Czego szukasz

Prowadzę biznes, który do mnie pasuje – historia Kamili

Chciałam wspierać młodych ludzi w rozwoju i pomagać odkrywać potencjał jaki w nich drzemie – mówi Kamila, która zdecydowała się założyć biznes – taki, który odpowiada jej potrzebom i charakterowi. Kamila od pół roku prowadzi własny ośrodek Akademii JA w Krakowie. Poznaj jej historię i sprawdź, czy to także może być biznes dla Ciebie!

  • Kamila Kucwaj - 25/09/2019
Kamila_Kucwaj

Marzenia o pracy z pasją

Pamiętam, gdy jako licealistka obejrzałam film „Stowarzyszenie Umarłych Poetów”. Film zrobił na mnie ogromne wrażenie! Dotykał moich głębokich pragnień. Chciałam tak jak główny bohater – nauczyciel języka angielskiego – wspierać młodych ludzi w rozwoju, budzić w nich pasję do życia i pomagać odkrywać potencjał jaki w nich drzemie.

Chcę wspierać i pomagać innym – moje pierwsze doświadczenia zawodowe

Chęć wspierania innych w rozwoju doprowadziła mnie do tego, że zostałam trenerem w dużej firmie. Bardzo interesowałam się rozwojem osobistym, ukończyłam mnóstwo szkoleń, zafascynowała mnie idea porozumienia bez przemocy (NVC). A temat emocji był mi szczególnie bliski.

Jako osoba wysoko wrażliwa przeżywam je silniej, intensywniej niż przeciętna osoba. Doświadczyłam tego jak praca z własnymi emocjami zmienia radykalnie jakość życia i relacje z innymi ludźmi. Chciałam się tą wiedzą dzielić. Nie do końca jednak wiedziałam jak.

Trzej chłopcy

Akademia JA – od pomysłu do realizacji marzenia

O Akademii JA dowiedziałam się przez przypadek, właśnie z portalu Mamo Pracuj. Pomyślałam – to jest to! Może to właśnie sposób na spełnienie mojego marzenia o pracy, która daje poczucie satysfakcji, sensu oraz większą elastyczność w łączeniu życia zawodowego i rodzinnego? Powróciło też pragnienie by wspierać w rozwoju dzieci i młodzież.

Wspieraj rozwój kompetencji miękkich u dzieci i młodzieży – załóż własny biznes z Akademią JA – dowiedz się więcej o tym pomyśle na biznes!

Zakładam własny biznes na urlopie macierzyńskim

Byłam wtedy na początku mojego urlopu macierzyńskiego, w pełni zaangażowana w opiekę nad córeczką. Zaczęłam jednak obserwować działalność Akademii JA.

Gdy po kilku miesiącach dowiedziałam się, że Agnieszka i Iwona (założycielki Akademii JA), poszukują kogoś do współpracy w Krakowie, nie wahałam się i z całą rodziną przyjechałam na spotkanie informacyjne do Gdyni.

Dziewczyny zaraziły mnie swoją pasją, wiarą w to, że program który stworzyły, naprawdę pomaga dzieciom w rozwoju emocjonalnym i społecznym. Co do tego, że takie programy są potrzebne nie miałam najmniejszych wątpliwości.

W końcu mam czas dla dzieci – historia Ani, mamy trójki dzieci, która rozwija własny biznes z Akademią JA

Zdecydowałam się założyć własny ośrodek Akademii JA

Bardzo spodobała mi się forma zajęć oraz autorskie materiały (unikatowa maskotka, pacynki, podręczniki, emonakładki, karty pracy grupowej, indywidualnej). Jako trener z wieloletnią praktyką i uczestnik szkoleń miękkich, wiedziałam jak istotna w procesie nauki jest forma zajęć: atrakcyjna i angażująca uczestników.

Widziałam jakość, na której szczególnie mi zależy. Przy tym doświadczyłam od Iwony i Agnieszki elastyczności, gotowości na dialog z drugim człowiekiem, co sprawiło, że im zaufałam i zdecydowałam się na założenie Ośrodka Akademii JA w Krakowie – Simulteo.

Jak założyć firmę z małym dzieckiem u boku?

Wsparcie męża i mamy

Po podjęciu decyzji o współpracy przyszedł czas na intensywne szkolenia w Gdyni. Było to dla mnie pewne wyzwanie, ponieważ chciałam by niespełna roczna córeczka przebywała blisko mnie. Udało się to dzięki mojemu mężowi oraz mamie, którzy również uczestniczyli w wyjazdach opiekując się Łucją. 

Jak prowadzić własny biznes?

Poza merytorycznym przygotowaniem do prowadzenia programów rozwojowych otrzymałam też wsparcie w prowadzeniu biznesu. Agnieszka i Iwona dzieliły się z właścicielami ośrodków wiedzą związaną z marketingiem, social mediami, aspektami prawnymi jak RODO, funduszami unijnymi itp. Stworzyły też grupę, na której właściciele ośrodków dzielą się doświadczeniami i dobrymi praktykami.

Najważniejsze jest jednak to, że wierzą w to co robią i w ludzi, z którymi współpracują, dając im zaufanie i elastyczność we współpracy.

Poszerzanie strefy komfortu

Oczywiście otwieranie swojego biznesu po raz pierwszy wiązało się dla mnie z poszerzaniem strefy komfortu. Obawiałam się braku doświadczenia i wiedzy w kwestiach związanych z marketingiem i organizacją biznesu. Okazało się jednak, że niepotrzebnie.

Na mojej drodze napotkałam wiele wspierających osób, którym jestem bardzo wdzięczna za pomoc i zaangażowanie.

Zapraszam na Dni Otwarte

1 października w naszym Ośrodku Akademii JA w Krakowie – Simulteo zaplanowaliśmy Dni Otwarte z bezpłatnymi warsztatami pokazowymi dla dzieci.

Zapraszam do zapoznania się z programem Dni Otwartych Simulteo i ofertą zajęć dla dzieci i młodzieży.

Akademia_ja_gadzety
Akademia JA

W październiku natomiast ruszają już regularne, cotygodniowe zajęcia wspierające rozwój emocjonalny i społeczny dzieci w wieku przedszkolnym oraz szkolnym.  

W planach mamy poszerzenie oferty o półkolonie, programy dla licealistów oraz zajęcia matematyczno – eksperymentalne dla przedszkolaków. Zależy mi na tym by wspierać w rozwoju także rodziców, gdyż to oni odgrywają decydującą rolę w wychowaniu dzieci. We współpracy z certyfikowanym trenerem porozumienia bez przemocy proponujemy cykliczne szkolenia, wspierające ich w rodzicielskiej roli.

Jak zajęcia dodatkowe mogą rozwijać nasze dzieci? – rozmowa z Agnieszką Zielonką i Iwoną Żbikowską, założycielkami Akademii JA

Kamila

Zdjęcie główne: własność Kamili

Zdjęcia w środku: Pixabay

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Kamila Kucwaj
Założycielka i właścicielka Ośrodka Akademii JA w Krakowie – SIMULTEO,  certyfikowany trener programów „Oto JA” oraz „JA czyli kto”. Praca w której może pomagać rozwijać się innym jest jej pasją.Szczęśliwa żona oraz mama trójki wspaniałych dzieci. Uwielbia aktywne spędzanie czasu, podróże i wycieczki górskie. Zdobyła uprawnienia Przewodnika Tatrzańskiego.

Pracoholiczka, która chce zostać mamą – historia Sylwii

Takie historie też się zdarzają, o takich chwilach też chcemy Wam opowiadać. Dzisiaj słowami Sylwii, która napisała do nas list, a w nim, być może, zawarła wszystko to, co dotyczy Ciebie. Może to też Twoja historia. Przeczytaj!
  • Listy do Redakcji - 16/01/2020
młoda kobieta zamyślona z kubkiem w rękach siedzi przy oknie

Pierwsza praca

Moja historia rozpoczyna się w 2007 roku. W czerwcu, od razu po maturze zaczęłam swoją pierwszą pracę, aby móc mieszkać i studiować w Krakowie. Praca dawała mi radość i satysfakcję, bo mogłam czuć się niezależna finansowo. Dużo potrafiłam poświęcić, aby wykazać się pracy. Już wtedy zaczęłam stawać się pracoholikiem.

W 2011 roku rozpoczęłam swoją pierwszą „poważną pracę”, która trwała do teraz, do grudnia 2019. To w tej pracy mocno się rozwinęłam, systematycznie awansowałam, a gdy w 2014 zostałam managerem poczułam, że mam tutaj zagwarantowany rozwój i stabilność stanowiska.

Marzenia o rodzinie

Mogłam zacząć snuć plany o rodzinie, mając oczywiście gdzie później wrócić. W tym samym roku wyszłam za mąż, a kilka miesięcy po tym, postanowiliśmy z mężem powiększyć naszą 2-osobową rodzinę. Przed tą decyzją (jak zawsze u mnie bez planu ani rusz) odwiedziłam swojego ginekologa i stosowałam zalecone witaminy.

Starania o dziecko

W 2015 jako szczęśliwa mężatka ze stabilną pracą czekałam na upragnioną ciążę. Minął pierwszy rok starań, a lekarze uspokajali, że jeden rok starań o niczym nie świadczy (teraz w to nie wierzę). Odpuściłam, zaufałam lekarzom, nie drążyłam tematu i coraz bardziej zagłębiałam się w pracę.

Ustalamy z mężem: „Jak się uda to się uda, mamy jeszcze czas”.

Miesiące mijały, minął drugi rok starań, a ci sami lekarze wysłali męża na badanie nasienia. Badania były rewelacyjne. Ja przeszłam kolejny szereg badań – wszystko w porządku. W maju 2017 wyjechałam na delegację do Chin, co bardzo pozytywnie wpłynęło na moje zadowolenie z pracy. Rosłam w siłę i doświadczenia.

Czy to niepłodność?

Nadszedł lipiec 2017. Zmieniam głównego lekarza, który skierował mnie na identyczne badania co ten pierwszy, a gdy wszystko wychodzi prawidłowo – proponuje zabieg przepłukania jajowodów. Oczywiście przystałam na jego zalecenie, umówiliśmy się na zabieg w styczniu 2018, ale i jednocześnie postanawiamy z mężem zapisać się do rządowego programu walki z niepłodnością dla par starających się o dziecko. W międzyczasie w pracy pojawia się kryzys finansowy i organizacyjny, a mnie dopadają pierwsze myśli o wypowiedzeniu.

Chcę zostać mamą!

Nadchodzi przełom roku 2017/2018, kiedy to większość z nas robi podsumowania mijającego roku i snuje plany na ten lepszy rok. Wtedy też pojawiło się u mnie najsilniejsze pragnienie macierzyństwa. Nasze starania trwały już ponad 2,5 roku, zaczęłam wątpić czy się uda, modliłam się o cud. Chciałam też wyrwać się z pracy, bo sytuacja nie była najlepsza.

Zdecydowałam, że poczekam z decyzją o zmianach po zabiegu. Zabieg odbył się wg planu, w styczniu, a 26 marca zobaczyłam na teście ciążowym dwie kreski. Jaka była moja reakcja?

Nie wierzyłam

Dotarło to do mnie dopiero po kilkudziesięciu minutach. Stał się cud, o który prosiłam. Szykowałam się na bycie mamą. Gdy zaczynał się każdy następny tydzień ciąży z przejęciem czytałam na jakim etapie jest nasze dziecko. To było takie inspirujące.

Moja ginekolog zaprosiła mnie na wizytę kontrolną w 9 tyg. ciąży. To był pamiętny 24 kwietnia, 2 dni przed naszą rocznicą ślubu. Poszłam sama, ponieważ to miała być zwykła wizyta kontrolna. W tym dniu nastąpił krach.

Przykro mi …

To kiedy w swojej euforii bycia w ciąży słyszysz: „Przykro mi Pani Sylwio, nie słyszę serduszka” zmiata Cię jak lawina. Zostajesz w tym gabinecie sama ze słowami: przykro mi…

Później potoczyło się już szybko. Zabieg łyżeczkowania, 2 tygodnie L4. W pracy nie dowiedzieli się co było przyczyną mojej nieobecności. Udało mi się to zachować w tajemnicy. Wróciłam do pracy kompletnie odmieniona, ponieważ wszystko mi się przewartościowało. Widziałam się wtedy jako kobietę z sukcesami w pracy, która przegrała na polu życia.

Nie zliczę przepłakanych dni. Ileż to razy obwiniałam siebie o tę stratę, ale już po „bezpiecznych” 3 miesiącach zaczęliśmy z mężem ponowne starania. Teraz wydaje mi się, że to było za wcześnie, że nie zaleczyłam tamtej rany, ale będąc w otępieniu, po tak trudnej sytuacji liczyliśmy, że teraz na pewno się uda. Nic bardziej mylnego.

Depresja

W tym czasie popełniłam błąd którego skutki czuję do teraz. Chodziłam z otwartą raną po stracie dziecka i usilnie starałam się o kolejne. Z miesiąca na miesiąc biegłam po test ciążowy. To była kompletna psychoza. Każda pojedyncza kreska na teście z miesiąca na miesiąc powodowała u mnie stan przygnębienia i nie zauważyłam, że wpadłam w straszny mechanizm. Wyniszczał mnie. Szłam w dół, ku depresji.

W pracy sytuacja zaczęła się pogarszać i widziałam, że jedynie tam egzystuje. Nie było tam dla mnie miejsca. Nie rozwijałam się. Gdym nawet chciała zagłębić się w pracę i odrzucić myśli od nieudolnych starań o dziecko – nie mogłam. W pracy było bardzo negatywnie.

Zobacz jak radzić sobie z depresją poporodową?

Żyłam w tej sytuacji przez rok. Grałam twardą sama przed sobą, co jeszcze bardziej zamykało mnie w sobie. Czekałam na dziecko i trwałam w pracy, bo wiedziałam, że gdy tylko będę w ciąży, będą mogła swobodnie skorzystać z macierzyńskiego, a później, o ile sytuacja pozwoli – wrócić. Teraz drwię z tego myślenia. Takie zawieszenie wyrządziło mi wiele krzywdy. Zbrzydła mi praca, nie rozwijałam się, bo czekałam.

Przełom

W lipcu 2019 nastąpił przełom. Moja Pani ginekolog przemówiła do mnie tak dosadnie, że obudziłam się z tego letargu. W mocnych słowach kazała mi zrezygnować ze starań. Zauważyła co się ze mną dzieje. Kazała mi zadbać o moje zdrowie psychiczne i poprosiła: „abym pozwoliła temu dziecku samemu przyjść do nas”. Zrozumiałam po tych słowach, że jeśli nic teraz nie zmienię to popadnę w depresję. Walczyłam ze sobą 2 miesiące.

Poza planem

We wrześniu złożyłam wypowiedzenie, co dla szefa i współpracowników było szokiem. Zawsze widzieli we mnie fundament firmy i mocną psychicznie kobietę. Złożyłam wypowiedzenie nie mając jeszcze nowej pracy. Zdecydowałam, że muszę złapać oddech i dystans. Teraz najważniejsza jestem ja. Muszę zadbać o siebie, o swój spokój wewnętrzny, zadowolenie, radość i szczęście. Cieszę się, że mój mąż mnie rozumie i wspiera.

Nie wiem co teraz będzie. Niech się dzieje coś już poza ustalonym planem, spontanicznie.

Mój list jest do tych kobiet, które czekają na dziecko i przez to się blokują zawodowo. To słowa do tych, które wszystko mają zaplanowane co do miesiąca.

To słowa do tych, co kalkulują korzyści wynikające z pełnopłatnego L4 czy 12-miesięcy macierzyńskiego. Te „wygody” z różnych powodów mogą w ogóle nie zaistnieć. Po co zatem dusić się w miejscu (w pracy), która już od dawna nie jest dla nas?

Dzielę się moją historią, bo nie chcę, żeby któraś z Was przechodziła przez to samo. Szukałam przez wiele miesięcy historii takich jak moja. Nie znalazłam i dlatego napisałam do Mamo Pracuj.

Teraz – gdybym mogła cofnąć czas nigdy nie separowałabym decyzji o rozpoczęciu starań o dziecko od decyzji o rozwijaniu się (mowa o awansie czy o zmianie pracodawcy). One muszą iść razem. Kobieta zawsze poradzi sobie z nadmiarem szczęścia, gorzej jeśli nie ma choć jednego i musi wyresetować swoje życie do poziomu zero.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Listy do Redakcji

Poglądy wyrażone w listach są wyłącznie poglądami ich autorów i nie mogą być uznane za poglądy Redakcji Mamo Pracuj.

Odnalazłam swoją drogę, nie chciałam wracać na etat – historia Anety

Aneta Beza to mama, która po urodzeniu dwóch synków postanowiła, że chce być z nimi w domu. Kiedy skończył się jej urlop wychowawczy, znalazła swoją własną drogę na powrót do zawodowej aktywności.
  • Listy do Redakcji - 28/10/2019
Aneta Beza portret

Wiedziałam jedno – nie chcę wracać na etat!

Gdy zostałam mamą, zakochałam się po raz kolejny. Było dla mnie jasne, że chcę być przy synku. Spędzać z nim jak najwięcej czasu. Patrzeć jak rośnie, rozwija się, mówi pierwsze słowa. Poszłam na urlop macierzyński, potem wychowawczy i delektowałam się chwilami może ograniczonej, ale jednak w porównaniu z pracą – wolności.

Macierzyństwo moja „bajka”

Spacerując z wózkiem, patrzyłam jak zmieniają się pory roku. Obserwowałam, jak budzi się do życia wiosna, jak latem złocą się zboża, jak jesienią spadają liście. Zimą zjeżdżałam na sankach z górki i cieszyłam się każdą chwilą macierzyństwa. Nauczyłam się również uważności.

Minęły trzy lata, synek poszedł do przedszkola, a ja oczekiwałam kolejnej miłości mojego życia – drugiego synka. Już wiedziałam! Kolejne 3 lata spędzę na „urlopie”. Nie wyobrażałam sobie innego scenariusza. Macierzyństwo, mimo trudnych momentów i początkowego zmęczenia to zdecydowanie moja „bajka”. 🙂

Zakładam bloga!

Z miłości do dzieci i pisania założyłam bloga dla mam www.mamaspace.pl, na którym dzieliłam się swoimi doświadczeniami, przemyśleniami, pomysłami na zabawy i wspólne spędzanie czasu. To była moja przestrzeń.

Ciemnowłosa dziewczyna w niebieskiej koszuli
Aneta Beza

Moja eureka!

Mijały kolejne lata, a w głowie coraz częściej pojawiała się myśl – co będę robić zawodowo, gdy drugi synek pójdzie do przedszkola? Wiedziałam jedno – nie chcę wracać na etat! Nie chciałam, aby chłopcy spędzali całe dnie w przedszkolu czy szkolnej świetlicy czekając aż mama czy tata skończą pracę i ich odbiorą. Codzienna opieka dziadków nie wchodziła w grę (mieszkają zbyt daleko). Niani również nie brałam pod uwagę, mając silne przekonanie, że wychowanie dzieci to rola rodziców.

Koniec urlopu wychowawczego – i co dalej?

Myśl o końcu urlopu wychowawczego nieustannie powracała, a ja nie miałam pomysłu na siebie. Wiedziałam, że idealnym rozwiązaniem byłaby praca zdalna, miałam jednak wątpliwości czy uda mi się ją znaleźć. Osobiście nie znałam nikogo, kto by w ten sposób zarabiał na życie. Mimo wątpliwości postanowiłam to sprawdzić.

Najpierw pomyślałam o pracy w charakterze wirtualnej asystentki. Szybko jednak doszłam do wniosku, że chciałabym pracować w zawodzie (z wykształcenia jestem polonistką/dziennikarką). Wtedy w mojej głowie pojawiła się myśl – copywriting! To była moja eureka! Ale żeby nie było zbyt pięknie, wtedy również pojawiły się wątpliwości czy znajdę zlecenia? Mimo obaw i tym razem postanowiłam spróbować.

Pierwsze zlecenia i praca na swoim

Pierwsze większe zlecenie znalazłam po około 2 miesiącach poszukiwań. Stawka była niska, ale pomyślałam, że od czegoś trzeba zacząć. Blog, który pisałam (i nadal piszę, choć znacznie rzadziej) stał się moim portfolio. To tam odsyłałam klientów, aby mogli zobaczyć moje teksty.

Kolejne zdobyte zlecenia motywowały mnie do działania, przywracały wiarę we własne siły i możliwości. Uwierzyłam w słowa N.V. Peale:

Możesz, jeśli myślisz, że możesz.

Zaczęłam czytać książki w temacie copywritingu i rozwoju osobistego, które bardzo mi pomogły. W zaciszu domowym praktykowałam jogę, w której odnalazłam równowagę i wewnętrzny spokój. Nawiązałam stałe współprace trwające do dziś. Wszystko zaczęło się układać zgodnie z planem i to dokładnie w ostatnim roku mojego urlopu! W lutym bez wahania zrezygnowałam z etatu. Czułam, że idę właściwą drogą. Kilka miesięcy później założyłam działalność gospodarczą.

Jestem z siebie dumna i dobrze mi z tym!

Jak jest dziś? Mam to, co chciałam! Robię to, co kocham! Spełniłam marzenie o pracy zdalnej na swoim i mogę powiedzieć – jestem z siebie dumna!

Owszem, gdy jesteś „zdalną mamą”, praca i życie mieszają się ze sobą i trudniej zachować work life balance. Odbierając dzieci z przedszkola, szkoły jestem po pracy, gdy idą spać, wkładam piżamę i znów do niej wracam. Jednak nie narzekam, bo pracuję na własnych zasadach i jestem szefową swojego życia.

To wszystko nie udałoby się, gdyby nie wsparcie mojego męża, który uwierzył razem ze mną, że dam radę. Zajmuje się chłopcami, gdy mam więcej pracy. A przecież mógł postukać się po głowie i powiedzieć: „nie kombinuj, wróć na etat”.

Jeśli jesteś obecnie w miejscu, w którym ja byłam i szukasz własnej drogi, uwierz w siebie, swoje możliwości i zacznij działać. Codziennie, małymi krokami dąż do celu. Gwarantuję, że zaczną dziać się cuda! Wierzę w Ciebie!

Jeśli lubisz czytać inspirujące historie naszych czytelniczek, zajrzyj również tu:

Dzieci napędzają mnie do działania – historia Magdy, która pracuje zdalnie i robi strony www

Mama bliźniaków pracuje zdalnie – historia Agnieszki wirtualnej asystentki

Historia mamy, która wkracza do branży IT

Dostałam pracę! – list od Agnieszki

Zdjęcia: własność Anety

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Listy do Redakcji

Poglądy wyrażone w listach są wyłącznie poglądami ich autorów i nie mogą być uznane za poglądy Redakcji Mamo Pracuj.

Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail