Czego szukasz

O tym jak Ola szukała swojej pracy marzeń

Historia Oli, która zamieniła liczby i twardy charakter na kreatywność, dziecięcą fantazję i rodzinny biznes… „Pracuję zadaniowo, czyli robię, co trzeba, ale wtedy kiedy i jak chcę! Uwielbiam tak pracować. Daje mi to duże poczucie niezależności. Wymaga ode mnie oczywiście sporej samodyscypliny i organizacji, ale z tym nie mam problemu”. 

Czym zajmowałaś się, zanim pojawiły się dzieci?

Przed dziećmi pracowałam w różnych firmach, gdy zaszłam w ciążę z Emilką – pracowałam akurat w dużej korporacji jako analityk finansowy… Czyli siedziałam nad liczbami. 

A kiedy wróciłaś do pracy po urodzeniu dzieci?

Do pracy wróciłam, gdy moje dzieci zaczęły chodzić do przedszkola. Emilka miała wtedy 5 lat, Tymek 3.

Nie chciałaś, czy nie mogłaś wrócić wcześniej?

Wcześniej, gdy byłam w ciąży z Emilką, nie wyobrażałam sobie, że będę tylko w domu, nie pracując. Myślałam, że wrócę do pracy po 6 miesiącach macierzyńskiego, a Emilką zajmie się opiekunka (rodziny mamy daleko, więc opcja „babci” nie wchodziła w grę). W trakcie bycia na macierzyńskim powoli zmieniało mi się podejście do powrotu do pracy i „zostawienia” Emilki z obcą osobą. Na szczęście mieliśmy finansową możliwość na taką decyzję – pensja Krystiana była wystarczająco wysoka, aby udźwignąć utrzymanie 3-osobowej rodziny. Także po macierzyńskim, poszłam na niepłatny wychowawczy. Po niecałym roku wychowawczego dostałam z pracy propozycję nie do odrzucenia. Robili zwolnienia grupowe i „zaproponowali” mi układ – wypowiedzenie za zgodą 2 stron w zamian za kilkumiesięczną odprawę. Zgodziłam się, ponieważ i tak planowaliśmy drugie dziecko. Po miesiącu okazało się, że jestem w ciąży z Tymkiem. 🙂 

Do momentu, gdy dzieci miały 4 i 2 lata zajmowałam się tylko nimi, tym, aby zapewnić im ciekawe dzieciństwo i rozwój. Nie myślałam wtedy za bardzo o swoich potrzebach. Prowadziliśmy intensywne życie „dziecięce” 😉 – spotkania z innymi dziećmi, wyjścia do różnych ciekawych miejsc w Warszawie, dużo bawiliśmy się, czytaliśmy, chodziliśmy na basen, zajęcia adaptacyjne do przedszkola, etc. Wszystko wokół dzieci, z innymi mamami z dziećmi. Aktywnie „pisałam” na forach dla rodziców, poznałam wiele ciekawych kobiet (z wieloma cały czas utrzymuję kontakt).

Na swoje zainteresowania też nie miałam zbyt wiele czasu, ponieważ często byłam sama z dziećmi. Krystian dużo wyjeżdżał w podróże służbowe, no i wracał często z pracy już po położeniu dzieci spać. Dwa miesiące po urodzeniu Tymka chodziłam raz w tygodniu na 1,5 godziny na taniec flamenco. I tyle…

Co dał Ci ten aktywny czas spędzony z dziećmi?

Co dało mi spędzenie czasu z dziećmi? Na pewno się wyciszyłam. Wcześniej byłam bardzo stanowcza, porywcza. Dzięki dzieciom „zmiękłam” 🙂 Nauczyłam się bycia bardziej opanowaną, nie taką bezkompromisową jak wcześniej. Poza tym, dzieci wyzwoliły we mnie pokłady kreatywności. Dzięki byciu z nimi w domu, odkryłam, jak bardzo lubię malować, tworzyć coś z niczego, piec :-)))

Ale…?

W pewnym momencie zaczęło mnie jednak „nosić”.  Nie chciałam jednak wrócić do takiej stałej pracy, jaką wykonywałam wcześniej.

Najpierw zajęłam się działalnością charytatywną. Pomagałam tak niecałe 2 lata. Pomagałam Stowarzyszeniu na rzecz dzieci z chorobą nowotworową Koliber z Krakowa. Organizowałam i pomagałam organizować różne imprezy w Warszawie (bale, pikniki, teatrzyki, etc). Dochód z nich był przeznaczony na działalność Stowarzyszenia – a dokładniej na budowę domu dla rodziców i dzieci chorych na nowotwory.

Dlaczego nie etat? Dlaczego nie powrót do pracy, w dziedzinie, którą już dobrze znałaś?

Zupełnie zmieniło się moje spojrzenie na pracę. Zupełnie zmieniły się moje zainteresowania. Na pewno nie były to już liczby 😉 No i przerażała mnie perspektywa pracy w pełnym wymiarze, bez widzenia dzieci cały dzień, z powrotem do domu, gdy śpią… Wtedy widzieliby się z nami tak naprawdę tylko w weekendy, a tego nie chcieliśmy. Cały czas myślałam o swoim biznesie, robiłam biznesplany, planowałam skąd wziąć środki, szukałam wspólniczki.

Aż trafiłam przez swoją koleżankę na firmę kosmetyczną. Byłam konsultantką. Organizowałam spotkania kosmetyczne oraz wykonywałam makijaże na różne okazje. Praca spodobała mi się, bo dawała mi niezależność – mogłam pracować wtedy, kiedy chciałam i zarabiałam tyle, ile wypracowałam. Nie miałam stresu, że mam dzieci chore i muszę myśleć, z kim je zostawić. Dalej spędzaliśmy czas w podobny sposób. Starałam się pracować wtedy, gdy Krystian był w domu, czyli wieczorami, w soboty, no i wtedy, gdy dzieci były w przedszkolu. Dodatkowo, gdy wychodziłam do ludzi, mogłam się dowartościować – bardziej o siebie dbałam, byłam bardziej pewna siebie. No i zajmowałam się tym, co sprawiało mi dużą satysfakcję – czyli malowaniem. Dodatkowo, dzięki tak ułożonej pracy miałam czas na swoje zainteresowania – taniec flamenco i język hiszpański. Po paru latach takiej pracy, coraz bardziej myślałam jednak o czymś bardziej stałym, ze stałym źródłem dochodów.

Udało się znaleźć coś na stałe, ale bez trybiku pracy etatowej?

Od roku mam pracę … dalej elastyczną, pracuję w firmie rodzinnej u szwagierki, która prowadzi Pensjonat Eger w Kazimierzu Dolnym. Pensjonat powstał z miłości rodziny do Węgier, węgierskiego jedzenia i win. Jest to nowy, designerski pensjonat, z węgierską kuchnią i winami. Wszystko jest nowoczesne i eleganckie, a nawiązania do Węgier są dyskretne – kolory wina, czarno-białe tapety z Egeru. Miło tworzyć coś na takim poziomie od początku. Zajmuję się nie tylko marketingiem, ale też nawiązuję współpracę z partnerami, analizuję rynek i konkurencję, prowadzę działania promocyjne oraz administruję stronę i serwisy internetowe. Pracuję zupełnie zadaniowo, czyli robię, co trzeba, ale wtedy kiedy i jak chcę 🙂 Uwielbiam tak pracować. Daje mi to duże poczucie niezależności. Wymaga ode mnie oczywiście sporej samodyscypliny i organizacji, ale z tym nie mam problemu.

I jest dobrze? Tak jak miało być?

Lubię taki typ pracy, ze względu na to, że dalej mam czas dla rodziny – odbieram dzieci ze szkoły w „ludzkich” godzinach, jestem w stanie pomóc im w lekcjach, nie martwię się dniami wolnymi od szkoły czy ich chorobą, bo pracuję w domu. 

Czego Ci życzyć?

Dalszego rozwoju, w każdej dziedzinie. Żeby dalej się układało tak, jak teraz, czyli żebym mogła łączyć pracę i swój rozwój osobisty z rodziną i jej rozwojem. Poza tym, od paru miesięcy biegam, myślę o startach w zawodach, także możesz mi też życzyć powodzenia w najbliższym półmaratonie 😉

Dziękujemy za rozmowę!

Rozmawiała: Beata Ostrowska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Podyskutuj
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie