Czego szukasz

Trójka dzieci, 40 lat i nowy zawód. Jak zostałam programistką

„Jestem mamą, a to w którymś momencie uruchomiło we mnie dodatkowe pokłady mocy. Zwątpienie… nie mam na nie czasu. Staram się myśleć, nie, czy sobie z czymś poradzę, ale jak to zrobić. Tak podchodzę do wielu zadań i wyzwań w moim życiu. Nie mogę sobie pozwolić na opierdzielanie się. Zrzucam też na dalszy plan rzeczy niekonieczne”. Małgorzata Łepek, mama trójki dzieci, kobieta po 40 -stce, która podjęła się nauki programowania on-line mówi, że to właśnie macierzyństwo dało jej potencjał i motywację.

kobieta siedzi przy stole przed komputerem, w rękach trzyma słuchawki

Jesteś ciekawa branży IT? Chciałabyś się przebranżowić i potrzebujesz wsparcia? Dołącz do naszego programu #MamoPracujwIT i grupy na FB >>> 

Gosiu wiem, że w ostatnich dniach marca ukończysz kurs programowania online. Czy chcesz zostać programistką i masz nadzieję na pracę w tej branży?

Odkąd wiedziałam, że będziemy mieć trójkę dzieci, zaczęło mi się zmieniać podejście do wielu rzeczy. Dotarło do mnie, że nie może być tak jak dotychczas. Wiedziałam, że czas wziąć się za siebie i zawalczyć o finanse, nauczyć się jeździć samochodem. Moja otwartość na zmianę zbiegła się w czasie z pojawieniem się w moim zespole projektu informatycznego.

Koledzy zaczęli pisać program do obsługi wniosków o dofinansowanie. Poprzednio taki produkt wykonała dla nas firma informatyczna. Pojawiła się szansa na start w świecie programowania w zaprzyjaźnionym środowisku. Miałam obiecane, że po urlopie macierzyńskim będę mogła dołączyć do projektu. Niestety projekt nie rozwinął się tak, jak to było początkowo planowane. Stąd, jeśli chciałam programować, musiałam znaleźć nowy pomysł na siebie.

Tuż przed porodem i pod koniec urlopu macierzyńskiego samodzielnie uczyłam się Javy. Darmowe kursy w Internecie, pierwsza książka. Jednak dochodziłam do jakiejś ściany. Wiedziałam już, że chcę spróbować jako programistka. Tylko brakowało dobrego przewodnika, który będzie miał pomysł na całokształt mojej nauki.

Pierwszą taką osobą był Artur z przyszlyprogramista.pl. On pokazał mi mentalność dobrego programisty, odesłał do znakomitych m.in. bezpłatnych materiałów. Przerobiłam m.in. kurs Mirosława Zelenta dotyczącego C++, a także angielski tutorial na SoloLearn. To dało mi jakąś bazę. Poszłam na spotkanie Find a Tech Job, gdzie reklamują się pracodawcy szukający programistów. I po tym spotkaniu wiedziałam, że chce wrócić do Javy. Wtedy pojawił się kurs Akademii Kodu.

Myślisz o kursie programowania on-line? Skorzystaj ze specjalnej oferty, jaką dla mam przygotowała Kodilla. 5% rabatu na kurs on-line i dodatkowe wsparcie mentora oraz „urlop” gdyby zbyt pochłonęły Cię obowiązki rodzinne. Zobacz szczegóły!

Czego się uczysz na tym kursie? Jakie nabywasz umiejętności?

Kurs jest bardzo rozbudowany. Na początek jest sama Java. Drugi duży blok to aplikacje na Androida. A trzeci to tworzenie aplikacji Webowych. Po drodze Git, bazy danych, HTML, CSS, frameworki. Dla mnie wszystko nowe i przez to wydaje się, że w dużych ilościach. Ale jak widzę oferty pracy, to tego właśnie powinnam się uczyć. Prowadzący tłumaczą pisząc na naszych oczach kod, zadając zadania, pokazują jak się dane rzeczy robi komercyjnie.

Jak wygląda system nauki w trakcie kursu on-line? Czy taki kurs wymaga od Ciebie dużego nakładu samodzielnej pracy? Czy jest jakieś wsparcie ze strony prowadzących?

Kurs nie jest łatwy dla osoby początkującej w świecie programowania. A właściwie powiedziałabym, że jest bardzo trudny. Przytłacza ogrom materiału. Formuła on-line też nie jest prosta. Czasem zrywa się połączenie i po powrocie trudno odnaleźć się w tym, co grupa robi. Zrobisz jakiś błąd przy przepisywaniu przykładów, a prowadzący nie zerknie w monitor, bo Twojego monitora nie widzi.

Oczywiście na podstawie opisu błędów i doświadczenia uczący nas programiści podpowiadają, co pewnie mamy źle. Wrzuca się też kod na „wkleję” i wszyscy szukają, gdzie jest błąd. Ale i tak frustracji nie da się uniknąć.

Jeśli chodzi o samą formę kursu, to jako grupa uczestniczymy w webinarach. Jest nas kilkanaście osób. Możemy zadawać pytania na czacie. I co najważniejsze, wszystkie zajęcia są nagrywane i można do nich później wrócić. Dla mnie to podstawa. Bez tego trudno byłoby mi przyswoić materiał kursu. Natomiast nie ma czegoś takiego, jak opiekun grupy, opiekun kursanta. Za to – w razie konieczności – prowadzący, deklarują pomoc również po zajęciach.

Czy nauka on-line wymaga dużej dyscypliny? Czy nie żałujesz, że wybrałaś taki rodzaj kursu? Nauka on-line jest dla Ciebie wygodna?

Dla mnie drugorzędne było, czy jest to nauka on-line, czy na sali. Wybrałam tak, bo z założenia szukałam formy nauki, która jak najmniej będzie ingerować w „czas wolny” mojej rodziny. Jednak łatwiej uczestniczyć w zajęciach w 3 wieczory i sobotę, niż znikać na cały weekend. No i w formule on-line nie trzeba dojeżdżać, co też zabiera czas.

Natomiast na pewno dyscyplinuje to, że są zajęcia w czasie rzeczywistym. I staram się zawsze na nich być. To jest takie minimum czasu na naukę programowania.

A jak z wiedzą i materiałem? Czy dużo jest nauki, zapamiętywania? Czy te wszystkie nowe informacje są trudne do przyswojenia?

Każde zajęcia oglądam jeszcze raz, robię notatki, na które nie ma czasu na bieżąco. Ponownie piszę kod. Jeśli kurs trwa 15 godzin tygodniowo – średnio co drugi tydzień, to w czasie, kiedy jest przerwa, ja ponad 15 godzin poświęcam na powrót do materiału z zajęć. To znaczy tak było do połowy grudnia. Potem zaczęły się choroby dzieci, ferie świąteczne, zimowe. I właściwie cały czas, któraś z córek była w domu, a to oznaczało nieraz zero czasu na naukę.

Jesteś mamą trójki dzieci. Jak udaje Ci się godzić macierzyństwo i naukę?

Jak zaczynałam naukę programowania, to był to koniec mojej trzeciej ciąży. Powoli i bardzo po omacku, ale systematycznie wchodziłam w świat programowania. Potem był urlop rodzicielski i wychowawczy, kiedy moje plany naukowe legły w gruzach, bo starsze dzieci tak po prostu przez pół roku prawie cały czas chorowały. Generalnie był to ciężki czas.

Potem powrót do pracy i kolejne podejście do programowania, tym razem z kimś, kto miał pomysł czego i jak się uczyć, co znacznie przyspieszyło mój rozwój, ale jednocześnie miałam nieustanne niedobory czasu na naukę. I po kilku miesiącach stwierdziłam, że nie da się równocześnie pracować zawodowo, być mamą trójki dzieci i efektywnie uczyć.

Choć techniki tego, kiedy i jak się uczyć, żeby szło do przodu miałam opracowane na wysokim poziomie, to ciągle było mało. Stąd podjęliśmy z mężem strategiczną decyzję – inwestujemy w mój rozwój, co oznacza, że przestaję chodzić do pracy, żeby mieć kiedy się uczyć.

Dodatkowym wyzwaniem jest też miejsce nauki. Ponieważ kurs jest wieczorami oraz w soboty, nie mogę uczestniczyć w zajęciach w domu – gdzie biega i hałasuje trójka dzieci (2, 4 i 7 lat), która na dodatek nie do końca rozumie, co to znaczy, że mama ma teraz szkolenie. Stąd z laptopem i słuchawkami na uszach uczę się w pizzeriach, piekarniach i innych lokalnych gastronomiach, wyposażonych w wi-fi.

Czy trudno jest się odnaleźć w świecie programowania nie mając już 20 lat? Według Ciebie może to być obszar rozwoju dla mam np. po 40 roku życia?

Jakoś nie mam problemu z tym ile mam lat. Śmieję się, że życie zaczyna się po czterdziestce. Tak było w moim przypadku. Niedawno zaczęłam jeździć samochodem. 1,5 roku temu zaczęłam biegać – bez spektakularnych wyników, ale codziennie. I czuję, że jeszcze jest dużo innych rzeczy, które mogę zrobić.

Nie ukrywam, że wpływ na moje myślenie o sobie w szerszych kategoriach miała Kamila Rowińska, jej książki, materiały video, czy roczne wyzwanie, w którym biorę udział. No i te wszystkie rzeczy, które już się udały, budują we mnie poczucie sprawczości. Sprawiają, że z optymizmem patrzę w przyszłość.

Jest też jedna rzecz, która moim zdaniem sprawia, że mam „konkurencyjną przewagę”. Jestem mamą, a to w którymś momencie uruchomiło we mnie dodatkowe pokłady mocy. Już nie żyję tak sobie, wszystko jedno jak zorganizowana, w jakiej kondycji fizycznej, z jaką sytuacją zawodową. Są dzieci, za które czuję się odpowiedzialna – również finansowo. Ja po prostu jestem niejako zobligowana, żeby się bardziej postarać o zmianę.

Ukończenie takiego szkolenia online daje gwarancję znalezienia pracy? Może już miałaś jakieś oferty pracy?

Częścią projektu/kursu są targi pracy. Cyklicznie są organizowane spotkania kursantów z firmami chcącymi zatrudnić programistów. Ponadto dostajemy listę firm, w danej okolicy, które pracują w tym konkretnym języku programowania. Jak tylko gdzieś pojawiają się oferty pracy, to są one wrzucane na naszą grupę facebookową.

Natomiast ja niezależnie od kursu miałam ofertę pracy – choć jeszcze jej nie szukałam. Bardzo ciekawe doświadczenie – dostałam ofertę wystartowania w branży. Trochę programowania, trochę pracy ze „studentami” kursu programowania. Spodobałam się – i to do tego stopnia – że z początkowo zaproponowanej mi stawki stażowej – zrobiła się stawka przeze mnie oczekiwana.

Jednak po wielu przemyśleniach i rozmowach z moim mężem, odrzuciłam propozycję. Po pierwsze, obecnie chcę rozwijać moje kompetencje programistyczne. Po drugie, szukam pracy wspierającej moje życie rodzinne. Tak po prostu.

Ale sama sytuacja, że to praca znajduje mnie i w wyniku rozmów uzyskuję stawkę niejako „wymarzoną” – wydała mi się nieprawdopodobna. A odrzucenie takiej „spadającej z nieba” oferty było bardzo trudne. Wydarzenie to bardzo mnie podbudowało i sprawiło, że z optymizmem patrzę w przyszłość.

Co jest dla Ciebie największym wyzwaniem? Czy może zdarzają się chwile zwątpienia?

Największym wyzwaniem jest dla mnie rzeczywistość życia rodzinnego. Choroby dzieci, wizyty u specjalistów, konieczność szukania z dnia na dzień nowego żłobka/ przedszkola. Do tego za kilka miesięcy czeka nas przeprowadzka. Nieustannie są rzeczy konieczne, którymi trzeba się zająć, załatwić, być. Z jednej strony to mobilizacja, bo jak dzieci są w żłobku, przedszkolu, szkole i mam w końcu czas na naukę, to jest presja wykorzystania tego do maksimum.

Przecież już jutro może się coś wydarzyć i wtedy tego czasu nie będę mieć. Nie mogę sobie pozwolić na opierdzielanie się. Zrzucam też na dalszy plan rzeczy niekonieczne. Np. sprzątanie domu – wersja minimum, jak najwięcej na wieczór, a niektóre rzeczy robię po prostu, jak dzieci wrócą.

Zwątpienie… nie mam na nie czasu. Staram się myśleć, nie, czy sobie z czymś poradzę, ale jak to zrobić.

Tak podchodzę do wielu zadań i wyzwań w moim życiu. Boli mnie głowa, źle się czuję – nie mam siły się uczyć. To może mogę coś przepisać – jakiś kod na kartę, żeby lepiej zrozumieć, żeby samej napisać podobny…

Jak zachęciłabyś inne mamy do ukończenia takiego kursu? Co byłoby dla nich wystarczającą motywacją?

Myślę, że to co my – mamy mamy, to macierzyństwo, które nieraz budzi w nas dodatkowe moce, dodatkową motywację. Inaczej się ożywiamy, inaczej się organizujemy, inaczej wartościujemy… Ale ostatecznie, każda z nas musi znaleźć motywację w sobie. Nie może ona pochodzić z zewnątrz. Można się np. mną zainspirować. Ale ja nie mogę, a nawet nie chcę nikogo przekonywać. To co jest dobre dla mnie może niekoniecznie służyć innej mamie. Co nie zmienia faktu, że trzymam kciuki za nas wszystkie – mamy zmieniające zawód.

Dziękuję Ci za rozmowę.

Rozmawiała Ewa Moskalik – Pieper

Myślisz o kursie programowania on-line? Skorzystaj ze specjalnej oferty, jaką dla mam przygotowała Kodilla. 5% rabatu na kurs on-line i dodatkowe wsparcie mentora oraz „urlop” gdyby zbyt pochłonęły Cię obowiązki rodzinne. Zobacz szczegóły!

 

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Podyskutuj

Daj sobie szansę! IT to nie tylko programowanie.

Czasami trudna sytuacja daje szansę na odkrycie czegoś nowego, dającego szerokie możliwości. Przekwalifikowanie się wcale nie jest proste, porzucenie marzeń o pracy w wyuczonym zawodzie – tym bardziej. Jak w takim razie znaleźć nową drogę rozwoju? Skąd wiedzieć, w którą stronę iść i czego się uczyć, żeby spełniać się zawodowo? Porozmawiamy o tym z Małgorzatą Jarosz – Software Developerka w Avanade, która opowie też, jak to jest zaczynać nową pracę na początku pandemii.
Małgorzata Jarosz Software Developer w Avanade

Gosiu, bardzo dziękuję, że zgodziłaś się na rozmowę i że znalazłaś na nią czas. Pracujesz w Avanade – firmie działającej w branży IT, ale z wykształcenia nie jesteś informatyczką a chemiczką. Czy to prawda, że to dzięki alergii działasz w branży IT?

Tak, to prawda. Była to dla mnie trudna i niespodziewana sytuacja. Nawet najdziwniejsze scenariusze, które mogłam wtedy wymyśleć, nie zakładały, że dostanę alergii po dziewięciu latach studiowania chemii. Ani podczas studiów magisterskich, ani potem na studiach doktoranckich, nie działo się nic trudnego czy zaskakującego, co wskazywałoby na to, że nie mogę pracować z odczynnikami chemicznymi.

Po dwuletniej przerwie, związanej z powiększeniem rodziny o dwie maleńkie osóbki, wróciłam do zawodu, zaczynając pracę w laboratorium badawczym. I nagle, bam! Każde wejście do laboratorium wiązało się z gwałtowną reakcją mojego organizmu. To skończyło się zakazem pracy w laboratorium. Lekarz medycyny pracy nie pozostawił złudzeń. Pamiętam, że chyba tydzień siedziałam i nie wiedziałam, co dalej. Co ja mam zrobić, skoro praca w zawodzie jest przede mną zamknięta?

I tak narodził się pomysł na IT. Pierwsze CV wysyłałam na chybił-trafił, mając małą wiedzę o tym, co jest czym w tym IT. 🙂 Na szczęście los się do mnie uśmiechnął. Patrząc z perspektywy czasu, trafiłam w bardzo dobre miejsce dla żółtodzioba.

Twój mąż kibicował Twojemu przebranżowieniu, prawda?

Tak. Do dziś pamiętam słowa mojego męża, który w chwili, kiedy nie wiedziałam, co mam zrobić, podsunął pomysł z branżą IT. Sam pracował tam już wtedy od blisko dwóch lat. Dzielnie sekundował, kiedy jeździłam na kolejne rozmowy. Bywało, że wracałam pełna zwątpienia, a w domu czekała na mnie ciepła herbatka i słowa wsparcia. To on też wspierał mnie, gdy podejmowałam ważne decyzje zawodowe.

A jak wyglądała Twoja droga związana z przekwalifikowaniem? Czy zawzięłaś się w sobie i pomyślałaś, że wszystkiego nauczysz się sama, czy może miałaś grupę wspierająco – uczącą?

Nie powiem, że przekwalifikowanie się to była bułka z masłem. 🙂 Tym bardziej, że oprócz męża, nie miałam grupy wsparcia. Szczęśliwie, moja pierwsza praca była raczej mniej techniczna, a bardziej związana z konfiguracją produktu zgodnie z wymaganiami klienta – zbieraniem tych wymagań, projektowaniem nowych ekranów do zbierania danych. Po kilku miesiącach poczułam, że czas ruszać dalej. Nigdy nie byłam wielkim fanem pracy, która nie angażuje mnie w 100%. Czułam, że mój mózg może więcej. I w sumie to kolega z zespołu podsunął mi pomysł, że może popatrzę na bazy danych. Usiadłam, wygrzebałam garść tutoriali z Internetu. Siedziałam przy komputerze po nocach, kiedy dzieci spały. Po kilku tygodniach poszłam do chłopaków od baz danych i powiedziałam, że chcę do nich przyjść.

Małgorzata Jarosz

Tak po prostu?

Można powiedzieć, że tak. Oni trochę zaskoczeni, trochę nie wiedzieli co zrobić, ale przepytali mnie i…wpuścili do całkiem nowego świata. Potem nastąpiło jeszcze kilka zmian na ścieżce zawodowej: nietrafiony biznes analityk, stanowisko doradzające klientowi w sprawie użycia technicznych możliwości jednego z produktów i dbanie o tę część techniczną, która była po stronie firmy.
Następnie zdecydowałam się przejść do testowania, a właściwie automatyzacji testów. I tu osiadłam na kilka lat, używając kilku różnych języków programowania, by ułatwić testowanie. W takiej roli zaczynałam także pracę w Avanade. Ale…po rewaluacji tego co mi w pracy sprawia największą radość, poprosiłam o możliwość zmiany stanowiska i w chwili obecnej jestem już programistką. 🙂

Przed Avanade pracowałaś w paru firmach z branży IT. A jak to się stało, że na Twojej drodze zawodowej pojawiła się właśnie firma Avanade? Czy był to świadomy wybór?

Avanade to wybór bardzo, bardzo świadomy. Rekomendacje co do firmy pozyskałam w domu. Mój mąż od wielu lat pracuje w Avanade. Decyzję o tym, żeby tu pracować należało więc przemyśleć pod wieloma aspektami. Przeważyły argumenty na tak. Potem udana rozmowa rekrutacyjna i dołączyłam do pracowników firmy.

Krótka piłka Gosiu. 🙂 Masz dwójkę szkolnych dzieci, pracę w Avanade zaczęłaś, można powiedzieć, wraz z pojawieniem się pandemii. Powiedz jak firma wspierała Cię na początku Twoich działań i w czasie przedłużającego się lockdownu?

Często żartuję, że byłam pierwszym zdalnie wdrażanym pracownikiem, ponieważ zaczęłam pracę na samym początku marca. Jeszcze byliśmy przed całkowitym lockdownem, ale ja już byłam wtedy zesłana na kwarantannę przez poprzedniego pracodawcę. Istniało duże prawdopodobieństwo, że miałam kontakt z potencjalnie chorą osobą.

W sumie nigdy nie byłam w biurze firmy, nie mam tam swojego biurka, natomiast nigdy też nie czułam się wyobcowana. Praktycznie od pierwszego dnia w pracy wszyscy sprawili, że może i było to niecodzienne doświadczenie (nadal jest 🙂 ), ale bardzo szybko się mną zaopiekowano, włączono w aktywności zespołu.

Zamknięcie szkół było trudnym doświadczeniem. Z dziećmi pracowało mi się trudniej, ale firma i wszyscy razem, cały czas się wspieraliśmy. Co bardzo ważne to, że zostało nam jasno zakomunikowane, iż nie jesteśmy sami, w razie jakichkolwiek problemów, możemy dawać znać i popracujemy nad możliwymi rozwiązaniami. Powstała nawet grupa dla rodziców, na której możemy się dzielić pomysłami na zabawy, wrzucić wydarzenie online, podsuwać pomocne linki. Wszyscy staramy się wspierać codziennie tak, jak najlepiej możemy.

Czy w firmie jest jakieś rozwiązanie, czy wsparcie, za które jesteś szczególnie wdzięczna?

Szczególnie cenię sobie, że w naszej firmie czas pracy jest bardzo elastyczny. Każdy z nas pracuje w swoim projekcie, a są one realizowane przez osoby mieszkające w różnych strefach czasowych. W związku z czym, godziny pracy potrafią się różnić między projektami. Wszystko po to, aby dobrze dopasować się do potrzeb klienta.

Co ważne my pracownicy, możemy godziny pracy dopasować do swoich potrzeb – oczywiście w ramach zespołowych ustaleń. Zdarza się, że ktoś zaczyna pracę późno, i że aktywnie działają ranne ptaszki. Zdarza się, że kogoś na przykład nie ma dłużej w ciągu dnia. U nas nie ma sztywnych godzin „od-do”. Jako mama bardzo to doceniam – dzieci wprowadzają jednak lekki element chaosu i niepewności co do planu dnia. 🙂

O tak, elastyczność pracodawcy dla pracujących rodziców jest bardzo ważna. Potwierdzam! A powiedz mi Gosiu, jeśli byś miała okazję porozmawiać z kimś, kto rozgląda się na rynku pracy i rozważa aplikowanie do Avanade, to czym byś go zachęciła do pracy w firmie? Interesującymi projektami, benefitami, atmosferą?

Co jest najważniejsze? Ludzie i atmosfera. Pracowałam w kilku różnych firmach i wiem, że największe znaczenie ma to, w jakiej atmosferze i z jakimi ludźmi się pracuje. Można mieć super benefity, a uciekać z firmy niemalże od razu.

W Avanade kocham atmosferę wspierania się. Wiem, że z każdym problemem mogę przyjść i zawsze jest ktoś, kto udzieli mi potrzebnych odpowiedzi. To daje niesamowity komfort psychiczny i poczucie bezpieczeństwa.

A tak na koniec naszej rozmowy zapytam o coś jeszcze. Jak wiesz – sporo osób, w szczególności mam, skupionych wokół społeczności #MamoPracujwIT chce teraz działać właśnie w tej branży technologicznej. Co byś powiedziała tym początkującym? Warto?

Warto. Przede wszystkim warto dać sobie szansę, bo IT to nie tylko programowanie. Trzeba pamiętać, że w IT pracuje całe spektrum specjalistów z różnych dziedzin. Ja umiem programować backend, ale niekoniecznie znam się na zarządzaniu ludźmi czy projektami. I to jest jak najbardziej w porządku.

Nie musimy od siebie wymagać perfekcji w każdej dziedzinie, możemy popełniać błędy. Możemy czegoś nie wiedzieć – to część bycia ludźmi, a nie cyborgami.

Ja zawsze w trudnych chwilach, kiedy mam podjąć jakąkolwiek decyzję, staram się popatrzeć na nią z innej perspektywy. A gdybym to nie ja musiała podejmować tą decyzję a na przykład moja najlepsza przyjaciółka? Co by było, gdyby to ona znalazła się dokładnie w takiej samej sytuacji? Czy pomyślałabym to samo, co myślę teraz w stosunku do siebie? Z doświadczenia wiem, że często my kobiety mamy zupełnie różne zestawy myśli i wsparcia dla siebie i dla naszych bliskich. Dlatego bądźmy dla siebie wyrozumiałe i pamiętajmy, że czasem warto zaryzykować i sięgnąć po zmianę. Daj sobie szansę, nawet jeżeli wskazówka w naszej głowie przechyla się choćby minimalnie w stronę tej zmiany 🙂

Dziękuję za rozmowę!

Zobacz kogo do swoich Zespołów szuka firma Avanade:

Front-End Developer with React Kraków i Wrocław

Full Stack .NET Developer Wrocław

Full Stack .NET Developer Kraków

QA Automation Test Engineer Kraków

QA Automation Test Engineer Wrocław

Zdjęcia: archiwum Małgosi

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Jestem mamą mądrej indywidualistki. Posiadam doświadczenie w koordynacji projektów, prowadzeniu szkoleń oraz doradztwa. Uwielbiam spędzać czas z rodziną, podróżować, czytać książki i celebrować picie kawy. W "wolnym" czasie wspieram osoby chore onkologicznie.

Zamień kwiaty na książkę, czyli 10 książek na Dzień Kobiet

Myślałaś kiedyś, żeby zrobić sobie prezent? Po prostu sprawić sobie przyjemność? Jeśli nie, to właśnie będzie ku temu świetna okazja — Dzień Kobiet. Poznaj naszą propozycję 10 książek, które możesz sobie sprawić zamiast kwiatów. :)

10 książek na Dzień Kobiet

Mamy dla Ciebie kilka propozycji książkowych, które wprawią Cię w dobry nastrój, poprawią Twoją motywację, pobudzą Twoje kubki smakowe, a nawet zadbają o Twój wygląd zewnętrzny.

1. „Me time. Zaopiekuj się sobą i zostań swoją najlepszą przyjaciółką” Sanders Jessica

Holistyczne podejście do zdrowia to temat, który na przełomie kilku ostatnich lat jest bardzo mocno propagowany. A mimo to, zdrowie najczęściej kojarzone jest tylko z aktywnością fizyczną i dobrze zbilansowaną dietą. Autorka książki zwraca szczególną uwagę na zagadnienia związane ze zdrowiem psychicznym, umiejętnością stawiania granic sobie i innym, dbaniem o swój wewnętrzny komfort i relacje z najbliższymi. Jest prawdziwą przedstawicielką holistycznej wizji zdrowia, a jej książka jest tego dowodem i świetnym przewodnikiem po sferze wewnętrznych uczuć.

2. „Włoszki” Gabriella Contestabile

Autorka odkrywa sekret piękna włoskich kobiet. Opowiada, skąd czerpią siłę i pewność siebie, jak dbają o swój styl i swoje ciało. Gabriella Contestable za pomocą słów zabiera czytelnika w magiczną podróż po przepięknych zakątkach słonecznej Italii. Sztuka, muzyka i przepyszne włoskie jedzenie przeplatają się tutaj z licznymi opisami cudownego włoskiego krajobrazu. Autorka w swojej książce udowadnia, jak ogromne znaczenie dla kobiety ma troska o piękno wewnętrzne i zewnętrzne, niezależnie od tego, w jakim jest wieku i jaką funkcję społeczną pełni.

Przeczytaj także: 10 książek, które wspierają rozwój osobisty

3. „A właśnie, że będę szczęśliwa! Sztuka tworzenia dobrego i pełnego radości życia”. Garnier Stephane

O szczęściu i dążeniu do niego napisano już chyba wszystko, a jednak wciąż powstają fenomenalne książki, które uczą, jak po nie sięgać. Autor książki „A właśnie, że będę szczęśliwa…” przekonuje swoich czytelników, że szczęście to kwestia wyboru, a nie zrządzenie losu. Pozornie zabawna treść, opatrzona licznymi cytatami mędrców, poetów, skłania odbiorcę do głębszej refleksji. Refleksji nad życiem, które można, a nawet trzeba celebrować. Potrzeba tylko zmiany myślenia i odwagi w działaniu, aby osiągać zamierzone cele. Czy dasz się zaprosić autorowi tej książki na lekcje do Szkoły Szczęścia?

4. „Fenomen poranka. Jak zmienić swoje życie” Hal Elrod

A gdyby tak uchronić się przed utratą szansy na wspaniałe życie oraz zacząć spełniać swoje marzenia i budować sukces krok po kroku? Brzmi obiecująco, a nawet dość idealistycznie. A jednak Hal Elrod uważa, że to wszystko jest do osiągnięcia, jeśli z poranków uczyni się prawdziwy miracle morning, przepełniony afirmacją, spokojem i innymi wartościowymi rytuałami.

5. „Biegnąca z wilkami” Estes Pinkola Clarissa

Autorka w swojej książce odpowiada na wiele pytań dotyczących natury kobiety. Poddaje analizie pierwotne kobiece instynkty oraz to, kim byłaby ona, gdyby świat nie starał się jej na siłę „ucywilizować”. Fenomenalnie opisuje kobiecą psychikę, dzięki czemu czytelniczka ma możliwość lepiej poznać samą siebie, zrozumieć swoje zachowania i otworzyć się na oczyszczające działanie lektury. Jest to świetna książka dla kobiet, które czują się wtłoczone w sztywne role społeczne i potrzebują porzucić konwenanse, w których tkwią.

6. „Bój się i działaj” Pryśko Monika

Kolejna fantastyczna książka dla kobiet, która pomaga im oswoić strach i wziąć życie w swoje ręce, pomimo lęku i braku wiary w siebie. Autorka nie zachęca do życia na krawędzi i porzucania swoich obaw. Wręcz przeciwnie, pokazuje, jak radzić sobie z lękiem, jak go okiełznać i wykorzystywać w pozytywny sposób. Motywuje kobiety do działania, podejmowania odważnych decyzji, które będą je przybliżać do realizacji marzeń i celów, nawet jeśli boją się zrobić przysłowiowy, pierwszy krok.

Przeczytaj także: 10 książek, które pomogą odbudować Twój związek

7. „Proste rzeczy” Dominique Loreau

Książka francuskiej pisarki jest odpowiedzią na styl współczesnego konsumpcyjnego społeczeństwa. Zafascynowana filozofią zen, zachęca do zmiany nawyków i podążania nową drogą opartą na minimalizmie i prostocie. Wychwala korzyści płynące ze skromnego życia pozbawionego niepotrzebnych rzeczy. Jej wskazówki dotyczące zupełnie nowego podejścia do pielęgnacji ciała, umysłu, diety, zakupów etc. mają nam pomóc docenić naszą codzienność i odkryć potencjał, który mamy w sobie.

8. „W Paryżu dzieci nie grymaszą” Pamela Druckerman

Nie jest to klasyczny, sztampowy przewodnik dla mam, czyta się tę książkę bardziej jak powieść. Autorka rzuca nowe spojrzenie na słynne wychowanie francuskie. Według Francuzów to dziecko ma przystosować się do stylu rodzica, a nie na odwrót. Niewątpliwie ta książka otwiera ciekawą dyskusję na temat kulturowych różnic w wychowaniu dzieci.

9. „Kolorowa rewolucja. Architektura. Wnętrza. Moda”. Dagny Thurmann – Moe

„Kolory mają ogromny wpływ na nasze samopoczucie. Bez kolorów jesteśmy jak emocjonalni ślepcy” – pisze autorka książki „Kolorowa rewolucja”. Może nadchodząca wiosna to świetna okazja, żeby wprowadzić w swoje życie więcej koloru i dowiedzieć się, jak poszczególne barwy wpływają na jakość naszego życia. Autorka przeprowadza czytelniczkę przez proces poszukiwania indywidualnego stylu i planowania garderoby na podstawie kolorów, licznych wskazówek, inspiracji oraz cudownych fotografii. Jeśli planujesz tej wiosny kolorową rewolucję w Twoim domu, szafie czy otoczeniu, to ta książka jest właśnie dla Ciebie.

10. „Kawa. Instrukcja obsługi najpopularniejszego napoju na świecie”. Ika Graboń

„Podobno w żyłach lekarzy płynie kawa…”, czytamy w książce Iki Graboń, a my śmiało za autorką dopisujemy, że żyłach mam, także. Jest to obowiązkowa pozycja na półce kawosza, ale nie tylko. Świetne kompendium wiedzy o kawie, liczne ciekawostki, propozycje alternatywnych sposobów parzenia kawy, a wszystko przepięknie wydane i opatrzone cudownymi zdjęciami.

Cudownego świętowania Dnia Kobiet z fascynującą lekturą w ręce.

Przeczytaj także: 10 książek, przy których odpoczniesz

Zdjęcie: Magdalena Głowala

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Absolwentka filologii polskiej oraz PR-owiec. Ukończyła liczne kursy i szkolenia z zakresu stylizacji. Zawodowo zajmuje się doradztwem wizerunkowym, stylizowaniem marek oraz tworzeniem treści do social mediów. Znajdziesz mnie na www.stylowa-marka.pl. Prywatnie żona oraz mama Filipa i Szymona. Fascynują ją inne kultury - szczególnie kultura Wschodu, choć od lat jest zakochana w słonecznej Italii. W „wolnych chwilach" uwielbia czytać książki psychologiczno-motywacyjne oraz uczyć się języków obcych.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×