Czego szukasz

Tkanina z sercem

Matylda tańczy w balecie, Łucja chce zostać weterynarzem, Sonia kocha jazdę na rowerze. Łączy je jedna rzecz – są lalkami. Pierwiastek życia tchnęła w nie i w ich przyjaciółki Marysia, mama 3-letniego Staszka i właścicielka sklepu z zabawkami oraz akcesoriami Kosi Łapci.

  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 13/03/2015

Marysiu, czym zajmowałaś się przed stworzeniem Kosi Łapci?

Pracowałam w firmie kosmetycznej na stanowisku technologa, ponieważ z wykształcenia jestem chemikiem o specjalizacji kosmetycznej.

Czy wyobrażasz sobie powrót do tego zajęcia?

I tak, i nie. W mojej obecnej pracy bardzo cenię pewną niezależność. Sama ustalam sobie grafik, co jest dla mnie ważne, ponieważ najlepiej pracuje mi się późnym wieczorem i w nocy. Wtedy rodzą się najlepsze pomysły. Natomiast w ciągu dnia mogę do woli cieszyć się czasem spędzanym z moim synem, robić z nim mnóstwo fantastycznych rzeczy i pokazywać mu świat.

I dlatego zapragnęłaś założyć własną firmę?

Pomysł zrodził się w mojej głowie 3 lata temu, gdy chodziłam między stoiskami na jednym z targów designu. Stwierdziłam wówczas, że nie ma tam tego, czego szukam, czyli zabawek szytych ręcznie z naturalnych tkanin, w neutralnych, a nie krzykliwych kolorach. Takich, które mają jakąś historię i są na swój sposób niepowtarzalne. Na zagranicznych stronach internetowych podobne zabawki były do kupienia od ręki, a u nas? Na szczęście od tamtego momentu wiele się zmieniło i z radością patrzę, ilu wspaniałych nowych twórców pojawiło się przez ten czas w naszym kraju.

Co Cię zainspirowało do stworzenia pierwszej zabawki?

Ciągle słyszałam, jak kolejne osoby przekręcały nazwę mojej firmy, wymawiając ‘koci łapci’ zamiast ‘kosi łapci’. Pomyślałam, że to jest znak i że pierwszy będzie właśnie kot. I tak, trochę z przekory, powstał Kot Maurycy, który okazał się strzałem w dziesiątkę.

Skąd czerpiesz inspiracje dla swoich projektów?

Z inspiracjami jest tak, że czają się tuż za rogiem. Są absolutnie wszędzie. W książkach, które czytam z moim synem. Obrazach, które mnie otaczają. W nieprawdopodobnych historiach, które opowiada mi Staszek. To właśnie świat dziecięcy inspiruje mnie najbardziej, bo jest taki trochę na opak, o nieregularnych kształtach.

Każda zabawka ma imię oraz własną historię: lala Nina chce zostać projektantką, Amelia uwielbia owsiankę, a kot Feliks gra na trąbce. Dlaczego właśnie w ten sposób je opisujesz?  

Bo każdy przedmiot ma swoją historię. Stara papierośnica dziadka, która przeżyła wojnę, naparstek po babci, którym cerowała oczko w pończosze. Historia ma dla mnie ogromne znaczenie, często się z nią identyfikujemy. Tchnie też pewien pierwiastek życia w daną rzecz.

Jak wygląda proces tworzenia Twoich zabawek?

Na samym początku powstaje projekt na papierze. Szybki szkic tego, jak chcę, by zabawka wyglądała. Potem wybieram tkaniny, z jakich zostanie uszyta. Sama zabawka jest szyta w 100% z lnu, więc tutaj największą sztuką jest znalezienie dość miękkiego lnu świetnej jakości, o odpowiednim odcieniu. Następnie szukam materiałów na ubrania i ewentualnych dodatków. Gdy już mam gotowy szablon wszystkich elementów składowych, wycinam je z materiału i zszywam ze sobą poszczególne części. Kolejnym etapem jest wypełnienie zabawki antyalergicznym puchem. Na samym końcu zazwyczaj powstaje ubranie i dodatki z wełny.

Czym kierujesz się przy wyborze materiałów?

Podobnie jak w przypadku moich własnych ubrań, najważniejszy jest dla mnie skład tkaniny. Tu nie jestem w stanie pójść na żaden kompromis bo materiał ma być w 100% naturalny. Ważny jest też  wzór na tkaninie i jego kolorystyka. Krzykliwych kolorów wręcz nie znoszę.

Wszystko wykonujesz sama czy ktoś Ci pomaga?

Do tej pory wszystko robiłam sama. Począwszy od zamówień tkanin w sklepie, przez projekt i szycie, na wysyłce zabawki skończywszy. Moja firma jednak ciągle się rozwija, zapewne część swoich obowiązków w niedługim czasie będę musiała przekazać innym osobom. Natomiast już teraz po porady związane z konstrukcją niektórych ubrań dla moich zabawek zwracam się do mamy mojego męża. Jest absolutną mistrzynią kroju i szycia.

Zdarza Ci się pisać na blogu o innych twórczych kobietach. Która jest dla Ciebie największą inspiracją?

Ja w ogóle myślę, że kobiety mają niesamowitą umiejętność łączenia wielu różnych pasji i tym samym tworzenia czegoś absolutnie niepowtarzalnego. Podziwiam te, które są ilustratorkami, projektantkami, a przy tym szyją, robią na drutach i pewnie w wolnym czasie wyczarowują swoim bliskim przepyszne obiady. Bardzo cenię sobie szczególnie dwie kobiety: Natalie Lete oraz Colette Bream. Z obiema bardzo chętnie wybrałabym się na kawę, a z Colette stworzyłabym jakiś wspólny projekt

Dziecko jest tylko inspiracją, czy może jednak czasem utrudnia pracę?

Dziecko jest przede wszystkim człowiekiem, a więc miewa swoje nastroje, lepsze i gorsze dni. Mój syn na pewno nigdy nie ma złych intencji i bardzo często – widząc, jak szyję – mówi, że chce mi pomóc. Nie potrafię mu odmówić i często kończy na moich kolanach,  pomagając mi w nawleczeniu igły. Ale są takie sytuacje, kiedy każda minuta pracy jest cenna, bo w kolejce czekają kolejne zamówienia.

Jak udaje Ci się pogodzić różne role?

To bardzo trudne pytanie, bo ja sama nie wiem, czy mi się to udaje. Ciągle mam wrażenie, że mogłabym jeszcze lepiej organizować swój czas. Najtrudniej chyba płynnie przechodzić z jednej roli w drugą. Będąc z dzieckiem, poświęcać mu 100% swojej uwagi, wyłączając myślenie o tym, co jeszcze dziś muszę zrobić w temacie firmy. I odwrotnie – skupić się na pracy, wiedząc, że w drugim pokoju leży dziecko z gorączką.

Jakie są Twoje plany i cele na najbliższy czas?

Marzę o stacjonarnej pracowni połączonej ze sklepem z moimi pracami. O miejscu, w którym można by było wpaść na kawę, porozmawiać, a przy okazji zobaczyć, jak powstają zabawki. Zawsze jestem bardzo ciekawa, do kogo trafiają moje prace. Obecnie pracuję nad tym, by o Kosi Łapci Toys dowiedziało się jak najwięcej osób również zagranicą. Między innymi stąd otwarcie sklepu na międzynarodowej platformie etsy.com oraz współpraca z zagranicznymi fotografami. Po głowie chodzi mi także zaprojektowanie linii ubrań dla dzieci.

Co chciałabyś powiedzieć innym mamom, które szukają swojej drogi zawodowej?

Żeby podążały za głosem swojego serca i intuicją. Mam wrażenie, że szczególnie my, kobiety, najlepiej robimy to, co wypływa z głębi nas, co jest autentyczne i prawdziwe. Warto poświęcić czas, by to w sobie odnaleźć.

Dziękuję Ci za rozmowę.

Rozmawiała Monika Przybyłek-Woźniak

 

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Podyskutuj

Zamieniłam etat na własny biznes blisko domu – historia Ani, właścicielki Centrum MathRiders

Anna Kiedrzyńska po urodzeniu dziecka zamieniła pracę na etacie i długie dojazdy do biura na własną firmę - w okolicy. Połączyła pasję do matematyki z pasją uczenia dzieci i założyła własne Centrum Nauczania MathRiders. Dzisiaj spełnia się jako nauczycielka, właścicielka firmy i szczęśliwa mama. Poznaj jej historię i sprawdź, czy to może być także Twoja droga?
  • Franczyzadlamamy.pl - 17/11/2019

Lubisz pracę z dziećmi i matematykę? Zobacz jak możesz zarabiać z MathRiders.

Zostań Licencjonowanym Nauczycielem MathRiders lub otwórz własne Centrum Nauczania.

Zadzwoń już dzisiaj: Na Twoje pytania odpowie Łukasz Grymuza:  tel. 502471371

Możesz też wysłać maila: [email protected] lub zapytanie przez formularz na stronie MathRiders

Aniu jaka była Twoja droga do własnej firmy? Czy narodziny córki wywróciły Twój świat do góry nogami?

Po kilku latach pracy w korporacji narodziny córki przywitałam z ogromną radością. Nic innego się wtedy dla mnie nie liczyło – wbrew powszechnemu mniemaniu zaczęłam wówczas odpoczywać.

Trzeba było wstawać w nocy, nosić córkę godzinami na rękach, ale głowa mi po prostu odpoczywała. Po roku nie wyobrażałam już sobie powrotu do codziennej pracy, tym bardziej, że w moim przypadku wiązałoby się to ze spędzaniem w samochodzie 2-3 godzin dziennie na dojazdy. Nie chciałam tak żyć. Postanowiłam na jakiś czas zostać w domu.

A po jakimś czasie, gdy córeczka poszła już do przedszkola, zaczęłam szukać pracy w okolicy (mieszkam niedaleko Warszawy) w niepełnym wymiarze. I tak się to zaczęło.

Dlaczego zdecydowałaś się właśnie na współpracę z Mathriders i model franczyzowy?

Znalazłam ogłoszenie – „poszukiwany nauczyciel MathRiders”. Podczas rozmowy, Pani Małgorzata Grymuza opowiedziała mi o całej koncepcji pracy w firmie i o możliwościach rozwoju. Postanowiłam spróbować, nie tylko jako nauczyciel, ale od razu otwierając swoje Studio Nauczania.

Matematyka towarzyszyła mi w życiu przez cały czas, lubiłam jej uczyć, więc dlaczego nie spróbować? Tym bardziej, iż decydując się na franczyzę miałam wsparcie – materiały, pomoce dydaktyczne, mili ludzie chętni do pomocy – nie byłam dla nich konkurencją. Razem pracowaliśmy od początku na rozwój naszej marki.

Na czym dokładnie polegają zajęcia w MathRiders? Czy to zwykłe lekcje matematyki?

Zajęcia MathRiders odbiegają znacznie od lekcji w szkole. Po pierwsze pracujemy z niewielką liczbą dzieci do 8 osób, co pozwala nawiązać bliższe relacje z dziećmi, poznać je, zrozumieć problemy jakie mają – nie tylko z nauką, ale również w życiu.

Traktuję swoich uczniów jak takie przyszywane dzieci – znam ich mocne i słabe strony, wiem jak z nimi rozmawiać, aby chciały mnie słuchać i zrozumieć. To jest zupełnie inny rodzaj relacji niż nauczyciel – uczeń w szkole. Tym bardziej, jak uczniowie wracają po wakacjach. Po drugie,

nasze zajęcia to nie jest zwykły wykład teorii – my pokazujemy „matematykę od kuchni”.

Siedzimy z dziećmi na podłodze, a do każdych zajęć tak dobieramy pomoce naukowe, aby w sposób obrazowy pokazać zawiłości matematyki, a na sam koniec przełożyć je na papier.

Zajęcia matematyczne MathRiders

Jak wygląda Twój typowy dzień? Jak to jest z tym work-life balance mamy przedsiębiorczej?

Powiem Ci, że nie ma typowego dnia. Wrzesień i październik to okres wytężonej pracy, aby poukładać plan zajęć, pozamawiać podręczniki, pozałatwiać sprawy organizacyjne, księgowe. Nadal jestem czynnym nauczycielem, więc muszę również przygotować się do zajęć.

Ponieważ mam już dwójkę dzieci, a nauczyciele, którzy ze mną współpracują również mają rodziny i dzieci, staramy się tak poukładać nasz plan zajęć, aby pogodzić życie zawodowe z rodzinnym. Musimy mieć czas przygotować się do zajęć, ale przy okazji nie zaniedbywać własnych dzieci. Nawet, jeżeli wiąże się to z rezygnacją z prowadzenia jakiejś grupy. Sama mówię sobie czasami – dość i szanuję, jak nauczyciel też mi to mówi. Przepracowany nauczyciel nie będzie efektywny.

Okres wakacji za to jest dla mnie zawsze odskocznią. Przez miesiąc odcinam się od wszystkiego co związane z pracą – to jest czas tylko dla mnie i mojej rodziny. Potem trzeba znowu zacząć planować, ale jak jest się zabieganym przez cały rok, nie można sprawnie funkcjonować.

Mam duże wsparcie ze strony męża, który przejął część domowych obowiązków. Od września 2019 prowadzimy już dwa sąsiadujące ze sobą centra. Jest to wyzwanie, ale po dwóch miesiącach wytężonej pracy, udało mi się tak ułożyć plan zajęć, aby mieć jeden dzień w środku tygodnia wolny. Spędzam go z moją rodziną. To dla mnie bardzo ważne.

Aniu, już 6 lat pracujesz z MathRiders, jesteś doświadczoną bizneswoman 🙂 Na co powinny zwrócić uwagę mamy, które dopiero chcą założyć własny biznes?

Przede wszystkim nie należy zakładać, że w pierwszym roku wszystko będzie wyglądało różowo. Prowadząc biznes franczyzowy mamy duże wsparcie centrali, ale cały czas uczymy się na własnych doświadczeniach. Jest to specyficzny rodzaj pracy. To co sprawdza się w jednym roku, może nie wypalić w kolejnym.

Wymieniamy się doświadczeniami pomiędzy centrami, ale specyfika ze względu na lokalizację ma też kluczowe znaczenie. Nie można się zamykać, trzeba być otwartym na nowe pomysły, a w mojej pracy, przede wszystkim trzeba umieć słuchać zarówno rodziców, jak i dzieci.

A jaki jest Twój przepis na sukces? Co jest najważniejsze? I jak sobie radzić z trudnościami?

Uśmiech i jeszcze raz uśmiech. Z uśmiechem dzień jest o wiele bardziej udany, a jak rozmawiam, czy to z rodzicami, dyrekcją w szkole, czy przedszkolu i mam dobre nastawienie do tego co robię, to rozmowa zawsze idzie łatwiej.

Zobacz video – poznaj historię Agaty, mamy i właścicielki Centrum Nauczania MathRiders Poznań – Grunwald!

Jakie Ty miałaś najtrudniejsze momenty w biznesie? I jak z nich wyszłaś?

Oj, na pewno były, ale zdecydowanie więcej jest tych miłych, bo ja po prostu lubię pracować z dziećmi. Daje mi to dużo pozytywnej energii i staram aby niepowodzenia nie przysłoniły mi mojego celu. A poza tym, nigdy nie przypuszczałam, że będę kiedyś nazywana „panią od matematyki”.

Sporo zajęć mam w przedszkolach i tam nawet po roku dzieci mnie rozpoznają i podbiegają z uśmiechem. To jest bardzo miłe, bo uświadamia mi, że dobrze wykonuję swoją pracę. Dziecka nie oszukasz. Jak mu się nie podoba, to szczerze Ci to wyzna – szczególnie takie najmłodsze.

Na koniec – jeśli mogłabyś dać jedną wskazówkę mamom, które planują, chciałyby, ale boją się – założyć własny biznes, to co byś im chciała przekazać?

Przede wszystkim nie zrażać się na początku. Ja miałam dużo entuzjazmu i zaangażowania, ale też – muszę przyznać – pewne bezpieczeństwo finansowe. Miałam to szczęście, że nie zaczynałam pracy, bo nie miałam innego wyjścia. Ja po prostu chciałam.

Wydaje mi się, że to dało mi dużo pewności siebie i nie zniechęcałam się porażkami, tylko konsekwentnie wykonywałam swoje zadania.

To co robię, ma konkretny wymiar finansowy. Czuję, że dobrze wybrałam drogę.

Dziękuję za rozmowę.

Zainteresował Cię biznes z MathRiders? Chciałabyś zostać Nauczycielem MathRiders lub prowadzić własne Centrum Nauczania?

Zadzwoń już dzisiaj: Na Twoje pytania odpowie Łukasz Grymuza:  tel. 502471371

Możesz też wysłać maila: [email protected] lub zapytanie przez formularz na stronie MathRiders

Więcej informacji na temat MathRiders na stronie internetowej: www.mathriders.pl

logo MathRiders

Zdjęcia: archiwum prywatne Anny

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Franczyzadlamamy.pl
Franczyza dla Mamy to projekt portalu Mamo Pracuj prezentujący sprawdzone pomysły na biznes dla mam. Nie masz pomysłu na własny biznes? Skorzystaj z franczyzy! Portal Mamo Pracuj nie bierze odpowiedzialności za wyniki biznesowe prowadzenia działalności przez franczyzobiorców.

Tablice manipulacyjne dla dzieci to nasz biznes – historia Ani i Oli

- To dzieci dają energię do działania, dają natchnienie, inspirację i motywację - mówi Ola, która wspólnie z Anią produkuje sensoryczne tablice dla dzieci. Połączenie pasji i własnego doświadczenia zaowocowało super pomysłem na biznes!
  • Dominika Wassermann - 13/11/2019
dziecko bawiące się tablicą manipulacyjną

Konkurs „Stań na własnych nogach”

W czerwcu 2019 zaprosiliśmy przedsiębiorcze kobiety do konkursu „Stań na własnych nogach”, który organizowaliśmy wspólnie z Rossmann Polska. Pula nagród w tym konkursie wynosiła aż 60 tysięcy złotych!

W finale znalazło się aż 50 wspaniałych pomysłów. Dziś przedstawiamy Wam jeden z nich. Ola i Ania założyły biznes z wyjątkowymi produktami dla dzieci.

Opowiedzcie nam o Waszym pomyśle na biznes i o tym od czego się to wszystko zaczęło?

Zaczęło się kiedy dotychczasowa praca przynosiła więcej stresów niż radości, a na świecie był już nasz pierwszy syn. Kiedy oboje z mężem szliśmy do pracy, naszym synkiem opiekowała się Ania. Wtedy jeszcze nie wiedziałyśmy, że kiedyś razem będziemy robić biznesy. Do czasu.

Pogaduchy z Anią o dzieciach, metodach wychowawczych, rozwijających zabawach (Ania jest pedagogiem), nie tylko pozwalały wyłączać umysł na sprawy związane z pracą, ale zaczynały siać ziarno, które z czasem kiełkowało coraz bardziej. Nasz syn w tym samym czasie z „uporem maniaka” otwierał i zamykał zamki, kłódki i inne napotkane klamry.

Pewnego czerwcowego popołudnia zapadła decyzja – będziemy robić tablice manipulacyjne, ale nie takie duże, do powieszenia których trzeba mieć co najmniej pół pustej ściany w dziecięcym pokoju. Mieszkanie z dzieckiem w kawalerce nauczyło mnie bardziej oszczędnego podejścia do wszelkich dziecięcych zakupów.

Tablice miały być kompaktowe i zmieścić się pod wózek. Na tablicy miało się zmieścić możliwie wiele elementów sensorycznych i manipulacyjnych, rozwijających małe paluszki i zmysły dziecka, ale bez przesady i kiczu. Miało być tam to, z czym dziecko zetknie się w swoim życiu najwcześniej i dzięki naszej tablicy będzie potrafiło poradzić sobie z tym samodzielnie, np. zamek błyskawiczny, rzep, klamra czy zamek na kluczyk. I takie są właśnie nasze Tablice manipulacyjne ABAM.

właścicielki firmy z tablicami manipulacyjnymi dla dzieci

Założyłam firmę, zaczęłyśmy sprzedaż. Bywały miesiące lepsze i gorsze. Byłyśmy nawet bliskie zwinięcia interesu i wtedy na świat przyszła moja córka, a wraz z nią nowa energia i nowe pomysły. Jak to mówią – biznes zaczął się kręcić. Że dwójka dzieci? Że mało czasu, dom na głowie i druga praca? Pewnie, ale to wszystko nauczyło mnie korzystać z dnia i cieszyć się każdą chwilą.

Co dał Wam udział w konkursie „Stań na własnych nogach”? Co zmienił w Twoim życiu?

Kiedy usłyszałam o konkursie “Stań na własnych nogach”, to pomyślałam, że przydałoby się właśnie na własnych nogach stanąć, bo tablicowy biznes, choć kręcił się bardziej niż się spodziewałam, nie pozwalał jednak jeszcze na rezygnację z drugiej pracy.

Zakup maszyny laserowej tnącej nasze kształty i elementy do tablicy dałby potężnego kopa firmie i pozwolił wdrażać nowe projekty. A tak się składało, że główna nagroda w konkursie (30 tys. zł), to właśnie mniej więcej równowartość takiej maszyny.

Udział w konkursie wymagał opracowania biznesplanu, dzięki czemu pierwszy raz od dwóch lat prowadzenia firmy, miałam okazję usiąść i na chłodno spisać to wszystko, co działo się od kilkunastu miesięcy.

Samo spisanie tego biznesplanu dało mi wielką satysfakcję, bo widziałam jak wiele udało się już osiągnąć i że to jeszcze nie koniec i możemy iść dalej!

Jak zamierzacie wykorzystać to doświadczenie w przyszłości? Jakie będą kolejne kroki?

Niestety nie udało się zdobyć nagrody, ale motywacja do rozwoju firmy, jaką osiągnęłam dzięki samemu udziałowi w konkursie, sprawiła, że wdrożyłyśmy kilka konkretnych działań. Sesja zdjęciowa produktów, zaplanowanie akcji reklamowej, poszerzenie asortymentu, wprowadzenie nowych kolorów. Ale przede wszystkim – logistyczne przygotowanie do gorącego okresu świątecznego (w zeszłym roku zamknęłyśmy przyjmowanie zamówień z początkiem grudnia – z powodu tak dużej ilości nie byłyśmy w stanie nadążyć z ich realizacją).

Co powiedziałybyście mamom, które planują założyć własną firmę?

Gdy teraz patrzę na historię ABAM-u, to jedno muszę przyznać – to dzieci dają energię do działania, dają natchnienie, inspirację i motywację. Gdybym kiedyś została zapytana przez świeżo upieczoną mamę, czy warto zakładać własny biznes, bez cienia wątpliwości powiedziałabym: “A kiedy, jeśli nie właśnie teraz?”.

Jeśli chcesz poznać inne historie finalistek konkursu Stań na własnych nogach, przeczytaj także:

Kosmetyki naturalne bez ulepszania – pomysł na biznes Dominiki

Prowadzę firmę odzieżową – historia Natalii

Zdjęcia: własność Oli

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Dominika Wassermann
Absolwentka Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, oraz Liceum Plastycznego w Nowym Wiśniczu , która po dziesięciu latach postanowiła powrócić do zajmowania się grafiką komputerową. Prywatnie "zwierzolub", opiekunka 3 kotów, miłośniczka kuchni roślinnej, spędzająca wolny czas na rowerowych wycieczkach.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail