Czego szukasz

Skąd czerpać pomysły na powieści?

Gdzie szukać inspiracji? Czy podejmowanie tematu in vitro grozi kłopotami? Czy istnieje przyjaźń między pisarkami? I jak pisać będąc mamą? Na te i wiele innych pytań, odpowiada Liliana Fabisińska, autorka powieści m.in. „Śnieżynki”. Jak myślicie skąd się biorą te wszystkie pomysły?

Książka na stole a obok miseczka z bakaliami i herbata

Pani Liliano, wzięła się Pani za temat trudny, emocjonalny, kontrowersyjny. Czyżby dziennikarska dusza to podpowiadała?

Faktycznie, dziennikarzem chyba się jest, a nie bywa… To stan umysłu, a nie tylko zawód. Nie umiem go wyłączyć przy pisaniu książki. Strzygę uszami za ciekawymi tematami właściwie przez cały czas. Zawsze mam przy sobie notes, w którym mogę zapisać coś, co usłyszę na ulicy czy w autobusie. Może to być jakieś zdanie, powiedzonko, dziwne imię… Skrawek pomysłu, który potem trafia do książki. A czasami cały pomysł, który rodzi się np. podczas słuchania radia za kierownicą, albo czytania gazety. Mam grube teczki z wycinkami „na przyszłość”. Lubię poruszać w książkach tematy społeczne, ważne, kontrowersyjne.

Ale tak naprawdę chyba najbardziej dziennikarskie jest w tym moim pisarstwie zbieranie materiałów. Muszę pojechać i obejrzeć miejsca, o których piszę. Przejść się ulicą, którą chodzą moi bohaterowie. Sprawdzić, jak tka się kilimy, jeśli chcę pisać o tkaniu kilimów właśnie. Porozmawiać z fachowcami, dowiedzieć się, czy lekarstwo, które podam jednej z postaci, jest gorzkie, czy sprzedaje się je w fiolkach czy w listkach… Fabuła, emocje, zwroty akcji, powstają w mojej głowie. Ale tło musi być prawdziwe, zbadane z patologiczną dokładnością.

Czy po publikacji pisały do Pani rodziny z dziećmi poczętymi metodą in vitro aby podzielić się swoją historią?

Dostałam wiele maili od czytelników, ale także od ludzi, których znam od lat, i którzy po przeczytaniu „Śnieżynek” chcieli opowiedzieć mi o tym, co przeżywali… O najtrudniejszych decyzjach w życiu, np. o skorzystaniu z plemników dawcy… i o tym, że dziecko dziś jest już duże, a rodzice wciąż nie wiedzą, jak mu o tym powiedzieć, i czy w ogóle mówić. To niezwykle osobiste opowieści, często najbliższa rodzina tych ludzi nie wie, że ich dzieci nie zostały poczęte w zaciszu małżeńskiej sypialni. Czułam się niezwykle wyróżniona, że chcieli podzielić się swoim sekretem właśnie ze mną, po przeczytaniu mojej książki.

No dobrze, przyznam się, że książkę czytałam z zapartym tchem. Zarywając noc. Bo musiałam dowiedzieć się jak się skończy…. Myśląc o pytaniach do Pani, zastanawiałam się czy chcę pytać o książkę, czy może bardziej o to co Panią skłoniło do tego aby ją napisać. I zdecydowałam, że raczej to drugie. Więc, jak to było?

Ta książka długo za mną „chodziła”. Co najmniej od pięciu albo sześciu lat. Wtedy wydarzyły się dwie rzeczy, niemal jednocześnie. Po pierwsze, przeczytałam w „Przekroju” artykuł o in vitro, o problemach etycznych, z którymi zmagają się ludzie walczący o to, by zostać rodzicami. Była tam historia dwóch par i jednego zarodka… Zrobiła na mnie ogromne wrażenie. W mgnieniu oka zobaczyłam książkę, opowiadającą właśnie o takich dwóch małżeństwach. Po drugie, moja bardzo bliska przyjaciółka urodziła dziecko dzięki in vitro. Wspierałam ją przez całą tę długą, wyboistą drogę, obserwowałam zmagania, nadzieje, rozczarowania, radość, a także dylematy związane z tym, że kościół katolicki tę metodę potępia… Kilka lat później ta sama koleżanka zdecydowała, że nie chce mieć już więcej dzieci, i oddała zamrożone zarodki do adopcji. Nie mogłam uwolnić się od myśli o tym, że gdzieś tam żyją dzieci tej dziewczyny i jej męża, rodzeństwo biologiczne ich dziecka… Wyobraźnia podsuwała mi różne scenariusze. I tak zaczęła we mnie kiełkować ta powieść.

Nie bała się Pani z ataków z różnych stron? A może musiała Pani stanąć z tarczą obronną?

Ja trochę lubię wsadzać kij w mrowisko, odwracać kota ogonem, prowokować ludzi do zastanawiania się nad czymś, co już wydaje im się proste i oczywiste… Sama często zastanawiam się, czy mam rację w jakiejś sprawie, czy może jednak można byłoby spojrzeć na nią z innej strony. Ludzie po przeczytaniu „Śnieżynek” pytają: ‘Ale jakie ty masz w końcu poglądy na in vitro? Nie dajesz w tej książce prostych odpowiedzi’. To prawda, nie daję. Bo tu nie ma prostych odpowiedzi ani uniwersalnych recept. To, co dla jednych jest naturalne i łatwe do zaakceptowania, dla drugich jest absolutnie nie do przyjęcia. Chciałam pokazać dwie strony medalu. A może nawet więcej niż dwie?

To nie przypadek, że książka ukazała się wczesną jesienią tego roku, w ogniu sporu o ustawę o in vitro. Chciałam, żeby stała się głosem w tej dyskusji. Głosem, który woła: Za każdym przepisem kryją się ludzkie marzenia i ludzkie dramaty. Zejdźmy z mównicy sejmowej na poziom normalnego człowieka… i pozwólmy mu decydować samemu, jak daleko chce pójść w swojej walce o rodzicielstwo.

Nie musiała Pani odpowiadać na pytania typu: czy opisała Pani swoją historię?

O dziwo, nie. Ale jeśli ktoś chce myśleć, że to moja własna historia to proszę, niech myśli. Napisałam już sporo książek. Jeśli każda miałaby być o mnie, miałabym bardzo ciekawe życie: byłabym 11-letnim chłopcem, mieszkającym pod jednym dachem ze smokiem (‘Amor z ulicy Rozkosznej’), przeniosłabym się z bohaterami ‘Skrzyni piratów’ z XXI wieku do średniowiecznego Helu, i miałabym eks-kochanka umierającego na AIDS, jak bohaterka ‘Córeczki’. Życie pisarza właśnie dlatego jest fascynujące, że może tworzyć dramatyczne, niesamowite, zabawne historie, mrożące krew w żyłach… a potem spokojnie odbierać dziecko ze szkoły i gotować obiad. Życie moich bohaterów na szczęście niewiele ma wspólnego z moim własnym.

Ja, absolutnie nie mam potrzeby opisywania w książkach swojego życia.

To, co lubię w pisaniu najbardziej, to właśnie wymyślanie, knucie, komplikowanie losów moich bohaterów.

A moje własne niech lepiej będą łatwe, proste i nudne fabularnie! I tylko moje.

Na końcu swojej książki dodała Pani długą część, którą też przyjemnie się czyta. To co mnie w tym tekście szczególnie poruszyło, to podziękowanie dla innych pisarek. Czy przyjaźń między pisarkami jest możliwa? Da się odciąć od tematów, inspiracji etc?

Sama do niedawna nie sądziłam, że to możliwe. Żyję poza „głównym nurtem”, nie bywam na branżowych imprezach (poza targami książki, które uwielbiam od dzieciństwa) na festiwalach, nie znam w zasadzie innych pisarzy, i ze zdziwieniem dowiaduję się co jakiś czas z Internetu o intrygach, klikach, czy wręcz mafiach pisarskich, niszczących tych, którzy do mafii nie należą. To dla mnie jak amerykańska powieść sensacyjna!

A jednak, na mojej drodze stanęły Magda Witkiewicz i Natasza Socha. Z grzecznościowej rozmowy mijających się na stoisku na targach książki pisarek zrodziła się wariacka przyjaźń. Wiem, że to nie powinno się zdarzyć… że powinnyśmy sobie wzajemnie podkradać pomysły, zazdrościć sukcesów i rozsiewać paskudne plotki na swój temat… Ale chyba za dobrze się razem bawimy, żeby to robić. My nieustannie się razem śmiejemy. Prawie codziennie płaczę ze śmiechu nad klawiaturą, kiedy ze sobą rozmawiamy online. A rozmawiamy właściwie całymi dniami. O tym, co piszemy, co pisać powinnyśmy, o kłótni z mężem, przypalonych kotletach i jedynce z matmy któregoś z naszych dzieci… I cały czas śmiejemy się do łez. Jak ich nie kochać?!

Teraz Magda z Nataszą kończą pisać przezabawną książkę „Awaria małżeńska”. O dwóch rodzinach, których losy nagle się splatają, i o niespodziewanych rodzicielskich wyzwaniach… Chichoczemy nad nią online od rana do nocy. Nie zdradzę chyba wielkiej tajemnicy mówiąc, że będę jej redaktorem. Czyli podejmę desperacką próbę połączenia ognia i wody, sprawienia, żeby to, co pisały Natasza i Magda, każda w swoim domu, każda w swoim stylu, ładnie się zazębiało, żeby wszystko grało i fabularnie i językowo… A przy tym, oczywiście, postaram się, żeby nie uciekło nic ze specyficznego języka, poczucia humoru i szaleństwa każdej z nich. Może teraz wreszcie się pokłócimy? Będziemy walczyć o jakieś zdanie albo wątek do upadłego… No i pewnie w końcu zaczniemy się śmiać… z nimi nie da się inaczej.

I proszę jeszcze powiedzieć, bo jest Pani mamą, jak Pani godzi pisanie książek z rolą mamy? Czy Pani praca bardziej pomaga czy przeszkadza?

Jestem mamą pracującą bardzo intensywnie… i w dodatku pracującą w domu. Ma to wiele dobrych stron, ale jednocześnie sprawia, że nigdy nie jestem tak naprawdę „po pracy”. Mój komputer towarzyszy nam na wakacjach, w weekendy, notuję coś nawet odrabiając z córką lekcje, a wyjazdy wakacyjne czy weekendowe często łączą się ze spotkaniami autorskimi. Więc moje dziecko owszem, czasami jest ze mnie dumne – ale znacznie częściej uważa, że mam najgorszą pracę na świecie. Wiele razy mówiło „Wolałabym, żebyś pracowała w jakiejś fabryce, którą zamykają o 15.00”. Zwłaszcza wtedy, kiedy mam już tylko kilka dni na skończenie książki, albo muszę ją szybko przeczytać po raz ostatni, dwie godziny przed drukiem. Telewizja jest u nas w domu ściśle limitowana, ale w takich szczególnych okolicznościach pozwalam nawet gapić się w ekran przez całe popołudnie… byle tylko „kupić” ciszę i spokój. Na szczęście to nie zdarza się zbyt często… I tak naprawdę bardzo doceniam swój elastyczny czas pracy, bycie własnym szefem i to, że mogę sobie zrobić wolne w poniedziałek rano, albo w środę w południe, a nadgonić robotę, kiedy córka już śpi.

A poza tym bycie mamą na pewno pomaga w pisaniu książek. Mam dzięki temu dostęp do całej gamy emocji, wzruszeń, bezradności, złości, radości, których nie będąc rodzicem nawet nie przeczuwałam. Mogę też z bliska obserwować tak fascynujące wydarzenia, jak zebrania rodziców czy awantury matek o to, jakie fryzury mają mieć córeczki na występie baletowym w domu kultury. Nigdy nie opisuję tych przeżyć wprost… ale na pewno są szalenie inspirujące!

No i jeszcze jedno: żeby napisać książkę, trzeba być wytrwałym i cierpliwym. Do przodu idzie się małymi kroczkami, trzeba wysiedzieć te swoje godziny przy komputerze, trzeba znajdować czas i motywację, mimo natłoku innych zajęć. Z macierzyństwem jest podobnie. To wielka lekcja cierpliwości, a wychowanie dobrego, mądrego, szczęśliwego człowieka, zajmuje dużo czasu…

A więc bycie mamą sprawia, że jestem chyba lepszą pisarką. A na pewno bardziej zdyscyplinowaną. Nauczyłam się łapać każdą chwilę, kiedy córka mnie nie potrzebuje, żeby napisać chociaż słówko!

Dziękuję za rozmowę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z Lilianą Fabisińską, pisarką, autorką powieści m.in. „Śnieżynki”, „Córeczka”, rozmawiała: Agnieszka Kaczanowska

Zdjęcie: Agnieszka Czmyr-Kaczanowska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Podyskutuj

Praca i macierzyństwo – jaki zawód wybrać?

Wiele mam szuka możliwości pracy zdalnej, która pozwoliłaby jednocześnie na opiekę nad dzieckiem w domu. Znalezienie pracy idealnej z elastycznym grafikiem to duże wyzwanie. Podpowiadamy, w jakiej branży warto szukać, a następnie jak się zorganizować, żeby skutecznie połączyć macierzyństwo z obowiązkami zawodowymi.
mama siedzi na podłodze z laptopem na kolanach obok bawi się dziecko

Praca i macierzyństwo – jaki zawód wybrać?

Praca i jednoczesna opieka nad dzieckiem to nie lada wyzwanie. Przyjęcie zlecenia, choćby na część etatu, wpływa jednak pozytywnie na nastrój i poczucie samorealizacji mamy. Jednym z prostszych pomysłów może okazać się opieka nad dzieckiem, najlepiej w podobnym wieku do własnej pociechy. Brzdące będą miały towarzystwo, a mama dodatkowy zarobek.

Inny sposób na połączenie przyjemnego z pożytecznym to pieczenie ciast na zamówienie. Jeśli lubisz gotować i eksperymentować w kuchni, dlaczego by nie przerodzić tego w własną działalność? Możesz przygotowywać piękne torty na zamówienie albo catering na wydarzenia i eventy. Rozważ również założenie bloga o kulinariach, żeby dzielić się pomysłami na przepisy z innymi mamami. Wykorzystaj to, w czym jesteś dobra, a następnie stwórz sklep internetowy i sprzedawaj swoje rękodzieło: biżuterię, obrazy, kosze upominkowe.

Niektóre mamy decydują się na założenie bloga, często o charakterze parentingowym. Konkurencja w branży jest jednak dość spora. Równie ciężko rozpocząć działalność w zakresie marketingu online, na przykład jako copywriterka. Autorów tekstów jest w sieci dużo, dlatego zarobki początkowo mogą wydawać się bardzo niskie. Istnieją jednak liczne portale dla freelancerów, na których codziennie pojawiają się oferty związane z tłumaczeniami lub copywritingiem, jak na przykład Useme, Freelanceria, Fiverr, czy Freelancer.

Wystarczy założyć profil i aplikować na wybrane zlecenia. Do pracy potrzebny będzie jedynie laptop i dobre połączenie z Internetem, można też zainstalować usługę VPN, która zapewni dostęp do zagranicznych witryn bez względu na blokadę krajową i dodatkową warstwę bezpieczeństwa. Po zakończeniu pracy zarówno freelancer jak i klient wystawiają sobie opinie – w miarę zbierania pozytywnych komentarzy, zarobki rosną.

Jak efektywnie zorganizować dzień pracy?

Najważniejszy krok to umiejętne przygotowanie miejsca pracy, zwłaszcza jeśli wybierzesz pracę o charakterze biurowym. Nie zawsze będzie możliwość przeznaczenia całego pokoju, ale powinien to być chociaż spokojny kącik. W przypadku starszych dzieci trzeba będzie wytłumaczyć im, że w tym konkretnym miejscu mama pracuje i nie można jej przeszkadzać kiedy tam przebywa. Powinno to być miejsce dobrze oświetlone, niedaleko od wtyczki do ładowania komputera.

Harmonogram zależeć zapewne będzie od wieku dziecka i specyfiki pracy. Najwygodniej – w miarę możliwości – ustalić stałe godziny i na ten czas zaplanować dziecku zajęcia. Twórz listy zadań i odhaczaj zrealizowane pozycje. Możesz skorzystać z dostępnych aplikacji mobilnych, które pomogą zorganizować home office.

LastPass to świetny generator i menedżer haseł – nie trzeba wymyślać długich i skomplikowanych haseł do każdej witryny – wystarczy zapamiętać jedno hasło główne, a system sam i bezpiecznie wprowadzi je w polu logowania. Alegra to aplikacja księgowa dla mikro i małych przedsiębiorstw, która bardzo pomaga w uporządkowaniu finansów, a Tasks organizuje dzień pracy pod kątem liczby zadań do wykonania. Trello pozwala na tworzenie wirtualnych notatek w formie tablic do zapamiętania oraz na dodawanie zdjęć i plików.

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: Canva

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:

Jak szukać pracy w czasie pandemii? 5 kroków

Koronawirus nagle zmienił rzeczywistość, niespodziewanie wiele z nas zostało zmuszonych do aktywnego poszukiwania nowej pracy. Warto podkreślić hasło - aktywnego, ponieważ wejście na popularny portal z ogłoszeniami od pracodawców i kliknięcie w przycisk aplikuj, dziś nie jest wystarczające. Jeszcze kilka miesięcy temu zdecydowanie byłoby to właściwe, dziś musimy zrobić coś więcej. Uwaga! Będzie to wymagało poświęcenia czasu oraz zaangażowania.
młoda kobieta siedzi przed ekranem monitora i szuka pracy

Jak szukać pracy w czasie pandemii?

Poniżej znajdziecie kilka wskazówek, dzięki którym staniecie się bardziej widoczne dla potencjalnych pracodawców, jednocześnie zwiększając swoje szanse na otrzymanie nowej, wymarzonej oferty pracy w tym trudnym czasie. Sytuacja ta wywołuje stres, ale zdecydowanie jest do opanowania.

1. Odwiedź co najmniej kilka miejsc publikujących oferty pracy

Przeanalizuj portale, które publikują ogłoszenia o pracę. Sprawdź, w jakich miejscach można znaleźć interesujące Cię oferty, nie skupiaj się wyłącznie na jednym czy dwóch portalach, które są wszystkim znane. Zajrzyj również na portale, które są skierowane do osób związanych z konkretnymi branżami np. HR, IT, TSL. Użytkownicy Linkedin mogą skorzystać z zakładki OFERTY PRACY, dostaniecie tu również propozycje ofert w oparciu o Wasz profil zawodowy.

Co więcej, agencje pracy często publikują ogłoszenia wyłącznie na swoich stronach, warto więc zajrzeć na te strony bezpośrednio. Twoja aktywność nie może się zakończyć na przesłaniu CV.

Przeczytaj także: Zawody po kryzysie – kto będzie miał pracę?

2. Pokaż, że jesteś zmotywowana – zbuduj relacje

Przesłałaś już CV? Świetnie! Teraz czas na nawiązanie kontaktu z przedstawicielami firm, do których aplikowałaś. Niemal 100% firm posiada swoje strony internetowe, dzięki czemu kontakt z nimi jest bardzo łatwy. Nic prostszego, niż wykonanie telefonu i po krótkim przedstawieniu dopytanie, czy CV dotarło lub po prostu czy proces jest w dalszym ciągu aktualny. Informacja na temat tego, czy rekrutacja jest prowadzona lub czy została wstrzymana jest bardzo ważna. Jeśli rzeczywiście tak będzie, skup się na miejscach, gdzie procesy są kontynuowane.

Jeśli nie jesteś fanką rozmów telefonicznych z nieznanymi osobami, sprawdź kontakt do osoby odpowiedzialnej za procesy rekrutacyjne i wyślij maila lub wiadomość poprzez Linkedin do osoby, która odpowiada za obszar związany z pozyskiwaniem talentów.

Co zyskasz kontaktując się bezpośrednio? Przede wszystkim zaprezentujesz się jako osoba zmotywowana i zdeterminowana, aby dołączyć właśnie do tej konkretnie, a nie innej przypadkowej organizacji. Nawet jeśli w tym momencie nie uda Ci się zdobyć wymarzonego stanowiska, zostawisz po sobie ślad w postaci pozytywnego wrażenia i zwiększysz szansę na kontakt w przyszłości. To bardzo częsta praktyka, aby powracać do kandydatów z wcześniejszych procesów, którzy wyróżnili się na tle innych osób.

Interesują Cię nasze propozycje dla rodziców?

Zapisz się do newslettera Mamo Pracuj i nie przegap żadnych nowości!

Zapisując się na newsletter, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych na zasadach określonych w polityce prywatności. W każdej chwili zgodę możesz wycofać.

3. Znajdź interesujących Cię pracodawców i nawiąż z nimi kontakt

Jakie firmy z lokalnego rynku wydają Ci się szczególnie atrakcyjnymi pracodawcami? Uwielbiasz ich produkty? Jesteś przekonana, że świadczą usługi na wysokim poziomie? Twoi znajomi pracowali w tej firmie i rekomendują ją? Nic prostszego, wystarczy wziąć telefon i skontaktować się z nimi, nawet jeśli aktualnie nie znalazłaś w sieci informacji o otwartej rekrutacji. Przed rozmową zastanów się jaka jest Twoja motywacja, daj argumenty, pokaż dlaczego warto z Tobą kontynuować rozmowę. Kto wie może akurat szukają kogoś z kompetencjami podobnymi do tych które posiadasz!

Przeczytaj też: Rynek pracy w trakcie i po pandemii. Możliwe scenariusze, szanse i ryzyka

4. Rozwiń sieć kontaktów i odśwież znajomości

Poczta pantoflowa ma dużą moc, dlatego warto wśród rodziny, znajomych, byłych współpracowników podzielić się informacją, że aktualnie poszukujesz pracy. Koniecznie poproś, aby takie osoby dały Ci znać, jeśli zauważą nowe oferty w obszarze, który Cię interesuje.

Daj znać Twojej sieci kontaktów na Linkedin, jeśli zgodzą się udostępnić Twój post, będzie widoczny dla większej liczby osób. Wykorzystaj fakt, jeśli w przeszłości kontaktował się z Tobą jakikolwiek rekruter. Nawet jeśli nie byłaś zainteresowana zmianą pracy, odśwież kontakt i wróć do rekrutera z informacją, że to dobry moment, aby porozmawiać o ewentualnych zmianach.

5. Daj sobie czas na wybór najlepszej drogi rozwoju

Pozwól sobie na chwilę wytchnienia i zastanowienia. Postaraj się wyciągnąć wnioski i choć jeden pozytyw z zaistniałej sytuacji. Dokładnie przeanalizuj, w którym kierunku chcesz się rozwijać, jaka rola jest dla Ciebie najbardziej atrakcyjna. To dobry moment, aby zastanowić się nad rozwojem nowych czy dotychczas zdobytych umiejętności. Jeśli w przeszłości rozważałaś zmianę branży, to może jest to dobry moment, aby dołączyć do firm aktualnie prężnie działających. np. FMCG, IT, logistyka, branża medyczna czy budowlana.

Konsekwencje związane z pojawieniem się COVID-19 sprawiły, że kryzys pojawił się w wielu branżach. Nie jest to dobry moment, aby wysłać CV i czekać na kontakt. Zauważcie, że wiele osób może znajdować się w podobnym momencie i ich schemat działania będzie zgodny z zasadą “wysłać – czekać”. Wyjdźcie z inicjatywą, zróbcie coś ponad standard i uwierzcie w siebie, a na pewno zostaniecie zauważone na rynku pracy.

Życzę Wam powodzenia w poszukiwaniach Waszego wymarzonego miejsca pracy!

Przeczytaj też: Szukasz pracy? Sprawdź, jak zmienił się rynek zatrudnienia w okresie pandemii

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Psycholog biznesu, łącząca sprzedaż z rekrutacją. Obecnie pracuje w agencji doradztwa personalnego, jako konsultant 360, łącząc kandydatów z potencjalnymi pracodawcami. Jednocześnie wykorzystuje swoje doświadczenie zdobyte w sprzedaży powierzchni reklamowych. Prywatnie mama Maksia wierząca, że macierzyństwo i rozwój zawodowy to świetnie połączenie.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie
Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×