Czego szukasz

Biznes sprawdzony przez mamy – dowiedz się jak zacząć!

Organizacja to Twoja pasja? W Twoim mieście nie ma ciekawej oferty skutecznych już na starcie i inspirujących zajęć językowych dla dzieci? Zobacz jaki biznes wybrały mamy: Joanna Sztajerwald i Alina Bogdał- Malec. Choć pracy jest bardzo dużo, obie czerpią z niej dużo satysfakcji. Ta historia może być również Twoją historią. Szukasz swojego pomysłu na biznes? Zobacz jak założyć własną szkołę Mała Lingua!

  • Franczyzadlamamy.pl - 18/01/2017
uczennice szkoły Mała Lingua

Chcesz tak jak Joanna i Alina i pracować na własnych zasadach i prowadzić wyspecjalizowaną szkołę języków obcych dla dzieci i młodzieży MAŁA LINGUA & LINGUA TEENS SPACE? Zgłoś się już dzisiaj. Na Twój telefon albo e-mail czeka Barbara Szurmak. Szukamy mam z małych i dużych miast!

Ogólnopolska sieć szkół języków obcych dla dzieci i młodzieży Mała LINGUA & LINGUA TEENS SPACE należy do Grupy PWN – włączenie do Grupy pozwoli Sieci i Marce skorzystać z renomy, jaką cieszy się marka PWN.

Barbara Szurmak

tel. 509 908 791

[email protected]

www.malalingua.com.pl

 

Mamy prowadzą własne szkoły

Joanna Sztajerwald jest mamą 4,5 letniego Leo. Po studiach prawniczych i anglistyce prowadziła prywatne zajęcia z języka angielskiego i pracowała w korporacji. Od roku współpracuje z marką Mała Lingua i prowadzi szkołę na warszawskim Żoliborzu.

Alina Bogdał-Malec jest mamą 8-letniej Weroniki i 5-letniej Karolinki. Ukończyła filologię angielską. Pracuje na etacie w szkole ponadgimnazjalnej ZSZ nr 2 w Knurowie i równocześnie od 3 lat prowadzi szkołę Mała Lingua w 40-tysięcznym Knurowie, w woj. śląskim.

Dlaczego wybrały współpracę ze szkołą językową Mała Lingua? Jak wyglądały początki tej współpracy i z czym musiały się zmierzyć?

Alino, Joanno, dlaczego zdecydowałyście się prowadzić szkołę językową dla dzieci i młodzieży? Czy to miało związek z tym, że same jesteście mamami – lingwistkami?

Joanna: Zdecydowałam się na własny biznes ponieważ chciałam mieć możliwość elastycznego kształtowania mojego czasu pracy. Jest to niezwykle ważne kiedy kobieta zostaje matką i chce jednocześnie spełniać się w obu rolach. Ponadto fakt, iż posiadam wykształcenie filologiczne daje mi możliwość lepszego zrozumienia i kontrolowania biznesu.

Mimo, że mieszkam w Warszawie, w bezpośredniej okolicy mojego miejsca zamieszkania brakowało szkoły językowej dla dzieci z prawdziwego zdarzenia, która zapewniłaby świetny program merytoryczny i dała dzieciom możliwość przebywania w komfortowych i nowoczesnych warunkach lokalowych.

Alina: Ja jestem trochę „niespokojnym duchem” i potrzebuję ciągłych wyzwań, aby móc się sprawdzić. Nie przypominam sobie sytuacji kiedy zajmowałam się tylko pracą na tzw. etacie w szkole. Kiedy zostałam mamą na chwilę sytuacja uległa zmianie. Rzeczona chwila nie trwała zbyt długo, bo tylko do momentu gdy zaczęłam intensywnie poszukiwać szkoły językowej dla moich córeczek. (Jak wpajano mi na zajęciach z metodyki, własnych dzieci nie powinno się uczyć.)

Każdego roku Rodzina Blabbersów wyrusza w fascynującą, pełną przygód i niespodziewanych zwrotów akcji podróż po Europie. Tym razem udaje się do Hiszpanii… Zobaczcie jakie wspaniałe przedstawienie przygotowali uczniowie MAŁA LINGUA na zakończenie roku szkolnego w TEATRZE SYRENA!

Opublikowany przez Mała Lingua Warszawa Żoliborz na 26 sierpnia 2016

W Knurowie i okolicach nie znalazłam szkoły, która pracowałaby metodą autorską, w pełni dedykowaną i specjalizującą się w nauczaniu dzieci, a pod tym względem zbadałam rynek szczegółowo. Jako metodyk wiem, że stosunkowo nietrudno jest zaszczepić w małym człowieku chęć do poznawania świata przez pryzmat multikulturowości, za pomocą języka obcego, którym będzie w stanie komunikować się na świecie, natomiast istotne jest, aby zrobić to umiejętnie i efektywnie, adekwatnie do wieku.

W ten sposób zrodziła się w mojej głowie myśl by znaleźć metodę specjalizującą się w nauczaniu dzieci tak, aby łączyć przyswajanie języka z mentalnością i potrzebami najmłodszych. Rozpoczęłam więc poszukiwania szkoły, która zaspokoiłaby te potrzeby. Znalazłam i rozpoczęłam współpracę na zasadzie franczyzy ze Szkołą Mała Lingua & Lingua Teens Space.

Joanno, Ty prowadzisz szkołę w Warszawie od kilku miesięcy. Od czego zaczęłaś organizować swój biznes? Jakie były Twoje pierwsze działania?

Najtrudniejszym krokiem było podjęcie decyzji (śmiech). Wszystko zaczęło się równo rok temu od podpisania umowy franczyzowej i następnie cyklu szkoleń. Jednocześnie szukałam odpowiedniego lokalu oraz omawiałam z architektami projekt jego aranżacji.

Ile pieniędzy zainwestowałaś w swój biznes? I jak szybko Twoja szkoła zaczęła na siebie zarabiać?

W moim przypadku inwestycja była dość duża, ponieważ trzeba było wyremontować i urządzić od podstaw cały lokal. Widzę ogromny potencjał dalszego rozwoju ze względu na okolicę zamieszkaną przez praktycznie same rodziny z małymi dziećmi  oraz zaufanie, którym już darzą nas nasi obecni klienci, więc liczę, na to, że moja inwestycja szybko się zwróci.

Alino, a Ty od 3 lat prowadzisz swoją szkołę w Knurowie, w woj. śląskim. Jakie były Twoje początki i jak teraz rozwijasz swój biznes? Jaki masz pomysł na dalszy rozwój?

Początki jak to bywa były trudne. W pierwszym roku działalności brutalnie zetknęłam się z rynkiem, który zweryfikował moją wizję współpracy ze szkołami niepublicznymi oraz z oczekiwaniami  społeczeństwa. Podjęłam wówczas współpracę z jedną placówką w Knurowie i z jedną w powiecie rybnickim. Nie poddałam się i dzięki determinacji, ciężkiej pracy oraz dobrej jakości usług zdołałam przekonać do siebie rodziców i dyrekcję większości szkół na terenie mojej działalności, co pozwoliło mi w kolejnym roku podjąć współpracę z większą liczbą placówek publicznych.

Aktualnie prowadzę szkołę stacjonarną w Knurowie oraz współpracuję na zasadzie Szkół Partnerskich ze Szkołami Podstawowymi w Knurowie oraz w powiecie rybnickim i nie powiedziałam tu jeszcze ostatniego słowa (śmiech). Mam zamiar rozwijać się nadal, nawiązując współpracę z dalszymi placówkami.

Moim marzeniem jest nawiązanie współpracy z każdą szkołą publiczną i przedszkolem na terenie mojej działalności. Jednocześnie chcę się również skupić na rozwoju szkoły stacjonarnej, która jest moją wizytówką w mieście.

Konkurencja w Waszej branży jest ogromna – szkoły małe i duże, lekcje prywatne, nauka przez Internet – jak zdobywacie klientów do szkoły językowej?

Joanna: Zdecydowałam się postawić na dwie rzeczy: świetną autorską metodę Mała Lingua, która odróżnia tą szkołę od innych oraz przyjazne i bezpieczne wnętrza zachęcające dzieci do nauki. Nasi klienci to głównie rodzice mieszkający w okolicy oraz ich znajomi, którym nas polecili.

Alina: Zgadza się. Konkurencja jest, ale to dobrze, ponieważ daje motywację do działania. Natomiast szkoła Mała Lingua ma niezaprzeczalne atuty w postaci autorskiej metody, i zaplecza szkoleniowego. My jesteśmy Szkołą, miejscem odkrywania talentów, nasze zajęcia to nie tylko fajna pani i niezły podręcznik, ale o wiele więcej. Ta wartość dodana budzi w rodzicach świadomość i potrzebę wybrania naszej oferty.

A dlaczego właśnie wybrałyście markę Mała Lingua? Co zdecydowało o tym, że współpracujecie z tą, a nie inną szkołą?

Joanna: W moim przypadku decydujące było to, że Mała Lingua jest szkołą językową dla dzieci i jej program oraz materiały dydaktyczne są wysoko wyspecjalizowane i w pełni uwzględniające potrzeby oraz możliwości dzieci. Przekonały mnie profesjonalnie przygotowane pomoce naukowe oraz wsparcie w postaci ciągłych szkoleń dla franczyzobiorców.

Alina: Jak już wspomniałam wierzę w efektywność metody Mała Lingua. Dzieci to specyficzny klient, bardzo wymagający, który bez ogródek wyraźnie pokaże swoje zadowolenie lub nie. Trudny klient wymaga indywidualnego podejścia, ponieważ różnimy się, każdy człowiek jest indywidualnością.

Właśnie indywidualne podejście do potrzeb i wymagań dziecka znalazłam w autorskiej metodzie nauczania języków MAŁA LINGUA & LINGUA TEENS SPACE, która w oparciu o teatralizację, wielokulturowość i postrzeganie świata wszystkimi zmysłami stymuluje wyobraźnię dzieci, co ma przełożenie na motywację.

Nasi uczniowie  zanurzeni niejako w baśniowość i motyw Rodziny Blabbersów z Livendell uczą się języka w sposób przyjemny, naturalny, jakby niechcący. Jestem przekonana o większej efektywności przyswajania języka obcego w porównaniu do standardowego nauczania. Ponadto jest to metoda uniwersalna do nauki nie tylko angielskiego, ale również innych języków, co daje szerszy wachlarz możliwości. Stąd mój wybór.

A co przekona do Waszej szkoły rodzica?

Alina: Z moich obserwacji wynika, że rodzice chcą aby dziecko było zadowolone z zajęć i chętnie na nie chodziło. Dlatego nasze zajęcia są różnorodne. Ucząc języka rozwijamy w dzieciach pasję poznawania świata. Blabbersi co roku odwiedzają różne zakątki Ziemi, poznając kulturę krajów europejskich, a w tym roku również Afrykę. Myślę, że to nas wyróżnia, jest inne i może stanowić dla rodzica atut przy wyborze szkoły bądź kursu dla dziecka. Ponadto kolorowe, ciekawe, autorskie materiały dydaktyczne, jak również pacynki-zabawki używane na zajęciach również stanowić mogą o unikalności naszej szkoły, a także efektywność metody.

Joanna: Dla mnie jako rodzica było ważne dla mnie żeby dzieci chciały się uczyć języków obcych i  żeby miały z tego przyjemność. Żeby chciały do nas przychodzić i poznawać nie tylko język,  ale również kulturę różnych krajów.

Co najbardziej Was kręci w prowadzeniu szkoły językowej? Co sprawia największą frajdę?

Joanna: Najfajniejsza jest niezależność i świadomość pracy na własny rachunek. Każdy dzień jest inny i niesie różne wyzwania, z którymi trzeba się zmierzyć. Jeżeli się udaje, to wtedy satysfakcja jest podwójna.

Alina: Dla mnie satysfakcjonujący jest moment gdy wchodzę do szkoły stacjonarnej i słyszę za drzwiami jak 4-latki śpiewają Hymn Blabbersów i inne piosenki, ile pary w płucach – wówczas widzę efekt i sens.

Cieszą mnie rozmowy z rodzicami, którzy po wakacjach zapisują dziecko na kolejny semestr, ponieważ będąc za granicą ich pociecha była w stanie skomunikować się z dziećmi z innego kraju.

Czuję się spełniona, gdy słuchacze przyprowadzają znajomych, bo są zadowoleni. W szkołach partnerskich w powiecie rybnickim, skąd pochodzę, ogromną satysfakcję daje mi poczucie, że zajęcia prowadzone z ramienia mojej filii umożliwiają dzieciom naukę na wysokim poziomie w ich własnej szkole. Ja musiałam jako dziecko jeździć na zajęcia do Rybnika, co dla moich Rodziców stanowiło nie lada wyzwanie logistyczne i było czasochłonne. Gdy mija gorączka rekrutacji wiem, że robię coś fajnego dla siebie i dla innych. To daje ogromną satysfakcję i motywuje do działania.

Alino, wspomniałaś o gorączce rekrutacji, wyobrażam sobie, że prowadzenie tego biznesu jest bardzo angażujące. A obie jesteście mamami, Ty Alino dodatkowo pracujesz na etacie w szkole – jak to wszystko ogarniacie? Rodzinę i wymagający biznes?

Alina: Ja proszę o inne pytanie! Pogodzenie życia rodzinnego z prowadzeniem biznesu oraz pracą w szkole publicznej graniczy z cudem. Cuda się zdarzają, jednak często cena jaką trzeba zapłacić bywa wysoka. W czasie rekrutacji śpię ok. 3 godzin na dobę, pracuję nocami, aby nie zabierać moim córkom czasu, który chcemy spędzać razem. Tu bilans między pracą, a rodziną może zostać zachwiany. Czasami zdarza się, że mój misterny, zorganizowany w 100% plan dnia legnie w gruzach. Cóż, mówi się, że co nas nie zabije to nas wzmocni i ja w to wierzę. Wierzę też, że z czasem będę mogła sobie pozwolić na większą swobodę, bo choć na sukces trzeba zapracować i nic nie jest dane na zawsze, to robiąc konsekwentnie swoje można wiele osiągnąć.

Joanna: W każdym biznesie początki są trudne. Ponieważ moją szkołę prowadzę dopiero od kilku miesięcy, to zdarza się, że pracuję nawet po 12 godzin. Ale widzę światełko w tunelu i wierzę, że przy dobrej organizacji pracy w kolejnych latach, czas pracy będzie krótszy, a korzyści coraz większe. Na pewno sukces nie przychodzi łatwo i szybko.

Na koniec – dlaczego warto współpracować ze szkołą Mała Lingua? I co Wam to daje?

Joanna: Mamy ogromne wsparcie całego zespołu Mała Lingua, łącznie z panią Moniką, która stara się być dostępna i dyspozycyjna dla nas mimo wielu obowiązków, które na niej ciążą. Ogromne znaczenie ma fakt, że jest to szkoła wyspecjalizowana, która koncentruje się na nauczaniu dzieci i stara się to robić jak najlepiej. Ponadto otrzymujemy dostęp do wszystkich materiałów i  pomocy dydaktycznych, a także ciągłych szkoleń.

Alina: Moim zdaniem warto ze względu na unikalną metodę i czynniki wyróżniające szkołę Mała Lingua spośród innych. Ponadto ja osobiście robię to co lubię, wyłączając kalkulacje w arkuszach Excel (śmiech), coś co sprawia mi satysfakcję, choć jest okupione wyrzeczeniami.

Dziękuję za rozmowę i życzę Wam wielu sukcesów.

  

Joanna Sztajerwald i Alina Bogdał-Malec

Spodobał Ci się ten pomysł na biznes? Chcesz poznać więcej szczegółów? Zadzwoń lub napisz:

Barbara Szurmak

tel. 509 908 791

[email protected]

www.malalingua.com.pl

Przeczytaj więcej o szkole Mała Lingua w naszym dziale pomysły na biznes.

MLLTS

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Franczyzadlamamy.pl
Franczyza dla Mamy to projekt portalu Mamo Pracuj prezentujący sprawdzone pomysły na biznes dla mam. Nie masz pomysłu na własny biznes? Skorzystaj z franczyzy! Portal Mamo Pracuj nie bierze odpowiedzialności za wyniki biznesowe prowadzenia działalności przez franczyzobiorców.
Podyskutuj

Mama robi kurs wirtualnej asystentki – czyli o tym, jak pracować nie wychodząc z domu

Albo wychodząc i pracując tam gdzie chcesz :) Cieszy mnie myśl, że mogę jechać w ukochany Beskid zabierając laptopa i robić to co lubię, a potem pójść z dziećmi w góry - Czy możliwa jest praca zdalna jeśli nie jesteś grafikiem, programistą ani blogerką? Oczywiście!
  • Ewa Wczelik - 12/08/2019
kobieta pracuje z domu na laptopie

Dylematy mamy i taty

Końcówka urlopu macierzyńskiego plus Przedszkolak na pokładzie. Pojawiają się pierwsze pytania i dylematy. Wracać do pracy? Zostawić Mrówkę z… tylko z kim? Niania? Żłobek?!

Żłobek odpada na starcie – nie jestem przekonana do tego typu opieki. Szukam “cioci” na etat. Robię research, trzeba sprawdzić jakie obecnie panują stawki. Szybka kalkulacja i niemały szok – braknie pensji! Nawet na waciki nie zostanie… Co teraz? Wieczorna rozmowa z mężem. Biała kartka: zaczynamy wypisywać plusy i minusy. Wreszcie jest decyzja! Mama idzie na wychowawczy.

Kamień z serca. Najgorszy jest brak decyzji, a tu jeden wieczór i już jest. Uff… Ale i tysiące myśli bombardują mi głowę. Czy aby na pewno finansowo damy radę? Czy pojedziemy na wakacje w przyszłym roku? Czy będę musiała przerwać treningi? A jeśli nam braknie na podstawowe rzeczy?

Może udałoby się znaleźć pracę, którą mogę wykonywać z domu? Taką, gdzie sama ustalę co będę robić i ile godzin na to poświęcę. Dzięki której nie będzie problemem zająć się chorym Przedszkolakiem gdy będzie taka potrzeba. Po naszym pierwszym sezonie przedszkolnym wiem, że tamtejsze prezenty to nie tylko laurki, ale i glut po kostki. Katar potrafi przerodzić się w istną walkę pod hasłem “oby tylko nie opadło na oskrzela” itd.

Kurs na szerokie wody – czyli jak znalazłam kurs wirtualnej asystentki

Pierwsza myśl: chyba nie ma takiej pracy, którą mogłabym wykonywać tylko zdalnie. Nie jestem grafikiem, programistą, blogerką itp. Zaczynam ponownie przeszukiwać internet i trafiam na informację: kurs wirtualnej asystentki na mamopracuj.pl. Czytam z wypiekami na twarzy. Nie muszę być programistą, ani grafikiem. Uff. Trochę rzeczy już potrafię. Rozmową z drugą połówką – wchodzimy w to. Idę na kurs – nie wychodząc! 🙂

Pierwsza lekcja z mentorką daje dużo nadziei. Dziewczyny współkursantki – fantastyczne. Jest moc! Lekcje odbywają się dwa razy w tygodniu wieczorami. Nawet kiedy moja Mrówka Z. się obudzi i w te pędy biegnę, by ją ululać, to nasze wirtualne spotkania są nagrywane i mogę do nich wrócić, kiedy tylko mam taką możliwość. Oprócz lekcji codziennie komunikujemy się na ​slacku​. Wymieniamy się wrażeniami, dzielimy naszymi pracami oczekując nie tylko konstruktywnej krytyki, ale i wsparcia czy pochwały. Czuję, że nabieram wiatru w żagle. Poznaję nowe rzeczy. Chłonę, ile tylko mój zmęczony i niewyspany mózg przyjmie 🙂 Idzie nowe!

Praca zdalna na końcu świata

Pisząc ten wpis jestem w “Chacie na końcu świata” w Beskidzie Niskim. Mrówka Z. drzemie w wózku, Przedszkolak ze swym najlepszym Tatą odkrywa dziką roślinność i robactwo wszelkiej maści, a ja? Ja siedzę w chacie na werandzie z kubkiem herbaty i laptopem na kolanach. Delektuję się zapachem lasu, trawy i kwiatów. Słucham jak świergolą ptaszki, odganiam upierdliwe muchy i podnosząc wzrok znad ekranu cieszę się widokiem gór. Spoglądam z ciekawością na krążącego po niebie myszołowa.

Można być realną mamą – zajmującą się dzieckiem i wirtualną asystentką, która rozwija się zawodowo.

Tak wyobrażam sobie moją przyszłą pracę: robię to co chcę i lubię, tam gdzie chcę – oczywiście jeśli tylko mam dostęp do internetu 🙂 Cieszy mnie myśl, że mogę jechać w ukochany Beskid zabierając laptopa i robić to, co lubię zawodowo, a potem pójść z dziećmi w góry. Cieszę się na myśl, że będę z Mrówką Z., że będę mogła lepiej zająć się Przedszkolakiem, jeśli zostanie w domu. Czuję po prostu wolność. Wcześniej drżałam na samą myśl, że jedno czy drugie dziecko choruje, a ja muszę powiedzieć szefowi, że znowu (!) mnie nie będzie przez dwa tygodnie… To już za mną, a kolejne wyzwania przede mną.

Ok, ale WA to nie cukiereczki, górki, ptaszki itd. To jest praca. Tak samo wartościowa jak etat, do której również trzeba się przygotowywać, doszkalać, pracować nad sobą i marką. Nawet więcej: jesteś sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem. W którą stronę popłyniesz, taki cel osiągniesz. A zadbany okręt pomoże dobić do celu.

Chcesz poznać inne historie kobiet, które odmieniły swoje życie zawodowe? Przczytaj:

Powodzenia!

Zdjęcie: Pixabay.com

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Ewa Wczelik
Zawodowo wirtualna asystentka w twojaprawareka.pl. Swoją pracą pomaga przedsiębiorcom odzyskać ważny dla nich czas, aby mogli skupić się na swoim sukcesie. Prywatnie żona przewodnika beskidzkiego, mama dwojga małych odkrywców pragnąca pokazać im świat. Choć w biegu, łapie wolne chwile zaczytując się w literaturze z okresu II wojny światowej, smakuje w kuchni indyjskiej, a bywa że i coś "zaszyje" na maszynie do szycia. Najbardziej odpoczywa w Beskidzie Niskim.

Pomóż stanąć na własnych nogach – zdecyduj kto wygra 30 tysięcy na rozwój biznesu!

Kto wygra 30 tysięcy na rozwój swojego produktu i biznesu? Zdecyduj i zagłosuj. Konkurs Stań na własnych nogach, właśnie wszedł w 2 etap - głosowania na jeden z wybranych 50 zgłoszeń. Zobacz wybrane produkty i oddaj swój głos! Głosowanie trwa do 5 września, a każda klubowiczka Rossmann może oddać tylko 1 głos!
  • Joanna Gotfryd - 01/08/2019
sofa, nogi kobiety i laptop na kolanach - plakat zapowiadający akcję Rossmanna

Stań na własnych nogach – prawie 500 zgłoszeń!

Konkurs Stań na własnych nogach, to akcja, którą organizujemy wspólnie z firmą Rossmann. Od 15 czerwca do 20 lipca można było zgłosić do konkursu swój produkt, tworzony z pasją, który ma szanse stać się biznesem i dać niezależność finansową jego twórczyni.

Do konkursu zgłoszono prawie 500 prac konkursowych! Komisja konkursowa złożona z przedstawicieli Rossmann i Fundacji Mamo Pracuj miała bardzo trudne zadanie – wybranie 50 prac, które przejdą do 2 etapu konkursu.

Wśród zgłoszonych prac było dużo zabawek – lalek, szydełkowanych misiów oraz książeczek. Sporo zgłoszeń dotyczyło akcesoriów dla dzieci – kocyków, wielorazowych pieluszek, personalizowanych przedmiotów czy produktów idealnych na prezent, np. z okazji urodzenia dziecka.

Przedsiębiorcze i twórcze kobiety do konkursu zgłosiły także ręcznie robione kosmetyki – szampony, mydła i kremy – bez konserwantów, na bazie naturalnych składników.

Nie zabrakło także artykułów dla domu – ozdobnych bibelotów, naturalnych świec i dekoracyjnych przedmiotów.

Wśród zgłoszonych prac była też odzież i akcesoria modowe, a także akcesoria wpisujące się w trend zero waste – wielorazowe artykuły higieniczne i zamienniki jednorazowych foliówek na zakupy.

Zobacz jakie produkty znalazły się w 2 etapie konkursu! >>

Głosowanie na najlepszy produkt

Teraz klubowicze Rossmann mogą zagłosować na najlepszy – ich zdaniem – produkt.

Głosowanie potrwa od 1 sierpnia do 5 września. Każdy klubowicz Rossmann może zagłosować tylko jeden raz, dlatego warto starannie przejrzeć wybrane do 2 etapu prace.

Zwycięzców, którzy otrzymają nagrody – pierwszą – 30 tysięcy złotych, oraz drugą i trzecią – odpowiednio – 20 i 10 tysięcy – poznamy już 10 września.

Zagłosuj, pomóż stanąć na własnych nogach! >>>

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail