, pomagające im przetrwać ten trudny okres. To może być inspiracją dla biznesów, którym nie przyszło to tak łatwo. Liczymy na Twoją otwartość i chęć podzielania się swoją historią i bycia w ten sposób wsparciem dla innych mam prowadzących własne małe, wymarzone biznesy.

Przeczytaj także: 16 podpowiedzi, co możesz zrobić dla swojego biznesu bez wychodzenia z domu?

Jak możesz dołączyć do akcji Mamy Kupują u Mam?

  • Wypełnij naszą ankietę, żebyśmy mogły Ciebie i Twój biznes, lepiej poznać.
  • Odpowiedz na pytania z naszej ankiety i daj sobie szansę na bezpłatną publikację swojej historii na portalu Mamo Pracuj, czytanym przez ponad 130 tysięcy osób miesięcznie,
  • Oferujemy Ci promocję informacji o Twoim biznesie w naszych pozostałych kanałach komunikacji – Facebook i Instagram, a w ten sposób możliwość dotarcia do nowych klientów i nowych zamówień.
  • Spośród wszystkich nadesłanych zgłoszeń wybierzemy 5 najciekawszych, które opublikujemy na naszej stronie.
  • Na Twoje zgłoszenie i wypełniona ankietę czekamy do 31 maja 2021 r.

Tak, biorę udział w akcji Mamy Kupują u Mam i wypełniam ankietę!


Zobacz jak wyglądała wcześniej nasza akcja Mamy Kupują u Mam!

Mamy Kupują u Mam – pod tym hasłem przez kilka lat pokazywałyśmy mamowe biznesy i zachęcałyśmy nasze Czytelniczki do świątecznych zakupów właśnie u Mam.

W tym roku Mamy Kupują u Mam wraca w zupełnie innej odsłonie, ale cel pozostaje ten sam – wspieramy mamowe biznesy w sieci.

Zdjęcie: Canva

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

DIETdrive – zdrowe jedzenie na wyciągnięcie ręki. Dołącz do biznesu, załóż własny oddział!

Znasz to? Dziecko zasnęło w aucie, chciałabyś coś zjeść, ale wyjęcie malca oznacza jego pobudkę, a pozostawienie go w samochodzie nie jest bezpieczne. Jak to rozwiązać? Pozostają niezdrowe fast foody, a te, w okresie starań o powrót do ładnej sylwetki, nie są najlepszym pomysłem. Jak wielokrotnie się przekonaliśmy, potrzeba jest matką wynalazku i doświadczając opisanej sytuacji, Magdalena Depa-Muniak wymyśliła markę DIETdrive. Magda chce rozwijać swój pomysł - może właśnie Ty założysz punkt z fit jedzeniem DIETdrive?

Własny biznes z DIETdrive

Skontaktuj się z Magdaleną Depa-Muniak i poznaj szczegóły współpracy z DIETdrive!
Tel. 503 486 091, [email protected] lub www.dietdrive.pl

Magdo, opowiedz nam proszę o swoim biznesie. Czym jest DIETdrive?

DIETdrive to fit restauracja z możliwością realizacji usługi w opcji drive-thru, czyli bez konieczności wychodzenia z samochodu. Oferujemy naszym odbiorcom posiłki spełniające ich dietetyczne wymagania. Realizujemy dania z diet redukcyjnych, bezglutenowych, bezlaktozowych, wegetariańskich, wegańskich, o niskim indeksie glikemicznym.

Dietetycy i kucharze pracujący w naszym zespole czuwają nad tym, aby opracowane menu było nie tylko pyszne, ale także przynosiło klientom oczekiwane rezultaty.

Twoja firma zdobyła wiele wyróżnień. Choćby ostatnie – wygrana w Targach Nano Tech w Japonii w styczniu zeszłego roku. To robi wrażenie! Skąd zrodził się pomysł na coś tak nowatorskiego?

Inspirację do otwarcia DIETdrive przyniosło… życie młodej mamy.

W trakcie jednej z podróży z niemowlakiem (ten, dla kogo wyciągnięcie dziecka z samochodu oznacza pobudkę, wie o co chodzi) nasunął mi się pomysł, że przydałoby się coś na kształt drive-thru, ale w wersji zdrowej.

Jestem osobą, która ceni sobie sprawną realizację pomysłów, zatem w ciągu kolejnych dziewięciu miesięcy wybudowaliśmy od podstaw budynek, w którym powstał pierwszy DIETdrive.

Było mi łatwiej wystartować z takim biznesem, bo jestem dietetykiem. 10 lat temu rozpoczęłam przygodę z własnymi gabinetami dietetycznymi, a następnie cateringiem dietetycznym, które – podobnie jak DIETdrive, prężnie się rozwijają. To właśnie dzięki nim wiedziałam, że pomysł na DIETdrive jest nie tylko świetny wizerunkowo, ale przede wszystkim zaowocuje szybkim zwrotem inwestycji.

Magdalena Depa-Muniak

Opowiedz, jak wygląda Twój dzień pracy. Za co jesteś odpowiedzialna?

Mój zakres działań dotyczy przede wszystkim organizacji pracy zespołu zarówno w wymiarze prowadzenia rekrutacji, wprowadzenia nowej osoby do zakresu obowiązków na nowym stanowisku pracy, jak i bieżącego kontaktu pozwalającego na sprawną organizację pracy kilkunastoosobowej ekipy.

Uwielbiam analizować dane, którymi dysponujemy dzięki systemowi zarządzania gastronomią. Moim zadaniem jest wprowadzenie odpowiednich działań zarówno dla pracy jednostki własnej, jak i przyszłych jednostek franczyzowych w celu systematycznego wzrostu sprzedaży.

Mimo iż na przestrzeni czasu mój zakres obowiązków ewoluował, nie rezygnuję z bezpośredniego kontaktu z klientem. Zawsze pozostawiam sobie określony zapas czasu umożliwiający relację z odbiorcami naszych usług. To właśnie ona pozwala mi na idealne dostosowanie zarówno opracowywanych receptur, jak i pracy zespołu do wymagań klientów.

Zdrowy posiłek bez wychodzenia z samochodu? DIETdrive

DIETdrive cały czas się rozwija. Planujecie otwarcie kolejnych takich miejsc w Polsce, dzięki współpracy franczyzowej. Powiedz, dlaczego warto w to wejść?

DIETdrive to biznes wymagający sporego zaangażowania od strony właściciela/menedżera, jak również zespołu – przy jednoczesnej potężnej satysfakcji z osiąganych rezultatów. Poprzez rezultaty rozumiem zarówno efekty finansowe i tempo zwrotu inwestycji, ale także feedback od osób korzystających z usług DIETdrive.

Wspaniała jest świadomość, że nasze działania nie służą wyłącznie zaspokojeniu głodu smacznym daniem, ale przynoszą rezultaty w postaci poprawy stanu zdrowia, regulowania wyników badań laboratoryjnych, poprawy komfortu życia.

Wyobraźmy sobie, że któraś z naszych Czytelniczek po przeczytaniu tego wywiadu pomyśli: „Podoba mi się to, mogłabym to robić!”. Czy powinna mieć jakieś predyspozycje do tej pracy? Jakieś cechy, specjalne umiejętności?

Rozpocznę od odpowiedzi na najczęściej padające pytanie:

Czy muszę być dietetykiem, aby rozpocząć współpracę z DIETdrive? Nie, nie musisz być dietetykiem.

To właśnie naszą rolą jako franczyzodawcy jest opracowywanie menu, dzielenie się z zespołem franczyzobiorców recepturami oraz prowadzenie regularnych szkoleń, umożliwiających płynne i swobodne działania w branży dietetycznej gastronomii.

Pomimo iż nie musisz mieć dietetycznego wykształcenia, ogromną zaletą jest zaangażowanie w zdrowy styl życia. Szczerze mówiąc, nie wyobrażamy sobie płynnej współpracy z osobą, która codziennie odwiedza fast-foodowe sieci (śmiech).

Istotną kwestią jest stworzenie zespołu, który dzięki swojej wiedzy i doświadczeniu będzie ekipą otwartą na nowe wyzwania, których w dietetycznej gastronomii z pewnością nie zabraknie.

Naszą rolą jako franczyzodawcy jest wsparcie na każdym etapie działań, służymy zatem pomocą także w trakcie rekrutacji. Doskonale wiemy, na jakie cechy nowo przyjmowanej osoby należy zwrócić szczególną uwagę.

Zdrowe jedzenie bez wychodzenia z domu? Załóż własny punkt DIETdrive!

Myślę, że gdybym chciała wejść do takiego biznesu, miałabym nie tylko zapał, ale też sporo obaw i wątpliwości. Na jakie wsparcie z Waszej strony mogłabym liczyć? Czy otrzymałabym szkolenia na różnych etapach prowadzenia biznesu?

Obawy i wątpliwości są naturalnym bodźcem, który pomaga w realnej ocenie sytuacji. Nasze wsparcie rozpoczyna się już na etapie poszukiwania atrakcyjnej lokalizacji. Co ciekawe, nie dzieje się to wyłącznie po podpisaniu umowy współpracy. Jeszcze przed nią jesteśmy po to, aby w niezobowiązujący sposób doradzić wybór właściwego miejsca – np. ocenić, jak szeroki będzie musiał być wkład finansowy w dany lokal.

To właśnie od tego zależy rozpiętość finansów potrzebnych na uruchomienie jednostki franczyzowej. O innych kwotach mówimy w przypadku adaptacji lokalu, który już był dostosowany na potrzeby usług gastronomicznych i wystarczy zadbać o wystrój lokalu spójny z marką DIETdrive, a o innych w przypadku gruntownego remontu pozwalającego na dostosowanie lokalu, który po raz pierwszy będzie świadczył ten typ usług.

Mamy już za sobą kilka otwarć gastronomii, zatem doskonale znamy wymagania stacji sanitarno-epidemiologicznych. Po podpisaniu umowy na ręce franczyzobiorcy zostaje przekazana księga, która ujmuje wszystkie procedury niezbędne do prowadzenia punktu DIETdrive. Księga obejmuje każdy aspekt funkcjonowania lokalu, począwszy od wyposażenia poszczególnych pomieszczeń, przez dobór właściwych surowców, po aspekty działań marketingowych.

Jak Wy wspieracie partnerów biznesowych w działaniu?

Naszą rolą jest przeprowadzenie szkoleń wstępnych oraz szkoleń bieżących z franczyzobiorcą (lub osobą przez niego delegowaną) oraz zespołem franczyzobiorcy. Jest to bardzo ważny element franczyzowej współpracy.

Warto podkreślić, że szkolenia prowadzone są nie tylko przed uruchomieniem nowego lokalu, ale są cyklicznie powtarzane. Dotyczą zarówno bieżących kwestii rozwoju jednostki, jak i wprowadzania nowości w ofercie DIETdrive. Takie działania wpływają na pogłębienie wiedzy i doświadczenia zespołu.

Niebagatelnym aspektem współpracy jest przekazanie na ręce franczyzobiorcy autorskiego systemu operacyjnego. Nie tylko umożliwia on bieżące działania firmy (wskazując koszt wytworzenia posiłku, analizę oferty dostawców), ale także przedstawia dane niezbędne do opracowania działań marketingowych, tj. obszar, z którego przybywają nasi odbiorcy, rodzaj i godzina wybieranych dań.

To wszystko pozwala nam na idealną rytmikę wspólnych działań skierowanych w odpowiednie miejsce i w odpowiedni sposób, oszczędzając czas i pieniądze, które ponosilibyśmy za nietrafione działania.

Nie ukrywajmy jednak, że wejście w ten biznes nie może nastąpić „ot tak”. Jaką kwotą musiałabym dysponować, żeby wystartować po szyldem DIETDrive? I jakie są opłaty bieżące?

Rozpocznę od bardzo ważnej informacji – na umowy podpisane w drugim kwartale 2021 roku gwarantujemy obniżenie opłaty wstępnej z kwoty 40 000 zł netto do 25 000 zł netto. Poza opłatą wstępną wyróżniamy opłaty bieżące (4% od obrotu) oraz marketingowe (1% od obrotu), ponoszone dopiero po uruchomieniu jednostki własnej.

Najwyższy koszt dotyczy jednak uruchomienia lokalu. Jest on podyktowany stanem lokalu, który będziemy adaptować.

Może wynosić już 20-30 tys. zł w przypadku, gdy mamy do czynienia ze zmianą rodzaju wyposażenia (np. z wcześniejszej pizzerii na lokal dietetycznej gastronomii) oraz aspektów adekwatnych do spójnego wizerunku marki DIETdrive. Ale może wynosić także kilkaset tysięcy złotych, gdy przed nami gruntowny remont czy budowa od podstaw.

Powiedz, co najbardziej kochasz w tej pracy? Co dodaje Ci skrzydeł? I dlaczego to dobry biznes właśnie dla mam?

Myślę, że na satysfakcję z wykonywanej pracy składa się kilka kluczowych aspektów. Pierwszy z nich dotyczy skuteczności i realnego wpływu świadczonych usług na zdrowie osób korzystających z naszych dań.

Pomimo utrudnionego kontaktu z odbiorcami (zamknięcie części stacjonarnej restauracji) udaje nam się utrzymać stałą relację. To możliwe dzięki panelowi klienta online, kontaktowi telefonicznemu czy social mediom.

Nasze dania pomagają w redukcji zbędnej masy ciała, poprawie wyników badań, w związku z czym stanowią najbardziej naturalną formę leczenia problemów dietozależnych tj. cukrzyca, nadciśnienie czy dna moczanowa.

Muszę wspomnieć o satysfakcji związanej z tym, że prowadzony przeze mnie biznes nie tylko uchronił dotychczasowe miejsca pracy, ale także pozwolił na wzrost zatrudnienia pomimo tak trudnego dla gastronomii czasu.

DIETdrive pozwala na realizację biznesu w oparciu o jasno wytyczone kroki. Dzięki wsparciu z naszej strony, czyli ze strony franczyzodawcy – osoba, która rozpoczyna swoją przygodę z gastronomią, będzie miała zapewniony o wiele łatwiejszy start niż w przypadku poznawania tej drogi samodzielnie.

Dzięki prowadzeniu poszczególnych etapów rozpoczęcia i rozwoju własnej firmy w skonkretyzowany sposób franczyzobiorca oszczędza nie tylko czas, ale także pieniądze, których nie poniesie na błędne/niepotrzebne działania.

Dziękuję za rozmowę.

Chciałabyś prowadzić własny oddział DIETdrive?

Skontaktuj się z Magdaleną Depa-Muniak i poznaj szczegóły współpracy z DIETdrive!
Tel. 503 486 091, [email protected] lub www.dietdrive.pl

Zdjęcia: własność Magdalena Depa-Muniak i DIETdrive

Wywiad powstał w ramach akcji Franczyza dla Mamy

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Mama, żona, psycholog i redaktor. Spełniona zawodowo dzięki miłości do pisania, szczęśliwa prywatnie dzięki mężowi i dwóm cudownym synom. W krótkim czasie "tylko dla siebie” czyta, szyje… albo znowu pisze.

Polecane artykuły

oferty
pracy
Sprawdź pełną listę
baza
pracodawców
Pracodawca przyjazny rodzicom
Reklama
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×