Czego szukasz

O tym jak Ola szukała swojej pracy marzeń

Historia Oli, która zamieniła liczby i twardy charakter na kreatywność, dziecięcą fantazję i rodzinny biznes… „Pracuję zadaniowo, czyli robię, co trzeba, ale wtedy kiedy i jak chcę! Uwielbiam tak pracować. Daje mi to duże poczucie niezależności. Wymaga ode mnie oczywiście sporej samodyscypliny i organizacji, ale z tym nie mam problemu”. 

  • Redakcja portalu Mamo Pracuj - 01/03/2012

Czym zajmowałaś się, zanim pojawiły się dzieci?

Przed dziećmi pracowałam w różnych firmach, gdy zaszłam w ciążę z Emilką – pracowałam akurat w dużej korporacji jako analityk finansowy… Czyli siedziałam nad liczbami. 

A kiedy wróciłaś do pracy po urodzeniu dzieci?

Do pracy wróciłam, gdy moje dzieci zaczęły chodzić do przedszkola. Emilka miała wtedy 5 lat, Tymek 3.

Nie chciałaś, czy nie mogłaś wrócić wcześniej?

Wcześniej, gdy byłam w ciąży z Emilką, nie wyobrażałam sobie, że będę tylko w domu, nie pracując. Myślałam, że wrócę do pracy po 6 miesiącach macierzyńskiego, a Emilką zajmie się opiekunka (rodziny mamy daleko, więc opcja „babci” nie wchodziła w grę). W trakcie bycia na macierzyńskim powoli zmieniało mi się podejście do powrotu do pracy i „zostawienia” Emilki z obcą osobą. Na szczęście mieliśmy finansową możliwość na taką decyzję – pensja Krystiana była wystarczająco wysoka, aby udźwignąć utrzymanie 3-osobowej rodziny. Także po macierzyńskim, poszłam na niepłatny wychowawczy. Po niecałym roku wychowawczego dostałam z pracy propozycję nie do odrzucenia. Robili zwolnienia grupowe i „zaproponowali” mi układ – wypowiedzenie za zgodą 2 stron w zamian za kilkumiesięczną odprawę. Zgodziłam się, ponieważ i tak planowaliśmy drugie dziecko. Po miesiącu okazało się, że jestem w ciąży z Tymkiem. 🙂 

Do momentu, gdy dzieci miały 4 i 2 lata zajmowałam się tylko nimi, tym, aby zapewnić im ciekawe dzieciństwo i rozwój. Nie myślałam wtedy za bardzo o swoich potrzebach. Prowadziliśmy intensywne życie „dziecięce” 😉 – spotkania z innymi dziećmi, wyjścia do różnych ciekawych miejsc w Warszawie, dużo bawiliśmy się, czytaliśmy, chodziliśmy na basen, zajęcia adaptacyjne do przedszkola, etc. Wszystko wokół dzieci, z innymi mamami z dziećmi. Aktywnie „pisałam” na forach dla rodziców, poznałam wiele ciekawych kobiet (z wieloma cały czas utrzymuję kontakt).

Na swoje zainteresowania też nie miałam zbyt wiele czasu, ponieważ często byłam sama z dziećmi. Krystian dużo wyjeżdżał w podróże służbowe, no i wracał często z pracy już po położeniu dzieci spać. Dwa miesiące po urodzeniu Tymka chodziłam raz w tygodniu na 1,5 godziny na taniec flamenco. I tyle…

Co dał Ci ten aktywny czas spędzony z dziećmi?

Co dało mi spędzenie czasu z dziećmi? Na pewno się wyciszyłam. Wcześniej byłam bardzo stanowcza, porywcza. Dzięki dzieciom „zmiękłam” 🙂 Nauczyłam się bycia bardziej opanowaną, nie taką bezkompromisową jak wcześniej. Poza tym, dzieci wyzwoliły we mnie pokłady kreatywności. Dzięki byciu z nimi w domu, odkryłam, jak bardzo lubię malować, tworzyć coś z niczego, piec :-)))

Ale…?

W pewnym momencie zaczęło mnie jednak „nosić”.  Nie chciałam jednak wrócić do takiej stałej pracy, jaką wykonywałam wcześniej.

Najpierw zajęłam się działalnością charytatywną. Pomagałam tak niecałe 2 lata. Pomagałam Stowarzyszeniu na rzecz dzieci z chorobą nowotworową Koliber z Krakowa. Organizowałam i pomagałam organizować różne imprezy w Warszawie (bale, pikniki, teatrzyki, etc). Dochód z nich był przeznaczony na działalność Stowarzyszenia – a dokładniej na budowę domu dla rodziców i dzieci chorych na nowotwory.

Dlaczego nie etat? Dlaczego nie powrót do pracy, w dziedzinie, którą już dobrze znałaś?

Zupełnie zmieniło się moje spojrzenie na pracę. Zupełnie zmieniły się moje zainteresowania. Na pewno nie były to już liczby 😉 No i przerażała mnie perspektywa pracy w pełnym wymiarze, bez widzenia dzieci cały dzień, z powrotem do domu, gdy śpią… Wtedy widzieliby się z nami tak naprawdę tylko w weekendy, a tego nie chcieliśmy. Cały czas myślałam o swoim biznesie, robiłam biznesplany, planowałam skąd wziąć środki, szukałam wspólniczki.

Aż trafiłam przez swoją koleżankę na firmę kosmetyczną. Byłam konsultantką. Organizowałam spotkania kosmetyczne oraz wykonywałam makijaże na różne okazje. Praca spodobała mi się, bo dawała mi niezależność – mogłam pracować wtedy, kiedy chciałam i zarabiałam tyle, ile wypracowałam. Nie miałam stresu, że mam dzieci chore i muszę myśleć, z kim je zostawić. Dalej spędzaliśmy czas w podobny sposób. Starałam się pracować wtedy, gdy Krystian był w domu, czyli wieczorami, w soboty, no i wtedy, gdy dzieci były w przedszkolu. Dodatkowo, gdy wychodziłam do ludzi, mogłam się dowartościować – bardziej o siebie dbałam, byłam bardziej pewna siebie. No i zajmowałam się tym, co sprawiało mi dużą satysfakcję – czyli malowaniem. Dodatkowo, dzięki tak ułożonej pracy miałam czas na swoje zainteresowania – taniec flamenco i język hiszpański. Po paru latach takiej pracy, coraz bardziej myślałam jednak o czymś bardziej stałym, ze stałym źródłem dochodów.

Udało się znaleźć coś na stałe, ale bez trybiku pracy etatowej?

Od roku mam pracę … dalej elastyczną, pracuję w firmie rodzinnej u szwagierki, która prowadzi Pensjonat Eger w Kazimierzu Dolnym. Pensjonat powstał z miłości rodziny do Węgier, węgierskiego jedzenia i win. Jest to nowy, designerski pensjonat, z węgierską kuchnią i winami. Wszystko jest nowoczesne i eleganckie, a nawiązania do Węgier są dyskretne – kolory wina, czarno-białe tapety z Egeru. Miło tworzyć coś na takim poziomie od początku. Zajmuję się nie tylko marketingiem, ale też nawiązuję współpracę z partnerami, analizuję rynek i konkurencję, prowadzę działania promocyjne oraz administruję stronę i serwisy internetowe. Pracuję zupełnie zadaniowo, czyli robię, co trzeba, ale wtedy kiedy i jak chcę 🙂 Uwielbiam tak pracować. Daje mi to duże poczucie niezależności. Wymaga ode mnie oczywiście sporej samodyscypliny i organizacji, ale z tym nie mam problemu.

I jest dobrze? Tak jak miało być?

Lubię taki typ pracy, ze względu na to, że dalej mam czas dla rodziny – odbieram dzieci ze szkoły w „ludzkich” godzinach, jestem w stanie pomóc im w lekcjach, nie martwię się dniami wolnymi od szkoły czy ich chorobą, bo pracuję w domu. 

Czego Ci życzyć?

Dalszego rozwoju, w każdej dziedzinie. Żeby dalej się układało tak, jak teraz, czyli żebym mogła łączyć pracę i swój rozwój osobisty z rodziną i jej rozwojem. Poza tym, od paru miesięcy biegam, myślę o startach w zawodach, także możesz mi też życzyć powodzenia w najbliższym półmaratonie 😉

Dziękujemy za rozmowę!

Rozmawiała: Beata Ostrowska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redakcja portalu Mamo Pracuj
Podyskutuj

Najtrudniejszy pierwszy krok – wracam do pracy

A więc stało się, znalazłaś wymarzone zajęcie, jest niania, wyprasowana garsonka i nowa fryzura, w torebce wizytówki, ale nie możesz opędzić się od wątpliwości: „Jak ja sobie poradzę po przerwie spędzonej głównie z niemowlęciem, w domowym, przewidywalnym zaciszu? Jak dzieci zniosą rozłąkę? Czy odnajdę się w nowym środowisku?” O trudach powrotu do pracy i czy diabeł rzeczywiście taki straszny?
  • Marta Szyszko - 05/11/2019
kobieta szykuje się do pracy

Nerwowo rozbijam się po mieszkaniu, no gdzie ta niania powinna być za 2 minuty, a jak się spóźni? Wszystko dopięte na ostatni guzik, młode przyglądają mi się z zaciekawieniem i niedowierzaniem. Wszak widok mamy jak spod igły, zamiast w poplamionym T-shircie i dresie, zwiastuje albo uroczystość rodzinną albo inne ważne wydarzenie.

Mama – gdzie idziesz?

Pyta starsza. -„Do pracy” – odpowiadam. Niby nic wielkiego, ale brzmi przerażająco, a jednocześnie budzi ekscytację. Dzieci jak nie one, bawią się grzecznie i czekają co się wydarzy. Do niani są przyzwyczajone, dla nich to tak jakby mamusia szła na jogę, nie zauważą różnicy – pocieszam się w duchu. Mimo to stres daje znać o sobie w postaci niepohamowanego pesymizmu i obawy przed spiskiem rzeczy martwych i żywych przeciwko mnie w dniu dzisiejszym.

Piętrzące się w głowie wątpliwości

„A co jak się spóźnię, jak autobus nie przyjedzie, jak wsiądę nie w tym kierunku co trzeba, jak nie znajdę biura???” przerywa punktualna jak zwykle niania. Dzieci lgną do niej z entuzjazmem, a ja po chwili zamykam drzwi za sobą. Drzwi, ale wraz z nimi pewien etap: pełnej symbiozy z dziećmi i oddania macierzyństwu, opuszczam swoje garnki, deskę i żelazko, ruszam dziarskim krokiem do tętniącego życia społecznego. Prawdziwych wyzwań i dylematów z innej działki niż: „marchewka, czy jabłko?”.

Zalana skrajnymi emocjami nie wiem, czy śmiać się czy płakać? Ulga i nadzieja mieszają się z poczuciem winy – kompletnie nieuzasadnionym. Dzieci nie potrzebują zmęczonej rutyną, przygaszonej mamy. Nie znikam na cały dzień, ale na kilka godzin, pozostałą część wykonam w domu, bo taka specyfika nowej pracy.

Ten pierwszy dzień

Na miejscu zjawiam się pół godziny przed czasem, żaden z czarnych scenariuszy po drodze się nie sprawdził. Niepewnie uchylam drzwi biura i jak oniemiała widzę przed sobą znajomą twarz – koleżanka ze studiów. Całe napięcie mija i po krótkiej wymianie uprzejmości zabieramy się do pracy. Sypię pomysłami jak z rękawa, po pierwszym dniu czuję się z nowym zespołem jak ryba w wodzie. Ja – mama, ja – pracowniczka.

Powrót do domu

Za drzwiami roześmiane buzie – wbrew wszelkim obawom – dzieci zaopiekowane i szczęśliwe. Może im też był potrzebny ten oddech? Bo mi na pewno, a i dodatkowe pieniądze znajdą zastosowanie w domowym budżecie…

Zdjęcie: 123 rf

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Marta Szyszko
Mama pełną parą, która od spraw domowych i trywialnych ucieka w nałóg… pisanie. Dzieli się matczyną dolą i z innymi rodzicielkami na portalu www.niedoskonalamama.pl. Prowadzi także blogi www.takeitizi.pl oraz www.kobietawe-biznesie.pl.
Podyskutuj

Dzień Otwarty we Franklin Templeton- „spotkanie, które dodaje skrzydeł”

Tak mówiły o nim uczestniczki Dnia Otwartego dla Mam w firmie Franklin Templeton w Poznaniu. 55 Pań, 25 dzieci, ponad 16 speed interviews i ponad 20 pracowników firmy zaangażowanych w wydarzenie i najwyższe możliwe oceny spotkania! Zapraszamy do relacji!
  • Agnieszka Kaczanowska - 04/11/2019
Dzień Otwarty w siedzibie Franklin Templeton

Dzień Otwarty dla Mam w firmie Franklin Templeton w Poznaniu

Nastroje i ducha wydarzenia najlepiej oddają słowa Uczestniczek:

„Takie spotkanie jest jak trampolina, od której, po miesiącach lub latach spędzonych na wychowywaniu dzieci, można odbić się i zmienić swoje życie już na zawsze”

„Dla matki, która dłużej została w domu, zdanie sobie sprawy z potrzeb kobiety pracującej, przełamanie strachu i nabranie większej pewności siebie – idealne spotkanie”

„Okazuje się, że wszystkie pracujące i niepracujące jesteśmy takie same i mamy lub miałyśmy podobny status życiowy. Mam nadzieję, że będzie takich spotkań więcej!”

„Jedyne czego mi brakło, to mojej odwagi, aby zgłosić się do udziału w speed recruitment!”

Trzecie wspólne spotkanie we Franklin Templeton w Poznaniu

Nie jest łatwo przygotować trzecie spotkanie dla zbliżonej grupy docelowej, ale i tym razem zarówno frekwencja, jak i zaangażowanie Uczestniczek, przeszło nasze wszelkie oczekiwania.

Szczególną okazją do organizacji tegorocznej edycji Dnia Otwartego dla Mam w Poznaniu, była przeprowadzka pracowników firmy do nowego biura na Nowym Rynku.

Nowe otoczenie, jeszcze bardziej nastawione na współpracę i interakcje sprzyjało nawiązywaniu kontaktów i rozmowom, a tych ostatnich było całe mnóstwo.

Sprawdź najnowsze oferty pracy Franklin Templeton i aplikuj!

Co się działo w trakcie spotkania?

Dla naszych gości przygotowaliśmy dwie oddzielne przestrzenie, aby Panie mogły spokojnie wziąć udział w spotkaniu, a dzieci radośnie bawić się pod opieką animatorów.

Część merytoryczną wydarzenia podzieliśmy na trzy części:

  • Wystąpienie pt. „Nie taka rekrutacja straszna jak ją malują – czyli rad kilka jak przejść pozytywnie proces rekrutacji w organizacji takiej jak Franklin Templeton”, które cieszyło się ogromnym zainteresowaniem sądząc po liczbie pytań jakie padły z sali.
  • Networking, podczas którego można było wziąć udział w akcji speed recruitment, ale także niezależnie skonsultować swoje CV z rekruterami Franklin Templeton, sprawdzić znajomość języka angielskiego oraz skorzystać z okazji i zobaczyć nowe biuro Franklin Templeton. Przez cały czas pracownicy firmy byli otwarci i dostępni na rozmowy indywidualne. Jak również zespół Mamo Pracuj 🙂

Co było najważniejsze dla uczestniczek spotkania?

„Najbardziej wartościowe było odczarowanie stereotypów i możliwość rozmowy z ludźmi, którzy tam pracują. Ekipa działu HR była do dyspozycji na każdym kroku i było widać, że mają naprawdę dużo chęci do działania i dzielenia się informacjami”

„Otwartość pracowników FT (zwłaszcza rekruterów), bardzo miła atmosfera, postawa wspierająca nawet na speed recruitment”.

„Możliwość porozmawiania z obecnymi pracownikami i możliwość szybkich rekrutacji. To że dzieci miały dużą swobodę w przychodzeniu do mam jak miały ochotę, a jednocześnie animatorki starały się je tak zainteresować, aby mamy jak najwięcej usłyszały”

Dla tych z Was, które nie mogły tym razem skorzystać z możliwości spotkania z pracownikami Franklin Templeton mamy dobrą wiadomość. Kolejny Dzień Otwarty dla mam na pewno się odbędzie!

Chcesz dowiedzieć się więcej o firmie Franklin Templeton? Sprawdź profil firmy w Bazie Pracodawców Przyjaznych Rodzicom!

Zdjęcia: własność Franklin Templeton

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Agnieszka Kaczanowska
Współzałożycielka mamopracuj.pl, od dziesięciu lat rozwija swoje umiejętności łączenia życia rodzinnego i zawodowego i nawet jej to wychodzi! Lubi wyzwania i cieszy ją kiedy pracodawcy znajdują świetnych pracowników. Mama wesołej trójki, żona i miłośniczka kotów. 
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie

Może Cię zainteresować także:

Uwaga. Strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje uzyskane za ich pomocą wykorzystywane są w celach statystycznych. Pozostając tu godzisz się na ich zapisywanie w Twojej przeglądarce. ×

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail