Czego szukasz

Prawnik na macierzyńskim – jak blog może zastąpić kancelarię

Żeby nie wypaść z zawodowego obiegu, Ola będąc na urlopie macierzyńskim, zaczęła pisać bloga Prawnik na macierzyńskim. Dzisiaj blog ma już rok, Ola wróciła do pracy w kancelarii i wychowuje dwójkę dzieci. Wszystko to dzięki zamiłowaniu do prawa i… pisania.

Olu powiedz, kim jesteś i czym się zajmujesz?

Prywatnie jestem kobietą po 30-tce, żoną bardzo przyzwoitego i mądrego faceta, matką dwójki urwisów, które przyprawiają mnie czasem o ból głowy. Zawodowo radcą prawnym. Praktykującym. Mimo przeszkód wymienionych w zdaniu powyżej.

Skąd pomysł na pisanie bloga prawniczego okiem matki?

Zawsze miałam niezaspokojoną potrzebę pisania. Męczyłam moich znajomych długimi mailami, aż się zniecierpliwili i odesłali mnie na drzewo – sugerując założenie własnego bloga. Tematyka nasunęła się sama. Zaczęłam pisać spontanicznie, siedząc na kanapie pomiędzy pieluchą a kodeksem cywilnym. Ponieważ w pisaniu o pieluchach i zabawkach pewnie bym się nie sprawdziła, wybrałam połączenie, jakiego do tej pory na żadnym blogu wcześniej nie widziałam, tj. przepisy prawa widziane oczami matki – prawnika. Chciałam pisać o prawie w taki sposób, aby każdy mógł zrozumieć, co czyta bez sięgania do słownika wyrazów obcych. Sądząc po reakcjach czytelników był to strzał w dziesiątkę.

Czy planowałaś, że to będzie kiedyś Twój biznes, czy piszesz go dla czystej przyjemności?

Pisanie sprawia mi ogromną przyjemność, porównałabym to nawet do pewnego rodzaju uzależnienia. Przyjemność jest tym większa, gdy są z niej materialne korzyści. Jako radca prawny współpracuję na co dzień z kancelarią prawną CDZ i ta współpraca stanowi moje źródło dochodów, ale nie będę ukrywać, że „Prawnik na macierzyńskim” również zaczyna przynosić profity.

Gratuluję! A skąd czerpiesz tematy? Jak je wybierasz?

Tematów mam mnóstwo. Dostarcza mi je zarówno życie zawodowe, jak i prywatne. Żałuję, że nie starcza mi czasu na to by wszystkie przelać na papier.

Mamy (i nie tylko) znajdą tam mnóstwo przydatnych informacji…

Motto jakie mi przyświeca, to poruszanie właśnie tych problemów, z którymi my jako matki stykamy się na co dzień np. problemy z lekarzami, fotelikami dziecięcymi. Ujmuję je od strony prawnej. Cieszy mnie, że nie tylko matki do mnie zaglądają. Ponieważ tematyka bloga jest dość szeroka, wiele poruszanych tematów interesuje również facetów. I to niekoniecznie ojców.

Niedawno świętowałaś pierwsze urodziny bloga – i co dalej? Jakie masz plany?

Niezwykle sympatycznie upłynął mi czas razem ze społecznością, która rośnie w oczach, co mnie cieszy i motywuje do dalszego pisania. Moim kolejnym celem jest uświadomienie matkom, które do mnie wpadają na poranną kawę, albo podczas karmienia piersią, że mając dzieci można pracować zawodowo. Poza tym będę się starała konsekwentnie łamać stereotypy społeczne zgodnie z którymi prawnik to nadęty bufon w czarnej todze, posługujący się językiem niezrozumiałym dla reszty społeczeństwa.

O, my na pewno znamy kilka przemiłych prawniczek ;-). A co o blogu mówią Twoi przełożeni? Podoba im się?

Gdy po macierzyńskim wróciłam do stałej współpracy z kancelarią CDZ, jej partnerzy serdecznie gratulowali mi pomysłu. Wiem, że śledzą losy „Prawnika na macierzyńskim” i dobrze mu życzą. Nie mogłabym mieć lepszego wsparcia.

Masz dwoje dzieci, pracujesz zawodowo na cały etat w kancelarii prawnej. Jak udaje Ci się zapanowac nad tym  wszystkim?

Mam dzieci w wieku 1,5 roku oraz 5 lat. Kto wychowuje maluchy o podobnym wieku, ten wie ile wysiłku trzeba, by ogarnąć takie towarzystwo. Łączenie macierzyństwa z pracą zawodową rzeczywiście nie jest proste, ale można to zrobić i powiedziałabym nawet, że należy. Absolutnie nie krytykuję matek wyłącznie opiekujących się dziećmi, ale wiem, że dla mojego zdrowia psychicznego potrzebuję jeszcze innego zajęcia niż pchanie wózka.

Na koniec zdradź nam jakie masz patenty na godzenie życia rodzinnego i zawodowego? Jaka jest Twoja magiczna broń w walce z codziennością?

Dobra organizacja to podstawa. Ponieważ zawodowo pracuję i ja, i mój mąż, pewne obowiązki – nazwijmy to „domowo-macierzyńskie” – musi przejąć on. Poza tym staram się  mieć od czasu do czasu coś dla siebie. Parę miesięcy temu wróciłam do swojej dawnej pasji – jazdy konnej. To jest chyba ta magiczna broń, która pozwala iść do przodu.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia!

Rozmawiała: Joanna Gotfryd
Blog: Prawnik na macierzyńskim

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie