Czego szukasz

Szczera do bólu, prawdziwa, piękna i zatroskana – Dagmara Hicks, mama trojaczków, żona i blogerka calareszta.pl

„Chcę dla swoich dzieci fajnego świata” – mówi Dagmara Hicks, mama trojaczków, żona i blogerka. A ja się pod tym podpisuję! Zapraszam Was do rozmowy z niezwykle ciekawą, odważną i mądrą kobietą, która nie boi się marzyć i spełniać swoje marzenia, przyznawać do błędów i słabości, która jest do bólu autentyczna, i można ją albo pokochać albo… Przekonaj się sama!

  • Agnieszka Kaczanowska - 10/04/2019
Dagmara Hicks blogerka całareszta.pl z rodziną

Szczera do bólu, prawdziwa, piękna i zatroskana – Dagmara Hicks, mama trojaczków, żona i blogerka calareszta.pl – kim jest? O czym marzy a czego się boi? I skąd czerpie siłę?

Dagmaro, Ty nie ściemniasz, prawda? Kawę na ławę. Piszesz o trudnych momentach macierzyństwa, czasem o takich emocjach, które wiele z nas ukrywa… Skąd czerpiesz siłę i odwagę?

Boję się bardzo wielu rzeczy, ale niestety na te, których boję się najbardziej, mam niewielki wpływ. Jeśli zaś chodzi o słowo, którym się na co dzień posługuję – wierzę w wolność wypowiedzi. Nie boję się powiedzieć tego, co większość myśli. Czego miałabym się bać? Już dawno przestałam się przejmować jednostkowymi krytycznymi opiniami.

Mam nadzieję, że społeczność, którą zbudowałam, to osoby podobne do mnie – mogę poznać każdy światopogląd, przyjaźnię się z osobami o skrajnie różnych poglądach, innych niż moje własne, potrafię to rozdzielić. Nudno by było, gdybyśmy wszyscy myśleli identycznie. Poznawanie innych opinii czy sądów często skłania do myślenia i mam nadzieję, że tak jest w przypadku mojego bloga, który wychodzi poza ramy parentingu, zahacza o publicystykę, bywa dziennikiem.

Ludzie, którzy czytają mnie regularnie, znają moje poglądy na temat Kościoła, homoseksualizmu, aborcji, małżeństw jednopłciowych, polityki. Wydaje mi się to naturalne, że poruszam takie tematy. Pisanie o kocykach i smoczkach mnie nie interesuje. Wraz z urodzeniem dzieci nie pozbawiłam się umysłu, wręcz odwrotnie – chcę dla swoich dzieci fajnego świata. Te mamy, do których piszę, tworzą ten świat w głowach swoich dzieci, w domu, w swoim środowisku.

Zmiany trzeba zacząć od tych najmniejszych. Jeśli moje słowo skłoni kogoś do przemyśleń – cudownie.

A kim jest Dagmara Hicks? Pytam trochę przewrotnie, bo ja mogę napisać, że mamą trojaczków, żoną i mieszkasz w Australii ale jak sama o sobie napiszesz to będzie bardziej ciekawe! 😉

Jestem kobietą, obywatelką świata, dumną mamą, Polką, biegaczką, miłośniczką kina i jedzenia. Jak to powiedziała Madeleine Albright – jestem optymistką, ale zatroskaną. Noszę w sobie sprzeczności. Potrafię w jednym zdaniu wypowiedzieć dwie wykluczające się tezy i uznać je za słuszne. Bywa to męczące, podobnie jak mój charakter, który każe mi się nie zatrzymywać, przeć do przodu, jak to typowy Strzelec.

Zawsze byłaś taka odważna i bezpośrednia?

Bezpośrednia chyba tak.

Bardzo rzadko zapala mi się czerwona lampka, nie aplikuję filtra, nie bywam dyplomatką, nie znoszę fałszu, udawania, podstępów. Niektórzy to we mnie kochają, inni nienawidzą.

Nie mogę nadal uwierzyć w to, że ludzie w 2019 roku wolą piękne kłamstwo od prawdy.

Sama ponad wszystko cenię sobie szczerość. Wolę konfrontację i oczyszczenie atmosfery niż kiszenie się w żalach i frustracjach. Uwielbiam jasne sytuacje. Wydaje mi się, że gdybyśmy nauczyli się szczerości, świat stałby się dużo prostszy.

Nie uważam się za osobę odważną. Boję się rekinów, pająków, węży. To dlatego mieszkam w Australii. Hahahaha. A tak na serio – nie boję się żyć po swojemu, ale z tego, co widzę, przychodzi to chyba z wiekiem i doświadczeniem, więc pewnie nie jest to nic szczególnie w moim przypadku wyjątkowego.

Ja wiem, że moje dzieci dodały mi odwagi, takiej pewności, waleczności i gotowości do…. wszystkiego. A skąd Australia?

Mój mąż jest Australijczykiem. Mieszkał 10 lat w Polsce, teraz czas na mnie, żeby się tu trochę „pomęczyć”. Chcieliśmy, aby dzieci nauczyły się angielskiego i pomieszkały w swoim drugim domu, w Polsce akurat sytuacja polityczna nieciekawa, w moim ukochanym Krakowie smog, więc mieszkamy chwilowo blisko Oceanu, w kraju wiecznego słońca.

Ja uwielbiam Twojego bloga, i czasem wystarczą mi Twoje leady 😉 aby wiedzieć „kurcze, ale ma rację kobieta!” – gratuluję! Teraz blog to Twoja praca, prawda? Lubisz? Zamieniłabyś na inną?

Bardzo lubię, bo kocham pisać, ale chętnie „wyszłabym z domu” i coraz częściej szukam takiej opcji. A jednocześnie za każdym razem, kiedy o tym myślę, lista plusów, które ma w sobie ten rodzaj pracy jest oszałamiająca i ciężko z tego zrezygnować. Niemniej jednak chciałabym czasami wyjść z domu, do biura, do znajomych z pracy.

Niestety aktualnie wymagałoby to ogromnych poświęceń całej naszej rodziny, więc robię to, co lubię i co nam pasuje najbardziej. Nie mogę myśleć już tylko o sobie. Gdybym wróciła na etat, pisanie musiałabym odłożyć, a mam wrażenie, że nie postawiłam jeszcze ostatniej kropki.

A jak to jest z hejtem, dostajesz czasem? Jak sobie z nim radzisz?

Bardzo rzadko, właściwie wcale. Kasuję komentarz (często całego nawet nie czytam), blokuję użytkownika i tyle się tym przejmuję. Osoby, które uprawiają hejt, marzą o słownej potyczce, nie daję im tej satysfakcji. Zablokowałam też osoby, które szukały dziury w całym, ciągle się czepiały, ironizowały na granicy bezczelności.

Szkoda mi na takich ludzi czasu i energii. Niech sobie idą gdzie indziej psuć klimat. Hejt mnie nie dotyka, bo do absolutnie wszystkiego można się przyczepić. Trzeba być twardym i wiedzieć swoje, a nie przejmować się innymi. Przecież nawet w rodzinie musimy wykazać się asertywnością.

Pracowałaś w korporacji, prawda? Przed erą dzieci, czy po? No i opowiedz proszę jaka była Twoja droga do bloga – ale rym… o matko! Kiedy z bloga dla siebie stworzyłaś swoje miejsce pracy? Po jakim czasie? A może od razu plan był – bloguję bo chcę mieć z tego swoje pieniądze?

Pracowałam w korpo i przed i po dzieciach. Na dłuższą metę nie dałam rady pogodzić pracy na pełny etat z byciem mamą. Oboje z mężem byliśmy na kierowniczych stanowiskach w wielkich firmach, które wymagają od pracownika elastyczności, czytaj: ciągłych nadgodzin i dyspozycyjności 24/7. Byłam jedyną osobą na 100 osób w naszym biurze, która miała dzieci, mimo najszczerszych chęci, nikt nie rozumiał moich problemów.

Niektórzy ludzie są pracoholikami i nie wiedzą co to równowaga pomiędzy pracą a życiem. Ja wiem. Niestety uważam, że to prawda, że od kobiet oczekuje się, aby pracowały tak, jakby nie miały dzieci, a wychowywały dzieci tak, jakby nie pracowały. Kobiety nadal są dyskryminowane.

W przedszkolu oczekuje się, że mama będzie siedziała w pierwszym rzędzie na przedstawieniu, które organizuje się o godzinie 13 we wtorek. Jednocześnie w tym samym czasie ma w pracy prowadzić konferencję z pracownikami w 4 różnych krajach. To były moje realia.

Nawalałam na obu frontach, a z mężem mijałam się w drzwiach. Poza tym dzieci mi chorowały, nie mogliśmy znaleźć niani dla trojaczków w podkrakowskiej wsi z kiepskim dostępem do publicznego transportu, czułam się zmęczona wiecznym rozkrokiem – nigdzie nie byłam na 100%.

Bloga pisałam już wcześniej, bardziej jako pamiętnik, na pamiątkę i dla znajomych, żeby wiedzieli, co u nas słychać, ale jak zaczęłam myśleć o rezygnacji z pracy, rozwinęłam go. Właściwie nie miałam wtedy pojęcia co z tego wyjdzie, nie miałam planów na uczynienie go pracą. Stało się to jakby samo z siebie, naturalnie i w miarę szybko. Nadal nie mam biznes planu, bo ten blog to dla mnie wielka, życiowa pasja, nie maszynka do robienia pieniędzy.

Nie brakuje Ci czasem zespołu, osób „z pracy”? A może masz kogoś z kima stale współpracujesz?

Bardzo mi tego brakuje! Szczególnie od czasu, kiedy przeprowadziłam się na drugi koniec świata i nie bywam na spotkaniach z fanami, konferencjach, branżowych eventach itp. No ale przecież nie można mieć wszystkiego. Nie mam na przykład głupiego szefa, czy to nie plus? 😊

No ba! I To jaki! 😉 Zawsze chciałam o to zapytać: jak wygląda dzień znanej blogerki? 😉 Ile czasu zajmuje Ci praca nad blogiem? Masz jakieś „złote rady” dla innych mam, początkujących blogerek?

Praca nad blogiem nigdy się nie kończy. Zawsze szukam pomysłów, zapisuję różne inspiracje. Bywa, że pracuję 10h dziennie kilka dni pod rząd, bywa, że nie pracuję w ogóle przez 3 dni, choć takiego czasu już nie pamiętam. Blog nigdy nie śpi, nie robię sobie urlopów, bo to właśnie na wakacjach materiał jakby sam się robi, bez wysiłku.

Konkurencja jest ogromna, a fani chimeryczni. Trzeba publikować, pisać, codziennie o sobie przypominać i co krok szukać sposobów na przybicie się w masie blogów. Blog to codzienna praca, a jego powodzenie uzależnione od tylu czynników, że to temat na odrębną rozmowę. Wiele osób sądzi, że tu się komuś coś udaje, ma szczęście, farta, czy zna odpowiednie osoby. No nie.

To praca, czasami żmudna i niewdzięczna, piszesz tekst kilka dni, a on potem nikomu się nie podoba. Zamiast się obrażać, trzeba na następny dzień znowu pisać, może inaczej, może na inny temat?

Kiedy nie jesteś z dziećmi, nie pracujesz nad blogiem, to co robisz? Jak się relaksujesz?

Ćwiczę. Uwielbiam sport, dużo biegam, chodzę codziennie na siłownię. Moją miłością jest kino. Lubię też gotować, choć ostatnio trochę zaniedbałam tą pasję, co zauważyli nawet czytelnicy – upominają się o przepisy. Tęsknię za górami, ale tutaj niestety nie mam tej przyjemności.

Myślisz, że mamy a Australii są bardziej wyluzowane niż w Polsce?

Myślę, że na pewno dorosły już do zawieszenia broni i raczej się wspierają, zamiast oceniać i wszystkim ciągle udowadniać, że w macierzyństwo na pewno umieją lepiej. To jest głęboko zakorzenione tutaj w osobowości, wypijane z mlekiem matki – Australijczycy są po prostu pewni siebie, znają swoją wartość, nie muszą jej więc zdobywać dokopując innym. Matki mają jednak i tutaj swoje bolączki. Macierzyństwo, według mnie, stawia przed kobietami na całym świecie bardzo podobne dylematy.

A jakie masz plany? O czym marzysz?

Chciałabym wejść na Mont Blanc, napisać książkę, przebiec maraton w Nowym Jorku, wybudować dom, kupić psa, zrobić sobie kolejny tatuaż, pojechać na narty do Francji, mieć dom w górach, posłuchać Dawida Podsiadło na żywo, zobaczyć kwitnąca wiśnię i Japonię śladami Murakamiego.

Marzę o tym, aby mój blog niósł nadzieję i głębsze przesłanie. Nie jesteśmy w tym same. Jest nas więcej, wszystkie mamy tak samo, możemy, mimo trudności, żyć tak, jak nam pasuje, nawet wtedy, jeśli wybieramy życie dla innych trudne do zaakceptowania, jest nasze, jedyne, najlepsze jakie będziemy miały. Chcę, żeby moje dzieci były ze mnie dumne, a mąż kochał do końca. Marzę o tym, aby mieć już taką pewność, o którą wszystkim nam chodzi…

Dziękuję za rozmowę! No i spełnienia marzeń!

Zdjęcia: wszystkie zdjęcia własność Dagmary Hicks, autorki bloga calareszta.pl, niektóre pochodzą z Facebook’a, inne z Instagrama.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów.  

Zrobiłam pierwszy krok w stronę pracy zdalnej i elastyczności

Czy macierzyństwo może być idealnym momentem na nowe rozdanie? Marcie Udut, mamie 2,5 letniego Leona, najbardziej zależało na elastyczności i pracy zdalnej. Myślała o branży IT, ale chciała metodą małych kroków sprawdzić, co najbardziej jej się spodoba. Sprawdź dlaczego wybrała kurs WordPress & Freelancing i dlaczego jej zdaniem to świetny sposób na powrót do pracy. Rusza kolejna edycja kursu. Zgłoś się już dzisiaj, zostały ostatnie miejsca!
  • Joanna Gotfryd - 11/07/2019
Marta Udut, uczestniczka kursu WordPress & Freelancing

Zapraszamy na LIVE 17 lipca na naszym Facebooku – z Magdą Paciorek – Jak zacząć tworzyć strony internetowe oparte na WordPressie i pracować zdalnie? 

Marto, jesteś z wykształcenia psychologiem i mamą prawie 2,5-letniego Leona, który od urodzenia dostał całą Twoją uwagę i czas. Kiedy pomyślałaś, że pora wrócić „na rynek pracy”?

Nie było jednego bardzo konkretnego momentu, w którym pomyślałam „teraz to ten czas”. Przed ciążą miałam problem z odnalezieniem swojej drogi zawodowej. Pomysłów było wiele, ale z żadnym nie czułam „chemii”.

Po urodzeniu kryteria poszukiwania pracy mocno się zawęziły i bardzo się cieszyłam, bo zaczynałam mieć coraz konkretniejsze wyobrażenie jakby to miało wyglądać.

Na Wasz portal trafiłam przypadkiem przez Facebook, jak Leon był malutki. Od razu wiedziałam, że jest to miejsce, w którym mogę odnaleźć nie tylko pomoc w powrocie na rynek pracy, ale też mnóstwo pomysłów na działalność. Śledzę Was już długo i to właśnie tu narodził się pomysł o branży IT.

Mam w sobie dużą potrzebę posiadania konkretnych umiejętności, w pewnym sensie rzemiosła, które dość szybko przekłada się na efekt. Do tego elastyczny czas pracy i samodzielność – to jest to czego mi trzeba.

Jakie kryteria brałaś pod uwagę, szukając pomysłu na naukę nowego zawodu?

Jeśli chodzi o późniejsze wykonanie zawodu to zdecydowanie możliwość pracy zdalnej i freelancingu. A jeśli chodzi o sam kurs i wymagania co do nauki, to znowu możliwość zdalnej nauki i dostosowanie godzinowe do moich możliwości jako mamy wychowującej dziecko na pełen etat.

Czyli poszłaś w kierunku branży IT również dlatego, że chcesz pracować zdalnie?

Powiedziałabym, że to był jeden z głównych powodów. Fakt, że mogę zdecydować, jak w danym okresie jest mi wygodniej pracować daje mi poczucie komfortu.

Idealne rozwiązanie widzę w ten sposób, że kiedy dziecko jest bardzo małe mogę korzystać z pracy zdalnej w domu i starać się łączyć te dwie role. Natomiast w momencie kiedy dziecko jest większe i idzie do żłobka lub przedszkola mogę sama zdecydować czy nadal pracować z domu czy wynająć biuro, czy nawet zatrudnić się u kogoś jeśli sytuacja by tego wymagała.

Wszystko sprowadza się do elastyczności, która daje ogromny komfort.

Mówiłaś, że interesowało Cię programowanie, nawet chciałaś robić kurs z kodowania, ale ostatecznie zdecydowałaś się na kurs WordPressa – dlaczego?

To prawda, rozważałam od razu naukę programowania, co zresztą pojawiło się w mojej głowie też dzięki Waszemu portalowi.

Natomiast po przeanalizowaniu oferty szkoleniowej i cen kursów zdecydowałam, że na sam początek może to być za duża inwestycja zarówno finansowa, jak i energetyczna, biorąc pod uwagę, że nie mam pewności jak odnajdę się w branży IT. I wtedy zaczęłam myśleć co może być bardziej przystępnym początkiem w tej branży.

Czyli WordPress & Freelancing to dobry pomysł właśnie na miękkie wejście do branży IT? Czy takie były Twoje założenia?

Dokładnie tak! Kiedy tylko dowiedziałam się o kursie, od razu się nim zainteresowałam 🙂

Miałam pewne wątpliwości, jak sobie poradzę z organizacją czasu na naukę i angielskim, ale nauczona poprzednimi doświadczeniami (już raz żałowałam, że nie zapisałam się do projektu szkolącego w IT) stwierdziłam, że nie chcę kolejny raz żałować i zrobię to!

W tej chwili jestem już w drugiej połowie kursu i jestem przekonana, że to była świetna decyzja, że ten kurs idealnie nadaje się na rozpoczęcie drogi w tej branży.

WordPress jest bardzo intuicyjny i łatwy do przyswojenia, a wiedza z freelancingu, którą właśnie zaczynamy zdobywać w drugiej części kursu wydaje się być nieoceniona w samodzielnej pracy.

Czy wiesz już co będziesz chciała robić po zakończeniu kursu? (dalsza nauka czy szukanie zleceń)?

W tej branży nauka trwa cały czas 😊 Chciałabym jak najszybciej przejść do zdobywania zleceń, już mam poczynione pewne kroki w tym kierunku.

Jednak największym priorytetem w tej chwili jest dokończenie kursu i dalsze zdobywanie wiedzy, bo kurs daje podstawy, ale branża jest ogromna i ilość wiedzy do przyswojenia również.

Jeśli chodzi o szukanie zleceń – to czy masz już pomysł na działalność – jak to zaplanujesz, czym będziesz się zajmować, gdzie ich szukać, z kim pracować, w czym się specjalizować? Słowem, od czego zaczniesz ten freelancing?

W tej chwili wszystko jest w sferze planowania. Myślę, że zacznę od poszukania pierwszego zlecenia i przemyślenia kwestii prawnych działalności, ponieważ mam kilka możliwości.

Chciałabym po prostu zacząć choć jedno zlecenie i w praktyce dochodzić do wniosków, decyzji w czym się specjalizować, co jeszcze podszkolić i z kim mi się najlepiej pracuje.

Jaki masz sposób na przyswojenie materiału – ile i jak się uczysz i co sprawia Ci frajdę? Jak to wygląda czasowo?

Najłatwiej przyswaja mi się materiał podczas praktyki, całe szczęście tej jest dużo w trakcie kursu. Trudno powiedzieć ilę się uczę, to zależy od momentu kursu.

Pierwsza część była bardziej wymagająca i wtedy uczyłam się ok 2h dziennie. Oczywiście uśredniając, bo w te dni kiedy mogłam liczyć na pomoc babć w opiece nad synkiem, to uczyłam się więcej, a w te dni, które całe spędzałam z synkiem, w ogóle.

A co Twoim zdaniem jest najtrudniejsze w tym przebranżowieniu się? Czy jest coś czego się obawiasz, czy jesteś raczej bojowo nastawiona do życia i wszystkiego co ono przynosi? 🙂

Nie traktuję tego jako przebranżowienie, raczej szukanie swojej drogi i zajęcia, które przyniesie mi satysfakcję i zarobki. Obawiam się, jak sobie poradzę w tak wymagającej i obszernej branży jak IT, natomiast dokładnie tak jak powiedziałaś, jestem nastawiona bojowo do życia i wiem, że w każdej trudnej sytuacji trzeba szukać możliwie najlepszego rozwiązania. Wszystko zależy od motywacji i najbardziej na jej utrzymaniu mi zależy.

Wiesz, że ten wywiad przeczytają mamy, które tak jak Ty chcą pracować elastycznie, wykonywać pracę, która dopasuje się do rodziny, a nie na odwrót. Co im powiesz?

Powiem im, że ten kurs może być bardzo dobrą drogą ku temu. Dla mnie ogromnie ważna jest pomoc ze strony babć w opiece nad dzieckiem i oczywiście duża aktywność męża w wychowywaniu synka.

Natomiast już teraz widzę, że życie stawia nas w różnych, nie zawsze zaplanowanych sytuacjach i trzeba się liczyć z tym, że ta elastyczność działa w obie strony. Czasem da się dostosować pracę do rodziny, czasem trzeba dostosować rodzinę do pracy 😉 Najważniejsze, aby podejmować decyzje w sposób pozwalający znajdować własny złoty środek.

Dziękuję Ci za rozmowę.

Tak, chcę tak jak Marta zrobić pierwszy krok i zodbyć nowy zawód!

Sprawdź aktualny nabór 🙂

Chcę dowiedzieć się więcej!

Dlaczego warto polubić freelancing? >>> Sprawdź!

Zdjęcie: prywatne archiwum Marty

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Podyskutuj

Jestem mamą i chcę wrócić do pracy. Czy ktoś mnie zatrudni?

Podjęłaś decyzję, że wracasz do pracy. Jedni Ci gratulują, inni podważają słuszność takiego kroku. Ale to nie ich głosy są najważniejsze. Najgorszy jest ten w Twojej głowie, który podaje w wątpliwość wszystkie Twoje umiejętności, wiedzę i doświadczenie zdobyte do tej pory. Tak, jakby data porodu i fakt stania się matką wykasowały to, co przedtem sobą reprezentowałaś. Na poziomie logicznym zdajesz sobie sprawę z absurdalności argumentów, jakie „ten głos” przytacza. A jednak, emocjonalne ucho chłonie każde jego słowo i – co gorsza – wierzy w to, co mówi: „do niczego się nie nadaję”, „wszystko już zapomniałam”, „nikt mnie nie zatrudni”, „nikomu się nie przydam”.
  • Sylwia Bujko - 10/07/2019

Gdybyś przyszła do mnie z taką kwestią, nasza rozmowa mogłaby przebiegać w ten sposób:

Ty: Przychodzę do Ciebie z bardzo poważnym tematem. Wracam do pracy, tak postanowiłam. Niektórzy mnie wspierają, inni moi bliscy wątpią, czy temu podołam. A ja sama czuję się zagubiona i rzeczywiście coraz bardziej się boję, że nie dam rady. Nie ma mnie na rynku pracy już jakiś czas. Teraz tak szybko wszystko się zmienia, jestem zupełnie poza obiegiem. Wszyscy już są ekspertami w swoich dziedzinach, ja na niczym się nie znam. Nawet nie wiem, czy jakakolwiek firma zechce mnie zatrudnić.

Ja: Słyszę dużo obaw w tym, co mówisz. Strach jest całkowicie normalny – to w końcu ogromna zmiana, przed jaką stoisz Ty, Twoje dzieci i bliscy. Ich wsparcie jest ważne. Najważniejsze jednak jest to, jak Ty sama siebie możesz wesprzeć w przejściu przez tę zmianę. Mówisz o zagubieniu i wątpliwościach, czy dasz radę. Dostrzegasz dynamikę na rynku pracy, porównujesz się do innych, którzy nie „wypadli z obiegu” i są według Ciebie już ekspertami. W porównaniu z nimi wypadasz gorzej, z racji czasu, który poświęciłaś w ostatnich latach innym sprawom. A „czy jakaś firma zechce Cię zatrudnić” stawia sprawę w hierarchii: oni mają władzę nad moim losem.

Ty: A nie jest tak? Każda rekrutacja tak wygląda. To będzie istny koszmar!

Ja: Może nim być, jeśli tak do niej podejdziesz. A możesz zmienić swoje nastawienie, uwierzyć w swoje siły i pierwszym krokiem do tego jest rozprawienie się z tym wewnętrznym głosem, który opowiada Ci nieprawdziwą historię.

Ty: Jak się z nim rozprawić?

Ja: Niektórzy nazywają go krytykiem wewnętrznym, inni gremlinem. Ja mam do niego takie czułe podejście… Bo to część nas samych. Wierzę, że on chce dobrze, snuje te czarne wizje, by nas ochronić, uczulić na coś. Niesie jakiś ważny przekaz. Warto się nad tym pochylić. Wypisz sobie wszystko, co mówi w jednej kolumnie. W drugiej, opisz, jaki jest tego cel? A na koniec podziękuj za dobre intencje, które zapewne ma i pożegnaj się z nim.

Na przykład:

  • „Do niczego się nie nadaję” – ta wątpliwość ostrzega mnie przed…  Strach przed porażką zwraca moją uwagę na…
  • „Nikt mnie nie zatrudni” – to przekonanie chroni mnie przed rozczarowaniem. Lepiej się nie nastawiać na sukces, bo…

Ty: I tak po prostu mogę się z nim pożegnać?

Ja: Twoja świadomość, że ten głos nie jest Tobą i że opowiada swoją historię, nieprawdziwą dla Ciebie, od razu go osłabi. Następnym razem, gdy przejmie negatywną narrację w Twojej głowie, Ty będziesz widziała tego małego, pomarszczonego germlinka i pomyślisz: „On znowu swoje”. Nie musisz w to wierzyć. Kiedy już będziesz mieć go oswojonego, skupisz się na tym, co rzeczywiście chcesz osiągnąć.

Ty: Właśnie tego nie wiem. Nie wiem, czego ja chcę.

Ja: To jest też normalny stan. W ostatnim czasie Twój świat wyglądał zupełnie inaczej, choć na początku też nie wiedziałaś, jak to dokładnie będzie z dzieckiem na świecie. I kiedy się wreszcie pojawiło, Ty narodziłaś się jako matka. I zawsze już nią będziesz. Powrót do pracy to tak naprawdę wcale nie powrót… bo powroty oznaczają pojawienie się po czasie nieobecności. Ale Ty już nie jesteś taka sama. Możesz chcieć tego samego, co przed macierzyństwem, a możesz chcieć zupełnie czegoś innego. Możesz potraktować ten moment jak zupełnie nowy początek, który daje Ci wolność. Wolność także co do wyboru ścieżki zawodowej.

Ty: Jak mądrze dokonać tego wyboru?

Ja: Zastanów się, jakie są teraz Twoje potrzeby? Pod każdym kątem. Te zwyczajne, codzienne – jak pieniądze, byt, bezpieczeństwo. I te mniej namacalne, jak potrzeba niezależności, rozwoju, samostanowienia, sprawczości. Im bliżej naszym wyborom do realizacji najsilniejszych potrzeb, tym większa szansa na poczucie szczęścia i spełnienia w życiu. Na każdym jego etapie mamy różne potrzeby i różne ich natężenie. Sprawdź, jak jest u Ciebie. Jaką potrzebę zaspokoisz pracą?

Ty: Wróćmy jeszcze do tej rozmowy rekrutacyjnej. Powiedzmy, że czule pożegnałam mojego gremlina i jego głos już mi tak nie dokucza. Jak po tak długiej przerwie dobrze wypaść przed potencjalnym pracodawcą?

Ja: Wiele zależy od branży, ale według moich obserwacji mamy rynek pracownika. Nie myśl w kategoriach: oni mają władzę, mogą mnie przyjąć lub odrzucić. Twoje nastawienie może być zachowawcze i podszyte strachem. Złota rada „bądź sobą” oznacza dokładnie tyle: znaj siebie i przedstaw swoją wartość umiejętnie. Słusznie zaobserwowałaś, że dzisiejszy rynek jest dynamiczny, ciągle się coś zmienia. Pracodawcy cenią teraz najbardziej umiejętność szybkiego uczenia się i żarliwą chęć do tego. Określ swoje mocne strony i wystartuj na tych stanowiskach, na których będziesz mogła się wykazać. Albo przyjmij inną strategię, która Ci w duszy gra…

Ty: Ciężko mi sobie to wszystko wyobrazić.

Ja: Rozumiem Cię doskonale. To nie tylko kwestia wyobraźni, ale też planu. Gdy przyszłość wydaje się nas przytłaczać, unikamy planowania, bo trudno przewidzieć, na co się mamy przygotować. „Jakoś to będzie”, pocieszamy się bezskutecznie. „Pożyjemy, zobaczymy”. To też pewna forma odpowiedzi na strach i niepewność. Ta zmiana nie dotyczy tylko Ciebie, więc niezbędne jest, abyś porozmawiała z twoim partnerem o tym, jakie są twoje oczekiwania i wizje. I abyś wysłuchała, jakie są jego. Do pewnych rozwiązań możecie być przyzwyczajeni, a nowa rzeczywistość będzie je rewidować i zaskakiwać Was kolejnymi trudnościami. Lepiej zawczasu je omówić i przygotować plan działania na przewidywalne przeszkody, jak choroby dzieci, podział obowiązków domowych, rodzinne rytuały.

Mogłybyśmy tak rozmawiać dalej. A o co Ty byś mnie zapytała w takiej rozmowie? Napisz w komentarzu. Na każdy komentarz odpowiem! Możemy tu wspólnie stworzyć wspaniałe kompendium dla wszystkich mam wracających do pracy.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Sylwia Bujko
Certyfikowany coach. Specjalizuje się w pracy z mamami, które chcą łączyć macierzyństwo z karierą. Manager operacyjny w międzynarodowym koncernie w branży nieruchomości, Apleona Real Estate. Zarządza zespołem ponad 60 osób. Ma 10-letnie doświadczenie w biznesie (m.in. w budowaniu i prowadzeniu zespołów, CRM, BD, HR). Autorka platformy coachingowej https://www.sylwiabujko.pl/. Prywatnie mama Janka (2014) i Dianki (2018).
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail