Czego szukasz

W biznesie pomogły mi znane blogerki, a ja to kobiece wsparcie podam dalej

Kiedy urodziłam dziecko zrozumiałam, że równość w pracy nie istnieje. Szukając sposobu na work life balance, założyłam własną firmę. Początki były bardzo trudne. Dopiero dzięki wsparciu znanych kobiet mój biznes ruszył w miejsca. Kobiety, pomagajmy sobie – mówi Agnieszka, przedsiębiorcza mama, założycielka Jadłosfery – i obiecuje, że kiedyś poda dalej dobro, które dostała na starcie od innych.

  • Agnieszka Szynal-Majewska - 23/02/2020
Agnieszka Szynal-Majewska

Zawsze wolałam pracować z mężczyznami

Nieco się to gryzło z moim feministycznym zacięciem, ale takie były fakty i nic nie mogłam na to poradzić. Już w szkole podstawowej czułam, że jest mi po drodze raczej z chłopcami, którzy stawiali na prostotę i logikę.

Skomplikowane rozgrywki wewnątrz dziewczyńskich grup były dla mnie odległe niczym inne galaktyki we wszechświecie. Nie chciałam zostać ani aktorką, ani fryzjerką, jak moje koleżanki, za to wymyśliłam sobie, że cudownie byłoby prowadzić życie detektywa, niczym bohaterowie uwielbianych przeze mnie książek Chmielewskiej i Bahdaja. To były moje początki wchodzenia w męskie buty.

Gdy rozpoczęłam swoją pierwszą pracę wcale, ale to wcale nie zmieniłam zdania. Lubiłam proste dążenie do celu, przy użyciu jak najbardziej optymalnych środków, bez komplikacji i wydawało mi się, że o wiele łatwiej o takowe właśnie wśród mężczyzn. Chciałam pracować w ten sposób.

Parytety? To absolutnie kosmiczny pomysł, myślałam wtedy. Do roboty! Inteligencja w połączeniu z ciężką pracą i dobrym zorganizowaniem wydadzą plony. Żadnych forów! Wszystko osiągniemy same.

Kiedy zostałam mamą zmieniłam punkt widzenia

Bycie matką sprawiło, że nagle moje pielęgnowane wcześniej czule przekonania stanęły na głowie. Już w ciąży musiałam dostosować się do nowej sytuacji. Miałam anemię, przeszłam ciężkie zapalenie oskrzeli, pojawiły się również inne poważniejsze problemy zdrowotne. Znosiłam tę ciążę źle pod każdym względem.

Po urodzeniu syna wcale nie było lżej. Wysoko wrażliwe niemowlę, pomimo że kochane najmocniej jak się tylko da, potrafiło doprowadzić mnie na skraj rozpaczy. Pierwszy raz w życiu zupełnie sobie nie radziłam.

Ogarnęła mnie dzika zazdrość w stosunku do mężczyzn! Znienacka okazało się, że już nie jesteśmy równi, że to my nosimy dzieci w brzuchu i przeżywamy wszystkie związane z tym niedogodności (choć szczęście oczywiście też), że to my je w bólach rodzimy, że to my mamy piersi pełne mleka, którym możemy je wykarmić.

Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia! Dotarło do mnie, że wraz z macierzyństwem nasza równość się kończy. To tu tak naprawdę zaczyna się prawdziwy szklany sufit! Chciałam być z moim dzieckiem najbardziej na świecie, ale nie zmieniało to faktu, że zaczynałam sobie zdawać sprawę jak bardzo wpłynie to na moje życie zawodowe.

Mężczyźni mają łatwiej i lepiej?

Bielmo spadało mi powoli z oczu, również jeśli chodzi o inne sprawy związane z pracą. Odkryłam, że byłam do tej pory w mocno uprzywilejowanej sytuacji, bo prezes firmy, w której przez lata pracowałam nigdy nie faworyzował własnej płci i miał w tej kwestii bezdyskusyjnie równościowe podejście.

Awansowałam na dyrektorskie stanowisko nawet nie dostrzegając szklanego sufitu. Nie taka jednak była nasza polska rzeczywistość. Statystyki były bezlitosne – według Deloitte, w kraju nad Wisłą w 2017 roku, kobiety stanowiły tylko 13% w zarządach firm! Jeśli chodzi o własne firmy, to tylko co trzecia prowadzona jest przez kobietę, a i tak większość z nich to firmy jednoosobowe.

Rozejrzałam się po rodzimej dla mnie branży reklamowej i dostrzegłam, że choć wprawdzie jest sporo kobiet na wyższych stanowiskach, to i tak do równości jeszcze daleko. Istotne sprawy (czytaj: takie, w których chodzi o duże pieniądze), załatwia się wciąż w „swoim gronie”, to znaczy między mężczyznami.

Przypomniałam sobie opowieść koleżanki, która awansując na ważną pozycję w dużej korporacji, musiała tłumaczyć się prezesowi, jak zamierza sobie poradzić skoro ma dziecko. Tu jest pies pogrzebany!

Czy zatem jesteśmy skazane na przegraną? Czy zawodowy sukces to męska sprawa? Czy trzeba wejść w męskie buty, żeby go osiągnąć?

Moja własna firma i pierwsze porażki

W końcu – stało się! Nie wyobrażałam sobie siebie nie pracującej, ale też nie chciałam zrezygnować z wychowania moich dzieci. Miałam plan ułożyć swoje życie tak, żeby było w nim dostatecznie dużo miejsca na obie części mnie samej.

Założyłam własną firmę. Sklep internetowy Jadłosfera, z lokalną i naturalną żywnością. Obmyśliłam starannie, że wszystko w nim będzie testowane na sobie i bliskich, a w opisach produktów pojawią się sprawdzone i proste przepisy na ich wykorzystanie.

Przeczytaj także: Jakie były początki Jadłosfery!

Ruszyłam! Niestety moje plany (a uważałam się za wirtuozkę realizowania planów), wzięły w łeb. Źle oszacowałam zasoby czasowe potrzebne do realizacji zadań. Źle oceniłam także konieczne zasoby finansowe (zwłaszcza te marketingowe).

Nie domyślałam się nawet, jak bardzo jest się na cenzurowanym próbując stworzyć coś swojego i jak czasem ci wszyscy, którzy na podobne szaleństwo nie mają odwagi, potrafią czekać na Twój upadek (najlepiej taki z wielkim hukiem!); wspierających jest zdecydowanie mniej.

Skala mojego biznesu była wciąż za mała, Jadłosfera nie rosła w takim tempie jak sobie wyobrażałam.

Poprosiłam o wsparcie inne kobiety – i je dostałam!

Próbowałam różnych sposobów na rozruszanie swojego biznesu. Jedne pomagały, inne przeciwnie, wręcz oddalały mnie od celu. Pchałam ten wózek dzięki własnemu uporowi, który odziedziczyłam po dziadku z Galicji i bezustannemu wsparciu męża (stokrotne dzięki!).

Aż kiedyś odważyłam się poprosić o pomoc inne kobiety. Blogerki, które wiedzą dobrze, co to znaczy prowadzić swoją firmę i jakie to czasem bywa żmudne zadanie.

Początkowo bałam się nawet myśleć o tych najważniejszych, tych ze świecznika. Jadłosfera była mała, nie równała się wielkim korporacjom, które często gościły na łamach ich blogów i które (wiedziałam to dobrze pracując przez lata w branży reklamowej) dysponowały ogromnymi budżetami. Opanowałam jednak strach i zapytałam.

I to był moment, od którego wszystko się zmieniło. Jadłosfera zaczęła rozrastać się w tempie, o którym wcześniej mogłam tylko pomarzyć, i wciąż się rozrasta…

Duże i znaczące blogerki zdecydowały się mnie wesprzeć na zupełnie specjalnych warunkach. Dostrzegły, jak wiele włożyłam serca i pracy w stworzenie Jadłosfery i wyciągnęły do mnie pomocną dłoń; a konkretniej zaprzęgły do roboty swoje pisarskie i fotograficzne umiejętności i wsparły mnie dobrym słowem oraz przepięknymi zdjęciami moich produktów umieszczonymi na swoich bardzo poczytnych blogach.

Jak to zadziałało!

Kłaniam się w pas zwłaszcza Kasi Tusk z Make Life Easier i Zosi Cudny z Make Cooking Easier, czyli blogerkom, które są absolutnie „top of the top” w swoich kategoriach. Pięknie dziękuję również Life Managerce, autorce cudownego bloga o życiu w rytmie „slow”.

Celowo wymieniam je personalnie, bowiem jest we mnie wdzięczność, zwłaszcza, że nie wszyscy (i nie wszystkie) potrafią zejść z wyżyn swojego wysokiego mniemania o sobie i zauważyć debiutantów.

Kołacze się teraz we mnie nieśmiała myśl, że truizmy wypowiadane wielokrotnie na łamach prasy, te o siostrzanej pomocy i siostrzanej życzliwości, z którą powinny się nawzajem traktować kobiety są tak bardzo prawdziwe.

Jeśli chcemy osiągać sukcesy, to kto nam pomoże jeśli my same sobie nawzajem nie pomożemy?

Dajmy sobie wsparcie na kobiecych zasadach!

Mamy chrapkę na męskie flanki? Nie wchodźmy w męskie buty.

Dziękując jednej z blogerek za pomoc i życząc jej wesołych świąt, tak dobrze rozumiałam, jakie to ważne dla niej święta. Pierwsze ze swoim dzieckiem. Sama przypomniałam sobie szał, który mnie ogarnął, gdy urodził się mój pierworodny syn.

Hormony rozszalały się do tego stopnia, że na gwiazdkę podarowałam albumy ze zdjęciami mojego potomka nie tylko Dziadkom (którzy owszem, byli zadowoleni), ale też mojemu młodszemu Bratu, który w owym czasie w głowie miał raczej jeszcze wieczorne wyjścia „w miasto”, niż rodzinne ckliwości…

Kto tak dobrze zrozumie kobietę, jak nie inna kobieta?

Kto tak dobrze będzie wiedział, jaki trud kryje się za stwierdzeniem „łączenie macierzyństwa z karierą zawodową”? Nikt nie zrobi tego za nas! To my musimy sobie nawzajem pomagać, jeśli chcemy osiągać sukcesy.

Dobro wraca. W tym artykule solennie się zatem zobowiązuję, że jeśli kiedyś osiągnę pozycję, która pozwoli na pomaganie innym kobietom i zgłosi się do mnie debiutantka z pomysłem, w który uwierzę (bez tej wiary bowiem się nie obejdzie, tak jak nie obeszłoby się bez wiary blogerek, które mi pomogły w Jadłosferę), pomogę jej na tyle, na ile tylko dam radę.

Zostawiam Was z takim oto apelem – niech kobiety rozmawiają z kobietami o swoich „kobiecych biznesach”. Róbmy to w swoim gronie. Tak jak mężczyźni. Zawalczmy wspólnie o szacunek do tego, co tworzymy! Wtedy zaczniemy się liczyć (również w grze o pieniądze, które dają przecież niezależność i uznanie).

Zdjęcie: archiwum prywatne Agnieszki

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Szynal-Majewska
Właścicielka sklepu z lokalną i naturalną żywnością www.jadlosfera.pl. Kilkanaście lat pracowała w branży reklamowej, gdzie zdobywała doświadczenie biznesowe. Doświadczenia kuchenne nabywała testując proste i zdrowe przepisy na osobistych synach i mężu.Matka dzieciom. Kobieta sobie. Żarłacz literacki.

Nie będzie już lepszej okazji, żeby zacząć działać dla siebie – Mamy kupują u Mam

"Koronawirus zamknął nas wszystkich w domach, a więc to jest ten czas, kiedy możemy posłuchać samych siebie, własnych myśli i własnego ciała. Nie będzie już lepszej okazji, żeby zacząć działać dla siebie". O swojej firmie i dość zabawnych jej początkach opowiada Sylwia Wacławek, która zgłosiła się do naszej akcji #MamyKupująUMam.
  • Listy do Redakcji - 21/05/2020
Sylwia Wacławek

Sylwia Wacławek zgłosiła się do naszej akcji Mamy kupują u Mam. Przeczytaj czym się zajmuje, jaką prowadzi działalność i jak sobie teraz radzi!

Szeroko się uśmiechnęłam widząc Waszą nową akcję Mamy kupują u Mam i wspominając jednocześnie zeszłoroczną – Stań na własnych nogach – moje pościele znalazły się w 50-tce laureatów. Pomyślałam, że i tym razem skorzystam z dobrodziejstw, które proponujecie… albo po prostu opowiem Wam swoją historię (jak dla mnie nawet trochę zabawną)

Trochę wtedy było zamieszania artykułem o mojej firmie. 😉 Najpierw czekał w kolejce na publikacje, później wkradła się błędna informacja, że produkuję naturalne kosmetyki. 🙂

Przeczytaj także: Szyję lniane pościele dla dzieci

Ha… i w momencie kiedy skończyłam czytać całość, naszła mnie pewna myśl. W sumie to dlaczego miałabym nie sprzedawać naturalnych kosmetyków? Przecież jest to bliska memu sercu idea – świetnie wpisująca w otaczanie się naturą i szycie lnianej pościeli – biodegradowalnej i niebielonej chemicznie.

Oto natura

I tak od Oto Len z konkursu, powstał sklep Oto Natura, który w swojej ofercie ma sporo naturalnych kosmetyków, środków czystości, akcesoriów itp.

Jednak, jak to często bywa, każdy kto kocha naturę i środowisko, zakochuje się również w jodze. 🙂 To jakaś dziwna zależność, ale niezwykle często spotykana. 🙂 Oczywiście też się zakochałam!

Tak więc, do mojej naturalnej oferty dołączyły również wałki do jogi i poduszki do medytacji wypełnione ekologiczną łuską gryki.

Jeśli chcesz być na bieżąco z innymi historiami kobiet, zapisz się na nasz newsletter!

Godzina zero

Oficjalnie sklep wystartował niedawno, bo sporo czasu zajęło mi znalezienie odpowiedniego dostawcy materiałów, tworzenie grafik, opisów i wszystkich formalności, które są niezbędne do prowadzenia sklepu internetowego.

Wybiła godzina zero, a ja zamiast z entuzjazmem otwierać sklep, słyszę w wiadomościach, że pandemia koronawirusa sponiewiera cały świat. Przez moment żałowałam swoich naiwnych decyzji i wyobrażeń o własnym biznesie. Byłam na siebie zła, że nie potrafię poskromić swoich marzeń i pcham się tam, gdzie widocznie nie ma dla mnie miejsca.

No nic, jednak należę do osób, które umieją skakać, więc wszystkie „kłody” pod nogami nie są mi straszne – pomyślałam. I oczywiście…

Sposób na kwarantannę

Pierwsze zamówienie jakie znalazło się w koszyku to był wałek do jogi. Drugie – poduszka do medytacji. O zgrozo, jakie było moje zdziwienie. A przecież ta kategoria miała być tylko dodatkiem w moim sklepie.

I w końcu do mnie dotarło. Koronawirus zamknął nas wszystkich w domach, a więc to jest ten czas, kiedy możemy posłuchać samych siebie, własnych myśli i własnego ciała. Nie będzie już lepszej okazji, żeby zacząć działać dla siebie.

Przecież przeważnie po prostu brakuje nam odpowiedniej motywacji, ale tym razem nikt nie szukał wymówek. Ba, wszyscy szukali sposobu na domową kwarantannę.

Naturalnie, maty poszły w ruch w nie jednym domu, a wraz z nimi w sporej części w/w wałki do jogi i poduszki do medytacji.

Przeczytaj także: Tworzymy rękodzieło użytkowe w stempelkach – Mamy kupują u Mam

Mimo moich wielu obaw, działamy

A sklep okazał się strzałem w dziesiątkę. Oprócz tego, że sprawnie działa, mam ogromną satysfakcję z tego, że mogę realnie pomóc wszystkim tym, którzy zostali w domu. Wszystkim tym, których ten czas przytłacza, wszystkim którzy już dawno próbowali zrobić coś dla siebie, ale ciągle to odkładali.

Dzięki temu, że sprawnie realizujemy swoje wysyłki, nasi klienci, którzy dziś chcieli zacząć ćwiczyć jogę, następnego dnia mieli niezbędny sprzęt u siebie.

Co więcej, odezwało się do nas mnóstwo szkół jogi, które z wiadomych przyczyn nie mogą prowadzić fizycznie zajęć w swoich siedzibach – to one wpadły na świetny pomysł i zaczęły zamawiać od nas wałki do jogi dla swoich uczniów. Dzięki temu, oni prowadzą zajęcia online, a my zaopatrzamy wszystkich potrzebujących, tak by mogli praktykować jogę w domu.

Ten czas pomimo, że dla wszystkich ciężki, a pewnie też niezrozumiały, spowodował, że sklep www.otonatura.com.pl funkcjonuje lepiej niż się spodziewałam. Dostajemy masę wiadomości e-mail z podziękowaniem za tak szybką realizacje zamówień. Ogromne szczęście daje mi również to, że moi klienci naprawdę są zadowoleni z ich jakości i wykonania. To ma dla mnie ogromne znaczenie.

Chciałabym, aby wszystkie mamy, które pragną zacząć praktykować jogę mogły zrobić to już teraz. Na hasło: mamopracuj uzyskają 5% rabat w naszym sklepie.

Przeczytaj także: Mamy kupują u Mam – wspieramy Wasze biznesy. Dołącz do akcji!

Zdjęcia: prywatne archiwum Sylwii

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Listy do Redakcji

Poglądy wyrażone w listach są wyłącznie poglądami ich autorów i nie mogą być uznane za poglądy Redakcji Mamo Pracuj.

Plusy posiadania własnej domeny

Jeśli zakładasz swoją stronę WWW, to możesz skorzystać z własnej domeny, zdecydować się na subdomenę w adresie firmy hostingowej albo postawić na darmowy alias. Co oznaczają poszczególne rozwiązania? Dlaczego tym najlepszym jest posiadanie własnej domeny? Na co powinieneś zwrócić uwagę, wybierając adres?
  • Alicja Zielińska - 20/05/2020
dłonie na klawiaturze

Adres strony www

Kiedy już kupiłeś hosting, musisz zdecydować, z jakiego adresu będziesz korzystać. To on będzie pojawiać się w wyszukiwarkach internetowych, to z niego będą korzystać użytkownicy, wchodząc na stronę. Do wyboru masz kilka rozwiązań. Oto plusy i minusy każdego z nich:

Subdomena

Załóżmy, że wybrałeś hosting w AZ.pl. Firma daje Ci możliwość korzystania z darmowej subdomeny w tym adresie. Co to oznacza? Że do Twojej dyspozycji może być np. adres nazwa_serwera.nazwa_domeny_twojego_operatora. Możesz go używać całkowicie za darmo. Jeśli usługi nie przedłużysz, to wtedy z tego adresu może zacząć korzystać dowolny inny użytkownik. I to jest największy minus tej propozycji.

Subdomena jest do Twojej dyspozycji do momentu, kiedy jesteś klientem danej firmy hostingowej. Jeśli zdecydujesz się na takie rozwiązanie, to wybierz hosting w sprawdzonej marce. Dlaczego? Jeżeli firma upadnie, to stracisz adres.

Alias

Pojęcie to dotyczy nie tylko adresów stron WWW, ale również e-maili. Alias to alternatywny adres. Co to oznacza? Załóżmy, że zdecydowałeś się na skorzystanie z darmowego hostingu i adres Twojej strony jest nieatrakcyjny.

Często w takich przypadkach użytkownicy decydują się na używanie aliasu. Jak to działa? Firma, która jest abonentem atrakcyjnego adresu, daje Ci możliwość skorzystania z niego. Ale uwaga: w przypadku standardowego aliasu w wyszukiwarce będzie zaindeksowana w dalszym ciągu strona z długim adresem. Może to być dobry wybór, jeśli dopiero uczysz się tworzenia i prowadzenia stron WWW, ale na pewno nie w przypadku strony firmowej czy jakiegokolwiek serwisu, który budujesz dla użytkowników

Domena

W przypadku domeny jesteś abonentem i płacisz za możliwość korzystania z niej przez rok lub dłuższy okres. Jest to zdecydowanie najlepsze rozwiązanie. Dlaczego? Przede wszystkim pracujesz na swoją markę – do kiedy będziesz przedłużać adres, będzie on pozostawać do Twojej dyspozycji – nie jesteś uzależniony od tego, że ktoś Ci kiedyś odbierze możliwość korzystania z darmowej subdomeny.

Domeny są bardzo tanie – możliwe, że adres z rozszerzeniem .pl zarezerwujesz za kilka złotych, a czasami nawet za darmo. Jakie jeszcze korzyści daje własna domena? Poczta e-mail, z której dotąd korzystałeś, może mieć takie rozszerzenie. Np. Twoim adresem będzie: [email protected] Jeśli używałeś innych adresów, to wtedy pocztę możesz przekierować na nowy albo wszystkie wiadomości odbierać w jednym programie pocztowym. Pamiętaj, żeby zdecydować się na taki adres, który będzie łatwy do zapamiętania dla zainteresowanych, którzy mogą stać się twoimi klientami lub po prostu użytkownikami strony.

Ponadto własna domena nie wiąże Cię z żadną firmą hostingową na stałe. Domenę rejestrujesz u wybranego operatora i nie ma znaczenia, z jakiego hostingu będziesz korzystać. Nawet jeśli wybrałeś usługę serwerową w tej samej firmie, gdzie zarejestrowałeś domenę, to adres możesz przekierować na zewnętrzny hosting. Natomiast, żeby przenieść obsługę domeny do innej firmy, wystarczy że skorzystasz z opcji transferu. Wybór własnej nazwy jest najlepszą opcją, jeśli chodzi o adres strony www.

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: partnera portalu.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Alicja Zielińska
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail