Czego szukasz

Nie będę dobrą mamą, jeśli nie będę szczęśliwą kobietą

Jest żoną, mamą pięciu synów, a od 5 lat bloguje. W dodatku wspólnie z rodziną i z mężem prowadzi sklep z zabawkami. Wydawać by się mogło, że już nic się nie da wycisnąć z życia przy takiej ilości funkcji i obowiązków. A jednak jak sama mówi, znajduje czas na randki z mężem, tajskie masaże i dobre wino. – Wychodzę z założenia, że nie będę dobrą mamą, jeśli nie będę szczęśliwą kobietą – mówi Patrycja Biegańska – autorka bloga MamaGang i przywódczyni całego gangu chłopaków.

Domyślam się, że to pytanie, na które już nie raz odpowiadałaś. Dlaczego zaczęłaś pisać blog? Jak długo go prowadzisz i skąd nazwa – MamaGang?

Bloga MamaGang założyłam półtora roku temu, po zamknięciu poprzedniego. Odkąd zaczęłam blogować 5 lat temu, wiedziałam, że to jest temat dla mnie – uwielbiam pisać, mam wiele do powiedzenia, duże doświadczenie – nie tylko związane z macierzyństwem – którymi chciałabym się dzielić. Gdy skończyłyśmy przygodę z BPM wiedziałam, że będzie mi tego bardzo brakować, dlatego nie namyślałam się długo! Za to bardzo długo myślałam nad nazwą – chciałam, by czytelnik od razu wiedział, gdzie wchodzi. Że to miejsce mamy – przywódczyni całego gangu chłopaków 😉 Chyba się udało, nazwa ma bardzo dobry feedback od czytelników.

Niestety brakuje mi czasu, by robić to regularnie i tak często, jak powinnam, ale staram się utrzymywać codzienny, bliski kontakt z czytelnikami przez social media – facebook, instagram.

Rzeczywiście wygląda na to, że po prostu lubisz blogowanie 🙂 Jak wspomniałaś, prowadziłaś już wcześniej blog Boginie Przy Maszynie. To może zacznijmy od początku. Jak zaczęła się Twoja przygoda z blogowaniem?

Bloga zaczęłyśmy prowadzić z przyjaciółką 5 lat temu, gdy obie miałyśmy małe dzieci i potrzebowałyśmy zrobić coś dla siebie. Znaleźć swoje miejsce w niejako dniu świstaka, znanym każdej młodej mamie, taki kawałek rzeczywistości, które mogłybyśmy kształtować całkowicie po swojemu, wedle własnego pomysłu, upodobań, no i takie 5 minut dla siebie pośród obowiązków 😉

Dlatego założyłyśmy bloga, zaczęłyśmy szyć, a w rok później powstała marka z naszymi ubrankami dla dzieci! Niestety z racji innych obowiązków, które zaczęły nas przytłaczać, musiałyśmy zrezygnować z tego przedsięwzięcia po 3 latach. Ale do dziś traktuję MamaGang, jako moje miejsce, moją przestrzeń, gdzie nic mnie nie ogranicza.

Zastanawiam się jak to musi wyglądać u Ciebie? Liczna gromadka dzieci, blog, mąż – przecież On też potrzebuje Twojej uwagi – i jeszcze nowo otwarty sklep stacjonarny. Masz jakąś magiczną różdżkę? Jak wygląda Twój dzień?

Szczerze, sama się czasem zastanawiam, jak to się udaje 😉 Dzień zaczynam od mocnej kawy z mlekiem i miodem, bez niej nawet nie myślę o tym, co mam dziś do zrobienia! Potem wyprawianie dzieci do szkoły, przegląd maili i notatek, listy asapów, i zaczynam odhaczać kolejne rzeczy. Niestety od roku blog jest na ostatnim miejscu w obowiązkach, gdyż musiałam się mocno zaangażować w prawdziwe źródło naszego utrzymania, czyli sklep z zabawkami DAMI.

Stała praca to natłok obowiązków, a te w domu też nie znikają, dzieci potrzebują stale dużo uwagi, zaangażowania, rozmowy, wspólnego spędzania czasu. O sobie i mężu też nie zapominam, na szczęście lubimy te same rzeczy, które nas relaksują, dlatego wieczory spędzamy wspólnie przy filmach, serialach, staramy się wychodzić na spacery we dwoje, a nawet randki! Dziadkowie wtedy opiekują się dziećmi.

Mimo tego co mówisz, że blog jest na ostatnim miejscu, to jednak stale jest na nim coś nowego. Jest odzwierciedleniem tego co na co dzień dzieje się w Twojej rodzinie.Nie masz oporów, żeby opowiadać o swoim życiu?

Może to jakiś rodzaj ekshibicjonizmu? 😉 Lubię pokazywać nasze życie, dom, dzieciaki. Może ktoś pomyśli, że się chwalę, i chyba trochę tak jest, bo jestem bardzo dumna z naszej rodziny i z naszych dzieci. Głównie dlatego, że to wszystko prawda, nie mam potrzeby kolorowania rzeczywistości. Ogromnie się kochamy, dzieciaki skoczyłyby za sobą w ogień, a my umiemy korzystać z życia, poprzez codzienne rozrywki typu kino, jedzenie, gry i zabawy, podróże. Nie odkładamy niczego na później, ani przytulania, ani przyjemności.

Myślę, że po prostu warto to pokazać, że rodzina – szczególnie nawet tak duża rodzina – daje ogromne szczęście, dużo radości z małych rzeczy, codziennie. Nie jest to żadne poświęcenie, jak wiele osób stereotypowo myśli. Duża rodzina to był nasz świadomy wybór i codziennie jestem wdzięczna, że nam się udało to marzenie zrealizować, i jednocześnie, że udaje się utrzymać ten poziom satysfakcji, o jaki nam chodziło.

To teraz drugie z serii – domyślam się – powtarzających się pytań 🙂 Jak to jest być #momof5? Jesteś otoczona mężczyznami, pewnie niejedna kobieta Ci może zazdrościć 🙂

Ostatnio dużo o tym myślałam: ja naprawdę jestem królową w domu. Mam wrażenie, że ciągle rozkazuję 😉 Mąż większość dnia spędza w pracy, wraca później niż ja, więc na mnie spada ogarnianie dzieci, zajęć dodatkowych, lekarzy, szkolnych spraw. To ja głównie podejmuję decyzje o sprawach mniejszych, o większych decydujemy wspólnie, ale każda z mam wie, że życie składa się głównie z mniejszych 😉 Więc nie ukrywam, że czasem jest mi ciężko, szczególnie, że muszę zapanować nad piątką chłopców w różnym wieku, z różnymi oczekiwaniami, potrzebami, pomysłami.

Starsi weszli w wiek, że się ciągle kłócą o wszystko, rywalizują ze sobą, czasem też ćwiczą moją cierpliwość, która już chyba dawno wyparowała 😉 Momentami mam ochotę uciec na Księżyc, a jednocześnie wiem, że beze mnie by się to wszystko zawaliło – i oprócz poczucia odpowiedzialności, to jest też miłe uczucie, być tak potrzebną. Chcąc nie chcąc – muszę ogarniać, wiec najlepiej to po prostu polubić!

Co dla Ciebie jest kluczowe w wychowaniu dzieci? Co chcesz im przekazać?

Zawsze powtarzam: jedyne, czego chcę od moich dzieci, to wychować ich na dobrych i szczęśliwych ludzi. Chcę, by miały dobre, współczujące serce i pomocne dłonie, a oprócz tego – by były szczęśliwe, robiły to co lubią, były samodzielne. Niczego konkretnego nie oczekuję, ani świadectw z paskiem, ani doktoratów, ani dużych pieniędzy. Ale jednocześnie uczę, że bez ciężkiej pracy nie można niczego osiągnąć w życiu, a własne szczęście ponad cudzym nieszczęściem nie da żadnej prawdziwej przyjemności. Takie podstawy. Reszta mnie naprawdę nie interesuje.

Śledząc wpisy na Twoim blogu łatwo zauważyć, że nie jesteś mamą narzekającą, ale zawsze uśmiechniętą i taką ze zdrowym dystansem. Z czego to wynika? Z ilości dzieci pod Twoimi skrzydłami i doświadczenia? Czy po prostu jesteś taką osobą?

Zdecydowanie jest to podejście do życia w ogóle. Mam taki charakter, że do wszystkiego podchodzę z entuzjazmem, optymizmem, energią. Dla niektórych nawet pewnie jestem trochę nadpobudliwa, ale z drugiej strony, inaczej nie ogarnęłabym tylu rzeczy naraz. Właściwie to nawet nie rozumiem, jak można inaczej podchodzić do codziennych wyzwań i dość trudno dogaduję się z osobami, które pracują dużo wolniej niż ja. Ja muszę mieć wszystko od ręki zrobione i załatwione, nie rozumiem pojęcia „zaraz” czy „pomyślę o tym jutro”.

Gdyby nie wrodzony entuzjazm, na zrobienie wielu rzeczy po prostu nie starczyłoby mi siły, a tak mam coś, co mnie od środka nakręca. I dzięki temu nastawieniu wiele w życiu mi się udaje. Widzę to w codziennej pracy – jak ja dzwonię, by coś załatwić, zawsze zostaje załatwione według moich oczekiwań. Od razu wiem, że mi się uda, i ta druga strona chyba też to czuje 😉

To samo z dystansem. Gdybym miała się wszystkim przejmować, co więcej, gdyby to przejmowanie się miało wpływać na moje codzienne funkcjonowanie, pewnie często nie mogłabym wstać z łóżka. Staram się robić swoje i nie myśleć o tym, co inni powiedzą, bo już wiem, że to nie ma sensu. I jednocześnie nikogo nie oceniam, chociaż nie zawsze rozumiem. Ale każdy musi znaleźć receptę na swoje szczęście, mieć własny pomysł na życie. Ale wydaje mi się, że żyjąc z uśmiechem, optymizmem, jest po prostu łatwiej.

Jeszcze pytanie o blog? Czy sama tworzysz wszystko co na nim widzimy, czy ktoś Ci pomaga?

Blog to mój kawałek świata, z nikim się nim nie dzielę i nie korzystam z pomocy. Czasem konsultuję się z koleżankami blogerkami, gdy napotykam na problem, ale nie mam potrzeby zatrudniać fachowej pomocy.

Zupełnie niedawno otworzyliście sklep z zabawkami. To wielkie przedsięwzięcie. I to nie jest Wasza pierwsza przygoda ze sklepem z zabawkami. Opowiedz trochę o tym.

Firma DAMI ZABAWKI to firma rodzinna męża. Założona 18 lat temu przez jego rodziców, teraz przeszła na niego i siostrę. Ale musiałam i ja się zaangażować, gdyż rozmiar tego przedsięwzięcia zdecydowanie przerasta dwie osoby. W tej chwili zatrudniamy już ponad 30 osób, mamy dwie wielkie placówki, sprzedaż detaliczną stacjonarną i online, ale także hurtową na skalę ogólnopolską, oraz import i eksport.

Ostatnio otworzyliśmy w Gdyni nowy, ogromny sklep stacjonarny, największy w Polsce sklep z zabawkami! 1200 metrów i ponad 5000 różnych produktów. W tej chwili do mnie należy przypilnowanie i rozwinięcie tego przedsięwzięcia. Stawiam przede wszystkim na obsługę klienta, dobrą zabawę, nie tylko na sprzedaż! Miejsce to ma przyciągnąć całe rodziny i zapewnić nie tylko wybór i niskie ceny, ale przede wszystkim wspólnie miło spędzony czas. Co tydzień robimy warsztaty, gry, zabawy, konkursy, rozdajemy darmowe upominki wszystkim dzieciom, które chcą z nami spędzić czas 🙂 Dziecko jest naszym głównym klientem, a dla dziecka liczy się tylko dobra zabawa. Myślę, że to dość innowacyjne podejście do prowadzenia biznesu w Polsce, chociaż bardzo popularne za granicą.

Znajdujesz czas dla siebie i tylko dla siebie albo na randki z mężem? Jak wtedy organizujesz opiekę dla swoich pięciu chłopaków?

Wychodzę z założenia, że nie będę dobrą mamą, jeśli nie będę szczęśliwą kobietą. Dlatego dbam o swoje przyjemności, czas dla siebie, czas dla nas tylko we dwoje. Z racji pracy często z mężem podróżujemy, nawet raz w miesiącu, dlatego mam czas się wyspać i spokojnie pogadać. Chodzimy też na randki, może niezbyt często, ale uwielbiamy tajskie masaże, dobre jedzenie i kino 😉

Mam wspaniałych rodziców, którzy uwielbiają swoje wnuki i zawsze możemy na nich liczyć. To prawdziwi wojownicy, żadne wyzwanie im nie straszne, ani nagła choroba dziecka, ani wyprawienie do szkoły na 7:30, dlatego jestem spokojna, że dadzą sobie radę, a dzieci ich nie wykończą. Ale także w domu dbamy o swój komfort. Mamy zasadę, że po 21.30 nie ma już dzieci w salonie – mogą sobie poczytać przed spaniem, ale od 21:30 (w weekendy po 22) mamy czas dla siebie. Oglądamy wtedy filmy, czasem pijemy wino (z zasady również nie pijemy alkoholu przy dzieciach), rozmawiamy, albo i nie 😉

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Moskalik Pieper

Zdjęcia: dwa pierwsze Rafał Mroziński (TrochęFajnyFotograf.pl); pozostałe zdjęcia: Patrycja Biegańska

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z innymi:
Redaktor portalu Mamo Pracuj. Prywatnie spełniona, pełnoetatowa mama dwóch wspaniałych synów i żona, starająca się znaleźć swój patent na work - life balance. Absolwentka UJ. Miłośniczka kina, muzyki i książek.
Chcę otrzymywać inspiracje, pomysły i sugestie jak pracować i nie zwariować.
Newsletter wysyłamy raz na 2 tygodnie