Czego szukasz

Stworzyłam autentyczną markę, która niczego nie udaje – rozmowa z Moniką Przywarą-Strzałka

Monika Przywara-Strzałka stworzyła autentyczną markę torebek, dziś nagradzaną i zdobywającą klientów na całym świecie, ale tego wszystkiego nie byłoby bez ciężkiej pracy. – Wszystko osiągnęłam sama, bez znajomości, pracując w maleńkiej miejscowości na południu Polski, początki były trudne, cała ta droga była bardzo trudna. Zaczynałam wszystko od absolutnego zera, własnymi siłami i bez oszczędności. W tym czasie skończyłam dwie dodatkowe szkoły, urodziłam dwoje dzieci i je wychowywałam. Pracowałam ciężko i działałam bardzo intuicyjne. To się opłaciło – mówi Monika. Zapraszamy na rozmowę!

Torebki autorstwa Moniki Przywary-Strzałka

Moniko od kiedy trwa Twoja zawodowa przygoda z projektowaniem torebek?

Oficjalnie i zawodowo od około 5 lat. Wtedy skończyłam szkołę kaletniczą, zdobyłam tytuł i poczułam wewnętrznie, że jestem już gotowa, aby zająć się tym zawodowo. Doświadczenie zbierałam dużo wcześniej.

Najpierw było dziennikarstwo, szkoła projektowania ubioru, potem jedyna w Polsce szkoła kaletnicza, ale tak naprawdę wszystko zaczęło się jeszcze wcześniej.

Tak, zdecydowanie. O projektowaniu torebek marzyłam nieśmiało jeszcze w dzieciństwie kiedy obserwowałam pracę mojego dziadka, który szył buty. Widziałam jaka to trudna praca i jakiej wymaga wiedzy, precyzji i doświadczenia. Wtedy myślałam, że to marzenie o projektowaniu i szyciu torebek jest nierealne.

Nie pozostałaś przy projektowaniu ubioru. Wybrałaś projektowanie torebek. Dlaczego? Materiał wydaje się łatwiejszy do obróbki?

I tak i nie. Dla mnie skóra jest materiałem łatwiejszym w pracy od kiedy nauczyłam się z nią pracować. Skóra wymaga jednak fachowej wiedzy i doświadczenia. A ja dodatkowo bardzo chciałam mieć rzadką specjalizację.

Twoje torebki są proste, klasyczne i występują w dwóch kolorach. Co Cię inspiruje do wymyślania nowych modeli?

Tak naprawdę moje kolekcje nie są sezonowe. Każdy model długo dojrzewa w mojej głowie, a kiedy poczuję, że mam już w nim wszystko dopracowane, wtedy zabieram się do pracy.

Jak powstają Twoje torebki? Rysujesz projekt, wycinasz kształt? Tak krok po kroku?

Najczęściej mam w głowie obraz takiej torby, a potem go odtwarzam – robię szablon, dobieram skórę, wycinam i go składam. Czasami od razu wychodzi idealny, czasami wystarczy zmienić jakiś detal, a czasami taki projekt ląduje na półce i czeka na swój moment.

Czy pracujesz sama, czy masz swój zespół?

Kiedy zaczynałam, rzeczywiście wszystko robiłam własnoręcznie, ale teraz kiedy firma się rozrasta, jest to niemożliwe. Moim marzeniem jest zbudowanie zespołu ludzi, którzy będą pracować z prawdziwą pasją. Nasza praca wymaga doświadczenia i każda nowa osoba w zespole musi być przeszkolona przeze mnie, bo tej wiedzy już nigdzie nie można zdobyć.

Jesteś projektantką, przedsiębiorczą mamą dwójki dzieci. Jak sobie organizujesz pracę? Jak wygląda taki Twój zwykły dzień?

Moje poranki wyglądają tak, jak każdej mamy. Jemy śniadanie i odprowadzam dzieci do przedszkola. Staram się być w pracowni około 9 i wyjść najpóźniej o 15. Popołudnie to czas dla dzieci i jeśli nie mam jakiś zawodowych wyjazdów, bardzo mocno tego przestrzegam. Kiedy moje dzieci zasną, wracam do pracy. Czasami muszę wrócić do pracowni na kilka godzin wieczorem, ale zwykle większość pracy mogę zrobić w domu.

Wolne wieczory mam w zasadzie tylko w weekend. Na ruch mam czas i siłę tylko bardzo wcześnie rano. Wiosną zaczynam jeździć na rowerze – wtedy wstaję o 6 i wracam kiedy dzieci się budzą. Czytam już tylko e-booki na telefonie – u fryzjera, jak odwożę córkę na basen, przed zaśnięciem. Ale im więcej mam rzeczy do zrobienia, tym lepiej jestem zorganizowana.

Jak wyglądały początki projektowania? Czy ciężko było się wybić ze swoją marką? Czy duża jest konkurencja?

Początki były trudne, cała ta droga była bardzo trudna. Zaczynałam wszystko od absolutnego zera, własnymi siłami i bez oszczędności. W tym czasie skończyłam dwie dodatkowe szkoły, urodziłam dwoje dzieci i je wychowywałam. Pracowałam ciężko i działałam bardzo intuicyjne. To się opłaciło. Stworzyłam bardzo autentyczną markę, która niczego nie udaje. Nigdy nie myślałam, że muszę się wybić. Po prostu konsekwentnie szłam swoją ścieżką i bez spektakularnych punktów zwrotnych, ciężko pracując, dotarłam tu gdzie jestem.

Jakie to uczucie grawerować swoje nazwisko na produktach własnej marki?

Pamiętam chwile, kiedy robiłam taki grawer po raz pierwszy na moich własnych torbach i było to naprawdę bardzo wzruszające. Nigdy jednak tym logiem z moim nazwiskiem nie chciałam epatować. Nasze logo w większości modeli jest ukryte we wkładce w dnie torby. Ale czasami Klientki same proszą, aby wybić je w widocznym miejscu i to jest dla mnie prawdziwa radość.

Twoje torebki wykonane są z bardzo twardej, trwałej skóry? Czy specjalnie gdzieś ją zamawiasz?

Tak, nasza skóra jest robiona dla nas na zamówienie, musi być odpowiednio wyprawiona, wybarwiona (w półmacie) i zamknięta od spodu. Kluczowa jest jednak sztywność.

Jeśli te parametry nie są zachowane, takiej skóry nie możemy użyć, bo zwyczajnie obawialibyśmy się o trwałość torby. Dlatego możliwość udziału w procesie produkcji skóry jest dla nas kluczowa.

Za co cenisz sobie najbardziej tę pracę?

Za to, że mogłam dzięki niej stworzyć coś absolutnie wyjątkowego. Że zrobiłam to sama. Że robię to, co kocham, mogę się rozwijać i pracować na swoich zasadach. Że mam klientów z całego świata i jak spływają zamówienia z Tajwanu, Bahrajnu, Omanu, Korei czy Malezji to się naprawdę wzruszam. Mam fantastyczne klientki.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy nasza sesja zdjęciowa trafiła na okładkę magazynu o designie, moje torby dostały nominację do nagrody Dobry Wzór, zdobyły tytuł Top Avanti oraz Doskonałość Mody Twojego Stylu. Wszystko to osiągnęłam sama, bez znajomości, pracując w maleńkiej miejscowości na południu Polski. To naprawdę dodaje skrzydeł.

Gratuluję sukcesów i trzymam kciuki za kolejne. Dziękuję Ci bardzo za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcia: archiwum Moniki

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.

Jak zacząć zarabiać na tym, co się kocha? Strategia 5 kroków

Wierzę w to, że nie warto marnować życia na pracę, której się nie kocha. Mieć talenty i skąpić ich światu, pracując w miejscu, które nie jest dla nas stworzone. Wierzę, że każda z nas ma pewne uzdolnienia, które pozwalają jej dawać coś, czego inni potrzebują. Dawać coś w szczególny sposób. Nie musisz od razu stać się kimś wielkim. Nie musisz mieć rozgłosu, ale musisz zacząć słuchać swojego głosu. I za nim podążyć.

Wierzę w to, że skupienie się na tym, co nas pociąga i w czym w naturalny sposób jesteśmy dobre, tysiąc razy zwiększa nasze szanse na sukces, w tym sukces finansowy. Problem polega na tym, że nikt nas nie uczył tak myśleć o pracy. Nikt nas nie uczył uważnie przyglądać się swoim mocnym stronom. Kierujemy się lękiem częściej niż pasją, stresujemy się rozmowami kwalifikacyjnymi, boimy się założenia własnej firmy, boimy się porażek, strat, zwolnień i bezrobocia. Lęk to naturalna reakcja na kontakt z tym, co nieznane.

Jak zacząć?

1. Hamulce

Po pierwsze musisz przyznać, że najprawdopodobniej masz pewne założenia, które mogą działać jak sprawne hamulce Mercedesa klasy A i powstrzymać Cię przed wejściem na ścieżkę pracy, która jest pasją. Gdybyś ich nie miała, być może nie czytałabyś tego artykułu, ponieważ dawno zajmowałabyś się tym, co kochasz. Niektórzy to mają we krwi.

Moja babcia w wieku lat 12 wiedziała, że chce być księgową, dziś ma 82 lata i wciąż pracuje. Raz w tygodniu przyjeżdża po nią kierowca i zawozi do biura, gdzie robi audyt. Jest tak dobra w tym co robi, bo robi to co kocha. Być może nie myślałaś, że można kochać księgowość. Można. Pasja nie musi być górnolotna. Miles Davis też wiedział od dziecka, że chce być jazzmanem. Większość z nas jednak nie wie. Większość z nas musi poszukać swojej ścieżki.

Hamulce. Musisz je rozbroić, rozkręcić na części i odłożyć na bok. Hamulce to myśli, które każdy twórczy przebłysk zamieniają w matową, martwą, bezużyteczną mrzonkę. Zaczynają się od „Ale przecież…” Ale ja nie potrafię, nie umiem, nie da się, to niemożliwe i tak dalej. I co najważniejsze – każdy z hamulców wydaje się być stuprocentową prawdą, z którą nie ma co dyskutować. Tak działa ten mechanizm, którego napędową energią jest lęk. Ale skoro Ty już wiesz, możesz zapobiec tej hamującej sile.

2. Dzieciństwo

Wróć pamięcią do swoich dziecięcych i nastoletnich fantazji. Kim chciałaś być? Zapisz wszystko, co Ci przychodzi do głowy. Następnie pora na odrobinę alchemii. Poszukaj esencji dziecięcego marzenia. Nie daj się zwieść formie.

Nie chodzi o to, aby dokładnie realizować nastoletnie fantazje. Jeżeli chciałaś być aktorką, to esencją tego marzenia może być ekspozycja, sława, silne emocje. Jeżeli chciałaś być lekarzem, być może esencją jest pomaganie innym, ratowanie tego, co cenne. Te esencje mogą być realizowane w różny sposób. Niektórzy z nas mają z nimi kontakt od dziecka, inni nie. Dlatego sama musisz zobaczyć, na ile ten drugi krok będzie dla Ciebie istotny i pomocny.

Przeczytaj także: Każda kobieta ma w sobie talenty, za które ktoś inny jest w stanie zapłacić

3. Kochanie = dawanie

Weź kartkę. Wypisz wszystko to, co kochasz robić. Możesz zrobić to na zasadzie automatycznego pisania, prawie nie odrywając długopisu od kartki. Możesz zapełnić ją powoli, z namysłem. Nie cenzuruj się. Pozwól na swobodny przepływ myśli. Wypisuj rzeczy nie mające związku z pracą, bo mogą Cię naprowadzić na nowy trop. Bądź precyzyjna i wnikliwa. Dociekaj. Zastanów się głębiej. Co kochasz? Co Cię pociąga? Jakie jest drugie dno? Wszystko co napiszesz, może być punktem wyjścia do głębszej refleksji. Odwróć kartkę. Na drugiej stronie wypisz to, co chciałabyś dawać, to co Ty szczególnie możesz dać innym. To, w czym jesteś szczególnie dobra. To, co potrafisz. Albo, to co Cię pociąga.

4. Aplikacje

Ponieważ nie chodzi tu o to, aby zacząć „robić to, co się kocha”, lecz „zarabiać na tym, co się kocha”, w kolejnym kroku musisz porzucić świat ego, jego słodkich upodobań i pomyśleć o tym, czego potrzebują inni. Praca marzeń jest na przecięciu Twoich najmocniejszych stron i potrzeb innych ludzi.

Ludzie nie potrzebują tylko spraw wielkich. Są gotowi płacić za zaspokojenie drugorzędnych potrzeb. Potrzebują kogoś kto zrobi im świetne zdjęcia z wesela, kto doradzi jak zainwestować pieniądze, kto urządzi urodziny dla dziecka. Potrzebują porad, niekonwencjonalnej rozrywki, produktów i usług, które sprawiają że życie jest prostsze i piękniejsze. Popatrz na swoją kartkę. Weź każdy z zapisków pod lupę i dopisz do niego wszystkie aplikacje, czyli możliwości zastosowania, które zaspokoją potrzeby innych. Oddal perspektywę, że to Ty miałabyś się tym zająć. Potraktuj to jak ćwiczenie na wyobraźnię.

Wypisuj wszystko co Ci przychodzi do głowy, jak nie jesteś dobra w burzach mózgu i zacinasz się po pierwszym najbardziej oczywistym przykładzie, to nie rób sobie wyrzutów, tylko podsuń to zadanie komuś innemu. A co.

Przykład: „kocham gotować”.

Aplikacje: kucharz, blogger piszący o gotowaniu, osoba, która robi warsztaty kulinarne (na przykład dla dzieci, albo dla obcokrajowców, albo dla mężczyzn, których matki nie nauczyły nic oprócz robienia herbaty). Osoba, która gotuje w domu dla garstki osób, osoba która prowadzi catering albo gotuje zdrowe jedzenie dla przedszkola…

I tak z całą listą. Jak już skończysz, to zakreśl te pomysły, które najbardziej Cię pociągają.

Przeczytaj także: Jak mądrze porównywać się z innymi? Poznaj nasze podpowiedzi!

5. Test

Pomysły są niematerialne. Cała zabawa zaczyna się w łączeniu eteru z materią. Rzeczywistość ma sporo ograniczeń i cała sztuka w tym, aby sprytnie wpasować się między nie ze swoim pomysłem. Jeżeli masz pomysł i wiesz, kto może być nim zainteresowany, pora na test. Chcesz założyć szkołę językową dla bardzo małych dzieci? Twoimi klientami są ich matki. Zadzwoń do trzech matek małych dzieci i wypytaj je co sądzą o szkole językowej dla maluchów. Podoba im się taki pomysł? Czy są gotowe zapłacić za takie zajęcia? Dlaczego tak? Dlaczego nie? Co ważnego mają Ci do powiedzenia? Każdy pomysł można i należy przetestować na potencjalnych odbiorcach.

Powodzenia!

Grafika: Canva

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Założycielka Latającej Szkoły dla Kobiet www.latajacaszkola.pl, doświadczona trenerka z sześcioletnią praktyką, specjalistka od kreatywnych biznesów – redaktorka i pomysłodawczyni przewodnika „Kraków kobiet” (ha!art).
Podyskutuj

Radzisz sobie jako mama,dasz radę wrócić do pracy. Historia Natalii – projekt Mommypreneurs

"Boisz się nowych wyzwań? A nie bałaś się wejść w rolę mamy? Pamiętaj, radzisz sobie jako mama, dasz radę wrócić do pracy" - tak Natalia Boćkowska, uczestniczka projektu Mommypreneurs, zagrzewa Cię do walki. O siebie i swoje marzenia. I ma rację, bo czasem wystarczy sięgnąć po wsparcie, po wiedzę, pójść na szkolenie. Tak zrobiła Natalia. Przeczytaj co zyskała!
Natalia Boćkowska

Natalia, skorzystałaś z projektu Mommypreneurs – Przedsiębiorcza Mama. Co Cię do tego skłoniło? Skąd ten impuls: „O, chcę wziąć w tym udział, to coś dla mnie?

Do skorzystania z projektu Mommypreneurs skłoniły mnie, chęć przebranżowienia się i uzyskania nowych doświadczeń.

Czym zajmowałaś się przed projektem i przed ciążą?

Przed ciążą pracowałam na wyspie McCafe w Manufakturze. Nie był to szczyt moich marzeń, ale pracowałam tam podczas studiów, więc miałam doświadczenie.

Czy projekt pokrywał się z Twoimi wyobrażeniami? Co sprawiało Ci największą trudność, a co było zaskakująco łatwe?

Projekt bardzo mnie zaskoczył, oczywiście w pozytywnym sensie. Na początku myślałam, że będą to jakieś podstawowe informacje na temat projektowania stron internetowych. Zostałam mile zaskoczona, bo okazało się, że kurs był od podstaw, czyli od HTML do WordPress’a.

Jeśli chodzi o trudności, to muszę wspomnieć, że brałam udział w drugiej edycji programu. Dostałam się do niego podczas pandemii. Zajęcia trwały już jakiś czas, więc największą trudnością było doścignięcie dziewczyn, które już poznały wszystkie podstawy.

Jestem po liceum plastycznym, więc zdobytą tutaj wiedzę mogłam wykorzystać do projektowania stron internetowych, co sprawiło mi olbrzymią satysfakcję.

Poznaj również historię Zuzanny!

Natalia Boćkowska

W pewnym momencie projekt został zakończony, trzeba było zacząć działać na własną rękę. Jak wspominasz te początki? Czy dzięki projektowi rzeczywiście było łatwiej?

Pandemia niestety nie sprzyja w znalezieniu nowej pracy. Niemniej odnalezienie się w nowej sytuacji i zdobycie doświadczenia pokazało mi, co chcę w życiu robić. Już wiem, że chcę zajmować się projektowaniem stron internetowych i pracować w e-marketingu. Postanowiłam wyjść naprzeciw i sama zacząć budować swoją markę, która będzie widnieć pod moim imieniem i nazwiskiem. Zapraszam do odwiedzenia moich stron na Facebooku i Instagramie. Chcę, by moja firma, dzięki wiedzy zdobytej w e-marketingu oraz grafice, pomagała w rozkręcaniu młodych biznesów.

Które korzyści ze szkolenia wydają Ci się najbardziej znaczące?

To jest trudne pytanie, bo wszystko było znaczące w szkoleniu. Przede wszystkim zdobyłam wiedzę i doświadczenie, nabrałam pewności siebie. Uwierzyłam, że mogę robić rzeczy, które lubię i które dają mi satysfakcję, motywując do dalszego działania.

Młodym mamom trudno czasem uwierzyć, że poradzą sobie z czymś nowym. Boją się wyjść z inicjatywą, zostawić dzieci pod czyjąś opieką, zadbać – dla odmiany – o siebie. Masz jakieś rady dla takich mam?

Boisz się nowych wyzwań? A nie bałaś się wejść w rolę mamy?

Pamiętaj, radzisz sobie jako mama, dasz radę wrócić do pracy.

Przeczytaj też historię Eweliny!

Tak jak Ty, tak i Twoje dziecko potrzebuje spotkań z innymi ludźmi. Pamiętaj również, jeśli Ty będziesz się dobrze czuć, to Twoja rodzina również!

Dziękuję za rozmowę.

Artykuł powstał w ramach projektu Mommypreneurs – przedsiębiorcza mama.

Zdjęcie: prywatne archiwum Natalii.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Mama, żona, psycholog i redaktor. Spełniona zawodowo dzięki miłości do pisania, szczęśliwa prywatnie dzięki mężowi i dwóm cudownym synom. W krótkim czasie "tylko dla siebie” czyta, szyje… albo znowu pisze.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×