Czego szukasz

Prezenty last minute – jak nie dać się zaskoczyć

Tak wiem, urodziny męża czy dzieci są co roku o tej samej porze. Święta, Mikołaj czy urodziny kilkorga najbliższych przyjaciół również. Czasem jednak zdarza mi się przegapić ten moment, kiedy ze spokojem mogę przygotować i wręczyć prezent. Kiedy dzień przed urodzinami teściowej przypominam sobie o nich, moja tajna broń na prezenty last minute pozwala mi wyjść cało z takiej sytuacji.

młoda kobieta odbiera przesyłkę od kuriera

Jestem osobą, która bardzo dobrze radzi sobie z ogarnianiem rzeczywistości. Jeśli chodzi o moją rodzinę, to ja wygrałam przetarg na pamiętanie o rodzinnych uroczystościach, urodzinach i prezentach. Mój mąż ze wszystkich dat pamięta tylko o moich urodzinach. Resztę dat pamiętam ja. Czasem okazuje się jednak, że wpisanie dat urodzin do rodzinnego kalendarza, który wisi na ścianie w kuchni w niczym nie pomogło.

Bo to jest tak: kiedy pamiętam, to okazuje się, że jest jeszcze dużo czasu. Nie będę miesiąc wcześniej się tym zajmować! A potem nadchodzi wielkie zdziwienie, że TEN dzień jest dzisiaj lub jutro (albo minął 3 dni temu)!

Prezenty last minute

Ile razy zdarzyło się Wam przygotować prezenty na ostatnią chwilę? Córka wybierała się na urodziny do koleżanki z klasy. Zaproszenie dostała dość późno, potem wyjeżdżaliśmy i nie było czasu wybrać się na zakupy… wieczorem mi mówi – mamo, pamiętasz, jutro idę na urodziny do Gabrysi…

W tym roku zapomnieliśmy z mężem o imieninach teściowej. Wiem, podpadłam. Ale podobno życzenia składane na tydzień przed i do tygodnia po, liczą się tak samo, jak te złożone o czasie 😀

Kilka dni temu okazało się, że jesteśmy o włos od przegapienia 10 urodzin mojego chrześniaka. Oświecenie przyszło we wtorek, a we środę Mateusz miał urodziny. Na szczęście zrobiliśmy szybką rodzinną naradę i zdecydowaliśmy się na wysyłkę prezentu w ostatniej chwili.

Tajna broń

Tak naprawdę mam jeden sprawdzony patent na takie sytuacje. To specjalna szuflada w szafie w przedpokoju, w której trzymam drobiazgi, kupowane przez cały rok z myślą o różnych okazjach i różnych osobach.

Książeczki dla młodszych dzieci, jakieś bardzo drobne zabawki, gadżety do szkoły, ozdoby do włosów (czy znacie jakąś małą kobietę, która ma ich za dużo?). Dla dorosłych – książki, ostatnio kolorowe skarpety ze śmiesznymi nadrukami, herbata z butikowej herbaciarni czy dizajnerski notes. Rzeczy, które raczej się nie przeterminują i są uniwersalne. Takie na awaryjne okazje, których, wierzcie mi, w ciągu roku całkiem sporo może się uzbierać.

Na przykład kiedy okazuje się, że jutro idziemy do kogoś w odwiedziny i fajnie byłoby mieć coś jakiś drobiazg w podorędziu.
Do szuflady wkładam też prezenty kupione, często na wyprzedażach i promocjach, z myślą o konkretnych osobach – książkę, kubek z napisem, który idealnie pasuje do jubilata, czy t-shirt, który go zachwyci. Jeśli okazja „prosi się” o większe zaangażowanie finansowe – zawsze można jeszcze kolorowy banknot z królem ładnie opakować i wręczyć. To też da się w miarę szybko „ogarnąć”, odwiedzając pobliski bankomat.

W szufladzie mam też różnego rodzaju papiery do pakowania prezentów, torebki prezentowe i kilka wstążek. Próbowałam mieć zawsze pod ręką taśmę klejącą i nożyczki, ale jak na razie ciągle z tej szuflady wędrują gdzieś indziej.

Co z tym chrześniakiem?

Wczesną zimą kupiłam dla Mateusza książkę dotyczącą survivalu. Wiedziałam, że będzie idealna na jego urodziny. Chłopak jest fanem sztuki przetrwania w każdych warunkach. Kupiłam, włożyłam do szuflady. Urodziny ma w Dzień Kobiet, więc „mamy jeszcze dużo czasu”. Niestety „obudziłam” się na dzień przed jego urodzinami.

Jeszcze nic straconego, ale nie dodałam, że Mateusz mieszka we Wrocławiu, 300 km od nas. Widujemy się 1-2 razy do roku, zwykle w wakacje lub jakiś długi weekend. Czy zdążę wysłać paczkę do Mateusza jeszcze dzisiaj, tak, aby na pewno jutro ją dostał?

Na szczęście w szufladzie mam wszystko. Prezent, papier do pakowania. Z portfela wyciągam niebieski banknot, a córkę wysyłam do żabki po dużą czekoladę z orzechami. Pakuję, klikam w komputer i zamawiam kuriera na Furgonetce.

Czy zdążymy do jutra?

Przyjeżdża tuż przed 17, odbiera ode mnie paczkę, a ja trochę martwię się, czy na pewno zdąży z tym prezentem do jutra?
Późnym wieczorem nie wytrzymuję, sprawdzam na stronie Furgonetki, czy moja paczka jest w drodze. Inpost śledzenie przesyłek umożliwia na specjalnej stronie, o każdej porze dnia i nocy.

Na szczęście paczka „jest w trasie”, wierzę, że wszystko pójdzie dobrze. Rano sprawdzam jeszcze raz i okazuje się, że już o 8 rano przesyłka jest u kuriera, który na pewno dzisiaj ją dostarczy. Ufff. Wieczorem dzwoni ucieszony Mateusz, żeby podziękować nam za prezent. Dałam radę, jestem chrzestną ninją!

Materiał powstał we współpracy z partnerem portalu.

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:

Polecane artykuły

oferty
pracy
Sprawdź pełną listę
baza
pracodawców
Pracodawca przyjazny rodzicom
Reklama
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie