Czego szukasz

Pozytywna sztuka macierzyństwa

Malarka, graficzka, właścicielka internetowej galerii sztuki, a przede wszystkim mama dwuletniego Bartka – tak w skrócie można opisać bohaterkę naszej historii Joannę Tokarczyk.

  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 24/02/2012

Asiu, jesteś mamą 2-letniego Bartka i prowadzisz własną galerię – czy galeria to był pomysł na biznes po urodzeniu dziecka?

Pomysł na galerię pojawił się cztery lata wcześniej. Rok później, w 2007 roku założyłam swoją firmę TOja Studio. Malarstwem zajmuję się ponad 15 lat i przez ten czas spotkałam kilku artystów, których twórczości sama jestem fanką. Zaprosiłam ich do Sisto Gallery – SztukaPozytywna.pl. Do galerii narodowej czasem strach dziecko zabrać, a w Sisto i na naszych wystawach z założenia jest inspirująco i optymistycznie.

Skąd pomysł na pracę w korporacji przed założeniem galerii?

Po liceum plastycznym miałam okazję pracować przez chwilę w studiu graficznym, tu zachwyciły mnie możliwości, jakie daje plastykowi komputer. Równocześnie miałam swoją pierwszą indywidualną wystawę, którą odwiedził ówczesny prezes firmy Tymbark. Moje prace zrobiły dobre wrażenie i po rozmowie kwalifikacyjnej trafiłam do działu marketingu, gdzie szefowała świetna kobieta. Wspominam tę pracę bardzo mile. Ciągnęło jednak wilka do lasu. Pomimo rewelacyjnej atmosfery w pracy, zdecydowałam się na studia na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, gdzie właśnie powstał nowy Wydział Komunikacji Multimedialnej. Kierunek dość bliski reklamie. Po studiach na ASP wróciłam do pracy w korporacji, ukończyłam Zarządzanie w Marketingu i tak przeplatają mi się w życiu te dwie dziedziny.
Możliwe, że gdybym wcześniej znalazła się w innym trybiku korporacji, już by mnie tam nie widzieli, ale marketing jest mocno powiązany ze sztuką. Praca w obu sprawia mi przyjemność, a doświadczenia pomagają w organizowaniu wystaw i kontaktach klient-artysta.

Czy łatwo być mamą „na swoim”? Państwo pomaga czy utrudnia łączenie macierzyństwa i prowadzenia firmy?

Kiedy urodził się Bartek, pracowałam już „na własną rękę”. Niestety nie mogę niczego dobrego powiedzieć o wspieraniu mam przez nasze państwo. Tym bardziej tych prowadzących własną działalność. Mój zasiłek macierzyński z działalności wynosił 540 zł na miesiąc, z czego prawie połowę, jako składkę zdrowotną, wpłacałam z powrotem do ZUS. Panowie Ministrowie, nie dziwcie się, że kobiety pracujące nie chcą rodzić dzieci. Optymalnym rozwiązaniem jest urodzić, kiedy jest się zatrudnionym na etacie. Dopiero później, jeżeli nie chce się wrócić w wir obowiązków macierzyńskich i zawodowych, założyć swoją działalność. Przez pierwsze dwa lata można pracować spokojnie na „ulgowym” ZUS-ie.

Jak wygląda twój dzień pracy i kto w tym czasie zajmuje się Twoim synkiem?

Nie jestem zwolenniczką żłobków i bardzo lubię zajmować się swoim synkiem, więc pracuję, kiedy śpi. Jeżeli mam większe zlecenie, opiekę nad Bartkiem przejmuje babcia.

Swój czas dzielisz między Kraków i Tymbark? Skąd taki pomysł i jak to wygląda w praktyce?

Razem z synkiem mieszkam w Krakowie, ale mój dom rodzinny ze strychem, na którym wciąż mam pracownię, jest w Tymbarku. Dziadkowie mają tu ogród (a Bartek „osobistą” piaskownicę 😉  i zajmują się Bartkiem, kiedy ja wiozę obrazy na wystawę, maluję albo projektuję.

Czy łatwo prowadzi się galerię, będąc pełnoetatową, samodzielną mamą rozbrykanego dwulatka?

Sisto Gallery – SztukaPozytywna.pl jest galerią internetową. Ułatwia to pracę, bo do aktualizacji serwisu i korespondencji z klientami mogę zasiąść wieczorem. Więcej czasu zabiera organizacja wystaw, opracowanie koncepcji, ustalenie miejsc, zebranie prac, przygotowanie katalogu, plakatów, PR, wernisaże …  Ostatnia wystawa „Ogrody polskie, ogrody japońskie” pojechała właśnie do Kielc. Oficjalne otwarcie odbędzie się 25 lutego w Galerii Wieża Sztuki. Zapraszam.

Skąd dostałaś najwięcej wsparcia do pójścia własną drogą?

Mam taki wewnętrzny kobiecy rozpęd. Potrafię sama zmobilizować się do działania, ale bardzo wspierają mnie również działania innych energicznych  ludzi i oczywiście zadowolonych odbiorców. Dość mocno utożsamiam się z tym, co robię, a pracując kreatywnie, mam więcej energii do życia. Dużo z siebie daję, ale potrzebuję, żeby praca mnie cieszyła i nakręcała – to daje mi „siłę na drogę”.

Kto pomógł Ci w założeniu własnej firmy (np. urząd pracy), czy korzystałaś z dotacji?

Trafiłam na szkolenie AVSI Polska dla przedsiębiorczych kobiet. Było sympatycznie i zmobilizowało do działania. Z dotacji nie korzystałam.

Czy ze sztuki da się żyć ;)?

Da się 🙂 Na różnym poziomie materialnym, ale można. Sztuką jest zarówno malowanie obrazów olejnych, jak i lepienie aniołków z gliny, ilustrowanie książeczek dla dzieci, malowanie murali na ścianach, projektowanie graficzne. Mając zdolności manualne, można sobie zawsze coś znaleźć.

Jesteś też założycielką 8-osobowej grupy twórczej, wśród której są mamy. Wspieracie się na polu zawodowym i wychowawczym? Czym zajmuje się ta grupa?  W jakim celu powstała i jak regularnie się spotykacie? 

Dziesięć osób wzięło udział w zbiorowej wystawie, którą pokażemy w ośmiu miastach Polski południowej i centralnej. Wśród tych malarzy artystów jest pięć mam: Anna Masiul-Gozdecka, Renata Brzozowska, Jolanta Biedroń, Marta Sobczak-Piętoń, ja i dwóch ojców – Jerzy Treit i Wacław Jagielski.
Na Sisto Gallery – SztukaPozytywna.pl swoje prace wystawia w tym momencie 17 artystów. Najczęściej jednak kontaktuję się i spotykam z tymi, którzy postanowili wziąć udział w wystawie. Jesteśmy z różnych miast (Gniezno, Nowy Sącz, Limanowa, Bytom Odrzański, Kraków, Warszawa). Trudno jechać z jednego końca kraju na drugi, żeby uczestniczyć w wernisażu, ale tak najczęściej się spotykamy.

Co wam dają takie spotkania?

Przede wszystkim fajnie jest pobyć w artystycznym, pozytywnie zakręconym towarzystwie. Oglądamy swoje prace, są piękne i inspirujące, więc kiedy wracamy do domów, chce się nam malować 🙂

Wiele mam ma różne talenty artystyczne i chciałoby je wykorzystać i zarabiać na tym – od czego powinny zacząć?

Tym początkującym proponuję zacząć od zebrania swoich prac, zrobienia zdjęć i portfolio, (w miarę możliwości) strony internetowej i odwiedzania galerii komercyjnych. Często te miejsca prowadzą inne życzliwe kobiety i mamy. Jeżeli stwierdzą, że ich klientom spodoba się to, co oferujecie, podejmą z Wami współpracę.
Tym, które już mają się czym pochwalić, polecam pukać do drzwi fundacji, które zajmują się wspieraniem artystów. Mnie w przygotowaniu wystawy „Ogrody polskie, ogrody japońskie” bardzo pomogła Fundacja BIELECKI ART, Pana Janusza Bieleckiego.

Co poradziłabyś innym mamom, które szukają swojej drogi zawodowej?

Staram się nie dawać rad (wszyscy je dają, a rzadko kto chce ;).
Życzę mamom i kobietom, żeby wierzyły w siebie, cieszyły się ze wszystkiego, co uda im się osiągnąć, żeby chciały korzystać z możliwości rozwoju, jakie daje im życie i żeby osiągały sukcesy zarówno w pracy domowej, jak i zawodowej. Dobre przykłady mam artystek są, więc się udaje.
Odwiedzanie wystaw, galerii (sztuki), muzeów, to też fajny pomysł na twórcze spędzanie czasu ze swoim dzieckiem. Oczywiście trzeba uważać, żeby to nie był zbyt kosztowny spacer. Czasami bywa, że z dzieckiem zachowujemy się głośniej, ale jak mówi moja przyjaciółka „mądry zrozumie, a głupi niech się dziwi”.

Jakie masz plany na przyszłość? Jak chciałabyś rozwinąć swoją działalność?

Chcę zorganizować kolejną wystawę i znaleźć kolejne galerie, gdzie ją pokażemy. Szukam też miejsc w Niemczech i Francji. Pojawił się kontakt z bardzo fajną osobą w Budapeszcie.
Wszystko powoli, ale mam nadzieję skutecznie. Poza tym teraz najważniejszy jest mój syn Bartek – to taki fajny czas, kiedy wzajemnie najbardziej potrzebujemy siebie.

Dziękuję za rozmowę i życzę weny do tworzenia i wielu udanych wystaw!

Jeśli zainteresowała Was galeria Asi, zapraszamy na www.sztukapozytywna.pl

Rozmawiała Joanna Gotfryd

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Podyskutuj

Pomóż stanąć na własnych nogach – zdecyduj kto wygra 30 tysięcy na rozwój biznesu!

Kto wygra 30 tysięcy na rozwój swojego produktu i biznesu? Zdecyduj i zagłosuj. Konkurs Stań na własnych nogach, właśnie wszedł w 2 etap - głosowania na jeden z wybranych 50 zgłoszeń. Zobacz wybrane produkty i oddaj swój głos! Głosowanie trwa do 5 września, a każda klubowiczka Rossmann może oddać tylko 1 głos!
  • Joanna Gotfryd - 01/08/2019
sofa, nogi kobiety i laptop na kolanach - plakat zapowiadający akcję Rossmanna

Stań na własnych nogach – prawie 500 zgłoszeń!

Konkurs Stań na własnych nogach, to akcja, którą organizujemy wspólnie z firmą Rossmann. Od 15 czerwca do 20 lipca można było zgłosić do konkursu swój produkt, tworzony z pasją, który ma szanse stać się biznesem i dać niezależność finansową jego twórczyni.

Do konkursu zgłoszono prawie 500 prac konkursowych! Komisja konkursowa złożona z przedstawicieli Rossmann i Fundacji Mamo Pracuj miała bardzo trudne zadanie – wybranie 50 prac, które przejdą do 2 etapu konkursu.

Wśród zgłoszonych prac było dużo zabawek – lalek, szydełkowanych misiów oraz książeczek. Sporo zgłoszeń dotyczyło akcesoriów dla dzieci – kocyków, wielorazowych pieluszek, personalizowanych przedmiotów czy produktów idealnych na prezent, np. z okazji urodzenia dziecka.

Przedsiębiorcze i twórcze kobiety do konkursu zgłosiły także ręcznie robione kosmetyki – szampony, mydła i kremy – bez konserwantów, na bazie naturalnych składników.

Nie zabrakło także artykułów dla domu – ozdobnych bibelotów, naturalnych świec i dekoracyjnych przedmiotów.

Wśród zgłoszonych prac była też odzież i akcesoria modowe, a także akcesoria wpisujące się w trend zero waste – wielorazowe artykuły higieniczne i zamienniki jednorazowych foliówek na zakupy.

Zobacz jakie produkty znalazły się w 2 etapie konkursu! >>

Głosowanie na najlepszy produkt

Teraz klubowicze Rossmann mogą zagłosować na najlepszy – ich zdaniem – produkt.

Głosowanie potrwa od 1 sierpnia do 5 września. Każdy klubowicz Rossmann może zagłosować tylko jeden raz, dlatego warto starannie przejrzeć wybrane do 2 etapu prace.

Zwycięzców, którzy otrzymają nagrody – pierwszą – 30 tysięcy złotych, oraz drugą i trzecią – odpowiednio – 20 i 10 tysięcy – poznamy już 10 września.

Zagłosuj, pomóż stanąć na własnych nogach! >>>

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Joanna Gotfryd
Współzałożycielka portalu Mamo Pracuj, absolwentka UEK, z doświadczeniem zawodowym w dużym biznesie. Mama dwóch rozbrykanych dziewczynek. Pasjonatka górskich wycieczek i Italii w każdej postaci. Marzy o dalekich podróżach i zdobyciu Korony Gór Polski.

Moda mi w duszy gra – historia Justyny, właścicielki marki Just.Slow

"Moje ubrania mają nie być modne, bo moda jest chwilowa i ulotna. Chcę, żeby ubrania just.slow były uniwersalne i ponadczasowe. Żeby można je było włożyć zawsze i na wiele okazji (...)". O pasji, modzie i tworzeniu własnej marki odzieżowej będąc mamą malutkich dziewczynek, rozmawiamy z Justyną Dziatkowską, projektantką, twórczynią proekologicznej odzieżowej marki Just.Slow.
  • Agnieszka Kałużna - 29/07/2019
Justyna Dziatkowska, justslow.eu

Kiedy tak naprawdę narodziło się marzenie o własnej marce?

Kiedy zrodziło się marzenie… Tak naprawdę, odkąd pamiętam miałam smykałkę do kreowania i tworzenia czegoś własnego. Mam spore zdolności manualne. Jako nastolatka kupowałam odzież w second hand’ach i przerabiałam je po swojemu lub szyłam z niej zupełnie nowe rzeczy. Ze starych dżinsów potrafiłam uszyć ręcznie plisowaną spódnicę i to bez użycia maszyny do szycia, torebkę dodawaną do gazety jako forma reklamy obszywałam materiałem, by mieć coś oryginalnego. Czyli od zawsze byłam związana z modą i projektowaniem.

Chęć stworzenia własnej linii odzieży zrodziła się tak naprawdę wraz z pojawieniem się na świecie moich dzieci. Pierwotnie pomysł na biznes był nieco inny, związany z inną dziedziną, niemniej jednak cały czas był związany z branżą modową. Z czasem ewoluował, by finalnie zatrzymać się na projektowaniu i szyciu ubrań dla kobiet.

A skąd czerpiesz inspirację?

Jeżeli chodzi o kroje ubrań, to pomysł na pierwszą kolekcję i jej formę wynikał z moich własnych potrzeb. Pierwszą córkę bardzo długo karmiłam piersią i brakowało mi ubrań, w których mogłabym wygodnie i bez skrępowania nakarmić dziecko. Te dostępne na rynku, dedykowane mamom karmiącym, kompletnie do mnie nie przemawiały i daleko odbiegały od mojego gustu i bliskiej mi estetyki. Poza tym wyszłam z założenia, że karmienie piersią, choć to piękny czas, jest tylko przejściowym okresem w moim życiu i tak samo byłoby z ubraniami. Dbam o małą zawartość szafy, lubię minimalizm i prostotę, a także rozsądnie kupuję, więc zbędne wydatki na ubrania „na chwilę” nie wchodzą w grę.

Kiedy miała pojawić się na świecie moja druga córka, postanowiłam przełożyć rodzące się w mojej głowie pomysły na papier. Zaprojektowałam sukienkę i bluzkę dla mnie idealną. Miały spełniać funkcję zasadniczą, czyli dawać możliwość karmienia piersią, ale przede wszystkim miały pięknie wyglądać i być wygodne.

Oczywiście nie odkryłam przysłowiowej Ameryki i inspirację zaczerpnęłam z historii mody. Kopertowa sukienka czy bluzka, która pojawia się w mojej pierwszej kolekcji już od stuleci była noszona w formie kimona. W latach 30. pojawiła się w kolekcjach Elsy Schiaparelli, by stać się masowym modelem w okresie Wielkiego Kryzysu. W latach 70. amerykańska designerka i guru kobiecej mody, Diane Von Furstenberg, zafascynowana kulturą Dalekiego Wschodu zaczęła eksperymentować z małymi kopertowymi topami i materiałami. Jej pomysły szybko ewoluowały i powstała sukienka kopertowa, którą w 1975 roku sprzedała w około pięciu milionach egzemplarzy!

To bardzo ciekawe. Nie miałam o tym pojęcia! A powiedz, z myślą o kim projektujesz swoje ubrania? O mamach karmiących?

Moje ubrania tworzone są z myślą o kobietach. Wiem, że to może banalne stwierdzenie, ale tak rzeczywiście jest. Jestem zwykłą kobietą i mamą. Nie jestem ideałem, nie mam wyglądu i aparycji wybiegowej modelki. Dlatego ważne jest dla mnie, by moje ubrania leżały dobrze na takich kobietach jak ja. Zwyczajnych, nieidealnych, pełnych niedoskonałości.

Dla naszych Czytelniczek Justyna przygotowała specjalny 10% rabat na zakupy hasło: mamopracuj, ważny do końca 31.08.2019 r.

Każda z nas jest inna i każda zasługuje na to, żeby wyglądać pięknie i czuć się komfortowo. Taka idea przyświeca mi w projektach. Stąd też wybór pierwszego kroju. Sukienka kopertowa to strój, który pasuje do każdego typu sylwetki. Dzięki wiązaniu sama decydujesz o głębokości dekoltu czy wysokości talii. To krój dla kobiet, które chcą się czuć kobietami. Nie wymaga wysiłku i nadaje się na każdą okazję. Pasuje do każdego miejsca na świecie i odpowiada potrzebom współczesnych kobiet.

Zależy mi na tym, żeby moje ubrania były nowoczesne, więc dużą inspiracją jest też dla mnie miasto. Lubię miejskie życie, więc inspiruje mnie architektura, kolory miasta, ulice, ludzie…. Połączenie nowoczesnych krojów z naturalnych materiałów, w których każda z nas może pokazać się w dowolnym miejscu miejskiej dżungli to dla mnie priorytet.

Jak docierasz do grupy odbiorców?

Na chwilę obecną pracuję nad zbudowaniem fajnej społeczności w social mediach. Prowadzę fanpage na Facebooku i oczywiście konto na Instagramie – zapraszam do odwiedzenia 😉. Ważne jest dla mnie, żeby dotrzeć nie tylko do osób zainteresowanych modą, ale także do mam karmiących piersią, bo stąd wywodzi się pomysł na odzież i do osób zainteresowanych ekologicznymi i przyjaznymi środowisku wyborami.

Na pewno moje kolejne działania będą opierały się na rozsądnej i ciekawej reklamie. Mam też nadzieję, że w jesiennej edycji targów branżowych np. krakowski Kiermash czy targi dla mamy i dziecka uda mi się pokazać swoje produkty. Wszystko jest jednak zależne od najmłodszej w rodzinie (śmiech).

Masz dwoje malutkich dzieci. Jak udaje ci się łączyć te dwie przestrzenie: zawodową i rodzinną?

Oczywiście nie jest lekko. Dziewczynki są na tyle małe, że wymagają ciągłej opieki i uwagi. Trudno wymagać od nich samodzielności, skoro jedna dopiero co przestała być noworodkiem… Myślę, że to kwestia motywacji i dobrej organizacji. Oczywiście nic na siłę, wbrew sobie czy ze szkodą dla dzieci lub rodziny. We wszystkim trzeba mieć umiar i trochę luzu.

Wierzę, żę trzeba dać sobie taką ewentualność, że nie wszystko zawsze idzie zgodnie z planem. Czasem tak po prostu bywa. Dla mnie to nie jest powód do stresu czy załamania, a motywacja do pracy i szukania sposobów na rozwiązanie danej trudności.

Mam jasno wytyczone cele i do nich dążę. Jasne jest, że nie jestem samowystarczalna i nieocenionym wsparciem jest dla mnie mój partner. To bardzo ważne, żeby mieć przy sobie kogoś, kto wesprze, zmotywuje, odciąży w jakichś obowiązkach lub czasem wykona coś za ciebie. Bez niego wiele rzeczy nie byłoby możliwych.

To prawda. A teraz jeszcze z tej „zawodowej beczki”: slow fashion czyli świadome podejście do mody to ostatnio prężnie rozwijający się trend. Co wyróżnia markę Just Slow na tym tle?

Moje ubrania mają nie być modne, bo moda jest chwilowa i ulotna. Chcę, żeby ubrania just.slow były uniwersalne i ponadczasowe. Żeby można je było włożyć zawsze i na wiele okazji, a także, żeby pasowały do innych rzeczy, które już się w szafie znajdują. Stąd wybór bardzo stonowanych i jednolitych kolorów.

Moje ubrania mają być stylowe i kobiece. Podkreślać nasze atuty i ukrywać to, co aktualnie chcemy ukryć (o ile chcemy, śmiech). Dlatego tak ważny jest dla mnie krój. Oczywiście ogromne znaczenie ma to, z czego są wykonane i dlatego do pierwszej kolekcji został użyty dość unikatowy materiał, jakim jest bambus. Wybór nie jest przypadkowy i został poprzedzony wnikliwym rozeznaniem na rynku odzieżowym i tekstylnym.

Wiem, że ważne jest dla ciebie działanie w zgodzie z troską o naszą planetę. Jak to przekłada się na twoją pracę?

W codziennym, domowym życiu staram się myśleć, co wybieram. Ograniczam zużycie środków chemicznych, zastępuję je naturalnymi. To samo tyczy się kosmetyków. Sięgam po te ekologiczne, na bazie naturalnych składników. Staram się wybierać to, co jest w szkle lub zupełnie bez opakowania, a jeżeli już w plastiku, to takim, który nadaje się do recyklingu.

Podobnie w pracy. Wykroje układane są w szwalni tak, aby zminimalizować ilość odpadków, ubrania pakowane są bez użycia folii czy plastikowych elementów. Kartoniki czy papier, w którym wysyłam ubrania pochodzą z recyklingu. Uprawy bambusa, z którego uszyte są ubrania są ekologiczne, bo bambus rośnie szybko i nie wymaga kompletnie używania pestycydów. A sama tkanina jest niezwykle wytrzymała, dzięki czemu będzie długo służyła. To są małe, ale myślę, że dobre wybory, którymi mogę się przysłużyć naszej planecie.

Jasne, kropla drąży skałę! A powiedz, gdyby ktoś chciał coś przymierzyć, zobaczyć, dotknąć… można was spotkać stacjonarnie?

Marzę o swoim butiku i wierzę, że kiedyś będę mogła do niego zapraszać, ale na razie moje ubrania można jednak już teraz zobaczyć stacjonarnie w concept store FREEDOM w Krakowie, przy ulicy Parkowej 1. Serdecznie zapraszam wszystkich z Krakowa i nie tylko do odwiedzenia tego zaczarowanego miejsca. Na pewno będę szukała kolejnych miejsc, w innych miastach, które pozwolą na stacjonarną sprzedaż.

W jakim kierunku chciałabyś rozwijać markę?

Chciałabym zachować autentyczność i spójność marki. To, co tworzę jest w 100% zgodne ze mną i moim gustem. Zależy mi, żeby tak pozostało. Na pewno chciałabym mieć większą liczbę modeli, poszerzyć asortyment o dzianiny, np. swetry czy kardigany z bambusowej przędzy, a także w przyszłości o dodatki, które mogłyby być świetnym uzupełnieniem czy dopełnieniem tak prostych ubrań.

Niemniej jednak dalszy rozwój marki pod kątem kreacji, dalej widzę w takim minimalistycznym wydaniu, bo to mi w duszy gra. Interesują mnie też ekologiczne i nietypowe materiały, np. te tkane z przędzy konopnej czy pokrzywy. Jak już wcześniej wspomniałam na liście marzeń jest też własne miejsce, własny butik z ubraniami, ale do tego jeszcze daleka droga…

Co czujesz, gdy spotykasz na ulicy dziewczynę w sukience od Just Slow?

To wspaniałe uczucie, zobaczyć kogoś w ubraniu swojego projektu. Odbieram to jako nagrodę za moją pracę i potwierdzenie, że nie poszła na marne. Czuję się dowartościowana i mam apetyt na więcej.

Moja ostania klientka wybrała sukienkę w kolorze ecru na swój ślub cywilny… nie ukrywam, że wspaniale było „towarzyszyć” jej w tak wyjątkowym dniu.

Gdzie widzisz się za dwa-trzy lata?

Chciałabym robić nadal to, co kocham, co mnie interesuje, czyli tworzyć swoją markę odzieżową i być związana z branżą mody. Chciałabym się rozwijać w tym kierunku i poszerzać swoją wiedzę z zakresu konstrukcji odzieży, materiałoznawstwa, a także psychologii i marketingu mody. Chciałabym poszerzać swoją ofertę o kolejne, ekologiczne i nietypowe materiały. Krokiem rozwoju dla firmy z pewnością będą zagraniczne rynki sprzedaży i to też jest cel na mojej liście. Niemniej jednak, najważniejsza jest rodzina i za dwa-trzy lata, chciałabym nadal mieć dla niej czas i to jest mój priorytet.

Czym jest dla ciebie sukces?

Sukces nie ma dla mnie wymiaru materialnego. Sukces jest dla mnie uczuciem spełnienia i radości. Spokojem ducha i satysfakcją, że każdego dnia można się realizować i robić to, co się lubi, tak jak się lubi. To uczucie stabilizacji i komfortu psychicznego dzięki pracy, którą dobrze wykonałam i która znalazła grupę odbiorczą.

Co powiedziałabyś młodej mamie, które ma marzenie, ale nie bardzo wie, jak zacząć?

Żeby się nie bała. Żeby marzyła i realizowała marzenia. Żeby szukała wsparcia i pomocy w dążeniu do celu, bo znajdzie je zawsze. Mamy teraz naprawdę duże możliwości zarówno zmiany ścieżki zawodowej, jak i próbowania sił we własnym biznesie. Jest wiele miejsc, w których możemy się dokształcić, wyszkolić czy przebranżowić. Podobnie z możliwościami pozyskania środków na biznes.

Nie należy się obawiać, że się nie uda, że się nie da rady… bo kto jak nie my? Kobiety-mamy 🙂 Myślę też, że najlepszym wsparciem i motywacją jesteśmy same dla siebie, dlatego warto szukać i gromadzić wokół siebie takie kobiety, które próbują. Które się nie poddają i realizują swoje marzenia. One są dla nas najlepszym przykładem i pokazują, którędy można iść.

Dziękuję za rozmowę i życzę ci powodzenia w realizacji marzeń!

Dziękuję!

Zapraszamy na zakupy ze specjalnym 10% rabatem! Hasło: mamopracuj, ważny do końca 31.08.2019 r.

Zdjęcie główne i rodzinne: archiwum prywatne Justyny; zdjęcia z sesji: Anna Bąk Kolory Studio Fotografii

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kałużna
Spełniająca się żona, mama urwisa i urwiski, przedsiębiorca, redaktorka, muzyk. Z wykształcenia rosjoznawczyni i wokalistka. Ostatnio odkryłam, że artystyczną pasję można realizować... piekąc torty! Kocham słowo pisane, dobrą kuchnię, podróże w nieznane i letnie burze. I mocno wierzę w to, że samorealizacja ma wiele odsłon, często równolegle występujących.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail