Czego szukasz

Potok pomysłów, potok sukcesów

Do niektórych świetne idee przychodzą tuż przed snem, do innych – zupełnie przez przypadek, w najmniej oczekiwanym momencie. Ania spotyka je nad potokiem, a może to one spotykają Anię? Ta najważniejsza przyszła w 2003 roku i przekształciła się w Akademię Aktywnych i Kreatywnych, która prowadzi zajęcia dla dzieci od narodzin do 12 roku życia, a także wachlarz warsztatów dla rodziców i osób pracujących z dziećmi. Nie obyło się bez wybojów, ale ta droga na pewno była warta przebycia.

  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 17/10/2014

Edukacja jest mi bliska. Moja rodzina zajmuje się nią na różnych poziomach –  to wizjonerzy, ludzie z pasją. Od dziecka nasiąkałam długimi rozmowami, uważnością na potrzeby innych, empatią. Dzięki temu już wtedy potrafiłam słuchać i przewodzić ciekawym inicjatywom.

Pomysły przychodzą do mnie. Mam wrażenie, że stoją w kolejce, czasami łączą się ze sobą, zanim dotrą do etapu analizy. Zaczęłam to traktować jako jeden z moich talentów, którymi dzielę się z ludźmi. Czuję, że po coś jestem na tym świecie.

Przestrzeń do zapełnienia

Historia Akademii Aktywnych i Kreatywnych zaczyna się, można powiedzieć, garażowo. Jak zresztą chyba większość biznesów, których korzenie to pasja. Byłam największym sprzedawcą oraz promotorem nosidełek turystycznych dla dzieci. Zostałam młodą mamą – pełną entuzjazmu, ciekawości i fascynacji macierzyństwem. Mam rodzinę i przyjaciół rozrzuconych po świecie. Pisywaliśmy do siebie, wysyłaliśmy zdjęcia. Widziałam dzieci na przeróżnych zajęciach. Takich miejsc w Polsce nie było.

Szperałam w sieci, dzwoniłam, rozmawiałam, oglądałam filmy. Podróżowałam.  I pewnego dnia po prostu zaprosiłam znajomych z dziećmi do siebie. Oni przyprowadzili innych. Tak zawiązała się grupa roboczo zwana Warsztatami Twórczej Zabawy. Zajęciom towarzyszył zawsze pies i pianino. I wszystko działo się w moim nieumeblowanym salonie, pustej niemal przestrzeni.

Nie korzystałam z żadnego zewnętrznego wsparcia. Najpierw robiłam to bez opłat, a  potem założyłam firmę i kupiłam pierwsze materiały do pracy na warsztatach. Mnóstwo rzeczy przywoziłam z lasu – szyszki, drewno, mech. Przynosiłam las do dzieci miasta. Małymi krokami zaplecze AAK powiększało się. Kto wie, może ze wsparciem kapitału firma byłaby teraz większa? Ale czy byłaby taka sama? Głęboka, tak mocna dzięki ciepłym relacjom z klientami? Moja firma to coś więcej niż biznes i pieniądze. To emocje, które pojawiają się, kiedy stali klienci przychodzą z młodszym rodzeństwem, a Ci nowi z radością odkrywają nasze kolejne inicjatywy.

Kiedy lukier spływa

Mam wrażenie, że jest pewien trend. Moda na prowadzenie biznesu z dzieckiem na kolanie. I pokazywanie tego w lukrowanym świetle. To wcale nie jest łatwe. I można zbłądzić.

Ja tak zaczynałam – z dzieckiem przy piersi kończyłam studia, a biznes rozkręcałam z dzieckiem na kolanie. Wielozadaniowość na wysokich obrotach. Ale coś zawsze jest kosztem czegoś. Teraz wydaje mi się, że po tych kilkunastu latach zatoczyłam koło. Znowu jestem na studiach i pojawiły się nowe, dużo większe projekty. Teraz jednak otrzymuję więcej pomocy, a przede wszystkim – bardziej o nią proszę. Mam wokół siebie fantastycznych ludzi, z którymi realizujemy plany i marzenia.

Dzieci inspirują, dają całą masę radości i budują człowieka. Mają też swoje potrzeby. Po latach łączenia bycia mamą, pracodawcą i bizneswoman stwierdzam, że pogodzenie tych ról jest chyba niemożliwe. Warto przemyśleć priorytety, cele. Warto zadbać o siebie i mieć wsparcie. Czasem coś odpuścić. Dziecko tylko raz ma roczek, dwa latka, cztery latka. Tylko raz ma dwanaście lat i staje się nastolatkiem. Te chwile już nie wrócą, a to, co mówimy do dziecka i jaką relację z nim tworzymy, zostaje w nim. Moim priorytetem, kiedy zakładałam firmę, było to, aby być z dziećmi. Aby móc odebrać je z przedszkola, pójść na spacer, bawić się. Wciągałam dzieci we wszystko i chyba mogę powiedzieć, że w pewnym sensie przeszły praktyki biznesowe. Wiedzą, jak prowadzić firmę, skąd biorą się pieniądze i jak wygląda proces realizacji pomysłów.

Obie strony medalu

Jest pewna przestrzeń, którą się upublicznia i coś, co pozostaje tylko dla nas. Czasami wydaje nam się, że ktoś ma super, łatwiej, lepiej. A prawda jest taka, że za tym zawsze coś stoi. Ja też nie mówię i nie piszę o wszystkim. Mam, oczywiście, swoje cele i marzenia. Ale mam swoje porażki. To wszystko razem daje siłę.

Choruję na cukrzycę. Żyję na co dzień z insuliną i glukometrem. Przy moim trybie życia to taki dodatek, który czasem brutalnie ściąga mnie na ziemię. Straciłam bliskie mojemu sercu osoby. Jedna z moich córek jest na restrykcyjnej diecie ze względu na brak enzymu trawiennego. Dwa lata temu miałam poważny wypadek na nartach i w zasadzie pozbierałam się po nim dopiero teraz, choć konsekwencje będą ze mną już zawsze.

To się nazywa życie. Każdy ma swoje. I coś widać, a czegoś nie widać. Zawsze pozostaje pytanie, co jest prawdą. Prawda i szczerość to wartości, które budują głębokie relacje. I Internet może pomóc, ale ich nie zastąpi.

Siedziałam ostatnio nad potokiem i tworzyłam papierową kronikę Akademii Aktywnych i Kreatywnych. To ten sam potok, nad którym bawiłam się jako dziecko. Dokładnie ten sam, który towarzyszy mi na różnych etapach życia. Ten właśnie, który przemierzam w górę i w dół w kaloszach. Potok, który płynie nieustannie. Bywa łagodny, bywa rwący. Zmienny. W tym samym korycie, ale jednak po każdej burzy przybiera inny kształt. Oczyszcza się.

Redakcja tekstu: Monika Przybyłek-Woźniak

Przeczytaj inne historie sukcesu. Czerp energię od innych mam!

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Podyskutuj

Zamieniłam etat na własny biznes blisko domu – historia Ani, właścicielki Centrum MathRiders

Anna Kiedrzyńska po urodzeniu dziecka zamieniła pracę na etacie i długie dojazdy do biura na własną firmę - w okolicy. Połączyła pasję do matematyki z pasją uczenia dzieci i założyła własne Centrum Nauczania MathRiders. Dzisiaj spełnia się jako nauczycielka, właścicielka firmy i szczęśliwa mama. Poznaj jej historię i sprawdź, czy to może być także Twoja droga?
  • Franczyzadlamamy.pl - 17/11/2019

Lubisz pracę z dziećmi i matematykę? Zobacz jak możesz zarabiać z MathRiders.

Zostań Licencjonowanym Nauczycielem MathRiders lub otwórz własne Centrum Nauczania.

Zadzwoń już dzisiaj: Na Twoje pytania odpowie Łukasz Grymuza:  tel. 502471371

Możesz też wysłać maila: [email protected] lub zapytanie przez formularz na stronie MathRiders

Aniu jaka była Twoja droga do własnej firmy? Czy narodziny córki wywróciły Twój świat do góry nogami?

Po kilku latach pracy w korporacji narodziny córki przywitałam z ogromną radością. Nic innego się wtedy dla mnie nie liczyło – wbrew powszechnemu mniemaniu zaczęłam wówczas odpoczywać.

Trzeba było wstawać w nocy, nosić córkę godzinami na rękach, ale głowa mi po prostu odpoczywała. Po roku nie wyobrażałam już sobie powrotu do codziennej pracy, tym bardziej, że w moim przypadku wiązałoby się to ze spędzaniem w samochodzie 2-3 godzin dziennie na dojazdy. Nie chciałam tak żyć. Postanowiłam na jakiś czas zostać w domu.

A po jakimś czasie, gdy córeczka poszła już do przedszkola, zaczęłam szukać pracy w okolicy (mieszkam niedaleko Warszawy) w niepełnym wymiarze. I tak się to zaczęło.

Dlaczego zdecydowałaś się właśnie na współpracę z Mathriders i model franczyzowy?

Znalazłam ogłoszenie – „poszukiwany nauczyciel MathRiders”. Podczas rozmowy, Pani Małgorzata Grymuza opowiedziała mi o całej koncepcji pracy w firmie i o możliwościach rozwoju. Postanowiłam spróbować, nie tylko jako nauczyciel, ale od razu otwierając swoje Studio Nauczania.

Matematyka towarzyszyła mi w życiu przez cały czas, lubiłam jej uczyć, więc dlaczego nie spróbować? Tym bardziej, iż decydując się na franczyzę miałam wsparcie – materiały, pomoce dydaktyczne, mili ludzie chętni do pomocy – nie byłam dla nich konkurencją. Razem pracowaliśmy od początku na rozwój naszej marki.

Na czym dokładnie polegają zajęcia w MathRiders? Czy to zwykłe lekcje matematyki?

Zajęcia MathRiders odbiegają znacznie od lekcji w szkole. Po pierwsze pracujemy z niewielką liczbą dzieci do 8 osób, co pozwala nawiązać bliższe relacje z dziećmi, poznać je, zrozumieć problemy jakie mają – nie tylko z nauką, ale również w życiu.

Traktuję swoich uczniów jak takie przyszywane dzieci – znam ich mocne i słabe strony, wiem jak z nimi rozmawiać, aby chciały mnie słuchać i zrozumieć. To jest zupełnie inny rodzaj relacji niż nauczyciel – uczeń w szkole. Tym bardziej, jak uczniowie wracają po wakacjach. Po drugie,

nasze zajęcia to nie jest zwykły wykład teorii – my pokazujemy „matematykę od kuchni”.

Siedzimy z dziećmi na podłodze, a do każdych zajęć tak dobieramy pomoce naukowe, aby w sposób obrazowy pokazać zawiłości matematyki, a na sam koniec przełożyć je na papier.

Zajęcia matematyczne MathRiders

Jak wygląda Twój typowy dzień? Jak to jest z tym work-life balance mamy przedsiębiorczej?

Powiem Ci, że nie ma typowego dnia. Wrzesień i październik to okres wytężonej pracy, aby poukładać plan zajęć, pozamawiać podręczniki, pozałatwiać sprawy organizacyjne, księgowe. Nadal jestem czynnym nauczycielem, więc muszę również przygotować się do zajęć.

Ponieważ mam już dwójkę dzieci, a nauczyciele, którzy ze mną współpracują również mają rodziny i dzieci, staramy się tak poukładać nasz plan zajęć, aby pogodzić życie zawodowe z rodzinnym. Musimy mieć czas przygotować się do zajęć, ale przy okazji nie zaniedbywać własnych dzieci. Nawet, jeżeli wiąże się to z rezygnacją z prowadzenia jakiejś grupy. Sama mówię sobie czasami – dość i szanuję, jak nauczyciel też mi to mówi. Przepracowany nauczyciel nie będzie efektywny.

Okres wakacji za to jest dla mnie zawsze odskocznią. Przez miesiąc odcinam się od wszystkiego co związane z pracą – to jest czas tylko dla mnie i mojej rodziny. Potem trzeba znowu zacząć planować, ale jak jest się zabieganym przez cały rok, nie można sprawnie funkcjonować.

Mam duże wsparcie ze strony męża, który przejął część domowych obowiązków. Od września 2019 prowadzimy już dwa sąsiadujące ze sobą centra. Jest to wyzwanie, ale po dwóch miesiącach wytężonej pracy, udało mi się tak ułożyć plan zajęć, aby mieć jeden dzień w środku tygodnia wolny. Spędzam go z moją rodziną. To dla mnie bardzo ważne.

Aniu, już 6 lat pracujesz z MathRiders, jesteś doświadczoną bizneswoman 🙂 Na co powinny zwrócić uwagę mamy, które dopiero chcą założyć własny biznes?

Przede wszystkim nie należy zakładać, że w pierwszym roku wszystko będzie wyglądało różowo. Prowadząc biznes franczyzowy mamy duże wsparcie centrali, ale cały czas uczymy się na własnych doświadczeniach. Jest to specyficzny rodzaj pracy. To co sprawdza się w jednym roku, może nie wypalić w kolejnym.

Wymieniamy się doświadczeniami pomiędzy centrami, ale specyfika ze względu na lokalizację ma też kluczowe znaczenie. Nie można się zamykać, trzeba być otwartym na nowe pomysły, a w mojej pracy, przede wszystkim trzeba umieć słuchać zarówno rodziców, jak i dzieci.

A jaki jest Twój przepis na sukces? Co jest najważniejsze? I jak sobie radzić z trudnościami?

Uśmiech i jeszcze raz uśmiech. Z uśmiechem dzień jest o wiele bardziej udany, a jak rozmawiam, czy to z rodzicami, dyrekcją w szkole, czy przedszkolu i mam dobre nastawienie do tego co robię, to rozmowa zawsze idzie łatwiej.

Zobacz video – poznaj historię Agaty, mamy i właścicielki Centrum Nauczania MathRiders Poznań – Grunwald!

Jakie Ty miałaś najtrudniejsze momenty w biznesie? I jak z nich wyszłaś?

Oj, na pewno były, ale zdecydowanie więcej jest tych miłych, bo ja po prostu lubię pracować z dziećmi. Daje mi to dużo pozytywnej energii i staram aby niepowodzenia nie przysłoniły mi mojego celu. A poza tym, nigdy nie przypuszczałam, że będę kiedyś nazywana „panią od matematyki”.

Sporo zajęć mam w przedszkolach i tam nawet po roku dzieci mnie rozpoznają i podbiegają z uśmiechem. To jest bardzo miłe, bo uświadamia mi, że dobrze wykonuję swoją pracę. Dziecka nie oszukasz. Jak mu się nie podoba, to szczerze Ci to wyzna – szczególnie takie najmłodsze.

Na koniec – jeśli mogłabyś dać jedną wskazówkę mamom, które planują, chciałyby, ale boją się – założyć własny biznes, to co byś im chciała przekazać?

Przede wszystkim nie zrażać się na początku. Ja miałam dużo entuzjazmu i zaangażowania, ale też – muszę przyznać – pewne bezpieczeństwo finansowe. Miałam to szczęście, że nie zaczynałam pracy, bo nie miałam innego wyjścia. Ja po prostu chciałam.

Wydaje mi się, że to dało mi dużo pewności siebie i nie zniechęcałam się porażkami, tylko konsekwentnie wykonywałam swoje zadania.

To co robię, ma konkretny wymiar finansowy. Czuję, że dobrze wybrałam drogę.

Dziękuję za rozmowę.

Zainteresował Cię biznes z MathRiders? Chciałabyś zostać Nauczycielem MathRiders lub prowadzić własne Centrum Nauczania?

Zadzwoń już dzisiaj: Na Twoje pytania odpowie Łukasz Grymuza:  tel. 502471371

Możesz też wysłać maila: [email protected] lub zapytanie przez formularz na stronie MathRiders

Więcej informacji na temat MathRiders na stronie internetowej: www.mathriders.pl

logo MathRiders

Zdjęcia: archiwum prywatne Anny

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Franczyzadlamamy.pl
Franczyza dla Mamy to projekt portalu Mamo Pracuj prezentujący sprawdzone pomysły na biznes dla mam. Nie masz pomysłu na własny biznes? Skorzystaj z franczyzy! Portal Mamo Pracuj nie bierze odpowiedzialności za wyniki biznesowe prowadzenia działalności przez franczyzobiorców.

Tablice manipulacyjne dla dzieci to nasz biznes – historia Ani i Oli

- To dzieci dają energię do działania, dają natchnienie, inspirację i motywację - mówi Ola, która wspólnie z Anią produkuje sensoryczne tablice dla dzieci. Połączenie pasji i własnego doświadczenia zaowocowało super pomysłem na biznes!
  • Dominika Wassermann - 13/11/2019
dziecko bawiące się tablicą manipulacyjną

Konkurs „Stań na własnych nogach”

W czerwcu 2019 zaprosiliśmy przedsiębiorcze kobiety do konkursu „Stań na własnych nogach”, który organizowaliśmy wspólnie z Rossmann Polska. Pula nagród w tym konkursie wynosiła aż 60 tysięcy złotych!

W finale znalazło się aż 50 wspaniałych pomysłów. Dziś przedstawiamy Wam jeden z nich. Ola i Ania założyły biznes z wyjątkowymi produktami dla dzieci.

Opowiedzcie nam o Waszym pomyśle na biznes i o tym od czego się to wszystko zaczęło?

Zaczęło się kiedy dotychczasowa praca przynosiła więcej stresów niż radości, a na świecie był już nasz pierwszy syn. Kiedy oboje z mężem szliśmy do pracy, naszym synkiem opiekowała się Ania. Wtedy jeszcze nie wiedziałyśmy, że kiedyś razem będziemy robić biznesy. Do czasu.

Pogaduchy z Anią o dzieciach, metodach wychowawczych, rozwijających zabawach (Ania jest pedagogiem), nie tylko pozwalały wyłączać umysł na sprawy związane z pracą, ale zaczynały siać ziarno, które z czasem kiełkowało coraz bardziej. Nasz syn w tym samym czasie z „uporem maniaka” otwierał i zamykał zamki, kłódki i inne napotkane klamry.

Pewnego czerwcowego popołudnia zapadła decyzja – będziemy robić tablice manipulacyjne, ale nie takie duże, do powieszenia których trzeba mieć co najmniej pół pustej ściany w dziecięcym pokoju. Mieszkanie z dzieckiem w kawalerce nauczyło mnie bardziej oszczędnego podejścia do wszelkich dziecięcych zakupów.

Tablice miały być kompaktowe i zmieścić się pod wózek. Na tablicy miało się zmieścić możliwie wiele elementów sensorycznych i manipulacyjnych, rozwijających małe paluszki i zmysły dziecka, ale bez przesady i kiczu. Miało być tam to, z czym dziecko zetknie się w swoim życiu najwcześniej i dzięki naszej tablicy będzie potrafiło poradzić sobie z tym samodzielnie, np. zamek błyskawiczny, rzep, klamra czy zamek na kluczyk. I takie są właśnie nasze Tablice manipulacyjne ABAM.

właścicielki firmy z tablicami manipulacyjnymi dla dzieci

Założyłam firmę, zaczęłyśmy sprzedaż. Bywały miesiące lepsze i gorsze. Byłyśmy nawet bliskie zwinięcia interesu i wtedy na świat przyszła moja córka, a wraz z nią nowa energia i nowe pomysły. Jak to mówią – biznes zaczął się kręcić. Że dwójka dzieci? Że mało czasu, dom na głowie i druga praca? Pewnie, ale to wszystko nauczyło mnie korzystać z dnia i cieszyć się każdą chwilą.

Co dał Wam udział w konkursie „Stań na własnych nogach”? Co zmienił w Twoim życiu?

Kiedy usłyszałam o konkursie “Stań na własnych nogach”, to pomyślałam, że przydałoby się właśnie na własnych nogach stanąć, bo tablicowy biznes, choć kręcił się bardziej niż się spodziewałam, nie pozwalał jednak jeszcze na rezygnację z drugiej pracy.

Zakup maszyny laserowej tnącej nasze kształty i elementy do tablicy dałby potężnego kopa firmie i pozwolił wdrażać nowe projekty. A tak się składało, że główna nagroda w konkursie (30 tys. zł), to właśnie mniej więcej równowartość takiej maszyny.

Udział w konkursie wymagał opracowania biznesplanu, dzięki czemu pierwszy raz od dwóch lat prowadzenia firmy, miałam okazję usiąść i na chłodno spisać to wszystko, co działo się od kilkunastu miesięcy.

Samo spisanie tego biznesplanu dało mi wielką satysfakcję, bo widziałam jak wiele udało się już osiągnąć i że to jeszcze nie koniec i możemy iść dalej!

Jak zamierzacie wykorzystać to doświadczenie w przyszłości? Jakie będą kolejne kroki?

Niestety nie udało się zdobyć nagrody, ale motywacja do rozwoju firmy, jaką osiągnęłam dzięki samemu udziałowi w konkursie, sprawiła, że wdrożyłyśmy kilka konkretnych działań. Sesja zdjęciowa produktów, zaplanowanie akcji reklamowej, poszerzenie asortymentu, wprowadzenie nowych kolorów. Ale przede wszystkim – logistyczne przygotowanie do gorącego okresu świątecznego (w zeszłym roku zamknęłyśmy przyjmowanie zamówień z początkiem grudnia – z powodu tak dużej ilości nie byłyśmy w stanie nadążyć z ich realizacją).

Co powiedziałybyście mamom, które planują założyć własną firmę?

Gdy teraz patrzę na historię ABAM-u, to jedno muszę przyznać – to dzieci dają energię do działania, dają natchnienie, inspirację i motywację. Gdybym kiedyś została zapytana przez świeżo upieczoną mamę, czy warto zakładać własny biznes, bez cienia wątpliwości powiedziałabym: “A kiedy, jeśli nie właśnie teraz?”.

Jeśli chcesz poznać inne historie finalistek konkursu Stań na własnych nogach, przeczytaj także:

Kosmetyki naturalne bez ulepszania – pomysł na biznes Dominiki

Prowadzę firmę odzieżową – historia Natalii

Zdjęcia: własność Oli

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Dominika Wassermann
Absolwentka Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, oraz Liceum Plastycznego w Nowym Wiśniczu , która po dziesięciu latach postanowiła powrócić do zajmowania się grafiką komputerową. Prywatnie "zwierzolub", opiekunka 3 kotów, miłośniczka kuchni roślinnej, spędzająca wolny czas na rowerowych wycieczkach.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail