Czego szukasz

Skąd się bierze frustracja? Jak sobie z nią radzić?

Wychodzenie z domu z dziećmi trwa godzinę… jesteś przemęczona obowiązkami i niewyspana. Zapominasz o swoich potrzebach. Czy wiesz, że to pierwszy krok do frustracji? Mamy są na nią szczególnie narażone. Jak się ustrzec przed frustracją i po czym poznać, że właśnie Cię dopadła?

smutna mama siedzi na kanapie

Na nasze pytania odpowiada Joanna Baranowska – mama, psycholog i coach, specjalizująca się w pracy z mamami.

Asiu, nasza akcja #JestemWażna powoli dobiega końca. Dzisiaj chciałam Cię zapytać o frustrację. Rozumiem ją jako zaprzeczenie idei „bycia ważną dla siebie”. Skąd się bierze frustracja?

Frustracja jest rodzajem stresu, który wynika z różnicy między Twoimi potrzebami i oczekiwaniami, a ich realizacją. Zanim zostałaś mamą frustracja brała się z porażki lub złego zaplanowania celów. Jednak przez wiele lat uczyłaś się czego potrzebujesz i jak możesz to realizować. Przez całe dorosłe życie uczyłaś się mierzyć siły na zamiary i byłaś przyzwyczajona, że jesteś w tym całkiem niezła.

Gdy zostajesz mamą, cały ten system się wali. Już nie możesz liczyć tylko na siebie, ale musisz brać pod uwagę kaprysy Twojego dziecka. Nawykowo planujesz sobie 10 minut na wyjście, a każda mama wie, że wychodzenie z dzieckiem zajmuje trzy razy więcej czasu.

Wychodzenie z domu to prosty przykład działania tego mechanizmu. Dodatkowo otrzymujesz w „pakiecie” nieprzespane noce, a w zmęczeniu nasz organizm stara się wracać do starych dobrych sprawdzonych nawyków, które… już nie działają. Więc jesteś na siebie zła. Myślisz sobie „jak ja mogłam nie przewidzieć tego czasu, przecież wiem, że wychodzenie z dzieckiem zajmuje trzy razy więcej, głupia ja, czemu się nie mogę tego raz na zawsze nauczyć.”

Myślę, że frustracja u mam to nie porażka, ale informacja, że stare nawyki i założenia przestały działać.

Gdy planujesz czas po urodzeniu się dziecka nie masz świadomości, że będziesz musiała na nowo nauczyć się dbać o siebie i zakładasz sobie bardzo ambitne cele. Myślisz o tym jak bardzo się rozwiniesz osobiście i zawodowo będąc na urlopie wychowawczym. Potem okazuje się, że dziecko też ma swoje humory i katary i trzymanie się ścisłych planów i opieka nad małym dzieckiem jest niemal niemożliwe. I to jest właśnie bardzo frustrujące. Z jednej strony dziecko uniemożliwia nam realizacje naszych planów, a z drugiej ciężko jest z tych planów zrezygnować.

Po drugie nie zdajesz sobie sprawy z tego, że bycie mamą jest tak bardzo wyczerpujące. To znaczy, że czujesz się zmęczona i jednocześnie masz poczucie winy, jeśli nie dajesz rady zrobić tego co chcesz. Ogranicza Cię fizjologia i niewyspanie, ale nie chcesz tego przyjąć do wiadomości (czasem Twoje środowisko też „dziwi się” czym ty właściwie jesteś zmęczona? Siedzeniem z bobasem?).

Czy tak właśnie było w Twoim przypadku?

Mnie było bardzo ciężko. Wcześniej pracowałam w firmie szkoleniowej prowadząc projekty rozwojowe dla pracowników. Moja kariera akurat zaczynała nabierać rozpędu kiedy zostałam mamą. Czułam się jak ptak zatrzymany w locie. Czułam, że staję się nikim. Byłam ”tylko” mamą. Nie chcę nikogo obrazić, ani umniejszać tej roli, po prostu moja historia i doświadczenia bycia mamą miały dwa tygodnie i zupełnie nie wiedziałam co to oznacza.

Jak sobie radzić z frustracją? Jak reagować na frustrację innych (dzieci, męża, koleżanki) skierowaną przeciwko nam?

Przede wszystkim trzeba dać sobie prawo do frustracji. Frustracja to sygnał, że Twoje potrzeby nie są zaspokajane, że nie wiesz jak je zaspokajać przy dziecku i… musisz się tego nauczyć na nowo. Dotyczy to także frustracji męża. To jest okej, że mama jest sfrustrowana i tata, ale zwalanie winy na siebie nic nie rozwiąże. Proponuję postawę w stylu: „Jesteśmy sfrustrowani, ale się kochamy i jesteśmy w tym razem i razem znajdziemy rozwiązanie i sprawimy, że będzie nam dobrze, a nawet jeszcze lepiej”. Pomocne jest wyobrażanie sobie jak stoicie ramię w ramią, obejmujecie się, troszczycie i wspieracie.

Czy mamy, które „siedzą w domu” są bardziej narażone na frustrację, niż te które pracują? A może te pracujące łatwiej wpadają we frustrację, bo są np. przemęczone?

Myślę, że mamy pracujące poza domem mogą być równie sfrustrowane, jak te pracujące wyłącznie na rzecz rodziny. Te pierwsze z powodu nadmiaru obowiązków, a te drugie z powodu poczucia braku sukcesów zawodowych i niespełnienia (chociaż to często także dotyka te pierwsze).

Myślę, że przyczyna leży zupełnie gdzie indziej. Po prostu jeśli stawiasz się na drugim, trzecim, czy ostatnim miejscem za dziećmi, mężem, domem i pracą to Twoja frustracja będzie rosła i już. Jeśli będziesz czuła się ważna to zawalczysz o siebie w swojej pracy, znajdziesz sobie pomoc do domu, czy dzieci, jasno zakomunikujesz swoje oczekiwania mężowi. Mniej będziesz się bała zmiany pracy – po prostu poszukasz takiej, która będzie wspierać Twoje potrzeby. Świetny wywiad na ten temat znajduje się obecnie na mojej stronie.

Po czym poznać, że to już – frustracja puka do drzwi?

Gdybyśmy zdefiniowali sobie, że frustracja to coś więcej niż zwykłe niewyspanie lub zmęczenie, to powiedziałabym, że jest to długotrwały stan niezaspokajania swoich ludzkich potrzeb. Towarzyszy jej:

  • Zirytowanie;
  • Narzekanie;
  • Padanie na twarz w każdej sytuacji;
  • Brak siły na cokolwiek oprócz minimum;
  • Złość;
  • Myśli w stylu: „ja do niczego się nie nadaję” lub „nie wiem jak ona to robi?”;
  • Zazdrość: chciałabym mieć wysprzątane mieszkanie, ale nie mam siły;
  • Powinnam się zabrać za napisanie CV/ zacząć biegać / mieć jakieś hobby.

Uwielbiam powiedzenie, że

jeśli od 3 minut jest Ci źle, to znaczy, że 2 minuty temu powinnaś była coś z tym zrobić.

Jestem zwolenniczką działania i szukania rozwiązań, nawet jeśli czasem trwa to dłużej niż byśmy chciały.

Dobra, jestem taką sfrustrowaną mamą – jak się z tej frustracji uwolnić? Jaki powinien być pierwszy krok? I drugi?

Hahaha i tu mnie pytasz o moje tajemnice, które zawarłam w kursie. Najważniejsze jest określenie tego, co dla Ciebie najważniejsze, a co sobie odpuszczasz. Nie na zawsze, ale na jakiś czas.

Ja na jakimś etapie odpuściłam sobie sprzątanie. Nie byłam w stanie tego robić i bardzo łatwo przyszło mi pozbycie się poczucia winy, że coś ze mną jest nie tak, jeśli mam brudno. Nie mogliśmy jednak tak żyć i raz na jakiś czas przyjęliśmy pomoc w sprzątaniu.

Trudniej mi przyszło odpuszczenie sobie pracy zawodowej, ale był taki czas, że wyznaczyłam sobie bardzo sztywne ramy. Praca była od 9-14:00. W tych godzinach przychodziła opiekunka i już. Nie było innej możliwości. I to był czas kiedy jeszcze prawie nie zarabiałam.

I tu dochodzimy do drugiego punktu. Ciężko ruszyć z miejsca mając dziecko pod opieką 24 godziny na dobę. Musiałam uznać, że ja i rozwój mojego biznesu jesteśmy ważniejsi niż te kilkaset złotych miesięcznie wydane na opiekunkę i to była trudna decyzja. Początkowo korzystałam z pomocy przez 6 godzin w tygodniu.

Czy Twój kurs pomaga właśnie w wyjściu z frustracji?

Tak, ten kurs zbiera cztery lata mojej pracy coachingowej z mamami, podczas których odkryłam co jest problemem i jakie są na niego lekarstwa. Kurs pomaga wziąć swoje życie w swoje ręce, otrząsnąć się z wpływów zewnętrznych i różnych mitów, które nami rządzą i zacząć kierować nim. Kurs pomaga poczuć się naprawdę ważną w swoim życiu, docenić siebie i to, co jest w nim najlepszego – przecież wiele z nas ma z tym problem.

To wszystko prowadzi do rozpoczęcia swojej życiowej drogi od frustracji do frajdy.

Kurs Mama bez frustracji i poczucia winy jest on-line. Na czym polega?

Jest to 21 dniowy kurs mailowy. Sama uczestniczę w takich kursach i jest to dla mnie najwygodniejsza forma pracy nad sobą. Codziennie otrzymasz na swoją skrzynką maila zawierającego co drugi dzień: lekcję wraz z nagraniem, lub inspirację. W kursie jest 21 dni, ale 11 lekcji, bo wiem, że będąc mamą, nawet z najlepszymi chęciami czasem możemy nie dać rady „przerobić” lekcji i ćwiczeń w jeden dzień, więc u mnie będą na to 2 dni. Dodatkowo wsparciem będzie grupa na Facebooku. Na kurs zapisało się już 80 mam, więc będzie silna ekipa.

Jaką zniżkę masz dla mam – czytelniczek Mamo Pracuj? I jak jednym zdaniem zachęcisz je do Twojego kursu – co im ten kurs da?

Trzema zdaniami też mogę?

Jeśli czujesz, że nie możesz ruszyć z miejsca w jakimkolwiek aspekcie życia, daj sobie prawo do zmiany. To jest Twoje i tylko Twoje życie. Najlepsze jakie masz, wykorzystaj je najlepiej jak potrafisz.

A zniżkę mam super. Normalnie ten kurs kosztuje 297 zł, ale na hasło „teraz ja” możecie go kupić za 167 zł.

Dziękuję za rozmowę.

Dowiedz się więcej

kurs (4)

#JestemWażna

jestemważna

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie